Reklama

Mam ten komfort, że obaj politycy nie mają mi nic do powiedzenia, bo obu nie mam ochoty słuchać. Jeśli chodzi o Tuska, to sprawa jest oczywista i nie wymaga głębszej analizy, to jest po prostu Tusk. Jeśli chodzi o Kaczyńskiego sytuacja jest bardziej skomplikowana, ale da się zredukować do prostej i smutnej konkluzji. W chwili próby Kaczyński kompletnie się pogubił, popełniał błąd za błędem i co najgorsze tkwi w tej serii olbrzymim kosztem zdrowia i życia Polaków. Grzech śmiertelny, w dodatku pozbawiony ekspiacji i zadośćuczynienia, słowem polityczna dyskwalifikacja. No, ale moje odczucia i osobiste relacja z politykami nie maja najmniejszego znaczenia dla historycznej i bieżącej polityki w Polsce. Wspomniałem o tym dlatego, że dystans pozwala na znacznie ciekawsze oceny niż osobiste zaangażowanie.

Co widzimy na polskiej scenie politycznej? Dwóch miotających się polityków, którzy rozmienili swoja niegdysiejszą skuteczność i popularność na drobne. „Powrót Tuska” okazał się kompletną klapą, na co wskazuje dziesiątki znaków na politycznym niebie i ziemi, ale chyba najbardziej dobitnym jest stosunek do Tuska w samej PO. Pisałem o tym, jak został przeczołgany przez drugoligowe koleżanki polityczne i „swoje media”. Pisałem o wycofaniu i braku jakiejkolwiek reakcji, która nadałaby nowy ton w aktualnych konfliktach politycznych wokół „ustawy medialnej”, czy prowokacji na granicy z Białorusią. Nie pisałem o wczorajszym upokorzeniu Tusku na imprezie Trzaskowskiego i nie chodzi o to kto tę pseudo debatę wygrał, ale o to, że w ogóle do niej doszło. Sam Tusk się zdradził słowami: „Czy wyobrażacie sobie taką debatę z udziałem Kaczyńskiego i Ziobro?”. Zgadza się, nikt sobie takiej debaty nie wyobraża z bardzo prostej przyczyny, pomimo słabnącej pozycji Kaczyńskiego w PiS, on nie musi się bić o pozycję w partii na arenach, które kiedyś Tusk organizował Sikorskiemu i Komorowskiemu. Tusk do udziału w debacie z Trzaskowskim został zmuszony okolicznościami i swoją chwiejną pozycją w PO. Pokazało to tylko jedno, że Tusk jest w PO jednym z wielu do przejęcia sterów, a jego pozycja p.o. przewodniczącego PO nie jest przypadkiem. Za dobrych czasów Tusk upokorzyłby Trzaskowskiego, na przykład poszedłby grać w piłkę ze Schetyną, dziś musiał z nim „debatować”, jak równy z równym.

Reklama

Główny rywal i śmiertelny wróg Tuska ma nieco lepszą pozycję, ale tylko nieco. Wprawdzie Kaczyński nie bierze udziału w tego rodzaju szopkach politycznych, nie znaczy to jednak, że panuje nad partią i rządem. Szczególnie nad rządem nie panuje, ale i w partii jego pozycja systematycznie leci w dół. Kaczyński pięć lat temu ustawiał klocki jak chciał, jedynie z Dudą miał większą przeprawę, co wynikało z możliwości Dudy, jakie daje stanowisko prezydenta. Natomiast nie było żadnego problemu, aby usunąć z rządu takie gwiazdy PiS, jak Macierewicz i Szydło. Dziś Kaczyński został zmuszony do objęcia stanowiska wicepremiera, żeby odzyskać kontrolę nad frakcjami, głównie frakcją Ziobry i Morawieckiego. Podobnie jak w przypadku Tuska sam udział w „debacie” był upokorzeniem i okazaniem słabości, tak u Kaczyńskiego kuriozalna motywacja i jeszcze bardziej kuriozalne stanowisko, przyniosły identyczny efekt. Co więcej Kaczyński tym zabiegiem nic nie uzyskał, przeciwnie, mówi się o kolejnej bolesnej porażce, którą ma być odejście Kaczyńskiego z rządu. Innym równie dobitnym przykładem na upadek autorytetu i możliwości decyzyjnych Kaczyńskiego, jest tragikomiczna uchwała „zapobiegająca” nepotyzmowi w PiS. Przy dawnej pozycji Kaczyńskiego, tacy ludzie zwyczajnie i z hukiem wylecieliby z partii, teraz Kaczyński musi odstawiać tandetne spektakle i grozić palcem, by za chwilę byle Sasin obśmiał „naczelnika” szwagrem, który nie jest rodziną.

Naturalnie można kpić z niniejszego felietonu i mówić, że jest to 1234 koniec Tuska i 1235 koniec Kaczyńskiego, ale z faktów już dużo ciężej żartować. Nie piszę o końcu Tuska i Kaczyńskiego, piszę o końcu Tuska i Kaczyńskiego, jakich znaliśmy. Obaj mają nie więcej niż połowę z tego, co mieli, a to oznacza, że stracili władzę absolutną nad swoimi formacjami, którą kiedyś dysponowali i utrzymywali przez długie lata. Jesteśmy na etapie zmiany pokoleniowej, przez pierwszą taką zmianę przechodziła „lewica” i to dwa razy. Najpierw, gdy odchodzili starzy towarzysze z Kiszczakiem i Rakowskim na czele, potem SLD nie potrafiło się podnieść po odejściu Kwaśniewskiego, co połączyło się z aferą Rywina i wykluczeniem Millera. Tak jak Tusk zastąpił kiedyś Mazowieckiego i Geremka, jak Duda zastąpił Lecha Kaczyńskiego, co wydawało się polityczną fikcją, tak teraz przyszedł czas na Tuska i Kaczyńskiego, których zastąpią Trzaskowski i prawdopodobnie Morawiecki.

Reklama

18 KOMENTARZE

  1. Kaczyńskiemu już nic nie zostało. Niedługo zostanie pozbawiony władzy w partii i być może będzie stamtąd wykopany pod upokarzającym pretekstem. Natomiast Tusk może jeszcze zabłysnąć. Wystarczy że głośno i wyraźnie opowie się za duńskim wariantem zakończenia covidowego szaleństwa i rozliczeniem winnych olbrzymich strat materialnych i ludzkich, które poniósł kraj. To dla niego jedyna droga wypłynięcia na powierzchnię i będzie musiał z niej skorzystać. Na protekcję niemiecką nie ma co liczyć, bo SPD/Zieloni, którzy obejmą władzę w tym kraju mają już swoich faworytów.

  2. Wczoraj byłem “w drodze”, więc nie wpisałem tutaj swoich “trzech groszy”. Dziś się poprawiam “za dziś i wczoraj”.
    Pełna zgoda, że zarówno Tusk, jak i Kaczyński się “zużyli”. Oni jeszcze funkcjonują, ale głównie z powodu braku czegoś lepszego. Opcję ich następców w osobach Trzaskowski-Morawiecki odrzucam, bo to byłaby dla Polski apokalipsa (nie twierdzę, że niemożliwa). Czy uda się wyłonić wreszcie kogoś, kto potrafił by udźwignąć ciężar obecnych problemów stojących przed Polską? Tak, to jest dobre pytanie. Trzeba w to wierzyć i robić wszystko, co można zrobić, żeby Polskę ratować. Polska wiele razy była w sytuacjach wręcz tragicznych. Ale zawsze lepiej, lub gorzej, udawało się Polakom wydobyć z kłopotów. Może i teraz się uda. Musi się udać.
    Co do wczorajszego eseju Pana Piotra, chciałbym dodać dwie myśli. Dla każdego trzeźwo myślącego i obserwującego fakty człowieka jest oczywiste, że obecną “pandemię” wykreowały i nadal kreują przede wszystkim media. Gdyby nie wszechogarniająca, wręcz porażająca propaganda, ludzi nie dałoby się tak stosunkowo łatwo nastraszyć ani zniewolić. Ten kreatywny wpływ propagandy na masowe zachowania ludzi nie jest dla mnie zdziwieniem. Mnie osobiście bardzo niepokoi synchronizacja i koordynacja tego przekazu medialnego w skali całego świata. To może dowodzić, że (pomimo rożnych wątpliwości) sterują tym (i finansują to) jakieś ogólnoświatowe siły. Wystarczająco potężne, aby skutecznie prowadzić tego rodzaju kampanię. Nawet jeśli nie jest to centrum jednolite, to i tak sytuacja jest groźna. Bo my – “prości ludzie” – wobec takich sił jesteśmy praktycznie bezradni.
    I druga refleksja związana o obiema powyższymi. Otóż obecna masowa propaganda pro-covidowa zaczyna się moim zdaniem “zużywać”. Podobnie, jak “zużyli się” Kaczyński i Tusk. Ja w ogóle obecnie nie oglądam żadnej telewizji (najwyżej – rzadko – “Kulturę” albo “Historię”). Odnoszę jednak wrażenie, że obydwie “strony” telewizyjnej propagandy politycznej mocno “przegięły”. I powoli, stopniowo, ich przekaz (a zwłaszcza realny wpływ na ludzi) zaczyna słabnąć. To jest podobny błąd, jaki robią blokując użytkowników portale FB, Twitter, YouTube oraz im podobni. Bo takie blokady i taka przesadnie nachalna propaganda działa tylko do pewnego czasu. Owszem, na tak zwany “beton” ona działa zawsze. Ale owego betonu jest za mało, aby przesądzał o wynikach. A ludzie stopniowo zaczynają dostrzegać co się dzieje i o co komu w tym wszystkim chodzi. Dlatego moja (przyznaję – dość słaba) nadzieja w tym, że propaganda coraz bardziej traci i będzie traciła realny wpływ na postawy i zachowania ludzi. Oby.

    • Jak szydzą pro-kowidowcy, antykowidowcy wstrzyknęliby sobie “bleach”, “końskie leki”, żeby tylko nie wstrzykiwać sobie ludzkiej szczepionki. Parafrazując ten dżołk powiem – “mamy synchronizację przekazu medialnego (i działań rządów!) w skali świata”, dowolny piętrowy spisek w skali świata, ale nie realne działania (inna kwestia jak skuteczne) mające na celu walkę z wirusem. ;>
      Jedna rzecz wydaje się straszna – gdyby problem klimatu rzeczywiście był tak poważny, jak go malują, to trzeba by wymyślić jakąś epidemię. Albowiem przekonać ludzi, że może latanie co roku na kraniec świata, nie jest potrzebą nieodzowną, wydaje się absolutnie niemożliwe…

  3. Nie ma to juz zadnego znaczenia, bo zarowno ze jednym jak i drugim glosowac bedzie jedynie garstka bezklepkowcow. Cala reszta albo nie bedzie glosowac w ogole, albo znajdzie nowego wodza, usluznie podsunietego przez agentury zachodnio-wschodnie. Wraz z Kaczynskim i jego partia ostatecznie upadla nadzieja na Polske, a mowie to w takim znaczeniu, ze wiara we frazesy obu stron sie przedawnila. Alefurda Polska, jesli wlasnie przegralismy swiat caly.

    • @Roxanne
      Cześć. Dzień Dobry.
      Gawiedź jest w przytłaczającej większości wystarczająco ograniczona by WIERZYĆ w malowanych chłopców i dawać głos jak tylko przyjdzie komenda. Będę niepopularny ale presji nie mam więc w prostych słowach: przytłaczająca większość jest jak nie bezdennie głupia to rozwojowo zatrzymała się na poziomie 14-15 roku życia, a to że jest przyuczona do wykonywania wąsko wyspecjalizowanych, czasem nawet złożonych czynności niczego nie zmienia. W pozostałym zakresie zwykle tzw. żenada i pozerstwo zbudowane na świecie frazesów i obrazków z największego śmietnika na świecie – z sieci Internet.
      Nie trzeba nawet daleko szukać: mamy konfidentów, kolaborantów, kurtyzany, new age kato pato, strategy und miele ozorem, copypastyzm, cytolinkinzm i nadkapusizm zarzekający się że żadnych dienngów nie bierze acz koszałki opałki wali non stop i nawet mu brewka nie pyknie jak zarzeka że jasnowidził już dawno tylko nikt nie zrozumiał wtedy przekazu.
      Upadali bohaterowie bazgrania wirtualnymi kredkami po asfalcie internetów. Dużo bleblania, czynów żadnych.