Reklama

Sprawa pozornie jest sportowa, ale w istocie to klasyka gatunku, który nazywa się „nikt tu z Polską nie będzie pogrywał”. Zadałem sobie trud i przejrzałem dostępne informacje na temat zapisów w kontrakcie, jaki podpisał były prezes PZPN Zbigniew Boniek z de facto byłym już trenerem Paulo Sousą. Co z niego wynika? Wszystko, co się Sousie zamarzy! Sprawa na starcie jest prosta, do marca i czasu baraży Sousa ma pewny kontrakt, który automatycznie zostanie przedłużony do 2022 roku, jeśli Polacy wygrają te eliminacje. PZPN nie może wcześniej zerwać kontraktu, bez wypłacenia wysokich wielomilionowych kar. Z drugiej strony nie ma ani jednego punktu w kontrakcie, który mówiłby o karach, jakie musi wypłacić Sousa na wypadek przedterminowego zerwania umowy z jego winy. Tutaj można spuścić kurtynę i dalej sobie nie zawracać głowy.

Prezes PZPN postanowił jednak zrobić inaczej i pokazać, kto tu rządzi! Nawiasem mówiąc Boniek dokładnie w takim sam sposób wybierał trenera. Gdy cała Polska krzyczała, że Brzęczek to WF-ista, Boniek „nie ulegał presji”, by po paru tygodniach pokazać, jaki to on jest twardy i samodzielny. W ten sposób paru kumpli z boiska wcisnęło Bońkowi trzecioligowego trenera, bez żadnych osiągnięć w reprezentacyjnej piłce i jeszcze po paru skandalach w klubowej. Wystarczyło odpalić sobie znaną wyszukiwarkę, aby wiedzieć, że to się nie może udać, o ile nie nastąpi jakiś olbrzymi cud, na miarę Wembley! Nie nastąpił i zanim doszło do skandalu z opuszczaniem reprezentacji Polski, mieliśmy aferę z Lewandowskim i parę innych absolutnie niezrozumiałych decyzji Sousy. W pewnym momencie doszło do takiego poziomu emocji, że zaczęto mówić o dymisji trenera, ale zapis dotyczący kar, praktycznie wiązał ręce prezesowi PZPN. Aż tu nagle sam Sousa postanowił wyłożyć PZPN prezent na tacy i zaproponować rozwiązanie umowy za porozumieniem stron! Gdy się na tę propozycję spojrzy z odpowiednim dystansem i przede wszystkim porówna ze skrajnie niekorzystnymi dla PZPN zapisami kontraktu, to podkłada się rozwiązanie umowy do podpisu i szybko ucieka z miejsca zdarzenia.

Stało się inaczej, ponieważ pan prezes PZPN postanowił pokazać, że tak polskiej reprezentacji traktować nie wolno. Brawo! I piszę to bez ironii, ale niestety też bez wiary, bo to nie kto inny tyko poprzednik prezesa Kuleszy potraktował Polskę, jak afrykańską republikę bananową i to już na etapie samego wyboru „trenera” nie wspominając o zapisach kontraktu. Wszyscy wiedzą, że w takiej atmosferze pracować się nie da i trzymanie Sousy do marca jest kompletną aberracją. Argumentów prawnych PZPN nie ma żadnych, Sousa z kolei może zrobić wszystko, łącznie z trzaśnięciem drzwiami i w takim przypadku nie PZPN, tylko FIFA będzie nakładać karę. Oczywiście natychmiast poszła informacja o gigantycznych kwotach, tymczasem, te gigantycznie kwoty to maksymalnie kilkaset tysięcy euro, które w razie czego zapłaci brazylijski klub. Innymi słowy prezes Kulesza postanowił zagrać va banque, zapomniał tylko, że w rękawie nie ma asa, ani nawet waleta.

Była okazja pozbyć się frajera z Portugalii i od zaraz zająć się poszukiwaniem nowego trenera, bo czasu wiele nie zostało. Zamiast tej oczywistej sekwencji zdarzeń będziemy mieli żenującą „bitwę o Polskę”, z której na pewno zwycięsko nie wyjdzie reprezentacja polski. Sousa po takim numerze sam sobie spaprał nazwisko do reszty, PZPN mógł bezboleśnie i co ważniejsze od ręki pozbyć się balastu, ale zgrały ambicje panów działaczy, którzy wcześniej sami dokumentnie spieprzyli kontrakt trenerski. Jakby nie patrzeć PZPN w pigułce! I chociaż absolutnie się zgadzam, że nie powinniśmy pozwalać, aby Polska była traktowana na jakimkolwiek polu, jak afrykańska kolonia, to o ten szacunek trzeba zadbać znacznie wcześniej, a nie do jednej głupoty dokładać jeszcze większą. Boniek podpisał taki kontrakt, że Sousa może zrobić z PZPN, co tylko będzie chciał i to jest jedyny fakt w całej tej żenującej historii, którego zdaje się nie dostrzegać następca Bońka.

Reklama

9 KOMENTARZE

  1. Gdyby to był normalny kraj to zibi by odpowiadał za niekorzystną umowę, ale że jest c… d… i kamieni kupa to mamy to co mamy. Było to już powiedziane wiele razy przez wielu ludzi “wszyscy won”! W jakiejkolwiek dziedzinie, zawsze się znajdzie jakiś post-peerelowski wypierdek, który za poklepanie po plecach podpisze najbardziej niekorzystny kontrakt dla Polski i tak właśnie postąpił zibi. Gdyby tu chodziło o jego kieszeń to by się zabezpieczył na 350 tysięcy sposobów, ale że chodzi o Polskę – Polacy, nic się nie stało… Ma Polska najlepszego piłkarza na świecie a jakoś zagrać nie potrafi i byle kelnerzy ją okładają.
    Wszystkie tzw. “zarządy sportowe” powinny być wylemparcione w kosmos bez prawa podjęcia pracy w żadnej dziedzinie sportowej w Polsce. Jeśli ktoś chciałby ich zatrudnić poza granicami Polski – powodzenia. W Polsce, nawet do sprzątania w trzecioligowym klubie nie powinni być brani pod uwagę!

  2. Piłka kopana nie interesuje mnie od czasów sprzed fryzjera. Nie interesuje mnie również życie p. Lewandowskiego ani jego żony, popijawy zawodników i relacje w “środowisku”. Nie rozumiem tylko po co w ten prywatny kartel pompowane są pieniądze z moich podatków. Tzn. rozumiem i nie zgadzam się z takim podejściem władz do finansowania sportu. Niech PZPN robi sobie co chce ale niech to robi za swój hajs.
    Żeby powołać reprezentację kraju nie jest potrzebny żaden związek sportowy!!!
    Wystarczy aby właściwy minister lub Prezydent; artykułując oczekiwania co do wyników w określonym czasie; zatrudnił konkretnego człowieka (selekcjonera), który dobierze sobie grono współpracowników a sportowcom zaproponuje zaszczyt bycia reprezentantem kraju. Tylko tyle wystarczy zrobić, nic więcej.