Reklama

***

– To znane zjawisko – powiedział Waldek – Zaobserwowane w Alpach. Widmo ………[*1].

***


***

– To znane zjawisko – powiedział Waldek – Zaobserwowane w Alpach. Widmo ………[*1].

***

Późne lata siedemdziesiąte. W Bieszczadach szalał „terror” pułkownika D[*2]. Spalono chatki moich znajomych hippisów, zbieraczy jagód i kontestatorów pobudowane niedaleko schroniska. Płonął żywym ogniem szałas Wieśka[*3], który pomagałem budować a wiechę opijałem. Płonęła chatka ludowego rzeźbiarza Zdzicha R[*4]. Spłonęły domy Prezesa [*5] i paru innych mieszkańców. Emisariusze pułkownika dotarli również pewnego roki do schroniska i kazali się nam wynosić, grozili spaleniem. Byłem tego świadkiem.

Kwitł biznes polowań dla cudzoziemców. Myśliwi spoza obozu warszawskiego płacili twardą walutą , której upadający,zadłużony na Zachodzie system potrzebował. Dlatego pułkownik i nadleśnictwa próbowaly wyludnić pewne dogodne z łowieckiego punktu widzenia tereny. W Mucznem (zwanym wtedy Kazimierzowem) powstał hotel i bungalowy dla dewizowych myśliwych. Bywał tam też premier, inni oficjele i ich goście. Krążyły legendy o luksusie tego miejsca, których nie można było w żaden sposób zweryfikować, gdyż miejsce było niedostępne.

Przy schronisku potrafił wylądować śmigłowiec z dyrektorem wielkiego zjednoczenia[*6], chcącym odwiedzić marnotrawną córeczkę, która miała kaprys mieszkać z dala od wszelkich luksusów z jakimś dzikusem, w biedzie, brudzie i kontestując cywilizację. Tego też byłem świadkiem.

Nie całe Bieszczedy były dostępne dla zwykłego turysty i obywatela. Istniały enklawy otoczone parkiem narodowym, granicami państwa, obszarami rezerwatów ścisłych, pilnowane przez leśnych strażników, WOP, i podwładnych pułkownika D. Jedną z takich enklaw był skrajny, wschodnio-południowy rąbek Rzeczypospolitej za ostatnimi dostępnymi turystycznie szczytami „wysokich Bieszczadów”: Rozsypańcem i Haliczem,zaczopowany obszarem ścisłego rezerwatu-bez prawa wstępu. Doliny potoków Niedźwiedziego, Negrylowa i Halicza, źródła Sanu i w końcu okolice przełęczy Użockiej, którą prowadziła linia kolejowa juz po radzieckiej(ukraińskiej) stronie. Wielu marzyło o zobaczeniu przełęczy, Sianek. Ale rzadko komu się to wtedy udało. Zbyt to była trudna i niebezpieczna wyprawa.

Krążyły plotki o tym, że radzieccy pogranicznicy zapuszczali się na polską stronę, łapali przypadkowych ludzi i zarzucali im nielegalne przekroczenie granicy. Za złapanie intruza pogranicznik dostawał kilka tygodni urlopu więc mieli motywację. Inne plotki donosiły o złapaniu przez polski WOP [*7] na granicy politycznych uciekinierów z ZSRR i odstawieniu ich ciupasem do bratniego kraju gdzie czekał długoletni łagier. Takie plotki wybuchały co jakiś czas. W schronisku miały miejsce regularne wizyty WOPistów, którzy sprawdzali książkę meldunkową. Nie można się było poruszać po Bieszczadach bez dokumentów. Była to strefa przygraniczna i WOP kontrolował, mógł kontrolować dokumenty na drodze, we wsi, w mieście, w sklepie, w knajpie, na szlaku turystycznym.

Takie to były czasy.

***

Znowu jesień. Ja już byłem kompletnie zblazowanym bieszczadzkim wygą, znałem je od wielu lat. W schronisku pustawo się zrobiło.Sesja. Przyjechali znajomi z Wrocławia. Witek ze swoją dziewczyną Ireną i jeszcze jeden chłopak, imienia nie pomnę,powiedzmy, że Waldek. Obaj byli trochę starsi ode mnie, kończyli studia czy już asystentowali, Irena w moim mniej-więcej wieku,studiowała. No i znowu się zgadało o Użockiej. Że trzeba pójść. Ja widziałem, że niebezpiecznie, że sowieci, że WOPiści, że rezerwat, że daleko. Tłumaczyłem ale też mnie korciło, bo dawno nie odwiedzałem tego miejsca, poprzednia próba zakończyła się klęską. I wiele nie było trzeba, żeby mnie przekonać. Już nie pamiętam jak mnie podpuścili, ale stanęło na tym, że poprowadzę. Znowu była piątka chętnych do wyprawy. Trójka wrocławian, ja i jakiś chłopak na piątego, zabijcie ale nie pamiętam kto – dzisiaj zgadywałbym , że jakiś student z Warszawy, niewykluczone nawet, że z mojej uczelni,powiedzmy, że Mirek. No zabijcie, nie pomnę kto.

– Słuchajcie ale to nie są żarty. To jest z osiemdziesiąt kilometrów wyrypy. Nie liczę podejść na szczyty i złażenia w doliny. WOP nas cofnie. Strażnicy zawrócą. Jedyna szansa, żeby wrócić cało do domu to wyjść ze schroniska nocą, wejść w zakazany teren o świcie, kiedy najpewniej nie pilnują i dotrzeć jak najszybciej do celu, żeby nas nie przechwycili – powiedziałem podczas narady. – Nocowanie zbyt niebezpieczne. Znajdą nas z psami i wywiozą do Lwowa. Trzeba to zrobić jednym ciągiem. Nie wiem czy dacie radę. Ja na kilkudziesięciokilometrowe katorgi wyczynowe chodziłem –znam swoje możliwości. Naprawdę nie wiem czy dacie radę.

– Oj damy radę. A jak nie to gdzieś tam na trasie zaczekamy z Ireną na was. Nie musimy dotrzeć do samej Użockiej – powiedział beztrosko Witek.

– Nie ma problemu, a szpan będzie po powrocie – puszył się Mirek.

– Narobię zdjęć. Będzie sensacja na wydziale – mruknął Waldek. I tak zrobiliśmy. O dziesiątej wieczorem zjedliśmy solidną kolację przy świecach w schronisku. Potem wory z wałówką na plecy i w drogę. CDN.

————————–
[*9] – przypisy do przestudiowania w ostatnim odcinku

Reklama

21 KOMENTARZE

  1. Dobry wieczór, Panie Modry.
    Świetnie budujesz nastrój, stopniujesz napięcie. Nie mogę się doczekać cd. Swoją drogą, publikowanie takich opowieści w odcinakch to sadyzm, który powinien być ścigany z mocy prawa. Najlepiej walnij dalszy ciąg minutę po 24.
    Ukłony.

  2. Dobry wieczór, Panie Modry.
    Świetnie budujesz nastrój, stopniujesz napięcie. Nie mogę się doczekać cd. Swoją drogą, publikowanie takich opowieści w odcinakch to sadyzm, który powinien być ścigany z mocy prawa. Najlepiej walnij dalszy ciąg minutę po 24.
    Ukłony.

        • Z opóźnieniem bo z opóźniewnieniem ale zawsze
          Znam lepszych znawców, oooo wiele lepszych. Niemniej dziękuję. Bywało się i bywa w Bieszczadzie – sierpień twoja mać gdzie jesteś? Uuuuuurlop przybywaj! I czytało się i czyta. Niektórych zakapiorów tak barwnie opisywanych tu i ówdzie doświadczyłem sam, z czego jestem bardziej dumny, niż gdybym osobiście spotkał i rozmawiał z Obamą na ten przykład. Ale my tu Panie gadu gadu a ja czekam na dalszą część
          Widma. Temczasem przcezytałem sobie po raz 5?, 10? Przypadki J.P. czyli A.W.

        • Z opóźnieniem bo z opóźniewnieniem ale zawsze
          Znam lepszych znawców, oooo wiele lepszych. Niemniej dziękuję. Bywało się i bywa w Bieszczadzie – sierpień twoja mać gdzie jesteś? Uuuuuurlop przybywaj! I czytało się i czyta. Niektórych zakapiorów tak barwnie opisywanych tu i ówdzie doświadczyłem sam, z czego jestem bardziej dumny, niż gdybym osobiście spotkał i rozmawiał z Obamą na ten przykład. Ale my tu Panie gadu gadu a ja czekam na dalszą część
          Widma. Temczasem przcezytałem sobie po raz 5?, 10? Przypadki J.P. czyli A.W.