Reklama

Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Po pierwsze za to, że będzie o celebrycie i to w dodatku z TVN. Po drugie, że będzie banalnie, po trzecie, bo historia powoli zaczyna schodzić na plan dalszy, ale to jest właśnie powód, dla którego nie mogę odpuścić. Stan faktyczny, jak to się mówi w sądzie i prokuraturze, jest chyba wszystkim znany, to się ograniczę tylko do paru smaczków. Piotr Kraśko dwukrotnie stracił prawo jazdy za łamanie przepisów kodeksu drogowego. Za drugim razem, gdy mu odebrano prawo jazdy postanowił nie zawracać sobie głowy egzaminami i po prostu jeździł przez sześć lat bez prawa jazdy. W tym czasie był na tyle bezczelny, że pokazywał się na fotografiach ze swoimi tłustymi furami, ale to dopiero początek początku tupetu.

Nim się zacznę pastwić nad Kraśko, na co w pełni zasłużył, muszę sam się wyspowiadać. Tak się składa, że mam na koncie takie same „wyczyny”. Również miałem dwukrotnie zatrzymane prawo jazdy, z tą różnicą, że za każdym razem odbębniłem karę, zdałem egzamin ponownie i uprawnienia odzyskałem. Przyznam się też, że chyba raz, w wieku szczenięcym, czyli jakieś 19 lat, pomimo utraty uprawnień przejechałem parę kilometrów po polnych drogach i kawałek po asfalcie, ale dalej poprosiłem koleżankę, żeby mnie podwiozła w pilnej sprawie. Jak widać, takie mieszany stosunek do prawa prezentowałem, nie do końca ortodoksyjny, ale też nie brawurowy. Natomiast jednego sobie nie mogą zarzucić, ani w tamtym czasie, ani nigdy później nie występowałem w roli drogowego moralisty i kaznodziei. Nie zdarzyło mi się perorować o tym, jak to Polacy gremialnie nie posiadają kultury jazdy i tak dalej i tak dalej. I pośród całego morza różnic, pomiędzy mną i Kraśką, na tę jedną chciałbym zwrócić szczególną uwagę.

Zabrzmi to fatalnie, ale nie mogę wyjść z podziwu, że Kraśko łamiąc z premedytacją prawo przez sześć lat, tyle sam czasu występował w roli autorytetu moralnego i nauczyciela szacunku dla prawa. Ktoś powie, że to pochodzenie klasowe, szczególnie dziadka, „zrobiło robotę” i pewnie będzie miał rację, tylko mam takie przekonanie, że to zaledwie część racji. Poczucie bezkarności i bezczelności bierze się z czegoś innego, mianowicie z „lepszego towarzycha”. Nieważne, że jesteś z „obozu patriotycznego”, czy z „resortu”, to przynależność do „lepszego towarzycha” natychmiast sprawia, że trwale uruchamiają się dwie cechy nadrzędne. Jesteś kimś, a cała reszta to plebs, usprawiedliwiasz albo wypierasz każdą swoją podłość, małość i pozostałe grzechy z grzeszkami, bo… jesteś kimś, a cała reszta to plebs. Mam absolutną pewność, że Kraśko w ogóle nie łączył swojego łamania prawa z łamaniem prawa przez innych. Do niego taka analogia zwyczajnie nie docierała, on wiedział, że jako Kraśko może rozstawiać po kątach całą resztę, która nie jest Kraśko. Tylko tyle i aż tyle. Typowa psychologia, czy raczej mentalność „lepszego towarzycha”!

Ich uniesienia moralne i mentorskie są tak wysokie, że z parnasu własnej wielkości nie dostrzegają swoich małości. I chociaż można mi, jako socjologowi, zarzucić uprawianie amatorskiej psychologii, to zapewniam, że takie mechanizmy jak wyparcie i narcyzm są podstawowymi terminami w tej dziedzinie wiedzy. Bez psychologizowania da się podsumować zachowanie Kraśki i „lepszego towarzycha” jednym pospolitym słowem – bezczelność. Pamiętajmy jednak, że nie mamy do czynienia ze zwykłym Kowalskim, czy Wielguckim, ale z elitarnym Kraśko i dlatego w tym przypadku bezczelność wchodzi na wyższy poziom psychologiczny, by się spotkać z wyparciem i narcyzmem. Na koniec małe pytanie sprawdzające. Kto postawi złamanego gorsza na to, że Kraśko zmieni swoje zachowanie w związku z aferą jaka na chwilę wokół niego wybuchła? Jeśli znajdzie się jakiś naiwny, to niech sobie najpierw przypomni o takich nazwiskach jak: Durczok, Najsztub i ostatnio Tusk.

Reklama

25 KOMENTARZE

  1. Mój PRYWATNY komentarz do zdecydowanej większości felietonów Matki jest jeden, i to nudny: „Amen”. Jednak tym razem dziwię się, że autor nie rozwinął wątku dziadka Kraśki, czyli Wincentego. Zacznę od Szopy (Jerzego) https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Szopa. W Wikipedii ani słowa o tym, że po pijanemu prowadząc służbowe auto zabił parę Belgów. Gdyby to byli Polacy, to w ogóle byśmy o tym nie wiedzieli (a na Wybrzeżu w latach 70 było o tym zdarzeniu głośno). Oczywiście w nagrodę Szopa został przeniesiony na ważne stanowisko w RWPG, bo „sprawdzonym towarzyszom krzywdy zrobić nie damy, a przecież każdy ma jakieś słabości”. Kraśko też w nagrodę będzie bardziej obecny w Faktach TVN. Albo taka drobna sprawa jak małżonka Kalisza, która dostała baaardzo łagodny wyrok za jazdę po pijanemu ze swoim dzieckiem, „ bo w chwili zatrzymania nie prowadziła, tylko siedziała za kółkiem.” Ten sądowo-medialny system atmosfery pobłażania komuchom (zaliczam do nich też większość sędziów i patocelebrytów) za łamanie prawa o ruch drogowym można rozwiązać przez zniesienie immunitetu w sprawach dotyczących prawa o Uruchu drogowym. No i wprowadzenie tylko w tym zakresie prawa precedensowego, przetestowania sztucznej inteligencji (AI) w orzekaniu w tych sprawach (dotyczy też opinii biegłych), orzekanie równoległe tzn. AI i sądy starego typu, a potem wprowadzeniu wyłącznie AI do orzekania. Prawo precedensowe sprawdza się w krajach anglosaskich, choć już pojawiają się poważne zarzuty ze strony marksistów, że jednak trzeba zrewidować zasady orzecznictwa w USA. Wprowadzenie wyroków AI do orzekania to rewolucja, ale czy już na nią nie jest najwyższy czas? Czy warto wprowadzić naukowe, statystyczne dane do publicznej wiadomości np. jakie kancelarie adwokackie przy jakim osobowym składzie sędziowskim mają najwyższy procent skuteczności? I to niezależnie od stanu faktycznego? Algorytmy AI też można zmanipulować, ale trudniej ukryć te manipulacje. REWOLUCJO CZEMU NIE NADCHODZISZ!?

  2. Wszyscy wiemy, iż żadne konsekwencje go nie spotkają, bowiem należy do klasy uprzywilejowanej.
    Przy okazji afery z Piotrem Kraśko pozwolę sobie zauważyć jeden z fenomenów obecnej epoki. Nie istnieje granica kompromitacji celebryctwa. Członkowie i członkinie lepszego towarzycha są teflonowi. Nic się do nich nie przykleja. Każde świństwo idzie błyskawicznie w zapomnienie i nadal pouczają, w mediach głównego ścieku, polski ciemnogród. Co zastanawiające, nawet konkurencja w takich przypadkach nie działa. Skoro wpadł gwiazdor tvjebu, to w polszmacie powinni to grzać ostro. A nic podobnego się nie zdarzyło. Wygląda więc na to, że, jak zwykle, “oszołomy” mają rację. Medialne szczekaczki, w rzeczywistości, grają do jednej bramki. Dlatego sobie wzajemnie nie szkodzą, chociaż byłoby czym.
    Poza wszystkim Piotr Kraśko wykazał się lenistwem, ponad normę. Mógł kupić sobie prawko za, patrząc na jego zasobność, dosłownie grosze. I co? Nawet tego mu się zrobić nie chciało. Oto kolejny, właściwie zabawny, dowód na kompletny upadek tfu, elit III RP. Wyłącznie pasożytują i zatruwają życie. Nie chcą i raczej już nie potrafią stwarzać pozorów własnej wyższości moralnej, oraz intelektualnej.

  3. Nie na temat, ale włączę się i zareklamuję firmę Tchibo, tę od kawy. Tchibo na wp reklamuje jakieś łachy, które ma na sprzedaż przy okazji, jaka mu się teraz przydarza, mianowicie ŚWIĄT ZIMOWYCH i nie są to czapki uszanki, rękawice- łapawice czy walonki.
    Tym samym Tchibo jest świętsze od Papieża, bo nawet lewicowo-liberalny Franciszek odciął się od pomysłu komisarki ds. równości Heleny Dalli (feminatyw chyba prawidłowy)
    Tym samym ja nie kupuję niczego od Tchibo, czego i Wam życzę

    https://www.tchibo.pl/zimowe-swieta-t402027952.html?gclid=EAIaIQobChMIob-G0tPg9AIVvUUeAh0hsAoEEAEYASAAEgLGG_D_BwE

  4. […] Byłem bardzo blisko wczorajszego protestu zorganizowanego przez „Konfederację”, gdzie tym razem obok Brauna stanęli dwaj inni politycy, między innymi Dziambor i Janusz Korwin Mikke. Wczoraj musiałem odwiedzić stolicę, w sprawie, której nie chcę komentować, bo istnieją granice żenady. Parę osób mnie namawiało, abym został do 18.00 i zdał relację z protestu zorganizowanego przed sejmem. Na szczęście dla mnie, taka możliwość w ogóle nie wchodziła w grę, musiałem jak najszybciej wrócić do domu. Dlaczego na szczęście? Nie pierwszy raz się okazało, że granice żenady jednak nie istnieją, a wszędzie tam gdzie się pojawia Janusz Korwin Mikke, na pewno zobaczymy albo usłyszymy coś wyjątkowo „oryginalnego”. […]