Reklama

Na wstępie małe wyjaśnienie dlaczego nie zdecydowałem się podać nazwiska i opublikować powszechnie dostępnych zdjęć pani „matki” i jej sześcioletniej córki. Nie chodzi o ostrożność procesową i tutaj nie muszę się specjalnie tłumaczyć, bo wszyscy wiedzą, że sądami zastraszyć się mnie nie da. Mało mnie też obchodzi los pani „matki”, ona prawdopodobnie i tak swoje zbierze w Internecie, zresztą słusznie. Pozostaje ostatnie i najważniejsze kryterium, którym jest dobro dziecka. Żyjemy w paranoicznych czasach, siła „pandemicznej” propagandy jest tak wielka, że dopiero teraz nastąpił prawdziwy podział w społeczeństwie, nie tylko polskim, ale i w światowym. Przy takim poziomie emocji po jednej i drugiej stronie nie brakuje agresji, no i wreszcie nie brakuje też fanatyków zdolnych do wszystkiego. Dziecko jest ofiarą chciwości, cynizmu i głupoty „matki”, przed resztą zagrożeń powinno być chronione.

Parę tygodni temu zastanawiałem się, jakie dzieci Morawiecki oddał Pfizerowi na eksperymenty medyczne związane ze „szczepionką”, no i naturalnym skojarzeniem były wszelkiego rodzaju przytułki i domy dziecka. Po publikacji pani „matki” można wysnuć wniosek, że to był błędny kierunek. Prawdopodobnie kwestie prawne związane z takimi eksperymentami były zbyt skomplikowane i niewarte zachodu, bo chętni sami się znajdą. Pieniądze i pogoń za karierą nie takie podłości uświęcały, no i z tej prostej ścieżki skorzystali przedstawiciele „obozu patriotycznego”. Biorąc pod uwagę fakt, że „badania” są kpiną realizowaną w zawrotnym tempie, na niewielkiej grupie ludzkich myszek doświadczalnych, można mieć pewność, że 100, czy tysiąc „rodziców” za odpowiednią i niekoniecznie dużą opłatą, zawsze się znajdzie. Nie trzeba też poszukiwać chętnych wśród rodzin patologicznych, chętni znajdą się dokładnie w takim kręgu, z jakiego pochodzi pani „matka”. Wykształcona, przebojowa, pani dyrektor od PR i pani prezesowa fundacji siedząca w kieszeniach firm farmakologicznych wzięła się do roboty z pełną werwą. U takich ludzi bardzo szybko buduje się mechanizm wyparcia, wystarczy powtórzyć parę razy, że chodzi o naukę, postęp w medycynie i ochronę życia, by ze spokojnym sumieniem skasować wypłatę za najpodlejsze zachowania.

Istnieje jeszcze inny mechanizm, ściśle związany z zawodem pani „matki” i chodzi o robienie czegoś tak, „żeby ludzie widzieli”. W tym przypadku ludzie mają widzieć nie cyniczną i interesowną „matkę”, ale bohaterkę, która razem ze swoim dzieckiem poświęca się dla ludzkości. Każdy kadr, każde słowo w przekazie jest reżyserowane i ma realizować konkretny cel. Po pierwsze zamykać gęby krytykom, w końcu kto się rzuci na biedne dziecko i wzruszoną matkę w czasie misji zbawiania świata. Po drugie ludzie mają się oswajać z nowym barbarzyństwem i przyjmować to za „nową normalność”. Pani „matka” nie wspięła się na wyżyny inżynierii społecznej, ale też nie musiała i nie powinna. Przy takiej brudnej robocie liczy się skala ogłupiania, a to oznacza, że komunikaty muszą być tak dobrane, aby były zrozumiałe dla pomocy kuchennej i profesora fizyki kwantowej. Na szczęście pani „matka” popełniła kardynalny błąd w swoim fachu, mianowicie nie przewidziała, że te chwytające za serce obrazki ze „szczepienia” zadziałają w drugą stronę. Odbiorcy w większości się wzruszyli i zareagowali bardzo emocjonalnie, ale w obronie dziecka, nie eksperymentu.

W całym tym nieszczęściu i bagnie moralnym znajdziemy mimo wszystko trochę ważnych pozytywów. Nie ma gremialnego zainteresowania „szczepieniem” dzieci, ta brutalna propaganda i marketing dociera jedynie do marginesu społecznego. Reakcje ludzi, nawet tych, którzy sami się „zaszczepili”, na widok dzieci, traktowanych jak myszki laboratoryjne, są jednoznaczne i wyrażają najgłębsze oburzenie. Na tym etapie najważniejsze jest, aby jak najmniej dzieci padło ofiarami pierwszej fali „szczepień”, bo to będzie potężny argument przed 1 września, kiedy ruszy kolejna kampania propagandowa w wykonaniu bandytów z „obozu patriotycznego”.

Reklama
Poprzedni artykułW sprawie Terleckiego i Cichanouskiej wszystko jest groteskowe
Następny artykułJaki figurant, takie KGB
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

26 KOMENTARZE

  1. Kaananici oddawali swoje dzieci na ofiarę Molochowi, a teraz je się oddaje Pfizerowi. O tym, jaki los spotkał Kaananitów można sobie poczytać w Biblii. Czyżby nowoczesne, wykształcone mamuśki z wielkich miast miałoby spotkać to samo?

    Swoją drogą w Polsce nigdy nie brakowało odważnych ludzi, którzy byliby skłonni zaryzykować życie innych dla swojej sprawy i swojego komfortu. Prawda panie Kaczyński?

  2. A ja myślę, że dzieciak dostał placebo, i że to wszystko tylko dla picu. Ot, taka medialna pokazówka, reklamówka dla plebsu, by pokazać, że szczepienie dzieci jest bezpieczne. Padło na tę panią, jako taką “nowoczesną” i “postępową”, i z czymś tam medycznym w CV; i bydło to chwyci. Rządowi celebryci przestali chyba być wiarygodni, więc trzeba znaleźć jakieś inne gęby do ogłoszenia autorytetami. Ona po prostu “została wybrana” do odegrania swojej roli, nic więcej. Dziecku się nic nie stanie.

  3. Niedawno napisałem że to WYPARCIE i “włażenie w d…”. Też mi odkrycie.

    To żadne novum że największe s…. …coś tam, coś tam, to nie na nizinach są (choć tam też się zdarzają) tylko na wyższych, a zapewne często, na całkiem wysokich stołkach obsadzonych karierowiczami z kategorii która na nizinach nazywana jest “debil extra”, a ja dodałbym zgodnie z modą “plus”. Uogólniając, a nie stygmatyzując: dyrektorzy, kierownicy, naczelnicy, główni i naczelni, członkowie rad, doradcy, eksperci (w tym zamozwańcy i mianowani), wszyscy z parciem na “karierę”, “szkło” i “kasiorkę”, tudzież inne korzyści przekładające się potencjalnie na tą ostatnią, no i na “pokaż na co cię stać, je je je…”.
    Takie czasy… im kto głupszy tym więcej tytułów, dyplomów, certyfikatów, zaświadczeń, stołków za sobą (i umownych trupów w szafach zapewne łącznie z własnymi dziećmi jak widać). W takich czasach lepiej własnym dorobkiem życia się nie obnosić bo “ludzie nie zobaczą różnicy”.
    Gdyby im pozwolono szprycnąć się każdą szczepionką pięć razy i tyle samo każde ze swoich dzieci to zrobiliby to prawdopodobnie, choć to argument ad absurdum. Tej jak można spekulować oszacowanej na ok czterdzieści procent połowy osobników “extra plus” bym nie lekceważył, bo dla wykonania rozkazu “kłamstwem i podstępem”, nie tylko przyklasną ale spekuluję, że osobiście podejmą się dzieła zwieńczonego masowym morderstwem.
    To co nazywamy obecnie “ludzkością” trochę na modłę Herberta George’a Wellsa, ewoluuje w kierunku Morloków i Elojów, przy czym zdaje się że odwrotnie do teorii autora, tymi co dopełniają dzieła zniszczenia są Elojowie.

  4. Nas jest 99%(tak krzyczą na marszach Brytyjczycy). Jeden procent, to ci co rozpętali to piekło. To tylko kwestia czasu, że ludzie uświadomią sobie, że zostali oszukani, to tylko kwestia czasu jak ci zaszczepieni zasilą szeregi niezadowolonych jak dotrze do nich, że nic się nie zmieniło. Obserwuję ludzi w pracy, którzy są wściekli bo od 14 miesięcy pracują w maskach, nigdzie nie bywali, nigdzie nie wyjeżdżali, nie widzieli się z rodzinami i nadal im nic nie wolno chociaż są zaszczepieni. Obserwuję ich konsternacje jak kolejne zaszczepione osoby znikają na zwolnieniach lekarskich z ciężkim przebiegiem C-19 lub z powodu NOP. To jest jak tykająca bomba z opóźnionym zapłonem. Być może kroplą, która przelej tę czarę goryczy będą najmłodsze niewinne ofiary, bo starzy chorzy ludzie, których zamordowano nie zrobili na nich wrażenia.
    Niepełnosprawne osoby w domach opieki skazano na śmierć, poprzez nieudzielanie im pomocy. https://dailyexpose.co.uk/2021/04/01/do-not-resuscitate-scandal-led-to-disabled-people-accounting-for-3-in-5-covid-deaths-according-to-ons-figures/
    Tą sprawę zamieciono pod dywan ale z dziećmi nie pójdzie im tak łatwo.

    • Liście niczego nie zmienią, bo to po nich spływa jak po kaczce. Na liścia mają Lioton 1000 i ibuprofen. Żadne liście, skakanie na ulicach, ew wygłupy w rodzaju “dance encore” czy naparzanie kredkami po asfalcie niczego nie zmienią, a i przy środkach zmieniających nie wystarczy tygodniowa nawalanka na (cia)majdanie, tylko potrzeba jest długotrwałego oblężenia twierdzy i czegoś co o czym dawno zapomniano – ryzyka i to dużego. Zmiany dzieją się nie dlatego że się używa kajdan legalizmu i praworządności tylko dlatego że ryzykuje się i to dużo, czasem wszystko, z życiem własnym włącznie.
      “Nie czarujmy” się, teoretycznie długie życie acz do d…y, to nic zachęcającego choć wielu decyduje się właśnie na taką ścieżkę. Tyle że długość jest teoretyczna właśnie dlatego że to nie oni decydują o tej długości a towarzyszące i będące skutkiem tego wyboru frustracje jeszcze bardzie spychają w teorię ową długość.
      Liść był tylko wyrazem frustracji, tak jak pląsy i kredki to tylko okłamywanie siebie samego. Poniekąd nasze pitolenie tutaj, to też takie usprawiedliwianie nic nie robienia, choć faktem jest że większość z nas tutaj nie zgadza się oddać życia/wolności w ręce pasożytów i hochsztaplerów – tyle dobrego i na tym w sumie dobroć się kończy. Reszta to jakieś internetowe pitu pitu i to nawet bez interakcji, w miejscu które zaczyna coraz bardziej przypominać treścią “rządowy” wentyl bezpieczeństwa, jakością, a właściwie jej brakiem, i przewagą kryterium ilościowego, objawiającą się codziennością publikacji tak aby żaden wątek nie doczekał się rozwinięcia, a ew komentarze były bliżej anegdotek płaskoziemskich niźli analitycznej dyskusji, może i ograniczonej ze względu na publiczny charakter, ale mimo wszystko dyskusji.
      Zdaje sie że jednak Gospodarz ma na to wywalone bo nawet tematy są takie jakieś … nieistotne i niczego nie zmieniające.