Reklama

Jakieś dwa, może trzy, lata temu napisałem na Twitterze, że PZPN Bońka niczym się nie różni od PZPN–u Laty poza tym, że ma lepszy garnitur i PR. Zaraz po tym wpisie konto Bońka stało się dla mnie niedostępne, pewnie dlatego, że diagnoza trafiła w przysłowiowe „sedno tarczy”. Przypomnijmy jak to szło? Kibice zaczęli się domagać zmiany trenera, który nigdy trenerem reprezentacji być nie powinien. Boniek odpowiedział stanowczym nie, żeby nie okazać słabości i działania pod wpływem opinii publicznej. Za klika miesięcy ten sam Boniek równie stanowczo i bez jakichkolwiek konsultacji zwolnił Brzęczka, co akurat było dobrym, chociaż bardzo spóźnionych ruchem. Gdy Brzęczek został zwolniony Boniek się zorientował, że musi zatrudnić kolejnego trenera i wtedy podzwonił do swoich starych znajomych z boiska.

W takich okolicznościach trenerem reprezentacji został Paulo Sousa. Portugalczyk dostał tę robotę, ponieważ wypełniał dwa kryteria: 1. Był bezrobotny, wcześniej wyleciał z kliku klubów, bez większych sukcesów. 2. Był w miarę tani, w swojej klasie trzecioligowego trenera. Czy to nie jest paradygmat PZPN-u Laty i PZPN-u w ogóle? Jak w mordę strzelił i tutaj nie chodzi o grę polskiej reprezentacji, czy raczej brak jakiejkolwiek gry w meczu z Węgrami, słabsze mecze się zdarzają i na podstawie jednego występu wniosków się nie wyciąga. Natomiast rozpaczliwe zmiany portugalskiego trenera i „model” postępowania, który przyjął Boniek nie pozostawiają już żadnych złudzeń i ściśle się mieszczą w skrócie PZPN. Wybór Brzęczka był porażką, wybór Sousy powtórką z rozrywki i też tani. Tak PZPN działa od zawsze, obojętnie kto stoi na czele tego śmiesznego i przeżartego korupcją związku.

Reklama

Rzecz w tym, że medal ma dwie strony i każda decyzja rodzi skutek. Od lat propaguje się fałszywe przekonanie i powiedzonko, że prezes PZPN nie odpowiada za grę piłkarzy. Jak widać na załączonym obrazku jest to całkowita bzdura, tylko i wyłącznie Boniek odpowiada za to jak została przygotowana reprezentacja, bo tylko i wyłącznie Boniek tuż przed eliminacjami zwolnił jednego taniego i wyklepał na kolanie kolejnego taniego trenera reprezentacji. W tych decyzjach nie było śladu myślenia, liczyły się wyłącznie osobiste interesy Bońka, raczej wizerunkowe, nie finansowe. A piszę o tym wszystkim dlatego, że w Polsce „po taniości” robi się niemal wszystko, co podlega związkom, ministerstwom i instytucjom. Od autostrad Tuska, przez trenerów reprezentacji, aż po szpitale narodowe PiS-u. I z takimi działaczami wygrywać się nie da, na żadnym boisku, w najlepszym razie i przy bardzo dużej dawce szczęścia remisujemy, czyli wychodzimy na zero.

Reklama
Poprzedni artykułJak w gabinetach towarzyszy patriotów wykuwa się troska o naród
Następny artykułMówcie mi jeszcze „prawi” hipokryci i kołtuny o stałości poglądów
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

3 KOMENTARZE

  1. Z naszymi kopaczami nigdy nic nie wiadomo. Sousa dał plamę z obroną a bez stabilnej i zgranej obrony meczu się wygrać nie da. Nawałka wygrywał mecze dzięki stałemu składowi w obronie. Jak mu wypadł Glik na Mundialu to mu od razu pierwszy mecz zawalił Bednarek (Bednarek to jest nieporozumienie, podobnie jak Krychowiak – chociaż wreszcie dzisiaj zobaczyłem kilka dobrych zagrań Krychowiaka, ale podobnie jak Bednarek – każde jego dłuższe prowadzenie piłki grozi podaniem do przeciwnika i naszą stratę bramki!).
    Teraz Sousa zobaczył, że Jóźwiak i Piątek zagrali bardzo dobrze po wejściu na boisko to pewnie ich wystawi od pierwszej minuty z Anglią. I tu niestety się znowu po raz kolejny okaże, że wtedy ci dwaj nie zagrają już tak skutecznie, bo to już było przerabiane.
    W Jóźwiaku ja widzę nowego Błaszczykowskiego. A jest jeszcze mający podobny ciąg na bramkę Pacholeta – tylko czy Sousa to wie?