Reklama

miasto wykrecilo sie na lewa strone
ulice wyblakły z ludzi
podeszwy aut suną po asfaltach szeptem

kąty i konta wysprzątaliśmy do czysta
i siedzimy w otwartej przez całą dobę pralni

miasto wykrecilo sie na lewa strone
ulice wyblakły z ludzi
podeszwy aut suną po asfaltach szeptem

kąty i konta wysprzątaliśmy do czysta
i siedzimy w otwartej przez całą dobę pralni
gdzie rząd spracowanych krzeseł nie rości pretensji
do panowania

w klepsydrach przesypują się granulki ariel

po dziesiątej z nieobecnego słońca
za pół ceny
wywabiamy plamy

pralka na żeton jak automat gier
rien ne va plus
rien –
to tylko program o krótkich przerwach
na reklamę

czekamy osobno Czytamy tę samą książkę
przewracamy sztywno wykrochmalone strony
w usypiającej rotacji bębna plus hydrauliczny soundtrack
patrzymy przez delikatne i kolorowe tkaniny słów

zmieszani uciekamy wzrokiem w bok Sny
i skarpetki krążą zaplątane w pościel Może
jak zwykle praktyczni wrzuciliśmy wszystko
do tej samej pralki Przez nieuwagę zamieniamy kosze

i niezręcznie rozdzieramy karton

dziwna z nas para – w pidzamach w drobne chmurki
i wszystko posypuje proszek

biało

gdy dwa wszechświaty kurcza się do rozmiaru
niemowlęcej koszulki

Reklama

5 KOMENTARZE