Reklama

Nie brałem się za ten ważny temat, przynajmniej ważny dla wielu osób, którym „pandemia” wywróciła życie do góry nogami, bo po pierwsze nie miałem czasu, po drugie kompletnie nie znam realiów australijskich i po trzecie informacje w Internecie to generalnie śmietnik. W polskiej „sieci” można spotkać albo oficjalne komunikaty w stylu TVN albo niszowe portale ze 150 wersją NWO. Wygospodarowałem trochę godzin, by zajrzeć tam i tu, odczytałem informacje jakie do mnie spłynęły na skrzynkę pocztową i trochę jestem mądrzejszy. Trochę to jednak za mało, aby stawiać rozstrzygające tezy, dlatego proszę ten felieton traktować jako zbiór przemyśleń i wniosków, które podpowiada znajomość życia i polityki.

Zacznijmy od podstaw. Kto wie, jaki kraj pierwszy ogłosił, że wygrał z „pandemią”? Nie, nie była to Australia, ale Nowa Zelandia, gdzie „pandemia” wróciła, ponieważ odkryto jeden przypadek zakażenia. Na drugim miejscu znalazła się właśnie Australia, tamtejszy rząd ogłosił zwycięstwo w kwietniu 2021 roku i proszę sobie wyobrazić, że uczynił to przy kliku, bodaj 5% „wyszczepieniu”. I teraz uwaga, będzie „koincydencja czasowa”! Mniej więcej w tym samym czasie, w Australii wybucha gigantyczna i wyjątkowo obrzydliwa seksafera. Australijscy deputowani razem z obsługą urządzali orgie w parlamentarnej kaplicy i pokojach poselskich z udziałem prostytutek. Nagrania z tych imprez ujawnił zwolniony urzędnik. Uczestnicy orgii czuli się tak pewnie, że sami przesyłali sfilmowane orgie na specjalnie utworzony kanał internetowy. Jak bardzo jest idiotyczne zachowanie, można spytać Dworczyka, chociaż ten „tylko” dokumenty państwowe posyłał przez prywatną skrzynkę pocztową. Gdy skandal rozlał się po Australii i świecie, premier Scott Morrison w dramatycznym wystąpieniu oświadczył, że jest głęboko zszokowany i charakterystyczny dla polityków sposób złożył deklarację: „Musimy zaprowadzić porządek. Odłóżmy na bok politykę i raz na zawsze załatwmy problem”. Rzecz w tym, że to nie pierwsza taka afera, w lutym 2021 roku była urzędniczka rządu Wielkiej Brytanii opowiedziała, jak w czasie wizyty służbowej w Australii została zgwałcona w tamtejszym ministerstwie obrony.

Reklama

Zamordyzm sanitarny pojawił się w Australii nie w sierpniu, ale już pod koniec czerwca i na pierwszy ogień poszło Sydney, miasto o bardzo niskim wskaźniku „wyszczepienia”, ale też z minimalnym wskaźnikiem zakażeń. Słowem, gdy Australia wprowadzała lockdown nie działo się zupełnie nic nowego, poza „zbliżającym się wariantem Delta”, co wykorzystano do rozpętania histerii. Od lipca w Australii i na świecie temat afery seksualnej praktycznie znikł, a przypomnę, że mówimy o orgiach na najwyższych urzędach. Tematem numer jeden stała się oczywiście „pandemia” doprowadzona do stanu bardzo głębokiej paranoi, bo trzeba wiedzieć, że to w Australii rozstrzelano psy zakażone „kowidem”. W kilka tygodni wskaźnik „szczepień” podskoczył z 5% do 15%, ale jeśli ktoś myśli, że to jest rozwiązanie zagadki, to może się grubo pomylić. Władze Australii twierdzą, że wirus zostanie na zawsze i nawet 80% „wyszczepienia” nie pomoże. Coś to nam przypomina? Mało tego, „wyszczepieni” nie mają żadnych przywilejów, jeśli nie liczyć groteski, która pozwala spotkać się 5 „zaszczepionym”, a niezaszczepieni mogą się „gromadzić” wyłącznie do 2 osób.

Niektórzy twierdzą, że Australia to poligon doświadczalny i tamtejsze rozwiązania mają być implementowane na cały świat, w efekcie wszyscy będziemy mieli punktowy system kontroli obywatela, jak w Chinach. Beznadziejnie słaba to teza, bo po co komu testowanie na 25–milionowym kraju, gdy 1,3 miliarda jest już wdrożone. O co zatem chodzi z Australią. Nie wiem, natomiast sekwencja zdarzeń i zachowania polityków w jakąś całość się układają. Najpierw ważny w układance globalnej kraj o statusie kontynentu, z pięcioprocentowym „wszczepieniem” kpi z „pandemii” ogłaszając jej koniec i to w chwili, gdy koncerny walczą o sprzedaż miliardów „szczepionek”. Potem wybucha potężna seksafera, za nią idzie lockdown bez najmniejszych podstaw w zakażeniach, na końcu politycy mówią o „wyszczepieniu” 80% populacji, co i tak nie zniesie „pandemii”.

Ciekawe i oddające skalę desperacji polityków australijskich jest to, że Australijczycy nie mając żadnych tradycji w obszarze walk ulicznych, mimo wszystko na ulice wyszli i nawet doszło do strać z policją. Z drugiej strony tylko 7% te formy protestu popiera. Warto też pamiętać, że Australia to specyficzny kraj, odizolowany od reszty świata, ze swoimi kulturowymi fobiami, między innymi na tle endemicznej fauny i flory oraz egzotycznych chorób. Być może chodzi tutaj o niezwykle skomplikowane operacje i światowy poligon, być może i jak zwykle przyczyny są prozaiczne. Lewacki rząd, uwarunkowania kulturowe, no i jeszcze katalizator związany z seksaferą. Jeśli nie wszystkie taśmy zostały ujawnione, to producenci „szczepionek” i pozostali gracze trzymają rząd za twarz i nie tylko. W takim imadle mają prostą robotę do wykonania, z pełną gwarancją osiągnięcia zamierzonych celów.

Reklama

16 KOMENTARZE

  1. Jedną z hipotez tłumaczących australijskie szaleństwo jest ta, że w nowym podziale świata obszar Oceanii ma przypaść Chinom jako kolonia lub strefa wpływu. Dlatego teraz pod pozorem walki z covidem trwa tresura ludności, by nowy “nabywca” nie miał później kłopotu z nabytkiem.

    Mało kto sobie zadaje sprawę z gospodarczego uzależnienia Australii od Chin. Ten zadłużony u Chińczyków kraj już jest dla nich olbrzymią bazą surowcową. A może być jeszcze większą, jak ruszą masowe poszukiwania geologiczne.

  2. Informacja o australijskiej seksaferze rzeczywiście jest ciekawa i stawia australijski covido – obłęd w nowym świetle. Warto bowiem pamiętać, że inny covido -obłędny kraj – Izrael – też ma w tle swoich lockdownów i szczepień duża aferę łapowniczą Netanjahu. Ale unikał bym zbyt krańcowych wniosków odnośnie “przykrywania” lockdownem australijskiej seks-afery. Zapewne jest to jakaś motywacja, ale chyba nie jedyna, może nawet nie najważniejsza. Zwłaszcza, jeśli uwzględnić Nową Zelandię, która jest jeszcze bardziej covido – obłędna. Niestety nic na razie nie wiemy, czy i jakie inne afery miałybybyć “przykrywane” covidem w Nowej Zelandii. Zaś analogie z sąsiednią Australią same rzucają się w oczy.
    Miałem w Australii dobrego przyjaciela (Polak, uciekł do Australii w 1981r). Niestety chyba już nie żyje, bo od kilku lat straciliśmy kontakt, a był poważnie chory. Kiedy w lata 90-tych przyjechał do Polski i rozmawiałem z Nim o Australii, powiedział mi wtedy, że Australijczycy – jak na polskie standardy – są bardzo prości, przesadnie “poczciwi”, wręcz głupi. To nic dziwnego, bo Australia jest mocno odizolowana od świata, a przecież “biali” Australijczycy to są głównie potomkowie ciężkich angielskich przestępców. Za czasów wiktoriańskich (i później też) Australia była dla Anglii tym samym, czym dla rosyjskich carów była Syberia – miejscem zsyłki ludzi skazanych za ciężkie przestępstwa. Trudno zatem oczekiwać “en masse” od Australijczyków wysokich standardów wolności osobistej oraz aktywności społecznej. Do tego dochodzi charakterystyczne dla tego rodzaju społeczeństw zaufanie i lęk przed władzą. Dlatego w Australii możliwe było uruchomienie tak skrajnego obłędu covidowego. To są oczywiście moje “prywatne” hipotezy, które dość dobrze korelują z informacjami podanymi przez Pana Piotra. Trzeba jednak uważnie obserwować rozwój wydarzeń na antypodach, ponieważ dla wielu różnorakich demiurgów NWO także może to być jakiś wzorzec dla ich strategii i zachowań.
    Obserwując rozwój wydarzeń wokół rzekomej “pandemii” nasuwają mi się obecnie co najmniej dwie refleksje:
    = można już z dużym prawdopodobieństwem uznać, że nie udała się nowa nowa technologia szczepień – czyli (w uproszczeniu) wszczepianie ludziom kodów DNA generujących białko imitujące wirusa, zamiast dotychczasowego wszczepiania osłabionego patogenu generującego naturalną odporność. Widać, że ta nowa technologia nie tylko nie działa jako ochrona przez zakażeniem, ale wręcz w sposób znaczący zmniejsza odporność zaszczepionego na zachorowania. Dla mnie osobiście to nie jest zaskoczenie. Po raz kolejny okazało się, że ludzie (genetycy) którzy uznali, że uzyskali już moce boskie (manipulowanie kodami życia), jedynie mocno rozśmieszyli tym Pana Boga. To nie pierwszy taki przypadek. Wcześniej podobnie skończyły się próby genetycznego ingerowania w cechy płodu ludzkiego. Dla mnie jest tylko ciekawe, czy- i kiedy nauka wreszcie zauważy i przyzna otwarcie, że ta supernowoczesna technologia szczepień po prostu jest pomyłką i błędem. No, i powstaje problem: co z zaszczepionymi, jaki to będzie miało wpływ na ich dalsze życie?
    = druga moja refleksja to (wspominany już tutaj kilka razy wcześniej) wpływ masowego obiegu informacji na odbiór i ocenę rzeczywistości. Australia jest ciekawym przykładem. Gdyby nie Pan Piotr, zapewne nie dowiedzielibyśmy się o takich ważnych aspektach australijskiego covido – obłędu, jak owa gigantyczna seksafera. A przecież ma to kapitalne znaczenie dla ogólnej oceny wydarzeń. Podobnie jest z reakcjami ludzi w innych częściach świata. Niewiele wiemy, jak rozwija się sytuacja we Francji, jak na obłęd Macrona naprawdę reagują tam ludzie, czy- i jak jest to wszystko egzekwowane praktycznie. Podobnie, jak w Grecji, Portugalii, czy innych miejscach w których wprowadza się niesławne “paszporty covidowe”. Jeśli ktoś nie ma znajomych w innych częściach świata, to niewiele realiów może się dowiedzieć z oficjalnego obiegu informacji. To coraz dobitniej pokazuje, jakimi staliśmy się niewolnikami oficjalnego obiegu informacji w cywilizacji cyfrowej. Jak bardzo jesteśmy od niego uzależnieni poznawczo i jak silnie kształtuje on nasze poglądy i opinie – często niezależnie od prawdy i realiów. Jaki gigantyczne narzędzie wpływu uzyskali faktyczni dysponenci masowych środków przekazu. Myślę, że trzeba o tym mówić stale i bardzo głośno. Bo to jest obecnie jedno z największych zagrożeń dla naszej osobistej wolności.

  3. Obłęd w krajach byłego Imperium Brytyjskiego: Kanada, Australia, Nowa Zelandia nie jest przypadkiem czy zbiegiem okoliczności.
    To wynik zaimplementowania w nich systemu edukacji (kilka dekad temu) ukierunkowanej na stworzenie nowego człowieka, człowieka “poprawnego politycznie”. To się udało, to było widać, słychać i czuć już dawno temu. Nasilenie indoktrynacji ideologicznej było trudne do zniesienia.

    Teraz mamy efekt. Stopień wyprania mózgów ludziom w tych krajach jest przerażający. To są poligony, jeśli nie powstrzymamy bestii, tak będzie i u nas – skrajny zamordyzm.

    • @ JAN_VAN
      Mieszkam w Kanadzie od wielu lat i obserwuję postępującą degrengoladę tutejszego społeczeństwa. Obłęd “plandemii” tylko to uwypuklił, ludzie tutaj są po prostu skundleni. Mało kto się wysila na samodzielne myślenie, większość wykonuje najbardziej idiotyczne polecenia, bo “rząd wie lepiej”. Debilizm większości obecnych mieszkańców Kanady jest porażający, ostatni przebój to gostek wyjeżdżający z McSyfa, sam w samochodzie, namordnik na twarzy, ale namordnik odciąga, żeby ugryźć kawałek śmieciowego żarła i zaraz po ugryzieniu, namordnik wraca na miejsce. McSyf jest przeżuwany pod namordnikiem – i o to właśnie chodzi. W społeczeństwach zachodnich, nie ma tradycji walki i oporu przed rządem, który “wie lepiej”. W Polsce jest jeszcze szansa, bo Polacy mają opór we krwi. Oprócz oczywiście, tych polskojęzycznych potomków sołdatów wwiezionych na ruskich tankach, tym nic już nie pomoże…

        • @gracz
          Publicznie możemy mniej wulgarnie, prawda? 🙂
          Zabrzmi to cokolwiek egocentrycznie, ale w państwie zamieszkanym przez Polaków jest zawsze więcej szans na normalność. To jest kwestia tego kim byliśmy i jesteśmy, jakie mieliśmy i mamy doświadczenia, ile narracji się forsuje, a ile mamy z ust do ust z dziada pradziada, ile lewych kwitów i fotek jest w archiwach, a ile prawdziwych pod domach rody trzymają. Mnóstwo spraw i nie da się powiedzieć tak prosto dlaczego. Owszem mamy jakieś takie na granicy śmieszności (ilościowo i jakościowo) jednostki które nam tu siwcują, szukają reptilian, spisku centralnie zarządzanego, lucyferan, masonów, żydów, cyklistów – lista nigdy się nie kończy. Mamy takich co wierzą w szyldy, w partie, w wodzów, w demokracje, w “prawo”, w “lewo”, w szkolną wersję historii, w bredzenie o ekonomii, finansach, pieniądzach. NO mamy to wszystko. Jednak jeśli chodzi o cierpliwość, przetrwanie i opór to niewiele kultur może się wykazać tym co My.
          Czy pasożyty będą chciały podążać za ideą niewolniczą? Z olbrzymim prawdopodobieństwem – TAK. Czy niemal biernie pozwolimy im na wiele jednocześnie nic sobie z tego nie robiąc gdy nie patrzą albo zwyczajnie ich ignorując? Zapewne. Czy w “umiłowaniu” spokoju nie kiwniemy palcem gdy dla Mamona ofiary kolejne będą składać? Bardzo możliwe.
          Jednocześnie jest taki próg i coś takiego wewnątrz, jakaś samoorganizacja, że w tzw godzinie próby nikt nie chce mieć Nas przeciwko sobie. Nikt nie chce być naszym wrogiem, czy to zewnętrznym czy wewnętrznym. Tylko głupcy. Ideologiczni kretyni i debile funkcjonalni.
          Mniejsza.
          Zgrubnie wiadomo jak wyglądają projekty, te główne i te podoczne, tak jak wiadomo w którą stronę się to poturla. Znaczy My wiemy, a reszta to sobie wierzy w co tam chce wierzyć. Trochę szkoda że państwowość opiera się na wierze no ale cóż zrobić, skoro szacując zgrubnie, nikt z Nas nie wierzy w konstrukt zwany władzą i się do nie go nie pcha. Wypychamy tam jedynie tych “nieużytecznych” ujmując to w języku potłuczonej gawiedzi, a w moim, odprowadzamy ich na klif i mówimy że “luzowanie się” jest fajne.

          • Masz rację, mniej wulgarnie to lepiej.:)))). To se kurwa poczytaj…!!!! .Mam we w dupie i sram i szczam na królów, królowych, prezydentów, premierów, papieży i całej tej sk urwiałej sprzedajnej swołoczy, która udaje Jelity. Jebanych skurwysynów z tyt.prof. itd. CDN…. .Pozdrawiam.

        • @ jaber
          Obostrzenia w Albercie zostały zniesione ale z tego co wiem, to oficjalne stanowisko było, że zakażeń mniej, nie słyszałem o kwestii braków dowodu na istnienie wirusa.
          Ale to nie znaczy, że ten argument nie został użyty, w tej chwili jest taki zamęt informacyjny, że trudno nadążyć. Do tej pory, w Albercie, w maskach chodzili tylko ci którzy chcieli. Niestety, była potężna nagonka na premiera Alberty bo w innych prowincjach jest generalnie zamordyzm i kole ich w oko to, że w Albercie jest inaczej. Teraz wymyślają jakieś nowe mutacje i narracja jest taka, że to właśnie Alberta i Kolumbia Brytyjska napędza zakażenia. W Kolumbii Brytyjskiej, premierem jest lewak i już się poddał. W Albercie, premierem jest konserwatysta i generalnie, tam jest najwięcej ludzi opierających się wszelkim nakazom, ale niestety, właśnie ogłoszono, że maski wracają, jak również inne upierdliwości. Nie wygląda to dobrze, wszyscy czekają na wyniki wyborów federalnych. Jeśli wygra obecny premier, Justin Castro (dla niepoznaki zwanym Trudeau), lewak i głupek to jesteśmy ugotowani. W przypadku wygranej konserwatystów, proces gotowania może się opóźnić ale obawiam się, że “plandemia” będzie kontynuowana. Proszę zauważyć, że cały ten cyrk pandemiczny odbywa się głównie w bogatych krajach tzw. zachodu i globaliści tak łatwo nie odpuszczą.
          https://www.alberta.ca/covid-19-public-health-actions.aspx

  4. Trudno się oprzeć wrażeniu ze wiele rządów i przywódców uratowało swoje dupska dzięki wirusowi. Inna rzecz że niezaleznie od tego jak spiskowe jest podłoże akcji wirus to dla praktycznie wszystkich rządów wygodne narzędzie. Zmora obecnych demokracji jakkolwiek ułomne by były jest w sumie duży wpływ społeczeństwa. zawsze można wyjść na ulicę narobić szumu… Władzy takie atrakcje nie są potrzebne. Rozgrywanie wirusa zneutralizowało tę część aktywności społecznej. Na ile jest to próba wprowadzenia nowego porządku a na ile lokalne ustawki pod zapotrzebowanie upadającej władzy? Być może zbliża się po prostu krach finansowy i elity doszły do wniosku że upadek banku już nie przejdzie więc wymyślono wirusa… Jeszcze przed srandemia ekonomiczne pisma i portale przeiwidaly rychły krach we Włoszech i Hiszpanii. Te kraje miały pójść śladem Grecji. Wirus genialnie przykrył te problemy. Teraz nawet jak jakies kraje UE zbankrutują powie się że nie wytrzymały kosztów walki z wirusem i ogłosi się kolejna ściepe. Tusk dołożył się do długu greckiego, Morawiecki nie będzie przecież gorszy.

  5. Autor ma chyba jakieś zaćmienie umysłu:
    “Beznadziejnie słaba to teza, bo po co komu testowanie na 25–milionowym kraju, gdy 1,3 miliarda jest już wdrożone.”

    Zamordyzm testowany będzie/?jest pod względem tego, jak daleko mogą się posunąć, a nie że nie wiedzą, jak uprawiać surveillance.
    Doświadczenie chińskie nijak ma się do Zachodu.

  6. Profesjonalna hodowla głupców – Cz.I Instrukcja krok po kroku.

    Jak doszło do zidiocenia, sorry zlewaczenia Stanów Zjednoczonych, czyli Hodowla Głupców.
    Posłużę się opisem osoby ukrywającej się pod pseudonimem Xavier Messing. Tekst pochodzi z jego byłej strony na Facebooku. Opisany cały mechanizm nazwany przez niego Hodowlą Głupców. Polecam również jego książkę “46 sekund”

    HODOWLA GŁUPCÓW
    Demoralizacja to element pierwszy z wielu innych wchodzących w skład procesu psychologicznej dywersji. Proces ten charakteryzuje się niejawnymi i przez to trudno uchwytnymi dla interpretacji działaniami ofensywnymi jednego państwa (agresora), prowadzonymi wobec innego państwa (ofiary). Ofensywne działania dywersyjne o charakterze psychologicznym są w kompetencjach instytucji wywiadowczych (cywilnych oraz wojskowych).

    Celem operacyjnym elementu demoralizacji jest doprowadzenie do rozkładu moralnego, podważenie narodowej tożsamości oraz rozbicie ideologicznej spójności zaatakowanego narodu. Najskuteczniej jest to osiągnąć przez mentalny werbunek w skali makrospołecznej. Celem strategicznym procesu jest przejęcie kontroli nad danym państwem poprzez przejęcie kontroli nad jego zbiorową świadomością, a następnie zarządzanie nią. W terminologii zawodowej proces ten określa się strategicznym zarządzaniem percepcją.

    Grupą docelową ofensywnych działań dywersyjnych o charakterze demoralizującym są zazwyczaj młode pokolenia i to przede wszystkim wobec nich prowadzona jest niejawna aktywność. Wykorzystuje się to, że ich krytycyzm oraz światopogląd jest dopiero w fazie kształtowania, a podatność na oddziaływanie przy pomocy zewnętrznych bodźców emocjonalnych osiąga wartość najwyższą. Umiejętne zdeformowanie sposobu myślenia młodych pokoleń jest najcenniejszą inwestycją operacyjną jaką może przeprowadzić obcy wywiad w ramach psychologicznej dywersji – to od tych właśnie młodych pokoleń, za jakiś czas zależeć będą główne wektory ideologiczne i polityczne zaatakowanego państwa.

    Więcej na http://nie-wierze-nikomu.pl/index.php/najlepsze/6-profesjonalna-hodowla-lemingow-instrukcja-krok-po-kroku

  7. Profesjonalna hodowla głupców – Cz.II ANTIDOTUM

    “Zdolność do myślenia krytycznego to podstawa samostanowienia. Społeczeństwo złożone z osób wyposażonych w takie kompetencje jest szczególnie trudno podatne na dehermetyzację. Współczynnik spójności tak sformatowanej zbiorowości jest zazwyczaj bardzo wysoki, co bezpośrednio przekłada się na egzystencjalną perspektywę.

    MYŚLĘ, WIĘC NIE WIEM

    Człowiek wyposażony w kompetencje krytycznego myślenia – z reguły „nie wie”. Nieustannie wątpi, a proces rozwiewania kolejnej wątpliwości przybliża go do znalezienia odpowiedzi na nurtujące kwestie. Do wiedzy dociera intencjonalnie oraz samodzielnie, świadomie kontrolując informacyjny proces. Z punktu widzenia zależności hierarchicznej „podmiot – przedmiot” człowiek taki pełni rolę podmiotu, a pozyskiwana przez niego wiedza jest uzupełniającym przedmiotem.

    Dominującym czynnikiem filtrującym pozyskiwaną wiedzę oraz informacje jest czynnik racjonalny, czynnik emocjonalny natomiast jest ograniczony do minimum. Młode osoby wyposażone w takie kompetencje stanowią naturalną bazę dla formowania przyszłych elit strategicznych, czyli najważniejszej osłony intelektualnej narodu oraz państwa.

    http://nie-wierze-nikomu.pl/index.php/12-wiedza-o-spoleczenstwie/7-jak-doszlo-do-zidiocenia-usa-cz-2-antidotum