Reklama

W dniu 17 września 2021 roku prokuratura w Rybniku odebrała moje zawiadomienie, w którym wskazuję osoby mogące posiadać wiedzę na temat tożsamości anonimowych bandziorów internetowych, działających pod szyldem tzw. #GrupyTurkucia. Wśród świadków znaleźli się urzędnicy państwowi i redaktorzy portali z branży komputerowej oraz telekomunikacyjnej. Kluczowym świadkiem jest, rzecznik UKE Witold Tomaszewski, który ponad wszelką wątpliwość zna co najmniej jednego „anonima”, ale zamiast się tą wiedzą z mocy prawa (art. 304 k.p.k) podzielić, to robi coś dokładnie przeciwnego – usuwa wpisy.

W zawiadomieniu wnioskuję również o przesłuchanie w charakterze świadka Piotra Wielguckiego (moja skromna osoba), który ma wiedzę w związku z toczącym się śledztwem. Przypomnę, że wbrew kłamstwom rozprowadzanym przez internetowych bandziorów, prokuratura kilkukrotnie umarzała wcześniejsze postępowania, ale nie z powodu braku znamion przestępstwa, tylko z powodu braku wykrycia sprawców. Dlaczego to jest takie trudne do wykrycia, przecież w Internecie nie ma mowy o anonimowości, a policja dysponuje takimi narzędziami, którymi bez trudu można sprawców ustalić?! Powodów jest klika. Po pierwsze portal Twitter, na którym „anonimowo” działają bandziory powiązane i zatrudnione w KPRM, praktycznie nie udostępnia danych użytkowników. Oczywiście bandziory o tym wiedzą, co prawda większość z nich jest politologami albo psychologami, ale realia mediów społecznościowych znają doskonale. Po drugie poczucie siły dają im plecy polityczne i biznesowe, wszyscy są związani z urzędami państwowymi, szeroko pojętą telekomunikacją, cyfryzacją i branżą IT. Owszem, w ich aktywności jest sporo megalomanii i bajek opowiadanych dla gawiedzi, jak na przykład osobiste znajomości w Youtube, ale na pewno każdy z nich samodzielnie lub poprzez przełożonych ma dostęp do takich danych, które dla zwykłych ludzi są niedostępne, czyli po trzecie mają przewagę techniczną. Po czwarte wiedzą, że ujawnienie afery w kancelarii Morawieckiego i w kilku podległych instytucjach, byłoby tragiczne w skutkach nie tylko dla nich, ale i dla najgrubszych misiów, co sprawia, że bandziory czują się jednym ciałem jadącym na tym samym wózku.

Reklama

Jak widać, po stronie bandziorów są poważne argumenty i stąd taka bezczelność i pewność siebie, nie znaczy to jednak, że ten stan utrzyma się w nieskończoność. Pierwszy poważny sygnał jest taki, że prokuratura w ogóle wszczęła śledztwo, normalnie 99% takich spraw się umarza, z tego tytułu, że policjanci i śledczy na pamięć znają „afery internetowe”. Pomimo tego komuś się chciało lub komuś kazano wszcząć śledztwo, bo ktoś dostrzegł w tym jakiś interes, co ciekawe dzieje się to wszystko w nadzwyczajnych okolicznościach. Zawiadamiający Zbigniew Gelzok jest doskonale znany prokuraturze w Rybniku i innym prokuraturom w Polsce, ponieważ wysłał dziesiątki zawiadomień, wreszcie ta sama PR w Rybniku oskarżyła go o zniesławienie urzędników państwowych. Jeśli się połączy te dwa fakty i zna realia postępowań prowadzonych przez policję i prokuraturę, co piszący te słowa zna na przestrzał, to tym trudniej się nie dziwić, że śledztwo zostało wszczęte. Z tej nadzwyczajnej okazji trzeba skorzystać i tutaj jest najsłabszy punkt grupy bandziorów, która doskonale wie, że ustalenie ich danych i podanie do publicznej wiadomości, bez potwierdzenia tożsamości przez właściwe organa, to wyłożenie na tacy prezentów procesowych. Dlatego też na mnie prymitywne zaczepki „sprawdzam” nie działają, podobnie jak „straszenie” pismami do prokuratury, które praktycznie rozwiązałyby problem anonimowości, a co za tym idzie nigdy nie zostały wysłane.

Moja strategia jest tak prosta, że nie mam powodu jej ukrywać. Celem numer jedne jest doprowadzenie do przesłuchania osób, które wskazałem w zawiadomieniu. Osoby te pod rygorem 233 k.k. będą musiały powiedzieć wszystko, co jest im wiadome w sprawie, niczego nie ukrywając. Oznacza to tyle, że prócz prostego pytania, czy pan zna „anonima”, trzeba będzie opowiedzieć choćby o korespondencji prywatnej na Twitterze. Cel numer dwa to pokazanie zebranych przeze mnie dowodów, w tym twardych, że osoby wskazane w zawiadomieniu znają ukrywających się za głupkowatymi „memami” i gifami, pospolitych bandziorów zajmujących się nękaniem ludzi w Internecie. Wreszcie cel numer trzy, to postawienie ich przed sądem, nie tylko w sprawie prowadzonej przez PR w Rybniku. Czy to się uda? Gdyby wszystko zależało wyłącznie ode mnie, to udałoby się na 100%, ale warunek podstawowy to wola i chęci prokuratury. Jeśli prokuratura zechce się przyłożyć do śledztwa i jeszcze do tego otrzyma polityczne sygnały, to już jest po „anonimowości” bandziorów, ponieważ dowodów jest tyle, że i Twitter nie jest do niczego potrzebny. Gdy prokuratura sprawę odpuści z mojej strony odpuszczenia nie będzie, złożę kolejne zawiadomienie i będą namawiał innych pokrzywdzonych, aby zrobili to samo. Innymi słowy zrobię więcej niż mogę, żeby sprawę doprowadzić do końca.

PS Proszę Użytkowników Twittera o wrzucenie linku do felietonu.

Reklama

7 KOMENTARZE

  1. Tekst z grafiki ilustrującej felieton to realnie pogróżki pod adresem konkretnych osób. Teraz mogą pojawić się głuche telefony i fotomontaże zdjęć z nieletnimi chłopcami, a następny etap to odwiedziny “nieznanych sprawców”.
    Wygląda jednak, że gówno wybija, a gdy sprawa się rozwinie to zamiast kompromatów będzie problemat… 😀
    Swoją drogą ciekawe co to za gnojek.