Reklama

Na wszelkie komunikaty medialne należy zakładać gęste sito, bo z reguły z komunikatem nie ma to nic wspólnego, ale jest grafomańską i emocjonalną sieczką. Białoruś ośmieszyła zachodnią „demokrację” procedurami, które ta „demokracja’ stworzyła. Media mogą sobie pisać o „porwaniu samolotu”, jednak od strony formalnej nic takiego nie nastąpiło. Przebieg zdarzenia był profesjonalnie przygotowany, takich akcji nasze służby nie przeprowadziłby nigdy, a decydenci gacie mieliby pełne już na starcie. Łukaszenka w obronie swoich interesów, bez względu na to, jak je oceniać, zachowuje się jak poważny i przede wszystkim skuteczny polityk. Cały świat i wszyscy przeciwnicy Łukaszenki zobaczyli, że wróg zostanie odnaleziony wszędzie i nomen omen sprowadzony na ziemię. Teraz jeszcze świat zobaczy, że Łukaszenka nie poniesienie żadnych konsekwencji, poza jakimiś śmiesznymi „sankcjami”.

Z politycznego punktu widzenia jest to majstersztyk i pełna kompromitacja wszelkich przeciwników Łukaszenki, natomiast „technicznie” plan był banalny, W pierwszym kroku załoga samolotu relacji Ateny-Wilno należącego do Ryanair została poinformowana, że na pokładzie jest bomba. W takiej sytuacji samolot powinien lądować jak najszybciej, dodatkowo zatroskane władze Białorusi poderwały myśliwiec MiG-29, który chronił samolot pasażerski. Po lądowaniu w Mińsku szczęśliwie okazało się, że bomby nie ma, a pech chciał, że na pokładzie przebywał białoruski opozycjonista Pratasiewicz ze swoją dziewczyną, Rosjanką Sofiją Sapiegą, studentką Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego, białoruskiej uczelni działającej na emigracji w Wilnie. Działacz opozycji wraz z towarzyszką zostali zatrzymani, w Mińsku zostało też jeszcze czterech agentów KGB i „porwany samolot” sobie odfrunął do Wilna. Historia jak z Hollywood i to tego klasy B, pełna komedia, przy jednoczesnym profesjonalizmie białoruskich służb. Dodatkowo Łukaszenka jest kuty na cztery kopyta, bo wszystko odbyło się w ramach międzynarodowych procedur i tylko aresztowanie jest wewnętrzną sprawą Białorusi. Nikomu też nie trzeba tłumaczyć, że Białoruś to Putin dopiero potem Łukaszenka, co oznacza, że sprawa za parę dni rozejdzie się po kościach.

Przez kilka dni w Polsce paru błaznów, od Hołowni, przez Budkę po Biedronia będzie paplać o wypowiedzeniu wojny przez Białoruś albo innym akcie agresji, który nie może pozostać bez odpowiedzi. Oczywiście, żaden z nich nie powie, jakie konkretne działania należy podjąć? Bombardowanie Mińska, odbicie Protasiewicza, czy może porwanie Łukaszenki? Po drugiej stronie PiS zajmie się tym, co potrafi najlepiej. Będzie odmieniał przez wszystkie przypadki najbardziej polskie z polskich wartości, będzie krzyczał o honorze, godności i wstawaniu z kolan. I wszystkie te bezskuteczne lamenty popłyną na rynek wewnętrzny oraz pod wewnętrzne potrzeby polityczne, dokarmi się „prawych”, a za tydzień na top medialny wejdzie poród cielaka z pozytywnym wynikiem na „kowida”. Mogę się w tym scenariuszu pomylić o parę przecinków i drobiazgów, czy też dupereli w rodzaju listów otwartych ze strony USA, NATO, UE i 100 intelektualistów.

Państwa zachodnie, do których Polska z taką ślepotą usiłuje dołączyć, nie mają żadnych szans z takimi krajami jak Białoruś, nie wspominając o Rosji albo Chinach. Tam decyzje polityczne są podejmowane natychmiast, realizacja nie stanowi żadnego problemu i obaw. „Struktury demokratyczne” najpierw muszą zebrać komisje i departamenty, potem grono doradców, na końcu zablokują eksport paprykarza szczecińskiego na Białoruś i import burka cukrowego z Białorusi. Każdego dnia się dowiadujemy, że Zachód obrał samobójczą drogę pod tęczowym i czerwonym sztandarem. Rosja z sojusznikami nie tylko w tym nie przeszkadza, ale podsyca indolencję „demokratyczną”. Polska powinna stać od tego bałaganu jak najdalej, wydać jakiś ogólny komunikat, w którym współczuje władzom Irlandii i prezesowi Ryanair, zaapelować do UE, aby podjęła odpowiednie kroki i wszystko. Naturalnie stanie się dokładnie odwrotnie, PiS znów postawi kosę na sztorc i weźmie międzynarodowy bałagan na polskie barki, z czego nie wyjdzie nic pożytecznego, poza poprawą humoru Putina i Łukaszenki.

Reklama

26 KOMENTARZE

  1. W sumie zrobiła się z tego mała afera, bo samolot jest zarejestrowany w Polsce. Jakiś dyplomatyczny protest byłby na miejscu. Natomiast ekipa Morawieckiego rozpoczęła kolejną “burzę w szklance wody”. Obawiam się czy rękami Morawieckiego znowu nie wyciągamy sorosowych kasztanów z popiołu. Ale Mateuszek, jak zwykle, chce być prymusem.

  2. Pisalem tu juz kiedys, ze Morawiecki i Kaczynski wybrali wobec Lukaszenki najglupsza z mozliwych strategii. Co gorsza, zrobili to na zyczenie Merkel, ktora sama nie chciala sobie robic klopotu. Wiec po wyborach na Bialorusi nasi durnie rozpetali propagandowa histerie przeciwko Lukaszence. Lukaszenki kochac nie ma za co, ale on dawal wczesniej sygnaly, ze chetnie uciekl by kawalek od Putina w strone Europy. Kretynska kampania inspirowana przez Polakow musiala sie skonczyc fiaskiem i calkiem wtloczyla Lukaszenke w objecia Putina. Teraz Lukaszenka bierze odwet na Polaczkach. Polskie organizacje spoleczne na Bialorusi niepredko sie z tego podniosa. A nasi idioci beda sie znowu propagandowo wytrzasac na Lukaszenke. Boze, co to za amatorszczyzna i naiwnosc.

  3. Ależ pięknie bredzą ci tzw. politycy konfederacji w tej sprawie. Widać nawet im nie chciało zajrzeć do źródła wiedzy wszelakiej dla internetowych baranów, czyli wikipedii, a tam stoi tak: “Przestrzeń narodowa państwa rozciąga się nad jego terytorium (lądowym, morskimi wodami wewnętrznymi i morzem terytorialnym). We własnej przestrzeni powietrznej państwo jest suwerenne, ma prawo decydować o wszystkim, co się w niej dzieje”.
    No popisali się koncertowo te konfederaty (Korwin w białym garniaku, ze złotą muszką pięknie bredził, adekwatnie do ubioru), winnickie, czy jak mu tam, temu trzeciemu co też dał głos … Żałosne …

  4. Z polskiego punktu widzenia nie ma żadnego powodu, żeby obalać Łukaszenkę. Łukaszenka przeszkadza tylko globalistom, bo nie pozwolił zrobić z Białorusi tego, co zrobiono z resztą państw Europy Środkowo-Wschodniej, czyli złupić, zdepopulować i spedalić. Powiem więcej – jeśli Polska ma kiedykolwiek wykaraskać się z NWO, to jedyna droga ucieczki biegnie właśnie przez Białoruś (wszystkie pozostałe państwa ościenne też są w NWO, poza okręgiem kaliningradzkim, ale to eksklawa, więc nic nam nie daje). Prawda jest taka, że na świecie wytworzyły się 2 bloki geopolityczne: żydo-masoński (tzw. Zachód) i chińsko-rosyjski (nazwijmy go Wschodem). My w 1989 r. (w dużej mierze na własne życzenie) zostaliśmy wchłonięci przez Zachód, co skutkuje stopniową anihilacją Polski pod każdym względem. Żeby przetrwać, trzeba ze struktur Zachodu zwyczajnie uciekać, a jedyną drogą ucieczki jest dołączenie do Wschodu, zaś jedynym pomostem prowadzącym na Wschód jest Białoruś (dopóki jest rządzona przez Łukaszenkę lub po jego śmierci – jakąś inną, nie sterowaną przez NWO osobę/elitę). Dlatego naprawdę się zmartwiłem w 2020 r., gdy wyglądało na to, że tym razem kolorowa rewolucja obali Łukaszenkę. Na szczęście chłop się wybronił i robi porządek z agenturą NWO (niestety nie aż tak żwawo i zdecydowanie, jak Erdogan, ale na pewno konkretniej, niż dotychczas). Trzymam za niego kciuki.

  5. PiS dostał największą szansę od 1000 lat.

    Prezydent Trump naprawdę był skłonny wysłać do Polski amerykańska dywizje, a sąsiedzi Polski chcieli wejść z Polską w bliski sojusz wojskowy. Wyposażenie wojska Polskiego w najlepszy sprzęt za niemieckie pieniądze zamiast odszkodowania za II wojnę też było realne.

    Ale Błaszczak wszystko spieprzył i PiS nie dostanie drugiej szansy. Blaszczaku, przyjemnie się czytało od klakierow PiSu w mediach, że Polska jest najważniejszym sojusznikiem USA a państwo PiS będzie istniało 1000 lat?

    Armia niemiecka i rosyjska być może chińska przejdzie przez Polskę jak przez masło, a potem będziemy protektoratem muzułmanów. Zawdzięczamy to głupocie PiSu.

  6. Amerykanie podkrecaja srube i kaza Mateuszkowi i reszcie “patriotow” poszumiec w sprzeciwie przeciw “despotyzmowi” na Bialorusi, kto wie, moze nawet juz zaprojektowali jakis konflikt zbrojny? W koncu trzeba cos zaczac zeby przekonac wahajacy sie Zachod, ze Putin jest grozny. Polske juz sprzedali wtedy kiedy Putin i Berlin sprzedaly Trumpa. Mozliwe,ze zaczna wojowac polska krwia, bo to umieja najlepiej. Akurat uda sie zarobic na Polakach dajac pozyczki na sprzet i pociski, bo Berlin wyciagnal duza kase dla siebie i z USA sie pewnie nie podzieli.

    • Co pisowski trollu wzięło w łeb ws. Turowa? Czechy łaskawie się wycofają w zamian za ekoharacz z polskiej kieszeni w wysokości 45 mld euro, co daje wg obecnego kursu 202 mld zł. To jest wg ciebie sukces?
      Porównałem to sobie z kwotą holoharaczu jakiego domagają się od nas Żydzi i te ich 65 mld dolarów wg obecnego kursu to 234 mld zł. Wychodzi więc na to, że Czesi wyłudzili od nas prawie tak samo bajońską sumę w krótkim okresie czasu bez żadnego ogólnoświatowego lobby i pomocy Departamentu Stanu USA. To jest “sukces” twojego PiS-u.
      A poza tym przecież PiS i tak zamknie Turów, tylko później, tak jak wszystkie pozostałe kopalnie i elektrownie węglowe, a więc pozbawi nas niezależności energetycznej i stosunkowo taniej energii węglowej na rzecz drogiej energii z (psujących się i mających zastoje zależne od kaprysów pogody) wiatraków kupowanych w Niemczech i elektrowni atomowej kupionej w USA do której paliwo tez trzeba sprowadzać (o ile Niemcy pozwolą nam ja zbudować).
      Podsumujmy: Polska była jednym z nielicznych samowystarczalnych państw jeżeli chodzi o energetykę, tymczasem PiS podpisał traktaty, w wyniku których ostatnia polska kopalnia ma być zamknięta w 2049 roku. Według przyjętego harmonogramu w roku 2021 ma być zamknięta kopalnia Pokój, a Wujek ma być połączony ze Staszicem. W roku 2023 nastąpi połączenie kopalń Bielszowice i Halemby. W 2028 roku żywota dokona Bolesław Śmiały, w 2029 – Sośnica. Halemba ma fedrować do 2034 roku, Piast do 2035. Rok 2037 to data zamknięcia kopalni Ziemowit. Murcki-Staszic będzie działać do 2039, Bobrek do 2040 roku, a Mysłowice-Wesoła do 2041 roku. Na koniec przyjdzie kolej na kopalnię ROW: wpierw Ruch Rydułtowy – 2043, potem Marcel – 2046 oraz Chwałowice i Jankowice we 2049 roku. PiS zgodził się na to wszystko, mimo, że nad polską granicą nie stały żadne potężne obce wojska, które by polityków tej partii do tego zmuszały pod groźbą najazdu zbrojnego. Jak to inaczej wytłumaczyć, jeśli nie agenturalnością Kaczyńskich (także Lecha, który podpisał “pakiet klimatyczny” UE w 2007 r.) i ich środowiska politycznego?