Reklama

Zasada pierwszego kłamstwa, tak to sobie zdefiniuję i nie popełnię błędu. Pijany generał pod presją Prezydenta wszedł do kabiny i kazał lądować. Przyłbice powstrzymują propagację aerozolu, który jest nośnikiem wirusa i dlatego są skuteczne. Dzieci stanowią śmiertelne zagrożenie dla dziadków, bo są roznosicielami wirusa. I tak dalej i tym podobnie, jak w przypadku Wielkiej Brytanii, która jest „najlepszym przykładem na to, że szczepionki działają”. Od kilku dni Wielka Brytania jest najlepszym przykładem na to, że szczepionki nie działają i to bardzo spektakularnym dowodem. Pomimo końca sezonu, a co za tym idzie końca zakażeń, Brytyjczycy notują rekordowe poziomi „pozytywnych przypadków”, przekraczające 6000.

Tymczasem w mediach pojawiło się parę „artykułów”, ale o Szwecji i tamtejszych rekordach, co oczywiście jest bzdurą, ale kto by się tym przejmował. „Eksperci” używali przykładu Wielkiej Brytanii, tak jak wszystkich innych kłamstw zbudowanych na wyżej opisanej zasadzie. Sprzedaje się ludziom kompletną propagandową bzdurę pod bieżące potrzeby, ludzie te brednie zapamiętują i potem powtarzają: w pracy, w szkole, przy wódce. Gdy się jakaś teoria kompletnie wali, zapada milczenie i temat umiera wraz z kompromitacją autorów. Czasami przyjmuje to jeszcze bardziej bezczelną formę, bo nadal zdarzają się wypowiedzi „ekspertów”, którzy powołują się na Wielką Brytanię i nadal miliony tego kłamstwa nie weryfikują, tylko bezrefleksyjnie powtarzają. Niewielu sprawdza jakie są rzeczywiste dane i przyczyny wskaźników, chociaż wszystko jest dostępne i bardzo proste w interpretacji. Pierwszy z brzegu fakt udowadnia, że „brytyjski fenomen” od początku do końca był wielką blagą. USA mają wyższy wskaźnik „wyszczepienia” i jakoś tam to tak „fenomenalnie” nie zadziałało. W tej chwili Węgry są liderem „szczepień” i zgonów w przeliczeniu na milion mieszkańców, a to tylko wierzchołek góry demaskującej kłamstwa rządowe i „eksperckie”.

Reklama

Z relacji Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii wynika, że tamtejsi propagandyści tłumaczą nagły zwrot w statystykach zakażeń wariantem „indyjskim”, czyli mutacją wirusa, na którą „szczepionka” miała działać. I znów mało kto potrafi wyłowić te sprzeczności budujące propagandową rzeczywistość. Pierwsze kłamstwo ma tak potężną siłę nabytą poprzez popularność, że jakiekolwiek fragmenty prawdy przebijają się z trudem albo w ogóle się nie przebijają. Siła tego mechanizmu polega nie tylko na głośnym i powszechnym przekazie medialnym, ale też na lenistwie odbiorców i łapówkach emocjonalnych, jakie się im sprzedaje. Dziś mądrym jest ten, który przyjmuje do wiadomości najgłupsze, ale „naukowe” kłamstwa. Wystarczy powtórzyć, że „szczepienia” są jedyną drogą do pokonania wirusa i po robocie. O tym, że ludzkość od zarania pokonuje tysiące wirusów, bez żadnego szczepienia, niewielu się odważy przypomnieć, bo za stwierdzanie najprostszego naukowego faktu zostaje się „foliarzem”. Współczesne narzędzia dają nieograniczone możliwości weryfikacji niemal każdego kłamstwa, rzecz w tym, że mało komu chce się to robić i większość doskonale czuje się w bezrozumnym stadzie nazwanym „zdrowym rozsądkiem”.

Wielka Brytania pokazuje, że makabryczna zabawa w likwidację przeziębienia/grypy, wywoływanych przez najmodniejszego na świecie wirusa, będzie trwała tak długo, jak długo politycy i pozostali bandyci będą chcieli używać zasady pierwszego kłamstwa. Pod koniec czerwca Wielka Brytania miała znosić kolejne obostrzenia, wcześniej Boris Johnson ogłosił „odporność stadną”, teraz propagandyści gorączkowo pracują nad nową wersją pierwszego kłamstwa, ponieważ odgrzewany kotlet z „mutacją indyjską” chyba nie zaskoczył. „Szczepionki” nie zakończą żadnej „pandemii”, szczególnie tej „pandemii”, która się skończy dopiero wówczas, gdy zarządzający tym brudnym biznesem osiągną swoje cele. Pewne jest, że wraz z sezonem grypowym bez trudu da się odpalić IV, V, VI, VII falę i dawkę i nie farmakologia ani układy immunologiczne ludzi będą o tym decydowały, tylko politycy i „eksperci”.

Reklama

37 KOMENTARZE

  1. “wariant indyjski”
    Te “rady medyczne” w naszym i nie tylko państwie, to muszę być “debile extra”, że tak zacytuje gawiedź. Sądzić w XXI wieku, w globalnej wiosce, przynajmniej jeśli chodzi o komunikację, że ludzie nie mają znajomych w Indiach i nie wiedzą co tam się dzieje, że owszem walczy się tam i pali zwłoki ,ale walczy głównie z GRZYBEM i to dużo bardziej niebezpiecznym od wielu znanych ludzkości zagrożeń.

  2. To, co się obecnie dzieje w UK jest dowodem na to, że albo cudowne szczepionki nie powstrzymują wirusa albo powodują wtórne zakażenia poprzez działanie tzw. “białka kolca”, które są celowo mylone z oryginalną chorobą.

    Część polityków jest zapewne nieźle posrana ze strachu, a część zadowolona z dobrze przebiegającej realizacji planu zniszczenia struktury społecznej i depopulacji.

    Znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że jedynie Bóg jest w stanie powstrzymać to szaleństwo i zapewne niedługo to odczujemy.

  3. Ale na coś do diabła ci wszyscy ludzie chorują i umierają. Nie można mówić, że nie ma żadnej tam epidemii, że to tylko taka tam grypka, sama przyszła i sama sobie pójdzie. Mam wkoło pełno na to przykładów. Sąsiadka z mieszkania naprzeciwko. Wdowa pod siedemdziesiątkę, ale zdrowa jak byk za przeproszeniem. Ledwo uciekła spod kosy, uratowała ją tylko surowica i łebski lekarz, który walczył o nią jak lew próbując coraz to inne antybiotyki i inne leki. Znajomy z pracy. Typowy “kark”, 100 kg mięśni, triatlonista, itp. itd. też się śmiał z wiruska. I po kilku tygodniach wrócił do roboty wrak człowieka, wychudzony, zgarbiony … Myślę, że większość z was też mogłoby wiele o tym napisać. Pomimo całej tej dezinformacji, jakieś choróbsko niezaprzeczalnie istnieje i daje się bardzo wielu ludziom we znaki.

    • Jakieś choróbsko istnieje i nikt normalny w to nie wątpi tylko ze po pierwsze nie ma to w żadnym wypadku zasięgu epidemii po drugie jeżeli jest nowa choroba to należy ją badać diagnozować i leczyć a nie lockdown na rok i czekamy na szpryce (nie leczymy bo się nie da lub nie chce dać… Kto ma pecha to zdechnie) druga rzecz to gdyby nie pociąganie objawów przeziebienia; kaszel katara gorączka plus chorzy bezobjawowi (przyjecir lub odrzucenie tego dogmatu bezbłędnie odzielilo myślących od idiotow…) to w życiu nie dałoby się żadnej srandemii skręcic. Posumowujac choroba i wirus jedno, skurwielstwo polityczne – drugie. Co do genezy tego wirusa to jest sporo niewiadomych ale w jednym się z Gospodarzem zgodzę: 5 lat temu byśmy mówili że coś mocna grypa w tym roku…

    • @nudny
      Choroba istnieje i ma dość poważne skutki dla niektórych. Ale jeszcze poważniejsze skutki dla zdrowia społeczeństwa ma działalność władz. W wyniku ich polityki zmarło dodatkowo półtorej setki tysięcy osób, którym nie udzielono na czas pomocy lub zaprzestano leczenia. Nie wspominając już o setkach tysięcy, którzy przez lata nie pozbędą się polockdownowej traumy i związanych z nią schorzeń psychicznych. Nie wiadomo, ile ofiar przyniesie zaszczepienie milionów preparatami, które nie były dotąd stosowane w farmacji (mRNA), a ile obowiązek noszenia masek na świeżym powietrzu. Istnieją hipotezy, że liczne przypadki “choroby czarnego grzyba” odkrywane w Indiach są efektem noszenia brudnych masek w wilgotnym i ciepłym powietrzu.

      Czy warto było dopuścić do nadmiarowego wymierania i ruiny wielu gałęzi gospodarki by uchronić nas przed chorobą, o której by nikt nie słyszał gdyby nie propaganda i testy?

        • Jak to się komuś wbuduje na stałe i jego organizm będzie stale produkować to kolcowe białko to na zdrowy rozum choroby autoimmunologiczne są jak w banku, do tego pewnie problemy z zakrzepami, czyli zawały, udary i kalectwo.
          A to dopiero początek bo tyle mniej więcej wiadomo dzisiaj, jutro niewątpliwie przyniesie informacje o kolejnych efektach “szczepionki”. W kolejce czeka np. trwała bezpłodność – na to zapewne żmijowe plemię liczy najbardziej i stąd ten szaleńczy nacisk na “wyszczepianie” polskich dzieci.

          • @mmisiek, za przytoczone przez Ciebie efekty odpowiada nie tyle wbudowanie mRNA do materiału genetycznego gospodarza, co po prostu realizacja zapisu tego mRNA, czyli produkcja białka S i wszystkie konsekwencje z tym związane.

    • Ten bełkot oddaje istotę problemu:
      “Pomimo całej tej dezinformacji, jakieś choróbsko niezaprzeczalnie istnieje i daje się bardzo wielu ludziom we znaki.”
      Istnieją tysiące chorób i towarzyszą ludzkości od zawsze. Pod tym względem AD. 2020 nie zmieniło się nic. Tzn. nie pojawiło się żadne nowe zagrożenie biologiczne. Fałszywa pandemia ma charakter inżynierii społecznej. Twórcy tego burdelu mówią wprost o depopulacji. Kto ciekaw niech poczyta, co niegdyś wyznał, z obfitości serca, Jacques Attali. Dla niezainteresowanych polityką;
      (To żydowski mason, mentor i promotor, precyzyjnie się wyrażając wynalazca, Emanuela Macrona.)
      Guru obecnego prezydenta Francji ujął rzecz tak dobitnie, że bardziej dosadnie raczej ciężko tego dokonać.
      “W przyszłości trzeba będzie znaleźć sposób na zmniejszenie populacji. Zaczniemy od ludzi starych, ponieważ gdy tylko przekroczą oni 60-65 lat, żyją dłużej niż produkują i drogo kosztują społeczeństwo. Potem zajmiemy się słabymi, następnie bezużytecznymi, którzy nic nie wnoszą do społeczeństwa, bo zawsze będzie ich coraz to więcej, a co najważniejsze, na końcu zabierzemy się za głupich. Pozbędziemy się ich, każąc im myśleć, że to dla ich własnego dobra. Nie będziemy w stanie przeprowadzać testów na inteligencję w stosunku do milionów ludzi, to nie jest możliwe! Znajdziemy coś lub spowodujemy coś; pandemię, która dotknie pewne warstwy społeczeństwa; prawdziwy lub nieprawdziwy kryzys gospodarczy; wirus, który uderzy w ludzi starych czy dorosłych – to nie ma znaczenia; słabi ulegną, bojaźliwi i głupi uwierzą we wszystko i będą prosić o wyleczenie ich. Zadbamy o to, aby zaplanować leczenie – leczenie, które stanie się rozwiązaniem (problemu). Selekcja idiotów dokona się więc samoczynnie: pójdą do rzeźni z własnej woli.”
      Od 1981 roku, gdy wyrzekł te słowa mieszkańcy zachodu, nawiązując do myśli frankfurckich filozofów, zgnili tak, że cuchną na kilometr. Czyt. stali się bandą histerycznych hipochondryków pozbawioną uczuć wyższych. Percepcja świata, głód naukowej wiedzy, a nawet chęć jej zdobywania, są im obce. Wystarczyło ogłosić w mediach nadejście najstraszliwszego pomoru w dziejach i spokojnie poczekać. Hołota sama się zgłosiła do punktów szczepień. Sądziłem, gdy temat powszechnego szprycowania się pojawił, iż eliksir depopulacyjny zostanie podany w trzeciej, może czwartej turze. Być może trafił już do pierwszej partii. Swoją drogą Attali w jednym miał rację. Skoro ktoś jest tak głupi, że wierzy w śmiertelną zarazę bezobjawową, to naprawdę szkoda marnować zasoby planety na żywot osobników o tak niskim poziomie inteligencji.

    • To, ze jest ciezka choroba to oczywiste. Dosiega niektorych. Prawdopodobnie tak samo jak i wczesniejsze ciezsze postacie grypy. Tez dosiegaly jakas tam czesc populacji. Ale sek w ty, ze wtedy ludzi leczyli od razu, a teraz specjalnie opozniaja. Bo licza na wiecej trupow. Poza tym schowali preparaty, ktore moga pomoc. Jednym slowem probuja z dobrym skutkiem przeksztalcic dosc niszowa chorobe w pandemie.

        • Dokładnie. Najbardziej śmieszy mnie jak ktoś obrusza się na porównanie śmiertelności Covid do grypy. Jak to? Przecież na grypę umiera zaledwie kilkadziesiąt osób rocznie. Tylko, że gdyby zastosować procedury covidowe do grypy i podciągać każdą śmierć w ciągu 28 dni po pozytywnym (często fałszywie) teście (na grypę przecież nigdy go się nie robiło), to coś czuję, ze grypa zbierałaby żniwo na równi z kowidem jak nie lepiej.

  4. Jakieś choróbsko istnieje i nikt normalny w to nie wątpi tylko ze po pierwsze nie ma to w żadnym wypadku zasięgu epidemii po drugie jeżeli jest nowa choroba to należy ją badać diagnozować i leczyć a nie lockdown na rok i czekamy na szpryce (nie leczymy bo się nie da lub nie chce dać… Kto ma pecha to zdechnie) druga rzecz to gdyby nie pociąganie objawów przeziebienia; kaszel katara gorączka plus chorzy bezobjawowi (przyjecir lub odrzucenie tego dogmatu bezbłędnie odzielilo myślących od idiotow…) to w życiu nie dałoby się żadnej srandemii skręcic. Posumowujac choroba i wirus jedno, skurwielstwo polityczne – drugie. Co do genezy tego wirusa to jest sporo niewiadomych ale w jednym się z Gospodarzem zgodzę: 5 lat temu byśmy mówili że mocna grypa w tym roku…

    • Istnieje prawdziwy tzw sars-cov-2, co prawda w marginalnej postaci ale istnieje, tak jak wiadomo że ma powinowactwo głównie do SARS, ale też HIV i Eboli. Od ponad roku wiadomo że chorują wyłącznie ludzie ze słabą odpornością w danej chwili bo normalny/silny organizm (ze sprawnym układem odpornościowym) świetnie się przed nim broni, jak to “debile extra” mówią – “bezobjawowo”. Za to w przypadku zachorowania słabego organizmu reakcja prawdopodobnie ze względu na dwa pozostałe powinowactwa jest dość gwałtowna, a procedury tzw medycyny rockefelerowskiej nie ratują, a wręcz pomagają zabić pacjenta (dla jasność – to nie moje twierdzenie ale z dokumentów np na Medrxiv na Uniwersytecie Yale i co można podejrzewać nawet z OFICJALNYCH statystyk. Od ponad roku wiadomo o sposobach i metodach leczenia, jak i o tym że nie “repisprator” tylko “ecmo” może pomóc uratować życie, dokładnie tak jak wiadomo o wielu substancjach które nie tylko pomagają zwalczyć chorobę, ale to wsparcie jest w pozornie beznadziejnych przypadkach niewiarygodnie skuteczne choć przestrzegam przed percepcją cudownych leków na śmierć. Takich nie ma.
      Wirus istnieje i zachorowanie, ale nie “bezobjawowe”, na niego może skończyć się tragicznie. Owszem zaraźliwość prawdziwym wirusem jest dużo mniejsza niż “debile extra” od “politycznych przekazów” twierdzą, ale choroba słabych zabiera szybko. Nie sposób jest też pomylić symptomów z czymś innym choć “debile extra” regularnie wymyślają nowe, a komuchem w rodzaju agnostyków z pejsami pitolą kocopały o kagibe z osiemdziesiątych, choć sami firmują metody które można zakwalifikować jako ludobójstwo albo masowe morderstwo. Nie mnie oceniać.
      Jest taki wirus i jest taka choroba. Zagrożenie jest poważne kiedy się już zachoruje. Można to skutecznie leczyć. Preparaty operujące na białku S nie są tym czym się mówi że są i wbrew “debilom extra” te preparaty nie zabezpieczają ani przed zachorowaniem, nawet poważnym, ani przed nosicielstwem, ani przed chamskim zachowaniem bezdzietnych właścicieli czarnych kotów z Żoliborza oraz równie chamski zachowaniem ich wesołych bezobjawowo kompanii. Za to znane są przypadki że skorzystanie z tych preparatów tak ok jedenaście do sześciu tygodni wcześniej zwiększyło ryzyko ciężkiego zachorowania. Tzw “foliarze” spekulują że preparaty wręcz resetują system odpornościowy powodując że można ciężko zachorować od patogenów które od dawna już prawie nikomu nie zagrażały. No ale to “foliarze” choć czasem często medycznie cytowani i z oficjalnymi dyplomami. Nie wiem, acz na jest już gro Naukowych publikacji na ten temat i wykonanych badań które czekają na weryfikację.

    • No tak. W sumie jeżeli stwierdzamy grypę tylko na podstawie objawów a covid tylko na podstawie testów, to może się okazać że jest to jedna i ta sama choroba. Właściwie powinno się wykonywać testy różnicujące. Ale nie po to jest ta “pandemia”. Ona ma inne cele niż diagnostyka i leczenie.

    • Nie tyle na przeciwciała, co na limfocyty T, tzw komórki pamięci immunologicznej. To one warunkują tę długą odporność, pisze się nawet o kilkudziesięciu latach. Przeciwciała są jedną z linii obrony ale w przypadku infekcji wirusowych nie najważniejszą. Nie każdy w czasie infekcji je wytwarza a limfocyty T już tak. Jest tylko jeden szkopuł. Badanie limfocytów jest kosztowne i trudno dostępne.

  5. Po pierwsze, rząd Indii oficjalnie dementuje informacje o “indyjskim wariancie”. Twierdzi wręcz, że będzie domagał się odszkodowania za propagowanie tej szkodliwej dla Indii teorii i wini najbardziej serwisy społecznościowe.
    Po drugie, nawet jeżeli nazwać indyjską czy brytyjską jedną z tysięcy mutacji koronawirusa, które dokonały się w ciągu ostatniego roku, to dalej warianty te różnią się od pierwowzoru zaledwie o 0,3%. Za kolejny rok może będzie drugie tyle a później może nawet trzecie. Tyle tylko, że żeby takiego mutanta nie rozpoznał ludzki układ odpornościowy, który wcześniej gdziekolwiek zetknął się z jakimkolwiek koronawirusem (a jest ich kilka ludzkich i trochę zwierzęcych np. kocich) musiałby się różnić od wersji oryginalnej O PONAD 50%. To jest bardzo, bardzo mało prawdopodobne, bo wtedy to już nie byłby koronawirus tylko coś zupełnie innego. Tak więc bajki o groźnych mutantach to kolejna z wielu ściem tej “pandemii”. Maja na celu prawdopodobnie sukcesywne wciskanie kolejnych ton szprycy od firmy na P albo M.

  6. Moi drodzy,
    jako, że pamięć ludzka jest krótka w obecnych czasach…
    Pamiętacie to?:
    https://news.sky.com/story/coronavirus-italian-army-called-in-to-carry-away-corpses-as-citys-crematorium-is-overwhelmed-11959994
    gdzie te ciężarówki? gdzie tysiące zmarłych? gdzie żal, że krematorium może spalić “tylko” 25 ciał na dobę?
    nie ma …
    a “scypionka” jest, i nie chodzi o to aby wyleczyć tylko leczyć…
    bo żywy, który się leczy przynosi pieniądze, a martwy ma to wszystko “w lepszym świecie”
    czy jakoś tak…
    Trzeba żyć normalnie i obejrzeć, chyba można tak powiedzieć że wizjonerski film Piotra Szulkina Wojna światów”.
    Marsjanie odlecieli ale rząd namawia na “kolejną akcję” i potem pewnie kolejną itd. itd. itd. ….

  7. https://www.lifesitenews.com/news/vaccine-researcher-admits-big-mistake-says-spike-protein-is-dangerous-toxin białko kolcowe z lucyferskich shotów, powoduje w krótkim lub dłuższym czasie zatory – problemy sercowe (przedostaje się ten szit do krwioobiegu) -oraz problemy mózgowe (pokonuje barierę krew-mózg). Szczepieni nie nadają się na krwiodawców – ich krew jest toksyczna. Powinna ruszyć produkcja tabliczek “szczepieni niemile widziani” do umieszczenia na furtce, zamiast piesków.

  8. Byłem dzisiaj w EURO-ARENIE (na granicy Sopotu z Gdańskiem). Kolejka jakieś 100 metrów do szczepień. Młodzi i starzy. Robili wrażenia szczęśliwych stojąc po eliksir. Jadę do Germanii więc jako płaskoziemca muszę zrobić test. najtańszy na Lotnisku “Bolka”. Koszt najtańszego testu (antygenowy) to 170 zł z tłumaczeniem. Podobno w Germanii trzeba się badać 2 x w tygodniu ale za darmo. Z ludźmi rozmawia się o szczepieniach trudno. Jedni tłumaczą to uproszczeniem wyjazdów za granice (do rodziny), a inni że i tak nas zmuszą. Ostateczną weryfikacją będą kolejne fale, kiedy to przekonamy się jaka grupa przejdzie ją bezboleśnie tj. zaszczepieni czy “grupa kontrolna” jaką są nieszczepieni. Dlatego zapewne będzie terror wobec “grupy kontrolnej” aby zamazać statystykę. Dla płaskoziemców mamy dobrą wiadomość. Są na modną chorobę leki takie jak AMANTADYNA, którą stosuje się przez pierwsze 2-3 dni po 100mg co 6 godzin. W USA podnoszą rolę BUDEZONIDU. Leki tanie więc dlatego nikt nic nie robi, a lekarze którzy mają wątpliwości są ścigani za wszelkie odchylenia “prawicowo-nacjonalistyczne” i trockizm w medycynie 🙂 Oczywiście dla władzy wymazać tego czy owego z zawodu to No Problem

  9. Jako Polak mieszkający w Wielkiej Brytanii pozwolę sobie nieco “zrelacjonować”…
    Nie wiem, skąd ten “rekordowy poziom 6000 przypadków”, skoro rekordy to ponad 60.000 (ponad 10x więcej, niż obecnie) dziennie.
    Poza tym, w Uk powszechne stały się tzw. szybkie testy, każdy chętny może dostać, czy od lokalnego urzędu (council), od pracodawcy, czy jak wszystkie dzieci w szkołach. Testy te się raportuje, a ich skuteczność jest….no, wiadomo, jak to testów. Co prawda po pozytywnym wyniku szybkiego, trzeba się umówić na PCR (“właściwy”), ale i tak pozytywny wynik tego szybkiego nakłada pewne zobowiązania, jak izolacja.
    Dodatkowo, tutaj już od kilkunastu tygodni znoszone są obostrzenia, masek na zewnątrz nigdy się nie nosiło, a patrząc po tym co się dzieje w miejscach turystycznych, to ludzie już dawno mają ten “social distancing” w zadkach.

    Chwilowo nikt na poważnie nie rozważa zatrzymania dalszego znoszenia obostrzeń, ale wiadomo – to może być metoda “gotowania żaby”. W każdym razie ja specjalnej nagonki, czy histerii w tutejszych mediach nie widzę.

    Nie jestem fanem ani szczepionek, ani całej covidowej histerii, ale warto wiedzieć o czym się pisze, szczególnie jeśli robi to Matka Kurka.

  10. Nie ma żadnego znaczenia z punktu widzenia społecznego, zdrowotnego jaka jest ilość zakażeń, % zakażeń, ilość testów dziennie/tygodniowo/rocznie, ilość wyzdrowień, % wyzdrowień. Ma znaczenie tylko ilość zgonów od covida i ich % w stosunku do ogółu populacji i ogółu zgonów. A ten % zgonów stricte covidowych jest na poziomie zgonów grypowych i zdecydowanie niższy od zgonów od raka. Ergo nie ma co się przejmować niebezpieczeństwem śmierci od covida tak jak się nie przejmujemy , że umrzemy od grypy. Grypy w tym roku nie było , prawie nikt na grypę nie zmarł. Za to poumierano na covid. Medialna pandemia i medialny strach. Państwa z silną medycyną powszechną poradziły sobie z ratowaniem życia obywateli (Skandynawia, Niemcy) a państwa ze służbą zdrowia słabą (Polska, Białoruś, Brazylia) mają nadwymiarowo max. I bez znaczenia były tu ograniczenia / brak ograniczeń vide: lockdowny, kwarantanny, godziny policyjne i zamykanie granic.
    Każdy się boi pogryzienia przez lwa ale nikt się nie boi ugryzienia komara. Tyle, że “od” lwów ginie kilkunastu ludzi rocznie a od komarów(roznoszących różne zarazy) pół miliona w skali globu.