Reklama

Bardzo kusi i nawet sobie publicznie pozwoliłem na wrzucenie takiego żartobliwego nawiązania do „inna rubryka”, ale bądźmy uczciwi. Wydawało się, że rocznica powstania w getcie warszawskim bez echa przejść nie może, bo jak wiadomo przez całe lata było to jedyne słuszne powstanie, podczas gdy Powstanie Warszawskie nazywano bezsensowną rzezią. Nic z tych rzeczy, stał się cud i mamy do czynienia z najcichszym powstaniem w getcie od 1989 roku. Wprawdzie dziennikarze TVN znów się ozdobili żonkilami, symboliką wprowadzoną przez Maraka Edelman, co ma o tyle prowokujący wymiar, że Edelman był jednym z największych wrogów Izraela, ale poza tym niewiele się dzieje. Tematem numer jeden ciągle nie schodzi z topu, a nowy kult ukraińskiej tragedii jest tak potężny, że oberwało się syrenom „powstańczym”, niczym syrenom „smoleńskim”.

Nie kto inny tylko Rafał Trzaskowski, chyba pierwszy raz w życiu zachował logikę i konsekwencję w sowim apelu wzywającym „pisowskie” syreny do milczenia. Za nim poszedł Tomasz Lis i cała „Gazeta Wyborcza”, na co zwracam szczególną uwagę, wszak mówimy o gazecie naszych starszych braci w wierze. Stał się cud, jakich nie widziano od lat, nietykalny temat z „najwyższa rubryka” poszedł pod licytacyjny młotek i przegrał z „ukraińską traumą”. Środowisko polityczne i medialne skupione wokół obecnej opozycji postanowiło poświęcić powstanie w getcie na rzecz ukraińskiego dyskomfortu psychicznego, który zresztą nigdy nie był rzeczywisty, tylko sztucznie wywołany przez psycholożkotraumatyczki. Dziwne, jednak prawdziwe, dlatego nie ma co na siłę pisać o lepszych i gorszych syrenach, chociaż pokusa jest ogromna. Pytanie skąd ta determinacja pozostaje otwarte, dopóki ktoś się nie pokusi o udzielenie odpowiedzi. Cóż takiego mogło spowodować podjęcie olbrzymiego ryzyka, za co niewątpliwie należy uznać jakiekolwiek umniejszanie największej tragedii najbardziej cierpiącego narodu. Sam konflikt na Ukrainie nie jest kompletnym wyjaśnieniem, przynajmniej takie jest moje przekonanie, które nakazuje sięgnięć dalej.

Reklama

Rozwiązania zagadki szukałbym w chorobliwej nienawiści do wszystkiego, co związane z polityczną świętością PiS. Rzecz jasna mam na myśli Smoleńsk, jedno słowo, za którym idzie cała masa, wręcz behawioralnych, reakcji przeciwników i wrogów PiS. Dodatkowo na plan pierwszy wychodzi nazwisko Kaczyński, co sprawia, że wszyscy „fani” prezesa, od Tuska, przez Lisa, po „Gazetę Wyborczą”, dostają amoku. Reakcje tego środowiska są do bólu przewidywalne, bo to poziom odruchów bezwarunkowych i tak jak nie chodziło o żadne ukraińskie kobiety i dzieci, przy rocznicy smoleńskiej, tak w dniu rocznicy powstania w getcie warszawskim znów chodzi o Kaczyńskiego i PiS. Syreny zawyły po decyzji wojewody i wbrew decyzji prezydenta Warszawy, czyli kolejny odcinek niekończącej się wojny na linii PO-PIS. Strona rządząca chciała pokazać, że syreny są ekumeniczne i „łączą Polaków”, bez względu na to, czy kultywuje się pamięć ofiar smoleńskich, czy pamięć ofiar niemieckich. Politycznie nieźle rozegrane i stąd też desperacka próba po drugiej stronie, aby odróżnić się od PiS i na każdym kroku krzyczeć „nie”, gdy PiS krzyczy „tak”. Nic nowego pod polskim politycznym słońcem.

Gdyby się pedantycznie doszukiwać jakichś różnic, to na pewno rzuca się w oczy skala. Mimo wszystko jazgot związany z „syrenami smoleńskimi” był znacznie większy. 9 kwietnia wszystkie strony portali zaczerwieniły się i ociekały oburzeniem, Morawiecki w pośpiechu zarządził wysyłanie sms-ów do ukraińskich uchodźców. Dzisiejsza reakcja to zaledwie popiskiwanie tych, którzy nie są w stanie reagować inaczej na nazwisko Kaczyński, zwłaszcza w połączeniu ze Smoleńskiem. Krótko mówiąc ta rzekoma troska o dzieci i kobiety ukraińskie jest wyłącznie narzędziem politycznej nawalanki. Nic tak dobrze w polityce się nie sprzedaje, jak pokrzywdzone dzieci i kobiety, a że używa się ich niczym kijów bejsbolowych do okładania politycznych przeciwników, to się w ferworze bojowych emocji, jak zawsze, zgubi.

Reklama

9 KOMENTARZE

  1. Do bezwarunkowego czczenia powstania w getcie elyta III RP powróci. Zapewne już w przyszłym roku, bowiem do tego czasu ukrainofilia się, że tak powiem, dokumentnie zużyje. Poziom umysłowy tzw. totalnych jest równie niski, jak pisowców. Gdyby myśleli i czytali choć odrobinę, to doskonale by wiedzieli, że emigranci zawsze głosują na demoliberałów, więc pisowcy srodze się zawiodą na, właśnie milionami sprowadzanych, całkowicie nam obcych kulturowo osiedleńcach.
    Istnieje takie natężenie głupoty, szaleństwa i zdrady, za którym, dla rozumnych ludzi, zaczyna się jedynie pusty śmiech. Obserwuję tą jazdę wprost w przepaść, niczym Grek Zorba. Odróżnia mnie od niego ocena sytuacji, bowiem naszej katastrofy nie uważam za piękną, lecz za żałosną.
    Nieważne z jakiej strony na ten proces się spojrzy.
    Dla przykładu poniżej przedstawiam trzy perspektywy:
    1. Estetycznie;
    Wycinanie wielkiej rosyjskiej kultury skąd tylko władza to może zrobić i podstawianie w jej miejsce “sztuki ukraińskiej”, czyli czegoś, co naprawdę nigdy nie powstało.
    2. Historycznie;
    O tu dopiero ogarnięci antyrosyjskim amokiem dokazują na całego. Nagle się okazało, że chamy zbuntowane z ziemi na skraju cywilizowanego świata posiadają wielowiekową wspaniałą historię. Faktycznie w ich dziejach nic wzniosłego nie znajdziemy, wręcz przeciwnie. Ich dorobek dziejowy to powtarzające się rzezie na ludności polskiej, oraz kolaboracja z III Rzeszą. Współcześnie, tzn. po samorozwiązaniu Związku Radzieckiego dokładają nowy rozdział do dziejów nazizmu. Reaktywowali bowiem jego własną wersję, czyt. banderyzm. Łącznie z gloryfikacją najohydniejszych zbrodni, którym oczywiście oficjalnie zaprzeczają.
    Ewidentna sprzeczność wewnętrzna, nad którą hordy troglodytów durnych łbów nawet na chwilę nie pochylą.
    3. Politologicznie;
    Wciąż się nam wciska do głów, wyjątkowo siermiężną propagandą, że nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy.
    Oczywista bzdura;
    Zwróćmy uwagę na pierwszy fakt. Głoszący tą “prawdę objawioną”, nie potrafią podać żadnych argumentów świadczących za jej słusznością.
    Uważam inaczej. Interesem Polski jest Ukraina słaba, zdana na poparcie Polski. Słowem taka, na której to Polacy faktycznie rządzą. Niestety, z obecnymi kadrami politycznymi i akademickimi, że o służbach nie wspomnę, marzyć o tym nie możemy. Dziś trwa medialne pranie mózgów pt.
    Komu kibicujesz i dlaczego Ukrainie?
    Do tego doszło powszechne zidiocenie oraz masowa infantylizacja. Obawiam się, iż percepcja świata, także rozumienie polityki, u odbiorców mediów głównego ścieku, sprowadza się do tak prymitywnego pojmowania obecnych wydarzeń.
    “Oszołomów” wypchnięto z debaty publicznej, dlatego odpowiedzieć mogę jedynie na niszowym portalu traktującym o zagadnieniach społecznych i politycznych;
    Kibicuję Rosjanom, ponieważ to, pomimo wszystko, ludzie jakoś cywilizowani. Ich bizantynizm jest mi, zdecydowanemu łacinnikowi, kompletnie obcy ideowo. Jednak rosyjskie Bizancjum walczy z turańskim neonazizmem, który panuje na Ukrainie. Oczywiście wolałbym, żeby akcję denazyfikacyjną przeprowadzili Polacy. Żeby bogactwa tamtych ziem były do naszej dyspozycji.
    Pozwoliłoby to wreszcie zbudować silną gospodarkę, a w dalszej przyszłości rzucić wyzwanie Niemcom. Tj. wyegzekwować od nich należne nam reparacje wojenne.
    Niestety powyższy scenariusz jest niemożliwy. Nie posiadamy elit, a naród polski realnie już nie istnieje. Pozostały z niego nieliczne jednostki, pozbawione choćby niewielkiego wpływu na los kraju. Banderyzm = antypolonizm, zatem powinno nam zależeć na zdławieniu tego potwora. Niezależnie od środków. Skoro nie ma chętnych do zduszenia zła, nawet postsowiecka Rosja będzie lepszym sąsiadem od neonazistowskiej Ukrainy. Federacja Rosyjska i tak z nami graniczy. Nie tylko przez enklawę w Królewcu, ale również przez Białoruś. Nasze dyplomatołki wepchnęły Białoruś w ręce Rosjan. Wielka strata, raczej nie do odrobienia.
    Dlatego nie przeraża mnie perspektywa Ukrainy właściwie wcielonej do Federacji Rosyjskiej. Przynajmniej banderowski nowotwór zostanie skutecznie wycięty.
    Ukraina to projekt, który się nie powiódł. Nie da się zbudować narodu bazując wyłącznie na okrucieństwie i polityce rabunkowej.

  2. Epidemia ukrofilii ogarnęła nasze sfery oficjalne, zapadły na nią władze wszelkich szczebli oraz media. I podobnie jak w przypadku covida, znów mamy przekaz jednomyślny, tak jakby nagle wszyscy zaczęli słuchać Kaczyńskiego z Morawieckim. Niestety ta dawka fascynacji obcym krajem już powoduje przesycenie, a że jest nam serwowana przez ludzi o bliskiej zeru wiarygodności, to wkrótce nastąpi odruch wymiotny. Oni doskonale o tym wiedzą, a mimo to ciągle nas tym karmią. Warto się zastanowić jaki jest powód tego zjawiska, bo niechęć do Rosji to chyba za mało.

    • @Egon O.
      Co do “polskości” gostków wymienionych w tym artykule, nie mam wątpliwości, podobnie jak i co do “polskości” wierchuszki pisowskiej. Właśnie ze względu na tę “polskość” Polska cały czas dostaje baty, z małymi przerwami, od prawie 400 lat…