Reklama

W sobotę na warszawskim Bemowie odbył się koncert niejakiego Maty, syna starego Maty, a właściwie Marcina Matczaka, znanego „obrońcy konstytucji”, głównie znanego z jej łamania i gwałcenia niedorzecznymi wykładniami. Ponieważ mamy do czynienia, bądź co bądź, ze sztuką, to wypadałoby coś na ten temat napisać, ale tutaj mam poważny problem, mianowicie nie jestem w stanie strawić całego nurtu hip-hop, do czego prawo daje mi konstytucja. Dlatego też kompletnie się na tym nie znam i wyjątkowo się nie wypowiem. Domyślam się za to, że pan Mata śpiewający między innymi takie frazy: „To moja uh MAT Młody Matczak”, „Je..ać Telewizję Polską, Jacek Kurski ch..j ci w dziąsło”, bez trudu jest w stanie zorganizować miliony odsłon w Internecie i tysiące koneserów na koncertach. Tak też się w sobotni wieczór w Warszawie stało, 30 000 ludzi „je..o PiS” pod sceną i nie podskoczył żaden punkt na „wypłaszczonej krzywej”.

Wszystko to razem wzięte nie jest już ani moją bajką, ani moim problemem, po ostatnich dwóch latach „rządów” PiS, nie mam oporów, by powtórzyć rewolucyjne hasła. Co do Kurskiego i jego telewizji, to w całości zgadzam się z „artystą”, ale dodałbym od siebie drugie dziąsło i jeszcze parę, prawda, tego, wiecie. O co w takim razie chodzi upierdliwemu chłopu z Biskupina? Oryginalny nie będę, bo materiał wyjściowy jest banalny – chodzi o Krupówki. Za chwilę będzie rocznica słynnego i bardzo spontanicznego koncertu połączonego z dyskoteką na Krupówkach. Wówczas nie śpiewał Mata, tylko Sławomir, a publika nie „je..a PiS”, tylko polewała się szampanem. Trzeba jeszcze dodać, że tamten koncert miał wielokrotnie niższą frekwencją, nie przekraczającą kilkuset uczestników, ale za to został rozreklamowany na całą Polską i jeszcze na świecie musieliśmy się wstydzić. Stało się tak między innymi za sprawą „ekspertów wirusologów” i wśród nich, jak zawsze na pierwszym froncie, znalazł się pediatra Grzesiowski. Przyznam szczerze, że nie pamiętam, jakie on wtedy brednie produkował, ale w ciemno można założyć, że przewidywał wzrost zakażeń i zgonów wywołanych nieodpowiedzialnością zakopiańskiej publiczności.

Reklama

A jaka była reakcja „eksperta” na 30 000 ludzi skupionych w jednym miejscu w czasie „pandemii”? No nie taka, jak w przypadku procesji na Jasną Górę i nawet nie taka jak w czasie meczów ME z udziałem kilkudziesięciotysięcznej publiczności, co ekspert skrytykował bezlitośnie. Pan Grzesiowski nie tylko nie powiedział złego słowa o Macie i wydarzeniu kulturalnym z jego udziałem, ale pochwalił się odpowiedzialnym synem, który wziął udział w imprezie. Skąd ta nagła zmiana stanowiska? Po pierwsze nie ma tu żadnej zmiany, pan Grzesiowski dla pieniędzy, sławy i własnego interesu powie wszystko, po drugie mamy do czynienia z konsekwencją. Blisko dwa lata rozmaici „eksperci” opowiadają takie i jeszcze większe brednie i po każdej z nich bez zająknięcia, czy też zarumienionych policzków produkują następne. Nie inaczej wygląda to od strony medialnej, dowolnie skompromitowany „ekspert” codziennie może liczyć na telefon od redakcji z zaproszeniem do studia albo prośbą o udzielenie wywiadu dla gazety.

Czym Grzesiowski uzasadnił swój optymizm, że tym razem nikt nie umrze i nie zachoruje? Nakłamał koncertowo, jak Kurski, co nie sprawia mu żadnego problemu! W jego wersji wydarzeń wszyscy uczestnicy koncertu mieli sprawdzane „paszporty kowidowe” i wyniki testów. Kłamstwo to natychmiast zweryfikowali uczestnicy koncertu, którzy pisali, że nikt ich nie sprawdzał. Gdyby jednak jakimś cudem Grzesiowski raz w życiu powiedział prawdę, to i tak nie ma to większego znaczenia, bo w imprezach masowych mogą uczestniczyć zarówno „zaszczepieni”, jak i niezaszczepieni, tylko obie grupy podlegają innym limitom. I takim oto sposobem w samym środku IV fali dzieci medycznych i prawnych celebrytów „je..ą PiS” i „polewają się szampanem”, podczas gdy za chwilę prezes Kaczyński i ekonomista Niedzielski zabronią babciom na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu chodzić do kościoła. Czegoś nie rozumiecie? Wytłumaczę! Muzyka i słowa Maty leczą, potwierdzili to „eksperci” i menedżerowie, a pomodlić można się w domu.

PS Proszę Użytkowników Twittera o wrzucenie linku do felietonu.

Reklama

42 KOMENTARZE

  1. Wszystko wskazuje na to, że już za rok będziemy mieć tylko takie zmartwienia, jak co tam młody lub stary Matczak wyśpiewał lub wypowiedział. “Zajob” zaczyna się wypalać i coraz więcej krajów opuszcza bidenową “zajobową mafię”, rezygnując z gnębienia swoich obywateli. Niekoniecznie politycy robią to dobrowolnie, bo zawsze ktoś gnębiony może otworzyć jakieś archiwum z “papierami Pandory”. U nas też byłoby co otwierać, a skrzynka Dworczyka wygląda tylko na preludium.

    Teraz czekamy na tsunami, które wymiecie pandemicznych polityków i ich protegowanych. Ale w żaden sposób nie powinniśmy im przebaczać, bo za jakiś czas wszystko to może się powtórzyć.

  2. Na gazecie też było, Grzesiowski piał z zachwytu nad tymi przepustkami covidowymi, że to dla niego “element normalności”. Proszę zwrócić uwagę – on coś takiego właśnie uważa za normalność właśnie. Najwyraźniej dla tego człowieka podział społeczeństwa na nad- i podludzi, z osobnymi prawami, jest rzeczą normalną i naturalną. A czasy, kiedy na koncert mógł przyjść każdy, są dla niego… nienaturalne. To chyba mówi samo za siebie. Wyjątkowo parszywa i odrażająca kreatura.

    • @nikt_ważny
      Dzień dobry! Scenariusz kompromitacji lokalnych rządów, by wprowadzić rząd światowy jest jak najbardziej możliwy i wykonalny. Wystarczy zobaczyć jak ekipa Morawieckiego kompromituje na każdym kroku polskie państwo. Tak, by ludzie nie chcieli go bronić przed przejęciem.

      Jednak ci rządzący nie wiedzą, że pełnią rolę zderzaków i po wykorzystaniu będą skompromitowani, zniszczeni i być może zlikwidowani. Do niektórych to dotarło, stąd to ostatnie odpadanie od struktur “covidowej mafii”. Nie przeceniał bym obecnej siły rządu światowego. On się dopiero tworzy i na razie nie panuje nad armiami. To na razie grupa prawie stuletnich staruchów, którzy pragną wdrożyć swój komunistyczny raj na ziemi.

      • @Egon O.
        Tyle że nie o siłę chodzi. To się da zrobić subtelnie a później nie będzie już wyboru.
        Po to są właśnie te wszystkie kropki i zależności między nimi. Nawet to tzw “znamię bestii” to zawsze była tylko luźna przenośnia. Homo rzekomo sapiens w swojej znakomitej większości nie ogarnia kiedy zmienia się granica i kiedy kłódka zaczyna wisieć po drugiej stronie bramy. Kiedy zakazy, nakazy i kary zaczynają kreować rzeczywistość w miejsce rzeczywistości które je wcześniej wyznaczała. Gawiedź nie potrafi żyć bez takiej czy innej “apki”, bez osobistego ołtarzyka liczonego w calach. Już nawet nie mówimy o braku sieci Internet czy braku energii elektrycznej. Gawiedź nie potrafi nic zrobić bez zewnętrznych źródeł informacji, nie uczy się już, niczego nie wie, a pamięta tylko jakieś emocjonalne koszałki opałki. Prankdemia właśnie dlatego się udała i udaje. Jest doskonałym narzędziem i doskonałym przykładem jak łatwo każdą bzdurę wmówić przytłaczającej większości która wcześniej niby to była intelektualną elitą. Terefere. Może i była ale samozwańczo. Wizje o użyciu siły w rodzaju hollywoodzkich retrospekcji można sobie darować. Zdesperowana większość poszuka sobie w potrzebie nowego pana. Tyle że jeszcze ta potrzeba nie nastała, ale nastanie. Po prostu na to co nadchodzi nikt nie jest przygotowany acz niektórzy poradzą sobie lepiej.

  3. Warte pochwały i szacunku są działania środowisk wolnościowych i niepodległościowych. Zdołali zorganizować, w ostatnią sobotę, protest przeciwko srowidowemu zamordyzmowi. Przed sejm sporo ludzi przyszło. Mała iskra nadziei się we mnie tli, że może wreszcie więcej mieszkańców polin zaczyna rozumieć, jaki totalitaryzm chcą nam tu zainstalować. Nie podejrzewam bestii o to, że odpuściła. Stara metoda, czyt. głowa pod wodę, głowa nad wodę. Co absolutnie nie oznacza, że należy się poddawać. Właśnie teraz, pod żadnym pozorem, rąk opuszczać niewolno. Jeżeli nowy zielony łagier ma się posypać, to teraz, gdy jeszcze trwa faza jego budowy, a warunki życiowe większości społeczeństwa pogarszają się. Trzeba jakoś, nie wiem niestety jak, uświadomić ich, że biedniejemy przez owo szaleństwo przykrywane śmiertelną zarazą bezobjawową. Owa iluzja generuje gigantyczne koszty, zarówno ekonomiczne, jak i ludzkie. Jeżeli nie zawali się to obecnie, to na wiosnę już raczej rozmontować systemu rady nie damy.

  4. Big Pharma nie jest tak okrutna jak PIS.
    W badaniach Moderny ochotnicy byli mocno narazeni na zachorowanie, a nawet ciezkie powiklania ze wzgledu na choroby wspolistniejace. Ciezkie objawy wsrod nieszczepionych miesiecznie srednio mialo 1.3 promila, infekcje laczne 2% z czego znakomita czesc bezobjawowo.
    Moderna chce opylic swoj towar, ale nie ukrywa ze grypa to grypa.

    https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMoa2113017

  5. > “Zajob” zaczyna się wypalać
    W Stanach pojawiaja sie ciekawe glosy. Lt. Col. (podpulkownik) Theresa Long sugeruje “uziemienie” wszystkich dziabnietych ze wzgledu na bezpieczenstwo:

    https://www.citizensjournal.us/army-doctor-aerospace-medicine-specialist-ltc-theresa-long-calls-on-pentagon-to-ground-all-pilots-that-have-taken-covid-shots/

    Pojawia sie tak celna uwaga:

    “The CDC and the FDA are civilian agencies that do not have the mission of National Defense that the DOD has. ”

    DOD – Department of Defense

  6. Ponad tydzień temu byłem na kilkugodzinnym koncercie w jednym z warszawskich klubów. Przed wydarzeniem organizator informował na swojej stronie o reżimie sanitarnym obowiązującym podczas wydarzenia, DDM oraz prosił o wypełnienie ankiety i podanie w niej danych trackingowych dla Sanepidu (imię, nazwisko, numer biletu, email, nr telefonu oraz czy jest się zaszczepionym), której oczywiście nie wypełniłem nie chcąc podawać się Sanepidowi na tacy.
    Na miejscu okazało się, że:
    – przy wejściu sprawdzali torby oraz bilety (jak zawsze)
    -druki ankiet do wypełnienia leżały na stoliku, z którego można było sobie je wziąć, a po wypełnieniu wrzucić do specjalnego pojemnika stojącego za rogiem
    – w pojemniku leżało może kilkanaście ankiet, z czego ta na wierzchu była czysta
    – oczywiście swojej nie wypełniłem
    – w klubie kilkaset osób, pewnie około tysiąca
    – DDM: <1/100 (zauważyłem może ze trzy osoby w szmatach, które w ten sposób wyróżniały się spośród innych swoim dziwacznym wyglądem)
    – normalność: 100/100 (wszystko, jak w dawnych, przedkowidowych czasach)

    Reasumując, narracja pandemiczna oraz rzeczywistość rozjeżdżają się coraz bardziej i ludzie widzą, że jest to ściema, gdyż powszechnie łamią wszelkie obostrzenia i nie dość, że żyją to mają się dobrze.

    Dzisiaj za to byłem z wizytą u lekarza. Prywatnie. DDM: 100%. Nawet kazano mi zdezynfekować dłonie, a rozmowa przed badaniem odbyła się z zachowaniem dystansu i w maseczkach. W pewnym momencie rozmowy okazało się, że mąż p. doktor pracuje na oddziale kowidowym, więc lepiej, abyśmy się chronili. Kropki połączyły się…

    P.S. Nowa Zelandia zrezygnowała z polityki zero-covid. Dzisiaj przeczytałem w newsach.

  7. Jedni z nas twierdzą, że srandemia dopiero osiągnie swoje cele inni – że nie osiągnęła… Tak zupełnie teoretycznie przyszło mi do głowy, że może w ogóle nie tędy droga. Być może cele tej konkretniej inżynierii społecznej zostały właśnie osiągnięte. Mogło tak być, że macherzy tego burdlu zachowali się jak w negocjacjach. Licytowali wysoko, dali warunki nie do spełnienia żeby sprawdzić ile da się ugryźć. Mówimy tu o planie zniewolenia ludzkośći i rządu światowego. Mimo, że nie jestem zwolennikiem tzw teorii spiskowych to akurat te tezy traktuję jako zupełnie prawdopodobne. Od zarania dziejów co jakiś czas pojawiał się człowiek mający ambicje rządzić światem. Dlaczego nasze czasy miałyby być od takich ludzie wolne? Natomiast tak czy owak pozostaje to w sferze domysłów i jakkolwiek takie tezy traktować poważnie to udowodnić tego się nie da. Tak jak wszyscy wiedzą, że uchodzców na granice wysyła Łukaszenka ale nie ma na to dowodów. Natomiast co udało się za pomocą srandemii osiągnąć? Z całą pewnością wielu polityków dzięki temu uratowało swoje dupska. Netaniahu to dobry przykład. Słynna Australia gdzie grube afery wyłażą już nawet nie jako trup ale jak jakiś potwór z szafy… Cała operacja dała władzom we wszystkich krajach równie proste co genialne narzędzie utrzymania stołków, przykrycia afer i ew. przykręcenia śrubki. Z takiej okazji każda władza skorzysta. Druga rzecz, która też przychodzi mi do głowy to przykrywka dla upadku strefy euro… Na początku tego syfu, kiedy problem miały tylko Włochy pojawiały się głosy, że ten wirus może być gwoździem do trumny i tak ledwo dyszącej gospodarki. Po bankructwie Grecji to właśnie Włochy i Hiszpania były typowe na następne w kolejce. Inna rzecz, że od dobrych paru lat różne ptaszki ćwierkają o potęznej recesji gospodarki niemieckiej. No i pozostaje kwestia brexitu… Kiedy UK wyszła z eurokołchozu rózne ośrodki statystyczne zaczęły na gwałt badać wzduz i wszesz opinie publiczną w europie. No i wyniki tych badań nie były zadowalające. Co prawda we Francji czy na południu europy większość ludności opowiadała sie za pozostaniem to jednak conajmniej połowa była raczej ciekawa jak sobie brytole bez unii poradzą niż wyrażała oburzenie, że w ogóle poszli sobie w diabły. Gdyby w perspektywnie kilku lat okazało się, że jednak da sie całkiem nieźle bez unii funkcjonować cały misterny aparat ideologiczny szlag by trafił. Pozostają jeszcze te wszystkie zielone łady i inne gównianie koncepcje, których wprowadzenie w normalnych warunkach mogłoby sie wiązać z oporem społecznym. Co do owych zielonych głupot to jakkolwiek by to z ideologią wiązać koniec końców wzbogaca sie Niemcy. Inna rzecz, że jak zwykle są pewnie dogadani z ruskimi… W ramach europejckiej kolacji oczywiście. I wszystkie to problemy, żeby nie rzec wstrząsy wirusik pięknie przykrył. Czy samo to nie było warte odpalenia takiej propagandy? A wg. mnie chociażby na naszym podwórki cały cyrk srandemiczny można było tak rozegrać, że rząd i premier zostaliby ogłoszeni żyjącymi świętymi. Ale do tego potrzeba sprytnych polityków a nie zdemenciałego dziadka i jego pupila będącego bardziej produktem marketingowym niż politykiem. To co na pewno nie udało się to podzielić społeczeństwa. U nas to każdy widzi jak jest za granicą – nie wiem ale nie sądze zeby jakoś diametralnie inaczej. Podział wirusowy szedłby zupełnie w poprzek podziałów politycznych czy kulturowych. Szedłby przez środek niewielkich wpólnot społecznych czy nawet rodzin. I tutaj – mimo wielu szkód – myśle, że się udało. Jak wielu z Was i ja również zauważyło ludzie w maskach i ci bez są w stanie funkcjonować obok siebie. Po prostu każdy robi to co uważa. Inna rzecz, że niezależnie jaką mniejszością są ci którzy w wirusa nie uwierzyli to mimo wszystko jest ich chyba trochę za dużo.

    • @Patriota
      Dzień Dobry
      Doskonale kropki łączysz ;-). Trochę tylko źle zabrzmiał fragment “planie zniewolenia ludzkości i rządu światowego” ale to akurat wina tych co wcześniej zdefiniowali głupkowatość stojącą za tymi określeniami.
      Inna sprawa że to zniewolenie już działa wobec nieustająco rosnącej znaczącej większości. Mało kto dostrzega bo jest to na tyle subtelne, na tyle małymi krokami przesuwana była granica że nastąpiło i nadal postępuje nie tyle zniewolenie przez kogoś(w domyśle), co samozniewolenie. Projekt oparty na wizji zniewalania jednych przez drugich to jest hollywoodzka mrzonka. Nie ma takich zasobów żeby to wykonać. Matematyka jest tu bezlitosna a Rachunki dopełniają zniszczenia takich urojeń. Za to samozniewolenie już jest możliwe. Przykładów jest aż nadto że daje się to realizować w kolejnych rozwojowych krokach w miarę postępu. Było by naiwnym sądzić, właściwie po prostu głupim, że będą jakieś kajdany, jakieś tatuaże, jakieś paszporty. To nawet nie są cele, to są chwilowe narzędzia, tak jak cała ta prankdemia. Taki etap. Projekt nie ma się skończyć ale ma trwać i migrować, ewoluować, wyłącznie po to by panowie pozostali panami a niewolnicy niewolnikami i najlepiej żeby ci drudzy nie wiedzieli o tym że są tylko marionetkami. To akurat jest łatwe. Można w prostej i krótkiej formie opisać zgrubnie projekt publicznie a gawiedź i tak stwierdzi że to jakieś bzdury bo oni przecież są “mondrzy”, mają dyplomy, “som endiżnierami, madkami, prawnikami, mendykami”. Zero zagrożeń dla prawdziwego projektu. Tak jak nie ma już zagrożeń że nagle większość zacznie pracować, budować, tworzyć, pomnażać dobra, gromadzić coraz więcej i więcej posiadać zagrażając obecnym (i prawdziwym) posiadaczom i nie chodzi tu o znane nazwiska. No dobra. Czasem chodzi, ale to też już w kategoriach mitów jest bo kto, nawet z tych bardziej ogarniętych może powiedzieć o tym co posiada taki George czy też jakiś tam William zwany popularnie Billem. A to akurat nie są najwięksi posiadacze ;-).
      Ten projekt się nie kończy. W krótkowzroczności i krótkiej pamięci rzeczy pozornie wielkie, jak np, prankdemia, to jedynie małe etapy, po prawdzie często tylko narzędzia. Cele to nie jakieś zero jedynkowe zdarzenia, a pewnie zakres, lista celów, mających wiele alternatyw. O prowadzeniu poważnych projektów o rozmiarach o przytłaczających i przytłaczająco większych niż kilka cali podręcznego ołtarzyka można pisać otwarcie ale i tak zakres percepcji jest poza pojmowaniem większości jednostek. Dla nich to zawsze tylko bełkot, a Matematyka to jakieś bzdury. Emocje i uczucia są ważne. Kotki i ptaszki. No i dzieci, oczywiście nie zapominajmy o dzieciach. Co tam jakiś “rząd światowy”. Przecież to nawet brzmi głupio. Może i brzmi, ale to nie jest istotne jak brzmi, tylko to, że są ludzie którz w różny sposób zagwarantowali sobie na przestrzeni nie tyle lat, dziesiątków lat, ale czasem jako tzw “rody”, na przestrzeni wieków, życie obok zakazów, nakazów i kar żartobliwie zwanych prawem. I nie są to tzw ludzie z rządów czy parlamentów, no może czasem, niektórzy z nich, tudzież niektórym się pozwala na jakieś tam “wacikowe”.
      Prankdemia to tylko mały projekcik, naprawdę mały. Mimo to widać że jego skala jest dla przytłaczającej większości nie do ogarnięcia a spora cześć nie jest w stanie zweryfikować (choćby przez falsyfikację) jego elementów i WIERZY że to WSZYSTKO jest rzeczywiste. Nie wszystko, i nawet nie większość, tylko to co faktycznie jest możliwe do zweryfikowania przez realnych przeciwników. Ale prankdemia nie jest jakimś ważnym projektem. Jest tylko mały krokiem, nawet niespecjalnie skomplikowanym.
      Pozdrawiam

      • Nikt_ważny takie próby były od zawsze i pewnie będa aż do dnia Sądu Ostatecznego. Oczywiście jeśli siedzisz w samym środku tego kotła to nerwy puszczają. Ale z perspektywy czasu wszystko wygląda inaczej. Cele nie są 0-1owe, owszem. Myślę sobie ze kazdy totalitarny system mógł sie przyjąć i pozostać na stałe. I na taka ewentualnośc zarządzcy tychże pewnie byli gotowe też. Ale mimo wszystko jak dotąd żaden sie nie przyjął. A przynajmniej nie w takiej formie w jakiej powstawał. Jaskrawym przykładem jest tutaj komunizm w PL. Formalnie system nie przyjął sie i ostateczenie upadł. Ale czy komuniści jako osoby nie osiągnęli przynajmniej części swoich celów? Czy nie obsadzili kluczowych i najczęściej tych niewidoczych dla pospulstwa stanowisk i nie sterują z “tylnego fotela”? Owszem zrezygnowali wydawać by sie mogło z większości elementów zamordyzmu ale nie zostali pokonani całkowicie. To co najcenniejsze – władze i wpływy udało sie zachować. Jako historyk z zamiłowania bardzo wyraźnie rzuca mi się w oczy pewien pernamenty stan: władza taka czy inna próbuje krok po kroku ludziom srube przykręcać a społeczeństo takie czy inne próbuję tą śrubę z gwintu wykręcić. I takie to jest przeciąganie liny na zasadzie kto kogo bardziej.

        • @Patiota
          Witaj. Rozważ proszę że to “przykręcanie śruby” to jest narzędzie ale z celem projektu nie ma wiele wspólnego poza odwracanie uwagi. Aby zrozumieć tzw psychopatów musisz być jak psychopata. Nie byle jaki psychopata ale taki z lepszych. Żeby wygrać z psychopatami trzeba działać jak największy z nich mając jednocześnie minimalny zasób środków.
          To jest zresztą najpoważniejszy błąd Gospodarza. Przykłada swoją miarę do świata w którym go nie ma i nigdy nie było. Nigdy nie zrozumiał że przy tak topornym i głupim do granic możliwości działaniu wykonawców w zakresie tematu prankdemicznego, od samego początku było zaplanowane że gawiedź oleje sprawę, a że było to toporne i głupie, to jasnym stało się do znających się na dużych projektach, że efekt ma trzymać krótko i w miarę szybko naturalne i be ekscesów wygasnąć. I dokładnie to zostało osiągnięte. Kto mieszkał na wsi, czy tam w chaszczach zwykle się nawet nie interesował, chyba że jakiś miastowy aktywista przeniósł się za miasto, no to straszył pomorem, a że homo rzekomo sapiens podatny na sugestie i wcześniej na wsi ptactwo, trzodę i bydło wybijali za przyczyną demokratycznych ukazów, to i gawiedź na wsi łykała że teraz czas na homo rzekomo sapiens, a ratunkiem jest szpryca od dilerów. I to za darmo.
          Ja o dużych projektach na starość mogę sporo, tak praktycznie.
          Pozdrawiam

          • Alez ja się w zupełności z Panem zgadzam. Mieć rozwiązanie tej kwestii to inna rzecz. No czy wiemy kto steruję tymi wszystkimi zmianami? Czy wiemy na jakim etapie zmian jesteśmy? Odpowiedzi na powyższe pytania brzmią “nie”. Mimo calego szumu informacyjnego nie jestsmy jako społeczeństwo wychwic tych prawdziwych zakładając że takie istnieją w przekazie. Oczywiście że każdy system mniej bądź bardziej zamordystyczny odciska piętno na pokoleniu któremu przyszło się z nim zmierzyć. I kolejnych także. I każde kolejne pokolenie jest gotowe przekroczyć kolejna granice. Czy jestsmy w stanie się temu przeciwstawić? W tym momencie chyba tylko wracając to “jaskini”… Określenie 7calowego ołtarzyka bardzo mi się podoba ale stwierdzę że to tylko rozszerzenie oferty haczyków. Kotwice połknęli nasi dziadowie względnie rodzice przynosząc do domu pierwszy czarnobiały telewizor. Do tego momentu nikt tutaj nie miał pojęcia o pożarach lasów w Australii ani nie myśl zbierać na to kasę… Czy możemy te zmiany powstrzymać? Spróbujmy chociaż pozostać ludźmi, nie lecieć jak ćma do płomienia. Zmiany zachodzą niekorzystne owszem ale zachodziłyby dużo szybciej gdyby w każdym społeczeństwie nie było chociaż niewielkiej części zdrowo myślących. Z pozdrowieniami

    • Lenin prognozował światową rewolucję. Potem po pogromie pod Warszawą w 1920r ograniczył się do budowy socjalizmu w oddzielnie wziętych krajach. Srandemia się sypnęła w Skandynawii ale we Francji i Italii “przebudowa” trwa w najlepsze. Lenina jako pojedyńczego wodza srandemii nie ma ale kolektywny, płynny lenin jak najbardziej da się identyfikować