Prześlij dalej:

Czasami mam opory przed używaniem ostrego języka, zawsze jest taka obawa, że sedno przekazu zostaje przykryte ornamentami. W przypadku Tuska i określenia „polityczny troll”, takich oporów nie mam, bo dokładnie to jest sednem przekazu. Z maniakalnym uporem podkreślam, że jeśli Tusk nie bredzi o „aresztowaniu autostrad”, „Ajatollahu”, czy „zielonej wyspie”, to nie ma zupełnie nic do powiedzenia. Zgoda, pewnie da się to nazwać bardziej elegancko, na przykład polityka czystego PR-u, ale to nie jest precyzyjne określenie i nie zawiera, tego co Tuska charakteryzuje najbardziej. On najzwyczajniej w świecie prymitywnie prowokuje i robi to non stop, cała jego polityczna działalność sprowadza się do rysowania styropianem po szkle.

Jedno jednak trzeba mu oddać, przez całe lata Tusk potrafił z siebie metkę PR-owego zapiewajły zmywać, chociaż PR-u dodawał do wszystkiego, co robi i jadł. Działo się tak dlatego, że nad Tuskiem rozłożono olbrzymi parasol medialny, nie tylko polskojęzyczny, ale i zbudowany z „zachodniej prasy”. Drugim niezwykle istotnym argumentem, jaki posiadł, była skuteczność w wygrywaniu z PiS. Tutaj też nie ma co się zachowywać jak nomen omen Tusk i obiektywnie warto stwierdzić, że przez prawie 8 lat ta prostacka strategia działała. Nie od dziś widomo, że zwycięskiego składu się nie rozlicza i nie zmienia, dopóki Tusk był kojarzony z symbolem zwycięstwa, miał status nietykalnego polityka, oczywiście wśród swoich. Skąd się też wziął ten tragikomiczny mit o „białym koniu, z prostego kojarzenia Tuska, jako pogromcy PiS.

Tak było, ale się skończyło i co ważniejsze nigdy do pierwotnej postaci nie wróci. Trudno w to uwierzyć, że do szpiku cyniczny i wyrachowany Tusk dał się wciągnąć w pułapkę, jednak to fakt nie hipoteza. „Prezydent Europy” najwyraźniej uwierzył w mit o własnej potędze i napędzany megalomanią nie oparł się pokusie, aby przetestować swoją polityczną moc. Jego trzy kampanijne występy w Polsce miały być wstępem do wielkiego triumfu. Wszyscy myśleli, łącznie z Jarosławem Kaczyńskim, że wynik wyborów będzie oscylował na granicy 2% w tę lub w tamtą stronę. Przy takich subtelnych różnicach Tuskowi łatwiej było podjąć ryzyko i wziąć na siebie przechylanie szali zwycięstwa. Dalej już idzie z górki, GW i TVN trąbią, że o zwycięstwie zdecydował finał kampanii z udziałem Tuska, w ten sposób mit „białego konia” się uwiarygodnia i zaczyna być największym kapitałem politycznym Tuska.

Ruch dość odważny, jak na Tuska nawet bardzo odważny, bo on, prócz politycznego trollowania, uwielbia się czaić i czekać na pewne sukcesy. Zaryzykował, być może ktoś go zmusił albo poszedł za głosem „speców” i powszechnego przekonania, na jakiej granicy będzie się toczyć walka o zwycięstwo. Dziś wiemy, że Tusk przegrał i to w bardzo konkretny sposób, odbierający wszystkie „magiczne moce”. Kosiniak-Kamysz wykrzyczał otwartym tekstem, że tajna broń zwana Donald Tusk, owszem zmobilizowała elektorat, ale był to elektorat PiS. Bardzo podobne wnioski, póki co półgębkiem, słychać w świcie „ekspertów” i „mediów”, na końcu twarde dane potwierdzają ocenę Kosiniaka-Kamysza. PiS wygrał wybory mobilizacją własnego elektoratu, który dotąd systematycznie zostawał w domach, gdy odbywały się wybory europejskie.

Strony

Źródło foto: 
28770 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

24 (liczba komentarzy)

  1. Znaczy się, że nawet świetne niemieckie proszki też tu nie pomogą? No! Panie, ale się porobiło.

  2. Dla mnie jest jasne, kto zmusił Tuska do szarżowania w Polsce. Wystarczy zadać sobie pytanie komu wiernie jak pies służy Tusk, skąd odbiera rozkazy? Tusk nie miał nic do gadania, dostał rozkaz rozpoczęcia kampanii majowej w Polsce i jedyne co mógł zrobić to stanąć na baczność, trzasnąć obcasami i zakrzyknąć: Zu befehl frau kanzlerin!

     

  3. Na szczęście zaraz ktoś po frau kanzlerin spuści wodę. Ten nurt też porwie i Tuska.

  4. Odejdzie kanzlerin, przyjdzie kanzler, a Tusk nadal będzie trzaskał obcasami w Berlinie. To jest kwestia wyboru - dla Tuska niemieckość to normalność.

    Chociaż nietórzy twierdzą, że niepojęta służalczość Tuska wobec Niemców, wręcz kundlizm, to efekt teczki osobowej agenta Stasi o pseudonimie "Oskar", której depozytariuszem po zjednoczeniu Niemiec stało się BND.

     

  5. O ile Polska byłaby teraz szczęśliwszym i bogatszym krajem, gdyby nie Tusk i jego chore ambicje. Ten człowiek kojarzy z tym, co najgorsze w polskiej polityce, a przede wszystkim z głębokimi podziałami w społeczeństwie. Powinien jak najszybciej odejść w niebyt i zostać czarnym charakterem, o którym będzie się uczyło dzieci w szkołach. Aby społeczeństwo nie zapomniało, powinniśmy ciągle przypominać jego "zasługi".

  6. Sądząc z cech charakteru jakie posiadam, jestem typowym słowianinem. Gdy trzeba walczyć - walczę. Gdy uciekamy - uciekam. Z reguły mówię prawdę. Nie odwracam kota ogonem, nie robię z igły wideł i obce mi jest napuszczanie ludzi na siebie. W związku z tym, niezmiernie dla mnie dziwne jest, że ten okropny człowiek o fizjonomii i mentalności typowego szwaba zawładnął umysłami ok. 30% Polaków. Oficjalna biografia tego typa pokazuje że jego matka dopiero w wieku 15 lat zaczęła się uczyć języka polskiego. Dziadek ze strony ojca służył w wermahcie, to też fakt. I co? Patrzcie jaki wyrósł piękny patriota. Szkoda tylko że niemiecki. Czyżbyśmy zatracili instynkty samozachowawcze? A może jesteśmy idiotami? Tertium non datur.

  7. Odpowiedź jest prosta - to się nazywa siła mediów.
    Jeśli nawet z półanalfabety Komorowskiego potrafiono wykreować nieomal mędrca to cóż dopiero z Tuskiem, który, trzeba to przyznać, jest o niebo pojętniejszy i na wydmuszkę nadaje się idealnie.
    Klucz do sukcesu Tuska to niewidzialna ręka, która za nim cały czas stała, a potem nagle z bardzo tajemniczych powodów jakoś przestała. Gdyby nie to, to do dzisiaj PeO spokojnie mogłaby dalej fałszować wybory i "rządzić". Dosyć jasno tu widać duże ruchy i deale wysoko ponad Polską.

  8. panie MK pan raczy żartować... moim zdaniem tusk ani myślał wrać do polskiej polityki...jemu dobrze jest tam gdzie jest, ściślej mówiąc siły tajemne wywindowały to bydle tam gdzie jest i teraz zażadały odeń przywrócenia Polski w/w  siłom tajemnym z personelem spolegliwym wobec sił tajemnych...a to robota niełatwa... problem w tym, że tusk nie lubi i nie lubił się przemęczać... w konću dostał prikaz to go zaczął wykonywać... no i wszyscy widzą, że robił co mógł ale te głupie ludzie otumanione propagandą PiS nie chcą zrzumieć...wtedy wicie, rozumicie... a tak sero dajcie mi spokojna posadkę gdzieś w patagonii i odpieprzcie się ode mnie... ciekawe czy tam w tej 9ch)uuujniii dadzą się na to nabrać, pewnie tak, zgrzytające zębami wyśla go gdzieś w cholerę gdzie będzie mógł spokojnie charatać w gałę i koncertowo olewać wszystko kasując jakieś tam pieniążki na waciki... więc jakiekolwiek plany herr tuska polegaja na tym aby się od niego odpieprzyć i tyle... natomiast problem poważny to ekipa pzpr w parlamencie jewropejskim...za to trzeba się zabrać i uwalić co się da...

  9. Słabo mu idzie szukanie ciepłej posadki w jakimś ciepłym kraju. Powinien poradzić się "Największego Noblisty", który zawsze ma 1000 wariantów na każdą sytuację. Ale chłopak się stara i może międzynarodówka socjalistyczna znajdzie mu jakiś "dom pogodnej starości". Może w Skolimowie, bo to dobry aktor jest...

  10. Ciekawe kto wpadł na pomysł wystawienia Millera i Cimoszewicza. To na pewno uczciwych wyborców PO, wierzę, że są tacy, skutecznie zniechęciło.

  11. Strony