fbpx
-0.9 C
Biskupin
sobota, 28 stycznia, 2023
Reklama

Skąd taka odwaga u Hołowni i dlaczego za to nie płaci medialnie?

13

Powiadają ludzie, że Szymon Hołownia i jego Polska 2050 to produkt amerykański. Sam nie wiem, trochę już się gubię, a trochę mi się nie chce weryfikować rozmaitych sensacji, które zalewają nas zewsząd. Niemniej jednak ta teoria dobrze tłumaczy poziom odwagi Hołowni, jak również jego woltę, o ile jest to wolta. Równie dobrze pomysł mocodawców może się skupiać na klasyce, czyli pozornej alternatywie dla głównej partii.

Przy tych wszystkich teoriach i hipotezach nie można zapominać o prozie życia. Hołownia ma partię i co za tym idzie ma też działaczy, którzy domagają się jedynek na listach lub co najmniej „miejsc biorących”. Takie życzenie zdecydowanie łatwiej spełnić przy samodzielnym starcie, niż przy wspólnym kandydowaniu z list PO, gdzie jedynkę może dostałby Hołownia, ale najwyżej w Skierniewicach. Tak, czy siak niedawny prezenter telewizyjny postawił się rycerzowi na białym koniu i zrobił to dość spektakularnie. W tytule felietonu twierdzę, że medialnie za to nie zapłacił, ale uważni obserwatorzy sceny politycznej mogą wykrzyczeć nazwisko Lisa. No dobrze, ale jakie media reprezentuje Lis? Jego nie ma, to cień Lisa, wyrzucony ze wszystkich redakcji i co więcej uspakajali go nie tylko inni dziennikarze, ale nawet działacze PO.

Krótko mówiąc po tym, jak stało się jasne, że Hołownia idzie sam do wyborów, nie ma na niego zlecenia. Na taki komfort może sobie pozwolić tylko ktoś, kto ma za plecami nie byle jakiego mecenasa i tu znów kierunek amerykański by się potwierdził. W ramach świętej wojny politycznej w tarabany wali centrala, gdyby TVN chciał, to zmiótłby Hołownię, a co najmniej prześladował bardziej niż Kaczyńskiego, czy Czarnka. Najwyraźniej nie chce albo nie może i dlatego pomimo zerwania wspólnej listy nic wielkiego Polsce 2050 się nie dzieje. Kluczowe w tych wszystkich układankach jest jednak to, czy i w jakiej konfiguracji wielka koalicja anty-PiS ma szanse pokonać PiS. Przez dłuższy czas Tusk zdecydowanie lansował tezę, że razem znaczy lepiej, ale istnieje prawdopodobieństwo, że Tusk nie mówił prawdy.

Być może badania wewnętrzne zlecane przez rozmaitych ważnych misiów wskazywały, że wspólna lista wcale nie daje przewagi i jeszcze niesie za sobą dodatkowe ryzyko pomieszania z poplątaniem, jakie widzieliśmy przy wyborach europejskich. PSL do dziś tłumaczy się z wielokolorowych gumowców i robi wszystko, żeby wymazać koalicję z Biedroniem. Wprawdzie Tusk i Hołownia to praktycznie ta sama bajka, jednak sam pomysł na wybory do polskiego parlamentu miał być skopiowany jeden do jednego z wyborów europejskich. Taki układ z politycznego punktu widzenia jest korzystny wyłącznie dla PO i oczywiście samego Tuska, który wyrasta na lidera zjednoczonej opozycji. Mniejsze partie w koalicji z dużą partią zawsze kończyły marnie i Hołownia jako pierwszy skończyłby w roli przystawki, bo od PO odróżnia się tylko nazwą oraz nic nieznaczącymi deklaracjami odmienności.

Co w takim razie przeważyło, że opozycja nie pójdzie razem do wyborów? Prawdopodobnie to, że interes polityczny Tuska to nie to samo, co pokonanie PiS. Gdyby badania, ale te prawdziwe, jednoznacznie wskazywały na znaczną przewagę w przypadku skonstruowania wspólnej listy, to Hołownia nie miałby nic do gadania. Ponieważ rzeczywistość wyborcza wygląda inaczej niż próbował pod siebie zaklinać Tusk, to wygrał model politycznej i przede wszystkim sztucznej alternatywy. Zmęczeni wizerunkiem Tuska i PO, będą mieli wybór w postaci „świeżości”, czyli kolejnej antysystemowej partii udającej, że w równym stopniu nie ma nic wspólnego z PiS i PO. Takie decyzje zawsze zapadają wyżej, ponad głowami malowanych liderów partii i to oznacza, że Hołowni medialnie włos z głowy nie spadnie. Będziemy mieli rosyjski klasyk zwany grą na dwóch fortepianach. Tusk skupi najbardziej radykalnych wyborców, Hołownia będzie kusił młodych i zmęczonych POPiS-ową wojną.

Reklama

Afera w USA wokół “ściśle tajnych” dokumentów…

13

W Ameryce czas partyjnych manewrów i pozycjonowania tuż przed nadchodzącą prezydencką kampanią wyborczą. Każdy tydzień obfituje w kolejne sensacje związane z ustalaniem strategii stron z tradycyjnym dobrodziejstwem tzw. podkładania świń (również w obrębie partii), która to procedura ma oczyścić pole dla wyselekcjonowanych wstępnie kandydatów. Najpierw na wiele sposobów usiłowano zablokować, zniszczyć szanse byłego prezydenta Trumpa przy pomocy procesów sądowych i dochodzeń, teraz z kolei obserwujemy szereg manewrów wewnątrz Partii Demokratycznej, których celem jest urzędujący prezydent Joe Biden. 

Politycy i ich zasobni promotorzy już aktywują swoje “prezydenckie” rozbudzone ambicje i kiedy fizycznie stetryczała bidula Joe Biden zapowiedział, że wkrótce ponownie zgłosi swoją kandydaturę, wtedy sponsorzy konkurencji wyciągnęli długie noże. Murzyn zrobił swoje, teraz powinien odejść, a jest tak uwikłany w  korupcję, że skompromitować go nie będzie żadnym problemem. 

Jest wiele możliwych interpretacji i scenariuszy właśnie rozgrywanej sytuacji, jedna z nich zakłada, że w atmosferze rozwojowego skandalu ustępuje prezydent Biden, automatycznie prezydentem zostaje dotychczasowy wiceprezydent (śmiszka) Kamala Harris i na wiceprezydenta powołuje silnie powiązanego z poprzednim spikerem Kongresu (Nancy Pelosi) aktualnego gubernatora Kalifornii, którym jest ambitny, zwariowany lewak Gavin Newsom. Co prawda wtedy jego kandydaturę musiałby zatwierdzić Kongres i Senat. Z uwagi na bardzo niskie notowania roztrzepanej Kamali Harris przewiduje się, że nie będzie ona startowała  w nadchodzących wyborach i tym samym automatycznie otworzy drogę Newsomowi. W innym scenariuszu wymiennie na scenę wchodzi nie Newsom, ale sama Michelle Obama, żona byłego prezydenta Obamy, bądź nawet “nieśmiertelna”  (kłamczucha) w swoich prezydenckich ambicjach Hillary Clinton.

Wróćmy jednak do klocków którymi tak uroczo bawią się ostatnio politycy, media i wyborcy. Kilka miesięcy temu podczas nieobecności byłego prezydenta Trumpa do jego ogromnej posiadłości na Florydzie w sierpniu przed świtem w świetle kamer  wdarli się liczni uzbrojeni po zęby agenci FBI w związku z podejrzeniem, że Trump nielegalnie przechowuje  dokumenty opatrzone klauzulą “ściśle tajne”. Agenci zarekwirowali nawet nagrania z kamer, aby ustalić kto i kiedy odwiedzał Trumpa. Komentujący ten “najazd” z oburzeniem zauważają, że agenci grzebali nawet w bieliźnie Melanii Trump (!).  Trzeba tu nadmienić, że kilka tygodni wcześniej Trumpa w jego rezydencji w Mar-a-Lago grzecznie odwiedziło FBI, zainteresowane bezpieczeństwem przechowywanych przez niego swoich prezydenckich dokumentów i wszystko było OK. Każdy były prezydent zabiera ze sobą interesujące go swoje dokumenty, ponieważ sprawując najwyższy urząd w państwie ma prawo jednoosobowo odtajnić “ściśle tajne” dokumenty. Dodajmy tu, że już np. wiceprezydent, czy sekretarz stanu, nie ma takich kompetencji i mocy “odtajniania”.  

Przypomnijmy, że FBI podlega Departamentowi Sprawiedliwości (szef Merrick Garland, rodzina pochodzi z Polski), który podlega prezydentowi Bidenowi. Mainstreamowe media zawyły ze zgrozy, swoje potępienie lekkomyślności Trumpa głośno wyartykułował prezydent Biden. Przypomnijmy, że agenci FBI sfotografowali najpierw rozrzucone na podłodze dokumenty z nagłówkami “ściśle tajne” i taka fotografia zdobyła ogromną karierę w mediach jako dowód na przestępczą lekkomyślność Trumpa. Trzeba przyznać, że wielu ludzi w których posiadaniu znalazły się jakiekolwiek dokumenty opatrzone klauzulą “ściśle tajne” było skazywanych na kilka lat więzienia. Szef sprawiedliwości Garland powołał specjalnego prokuratora Jacka Smitha (którego cała rodzina “nienawidzi” Trumpa), który ma przeprowadzić śledztwo w/s tajnych dokumentów znalezionych w Mar-a-Lago. Podobno innym celem “najazdu” FBI było zdobycie dowodów, które wskazywały by na udział Trumpa w koordynowaniu i organizowaniu słynnego protestu na Kapitolu z 6 stycznia 2021 r. (zaprzysiężenie Bidena na prezydenta).  

I teraz gruchnęła wiadomość, że “ściśle tajne” dokumenty odnoszące się do Ukrainy, Iranu, Wielkiej Brytanii i Chin znaleziono w szafie biura “think tanku” Bidena w Waszyngtonie w jego Penn Biden Center, w którym były wiceprezydent pracował po odejściu z Białego Domu w styczniu 2017 r. (roczna pensja ok. $1 miliona). Dodajmy, że ten “think tank” (i uniwersytet) fundacji Bidena otrzymał w ostatnich latach od Chińczyków, aż $67 mln! Z informacji wynika, że klucze do biura fundacji miał Biden i jego żona Jill, dodatkowo dorobiono klucze dla przyjaciół z Chin. Poza tym Biden przestał być wiceprezydentem w styczniu 2017 r., a swoje dokumenty mógł przenieść do swojej fundacji dopiero w drugiej połowie 2018 r., powstaje pytanie gdzie przebywały te dokumenty opatrzone klauzulą “ściśle tajne”? Kto miał do nich dostęp?

Co ciekawe, dokumenty te “znaleźli” prywatni prawnicy Bidena jeszcze na 6 dni przed listopadowymi wyborami! Oczywiście ogłoszenie takiego nadużycia mogłoby mieć  negatywny wpływ na decyzje wyborców, więc wszystko to trzymano w tajemnicy. Nie było “najazdu” FBI w świetle telewizyjnych kamer. Prawnicy Bidena (niczym archeolodzy) zwrócili się ze swoim “znaleziskiem” do szefa resortu sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Garlanda. Media, które z takim zaangażowaniem latem atakowały Trumpa, teraz wyciszały niespodziewany skandal z ich pupilkiem, twierdząc, że Biden współpracuje z resortem sprawiedliwości,  jednocześnie atakując lekkomyślnego Trumpa i o całej sprawie można zapomnieć. 

Niestety w następnych dniach (12 stycznia) adwokaci Bidena zgłosili Departamentowi Sprawiedliwości kolejne znalezisko tajnych dokumentów, tym razem w garażu jednego z domów Bidena w Wilmington w stanie Delaware (obok jego pięknej Corvetty), dom ten Biden wynajmował synowi Hunterowi w latach 2017/18 za “jedyne” $49,910 za miesiąc (czynsz za podobne domy w sąsiedztwie wynosił ok. $7,000). Hunter to słynny playboy (rosyjskie prostytutki), narkoman i alkoholik mocno zaplątany  w ciemne korupcyjne interesy na Ukrainie i w Chinach (Laptop Huntera). Kolejne tajne dokumenty znaleziono w domu Bidena w Wilmington. W tej sytuacji dziennikarze mainstreamowych stacji TV, którzy wcześniej ostro atakowali Trumpa, zaczęli szybko szukać wyjaśnień.  Generalny Prokurator Garland zdecydował się powołać specjalnego prokuratora (Robert Hur), aby przyjrzał się problemowi tajnych dokumentów rozrzucanych na lewo i prawo przez Bidena.

Można mieć wrażenie, że obserwujemy pewną grę, inscenizację wewnątrz Partii Demokratycznej mającej na celu utrącenie zapowiadanej kandydatury Bidena  w wyborach prezydenckich 2024 r. Innym ekstremalnym wariantem interpretacji obserwowanych posunięć byłaby dywersyjna interwencja “białych kapeluszy”, tajnego stowarzyszenia działającego rzekomo wewnątrz Deep State, czy też tajemniczej patriotycznej  sekty QANON. Mamy dziwną sytuację w której dwaj główni pretendenci do prezydentury z dwóch partii są podejrzanymi o podobne przestępstwa odnośnie zaniedbań i naruszenia prawa w posiadaniu i przechowywaniu państwowych “ściśle tajnych” dokumentów. Czyżby przygotowywano scenariusz kończący się utrąceniem obydwu kandydatur?  

Jest jeszcze jedna możliwość, czyli  działanie wyprzedzające kontrolowanego przez Bidena Departamentu Sprawiedliwości, które blokowało by zapowiadane dochodzenia o korupcyjnych  poczynaniach klanu Bidenów przez nowo wybrany Kongres w którym mają większość Republikanie. Skoro już mamy powołanego przez Garlanda specjalnego prokuratora (Robert Hur) prześwietlającego zaniedbania w przechowywaniu “ściśle tajnych” dokumentów Bidena (do których nie miał prawa jako wiceprezydent!), więc Kongres nie powinien się już tym zajmować. Powstaje pytanie, czy prywatni adwokaci Bidena mają upoważnienia, aby zajmować się przeglądaniem tajemnic państwowych z kategorii “ściśle tajne”. Co jeszcze może nas zaskoczyć? Chyba to, że pojawiłby się b. prezydent Obama twierdząc, że to on odtajnił “ściśle tajne” dokumenty i przekazał je w styczniu 2017 r. Bidenowi (?!).

Większość komentatorów tego gorącego tematu ostrzega, że w USA obowiązują dwa systemy sprawiedliwości: jeden dla Demokratów, a drugi dla Republikanów. Nie budzi też zaufania zadaniowanie i upolitycznienie FBI, przecież mieli oni słynny “skandaliczny” laptop Huntera Bidena z korupcyjnymi dowodami przez długi czas nic z nim nie robiąc, a nawet koordynując wyciszanie pojawiających się o nim informacji  z kierownictwami mediów społecznościowych jak Facebook, czy Twitter…

W tym narastającym bałaganie ktoś złośliwie zauważył, że FBI jednak powinna sprawdzić (tak na wszelki wypadek) czy czasem w schowku lśniącej Corvetty Bidena nie ma prezydenckich kodów do odpalania broni atomowej…  

Jacek K. Matysiak                                                                                                            Kalifornia, 2023/01/18

Reklama

Toporna “TVP PiS” wystarczyła, aby zmieść „efekt Tuska”

8

Odkąd straciłem wszelką nadzieję i zainteresowanie czynnym udziałem w politycznym sporze, mogę sobie pozwolić na pełen dystans i z tej odległości patrzeć na poczynania polityków. Co widać? Obiektywnie rzecz biorąc wydaje się, że Tusk znacznie częściej mówi o Kaczyńskim niż o Kaczyński o Tusku, ale o TVP już się tego nie da powiedzieć. W przypadku tak zwanych „mediów narodowych” temat Tuska jest dyżurny i trudno znaleźć w kalendarzu jeden dzień, w którym nic nie mówiono o „ulubionym” polityku PiS. Z drugiej strony Tusk też nie pozostaje dłużny i jeszcze nie widziałem jego spotkania bez nawiązania do TVP. Pytanie, czy to jest autentyczna nienawiść, czy polityczna gra?

Uczciwe udzielenie odpowiedzi wymaga rozbicia na poszczególne podmioty i relacje. Długi czas krążyła taka plotka, że bracia Kaczyńscy prywatnie mają całkiem niezłe relacje z Tuskiem i być może tak było, chociaż na pewno również to wyglądało, na kolejnych etapach znajomości. Wszystko jednak uległo gwałtownej zmianie i jakoś nie chce mi się wierzyć, że po Smoleńsku Kaczyński z Tuskiem spotykają się na piwie albo herbatce, gdy tylko wygłoszą swoje wzajemne animozje na wiecach i konferencjach. Jestem więcej niż pewny, że ich wzajemne relacje są dokładnie takie, jakie widzimy w telewizjach i pozostałych mediach. Jeśli chodzi o TVP i Tuska, to w tym przypadku w ogóle nie ma o czym mówić, nienawiść jest wieloletnia, narodziła się na długo przed 2010 rokiem i każdego dnia się pogłębia. Dlatego też moja ocena stanu rzeczy jest jednoznaczna, Tusk autentycznie się gotuje i rzuca najgorszymi wyzwiskami, gdy ogląda „media narodowe”, daje się prowokować i nie potrafi wyjść z tej gry, którą mimo wszystko narzucają i kontrolują „niepokorni”.

Jakie to ma znacznie dla zwykłego zjadacza chleba? Dla zwykłego poza rozrywką lub znudzeniem nie ma żadnego, ale taki co to się wybiera na wybory i cięgle nie wie na kogo chce głosować, widzi całe zło. Z jednej strony toporną propagandę, której ramy nakreślił Kurski, ale mimo wszystko zdecydowana większość obrazków z Tuskiem, jest po prostu autentyczna. Z drugiej strony widać miotającego się lidera PO, kompletnie bezradnego wobec siermiężnej, ale obnażającej jego przeszłość telenoweli. Jest to o tyle dziwne, że za dobrych czasów Tusk potrafił w tej nienawistnej nawalance bezlitośnie ogrywać Kaczyńskiego, którego najpierw prowokował, a później pokazywał, jako bezzębnego starca z wykrzywioną w obłędzie miną. Tyle tylko, że wówczas przychodził na gotowe, brudną robotę robił za niego Palikot, z kolei w mediach widzieliśmy wyłącznie jeden przekaz, TVN od TVP nie różniły się absolutnie niczym. Teraz Tusk sam robi za Palikota i w dodatku to TVP pokazuje jego zdeformowaną toksyczną twarz.

Na dłuższą metę w tej bijatyce przegranym jest tylko jeden i rzecz jasna jest nim Tusk. „Niepokorni” są teraz takim Palikotem non stop prowokującym największego wroga i nie dają mu chwili wytchnienia. Skala prowokacji i intensywność działań powodują, że Tusk nie jest w stanie powstrzymać się przed odreagowaniem i jak tylko jednym słowem wspomni o TVP, to zaraz mu się włącza dłuższa opowieść, w czasie której daje upust emocjom. Potem TVP znów pokazuje wytrzeszczone oczy, zaciśniętą pieść i wykrzywione usta Tuska, dzięki czemu koło się domyka i zaczyna nowy cykl obrotowy. Powstał zupełnie inny rozkład masy, przed erą „TVP PiS” praktycznie cały ciężar spadał na Kaczyńskiego, który jednocześnie był celem i głównym atakującym, ale bez żadnej osłony medialnej.

Po wejściu do gry Kurskiego z ekipą, masa się rozłożyła po obu stronach i chociaż Tusk nadal ma przewagę medialną, to jest ona na tyle nieduża, że kompletnie sobie w nowej sytuacji nie radzi. Obojętnie jakie zdanie mamy na temat „mediów narodowych”, a ja mam fatalne, to trzeba oddać, że na Tuska jest to broń nie tylko wystarczająca, ale i zabójcza. Cała mityczna umiejętność poruszania się w realiach marketingu politycznego, co przypisywano Tuskowi brała się wyłącznie z braku jakiejkolwiek równowagi medialnej. Wystarczyła prosta propaganda w wydaniu TVP i mit „geniusza PR-u” rozsypał się w drzazgi, co jest głównym powodem tego, że „efektu Tuska” nie ma i nie będzie.

Reklama

Co robi Giertych w rozbitym radiowozie?

20

Dostawałem drgawek na sam dźwięk słów „mama Madzi”, bo była to jedna z bardziej obrzydliwych historii, gdzie wielokrotnie wyrządzono krzywdę dziecku, które miało tragiczne życie, a po śmierci też zostało sponiewierane, za to „mama” została gwiazdą. Nie wiem dlaczego, ale przy obecnej sprawie rozbitego radiowozu i nastolatek, uruchomiają się podobne skojarzenia, chociaż to zupełnie inne i nieporównywalne historie. Cóż, organizm, świadomość i podświadomość ludzka płatają różne figle i pewnie zadziałał jeden element, mianowicie medialna głupota i pogoń za sensacją, a tu już podobieństwa są dość wyraźne.

Jest to też taka sprawa, przy której trzeba złożyć cały szereg deklaracji, aby się w ogóle odezwać, generalnie mam podobne szantaże w największym poważaniu, ale zrobię wyjątek. Owszem nie ma o czym mówić, to policjanci powinni być mądrzy i mają obowiązek przestrzegać prawa, dla odmiany nastolatki, jak sam nazwa wskazuje, dopiero dojrzewają do poważnych decyzji życiowych. W całej tej kuriozalnej sytuacji zachowanie policjantów jest nie do obrony i to bez względu na dalsze szczegółowe ustalenia. Tyle deklaracji, ale właśnie te oczywiste fakty każą się poważnie zastanowić nad postępowaniem dorosłych opiekunów nastolatek, którzy niemal od samego początku idą w kierunku medialnego show. Okoliczności tej sprawy są dość drażliwe, dodatkowo Internet buzuje seksualnymi podtekstami, chociaż póki co podstaw do tak daleko idących interpretacji nie ma. Wydawałby się, że odpowiedzialni rodzice, powinni zrobić wszystko, aby chronić prywatność i wręcz intymność swoich dzieci.

Tymczasem to jedna z matek pierwsza poleciała do mediów i opowiedziała o tym, co powinna zatrzymać dla siebie. W następnym kroku do sprawy przyłączył się Roman Giertych, mało pamiętliwym przypomnę, że to jest człowiek, który powinien siedzieć w nierozbitym radiowozie, bo od wielu miesięcy jest ścigany przez prokuraturę. Po co się bierze takiego adwokata? Chyba nikomu nie muszę tłumaczyć! Z chwilą zatrudnienia politycznego celebryty sprawa trafi do wszystkich możliwych „Pudelków” zanim wyląduje na wokandę i to się już dzieje. Na wszystkich większych portalach można przeczytać relację Giertycha z tego, co „przekazała mu klientka”. I ten początek nie będzie się niczym różnił od końca, cały czas będziemy słyszeć o przeciekach i o tym, co „nieoficjalnie ustaliła nasza redakcja”.

Powstaje zasadnicze pytanie. Co kierowało rodzicami tej nastolatki, gdy postanowili wmieszać swoje dziecko w aferę medialną i siła rzeczy polityczną? O dobru dziecka raczej możemy zapomnieć, no chyba, że nastolatka chce zostać modelką, czy wybitną piosenkarką. Druga możliwa wersja to odwrócenie uwagi od jakichś niezbyt mądrych zachowań dziewczyn, których nawet głupim zachowaniem policjantów wyjaśnić się nie da. I wreszcie trzecia wersja, to sympatie i animozje polityczne na poziomie „silnych razem”, co zawsze odbiera rozum i pcha w działania żenujące. Obojętnie z jakiej strony patrzyć na to wszystko, obecność Giertycha w sprawie nie pozwala wierzyć w czysto prawne intencje ewentualnej poszkodowanej i jej opiekunów.

Jako ojciec dziecka w podobnym wieku, z pewnością nie zrobiłbym medialnego i politycznego cyrku z tak przykrego zdarzenia, a mam w tym zakresie swoje możliwości. Nie wyobrażam sobie innego zachowania, niż ochrona dziecka za wszelką cenę, natomiast bieganie po mediach i polityczna nawalanka, to chyba najgorsza rzecz, jaką rodzic może zafundować dziecku. Pewnie to ze mną znów coś jest nie tak, w końcu kto nie zatrudnił ściganego przez prokuraturę Giertycha, niech pierwszy rzuci kamieniem. Gdyby jednak wziąć pod uwagę inne wyjaśnienie, to wiele wskazuje na to, że ludziom od tej polityki na najwyższym emocjonalnym „C” po prostu „troszeczkę” odbija. W tym przypadku akurat odbija w lewo, ale po prawej wcale to lepiej nie wygląda.

Reklama

Spiker McCarthy zakładnikiem konserwatystów…

0

Pod koniec tygodnia burza wśród konserwatywnych reprezentantów ucichła, po 15-tu głosowaniach speakerem Kongresu wreszcie został kongresmen z południowej Kalifornii, dotychczasowy przywódca republikańskiej mniejszości (od 2019 r.) Kevin McCarthy zdobywając 216 głosów. McCarthy jest w kierownictwie Partii Republikańskiej od 2011 r, w 2015 r. o mały włos nie został spikerem (zablokowali go konserwatyści z Freedom Caucus), zwyciężył wtedy RINO, Paul Ryan. Lider mniejszości demokratycznej New York’s Hakeem Jeffries (czarnoskóry kongresmen z Nowego Jorku) pozostał przy partyjnych 212 głosach. Tu nie było niespodzianek, Demokraci głosują zdyscyplinowani w/g zasad leninowskiej partii. Te 15 głosowań zajęło aż 4 dni i w lewicowych masmediach było relacjonowane z satysfakcją i ironią nagłaśniającą brak zgody w republikańskich szeregach. Kłopoty z wyborem spikera nie zdarzają się często podobnie jedynie było w 1855 r. i w 1923 r. 

https://americafirstreport.com/wp-content/uploads/2023/01/Kevin-McCarthy-3-750×375.jp

Na drodze do wyboru McCarthy stanęli konserwatywni kongresmani stowarzyszeni  w ruchu America First próbując zablokować McCarthy’go uważając, że jest on zbyt  miękki, aby sprostać czekającym spikera wyzwaniom. Pojawiło się kilka innych kandydatur jak Jim Jordan, a nawet Donald J. Trump, gdyż spiker nie musi być członkiem Kongresu. Rebelią dowodził młody kongresmen z Florydy, Matt Gaetz, innymi aktywnymi uczestnikami byli Lauren Boebert (kongresmenka z Arizony), oraz Biggs, Crane, Good i Rosenthal. Wszyscy oni należą do grupy America First, czy inaczej określanej jako Freedom Caucus, oryginalnie powstałej w styczniu 2015 r. skupiającej ówczesnych aktywistów Tea Party pod przewodnictwem Jima Jordana. Uczestnicy głoszą konserwatywne poglądy nawołując do powrotu do mniejszej roli rządu, większej wolności, kontroli imigracji, decentralizacji władzy (w tym spikera), obniżenia podatków i cięć budżetowych w obliczu narastania zadłużenia państwa.

Podczas prezydentury Trumpa Freedom Caucus (dołączyli  do niego też libertyni) ewoluował w kierunku populizmu i nacjonalizmu stając często w obronie niszczonego przez prowokacje lewicy Trumpa. Konserwatyści bronili Trumpa wobec specjalnego prokuratora i kolejnych impeachmentów. Trump publicznie dziękował Jimowi Jordanowi i Ronowi DeSantis, nazywając ich prawdziwymi bojowcami.  Caucus  posiada też organizację do zbierania funduszy na wybory, House Freedom Fund. Nie ma formalnego członkostwa, spotkania organizuje nie w Kongresie, ale w pobliskim pubie. Jego liczebność szacuje się na 53 członków Kongresu, jednak w ostatnich zmaganiach w blokowaniu kandydatury McCarthy brało udział ok. 20 jego aktywistów. Na dzień dzisiejszy liderem jest Scott Perry, kongresmen z  Pensylwanii, jego zastępcą jest Jim Jordan.

Wracamy do problemów z wyborem republikańskiego spikera Kongresu, który zwieńczono nad ranem w sobotę. Aby przerwać blokadę członków Freedom Caucus McCarty musiał iść wobec nich na pewne ustępstwa obiecując im uwzględnienie ich postulatów. Zgodził się na zamrożenie wydatków budżetowych na poziomie 2022 r. Najprawdopodobniej w lipcu USA zbliży się do ustalonego pułapu zadłużenia i wtedy wybuchnie awantura wokół jego podwyższenia. Trwa wojna na Ukrainie, dotowana hojnie nie tylko przez polski rząd, ale i amerykański. W ostatnich 2 tygodniach poprzedniego Kongresu w którym Demokraci kontrolowali Senat i Kongres (izbę niższą) zdołali przepchnąć ogromny budżet z wydatkami w wysokości $1,85 tryliona (po polsku biliona). W Senacie ten wypasiony budżet przeszedł głosami 68-29, czyli za głosowali wszyscy Demokraci (47), wspierający ich 3 niezależni i aż 18 Republikanów!

Ten przegłosowany budżet zawiera $45 bln (po polsku mld) pomocy dla walczącej z carosławiem Ukrainy, ta ogromna suma na jakiś czas likwiduje tarcia w nowym Kongresie w temacie pomocy dla Ukrainy. Już w październiku McCarthy ostrzegł, że Republikanie nie będą bez końca wypisywać czeków na wojnę w Europie. W maju 57 Republikanów głosowało przeciwko wielomilionowej sumie pomocy dla Ukrainy. Kiedy kilka tygodni temu prezydent Żeleński występował wobec obydwu izb Kongresu dziękując za pomoc i prosząc o więcej, spotkał się z dezaprobatą części Republikanów. Wielu wypowiadało się, że pierwszeństwo w budżecie powinno być zarezerwowane dla zabezpieczenia zagrożonej otwartej południowej granicy Stanów Zjednoczonych, a nie granic na Ukrainie.

Zobaczymy jak będzie układać się współpraca między republikańskimi liderami w Senacie (od 15 lat Mitch McConnell) gdzie są w mniejszości i w Kongresie (Kevin McCarthy), gdzie stanowią większość (222-212). O Mitch McConnell niewiele dobrego można powiedzieć, wiadomo stary bezideowy kunktator i partyjny biurokrata manewrujący wyborczymi funduszami tak aby wyciąć konserwatystów i potencjalną opozycję. Mitch zaliczany jest do waszyngtońskich ponad partyjnych elit i do jakże niebezpiecznego dla wartości republikańskich kosmopolitycznego Deep State. Często idzie na rękę Demokratom i bardziej walczy z konserwatywnymi kolegami, niż z Demokratami. Obaj republikańscy liderzy często nie zgadzali się co do finansowania rozdętego budżetu, odnośnie traktowania prezydenta Trumpa, czy pomocy Ukrainie, której Mitch jest orędownikiem.

Interesujący jest stosunek McCarthy do bezwzględnego procesu niszczenia przez Demokratów i Deep State Trumpa. Pamiętamy głośne “powstanie” prawicowych radykałów MAGA przeciwko “praworządności “ z 6 stycznia 2020 r. znane jako atak na Capitol w celu przeciwdziałania zatwierdzeniu zwycięskich dla Bidena prezydenckich wyborów. Po wielkiej medialnej nagonce na zwolenników Trumpa i utworzeniu komisji kongresowej (badającej ten “spisek”), której celem było wyeliminowanie Trumpa jako kandydata na prezydenta w 2024 r. Minęły 2 lata i coraz więcej faktów przemawia za tym, że to całe “powstanie” było dobrze przygotowaną anty Trumpowską prowokacją. Więc na fali wygenerowanego medialnie zgorszenia najpierw spiker republikańskiej mniejszości w Kongresie Kevin McCarthy z mównicy wskazał Trumpa jako winnego tamtych zajść. Później jednak obserwując ciągle popularność wśród Republikanów Trumpa, udał się do jego rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie, aby się z nim pogodzić. Właśnie w piątkową noc konserwatywni oponenci McCarthy otrzymali prośbę od Trumpa, aby pozwolili McCarthy zostać spikerem Kongresu, za co ten Trumpowi publicznie podziękował.

Co ciekawe odnośnie “6/1” do dziś oficjalna propaganda rządowa mówi o 5 zabitych przez “powstańców” (zamachowców) policjantach, wskazując jedynie na jednego, który zmarł następnego dnia po udarze. Natomiast nic się nie wspomina o stratowanej starszej kobiecie w tunelu Capitolu, czy o zastrzelonej bezbronnej kobiecie (weteranka sił powietrznych) wewnątrz Capitolu . Trzeba dodać, że ok 100 uczestników tych wydarzeń zostało skazanych, a wielu siedzi jeszcze w więzieniu czekając na proces. Miejmy nadzieję, że nowy Kongres  zajmie się tymi sprawami. 

Wielu konserwatystów zdaje sobie sprawę, że Ameryce grozi upadek. Zadłużenie kraju wynosi już $31,4 tryliona (po polsku bln), sama obsługa zaciągniętych długów rocznie kosztuje $518 bln (po polsku mld). Republikanie postawili sobie za cel zbilansowanie budżetu w ciągu 10 lat. Sytuacja na południowej granicy jest tragiczna, za rządów administracji Bidena przybyło już ok. 5 mln ludzi, głównie w wieku poborowym, ze 120 krajów świata. Na konferencjach prasowych oficjele rządu pytani o sytuację odpowiadają, że granica jest zabezpieczona(!). Wreszcie pojawił się tam Biden, na sesję zdjęciową. Z tej sytuacji zadowoleni są jedynie bossowie meksykańskich karteli narkotykowych, którzy dodatkowo dorabiają przemytem ludzi (m.in. sex slaves). W samym Meksyku ostatnio trwają regularne walki między kartelami, a wojskiem. W USA rośnie liczba ludzi uzależnionych od przemycanych narkotyków. Corocznie umiera z przedawkowania ok. 110,000 Amerykanów. Narkotykowe kartele działają jako forpoczta chińskiej strategii osłabienia Ameryki. To czerwone Chiny dostarczają kartelom surowiec do produkcji narkotyków.

Patriotyczni Amerykanie w Kongresie udzielając warunkowego poparcia McCarthy przedstawili szereg postulatów odnośnie obniżenia wydatków, zabezpieczenia inwazji na południowej granicy, zbadania wstydliwej sprawy niechlubnego wycofania z Afganistanu, sprawy ograniczenia wolności podczas pandemii wirusa C-19, sprywatyzowania FBI do politycznej walki z konserwatystami, wyświetlenia korupcyjnej afery rodziny Bidenów z komunistycznymi Chinami i Ukrainą i rozliczenia na co poszły ofiarowane fundusze. Konserwatyści oczekują rozpoczęcia dochodzeń w komisjach kongresowych w powyższych sprawach jak i wykorzystywania Big Media i innych korporacji przeciwko wolnościom obywateli gwarantowanych przez Konstytucję. 

Kongres decyduje o wydatkach, zarządza budżetem, ale to konserwatywne reformowanie porwanej przez lewactwo Ameryki nie będzie łatwe. Pierwszym zadaniem Kongresu ma być zatrzymanie zatrudnienia kolejnych 87,000 urzędników potężnej policji skarbowej (IRS) przez obcięcie im finansów. Jednym z warunków wynegocjowanych przez liderów Freedom Caucus jest możliwość głosowania nad zmianą spikera zgłoszoną przez pojedynczego kongresmena w sytuacji, kiedy on złamie dane im słowo. Innym jest danie posłom 72 godzin czasu na zapoznanie się, przed głosowaniem nad przedłożoną ustawą oraz głosowanie nad pojedynczymi projektami, a nie jak dotychczas nad wrzucaniu wszyskiego do jednego “worka” i głosowanie. Jeszcze innym postulatem była możliwość głosowania na projektem ograniczenia ilości kadencji członków Kongresu (instytucja zawodowych polityków), czyli “term limits”. Na tej liście jest również zakończenie finansowania “mandatów” kowidowych. Celem tych postulatów jest przywrócenie funkcjonalności państwa, jego instytucji i zakończenie procederu “rabowania” przez zadłużenie państwa i obywateli.

Tak więc Republikanie mają jedynie Izbę Reprezentantów, Demokraci mają Senat i Prezydenta. Każda przedłożona z Kongresu ustawa musi przejść przez Senat i być podpisana przez Prezydenta, więc mimo osiągnięć konserwatyści mają przed sobą bardzo trudną drogę. Drugą sprawą jest to czy spiker McCarthy dotrzyma swoich (wymuszonych) obietnic. Energiczna prawicowa kongresmenka ze stanu Georgia Marjorie Taylor Green, która już wcześniej poparła kandydaturę McCarthy zachęca swoich kolegów do okazania mu zaufania, podobnie postępuje przyszły szef komisji mającej zbadać nadużycia FBI i inne afery Demokratów solidny Jim Jordan.  

W Partii Republikańskiej już od jakiegoś czasu narastał ferment niezadowolenia, aż 84% Republikanów wierzy, że partia potrzebuje nowych liderów, szczególnie ta opinia odnosi się do nielubianego lidera republikańskiej mniejszości w Senacie, którym jest RINO  Mitch McConnell. Istotnie, kiedy lewica zdobywa większość bezwzględnie przeprowadza swoje destrukcyjne zmiany, kiedy zaś władza przypadnie prawicy jej liderzy układają się z lewicą w duchu wzajemnej tolerancji i kompromisu. Może kongresmenom wystarczają bardziej przyziemne wartości przypomnijmy, że ich podstawowa pensja (bez dodatków) to $174,000 rocznie.

 

Jacek K. Matysiak                             Kalifornia, 2023/01/10

Reklama

Złamani, upokorzeni, podlegli – tyle zostało z „dobrej zmiany”

25

Kiedyś napisałem taki felieton, za który zapłaciłem wyrokiem karnym, ale na szczęście z warunkowym umorzeniem. W tytule znalazło się drastyczne słowo bardzo dobrze znane przez osadzonych, szczególnie tych grypsujących. Stali Czytelnicy na pewno wiedzą o jaki felieton chodzi i o jakich „bohaterów” ówcześnie rządzących Polską. Dziś w zasadzie w tym tekście należałoby zmienić parę przymiotników, na przykład „ruskie” na „ukraińskie, jak to zrobiło w Polsce wiele barów mlecznych i restauracji, oczywiście zupełnie bez sensu. Dobrym wyborem byłoby też przymiotnik „europejskie”, no i trochę kontekst wypadałoby zmienić na aktualny, natomiast cała reszta niestety się zgadza.

Nie chcę epatować dosadnością histerycznego felietonu i prawdę mówiąc postarzałem się na tyle, że wizyty w sądzie też przestały mnie bawić, dlatego dyplomatycznie opiszę, to co widać. Jeśli raz dasz się złamać przeciwnikowi, który nie ma żadnych zasad, to jest po tobie. PiS, a szczególnie Morawiecki został złamany kilkanaście razy i z nich już żadnego pożytku nie będzie. W podobnym stanie znajduje się Kaczyński, bo nikt nie ma wątpliwości kto stał za niegdysiejszym radykalnym kursem i kto teraz na warunkach Brukseli próbuje się nawinie z Brukselą porozumieć. Obojętnie jaki ostatecznie będzie finał tej desperacji, to o żadnym zwycięstwie nie może być mowy. Słuszne założenie, że UE zależy na wymianie władzy w Polsce, a nie jakimkolwiek porozumieniu z PiS, traci na znaczeniu po tym, co Morawiecki z Kaczyńskim jako „negocjatorzy” zaprezentowali. Pewnie, że dla świętego spokoju Niemcy i Francja woleliby mieć „swojego człowieka w Warszawie” i najlepiej, żeby był to w pełni oddany Tusk, ale jeśli PiS utrzyma władzę na trzecią kadencję, to też nikt z europejskich liderów w histerię nie wpadnie.

Nie tylko biurokraci z Brukseli zobaczyli, że PiS przyciśnięte do ściany cienko śpiewa pod batutą Komisji Europejskiej i TSUE, ale zobaczył to cały świat. Przekroczenie tej granicy jest nie do naprawienia i nie ma powrotu na pozycję „wstajemy z kolan”. Praktycznie każda dyspozycja wydana przez KE lub TSUE jest przez rządzących pokornie wykonywana, jedynie parę nałożonych kar, o niewielkim znaczeniu, PiS nadal bojkotuje, aby dokarmić radykalny elektorat. Cele polityczne europejskich graczy zostały w pełni zrealizowane i chociaż nie rządzi Tusk, to obecna władza w treści robi dokładnie to samo co Tusk i niczym poza „patriotyczną” formą opowiadania bajek się nie różni. Rządzą w Polsce ludzie złamani, upokorzeni i ośmieszeni, beż żadnej zdolności do reprezentowania narodowych interesów i na zawsze pozostaną „sługami”, tutaj wpisać dowolny naród albo zewnętrzny podmiot. O jakimkolwiek utrzymaniu własnej tożsamości i podmiotowości dało się mówić do 2020 roku, chociaż już wcześniej dochodziło do niepokojących sygnałów i nieodwracalnych procesów. Po 2020 roku proces degradacji tak przybrał na tempie i sile, że zatarł najbardziej istotne różnice pomiędzy odwiecznymi wrogami PO i PiS.

Chciałbym w nowym roku napisać przynajmniej jedno optymistyczne zdanie w odniesieniu do polskiej polityki, ale bez kłamania i to wyjątkowo bezczelnego, optymizmu wykrzesać się nie da. Będzie dokładnie tak, jak widać. Po jednej stronie pozorowane działania i „patriotyczne” pyskowanie, przy jednoczesnym pokornym wypełnianiu dyspozycji. Po drugiej to samo, tylko z pełnym przekonaniem i miłością do „dobrych panów”. Wystarczyło 6 lat, aby PiS stało się własną karykaturą i przejęło największe wady znienawidzonej PO. Uczciwie trzeba przyznać, że ten proces jeszcze nie jest zakończony i ciągle w pewnych aspektach lepiej wygląda zdegradowana władza, niż upadła opozycja, ale to są wyłącznie detale. Po wielu latach ciężkiej walki ze wszystkimi, Kaczyński otrzymał swoją szansę, którą wykorzystał przez parę pierwszych lat, potem zgubiło go to, co zawsze go gubi, czyli kadrowe pomyłki motywowane „europejskością”. Jedno jest pewne, ze złamanymi i upokorzonymi politykami nikt się nie liczy i liczył nie będzie.

Reklama

Mój przyjaciel zdrajca, dr Andrzej Mazur…

1

Wywiad jaki przeprowadził ze mną 6 lat temu, do swojej pracy magisterskiej  (Instytut Historii UŁ)  ówczesny student Marcin Gawryszczak. Praca ta ilustrowała działania jednego z najbardziej niebezpiecznych agentów SB w PRL mojego kolegę z więziennej celi w ZK Łowicz, dr Andrzeja Mazura.

  1. W jakich okolicznościach został Pan internowany 10 V 1982 roku?

Po ukończeniu studiów historycznych na UŁ, studiowałem socjologię. Przed stanem wojennym mieszkałem w pokoju # 13 w III DS-ie (u prawników) na Rodz. Fibaków w redakcji “Nowsze Drogi”. Oczywiście w stanie wojennym zostałem stamtąd wyrzucony i kiedy 5 maja po mnie przyszło kilku SB-ków mieszkałem już w IX DS-ie (u ekonomistów). Z tego co wiem, SB nigdy nie było w stanie spenetrować naszego ścisłego składu Redakcji, czy kierownictwa Związku Młodzieży Demokratycznej w Łodzi. Oni znali też moją przeszłość i organizacyjne możliwości, z natury byłem organizatorem, kierowałem klubem, później koordynowałem klubami na osiedlu studenckim. Byłem też komendantem studenckich hufców pracy wakacyjnej i całorocznej na UŁ. Następnie przyszły studenckie strajki, pismo “Nowsze Drogi” i Związek Młodzieży Demokratycznej. Według książki Włodka Domagalskiego, Kryptonim “Heca”, Łódź, 2006, miałem być wyselekcjonowany jako jeden z dwóch studentów na pokazowy proces za okupacyjny strajk 14/15 XII 1981 na wydziale Prawa i Administracji (w stanie wojennym), ale jakoś to się nam upiekło.

Z teczek IPN-u wiem, że SB najbardziej niepokoiły wizyty składane mi przez aktywistów ZMD z Gorzowa Wielkopolskiego, Torunia etc. na początku stanu wojennego (ZMD została zdelegalizowana), widocznie ci emisariusze byli śledzeni. Więc nie wiedziałem czy idę na przesłuchanie, czy na kilka dni, czy też na dłużej, demonstracyjnie zapytałem SB-ków, czy mogę wziąć książkę, którą zaraz sprawdzili. Był to oprawiony w skórę któryś z tomów Stalina (dowcip, podarunek imieninowy kumpli z Redakcji), chyba “Najazd Jaśniepanów Polskich na ZSRR”, czy coś takiego. Był maj. Wszystko wokół pachniało, kwitły kwiaty i kobiety. Pytałem, czy zabrać tylko szczoteczkę do zębów, czy też coś zimowego. Powiedzieli, że jak będę kooperował, to zaraz wrócę. Niestety na Komendzie, na ul. Lutomierskiej po krótkiej rozmowie nie chciałem podpisać nawet aktu internowania, tłumacząc się, że dopiero się uczę. Wkurzyło to kapitana i rozkazał mnie wyprowadzić. Posiedziałem parę dni na dołku i później transport do ZK Łowicz, wtedy chyba datowali internowanie.

  1. W jaki sposób poznał Pan Andrzeja Mazura? Czy było to w więzieniu w Łowiczu? Czy wcześniej słyszał Pan o nim?

Pewnie wcześniej słyszałem, naszym ojcem duchowym w ZMD był jeden z aktywistów Związku Młodych Demokratów (późniejszego Ruchu Wolnych Demokratów) z odnowy 1956 r. mec. Karol Głogowski (obok właśnie Andrzeja Kerna, Jerzego Scheura i Andrzeja Mazura uczestnik RWD – wszyscy znaleźliśmy się w jednej celi # 205, oddział II, Głogowski siedział z m.in. z Jackiem Bartyzelem w celi naprzeciw). Dr Mazur w popularnym odbiorze był ikoną opozycji, w czasie przełomowych negocjacji sierpniowych między rządem PZPR i Solidarnością był obok prof. Tymowskiego jednym z czołowych doradców Mariana Jurczyka w Szczecinie. W naszej celi było sporo indywidualności, później pomyślałem, że to Mazur miał wpływ na dobranie sobie składu celi tak, aby rozpracować tych o których SB mniej wiedziało, a których podejrzewano o wiele więcej. Czytałem też, że SB zapłaciło Mazurowi za półtora miesiąca uwięzienia 10,000 zł czym był mile wzruszony.

  1. Jaką opinią “cieszył” się A. Mazur w celi? Czy uchodził za twardego czy umiarkowanego opozycjonistę?

Jak nadmieniłem, był “legendarnym” opozycjonistą, wcześniej związanym z patriotycznym harcerstwem, znał dobrze Aleksandra Kamińskiego z Szarych Szeregów.. Opowiadał nam jak jako chłopiec tuż przed godziną “W” (Powstanie Warszawskie) przenosił ciężką skrzynkę granatów, kiedy na horyzoncie pojawił się niemiecki patrol. Biedny młodociany bohater spocony usiadł na skrzynce i ze strachu się zsikał, za Powstanie ranny Andrzej otrzymał Krzyż Walecznych. W 1945 r. również będąc uczniem łódzkiej szkoły trafił do aresztu. Podobno jego ojciec, był oficerem AK, więźniem obozu koncentracyjnego i po wojnie pozostał w Berlinie zachodnim, przynajmniej Andrzej tak mówił. Jakby tego było mało, to trafił w 1950 r. do stalinowskiego więzienia za próbę porwania samolotu, chyba do Szwecji. Jak mówił siedział z SS-manem (prawie jak K. Moczarski) i kiedy zapadł na gruźlicę, ten go uratował sprowadzając antybiotyk. Ja to myślę, że uratowali go UB-ecy za cenę przyszłej współpracy. Andrzej uchodził raczej za umiarkowanego opozycjonistę…

  1. Czy A. Mazur w czasie pobytu w Łowiczu otwarcie głosił swoje poglądy polityczne? Jeśli tak, jakie to były poglądy?

W więzieniu na ogół ludzie nie byli zbyt wylewni, każdy zachowywał się jak w konspiracji, była świadomość, że SB ma swoich ludzi między nami. Tworzyły się małe grupki zaufanych, głównie tych, którzy znali się wcześniej i wśród takich grup toczyła się dalsza konspira. Klawisze wzywali na widzenia z SB-kami niektórych z nas, pamiętam Andrzej chodził na takie “konsultacje”. Niektórzy odmawiali. Roman Jarmuszkiewicz kierowca z Sieradza kiedy idąc więziennym korytarzem zauważył idącego obok oficera SB, w niewybrednych słowach zażądał aby ten się zatrzymał, gdyż ktoś mógłby sobie coś podejrzanego pomyśleć. Chłopaki nagrywali część rozmów internowanych z SB przez otwór wentylacyjny i w ten sposób rejestrowali na “Grundigu”. Wtedy ostrzegano, że ktoś donosi, czy poszedł na współpracę. Andrzej raczej politycznie nie agitował, współczuliśmy mu, był już starszy, sympatyczny, inteligentny, obserwował, nie narzucał się, brał jakieś leki. Miał poczucie humoru, był dobrym gawędziarzem, ale jego uwagi o ludziach z opozycji bywały czasem zjadliwe i można powiedzieć, że przejawiał cechy intryganta.

  1. Czy w czasie rozmów, próbował on przekonywać innych (w tym także Pana) do swoich racji i poglądów?

Rozmowy dotyczyły przeszłości, działalności opozycyjnej i związkowej, dotyczyły też poszczególnych aktywnych ludzi, często było to obgadywanie, plotki, anegdoty, krytyka zachowań i posunięć jednostek. Andrzej nie należał do jastrzębi. Były też rozmowy sondażowe, co należy robić. Pamiętam mówił, że on do walki się już nie nadaje podkreślając (i pochlebiając rozmówcy), że jest z innego pokolenia, które pamięta II wojnę światową. On sobie nie wyobrażał, że na demonstracji pochyli się po kamień, wyrwie kostkę brukową i będzie w stanie rzucić w kierunku ZOMO, czy milicji. Mówił, że w czasie okupacji niemieckiej odpowiedzią byłaby salwa z automatu, ale my potrafimy, bo mamy inne doświadczenia.

  1. Czy A. Mazur mówił dlaczego został internowany?

Nie pamiętam, ale implikacja była, że za całokształt, tak jak większość. Internowanie było wtedy czymś w rodzaju nobilitacji. Panowała opinia, że jeśli byłeś coś wart, to w tamtych czasach powinieneś siedzieć. Jak jednak dziś wiemy część z nas była SB-ckimi implantami, a spory procent internowanych zostało złamanych i pod presją podpisało czy to lojalki, czy to współpracę z SB. Napisałem kiedyś dłuższy tekst na ten temat, niestety SB na tym polu odniosło wiele zwycięstw.

  1. Jak wyglądały stosunki w Pańskiej celi? Czy był ktoś kto miał szczególne predyspozycje przywódcze?

W ZK Łowicz siedzieliśmy na oddziale II, w celi #205. Towarzystwo było bardzo kolorowe i przez to mieliśmy wiele atrakcji, chociaż ja byłem w tamtym czasie jednym z najbardziej pracowitych i zajętych ludzi. Kolega z Historii, Zbyszek Natkański “Prezydent” dostarczył mi do więzienia moje obszerne notatki (fiszki) do pracy magisterskiej i całymi tygodniami pisałem monografię gen. dyw. Tadeusza Kutrzeby, głównie właśnie w “SB-ówce”, czyli celi przesłuchań przez co dochodziło do konfliktu z przyjeżdżającymi SB-kami. Miałem silniejszą pozycję kiedy desperacko wytłumaczyłem komendantowi więzienia, że “mój” generał zdobywał właśnie to miejsce na Niemcach w 1939 r. (Bitwa nad Bzurą) i to, że ja piszę o nim pracę magisterską powinien poczytać za zaszczyt (sic!).

W celi obok “zasłużonego” opozycjonisty i socjologa dr Mazura, siedział późniejszy marszałek Sejmu Andrzej Kern, przewodniczący “Solidarności” Filmu Polskiego, wspaniały Kostek Szwemberg, niezapomniany patriota i gawędziarz Jerzy Scheur “Profesor”, Grzesiek Rachaus (ZR “S” ZŁ), oraz łódzcy solidarnościowcy Janek Lech, Jurek Bronikowski, Włodek Woźniak, oraz Janusz Czerwiński z Ozorkowa i Stanisław Ogiński ze Zgierza, no i ja jedyny student w tym gronie. Wśród zamkniętych ludzi w celi rządzą zupełnie inne prawa, ale osobowość i doświadczenie jednostki buduje jej autorytet i pozycję w grupie. Pierwszych 5-ciu wyżej wymienionych znacznie górowało nad pozostałym towarzystwem. Liczył się dotychczasowy dorobek,doświadczenie, inteligencja, wiedza, zdolność do szybkiej i celnej riposty, oraz “temperatura” osobowości. Z większością z nich miałem bardzo dobre stosunki, choć byłem wtedy bardzo zajęty pisaniem pracy magisterskiej, do czego m.in. motywował mnie właśnie Mazur.

  1. Czy A. Mazur rzucał na innych opozycjonistów cień podejrzeń o współpracę z SB?

Coś chodzi mi po głowie, ale nie pamiętam o kim mówiliśmy, musiałbym porozmawiać żyjącymi świadkami jak Rachaus, czy Szwemberg. Dziś wiem, że z naszej celi, aż dwóch ludzi współpracowało z SB, a trzeci złamał się i podpisał lojalkę, choć odmawiał później współpracy. O Mazurze w Łowiczu mówił z podejrzeniem Witold Sułkowski, ale trudno było w to uwierzyć…

  1. Jak Pan oceniał Mazura wtedy? Jaki miał charakter, jakie usposobienie do innych ludzi? Czy lubił go Pan? (wtedy oczywiście :))

Bardzo go lubiłem i szanowałem, pewnie nie tylko ja. Był inteligentnym, ciepłym, nieśmiałym, jak fama niosła bardzo zasłużonym patriotą, byłym stalinowskim więźniem (za próbę porwania samolotu), opozycyjnym aktywistą RWD i ROPCIO-a, znał dobrze popularnych wtedy Jacka Kuronia i Leszka Moczulskiego, Ostoję-Owsianego, Karola Głogowskiego. Kiedy w grudniu 1982 wyszedłem z ZK w Kwidzynie odwiedzałem go, poznałem go m.in. ze Zbyszkiem Natkańskim donosiliśmy mu na Akademię Medyczną gdzie uczył, prasę podziemną do dystrybucji. Kiedy rok później wyjeżdżałem z Polski poznałem Andrzeja z całą grupą swoich najbliższych współpracowników i kumpli na pożegnalnej imprezie w klubie Pretor w III DS-ie UŁ. Ceniłem jego błyskotliwe sarkastyczne skojarzenia a i on mnie lubił, byłem gościem w jego domu (miał imponującą bibliotekę), poznałem dorastającą córkę. 

Był rodzajem wygaszającego się wulkanu, milczał, słuchał, aby zaskoczyć zjadliwą ripostą. Później dowiedziałem się, że Andrzej, czyli TW “Wacław” miał wielkie zasługi w wieloletniej współpracy z SB w rozbijaniu, prowokowaniu i niszczeniu opozycji patriotycznej, a później opozycji działającej w podziemiu. Pamiętam skandal, który wybuchł kiedy Andrzej ujawnił się w reżimowej TV (26-VII-1983 r.  z kilkoma podziemnymi działaczami w celu dogadania się z komuną, wtedy wokół niego zrobiło się pusto, cicho i nieprzyjemnie. To był jego koniec w kilku znaczeniach. Chciałbym kiedyś przeczytać kompetentną pracę obejmującą drogę Mazura do zdrady i poznać jego motywację. I jeszcze coś, chciałbym zapoznać się z (jak myślę) z momentem przełomu, kiedy Andrzej drążony sumieniem i świadomy upadku imperium zła, któremu służył, próbuje zerwać ze swoją potworną przeszłością. Wiem dziś o jego długoletniej bezczelnej i ohydnej zdradzie i materialnych nagrodach jakie otrzymywał służąc wrogom polskiej wolności, ale brakuje mi pewnych części do pełniejszego puzzla…

P.S. Wkrótce postaram się napisać wspomnienie o tamtych dniach z uwzględnieniem roli dr Andrzeja Mazura.

Jacek K. Matysiak                                                                                                                            Kalifornia, 2023/01/03       

Reklama

Partie jednego lidera już w Polsce nie istnieją

18

Od 2005 roku do 2015 roku i może jeszcze klika lat potem, takie partie istniały. Pierwsza odpadła PO i powrót Tuska tego nie zmienił, tylko potwierdził. Można zaklinać rzeczywistość w dowolny sposób, ale prawda zawsze będzie taka, że Tusk nie spowodował najmniejszych zmian na polskiej scenie politycznej, a jeśli już to średnio się swojej partii przysłużył. Przeczyć temu mogą nieco poprawione wyniki sondażowe PO, do których zawsze trzeba podchodzić ostrożnie, niemniej wzrostową tendencję widać. Tyle tylko, że to nie zasługa Tuska, ale fatalnych błędów PiS i naturalnego zmęczenia, jakie zawsze następuje po dwóch kadencjach. PO nie jest partią jednego lidera, co widać na załączonym powyżej obrazku, ale też w równorzędnym pojedynku Tuska z Trzaskowskim.

Na papierze status partii wodzowskiej ciągle utrzymuje PiS, jednak powszechnie wiadomo, że papier przyjmie wszystko. W praktyce każdego dnia widzimy, że ostatnim sukcesem Kaczyńskiego było rozparcelowanie Gowina, ale to żaden wielki sukces, to banalna akcja. Prostą metodą podkupienia posłów prezes załatwił sprawę. Dalej różowych kolorów nie zobaczymy, tylko szarzyznę dnia codziennego. Kaczyński nie ma żadnej kontroli nad koalicją „Zjednoczonej Prawicy”, Andrzej Duda regularnie robi jeszcze większe wolty, no i wewnątrz PiS daleko do jedności. Swego czasu mówiło się, że grupa „szurów” szantażuje prezesa i nie pozwala wyjść z pomoru, co tylko w połowie było prawdą. Cała prawda wygląda tak, że zwykle polityczne interesy o tym zdecydowały. Posłowie, którzy byli na wylocie musieli się jakoś wyróżniać i dlatego Kowalski z Siarkowską się wyróżniali. Cała grupa startująca w wyborach na skrzydle wschodnim, gdzie wyborcy PiS regularnie przeciwstawiali się absurdalnym reżimom sanitarnym, nie miała po co wracać do okręgów, gdyby się nie odcięła od Niedzielskiego.

Jak wiadomo Kaczyński poniósł tutaj całkowitą porażkę, pomimo próśb gróźb, a to tylko jeden z wielu przykładów na to, że stare nie wróci. Konflikt Ziobry z Morawiecki początkowo też dotyczył wyłącznie dyscyplinowania tego pierwszego, obecnie sprawy są znacznie bardziej skomplikowane i Kaczyński ma problem z jednymi i drugim. O ile Ziobro nigdy nie cieszył się szacunkiem i sympatią polityków PiS, to Morawiecki miał błogosławieństwo samego szefa, co przez jakiś czas czyniło go nietykalnym. Czas minął i Morawiecki musi się liczyć z bardzo podobną skalą antypatii z jaką zmaga się Ziobro. Ciężko mi to oszacować, ale tak na intuicję to najmniej połowa klubu PiS nie płakałaby po Mateuszu, a jedna trzecia ostro pracuje, żeby się go pozbyć. Z tymi i wieloma innymi konfliktami niegdysiejszy wódz nie jest w stanie sobie poradzić.

Zamiast radykalnych postaw i cięć, co groziłoby utratą władzy, Kaczyński stosuje starą zasadę kija i marchewki, przy czym proporcje są bardzo zachwiane. Nawet jeśli prezes wyjmuje kij, to tylko tak dla wiwatu i nikt nim po głowie, czy grzbiecie nie dostaje. Z kolei otwarta krytyka ulubieńca Morawieckiego jest jednoznaczna z krytyką Kaczyńskiego, bo to nic innego, jak sprzeciwianie się jego woli. Cięgnie się to wszystko nie dzień, nie tydzień i nie miesiąc, ale grubo ponad dwa lata. Za dobrych czasów coś takiego było nie do pomyślenia, ale dobre czasy minęły i Kaczyński, podobnie jak Tusk, stał się nie jedynym, tylko jednym z kilku graczy we własnej partii. Ciągle jest to gracz numer jeden i chyba nawet ma silniejszą pozycję niż znienawidzony Donald, jednak o wodzu nie może być mowy.

Demokracja i mnogość liderów, szczególnie w dużej partii władzy, to bardzo prosty przepis na klęskę. Eksperci i media mogą sobie opowiadać bajki o demokratycznym zarządzaniu, ale bez zdecydowanego lidera, który ma posłuch w partyjnych szeregach, wcześniej niż później wszystko się rozjeżdża. Morawiecki, Ziobro i Duda regularnie chodzą swoimi ścieżkami i Kaczyński już za nimi nie nadąża. Nie chce przez to powiedzieć, że w PiS nastąpi zmiana warty, o tym zdecyduje wyłącznie Jarosław Kaczyński, ale powiedziałem i powtórzę, że w Polsce partie jednego lidera przestały istnieć. No, chyba że ktoś chce sobie pożartować i przypomni o istnieniu Hołowni.

Reklama

Zagrożenia dla Polski w końcu 2022 r.

6

Cóż, mogłoby się wydawać, że żyjemy w miarę normalnym świecie, a wychodzi na to, że żyjemy w cyrku którego dyrekcja ma dodatkowo radykalne globalne ambicje. Problem też w tym, że ten globalny dyrektoriat powoli sukcesywnie spycha nas do kategorii tresowanych zwierząt, które niestety wydzielają ten przeklęty CO2 (jakoś zapomnieli, że potrzebny roślinom!). W sumie wszystko się w tym cyrku zgadza “jak w banku”  (wiadomo fachowcy banksterzy) i po spersonalizowanej specjalnej operacji C-19 (szczep się, albo zagrażasz ludzkości!) jesteśmy ofiarami pierwszej globalnej wojny. Niestety  “znakomita” większość poddanych reaguje jednak zgodnie z doświadczeniami akademika Pawłowa porzucając swoją duchowość i eksponując swoją “zwierzęcość”. Coraz więcej załączników, zakazów, ograniczeń i rozporządzeń pożerających wolności (wszystko dla Twojego dobra), godność, tożsamość i prawa obywatela. Cel pozostaje ten sam. “Nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy!” 

https://www.the-sun.com/wp-content/uploads/sites/6/2022/12/RR-COMP-GRINDER-25DEC.jpg?=660 

Gdzie podział się materiał genetyczny i spadkobiercy naszych bohaterskich przodków z bitew niezwyciężonej husarii, wojny bolszewickiej 1920 r., II w.św.? Dzisiejsze elity dbają głównie o swoje tłuste “zadki”, o dostęp do miejsca przy pełnym smakołyków stole zarządzającym podatkami obywateli, o których istnieniu elity przypominają sobie jedynie tuż przed kampanią wyborczą. Nie wiem, ale chyba racjonalną konkluzją byłaby refleksja, że w Polsce trwa nieurodzaj elit w zakresie patriotyzmu. Natomiast w najlepsze szerzy się partiokracja i odzieranie obywateli z szans na lepszą przyszłość poprzez niesamowite zadłużanie, które nakręca inflację i zabija klasę średnią, której klasycznie rozmiar i stan stanowi o stanie demokracji.

Wszystkie większe dzisiejsze polskie partie polityczne wypełzły spod “okrągłego stołu” zaaranżowanego przez globalistycznych macherów przejmujących zarządzanie masą upadłościową państwa i balansujących między dogadanymi  ciągle trzymającymi realną władzę komuchami, a wyselekcjonowanymi ambitnymi opozycjonistami godzącymi się właściwie na wersję socjalizmu z “ludzką twarzą” pod nowym zarządem globalnych koncernów z szansą dla siebie na lepsze życie. 

Wydaje się, że prawideł historii nie da się oszukać, jeśli my Polacy tym razem nie wywalczyliśmy sobie niepodległości, suwerenności, a uzyskaliśmy jej namiastkę z łaski obcych mocarstw, to może nie powinniśmy się dziwić, że jest tak jak jest. Tylko w twardej walce społeczeństwa wyłaniają swoich godnych zaufania wodzów, bohaterów, liderów, ludzi wiernych wspólnym ideałom. Przecież nie można się takich jakości spodziewać, doszukiwać się i znaleźć wśród ludzi z nadania, czy sponsoringu z zewnątrz. Stąd ten cały dzisiejszy dramat w polskiej polityce. 

Wojna to nieszczęście dla zwykłych ludzi w jej obszarze, ale to też wielki biznes dla producentów broni i gra o rozszerzenie wpływów i awansu wśród uczestniczących w niej elit. Polska jest w nowej sytuacji spowodowanej wojną za swoją wschodnią  granicą. Polski rząd podjął decyzję o niesamowitej, destabilizującej ekonomię wszechstronnej pomocy dla zaatakowanej przez Rosję Ukrainy. Od podarowanych czołgów, wszelkiej broni, paliw i amunicji, poprzez otwarcie granic przez, które przeszło co najmniej 8 mln Ukraińców (czasem w wieku poborowym!) oferując im pomoc socjalną i hojną integrację w aspekcie pobytu, zatrudnienia, edukacji i silnego dyplomatycznego poparcia na arenie międzynarodowej.

 Miejmy nadzieję, że dzisiejsi politycy podejmujący decyzje o wielkości pomocy,  dramatycznie i zabójczo nie zadłużą Polaków na drodze do bankructwa. Może ta sytuacja kojarzyć się z jej zaprzeczeniem z jesieni 1938 r., czyli z nie udzieleniem pomocy Czechosłowacji w sytuacji jej zagrożenia przez hitlerowskie Niemcy. Z Czechosłowacją też mieliśmy nie wyrównane stare porachunki (Śląsk Cieszyński, 1919 r. inwazja wojsk czechosłowackich) i w przededniu inwazji niemieckiej odebraliśmy zdradziecko przedtem zagarnięte Zaolzie. Tym razem rząd polski kokietowany do zagarnięcia Lwowa, postąpił inaczej otwierając serca i portfele dla Ukraińców, mimo uzasadnionych polskich urazów i pretensji. Należy pamiętać, że Polska postawa uznania wojny rosyjsko-ukraińskiej za “naszą wojnę” jest w rażącym kontraście do stanowiska węgierskiego (“W tym konflikcie Węgry stoją po stronie Węgier”, Orban), miejmy nadzieję, że ta pomoc nie odbije się nam znaną z historii kozacką czkawką.

W USA prosperują również media reprezentujące rosyjski punkt widzenia. Najbardziej aktywnymi gośćmi tych mediów (goszczącymi też w mediach rosyjskich) są płk Douglas McGregor strateg, na krótki okres związany z administracją Trumpa, oraz były oficer wywiadu, inspektor broni ONZ Scott Ritter.Ten ostatni w/g Wikipedii,  jest związany z pedofilskimi oskarżeniami z 2001 r. i ponownie z 2009 r. (obnażył się do kamery przed “15-latką”). W 2011 został skazany na 1,5 do 5,5 r., ale uwolniony w 2012 r. W swoich wywiadach serwuje linię rosyjskiego patrioty. Oglądałem ich wiele razy, płk McGregor uważa, że Putin jest zbyt delikatny w stosunku do Ukrainy. Poziom tych wywiadów jest bardzo rozczarowujący. Prowadzący wywiad redaktor (“judge”) Napolitano  w pewnej chwili pyta gościa: “a z jakimi państwami graniczy Ukraina na zachodzie?”. W innym przypadku odnosząc się do zaangażowania w pomoc Ukrainie Rumunii judge rzucił obserwację; “Rumunia pewnie chce wstąpić do NATO?” (!).

Nieco na wyższym poziomie są wywody gwiazdy konserwatywnej stacji FOX News (Tucker Carlson), który bardzo ubolewa nad korupcją i rządowym zamordyzmem na Ukrainie, ale ani słowa nie powie o podobnie skorumpowanej Rosji i “tolerancji” dobrodusznego Putina wobec rosyjskiej opozycji. Ostatnio Tucker oskarżył o brak tolerancji prezydenta Żeleńskiego wobec prorosyjskiej opozycji w czasie rosyjskiej inwazji (!). Inne zarzuty Tuckera wynikające z totalnego niezrozumienia miejscowej sytuacji nawiązują do totalnego prześladowania przez reżim Żeleńskiego kościoła chrześcijańskiego na Ukrainie. Zupełnie nie ma pojęcia, że chodzi tu o kościół prawosławny ściśle związany z Moskwą (brak rozdziału kościoła od państwa), na którego czele stoi były współpracownik KGB aktywnie popierający wojnę na Ukrainie. Poza tym kościołem jest przecież ukraiński prawosławny kościół i unici (ok. 10% wierzących). Moskiewski kościół prawosławny przypomina katolicki kościół w Chinach, który jest całkowicie podporządkowany i kontrolowany przez chińskich komunistów.    

Aby nie przedłużać spójrzmy jeszcze na owoce wizyty Żeleńskiego w Białym Domu. Biden przyznał Ukrainie pomoc wojskową (w tym baterie Patrioty) wartości $1,8 mld, a ogólnie $45 mld na szeroko rozumianą pomoc. Dotąd USA przyznało Ukrainie pomoc wartości ok. $105 mld (!). Oczywiście część tych dotacji zostanie w USA jako zapłata za dostarczony sprzęt wojskowy, część wróci do amerykańskich polityków w ramach wsparcia ich kampanii wyborczych przez lobbystów przemysłu wojskowego. Przyjmuje się, że USA dotują wojnę na Ukrainie w wysokości $2,5 mln na godzinę (!) 

W jakiej sytuacji znajduje się dziś Polska, co jej zagraża oprócz świątecznie szybującego w niebiosa zadłużenia? Ze strony wschodniej mamy do czynienia z tradycyjnym zagrożeniem przez stary znany nam rosyjski imperializm, czy też (jeśli Rosja się wycofa) z nowym wygenerowanym ukraińskim nacjonalizmem odwołującym się już dzisiaj do tradycji banderowskiego nazizmu. 

Z drugiej strony trwa bezwzględna ofensywa globalistycznej Unii Europejskiej Narodu Niemieckiego wyniszczająca polską suwerenność (superpaństwo europejskie), gospodarkę (zielone wariactwa), kulturę i edukację (genderyzm). To ruch cyfrowego totalitaryzmu obejmujący gospodarkę, medycynę i wolności obywatelskie. On jest bardziej niebezpieczny, likwidujący wszelkie prawa i wolności. Ilu ludzi w Polsce zdaje sobie dziś z tego sprawę? Czy kuszenie elit chwilowymi korzyściami skutecznie odetnie je od reprezentowania tradycyjnych pragnień Narodu?

Co prawda nie żyjemy w raju, gdzie dobry Bóg wyjmując Adamowi żebro otworzył przed nim świat w którym rodzaj ludzki mógł owocować i prosperować. Może dziś Polakom nie pozostaje nic innego jak zbudować wokół Ziobry zdecydowaną odpowiedź na unijne i niemieckie szykany, których celem jest likwidacja i zagłada Polski jaką znamy?

Jacek K. Matysiak                                                                                                  Kalifornia, 2022/12/27

Reklama

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i normalnej normalności!

7

Jak co roku w poczuciu obowiązku i przyjemności, chociaż nie jest to moja specjalność, pragnę złożyć świąteczne życzenia wszystkim Czytelnikom. Jesteśmy ze sobą szmat czasu, przeżyliśmy wiele ostrych zakrętów, niektórzy na łukach wypadli, ale jedno jest najważniejsze – jedziemy dalej! Ostatnie lata to bezlitosny test obnażający prawdziwe intencje i postawy, kto zdał ten egzamin może sobie z dumą powiedzieć, że nie poddał się zbiorowej histerii i paranoi. Jest to ważny wstęp do tego co jeszcze ważniejsze, a tutaj od wieków nie zmienia się nic!

Zdrowia, szczęścia, pomyślności i spełnienia marzeń. Kto marudzi, że banalnie, niech spróbuje życia choćby bez jednego z tych banałów. Nic mądrzejszego i lepszego życzyć się nie da i nie potrzeba. Jeśli będziemy zdrowi, to przetrwamy każdą pandemię i zachowamy normalną normlaność, ale przy tym potrzeba przynajmniej odrobinę szczęścia. Pomyślność to lista naszych spełnionych marzeń i oby była jak najdłuższa. Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

Życzy

Matka Kurka (Piotr Wielgucki)

Reklama