Reklama

Nie ma w tej tytułowej diagnozie ani przesadnego optymizmu, ani myślenia życzeniowego, tylko jeden najważniejszy fakt. Najmodniejszy na świecie wirus ledwie zipie i jedzie na oparach, jak każdy biznes, który ma swój początek, apogeum i koniec. Gołym okiem widać, że jesteśmy po drugiej stronie, nomen omen, krzywej. Zjeżdżamy w dół i to w każdym zakresie. Poziom emocji siada z dnia na dzień, realny strach przed samą infekcją dotyczy zdecydowanej mniejszości ludzi i to takich, co to się zawsze i wszystkiego boją albo wierzą, że Adam Michnik jest demokratą. Jeszcze większe zużycie i zmęczenie występuje wśród „ekspertów”, których słuchaj już tylko inni „eksperci” i „dziennikarze”. Jeśli się 1000 razy klepało te same frazesy, nijak nie przystające do rzeczywistości, to musiało nastąpić zmęczenie materiału i to obu stronach: nadajnika i odbiornika.

Moim ulubionym wskaźnikiem powolnego wracania do normalności są reakcje na brak „zakrywania ust i nosa”. W relacji do tego samego okresu w ubiegłym roku można powiedzieć, że mamy anarchię. Oczywiście pozostał tradycyjny podział na duże miasta, gdzie absurdy dłużej się utrzymują i na prowincję, gdzie widzimy prawie pół na pół „odpowiedzialnych” i „szurów, ale w całej Polsce policjanci nie biegają z niegdysiejszą pasją, żeby wręczyć mandaty „nieprzestrzegającym zasad”. Społeczeństwo podzieliło się i okopało na swoich stanowiskach, dotyczy to także służb mundurowych. Jedni śmieją się albo mają dość bredni powtarzanych od blisko dwóch lat, drudzy się zafiksowali na przekazach medialnych i tak im zostało. Ważne, że zmieniły się proporcje, coraz więcej jest tych, którzy chcą żyć z odwieczną świadomością istnienia biologicznych zagrożeń w postaci wirusów i infekcji, coraz miej „sanitarystów”. Dobrym wskaźnikiem jest też codzienność. O ile jeszcze pół roku temu widziałem kurierów, inkasentów i dostawców materiałów budowlanych w maseczkach, o tyle teraz taki widok jest kompletną abstrakcją.

Naturalna kolej rzeczy, występująca przy każdej inżynierii społecznej. Jeśli coś jest w całości oparte na propagandzie, która w dodatku rozjeżdża się z realiami, to kolejny królik wyciągany z kapelusza nie robi żadnego wrażenia. Człowiek nawet gdyby chciał, to nie jest w stanie z takimi samymi emocjami i zaangażowaniem wysłuchać 10 razy tych samych „strasznych rzeczy”, nie wspominając o wysłuchiwaniu 100 000 razy, a do takiej liczby pewnie się zbliżamy. Budzą się naturalne odruchy obronne, poczynając od nerwowego poszukiwania pilota do telewizora, na sam widok „eksperta”, kończąc na tradycyjnej polskiej wiązance skierowanej w stronę telewizora. Przy tak rozluźnionej albo jak kto woli nieuporządkowanej atmosferze „grozy”, nie sposób dyscyplinować ludzi, w każdym razie nie w takim stopniu, jaki wdzieliśmy na początku tego obłędu. Tym bardziej jest to nierealne, że ze strony zarządzających machiną propagandową wiara i odwaga w nachalnym przekazywaniu tragicznych i zamordystycznych informacji osłabła zdecydowanie i słabnie nadal, z dnia na dzień.

Prawie każdą rozbitą filiżankę da się posklejać, ale nigdy nie będzie to powrót do oryginału i funkcjonalność takich reanimowanych naczyń jest praktycznie żadna. „Pandemia” się rozbiła o własne absurdy, monotonność i nachalność, a próby posklejania pierwszych lęków i emocji kończą się produkcją śmieszności i irytacji. Powoli się ten brudny biznes będzie zwijał, czeka nas jeszcze trochę prymitywnego marketingu, który się zakończy o oczywisty sposób. „Szczepionki” na najmodniejszego wirusa będą dostępne w aptekach, jak polopiryna i tak samo zalecane do stosowania, co sezon. Widać po tak zwanych „dawkach przypominających”, że to się coraz trudniej ludziom wciska i wiele więcej ta kura złotych jajek nie zniesie, w efekcie trzeba będzie jej ukręcić łeb i wyhodować nową nioskę. Nie chcę przez to wszystko powiedzieć, że ogłaszam oficjalny koniec „pandemii”, natomiast z całą pewnością najgorsze mamy już za sobą.

PS Proszę Użytkowników Twittera o wrzucenie linku do felietonu.

Reklama
Poprzedni artykułRelacja Pana Policjanta – to trzeba przeczytać!
Następny artykułPięknie mówi PiS w Parlamencie Europejskim, ale tylko mówi i udaje, że nic nie rozumie
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

42 KOMENTARZE

  1. “Naturalna kolej rzeczy, występująca przy każdej inżynierii społecznej. Jeśli coś jest w całości oparte na propagandzie, która w dodatku rozjeżdża się z realiami, to kolejny królik wyciągany z kapelusza nie robi żadnego wrażenia.”

    Nadmierny optymizm. Gdyby tak było, to czasy religii mielibyśmy za sobą tysiąc lat temu…

    • Dzień Dobry @Siwiec
      Statystycznie zawsze jest takie “50/50” a niedokładność badania nie uwzględnia dryfu i błędu metody oraz błędów pomiaru. Statystyka nie tworzy się bezstronnie a podlega tym zawsze wpływom badaczy jak i wpływa na nich samych stosownie do podjętego pierwotnie założenia.
      Było nie było prankdemia przejawia wszystkie cechy religii: wiara, brak dowodów, dogmaty wiary, zaprzeczenia wobec dowodów, kreowanie nowych tez sprzecznych wewnętrznie z istniejącymi i funkcjonowanie obu w przestrzeni wiary wyznawców. Religie z prankdemią ale również różnymi izmami i każdy ideolo mają te wszystkie cech które wynikają wprost z rozkładu średniego przez ogół homo rzekomo sapiens.
      Jeżeli określona grupa docelowa ma w sobie podatność na przyjęcie określonych tez bezdowodowo to bardzo szybko po serii gasnących fluktuacji poziom stabilizuje się w określonej części rozkładu średniego. A to że niby tam wszyscy są “wierzący w coś” albo jakieś dziewięćdziesiąt ileś tam procent, to raczej złożenie wielu możliwych przyczyn składających się na jednostkowe opinie uwzględnianie w grupie badawczej, w tym deklarowany jak i wymuszone np. przez środowiskowy ostracyzm.
      W prankdemii mamy właśnie środek gasnących fluktuacji a stabilizacja winna nastąpić w ok. półtora roku. Aby wzmocnić efekt należy uruchomić zdarzenie warunkujące przesuwające grupę docelową w stosunku do tej na wykresie rozkładu średniego i to daje się wykonać dla przesunięcia w lewo gdzie wiara, odczucia, emocje przeważają nad racjonalnym sceptycyzmem przy końcu wykresu będący sceptycyzmem o rysach patologicznych.
      Pozdrawiam

  2. Wirus się zużył, pandemia się wypala, ale szkody już zostały poczynione i są nieodwracalne. Zakrzepica, zawały i udary zebrały i jeszcze zbiorą swoje żniwo, nie wspominając już o innych schorzeniach, które w przyszłości mogą wystąpić. To nie jest tak, że zabawa się skończyła i teraz wszyscy spokojnie wrócą do domów. Winni tych schorzeń, śmierci, zadłużenia, pozbawiania ludzi środków do życia, szerzenia strachu są wśród nas i mają się dobrze. Większość z nich nawet się wzbogaciła. Jeżeli społeczeństwa nie wymierzą im sprawiedliwości, to historia się powtórzy. Będzie następny wirus i przeżyjemy to wszystko jeszcze raz.

    • Szkody sa wieksze. Inflacja i ceny paliw sa silnie powiazane z globalnym cyrkiem antywirusowym. Przy lockdownach wszystko spadalo bo nie bylo popytu. Teraz idzie w gore bo zniesiono obostrzenia i nastapilo ozywienie. Dodrukowano tez pieniadze a ludzie zaczeli wydawac to co wczesniej zaoszczedzili. Pieniadz jak nie jest w obiegu to nic dobrego z tego nie wyjdzie. Boje sie ze to jest dopiero poczatek lawiny.

  3. Pandemia, choć miała swoje cele, była jedynie uwerturą do opery właściwej. Plan jest już zapewne rozpisany na wiele lat (dekad) do przodu. Pierwszy przystanek – magiczny, powtarzany wszędzie rok 2030 i rozkręcenie na całego ZIelono-Cyfrowego Ładu. Ten chwilowy oddech wydaje się profano-gojom powrotem do względnej normalności a to tylko jeden z punktów w scenariuszu.

  4. Najgorsze dopiero przed nami. Bestia nie zrezygnuje. Zbyt daleko zaszli, aby odłożyć wielki reset jeszcze na kilka lat. Cytując Winstona Churchilla:
    “To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku!”
    Odnoszę wrażenie, iż fałszywa pandemia deko im nie wypaliła, dlatego uruchamiają plany rezerwowe. Sztucznie wywołany kryzys energetyczny oraz problemy z dostawami żywności. Nadejście głodu to ich kolejny szatański pomysł.
    Ludzie się, w większości, nie przebudzili. Raczej zmęczyli plandemiczną nawalanką, lecz nadal generalnie społeczeństwo wierzy w kowidianizm i nas, szurów twierdzących od początku, iż wszystko było fikcją, szufladkuje jako pomylonych.
    Nadzieję pokładam w bucie totalitarystów, m.in w ich kadrach urzędniczych. Np. pisowcom zamordyzm bardzo się spodobał. Raduje ich, wręcz podnieca gnojenie podatników, czyli tych, z których te pasożyty żyją. Inni okrągłostołowcy pochodzą z tego samego chowu, więc ich zachowania są identyczne. Na szczęście system zaczyna się rozłazić. Świat bowiem jest zbyt skomplikowany, aby go, że tak powiem, centralnie zaplanować. Zwłaszcza tytanami intelektu z naszej, za przeproszeniem, elyty. Wszystko błyskawicznie drożeje, a oni bredzą o cudownym nowym ładzie i kraju mlekiem i miodem płynącym. Ekologicznie, wicie, rozumicie tak nowocześnie i po unijnemu, jak w Europie kazali.
    Podtrzymuję oczywiście mój pogląd. Już go na kontrowersyjnych łamach prezentowałem. Sanitaryzm zacznie bankrutować teraz, lub rozpocznie się następna faza budowy zielonego totalitaryzmu.

    • @Ufol
      Dzień Dobry
      Głód będzie bo tak jest w projekcie od dawna i nawet było to ćwiczone, co jeszcze w zeszłym roku dało się znaleźć w śmietniku zwanym siecią Internet. @gracz ładnie podsumował z tym że cytat jest lekko zafałszowany bo wcale nie trzeba jakoś wymyślnie oszukiwać tylko musi wyglądać przekonująco. Nie treść a forma jest esencją. Zresztą… prankdemia jest doskonałym przykładem. Do dziś gadające głowy takie piramidalne bzdury wygadują a mimo to ok. połowy wszystkich, globalnie przez połowę tych tematów, WIERZY w owe bzdury.
      Z głodem będzie z półtora (a może nawet wcześniej) objaśniałem rzekomo oświeconym finansowo i gospodarczo, w tym kilku przy korycie, to się uśmiechali a dziś… no cóż… mówiąc dosadnie, są obs… po pachy, bo mało że im zaczęło coś świtać, ale na poziomie prostych rachunków “nic się nie dodaje”. Inna sprawa że różne plany awaryjne usiłują odpalać ale jakoś tak na uwalenie “ładu” lokalnego, wystąpienie z “ładu” …pejskiego i zerwanie porozumień globalnych do głowy im nie przyszło.
      Pewnie dlatego że lokalni mają taką wadę że są jak “bruce w armagedonie” – nie potrafią przegrywać i prędzej zde..ną wykonując zadanie niźli przyznają się do błędu. Tylko dlaczego cała reszta ma zdy..ać z nimi? I żeby było precyzyjnie to od bardzo teoretycznego prawa przez konfliberałów do zachaczającego o wieloznaczne zwyrodnienia i wątłość lewa, wszyscy oni z tą samą “narodową” cechą.
      Pozdrawiam

  5. W 100% się świadomość nie odbuduje. Noga w uchylone drzwi została wsunięta.
    Dwa lata temu ludzie się z kagańców śmiali a teraz większość na zawołanie wyjmuje z kieszeni. Władzy udało się w ludziach zaszczepić przekonanie, że prawa podstawowe są dobrem racjonowanym za które należy dziękować i się cieszyć. Tutaj nastąpiło największe spustoszenie i kiedy trzeba będzie następne draństwo odpalić (tym razem pewnie coś eko albo vege), procedura pójdzie przygotowaną ścieżką. W uchylone drzwi upchną drugą nogę.. i tak po kawałku.

  6. “O ile jeszcze pół roku temu widziałem kurierów, inkasentów i dostawców materiałów budowlanych w maseczkach, o tyle teraz taki widok jest kompletną abstrakcją.”

    – był u mnie niedawno taki jeden, niezamaskowany.
    Zapewnił, że wszystko w porządku bo… jest zaszczepiony.
    Ten brak maseczek to żaden wskaźnik.

    • Wczoraj byli u mnie kontrolerzy instalacji wentylacyjnej. Taki coroczny przegląd. Obaj zamaskowani po źrenice. Także chyba nadmierny optymizm. Choć nie przeczę że NA RAZIE po sklepie chodzi się jeszcze spokojnie bez maski, nie narażając się na nienawistne spojrzenia i komentarze zamaskowanych. Ale chyba fala już się rozkręca. Łotwę zamykają na miesiąc za brak odpowiedniego wytrzebie…, upss, wyszczepienia.

        • Nawet mam wrażenie, że im te “kłopoty ” to są nawet na rękę. Dzięki temu mogą odwracać uwagę opinii publicznej od spraw pandemicznych. A później się nagle okaże, ojoj, zakażeń full, wyszczepionych za mało. Zamykamy cmentarze. W międzyczasie po cichaczu 1449 przejdzie. Już Kraska coś tam dziś przebąknął, że te otwarte cmentarze na 1 listopada to tak nie do końca pewne są.

  7. Respiratorowa mafia.
    Podczas pandemii w Szwecji zwrócono uwagę, że intensywną opiekę stosuje się tylko wtedy, gdy pacjent jest oceniany jako zdolny do otrzymania takiej opieki, ponieważ jest ona bardzo wymagająca, dlatego starsi, bardzo wrażliwi ludzie, czasami jej nie otrzymują – to jest szwedzka analiza.
    W Polsce katowano starszych ludzi respiratorami, ciagle straszono ze ich braknie wymaszujac kolejne lockdowny i respiratory niby dokupywano. W Szwecji pod respiratorem przez caly okres epidemii lacznie moglo byc zaledwie ok 5 tys osob, przy podobnych co w Polsce odsetkach hospitalizacji ogolnych. https://experience.arcgis.com/experience/09f821667ce64bf7be6f9f87457ed9aa