murzyńskość



share

Jest jedna dziedzina, na której kompletnie się nie znam, pomimo tego, że znam się na wszystkim – to moda. Nie trawię zjawiska na żadnym poziomie, od wybiegów, po zimowe przeceny jesiennych kolekcji w hipermarketach. Blichtr, próżność, patologia, słowem dno moralne i intelektualne. Oczywiście jakichś tam aspektów większej całości można i da się bronić, ale nie zamierzam się tej ciężkiej roboty podejmować. W związku z tym, że na modzie się nie znam, tytuł „Vogue” mówi mi tyle, co McDonald’s. Wiem, że coś takiego istnieje i jest sławne na całym świecie, tylko strawić się tego nie da.



Wieczna wojna jakości z tandetą i szmiry ze sztuką jest pacyfikowana, jakże głupio używaną sentencją łacińską: „o gustach się nie dyskutuje”. Trzeba zacząć od tego, że owe słowa zostały wypowiedziane w czasie, gdy coś takiego jak bezguście praktycznie nie istniało. Nie licząc „dzieł” Nerona, w starożytnym Rzymie do sztuki, kultury, podobnie, jaki i nauki, nie byli dopuszczani analfabeci. Filozofowie, poeci, malarze prezentowali najwyższy poziom, reszta to rzemieślnicy, którzy z powodzeniem ośmieszyliby współczesnych „artystów”. Kontekst i odniesienie tej słynnej sentencji są jednoznacznie pozytywne, poeta miał na myśli tyle, że nie dyskutuje się o tym, czy Seneka, czy Cyceron jest bardziej „cool”.