Reklama

Wiadomo nikt poważny nie przejmuje się sondażami, ale sytuacja jest nadzwyczajna, bo tutaj nie o sondaż Kantara dla TVN chodzi, ale swoi swoim zgotowali ten los i poszło w świat 28% poparcia dla PiS, najgorszy wynik od lat. Sondaże CBOS to oddzielna półka komedii, to zawsze była „pracownia” władzy i trzeba uczciwie przyznać, że za czasów PiS chyba sięgnęła szczytów propagandowych, choć po czasach PO wydawało się to mało realne. Przy tradycyjnym zachowaniu dystansu do wszystkiego, co jest „socjologicznym” wróżeniem z fusów wykonanym na podstawie 1000 telefonów, trzeba jednak zauważyć, że dzieje się coś niespotykanego. Przede wszystkim w tej grze wszyscy maja jasno ustawione role i mimo wszystko jedna strona z nich się wyłamuje. Nie jest zadaniem CBOS pokazywanie realnych wskaźników tylko stymulowanie właściwych. Co się zatem stało?

Widzę dwie możliwości. Po pierwsze takie było zlecenie z samej centrali PiS, co wydaje się szalone, ale tylko z pozoru. Biorąc pod uwagę ostatnią aktywność Kaczyńskiego, który biega po parodiach konferencji prasowych i przedstawia nowych, góra kilkuosobowych, koalicjantów, trudno oprzeć się wrażeniu, że w „Zjednoczonej prawicy” jest tak „dobrze”, jak nigdy. W normalnych okolicznościach Kaczyński czytałby „Atlas kotów” albo oglądał powtórki „Wiadomości”, a nowych koalicjantów uroczyście przywitałby Marek Suski. Jak widać normalnych okoliczności nie ma i to Kaczyński firmuję każdą, ale to dosłownie każdą szablę w koalicji, doszło i do tego, że jednego posła, którego wyrzucił z klubu, musiał przepraszać. Dobrze, ale po co w takich ciężkich warunkach robić sobie dodatkowe problemy? Jest taka stara zasada terapeutyczna, gdy cię strasznie boli głowa, to weź młotek i uderz się w palec. Prezes PiS mógł wziąć młotek i uderzyć po łapach wszystkich znudzonych i niezdyscyplinowanych. Skoro nic nie pomaga, ani prośby, ani groźby, ani uchwała zapobiegająca nepotyzmowi, to może perspektywa utraty władzy zadziała? No i kto jeśli nie CBOS jest w stanie przestraszyć „Zjednoczoną Prawicę”?

Druga możliwość to inicjatywa CBOS, gdzie znajdziemy wszystko prócz lojalności. Jeśli jest tak źle, że nie da się tego ukryć albo ktoś za ukrywanie musiałby beknąć, to wtedy ratuje się własną skórę nie partyjną. Z tej możliwości wyłania się paradoks, który polega na autentyczności badania. Dopiero, gdy pali się pod siedzeniem, „badacze” robią sobie alibi w postaci prawdziwych wyników sondażu. Po co? Jak sama nazwa alibi wskazuje, żeby się zabezpieczyć i powiedzieć, że uprzedzaliśmy tylko nikt nas nie słuchał. Obojętnie jaką wersję wydarzeń przyjąć, sprawy dla PiS nie wyglądają dobrze. Trzeciej wersji wydarzeń raczej nie ma chyba, że jakaś kompilacja tych dwóch, czyli trochę zlecenia, trochę strachu w CBOS. Tak, czy inaczej, teraz kierownictwo partii powinno postawić jakąś diagnozę albo wewnętrzną albo zewnętrzną. Zewnętrzna dotyczy pierwszego wariantu, bo przecież sami siebie nie będą przekonywać, jaki teatrzyk sondażowy urządzili. Wewnętrzna będzie konieczna przy drugim wariancie, ale jestem prawie pewien, że nic sensownego nie powstanie, dlatego sam się pokuszę o interpretację.

Na pewno zawirowanie z UE nie pomagają PiS, tylko szkodzą i to na dwa fronty. Polityka PiS w tym zakresie jest „fenomenalna” w skutkach, potrafi jednocześnie zrazić umiarkowanych i radykalnych wyborców. PiS kluczy od lewa do prawa, najpierw pobrzękuje szabelką, potem wykonuje orzeczenia TSUE i z tego braku elementarnej konsekwencji wychodzi jeden wielki… chaos. Równorzędny, o ile nie większy problem, to gnojenie „pandemiczne” własnego elektoratu. Nagonki na województwa tradycyjnie głosujące na PiS to jest taki idiotyzm, że nie mieści się w żadnej logice politycznej. Każda rozsądna partia chucha i dmucha na swoich najwierniejszych wyborców, PiS publicznie ośmiesza, poniewiera i to nie gorzej od „Gazety Wyborczej”. Zadziałał syndrom przemocy rodzinnej, jak tata po pijaku raz uderzy mamę i dzieci, ale na drugi dzień kupi kwiaty i coś fajnego, to nadal jest tatą. Gdy sceny się powtarzają dzień w dzień i coraz mniej w tym kwiatów, a coraz więcej bicia, to każda toksyczna miłość dobiega końca. Po prostu przesadzili z patologią w politycznej rodzinie i to się już nie sklei, zwłaszcza w sezonie infekcyjnym, w którym PiS spanikuje i jak zwykle popełni kolejne przestępstwa polityczne i nie tylko polityczne.

Reklama
Poprzedni artykułNudą z „pandemii” wieje, nic się nie dzieje i tak już zostanie…
Następny artykułNastały prawo i sprawiedliwość, teraz PiS i Niedzielski boją się obostrzeń
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

23 KOMENTARZE

  1. 28% to i tak rewelacyjny wynik jak na władzę, która od 1,5 roku rozsmakowywuje się w gnębieniu i straszeniu obywateli oraz nicnierobieniu w sprawie szalejącej inflacji. Ale wiadomo to wszystko działa z opóźnionym zapłonem, za parę miesięcy ledwo 20% przekroczą. Nawet tzw najtwardszy elektorat zaczyna powoli łapać czyich interesów pilnuje Morawiecki.

  2. Sondaże i poparcie dla partii politycznych nie mają już większego znaczenia. W realnym życiu podział jest inny: to My, czyli ofiary pandemicznego zniewolenia oraz Oni, czyli ludzie wykonujący polecenia covidowej mafii. PiS to Oni, co było widać w ostatnim głosowaniu o dopuszczeniu do głosowania nad ustawą antydyskryminacyjną. Jak Oni mają problemy, tym lepiej dla Nas. Niech ich wszystkich rozłoży entropia.

    Klamka już zapadła i już nic nic się nie da odwrócić. Jeszcze kilka miesięcy temu była szansa na wyrwanie się PiSowskiego rządu ze szponów covidowej mafii. Teraz szczeźnie razem z nią.

    • Witaj @smartboy
      A jeśli “taki jest plan”? Raczej krzywda się narzędziom nie dzieje. Nie było takiego przypadku, a jeszcze mogą się przydać, zwłaszcza te “całkiem nowe” (takie od różnych piątek czy tam zakazu gwałcenia krowich cycków). Znaczy że musi być “drop szczyzna”, a za nią/nim, zmiana narzędzia, wszak następny etap projektu, co to umownego “ryja” dają mu wujcio klaus und bill kill , czeka przed homo rzekomo sapiens. Już nawet wejście w fazę “mety” jest (ciekawe czy później bedzie “crack”) a i “alphabet” też reguły nieco nagina co by “nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy”.
      Pozdrawiam

  3. Jest wiele możliwości. Jeśli kontrolowałbym przekaz to wyreżyserowałbym zmniejszenie poparcia niewielki jak niby to karę na całkiem poważne kłopoty. Nie twierdze że tak jest, ale to stara metoda z bogatą tradycją w “niedorzeczu” liczona w dekady.

    Taką metodą gospodarza, czyli na “chłopski rozum”, przy całym tym, łagodnie ujmując, bajzlu i uwzględniając koszałki opałki w propagandowniach to jakiś tam spadek kogoś na umownej scenie wzrusza? No może jakiś ułamek gości wątpliwego moralnie prowadzenia w rebrandowanej słonecznej (jak ktoś ma niedociśnienie, a wrażliwy jest, to polecam poliruczkę feministycznego bajdurzenia w godzinach wieczornych, niewrażliwi zaś będą mieli rozrywkę – tzw. kabarety przy tym. są nieśmieszne zupełnie).
    Wracając do sceny i teatru: czy kogoś na scenie niewielki ubytek widowni wzrusza? Ot kilku widzów poszło “na siku” a paru przysnęło (bo jakby nie patrzeć “nuda panie”). Ja bym zadał pytanie inne: Co wymyślili właściciele teatru żeby na kolejne spektakle bilety sprzedawały się równie dobrze. W końcu jest jeszcze tyle przedmiotów do grabieży na mieście… Jeśli komuś się wydaje że ot tak, była sobie “prankdemia” i z czasem wszystko wróci… no można się tak pocieszać. Samopoczucie lepsze. “Nowa normalność” jednak już w boksach startowych.

    Nie wróci. Trzeba ogarnąć skalę i “zobaczyć las” bo to dopiero początek opowieści. “Procenty” to takie rzężenie “o dupie Maryni”. W dobrych (i wielkich) projektach narzędzia dopiera się do środków. W roku piętnastym nastąpiła zmiana kilku narzędzi bo jasnym było że tamto nie da rady pociągnąć. Z mało pozytywnych emocji za dużo negatywnych. A tu w “niedorzeczu” orzełek i flaga dają “plus dziesięć do many”.
    “Nie trwóżcie się” 😀
    Jeszcze tyle kryzysów przed homo rzekomo sapiens. Oczywiście takich co to tylko zarząd “niedorzecza” będzie wiedział jak rozwiązać (wykreować PKB uzasadniające więcej biletów “narodowej drukarni niedorzecza”). “Miska ryżu” tez już na horyzoncie.
    “Jak trwoga to do boga” (bieżącego, wyznaczonego z ołatrzyków liczonych w calach)
    A procenty to co najwyżej do dezynfekcji się nadają.

  4. Nastepuje przełom.
    ———–
    – Z ciężkim sercem, stawiam oskarżenie, że w majestacie prawa, nasza grupa zawodowa polskich lekarzy, z powodu śmiercionośnych wytycznych dotyczących terapii pierwszej fazy, zaniechania badania i leczenia, skazała na śmierć kilkadziesiąt tysięcy Polaków – mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl dr Marta Roszkowska.

    Wytyczne są te same. „Paracetamol, proszę czekać”. I to jest wielkie zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. To szalony błąd. Można korzystać z dostępnych leków antywirusowych. Eksperci oczywiście mówią, że są to leki „niesprawdzone”, choć funkcjonują w medycynie od kilkudziesięciu lat, w wielu krajach były i są dostępne bez recepty.

    lu ludzi uniknęłoby hospitalizacji, gdyby nie „leczono” ich tylko paracetamolem w pierwszej fazie choroby COVID-19?

    Możemy się tego tylko domyślać. Amerykanie obliczyli, że 75-80 proc. pacjentów nie musiałoby wcale trafić do szpitali, gdyby byli oni wcześniej właściwie leczeni. Jest to informacja, która nie przebija się do mainstreamu. Błąd w zarządzaniu pandemią pojawił się na samym początku. Tu minister zdrowia powinien uderzyć, dać wytyczne lekarzom domowym. Powinien powiedzieć: Słuchajcie…macie cztery sposoby leczenia, zawsze bowiem trzeba zostawić lekarzom pewną przestrzeń wolności w podejmowaniu decyzji.

    Czy można powiedzieć, że fakt, iż Ministerstwo Zdrowia przez tyle miesięcy nie zmienia swoich wytycznych, to głównie kwestia niewłaściwego grona doradców, bo wszyscy oni to lekarze szpitalni?

    Są wśród nich i ci nadzorujący lekarzy domowych i ci także powtarzają „paracetamol”. Przeprowadzenie badań np. nad amantadyną, o których się mówi, z tak zwaną „podwójną ślepą próbą”

    Bomby lecą na głowę i trzeba bronić się i walczyć. Słowacy na przykład sprowadzili iwermektynę. Może od nich powinniśmy się uczyć, może powinniśmy się uczyć od profesora Raoulta z Francji, kiedy podawać hydroksychlorochinę i jak nią leczyć chorych, albo posłuchać doktora Bodnara z Przemyśla, jak leczyć amantadyną. Wielką jego zasługą jest, że dał sygnał, iż lek ten działa i że ustalił jego nowe dawkowanie! Osobiście amantadynę zapisuję od ok 30 lat na zespół Ramsaya-Hunta z bardzo dobrym efektem.

    Tylko doktor Bodnar ma dziś kłopoty. Nie boi się Pani, że i Pani będzie miała nieprzyjemności po tym wywiadzie?

    Trudno. Wiem, że mogę mieć kłopoty i że mogę być nawet pozbawiona prawa do wykonywania zawodu. Bardzo bym chciała, ale na razie nie mogę zmienić zdania.

    Czyli nie ma dziś normalnej, naukowej debaty na temat leczenia COVID-19?

    Nie przypominam sobie takowej. Są pojedyncze webinaria, ale one promują „jedynie słuszne” wytyczne. Była debata krótkotrwała, „popularno-naukowa” w TVP, zaproponowana przez pana redaktora Pospieszalskiego, ale jego program został zlikwidowany.

    Dlaczego nie ma takiej debaty?

    (cisza)

    Rozumiem, że to pytanie zbyt polityczne.

    (śmiech) Tak, chyba tak. Czas pokaże.

    http://nie-wierze-nikomu.pl/index.php/covid-19/aktualnosci/30-warto-poczytac-wrzesien-pazdziernik-2021

  5. *** doskonale wie, o co chodzi. Ale jest “pod władzą postawiony”. Ktoś “przyniósł ***-owi w teczce” premiera a później ministra zdrowia. Tajemniczy teczkowy musiał przedstawić jakieś argumenty na rzecz przyniesionych. Może wystarczyła marchewka i wszyscy są szczęśliwi. A może – chociaż niektórym – musiał pokazać kij? Może nawet kija użył? Ciekawe jak mocno ***iory czują się upokorzone oraz jak bardzo boją się kija? A może ten strach z czasem osłabnie?

  6. Sądzę, iż pisowcy, w sensie, aparat partyjny, naprawdę nie mają pojęcia, do jakiego stopnia państwo finansowo zrujnowali. Wybrani na podobieństwo szefa tkwią w przekonaniu, iż pieniądze biorą się z budżetu a jeśli ich brakuje, to czarodzieje Mateusz i Tadeusz dodrukują waluty i nic się złego nie stanie. Nikt nawet tego nie zauważy, bo obaj, wyżej wymienieni, tacy sprytni są. Pinokio z resztą niejako półgębkiem się wygadał, bowiem sam oznajmił nową mądrość etapu;
    Rzeczywistość sprzed plandemii nie wróci, według naszego premiera, którego sam prezes namaścił. Dlatego obawiam się, że stoimy na początku problemów, nie zaś u ich kresu. Przy okazji władza dokonuje gigantycznego eksperymentu z dziedziny pt. psychologia społeczna. Mówić, że poniżyli własny elektorat to eufemizm. Oni go wielokrotnie zgnoili, w maksymalnie prostackim, chamskim, knajackim stylu. Jak zachowają się wyborcy pisu? Gdybym do nich należał, poszedłbym na najbliższe wybory i wrzuciłbym głos nieważny, żeby, chociaż symbolicznie, pokazać swój bezsilny gniew. Co oni zrobią?
    Nie mam zielonego pojęcia. Gdyby mnie wybrana przeze mnie partia, tak upokorzyła, to nigdy by mnie już nie zdołali skłonić, do zapomnienia, pisząc górnolotnie, wybaczenia.
    Wracając do naszej szarej codzienności. Media rządowe nadal sączą świrusową propagandę, temat drożyzny faktycznie nie istnieje, a jeżeli już się pojawi, to za gnającą z kopyta inflację, partia nie odpowiada. Pis wybiera zatem wariant najgorszy. Paradoksalnie, w tym postępowaniu pokładam nadzieję. Jadąc informatyczną metaforą;
    Zresetowali system, ale nowego włączyć nie potrafią, bowiem wiedza tych rzekomych geniuszy polegała jedynie na bezmyślnym oglądaniu durnych filmów na jutubku. Świat ewidentnie przyspieszył. Szykują się przetasowania zarówno w koncercie mocarstw, jak i w naszym zakątku Europy. Tym czasem niedoszły emerytowany zbawca narodu knuje intrygi godne, co najwyżej, towarzysza Szmaciaka.

  7. Witaj @Ufol
    Pozwolę sobie na uwagi. Napisałem “Media rządowe” i narracje stosujesz taką jakby w zakresie tego co nadchodzi wykonawcami był tzw rząd i tzw partia rządząca. A jednak jeśli patrzeć na mnogość tego co robią pasożyty każdej ze stron to można powiedzieć że każdy z nich i wszyscy razem swoich tzw wyborców (znaczy Ci co daję głos na nie swoje wybory jak im się każe 😉 ) “zgnoili, w maksymalnie prostackim, chamskim, knajackim stylu”, albo raczej wdeptali w glebę i lecąc jedna taką wyjątkowo mierną i podłą komediantką, “nas..li im na głowy”. Baa, robią to regularnie 24/7.
    Zwykła analiza podnoszenia ręki w okrąglaku pokazuje, że w wszystko co jest gwarantuje nowy normalny… zamordyzm jest robione niemal jednogłośnie. Cały “główny przekaz” niezależnie od właścicielstwa i zarządów, leci “w te same kulki”, dokładnie TYMI SAMYMI SŁOWAMI.
    Weźmy takie politruka żuczka gnoiciela co to dzisiaj propagandę tygodnia w rebrandowanej słonecznej przeprowadził. Politruk leci tymi samymi frazami co pan niedorzecznik emzetu, czy pepeesowski senatokrator, czy posioł z plajtformy ofermaterskiej, czy kryptoobyczajowiec zielonoliściasty. Tymi samymi słowami co konował parachaty, sutek, simek, prajm, nieprezio jueseja i primek z wysp. Wszystkie te “procesy”, “przesłuchania”, badania, inicjatywy “drugiej strony” nie mają znaczenia.
    Gawiedzi nie liczę, bo to copypastyzm (i m.in. starch), ale cały szczyt kryształowej góry gada tak samo, i nawet strażnicy na murach wokół klasztoru na szczycie też. To samo bredzą dyrektorzy czy naczelnicy dep tzw prawa np. emzetu. Dobra… niech będzie że ci ostatni są po prostu WIERZĄCY (taki kadr dobór), co poniekąd zaryzykuję i mogę potwierdzić. Ale wyżej? Te same słowa? Tylko szczepionki? Maseczki chronią? Paszporty muszą być? Umierają tylko “niezaszczepieni”? Po dawkach nikt nie umiera (bo to na govie pezetha to pewnie tylko taki żarto “programistów”)? Gotówka nie tylko zaraża ale i zabija?
    Tu nawet nie chodzi o badania czy jakieś ekonomiczne wyliczenia. To jest bez znaczenia bo pod projekt roboczo nazwany chaos też można świetnie poprowadzić i bynajmniej nie chaotycznie. Oni wszyscy TWIERDZĄ że tymi słowami to samo. Wszyscy (lokalnie w stosownie dopasowanym tempie) forsują “certyfikat legalności”, forsują bankructwo mówiąc “nic się nie stało”. Nawet te pozory walki to przecież przedstawienie – nie starają się nawet ukryć tak marne to aktorstwo (“bo ludek głupi to kupi”). Poprzednicy na topie w “niedorzeczu” przecież rozpoczęli ten proces. Nikt nie pamięta, albo raczej przytłaczająca większość udaje że nie pamięta tego zadłużenia, które nie powstało w ciągu ośmiu lat, ale raptem w niecałej dziesiątej części tego okresu. Poprzednicy nawet ostatnie dwa lata zrobili sobie tzw beką zamiast tzw rządu, a tzw kampanie przed dwa tysiące piętnastym w sposób jawny prowadzili na przegraną. Oczywiście nie jawny dla gawiedzi, bo ta WIERZY w różne koszałki opałki, ale to było widoczne że nie chcą wygrać. Że jest opcja na zmianę, na flagi, orła, na narodowej, na plusy i na “plus sto do many”.
    Teraz mamy test nie tyle zarządu “niedorzecza” tylko test homo rzekomo sapiens w “niedorzeczu” czy będą stali po stronie zarządu “niedorzecza” bo na zewnątrz wróg straszliwy czycha i chce grabić. Ale że grabież już jest od dawna jakoś nikt nie protestuje. Tylko jakieś “eu-ro-pa”, “praworządność co to obok rządzenia i prawan nawet nie leżała (niezależnie od stronu) jakieś impulsy które nie są żadnymi pieniędzmi tylko długiem, żyrowaniem nieudaczników z Zachodu.
    Mam byś starsznie, ciemno, bieda, “miska ryżu” a potem nowy wspaniały świat, weź pigułkę, “ani jednej łzy”, narracyjnie taki zmikowany Orwell, Huxley, Zajdel i mnóstwo cyberpunku. Nie pierwszy zresztą raz fantaści wyznaczyli trendy na przyszłość.
    Tyle że to będzie bardziej realne, dopasowane do poziomu, zlokalizowane, uprawdopodobnione. A homo rzekomo sapiens to łykną. Łyknęli “nowoczesnego elektrycznego pastucha” i ołtarzyki liczone w calach, to łykną każde koszałki opałki.
    Żeby w swoim fragmencie tego pastuch nie puszczać prądu, nie możemy ulegać narracji “głównego przekazu”, nie możemy używać ich haseł, nawet takiej “drożyzny”. Nie ma jej. Jest mnóstwo projektów które do czegoś zmierzają. Znamy mnóstwo kropek i umiemy je połączyć tak że w ogólnym obrazie wiemy co to będzie.
    A jak ktoś jeszcze nie zaskoczył to proponuję porównać poprzedni “kryzys” do zeszłorocznego “kryzysu”, włączając to że klasyczna ekonomia którą większość myśl, tak ekonomia NIE ISTNIEJE.
    Pozdrawiam

    • >>włączając to że klasyczna ekonomia którą większość myśl, tak ekonomia NIE ISTNIEJE.<<

      Też się nad tym zastanawiałem, dlaczego ekonomia przestała działać? Wszystkie rządy przestały stosować się do jej reguł, drukują pieniądze bez jakichkolwiek ograniczeń, a wszystko "się kręci". Przestała działać czy w jakiś sposób udaje się odsunąć w czasie skutek?

      • @ JAN_VAN
        Od momentu wprowadzenia pieniądza fiducjarnego, nie mającego pokrycia w niczym, klasyczna ekonomia straciła na znaczeniu. Większość ludzi uważała, że się nic nie zmieniło i zachowywała się “po staremu”, co pozwoliło nielicznym, znającym nowe zasady wzbogacić się ich kosztem. Ale zaufanie do rządów upada, więc upadnie i pieniądz fiducjarny. Niektórzy już to czują, stąd wzrost cen aktywów, chociażby takich jak akcje czy nieruchomości.