fbpx

Na własne oczy widziałem, na własne uszy słyszałem i gdyby nie to, nikomu innemu bym nie uwierzył w taką opowieść. Aby na pewno? Sami Państwo ocenicie, bo tak naprawdę mamy tu chyba do czynienia z klasyczną sytuacją, w której z jednej strony coś się nam w głowie nie mieści, z drugiej takie dokładnie mieliśmy wyobrażenie o pewnych ludziach i ich zachowaniach. A było to tak… Od kilku dni walczę z nowym wyzwaniem, tym razem jest to garaż drewniany, budowany z pomocą Szanownej Starej, a na weekend jeszcze dojdzie pomoc Młodej. Wiadomo, że przy takiej robocie nie uniknie się wizyty w znanym markecie budowlanym.

Wybrałem się z Szanowną Starą do marketu po jakąś grubszą rurę, aby wpasować belki do zamków ciesielskich, co teoretycznie powinno być banalne, o ile drzewo nie jest poskręcane, ale to się zdarza tylko w bajkach. Po krótkich poszukiwaniach stanąłem przy kasie z wymarzoną rurą, dodatkowo wziąłem jeszcze łom i jak zwykle obserwuję sobie ludzi, jak to socjolog. Moją uwagę natychmiast zwróciła szczupła brunetka w jakiejś takiej spódniczce mini z „ekologicznej skóry”. Nie, nie dlatego, że szczupła i w mini, ale dlatego, że wyglądała jak Jarosław Kaczyński – maseczka pod same oczy, dodatkowo niebieskie rękawiczki foliowe. Spod ledwie wystających za szmatki oczu i tak było widać obłęd, gdy brunetka spojrzała na mnie i Szanowną, oczywiście oboje byliśmy bez żadnych dodatków na twarzy. Przyznaję, że odwzajemniłem to spojrzenie z podwójną siłą i jeszcze utrzymałem wzrok przez dłuższą chwilę i jak się później okazało, było to bardzo dobre posunięcie. Zamaskowana ominęła nas szerszym łukiem i poszła do kasy obok, jednak nie ustawiła się na końcu kolejki, tylko weszła przed stojące starsze małżeństwo z jednym workiem jakiegoś gipsu, czy cementu. Starsze małżeństwo również było w maseczkach i pewnie dlatego brunetka wybrała tę kasę, uciekając od „szurów” czyli ode mnie i Starej.

W każdym razie zachowanie brunetki było tak bezczelne, że starszy pan odważył się na zwrócenie uwagi i grzecznie zapytał dlaczego weszła bez kolejki? I tutaj zaczyna się właściwa opowieść. W odpowiedzi małżeństwo usłyszało, że ona ma tylko jedną rzecz i dlatego nie musi stać w kolejce. Starszy pan przytomnie odpowiada, że sam też ma tylko jeden worek cementu i nic więcej. Wtedy brunetka się obraca i macha małżeństwu jakąś małą książeczką, po czym zaczyna się krótki dialog:

– A czym mi to pani macha?
– Proszą pana, ja jestem ze służby zdrowia?
– I co z tego? – odpowiada starszy pan, ale odpowiedzi się już nie doczekał, brunetka ostentacyjne odwróciła się plecami, a starszym Państwu i nie tylko, opadły naturalne i sztuczne szczęki.

Ona jest ze służby zdrowia, nie w ciąży, nie z dzieckiem na ręku, nie inwalida wojenny, ale wypindrzona Dziunia w mini skajowej spódniczce jest ze służby zdrowia! Jak wiadomo bywam wyszczekany, aż nadto, przyznam jednak uczciwie, że języka mi w gębie zabrakło i oddechu prawie też. Dopiero w samochodzie przyszła refleksja, ale nie nadaje się do publikacji, bo była to wyłącznie soczysta wiązka „wyrazów”. Minęła prawie doba i nadal się zastanawiam nad tym, co widziałem i słyszałem. Owszem tacy ludzi i takie „zachowania” nie są czymś nowym, mimo wszystko kontekst dodaje tej sytuacji szczególnej mocy. Nie mam pojęcia, czy to była pielęgniarka, czy „rezydentka”, w każdym razie jestem pewien, że to jedna z tych, co to się do łez wzrusza, gdy dostaje darmowa pizzę i brawa na balkonie, a ma głęboko w tyle odłożone zabiegi planowane. Jedna z tych, która przed podjęciem akcji reanimacyjnej, pyta przerażoną rodzinę, czy pacjent był „zaszczepiony”. Dotąd spotykałem się takimi egzemplarzami jedynie w Internecie, gdzie człowiek ma czas ochłonąć, pomyśleć i odpisać coś sensownego. Jak zobaczyłem „ono” na żywo, odebrało mi wszelkie moce, poległem, ten „styl” i ta brawura mnie zabiły.

PS Proszę Użytkowników Twittera o wrzucenie linku do felietonu.