Reklama

Chciałbym, żeby dzisiejszy felieton był odczytany z najwyższą uwagą, bo nie dotyczy jakichś wygłupów polityków, czy innych dyżurnych tematów, ale spraw fundamentalnych i to dla nas wszystkich, nie tylko dla rodziców. Wczoraj doszło do tragedii, matka odwoziła dzieci do przedszkola i do żłobka. Starsze dziecko bez problemu dotarło do przedszkola, młodsze zostało w samochodzie zaparkowanym przed miejscem pracy kobiety. Po południu matka udała się do żłobka, aby odebrać dziecko, ale tam ją poinformowano, że dziś dziecka nie przywiozła. Okazało się, że półtoraroczny chłopiec cały czas przebywał w samochodzie, co skończyło się tragicznie. Dziecko nie przeżyło, a matka od dwóch dni nie jest w stanie złożyć wyjaśnień z powodu załamania psychicznego. Nieprawdopodobne? Na pewno i na szczęście bardzo rzadkie, ale niemal identyczna tragedia wydarzyła się parę lat temu, z tą różnicą, że dziecko odwoził ojciec.

W Internecie i w ustach ludzi bez większego wysiłku pojawi się każda głupota pomieszana z podłością, dlatego nie zabrakło komentarzy o wyrodnej, patologicznej i w końcu cynicznej morderczyni. Jak zwykle w takich sytuacjach znalazła się też cała armia detektywów, którzy analizowali kąt lusterka wstecznego względem fotelika, ale dla mnie ta tragedia ma zupełnie inny wymiar i jest to wymiar czysto ludzki. Naturalnie nie znamy jeszcze wszystkich okoliczności sprawy, natomiast przebieg tego zdarzenia i załamanie psychiczne kobiety mówi prawie wszystko. Tak się nie zachowuje morderca, ani też człowiek pozbawiony wyobraźni, czy po prostu głupi. Tak się zachowuje człowiek pochłonięty obowiązkami i obciążony psychicznie. Jak można zapomnieć o dziecku? Paradoks polega na tym, że mając 1000 spraw na głowie, w tym troskę o dziecko, w pewnym momencie można po prostu się pogubić. Dla mnie to klasyczna scena z życia „Matki Polki”, oczywiście z wyłączeniem samej tragedii. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że ta kobieta w każdym innym dniu zrobiłaby dokładnie to, co robi co dzień i nic by się nie stało. Zaprogramowana na konkretne czynności, rano wstać, przygotować dzieci, zrobić śniadanie, odwieźć do przedszkola/żłobka/szkoły, zdążyć do pracy, pamiętać o zakupach, odebrać dzieci.

Reklama

Same prozaiczne czynności wykonywane przez tysiące matek, ale wystarczy do tej układanki dołożyć jedną zmienną i wszystko się posypie. Nie wiem, co siedziało w głowie tej kobiety, może problemy rodzinne, może atmosfera w pracy albo przyszedł wynik z laboratorium medycznego. Wiem natomiast, że każda matka i każdy ojciec, choćby najbardziej poświęcający się dzieciom, mogli być na jej miejscu tej tragicznej kobiety. Psychika ludzka potrafi góry przenosić, ale jednocześnie każdy z nas i w każdej chwili może się potknąć na kamyczku lub oleju wylanym przez Anuszkę i już się nie podniesie. Ostatnia rzecz jaka mi przychodzi do głowy, to próba rozliczania matki, która zapłaciła najwyższą cenę za fatalny zbieg okoliczności, myśli i prawdopodobnie problemów, które przetoczyły się przez jej zmęczoną głowę. Z własnego doświadczenia wiem, że naprawdę nie trzeba wiele, aby najbardziej misterny plany, czy codzienna rutyna, zamieniły się w piekło i nie ma tutaj złej woli, lenistwa, partactwa, jest ludzka słabość. Popełniłbym straszliwy grzech, gdybym napisał, że czuję się tą matką! Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co ona czuje i co sam bym czuł po takiej tragedii, ale dziękuję wszystkim bogom i losom, że to mnie ominęło i oby nigdy nie dopadło.

Czy to jest syndrom naszych czasów? Nie sądzę, w każdy razie to duże uproszczenie. W czasach słusznie minionych Matka Polka miała chyba jeszcze więcej na głowie, a najgorszy okres przez jaki sam przechodziłem i pewnie wiele Polaków przeszło, to „reformy Balcerowicza”. Presja jaka wówczas panowała, groźba utraty pracy w każdej chwili, doprowadzała do skrajnego wyczerpania psychicznego. Życie w takich warunkach potrafi złamać najtwardszych, a już pogubić się, choćby na pięć tragicznych minut, to tylko i wyłącznie kwestia jednej chwili słabości. Tragedia i myślę, że nie tylko jednej matki, tysiące rodzin zmaga się z codziennością w bardzo podobnych warunkach, na szczęście nam się udało!

Reklama

13 KOMENTARZE

  1. Kto wychowywał dzieci, niech pierwszy rzuci kamień. Takie tragedie po prostu zdarzają się, na szczęście sporadycznie. Ponadto dzieci poniżej roku życia czasami umierają we śnie bez wyraźnej orzyczyny (SIDS), ok. 22 000 przypadków rocznie na całym świecie.

    Niepokojące jest głównie to, że takie tragedie się ponad miarę nagłaśnia i zawsze koniecznie musi znaleźć się winny. Opinia publiczna (szczególnie jej bezdzietna część) jest przy tym modelowana w kierunku, że rodzice są generalnie nieodpowiedzialni, i dziećmi powinny zajmować się głównie profesjonalne instytucje państwowe. Na tzw. Zachodzie doprowadziło to już do dosyć poważnych zmian. Np. w Niemczech ok. 5% dzieci i młodzieży jest odbieranych rodzicom przy byle podejrzeniu, i trafia do publicznych ośrodków wychowawczych. Tam też bywa patologia, zapewne dużo częściej niż w normalnych rodzinach; nikomu to jednak nie przeszkadza, bo media o tym milczą, a przecież personel ma wszelkie możliwe certyfikaty.

  2. @Zacny Wuj 23 czerwca 2022 W 15:31

    > Opinia publiczna (szczególnie jej bezdzietna część) jest przy tym modelowana w kierunku, że rodzice są generalnie nieodpowiedzialni, i dziećmi powinny zajmować się głównie profesjonalne instytucje państwowe.

    To!

    Jakoś musimy dojść do punktu gdzie dzieci już nie należą do rodziców i państwo może zrobić z nimi co chce.

    Czekam tylko na to jak konsumenci mainstreamu to sobie zracjonalizują. Tzn, nie tylko, że dzieci są państwowe ale dorośli też i państwo może z nimi zrobić wszystko jeżeli tylko będzie to zgodne ze stworzonym w biegunce legislacyjnej “prawem”…

    Z drugiej strony, kogo ja oszukuję? Państwo już to zrobiło i społeczeństwo to zaakceptowało bez wielkiego ale. Teraz mamy tylko “konsumpcję” tych “osiągnięć” państwa (które nota bene jest tylko agentem sił z cienia.

  3. @Antyglobalista2
    Żeby zrozumieć mechanizmy, o których dyskutujemy, hipoteza o spisku i ciemnych, tejemnych siłach jest zbędna, zgodnie z zasadą brzytwy Okhama.
    Po prostu jest pewna grupa zielonych komuchów, którzy się nie rozmnażają (bo wygodnie i dobrze dla środowiska, czy nie mogą, bo struli się antykoncepcją). W związku z tym mają dużo czasu na zarabianie pieniędzy i działalność polityczną. Jedyne, co im przekszkadza, to brak potomstwa, któremu mogliby wpajać swoje zasady. Więc sięgają po cudze dzieci.

  4. Wychowywanie dzieci i pracowanie w tym samym czasie to bardzo ciezka praca. Bardzo. Ale tez zauwazalne jest,ze wspolczesne spoleczenstwo jest obsesyjnie zaabsorbowane wygladem zewnetrznym i sieciami spolecznosciowymi. I ich mysli klebia sie obsesyjnie w tych wymiarach. I tu bym raczej upatrywala przyczyn tego problemu.

  5. To jest niestety syndrom naszych czasow,nacisk i przymus zeby oboje rodzicow pracowalo, bo z czego splacic kredyty tak sie czasami konczy, nie kazdy i nie kazda jest supermenem co sobie ze wszystkim daje rade. Niektorzy ludzie niewazne czy kobieta czy facet maja swoja miarke, jak cos w jakims dniu przeleje ta miarke, moze sie tak skonczyc, albo jakims nieszczesliwym wypadkiem np.samochodowym.Pamietam jak mi moja matka opowiadala, ze w tzw.komunie bylo dla niej psychicznie lepiej i latwiej zyc