Reklama

Na początku sobie żartowałem, niektórzy twierdzą, że głupio, ale z tego co widzę zaczyna powstawać solidna historia choroby, która wciągnęła sporą grupę „życzliwych”. Kilka miesięcy temu byłem bohaterem innej afery rozpętanej przez „dziennikarzy”, czyli takich ludzi, którzy nie mają pojęcia o pisaniu, a i z czytaniem wychodzi im różnie. Według tych analfabetów miałem namawiać do rejestrowania się na dawki, żeby ostatecznie nie przyjść i w ten sposób torpedować „ostatnią prostą”. Oczywiście miało to tyle wspólnego z rzeczywistością, co Owsiak z ma filantropią, ale poszło w eter i całe stada bezmyślnie powtarzały brednie. Prawda była taka, że pisałem o możliwości sprawdzenia ile jest wolnych terminów na dowolny syropek. Wystarczyło wejść na swoje konto e-pacjenta i sprawdzić jakie proponują terminy. Działo się to w czasie, gdy Niedzielski i reszta kłamali w żywe oczy, że mają poważne braki dostawach i trzeba się śpieszyć, bo może zabraknąć.

Innym razem wkleiłem „potwierdzenie syropkowe”, tak topornie zmodyfikowane w „Paintcie”, że nawet niepiśmienny powinien się zorientować. Niepiśmienni pewnie się zorientowali, ale „prawi” i „silni razem” biegają po Internecie i krzyczą, że się Wielgucki „zaszczepił”. Ostatnia draka z moim udziałem, to przeziębienie dekarskie, z którego ci sami „mądrzy inaczej” zrobili najnowszą mutację Omicrona. Czuję się naprawdę dowartościowany, gdzie nie kichnę, tam zdrowia życzą, ale w takiej specyficznej formule. Część komentarzy ludzie podsyłają, część do mnie trafia rykoszetem, ale jedne i drugie mają cechę wspólną – pełne nadziei wyczekiwanie. Wiadomo jak to działa i to na całym świecie, informacje o tym, że jakiś „foliarz” nie przyjął dawki i zabił babcię albo inny „szur” nie wierzył w mikroba i umarł pod respiratorem, to już odrębny dział na portalach informacyjnych. Jakby mi się tak noga na przeziębieniu powinęła i ostatecznie obie nogi bym wyciągnął, to bez dwóch zdań stałbym się tematem dnia we wszystkich mediach. Na mojej trumnie powstałaby kolejna kampania „ostatniej prostej” i być może sam Niedzielski wystąpiłby w spocie: „Dla niego już jest za późno, on nie słuchał naukowców, ale tym możesz ocalić siebie i innych”.

Rozmarzyłem się na temat własnej sławy, niestety w wersji pośmiertnej, ale czy aby nie przesadzam i nie wyobrażam sobie za wiele. Za życia w panteonie sław nie stoję, co więcej media „głównego nurtu” nienawidzą mnie jak psa i wyciszają na każdym kroku. Prawda, ale wyciszanie dotyczy tego, co w żadnym razie nie może być głośno powiedziane, natomiast trup „foliarza” i to takiego z topu, byłby bardzo dużym prezentem dla moich „przyjaciół”. Zresztą tu nie trzeba specjalnie zgadywać i snuć domysłów, wystarczy poczytać tu i ówdzie, jak nerwowo wyczekiwano na to, aż Wielgucki skończy pod respiratorem i „umrze na zwykłą grypkę”. Patrzę sobie na to z dużym rozbawieniem, nie obrzydzeniem, nie przerażeniem, ale dokładnie z rozbawieniem. Ludzie, czy raczej to co z nich zostało, zachowują się jak opętani i trudno powiedzieć, jaki główny mechanizm nimi kieruje. Jak wiemy „pandemia” jednoczy ponad podziałami politycznymi, „prawi” i „silni razem” razem maszerują i krzyczą precz „antyszczepami”. Ideologicznie też się zrobiło uniwersalnie, hierarchia kościelna i feministki modlą się o to samo – sprawdzać paszporty każdemu.

Cóż pozostaje? Jakiej dokonać interpretacji, żeby zrozumieć co się z ludźmi porobiło? Przychodzi mi tylko jedno do głowy i z góry uprzedzam, że to nie będzie nic oryginalnego. Zło, to po prostu jest zło i źli ludzie, dopiero później dochodzi głupota, zawiść, małość i tak dalej. Ludzie, którzy zagryzają palce w oczekiwaniu na śmierć człowieka, co ma im dostarczyć dzikiej satysfakcji, to są źli ludzie, jak mawiał klasyk najgorszy sort. Od początku tego cyrku nie zdarzyło mi się wyrazić jakiejkolwiek radości z powodu choroby, nie wspominając o śmierci człowieka, który opowiadał największe bzdury o „pomorze”. Po drugiej stronie ten rodzaj zdziczenia jest powszechny i radość nieukrywana, no ale jeśli chodzi o fetę z okazji mojego zgonu, to jeszcze trochę będę musieli poczekać.

Reklama

20 KOMENTARZE

  1. Wcale nie trzeba umierać, by być sławnym. Na przykład covidowi patoeksperci. Są sławni (włożyli w to wiele wysiłku), a więc i rozpoznawalni. Trudno im się będzie ukryć jak zawali się oficjalna narracja. Jak zaczną umierać nie tylko wyeliksirowani aktywni fizycznie dorośli, ale także aktywne fizycznie, wyszprycowane dzieci. Zrozpaczeni rodzice będą szukali tych, którzy będą winni ich nieszczęściu i znajdą łatwo tych rozpoznawalnych. Czasem sława to przekleństwo.

    • Ja się boje, że te urwysyny wiedzą, że będzie wojna. i Ta wojna przykryje ludobójstwo. Wyłącza tv, internet. Ludzie nie będą w stanie zweryfikować skąd są zgony.
      Boję się, że konflikt może wybuchnąć już w ciągu kilku miesięcy. Wystarczy w zimie wyłączyć prąd na miesiąc – a będzie katastrofa i spora zagłada. Wystarczy tylko wyłączyć prąd a nawet w prywatnych domach ogrzewanie przestanie działać. Bo nawet prymitywne piece potrzebują prądu żeby ruszyć obieg. A kto w dzisiejszych czasach wie co to koza?

      • Nie bój. Zapasy rób. Dzień Dobry @dildozaur
        Analitycznie ostatnie kilka, powiedzmy jakieś pięć lat, wygląda jak przygotowania do wojny. Nie konfliktu lokalnego, ale do wojny. Na początku takiej nowoczesnej, często miękkiej, by “grande finale” było już w starym “dobrym” stylu, acz z ubarwieniem w użycie, więcej niż incydentalne, arsenałów zdolnych do operacji mass extinction. Oczywiście to są takie spekulacje przeróżne, w rodzaju znikających swego czasu z rynku leków przeciwpromiennych i ich niedostępności w teatrze …pejskim, czy np. innego zastosowania preparatów dziś rozdawanych jako darmowe próbki przez dilerów. To że te preparaty powstały co najmniej naście lat temu, a ich prototypy przed dekadami to już dziś żadna tajemnica. Dużo takich niby tajemnic wyciekło chociaż mało kto te kropki widział. Kotki, ptaszki, biedne dzieci i fejki białych kasków wraz z lokalnym rzężeniem, bełkotem i kociokwikiem debili funkcjonalnych, z sukcesami odwracały uwagę. Mało kto zauważał kropki, a dwa rzędy mniej te kropki łączył. Bo kto z całą pewnością powie czym jest cały teatrzyk klimatyczny, te wszystkie niby migracyjne ruchy, czy globalny sekcizm z powodu dowolnego ideolo? Homo rzekomo sapiens nie analizują “na zimno”. Są emocjonalnie zindoktrynowani, programowalni tzw memami. Gawiedź nie widzi projektów, a wielkie są nie do ogarnięcia. Skala nawet nie przeraża bo trudno by bakteria w d..pie dostrzegła układ słoneczny.
        Nie ma sensu się bać. Zupełnie. Przynajmniej nie emocjonalnie. Na część rzeczy nie masz wpływu, a tych na które masz, bać się nie sensu.
        Co do prądu to temat jest dużo poważniejszy niż się gawiedzi nawet może wydawać. To też kwestia nie tylko skali, ale i złożoności. Inżynierów (tych prawdziwych) wbrew pozorom nie ma wielu. Bez prądu można cofnąć szybko o lata, dekady nawet wieki. W rok, no może w dwa -trzy lata, możemy znaleźć się w takim post apokaliptycznym średniowieczu.
        Nie bój, rób zapasy ale nie przesadzaj. Ciesz się życiem które jest zamiast rozpaczać nad tym które było albo zamartwiać się tym co być może będzie choć z równie zbliżonym prawdopodobieństwem nigdy nie nastąpi. Życie jest krótkie i kruche by je marnować, a tym bardzie powierzać pasożytom i hochsztaplerom.
        Serdeczności

        • Trudno powiedzieć czy na końcu będzie wojna w starym stylu. Jakby nie patrzeć obecne działanie jest w miarę bezpieczne dla “mocodawców”, pomyłki nie generują dla nich wielkich strat. A klasyczna wojna? Może się udać, ale może się okazać, że jakaś armia za szybko polegnie/ zapędzi się za daleko, ktoś “omyłkowo” zbombarduje nie to co trzeba. Dodatkowo chaos, nad którym nie zawsze da się zapanować. Wprawdzie w rozbrojonej Polsce raczej nie będzie niespodzianek, ale są kraje, gdzie bym nie ryzykował wojny, bo może się wszystko różnie potoczyć.

          • Witaj @miguel
            Mimo wszystko należy być ostrożny z niedocenianiem homo rzekomo sapiens w realizacji swoich głupich pomysłów. Zapędzić się nikt nie zapędzi a dziś i tak wszystko opiera się na ostrzelaniu rakietami i zbombardowaniu spoza zasięgu obrony, później zaś, szybkim nieliczebnym rajdzie grabieżczym “tam i z powrotem” o ile jest co grabić, bo współczesne naparzanki są coraz rzadziej o łupy a coraz częściej o spychanie przeciwników w kierunku jaskiń u uzależnianie od paciorków w zamian za wtedy już niepotrzebne nikomu eks łupy. Duże projekty robi się inaczej niż w czterech pancernych, tudzież w hollywoodzkich bredniach z emocjami.
            Jak chcesz by ktoś kupował od ciebie określony gatunek węgla to nie napadasz go czy tam nie bawisz się w ekonomiczne koszałki opałki tylko dużo wcześniej na mięciutko sprawiasz że sam wysadza i zatapia swoje kopalnie z tym właśnie węglem i czekasz….
            Niestety emocjonalni dzisiaj coraz więcej szczytów kryształowych gór okupują więc któryś może się któryś “misiu wk..ć” i z braku węgla po wyczerpaniu giftów na wymianę, pójdzie na całość.
            Czasy są dramatyczne o tyle że dość dobre szacunki co do możliwości korzystania z dobroci planety poczyniliśmy tak z pół wieku temu. No i…. jesteśmy w d…pie, a żadne ekonomiczne fikołki i klimatyczne bredzenia nie zmienią tego że koniec pewnej epoki już nie majaczy na horyzoncie ale kolbami na..la w drzwi.
            Bo niby ta rzekoma elita dlaczego wybija pomniejszych i nie liczy się z przytłaczającą ilościowo większością homo rzekomo sapiens?
            A bliżej tematu prankdemiczego: niby dlaczego skutki po preparatach na własną odpowiedzialność są łudząco podobne do tych po prawdziwym c19? Niby dlaczego pod pretekstem prankdemii “grube misie” przejmują wszelkie zasoby? Niby dlaczego “the great reset” jest bardziej przedstawieniem, odwróceniem uwagi od tego co się dzieje faktycznie.
            Wszystko wygląda jak trend odwrócenia normalności i ponownym przełożeniu kłódki na drugą stronę bramy. Niewolnicy mają na powrót wylądować w czworakach, a czworaki mają być mniejszą, nie zaś większą częścią świata. Większość ma wrócić do “panów”. Dla “niewolnków” “miska ryżu”, zakaz opuszczania czworaków i regulacja życia w nich od czasu i rodzaju pracy po prokreację, a najlepiej by sami nie uprawiali procederu tylko wychodzili z “próbówek” i “sztucznych macic”.
            Jak się ogarnie widok na las, jak ogarnie go jakiś nie przewidziany w “wielkim planie” “miś” to może z braku perspektyw zdecyduje się nie tyle na grabież co na realny “the great reset”.
            Pozdrawiam

  2. Co się z ludźmi porobiło?
    Obawiam się, że nic. Plandemia po prostu pokazała odwieczną prawidłowość. Większość społeczeństwa jest głupia, prymitywna, pozbawiona zdolności samodzielnego myślenia oraz odrobiny moralności, zwanej dawniej wzniośle godnością i honorem.
    Przyznaje się do błędu. Dosyć często powyższą tezą się tu z Państwem dzieliłem. Obecnie dochodzę do wniosku, iż sytuacja nie wygląda tak fatalnie, jakby wynikało z moich komentarzy. Przedstawia się jeszcze gorzej. Kto w tym momencie mi nie wierzy, niech poczyta wpisy kowidian kierowane pod adresem nienaszprycowanych. Radykalizm wyznawców kowida wzrasta. Rok temu bym takich słów nie napisał, ale dziś ze smutkiem sądzę, iż;
    Gdyby pojawił się pomysł otwarcia w Polsce edukacyjnych ośrodków dla antyszczepionkowców, czyt. obozy koncentracyjne dla takich jak my, to wielu by ten pomysł poparło. Ogłupieni propagandą zachowują się, na razie w internecie, niczym pozbawione rozumu i ludzkich uczuć, filmowe zombi. Powoli przyrasta, na podobieństwo śmiertelnego nowotworu, procent fanatyków, którzy chętnie wysłali by nas do gazu, gdyby tylko mogli.
    Uważam, że możemy być z siebie dumni. Nie mam pojęcia, jak się wprowadzanie wielkiego resetu ostatecznie zakończy, ale jednego jestem pewien. Warto wytrwać w człowieczeństwie do końca. Nieistotne, czy totalitaryzm zwycięży, czy się rozsypie. Jak to wielokrotnie powtarzał wybitny pisarz i dodatkowo chłop z zasadami, czyli Waldemar Łysiak:
    “Prawda przeciw światu.”

    • Napoleon podobno powiedział: “Wartość człowieka liczy się ilością jego wrogów w nie przyjaciół” oraz: “Historia to starannie ułożona sekwencja kłamstw”

      no i mój ulubiony cytat Wielkiego Szu: “W jidisz przedstawienie a nie widzisz rzeczy” – literówka celowa jak najbardziej

    • @Ufol
      Niestety, albo na szczęście, nie jest to tylko przypadłość polskojęzycznych szczepanów, tak się dzieje w większości krajów opanowanych przez sanitarystów. W kilku krajach już wybudowano specjalne “ośrodki” i szczepany tylko czekają kiedy będzie przyzwolenie żeby nas zamykać.
      Wystarczy wspomnieć Stanford prison experiment…
      “Jeżeli chcesz poznać prawdziwy charakter człowieka, daj mu władzę.” – Abraham Lincoln

    • @ Ufol
      Nie dziwię się tej agresji zaszczepionych. To dopiero początek, a ma ona charakter psychiczny i fizjologiczny. Po pierwsze ci ludzie już wiedzą że z nimi jest coś nie tak. Czują się inaczej, niż przed szprycowaniem. Zaczynają dostrzegać u siebie różne niepokojące sygnały i chcą mieć jak najwięcej osób w swoim otoczeniu w podobnej sytuacji. Po drugie białko kolca i grafen poczyniły u nich spustoszenie w otoczkach mielinowych, co uszkodziło układ nerwowy. Jak wspomniałem, ten proces będzie narastać i ich zachowania będą coraz gorsze. A my nie możemy kierować naszych negatywnych uczuć przeciwko ofiarom, ale tym, co im to zrobili.

      • Dzień Dobry @Egon O.
        Żadnych uczuć, również negatywnych. Zupełnie “na zimno”, w systematyczny i zaplanowany uprzednio sposób. Niebezpieczeństwo “uczuć” ma to do siebie że może pojawić się coś na kształt “kinder niespodzianki” (kamionowanie za tego rodzaju “reklamy” chyba było by zbyt łagodnym wymiarem kary) a wtedy cały plan (projekt) “weźmie w łeb”. “Na zimno” pozwala zapomnieć i pozbyć się nieprzyjemnych konsekwencji.
        Nauka, rzeczy trwałe, fakty i faktografia mają to do siebie że nie mają uczuć. Dlatego istnieją. Uczucia i emocje przydają się w bardzo ograniczonym zakresie wyłącznie pozytywnym aspekcie tego zakresu ;-).
        Pozdrawiam