Reklama

Pierwszą oznaką, że z okrętem dzieje się coś niedobrego jest ucieczka, co bardziej nerwowych członków załogi. Złośliwie mówi się o takich, że uciekają jak szczury, ale szczury to bardzo inteligentne i obdarzone wyjątkowym instynktem gryzonie. Wczorajsza ucieczka trojga posłów z okrętu PiS jest jednoznacznym sygnałem słabości partii, bo nikt nie opuszcza dobrego, żeby zamienić na gorsze. Patrząc na skład uciekinierów, trudno powiedzieć, aby to byli wybitni oficerowie, raczej majtkowie, może z wyjątkiem Girzyńskiego, który aspirował do roli bosmana. Nie ma to jednak większego znaczenia, nowe koło niczego w polityce nie zwojuje, podobnie jak partia Bielana, natomiast ważny jest stan okrętu i załogi PiS.

Kapitan Kaczyński pierwszym oficerem uczynił bankowca i marketingowca Morawieckiego, przy wszystkich cechach negatywnych Morawiecki ma jeszcze i tę, że dla niego liczy się wyłącznie trzymanie sterów, załoga i sam okręt nie są ważne. Ktoś powie, że to głupota, w końcu wszyscy stoją na tym samym pokładzie, a dziura w burcie pociągnie na dno całą załogę. Nic bardziej mylnego, Morawiecki stał na niejednym okręcie i zawsze znajdzie szalupę, aby wskoczyć na kolejny pokład. Jemu może nie jest wszystko jedno, ale za PiS i tym bardziej za Kaczyńskiego ginął nie będzie. Pozostali oficerowie, dotąd wierni kapitanowi, bo mieli nadzieję na awanse, patrzą na tę degrengoladę i coraz bardziej się buntują. Póki co u większości jest to bunt wewnętrzny, ale cześć nie wytrzymuje i okazuje sprzeciw z otartą przyłbicą, cześć schodzi z pokładu. Oczywiście tak niewielki ubytek w załodze da się jakoś tam uzupełnić, problem w tym, że nie ma co liczyć na wiernych załogantów, w grę wchodzą wyłącznie najemnicy, jak Kukiz, czy inni wyrzuceni z konkurencyjnych okrętów. Sam okręt też stracił blask, to już nie jest ten sam flagowiec PiS-u, a raczej zmęczona życiem fregata. Płynąć się tym da, ale zdobywanie nowych lądów i walka na morzu to mrzonki.

Reklama

Do tej marynistycznej metafory trzeba dodać jeszcze i to, że ani kapitan, ani pierwszy oficer nie mają pojęcia dokąd płynąć. Zeszli z ostrego kursu na prawo burtę i dryfują bez sensu wzdłuż nabrzeży. Polityczny okręt średniej wielkości, na tyle sprawny, aby nie utonąć i na tyle sfatygowany, że wypłynięcie na szerokie morza graniczy z samobójstwem. Tak się przedstawia PiS w roku 2021 i żadne zaklinanie rzeczywistości nie pomoże. Do tego stanu załogę i okręt doprowadził sam kapitan Kaczyński i jego tragiczna w skutkach nominacja Morawieckiego na pierwszego oficera. Stąd też kwestią czasu pozostaje, gdy kolejni członkowie załogi zejdą z pokładu, zwłaszcza, że od kapitana i pierwszego oficera nieustannie słyszą o w świetnym stanie okrętu i jasno obranym kursie – płyniemy środkiem polskiego morza. Komunikaty z mostka kapitańskiego tak się kłócą z rzeczywistością, że nikt, poza dopuszczanymi do kajuty kapitana, nie ma wątpliwości czym to się musi skończyć. Gdy okręt lśni, gdy surowy kapitan wie co robi i przede wszystkim, gdy pod pokładem gromadzą się kolejne łupy, załoga z pełnymi brzuszkami nie szuka lepszego życia.

Dobry czas dla PiS minął i teraz nastąpił proces gnilny, od którego nie ma odwrotu. Jedynym ratunkiem jest odcięcie gnijącej części i uratowanie zdrowej reszty z nadzieją, że się rozrośnie. Takiej woli u Kaczyńskiego i szczególnie Morawieckiego nie ma, wszelkie propozycje działań naprawczych i powrotu na właściwy kurs, są odbierane jako zdrada. I tak to sobie będzie gnić, po czym się zrobi protokół, niekoniecznie zniszczenia, ale co najmniej przejścia na parę kadencji do ław opozycyjnych. Gdyby mnie ktoś zapytał, czy to się jeszcze da uratować i jak to zrobić, odpowiedziałbym krótko – nie. Ten kapitan, ten pierwszy oficer i ta załoga nigdzie nie dopłyną, sukcesem będzie jeśli nie zatoną i tylko o to w tej chwili toczy się walka. Dwa lata temu darłbym szaty i krzyczał z bocianiego gniazda, że okręt zbliża się do skał, dziś mnie to kompletnie nie interesuje, nie moja fregata, nie moja załoga i nie mój kurs.

Reklama

16 KOMENTARZE

  1. Żoliborski Kapitan Achab prowadzi nas na mieliznę, a siebie i swoją załogę wprost do piekła. Jego Moby Dickiem jest chęć wyszczepiennej modyfikacji genetycznej całego narodu i dla tego celu jest w stanie poświęcić wszystko i wszystkich. Dlatego nie jest dziwne, ze niektórzy opuszczają tę straceńczą łajbę. Będzie ich coraz więcej.

    • Żaden Achab jego. Raczej typowy bohater znanej powieści Cervantesa. Ahab chociaż walczył z czymś prawdziwym i to z poświęceniem. Tu coś takiego nie miało miejsca a cała walka to raczej odcinanie własnych nóg, rąk, pozbycie się oczu, przytępiały słuch i operacja na mózgu (brak klepek – napisałem wcześniej) , a wszystko celem uwiarygodnienia swojej rzekomej legendarne walki celem jakiegoś mitycznego zbawienia.
      Gospodarz sugeruje że partyjka jest jakąś styraną fregatą, tyle że Gospodarz wciąż gdzieś tam kultywuje mit o jakieś tam lokalnej wielkości kiedyś. Nic takiego się nie zdarzyło. Owszem było “kłamstwo i podstęp”, lecz skierowane zupełnie niezgodnie z narrację.
      To nigdy nie była fregata. To jest, nigdy nie uzbrojona i nie użyta bojowo, nawet nie wprowadzona do służby, rdzewiejąca kanonierka, rozbita o wybrzeże zatoki Bengalskiej, w cieniu pordzewiałych wielkich którzy przeminęli. Kanonierka skrzypiąca rdzą konfabulacje do martwych sąsiadów, czekająca aż ktoś litościwie i ją rozbierze po kawałku, a jej przetopione szczątki odrodzą się chociaż jako cześć pokrywy na jakiejś rzecznej barce. Do tego czasu jakieś dzieciaki na jej pokładzie wygrywają w wyobraźni wielkie bitwy z potężnymi przeciwnikami.

  2. Mnie bardziej pasuje porównanie lotnicze. Piloci zabarykadowali się w kokpicie i prowadzą samolot lotem nurkowym na ziemię. Pierwszy pilot to mumia z doklejonymi pagonami, więc się nie liczy. Drugi pilot plandemiusz ma przezornie przygotowany spadochron ale reszta wie że nie ma jak uciec. Dlatego grzecznie siedzą na miejscach słuchając opowieści pilota o bezpiecznym lądowaniu na Karaibach.

  3. Dodałbym mała korektę do tej metafory. Nie żaden statek taki czy inny ale tratwa przymocowana do większego okrętu. Sama się nie poruszy chyba że dryfem a popłynie tam gdzie jednostka do której jest zaczepiona. Czy to zasługa Kaczyńskiego – nie wiem. W każdym razie Morawiecki zadba o to żeby łajbą żadnego własnego napędu nie miała. Dlaczego tak uważam? Kaczyński straszył przymusowymi szczepieniami bo bez tego nowy lad się nie uda… Pierwsze skojarzenie brak szczepień – 4 fala – nowy lockdown zamiast rozwoju. Ale mnie przemknęła przez baniak inna myśl. Jeżeli założymy ze szczepienia nie są po to żeby zwalczyć wirusa bo przecież szczepisz się żeby móc na wakacje pojechać itp. To dlaczego mały odsetek zaszczepionych miałby cokolwiek w polityce zatrzymywac? Może jeżeli do jesieni procent zaszczepionych będzie za niski 4 fala przyjdzie? Ale nie sama z siebie tylko zostanie nam z zewnątrz odpalona? Przyjdzie prikaz względnie befehl i trza znowu będzie kraj zamykać…

  4. Kiedy mowa o ewentualnym ratowaniu PiS przez odcięcie gnijącej części od zdrowej reszty i jednym tchem idzie zarzut, że nie ma takiej woli w tandemie Kaczyński-Morawiecki, to nie trzyma się kupy. No, bo gdzie jest źródło zepsucia? To właśnie środowisko prezesa jest najmarniejszą częścią całego ugrupowania. Mniejsza o powody, czy to przez niedostatki intelektualne czy przez zaprzaństwo, ta frakcja jest faktycznie wyobcowana z życia narodowego.

    PiS faktycznie nie zatonie. Powiem więcej, on się namnoży i będzie funkcjonować kilka PiSów konkurujących o miano tego prawdziwego. Ludzie w terenie to nie Nowogrodzka. Oni mają swoje związki ze społecznościami, leglane i nielegalne interesy, a niektórzy nawet mają własne poglądy polityczne. Do nich już dociera, że Kaczyński jest kamieniem u szyi całej partii, a dla wielu z nich stanowi życiowe zagrożenie. Po serii politycznych ucieczek nastąpi pałacowy przewrót. Jeśli coś w PiS będzie odecięte, to głowa.

    Położenie władzy w Polsce stało się tego rodzaju, że powoli wszyscy mają jej dość i przestają ją kojarzyć z państwem polskim, ze swoim państwem. Obserwujemy pokraczne ruchy amatorów władzy i śmiejemy się za każdym razem, kiedy debilom ktoś wykarze ich nieudolność. Nawet, jeśli koszty tego tak naprawdę poniesiemy my. Schyłkowy PRL II. Z zastrzeżenim, że komuniści choć wyrządzili wiele zła, jednaknie zdewastowali kraju i nie rozwalili społeczeństwa tak, jak pisiory.

    • Pełna zgoda, z małą uwagą natury semantycznej, ale i porządkującej fakty. “Komuniści” jednak zdewastowali kraj, choć ująłem “komuniści” w cudzysłów, bo to nie jest właściwe słowo, tak jak nie jest właściwym, że drugą światową rozpętali jacyś “naziści” (w tym drugim mówienie “Niemcy” też jest ucieczką przed bardziej precyzyjnym określeniem).
      Za dewastację odpowiadają, używając określenia roboczego, agnostycy z pejsami. Samo użycie PRL wobec obecnego stanu państwowości też jest powielaniem narracji tych ostatnich jeśli chodzi o stan PRL, choć jest i w tym co napisałeś ziarno prawdy, no, wiele ziaren :-). PRL to kilka okresów. Za tzw rządów wyżej wymienionych faktycznie było podobnie jak obecnie (no dobra – gorzej ale też nie było ekshibicjonizmu sieciowego i informacje pozyskiwano… bardziej mechanicznie z użyciem siły na granicy zniszczenia nośnika), acz były okresy kiedy jednak element rodzimy prowadził interesy i zaczynało być, i często było normalnie, spokojnie oraz produktywnie. Atak frontalny w nowej formule ( w odróżnieniu od formuły drugiej światowej) z udziałem agnostyków obu stron nastąpił, wtedy gdy państwowość nabierała rumieńców i tężyzny. No ale to jest historia na inny czas, inne miejsce, jako legendy przy ognisku czy grilu (o sorry, teraz ognisko i grill jest passe, bo ten tego… “walka o klimat” – to nie jest żart!), o ile w ogóle, bo gro rzeczy z tamtych czasów i o tamtych czasach, zapewne nadal jest niejawne z kategorii tych ściślejszych, nawet jeśli “Franz z kolegami” akta spalili :-D. No na pewno nie na publiczne i oficjalne tzw internety oraz daleko od kabli i prądu w ogóle.

    • … w kategoriach lokalnych wystarczy czy po kądzieli czy politycznie oraz z drabinką zawodów i stołków przodków. Tyko proszę bez narracji że się dziedziczy zdolności medyczne czy prawnicze “po ojcach” bo to bzdury agnostyków z pejsami. Dziedziczność tak nie działa.

  5. @pro100 – To jest bardzo dobry pomysł ale na pewno nie przejdzie ze względu na dyskryminację wyżej wymienionych grup. Co innego, jeśli jest się białym, heteroseksualnym mężczyzną, wtedy można takiemu na głowę narobić i to się będzie nazywało “uprzywilejowaniem białych”. Od 30-stu lat (z przerwami) mieszkam w kanadyjskiej prowincji Ontario. Kiedy pierwszy raz neo-komuniści zdobyli tu władzę na początku lat 90-tych, wtedy już “wyrównywali” zaległości. Pierwszeństwo do zdobycia prac rządowych miały wszystkie mniejszości, a ponieważ aplikacja była trochę nieprecyzyjna, zaznaczyłem, że należę do mniejszości i zostałem zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną. Rozmowę przeprowadzało 5-cio osobowe gremium, wszyscy kolorowi, jedna z kobiet może była biała ale trudno było powiedzieć. Na powitanie słyszę jak donośnym “szeptem” jedna do drugiej mówi “ale przecież on jest biały”… Zadano mi mnóstwo pytań z czego żadne praktycznie nie wiązało się z obowiązkami wyszczególnionymi w opisie pozycji na którą aplikowałem i stwierdzono, że nie odpowiadam kryteriom, chyba, że jestem homo-niewiadomo. Po takim stwierdzeniu, niezbyt grzecznie się pożegnałem, oczywiście pracy nie dostałem, chociaż spełniałem wszystkie kryteria merytoryczne…

  6. A tymczasem na foncie “przemysłu davidowego” (za Otoka Frąckiewicz – niezłe ostatnie “pitu”) trwa batalia z udziałem echspertów (np. przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Wakcynologii – żaden tam konflikt interesów…) po zamotaniu się “#szczepimysię” w dyskusji o danych opublikowanych przez Public Health England. Takiej gimnastyki celem utrzymania legendy wynikającej z konfabulacji będzie coraz więcej, zwłaszcza w obliczy zdarzenia potwierdzenia przez oficjalny władzeński propagandator faktu, że śmiertelność wśród zaczepionych a zachorzałych, jest coś tak sześć razy większa niż zachorzałych niezaszczepionych. Gdyby nie chodziło o śmierć to można by powiedzieć że komedia.