Reklama

Tak się stało i nie za sprawą paranoi, którą mamy od blisko dwóch lat, ale zupełnie inni szatani byli tu czynni, czy raczej przestali być czynni. Michnik nieprzypadkowo zrobił z Kiszczaka „człowieka honoru” i szczerze kochał Jaruzelskiego. Nomen omen „nowy ład” po 1989 roku polegał na prymitywnym podziale ról, co doskonale podsumował Czarzasty w odpowiedzi do Frasyniuka: „Drogi Władysławie Frasyniuku! Żeście komunistów pokonali? No nie. Wyście się z nami, k****, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li”. Komuniście Czarzastemu wyszły z ust słowa spontaniczne i przez to szczere, dlatego efekt był tak piorunujący. Pierwszy raz ktoś z tamtej strony barykady nazwał rzeczy i „bohaterów” po imieniu i chociaż nie taki pewnie miał zamiar, aby okrągłostołowy układ obnażać, to mleko się rozlało i kałuża stoi do dziś.

Obrona Jaruzelskiego i Kiszczaka była niczym innym jak obroną „dogadania się” i wstyd się przyznać, ale dopiero po latach do mnie dotarło, że to był przede wszystkim układ towarzyski i biznesowy, dopiero potem polityczny. Każdy ubił jakiś interes, Jaruzelski z Kiszczakiem uniknęli dożywocia, komuniści mogli zostać „demokratami” albo biznesmenami, dawni bohaterowie, którzy w większości byli kapusiami SB, podtrzymywali swój fałszywy mit i kontynuowali kariery. W rzeczywistości nie Jaruzelskiego bronili „okrągłostołowcy” i większość z nich Kiszczaka miało w poważaniu. Oni bronili kliki, która dawała dostęp do kasy i sławy, co więcej miała w tym obszarze monopol i to praktycznie trwa do dziś. Najdobitniejszym dowodem potwierdzającym tę tezę jest to, co się wydarzyło po śmierci czerwonych generałów. Przede wszystkim wielu odetchnęło z ulgą, inni nawet sobie pozwolili na słowa krytyki, bo wiedzieli, że teraz już można. Coroczne ożywione debaty wokół „bohaterstwa” Jaruzelskiego, który ochronił nas przed sowiecką interwencją, były celowo nakręcanymi emocjami i przez dekady skutecznie odwracały uwagę od prawdziwych interesów, jakie prowadzili komuniści z „solidaruchami”.

Od kilku lat dyżurne tematy zniknęły z przestrzeni publicznej niemal kompletnie. Owszem odbywają się jakieś państwowe uroczystości, bo muszą się odbywać, politycy z obu stron coś tam mówią o bohaterstwie i prawdzie, bo muszą mówić, ale w Internecie i w mediach ognia nie ma. Jednym z elementów tej nowości jest zapewne zmiana pokoleniowa, teraz „tęczowe” wojny ideologiczne mają większą siłę przebicia, ale mimo wszystko głównym powodem jest śmierć i tym samym nieszkodliwość generałów. 10, 15 lat temu film z udziałem Michnika i Jaruzelskiego nie schodziłby z „wokandy” przez wiele miesięcy. Usłyszelibyśmy całą serię bojowych haseł i argumentów „moralnych”, od „zoologicznej nienawiści”, po „zdrajcy będą wisieć”. W 2021 roku ten obraz nędzy i kompletnego upadku, przede wszystkim Michnika, utrzymał się na topie parę godzin, ale i to było jakieś takie bardziej z boku niż na prawdziwym szczycie. Interesy okrągłostołowe tak się ugruntowały, że nikomu się nie che strzępić jęzora w historycznych pyskówkach. Oni wszyscy tym żyli, gdy czuli oddech na plecach i szczególnie nienawidzili IPN-u, który mógł biznesy pozwijać, ale jak wiemy i tam robili „swoi”, to tylko drobniejsze płocie i parę niedoinformowanych szczupaków nerwowo się oglądało za siebie.

Jestem na tyle stary i jednocześnie aktywny, że doskonale pamiętam te dawne debaty, zwłaszcza, że sam w nich brałem udział. Nie powiem, że to zupełnie nic nie dało, gdyby nie opór i prostowanie kłamstw byłoby jeszcze gorzej, ale „dogadanie się przy stole” do dziś nie zostało odkręcono. Był to naprawdę potężny układ, z tego prostego względu, że chodziło o wielkie pieniądze, władzę, „szlachetne” życiorysy, kantory, media i tak dalej. Jak mało istotny był w tym wszystkim „patriotyzm’ Jaruzelskiego i „honor” Kiszczaka, widać dopiero teraz, gdy obaj leżą w trumnach od lat. Za kurtyną „prawdy o tamtych czasach” kręcono lody i kiełbasę, taka to była „prawda etapu”.

Reklama

26 KOMENTARZE

  1. Kiszczak z Jaruzelskim odchodzą w zapomnienie, bo pojawili się gorsi oprawcy narodu. Niedawno rozpoczęli eliksiryzację dzieci – takie współczesne składanie ofiar Molochowi. Jeżeli liczą na taką samą bezkarność, jak poprzednicy, to się zawiodą. Oszalały z wściekłości tłum ich rozszarpie.

  2. My, tutaj, u siebie, “w ten kraju” musimy przeczekać całe to szaleństwo. A dom wariatów dopiero się buduje i może to potrwać jeszcze wiele lat. Niestety mam złe przeczucia. Gdy na Świecie powszechna stanie się wiedza o srovidowej rozgrywce a poszczególne rządy (obecne lub przyszłe po ewentualnych rewoltach) przyznają że, ci którzy brali zajzajera, będą musieli go brać nadal aby w ogóle jakoś żyć. Wtedy zacznie się jazda. Obawiam się że, wtedy wajchę przełożą w drugą stronę, by zostało tak jak sobie założyli. Niezaszczepieni; jako zdrowi będą musieli pracować na schorowaną większość. Pozornie wolni, ale i tak w ich zamyśle mamy stać się ekonomicznymi niewolnikami. Dodatkowo brak rąk do pracy, podwyższona śmiertelność i zachorowalność; na choroby wszelakie; wytworzy konieczność masowego sprowadzania “lekarzy i inżynierów”. Ja nie liczę na opamiętanie rządzących ani na to że ktoś ich uczciwie rozliczy. Raczej pod pozorem Katharsis zakładam wśród nowych *capo* walkę o posady kierownicze w białych bantustanach.

  3. Jaruzelski to wyjątkowa kurwa. Część agentury mówiła: może był sowieckim agentem ale przynajmniej miał patriotyczne, antyniemieckie nastawienie. W rzeczywistości większość wybranej przez niego do uwałaszczenia sie nomenklatury szybko przewerbowała się do Niemców. Myślę, że Jaruzelski był psychicznie upośledzony.

  4. Przyjmując tok rozumowania Gospodarza, sprawdza się to na co wcześniej zwróciłem uwagę. Ostatni raz wolnym krajem i wolnym narodem byliśmy może w 20-leciu międzywojennym. w 1989 nie było żadnego obalenia żadnej komuny. Stary oprawca tylko zmienił gębę i metody gnębienia narodu. Lokalne sługusy zaczęły dawać dupe komu innemu. Ale do wolności czy niepodległości to nam było (i jest) tak samo dalego jak wtedy. Obecnie miłościwie nam panująca partia również spod tego samego stołu się wywodzi. Chociaż przez długi czas wielu ludzi miało nadzieję, że jest inaczej. Ja również do nich należałem do czego nie bez wstydu ale odważnie przyznaję. Co do rzeczonych Jaruzelskiego i Kiszczaka to mogło być tak, że oni (lub jeden z nich) trzymali w szachu całą resztę zmuszając obie strony sceny politycznej do ciągłem licytacji kto da więcej. Teraz kiedy – zakładając prawdziwość tezy Gospodarza – zagrożenie minęło, można na powrót zejść się ze sobą i dogadać kto gdzie i jakie lody ukręci. Przymierzając to do obecnego położenia to może właśnie zmyślona srandemia jest jedyną szansą, żeby z tego zaklętego kręgu wyjść. Oczywiście dostrzegam całe zło i oszustwo, jednak gdyby nie było tego istotnego czynnika, elyty naszego narodu po kres swych dni elytami by pozostały z rzadka rzucając tego czy tamtego na pożarcie. Ku uciesze gawiedzi i uspokojenia nastrojów. Dziś już nie jest tajemnicą kto gdzie miał rodziców i gdzie i dla kogo pracował. I choć nie jest tajemnicą, że kluczowe stanowiska nie tylko urzędowe ale w każdej absolutnie każdej dziedzinie społecznej są obsadzone przez “swoich” to bez jakiegoś wyraźnego wstrząsu nie byłoby szans cokolwiek tu ruszyć. Czy teraz jest? Nie mam pojęcia. Postawiłem tu kiedyś tezę, że Polska (świat pewnie też, chociaz empiryczną wiedze mam o włąsnym kraju to się odnosię) jest tak opleciona układami, interesami i koneksjami, że tylko wojna (chociaż ani sobie ani nikomu innemu bym tego nie życzył – obietkywnie stwierdzam)mogłaby coś zmienić. No to mamy wojnę.

  5. Jaruzelski dobrze wiedział, że PRL jest bankrutem, dlatego po rozmowach z Rockefellerem jako “polski patriota” wystawił Polskę do rozkradzenia żydom. Zamrożenie kursu dolara, “reformy
    A. Bucholca (ps.” Balcerowicz”), PPP, ze świadectwami “udziałowymi”, które większość hi, hi, udziałowców ma do dzisiaj, to tylko maleńki wycinek grabieży. Duda, Kaczyński i Morawiecki, dokończą dzieła. To co obserwujemy obecnie, to w mojej ocenie drgawki przed zgonem.

  6. Komunikat wysłany przez Czarzastego rozumiem następująco:
    Jeszcze jedna pyskówka pod naszym adresem i pokażemy prawdę o waszym skurwieniu. Nic nie zostanie z fałszywej legendy solidarnościowych przywódców. Frasyniuk sygnał odebrał i właściwie przyswoił. Dlaczego tak sądzę?
    Tak zazwyczaj wyszczekany chamowaty Władek, stulił mordę natychmiastowo, w ogóle temat się skończył. Czerwonego Włodzimierza mogło poirytować kłapanie ryjem na zasłużonych generałów. Komunistą nie jestem, ale jedno towarzyszom należy przyznać. Są wobec siebie lojalni. Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak zapewnili im miękkie lądowanie w III RP. Pozostali najwyższą kastą, czyt. stali się właścicielami, hue-hue w nowej, wolnej Polsce. Otrzymali w zamian dożywotnie uznanie i prestiż. Solidaruchy nie próbują już podważać hagady o wielkich patriotach z pzpru. Dotarł do nich prosty przekaz. My, w przeciwieństwie do was, swoich nie upierdalamy, więc nie pyskujcie, rzeście nas pokonali, bo spuścimy w sraczu wasze doniosłe życiorysy, dosłownie w jeden dzień.
    @Egon
    Uważam, że żadnego buntu, wybuchu gniewu wściekłych mas, nie doczekamy. Pisałem już o tym, ale niejako się powtórzę, bowiem uznaję tą kwestię za wielce istotną.
    Po pierwsze Polacy nie mają tradycji krwawych rewolucji społecznych. Odróżnia to nas od:
    Anglików, Francuzów, Hiszpanów, Niemców, czy Rosjan. U nas dominowało i nadal dominuje, kompletne safandulstwo. Nastawienie typu;
    (Prawda leży po środku. Niby tak, ale z drugiej strony nie można zaprzeczyć. Może i coś zrobili źle, lecz błędy popełniamy wszyscy.)
    Krótko mówiąc, mowa trawa, za pomocą której można usprawiedliwić każdą głupotę i nikczemność. Tym tłumaczę sobie butę i kolejne decyzje polityków. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nic realnie im nie grozi. Choćby i następne pół miliona, nadliczbowych zgonów spowodowali, że tak ich socjopatyczną nowomową pojadę.
    Mamy tyle wspólnego z pokoleniem żołnierzy niezłomnych, co dzisiejsi Grecy z Leonidasem.
    Magdalenka nas, obrazowo się wyrażając, dogłębnie przecweliła.
    Po drugie śmiercionki szkodzą, nawet zabijają, lecz nie jest to zjawisko powszechne. Gdyby w ciągu roku zmarło 10% niezaszprycowanych, wtedy, być może, do reszty coś by dotarło. Chociaż poziom percepcji ogółu i tu nasuwa wątpliwości. Media głównego ścieku mogłyby np. zacząć gadkę w rodzaju;
    To nowa mutacja, na którą pomoże dopiero następna dawka. A winni wszystkiemu są niezaszczepieni, bo to przez nich wirus zmutował i teraz jest jeszcze groźniejszy. Wniosek?
    Szczepcie się i to regularnie. Przechodziły już tak piramidalne idiotyzmy, więc czemu kolejny miałby zostać odrzucony przez pochłaniaczy medialnej papki propagandowej?
    Po trzecie;
    Załóżmy, że się mylę. Totalitaryści postanowili przyspieszyć ostateczne rozwiązanie problemu nadliczbowej liczby gojów. Depopulacja rusza zatem pełną parą AD. 2022. Nawet większość naszprycowanych zauważyła, że preparat nie jest eliksirem nieśmiertelności, a wręcz przeciwnie. I co się dzieje?
    Podejrzewam, iż w polskim przypadku nic spektakularnego, rodem z holliwoodzkich wypasionych produkcji. Po prostu nas w błyskawicznym tempie ubywa. Polacy są narodem rozbrojonym. Kto miałby fizycznie ten bunt przeprowadzić? Władzę, faktycznie, mogą wymienić służby specjalne i wojsko. Musiałoby się zdarzyć coś w tamtych kręgach.
    Całą nadzieję pokładam w pierdołowatości pisowców. Skoro żyjemy w epoce wielkiego resetu, to szansa na nasze przetrwanie tkwi w potencjalnym błędzie krytycznym. Tzn. w tym, że nowy system się wysypie podczas uruchamiania.

    • Wycinek wskazujący o co chodzi:

      https://imgur.com/a/WpsDKib

      Dla przypomnienia boostery to są przebrandowane szczepionki zaprojektowane pod wariant Alfa. Ich skuteczność będzie (z definicji) mniejsza dla wariantu Omicron więc wpadnięcie w zwiększone zagrożenie z tytułu covida nastąpi szybciej…

      Szczepionki na covid promują komiwojażerowi opłaceni przez przemysł farmaceutyczny i armia pożytecznych idiotów którzy nic z tego nie rozumieją ale została w nich wyindukowana potrzeba robienia czegokolwiek. Żeby było śmieszniej powołują się jeszcze na naukę, lol 🙂

      • @ Antyglobalista2, jak to się mówi, oni “wierzą w naukę”. Szkoda tylko, że to nie jest prawdziwa nauka tylko jej wersja pop. Prawdziwa nauka, to ciągłe weryfikowanie uznanych wcześniej tez i gotowość do ich obalenia. W tym czymś, w co oni wierzą, brakuje tych podstawowych warunków. Ostrożnym zwłaszcza trzeba być, gdy chodzi i życie ludzkie. Jak się codziennie przekonujemy, jest ono dla tych na górze bez wartości. Hipokryzja level ultimate, pod płaszczykiem troski, uszkadzać ludzi.