Reklama

Na własne oczy widziałem, na własne uszy słyszałem i gdyby nie to, nikomu innemu bym nie uwierzył w taką opowieść. Aby na pewno? Sami Państwo ocenicie, bo tak naprawdę mamy tu chyba do czynienia z klasyczną sytuacją, w której z jednej strony coś się nam w głowie nie mieści, z drugiej takie dokładnie mieliśmy wyobrażenie o pewnych ludziach i ich zachowaniach. A było to tak… Od kilku dni walczę z nowym wyzwaniem, tym razem jest to garaż drewniany, budowany z pomocą Szanownej Starej, a na weekend jeszcze dojdzie pomoc Młodej. Wiadomo, że przy takiej robocie nie uniknie się wizyty w znanym markecie budowlanym.

Wybrałem się z Szanowną Starą do marketu po jakąś grubszą rurę, aby wpasować belki do zamków ciesielskich, co teoretycznie powinno być banalne, o ile drzewo nie jest poskręcane, ale to się zdarza tylko w bajkach. Po krótkich poszukiwaniach stanąłem przy kasie z wymarzoną rurą, dodatkowo wziąłem jeszcze łom i jak zwykle obserwuję sobie ludzi, jak to socjolog. Moją uwagę natychmiast zwróciła szczupła brunetka w jakiejś takiej spódniczce mini z „ekologicznej skóry”. Nie, nie dlatego, że szczupła i w mini, ale dlatego, że wyglądała jak Jarosław Kaczyński – maseczka pod same oczy, dodatkowo niebieskie rękawiczki foliowe. Spod ledwie wystających za szmatki oczu i tak było widać obłęd, gdy brunetka spojrzała na mnie i Szanowną, oczywiście oboje byliśmy bez żadnych dodatków na twarzy. Przyznaję, że odwzajemniłem to spojrzenie z podwójną siłą i jeszcze utrzymałem wzrok przez dłuższą chwilę i jak się później okazało, było to bardzo dobre posunięcie. Zamaskowana ominęła nas szerszym łukiem i poszła do kasy obok, jednak nie ustawiła się na końcu kolejki, tylko weszła przed stojące starsze małżeństwo z jednym workiem jakiegoś gipsu, czy cementu. Starsze małżeństwo również było w maseczkach i pewnie dlatego brunetka wybrała tę kasę, uciekając od „szurów” czyli ode mnie i Starej.

W każdym razie zachowanie brunetki było tak bezczelne, że starszy pan odważył się na zwrócenie uwagi i grzecznie zapytał dlaczego weszła bez kolejki? I tutaj zaczyna się właściwa opowieść. W odpowiedzi małżeństwo usłyszało, że ona ma tylko jedną rzecz i dlatego nie musi stać w kolejce. Starszy pan przytomnie odpowiada, że sam też ma tylko jeden worek cementu i nic więcej. Wtedy brunetka się obraca i macha małżeństwu jakąś małą książeczką, po czym zaczyna się krótki dialog:

– A czym mi to pani macha?
– Proszą pana, ja jestem ze służby zdrowia?
– I co z tego? – odpowiada starszy pan, ale odpowiedzi się już nie doczekał, brunetka ostentacyjne odwróciła się plecami, a starszym Państwu i nie tylko, opadły naturalne i sztuczne szczęki.

Ona jest ze służby zdrowia, nie w ciąży, nie z dzieckiem na ręku, nie inwalida wojenny, ale wypindrzona Dziunia w mini skajowej spódniczce jest ze służby zdrowia! Jak wiadomo bywam wyszczekany, aż nadto, przyznam jednak uczciwie, że języka mi w gębie zabrakło i oddechu prawie też. Dopiero w samochodzie przyszła refleksja, ale nie nadaje się do publikacji, bo była to wyłącznie soczysta wiązka „wyrazów”. Minęła prawie doba i nadal się zastanawiam nad tym, co widziałem i słyszałem. Owszem tacy ludzi i takie „zachowania” nie są czymś nowym, mimo wszystko kontekst dodaje tej sytuacji szczególnej mocy. Nie mam pojęcia, czy to była pielęgniarka, czy „rezydentka”, w każdym razie jestem pewien, że to jedna z tych, co to się do łez wzrusza, gdy dostaje darmowa pizzę i brawa na balkonie, a ma głęboko w tyle odłożone zabiegi planowane. Jedna z tych, która przed podjęciem akcji reanimacyjnej, pyta przerażoną rodzinę, czy pacjent był „zaszczepiony”. Dotąd spotykałem się takimi egzemplarzami jedynie w Internecie, gdzie człowiek ma czas ochłonąć, pomyśleć i odpisać coś sensownego. Jak zobaczyłem „ono” na żywo, odebrało mi wszelkie moce, poległem, ten „styl” i ta brawura mnie zabiły.

PS Proszę Użytkowników Twittera o wrzucenie linku do felietonu.

Reklama
Poprzedni artykułPełna kompromitacja Jarosława Kaczyńskiego – felieton bez satysfakcji
Następny artykułRelacja Pana Policjanta – to trzeba przeczytać!
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

14 KOMENTARZE

  1. Błąd metody. Ewidentnie.
    To nie jest margines, powiedzmy kastowy, tylko dziedzina, a te przypadki które zwyczajowo uważamy za dziedzinę to typowy błąd afirmacji. Ci na P i na K (tu przykład kitla) co homo rzekomo sapiens indoktrynowane kwitem. Dajesz takiemu kwit w postaci dyplomu, legitymacji, tytułu, blaszki, uniformu oraz wbijasz przeświadczenie o wyjątkowej roli społecznej i gotowe. Będzie zabijał na rozkaz i dopuszczał się każdej niegodziwości, bezeceństwa a czasem i bestialstwa bo czuje się chroniony i poniekąd jest, w urojonym świecie stworzonym z użyciem zakazów, nakazów i kar nieustająco i nieustająco żartobliwie nazywanych prawem. Niestety homo rzekomo sapiens w swojej większości to małe płochliwe stworzeni które WIERZĄ w te urojenia i tą wiarą PODTRZYMUJĄ te urojenia przy życiu.
    Zresztą to ten sam kaliber WIARY i urojeń co twierdzenia że żoliborski samozwaniec ma jakieś zdolności i nawet jest czy tam był genialny.
    Z perspektywy chaszczy widać mniej. Za mało badań, za mało próbek. A z perspektywy śmietnika zwanego siecią Internet widać jedynie urojenia, świat wirtualny na usługach pasożytów i hochsztaplerów.

  2. Dzięki naszej władzuni tacy ludzie uzyskali boski status. Mogą decydować o życiu i śmierci. Nikt za nic ich nie będzie rozliczał. Żadnej kontroli instytucjonalnej ani ze strony bliskich, bo ci raczej nie będą wpuszczani na teren szpitali. Niejasne interesy, w tym z zakładami pogrzebowymi. Taka sytuacja demoralizuje i niewielu jest w stanie zachować człowieczeństwo. Coraz więcej ludzi to widzi, a nawet ma osobiste doświadczenia. Dlatego wkrótce pojawi się postulat najpierw defundacji, a później likwidacji państwowej służby zdrowia. Bogowie i boginie wylądują na bruku.

      • @smartboy
        Drastyczne przypadki pogardy dla pacjentów obserwujemy jak dotąd tylko w państwowej służbie zdrowia i ta stanie się ofiarą zmniejszonego popytu a także braku finansowania. Samorządy będące właścicielem większości placówek nie mają już pieniędzy na ich utrzymanie. Niedługo zacznie się defundacja i zamykanie placówek. Co do popytu, to w Polsce on na razie jest bardzo duży ze względu na stan zdrowia społeczeństwa oraz nawyk korzystania z pomocy lekarskiej nawet przy drobnym pogorszeniu stanu zdrowia. To też ulegnie zmianie, gdy najbardziej chorzy ludzie wymrą przez zaniedbania służby zdrowia oraz nadal będą pojawiać się kolejne informacje o złym traktowaniu pacjentów.

      • Toć tłumaczyłem jak dzieciom:
        “SWOBODNY dostęp do broni”.
        1 case na 1~ milion dostarczy/wymusi grzeczność a może i rozsądek a 2 osoby RiP (w konflikcie) znikną w statystyce.
        To elementarne przecież: grzeczność jest rezultatem, nie czymś wrodzonym. Dobrym przykładem stary van Worden “Rękopis znaleziony w Saragossie”

  3. Typowa przedstawicielka medycznej kasty. Byłbym zaskoczony, gdyby zachowała się po ludzku, czyli kulturalnie. Jak tą patologię, nomen omen, wyleczyć?
    Lekarstwo nazywa się prywatyzacja i jest od trzydziestu lat proponowane przez środowiska wolnościowe m.in Unię Polityki Realnej. Jedynie konkurencja może rozbić kastową solidarność.
    Jeszcze jedno;
    Władza poważnego państwa z marszu likwiduje wszelkie paramafijne sitwy zwane oficjalnie samorządami zawodowymi.
    Opornych neutralizuje i dba o to, aby dostęp do zawodu był otwarty. Mądremu narodowi zależy bowiem, aby fachowcy nieustannie rywalizowali pomiędzy sobą poziomem jakości. Co skutkuje najlepszymi usługami, oferowanymi za możliwie niską cenę.
    Podkreślam, nie mówię tu o zarządzie nad masą upadłościową, bo on ugina się przed kolejnymi wymuszeniami. Kraj popada coraz prędzej w anarchię i zapaść ekonomiczną, oraz społeczną.

  4. Zachowanie ten osoby jak najbardziej karygodne ale dla mnie nihil novi. Przez wiele lat pracowałem w obsłudze klienta w róznych branżach. Wszędzie gdzie trafiałem pośród innych handlowców krązyła anegdota: lekarz i prawnik to inny rodzaj klienta 🙂 I była pewna zasada: w trakcie rozmowy z takim zawsze padało zdanie: “bo wiem Pan jak jestem prawnikiem/ lekarzem” w domyśle “traktuj mnie szczególnie”.
    To samo było w brażny RTV, GSM, budowlanej, meblowej… I już lata temu.

  5. Ostatnie mocno nagłaśniana jest hipoteza, że cudowny eliksir stopniowo niszczy wrodzoną odporność, powodując coś w rodzaju AIDS. Jeżeli jest ona prawdziwa, to służbę zdrowia czeka prawdziwy armageddon (opisaną panienkę też). Ciekawe co zobaczymy: ciężką pracę i poświęcenie dla tabunów chorych czy też pogardę dla pacjentów, tym razem w skali narodowej.