Reklama

Sam się uśmiechnąłem od nosem, gdy wybrałem tytuł felietonu, bo to rzecz jasna zaklęcie podobne do „PiS się kończy” albo „PO się kończy”. Coś jednak jest na rzeczy i widać to dość wyraźnie po reakcjach Polaków, które wychodzą poza partyjne bunkry. Jak tylko Tusk ogłosił listy wyborcze do Parlamentu Europejskiego całkiem pokaźna grupa wyborców PO głośno jęknęła. Trzech wiodący ministrów, którzy mieli robić porządek po PiS, wolało ciepłą posadkę i kilkukrotnie wyższą pensję, a to się nigdy w miarę normalnemu wyborcy nie podoba.

Przez moment wydawało się, że Donald Tusk obrał fatalną strategię, ale z pomocą swoim zwyczajem przyszedł Jarosław Kaczyński i od kliku dni mówi się zdecydowanie więcej o Kurskim, czy Obajtku, niż o Budce i Sienkiewiczu. Obie strony grają też na ostrą polaryzację, tylko ile można, przecież w zaledwie pół roku mieliśmy dwie kampanie wyborcze dokładnie w takim stylu i teraz szykuje się trzecia. Wprawdzie polityka trochę przypomina operę mydlaną i ludzie wiążą się ze swoimi bohaterami, ale w przeciwieństwie do seriali, wybory polityczne bezpośrednio wpływają na losy ludzi. Dlatego tak zwane lokomotywy wyborcze, czyli znane, jednak niekoniecznie lubiane nazwiska, wcale nie muszą pomóc i nieraz się okazało, że zaszkodziły.

Reklama

Chyba najbardziej spektakularne porażki zaliczał Roman Giertych, aż w końcu mu się udało, ale to tylko z tego powodu, że zbudował nowego Giertycha i dołożył żenująco skuteczną legendę męczennika. Takich atutów z pewnością nie będzie miał Kurski, którego nie tylko część wyborców PiS znieść nie potrafi, ale i większość polityków tej partii nie toleruje. Decyzja Kaczyńskiego, żeby wystawić Kurskiego nieco przypomina decyzję Tuska, który wystawił Giertycha w okręgu prezesa PiS. Panowie uwielbiają robić sobie takie uprzejmości, problem polega na tym, że elektoratowi coraz mniej się te zapasy w kisielu podobają.

W Polsce sporym ryzykiem jest prorokowanie jaka będzie frekwencja, nie wspominając o wynikach wyborów, ale żaden znak na niebie i ziemi nie wskazuje, żeby w najbliższych wyborach lokale wypełniły się po brzegi. Po rekordowo wysokiej frekwencji w wyborach parlamentarnych, mieliśmy rekordowo niską frekwencję w wyborach samorządowych. Z kolei wybory do Parlamentu Europejskiego zawsze miały najniższą frekwencję i to znacząco. Widać, że bardzo wysoka frekwencja służy „koalicji 13 grudnia”, natomiast niższa daje dobre wyniki PiS.

Powyższy rozkład głosów odpowiada na pytanie dlaczego Tusk tak ostro gra na polaryzację? Po prostu taka gra pozwoliła mu przejąć władzę. Natomiast nie sposób zrozumieć dlaczego Kaczyński robi to samo, co przyniosło mu utratę władzy. Zresztą sprawy są jeszcze bardziej skomplikowane, przecież Tusk w kampanii samorządowej też grał ostro i przegrał, natomiast PiS było wyjątkowo, jak na siebie, wyciszone i wygrało, w dodatku sporą różnicą głosów. Wniosek z tego może płynąć tylko jeden, Polacy nagradzają za spokój, nie za awantury, bo awantur mają serdecznie dość. Tym trudniej zrozumieć, czym kierują się liderzy partyjni, którzy budują dokładnie przeciwną atmosferę do oczekiwanej.

Na sam dźwięk nazwiska Kurski albo Sienkiewicz większość łapie za piloty i przełącza na inny kanał. Kto normalny będzie z wypiekami na twarzy obserwował kampanię takich polityków i słuchał tego, co słyszał miliony razy? Polityka starych twarzy i numerów zapowiada kolejny rekord frekwencyjny, ale nie w górę, tylko w dół. Jak będzie zobaczymy w ciągu najbliższego miesiąca, jednak raczej pomyłki w prognozie nie dojdzie.

Reklama

5 KOMENTARZE

  1. Kaczynski jest do odwolania juz od 4 lat… 5 dla zwierzat? zamordyzm covidowy? przymus szczepien dla czlonkow rzadu ? bredzienie o zamachu ktorego nie bylo w mediach ? pchanie sie do wojny na ukrainie? Dziadek odleciał… Tylko konfederacja nam pozostała…