Reklama

We łbie kiełbie, albo i jeszcze gorzej kompletna pustka, żadnej myśli nawet nadziei na myśl. W takich okolicznościach rozumu należałby sobie odpuścić wszelkie pisanie, ale mnie w życiu frapuje wszystko co ekstremalne. Pisać kiedy się samo pisze, to żadna sztuka, napisać gdy nic do łba nie przychodzi to jest wyzwanie. Najgorsze w tym eksperymencie jest to, że do pustki w głowie dochodzi moja nieznośna cecha jaką jest konsekwencja. Jeśli nie mam we łbie nic muszę o tym napisać. Teoretycznie prosta sprawa, najbardziej spotykaną formą krytyki tekstu, jest bezlitosne zdanie: „ten tekst jest o niczym”. W tym zdanie ma się zawierać cały ładunek pogardy i dezaprobaty jaki uda się krytykowi zgromadzić. Ciekawe życie ma krytyk, właśnie stoję przed dylematem jak spłodzić tekst o niczym i za cholerę nie wiem jak się za to zabrać.

Zaczęło padać, pada przez tarasowe drzwi, Bogu dzięki połowica postawiła wieszak z gaciami, swetrami, ręcznikami, przed tarasowymi drzwiami i pada do pół. Rolety są podciągnięte, wystarczy wstać i zasłonić, wówczas nie padałoby w ogóle. Nie chce mi się, za to chce mi się kawy i tu się chyba przełamię. Skąd mi się wzięło: „chce mi się kawy”, strasznie irytujące powiedzonko, bezsensowna konstrukcja. Skąd to się wzięło? No tak, połowica tak mówi, jedno z tych powiedzonek, które irytują. Ciekawa rzecz, człowiek człowiekowi misiem, a jedno powiedzonko wystarczy, żeby wyszczerzyć kły. Nieuctwo kiedyś mnie zabije, podchodziłem do słowa „wyszczerzyć” cztery razy, edytor nawet nie miał sugestii, „strzeżyć” było najbardziej zabawne, ciekawe czy znalazłby się filologicznmy kaskader, który byłby w stanie dorobić do tego etymologie, ideologię sam mogę.

Książka nie leży odłogiem, mam jedną stronę do przodu, nie chce mi się tłumaczyć dlaczego tak jest i skąd wiadomo, że jedna do przodu. Tajemnica zawodowa. Ale martwi mnie książka, martwi mnie co jakiś czas, po czasie euforii przychodzi czas „bez sensu”, nie lubię tego czasu. Zaczęło padać drobniejszym, miałem przynieść drewna, do 14.30 nie padało, trzeba było iść, teraz będę szedł w śniegu. Wodę nastawię na kawę, nienawidzę elektrycznych czajników, nie wiem dlaczego? Wiem! Pamiętam czajnik u mojej babci, wielki zielony, chyba ze trzy litry, z dzióbkiem jak poza kobry w czasie tańca do fletu. Ponoć kobry są głuche jak pień, a cały ten ich niby taniec to wodzenie ciałem za ruchem fletu. Fletu fleta? Oooo, niby żart, a edytor pokazuje obie formy poprawne, pewnie Miodek z Bralczykiem pisali skrypty. Fletu! Na bank fletu, drugie co najwyżej uzus społeczny, przekleństwo polskiej mowy. Uzus społeczny, czyli od Sasa do lasa, jak się komu napisze, tak się do tego dorobi wyjątek gramatyczny, niezwykle wk..a cecha ojczystej mowy. Z polskim jeżykiem jest jak z polskimi ustawami, jedno i drugie pisze się pod zamówienie nielicznych, którzy będą wiedzieli co z tym zrobić. Nic i nigdy nie dyskwalifikowało pisarza bardziej niż błąd ortograficzny, po pisarzu.

Wyobraża sobie ktoś „Zbrodnię i karę” z błędem ortograficznym? Dostojewskiemu było łatwiej, język rosyjski jest logiczny, może nie tak jak angielski, ale naprawdę niewiele brakuje. Z resztą co ja o tym wiem, do angielskiego podchodziłem jak Miauczyński, rosyjski studiowałem 3 dni i już nic nie pamiętam. Tuska strzela bramkę węgierskim dyplomatom, pokazują to 17 raz, Tusk gra jak dupa, przebiera nóżkami, łeb zwieszony pod nogi, wypisz wymaluj polski piłkarz, żadnego przeglądu boiska, gra na aferę. Idę czajnik wstawię. Wstawię? Jak wstawię, to się zastanowię, czy wstawiłem, czy coś innego zrobiłem. Wróciłem od czajnika, po drodze byłem po drzewo, przestało padać, ale zimno nieludzko. Czajnika nie wstawiłem wcisnąłem przycisk…. Wcisnąłem przycisk? Nie brzmi dobrze, ale nie będę tego poprawiał, w ogóle nie będę też poprawiał całego tekstu jak mam w zwyczaju, to nie lekceważenie, to konsekwencja w eksperymencie. Zmarzłem w nogi, wiem dlaczego. W kominku dopalał się ostania szczapa, w tym roku mogę nie dostać takiej akacji, cholera już powinienem szukać, przecież to marzec. Potrzebuję konsultacji do książki, lata 1950 – 1968 w Polsce, potrzebne mi są realia, ale inne, takie żywe relacje jakie w domu się opowiada.

Potrzebuję relacji od człowieka, który wówczas oberwał, ale nie zatracił trzeźwego spojrzenia, żeby więcej faktów, mniej osobistego ładunku. Trudne, nie wiem czy takiego znajdę, sprzeczne wręcz, ale trzeba próbować, ksiązka to nie życie, książka to spojrzenie na życie. No właśnie znów sobie przypomniałem, od wczoraj moment przełomowy zakończony rozdział, ponad 60 stron, dojdzie jeszcze z 15, bo tekst surowy, nieoszlifowany i parę pomysłów na uzupełnienia już jest. Nowy rozdział rodzi się w bólach, wiem co ma w nim być, ale najgorzej zacząć. Przeglądam ksiązki różnych autorów i co mnie uderza to nieudolność stylu, może dlatego, że sam ja u siebie widzę. Byłem w szoku kiedy przeczytałem fragment „Mistrza i Małgorzaty”, trafiłem na coś co było naprawdę słabe, a książka przecież genialna, moja książka. Nie pocieszam się tym, pilnuje się, żeby wycinać wszystko co słabe, swoją drogą Bułhakow pisał tę książkę bodaj 9 lat, albo lepiej, ciekawe czy od początku wiedział co chce napisać. Myślę, że wątpię. Będę kończył, nie wiem co wyszło, chyba nie udało się napisać tekstu o niczym, na szczęście walnąłem się w powiedzonku krytycznym „tekst jest o wszystkim i o niczym. To się chyba udało. Koniec.

Reklama
Poprzedni artykułCzas Alpokalipsy
Następny artykułTrochę w tym bajki, mały figiel, a w ogóle to wiało porywiście
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

124 KOMENTARZE

      • W wydaniu BN
        jest nota wydawcy, której nie chce mi się przepisywać, na temat różnych wersji i ustalania “tekstu kanonicznego”. Może i tłumaczom się zdarzyły słabsze momenty? Witold Dąbrowski i Irena Lewandowska – ten tandem to tłumaczył.

        Dla równowagi są i cudeńka, które błyszczą w tekście i wręcz się wpychają do pamięci. Jeszcze parę tygodni temu miałem w sygnaturce “Bufetowego jakby przylutowało do taboretu”. Niby nic, zdanie jak zdanie, ale tak doskonale pasuje w tym miejscu powieści, w którym tkwi, jak perełka. A już diamencik, zapamiętany dawno temu, błyszczący całym blaskiem słowiańskiej skłonności do alkoholu – “I kieliszeczek zagrał, rozbłysnął w świetle księżyca i kieliszeczek ten pomógł.”

        • “Miłość napadła na nas tak,
          “Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty.?”

          Tragedia, rozpaczliwe wręcz…, ale gdy się czyta rzecz genialną, to pamięta się:

          […] czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.

      • W wydaniu BN
        jest nota wydawcy, której nie chce mi się przepisywać, na temat różnych wersji i ustalania “tekstu kanonicznego”. Może i tłumaczom się zdarzyły słabsze momenty? Witold Dąbrowski i Irena Lewandowska – ten tandem to tłumaczył.

        Dla równowagi są i cudeńka, które błyszczą w tekście i wręcz się wpychają do pamięci. Jeszcze parę tygodni temu miałem w sygnaturce “Bufetowego jakby przylutowało do taboretu”. Niby nic, zdanie jak zdanie, ale tak doskonale pasuje w tym miejscu powieści, w którym tkwi, jak perełka. A już diamencik, zapamiętany dawno temu, błyszczący całym blaskiem słowiańskiej skłonności do alkoholu – “I kieliszeczek zagrał, rozbłysnął w świetle księżyca i kieliszeczek ten pomógł.”

        • “Miłość napadła na nas tak,
          “Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty.?”

          Tragedia, rozpaczliwe wręcz…, ale gdy się czyta rzecz genialną, to pamięta się:

          […] czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.

      • W wydaniu BN
        jest nota wydawcy, której nie chce mi się przepisywać, na temat różnych wersji i ustalania “tekstu kanonicznego”. Może i tłumaczom się zdarzyły słabsze momenty? Witold Dąbrowski i Irena Lewandowska – ten tandem to tłumaczył.

        Dla równowagi są i cudeńka, które błyszczą w tekście i wręcz się wpychają do pamięci. Jeszcze parę tygodni temu miałem w sygnaturce “Bufetowego jakby przylutowało do taboretu”. Niby nic, zdanie jak zdanie, ale tak doskonale pasuje w tym miejscu powieści, w którym tkwi, jak perełka. A już diamencik, zapamiętany dawno temu, błyszczący całym blaskiem słowiańskiej skłonności do alkoholu – “I kieliszeczek zagrał, rozbłysnął w świetle księżyca i kieliszeczek ten pomógł.”

        • “Miłość napadła na nas tak,
          “Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty.?”

          Tragedia, rozpaczliwe wręcz…, ale gdy się czyta rzecz genialną, to pamięta się:

          […] czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.

      • W wydaniu BN
        jest nota wydawcy, której nie chce mi się przepisywać, na temat różnych wersji i ustalania “tekstu kanonicznego”. Może i tłumaczom się zdarzyły słabsze momenty? Witold Dąbrowski i Irena Lewandowska – ten tandem to tłumaczył.

        Dla równowagi są i cudeńka, które błyszczą w tekście i wręcz się wpychają do pamięci. Jeszcze parę tygodni temu miałem w sygnaturce “Bufetowego jakby przylutowało do taboretu”. Niby nic, zdanie jak zdanie, ale tak doskonale pasuje w tym miejscu powieści, w którym tkwi, jak perełka. A już diamencik, zapamiętany dawno temu, błyszczący całym blaskiem słowiańskiej skłonności do alkoholu – “I kieliszeczek zagrał, rozbłysnął w świetle księżyca i kieliszeczek ten pomógł.”

        • “Miłość napadła na nas tak,
          “Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty.?”

          Tragedia, rozpaczliwe wręcz…, ale gdy się czyta rzecz genialną, to pamięta się:

          […] czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.

  1. W latach 1950-1968 obrywałem tylko od rodziców i kolegów.
    Cytuję : “Potrzebuję relacji od człowieka, który
    wówczas {1950-1968} oberwał, ale nie zatracił
    trzeźwego spojrzenia […]”

    No niestety, pierwszy raz, z politycznych powodów
    oberwałem od władzuchny PRL dopiero podczas
    wydarzeń grudniowych 1970.
    Walił mnie wtedy pałą taki jeden w milicyjnej suce,
    a drugi stał obok i pilnował, cobym się nie zaczął
    bronić.

    Tak więc Ci nie pomogę.

    Po prostu jestem za młody {o M-kurka,
    jak to fajnie brzmi !} .

  2. W latach 1950-1968 obrywałem tylko od rodziców i kolegów.
    Cytuję : “Potrzebuję relacji od człowieka, który
    wówczas {1950-1968} oberwał, ale nie zatracił
    trzeźwego spojrzenia […]”

    No niestety, pierwszy raz, z politycznych powodów
    oberwałem od władzuchny PRL dopiero podczas
    wydarzeń grudniowych 1970.
    Walił mnie wtedy pałą taki jeden w milicyjnej suce,
    a drugi stał obok i pilnował, cobym się nie zaczął
    bronić.

    Tak więc Ci nie pomogę.

    Po prostu jestem za młody {o M-kurka,
    jak to fajnie brzmi !} .

  3. W latach 1950-1968 obrywałem tylko od rodziców i kolegów.
    Cytuję : “Potrzebuję relacji od człowieka, który
    wówczas {1950-1968} oberwał, ale nie zatracił
    trzeźwego spojrzenia […]”

    No niestety, pierwszy raz, z politycznych powodów
    oberwałem od władzuchny PRL dopiero podczas
    wydarzeń grudniowych 1970.
    Walił mnie wtedy pałą taki jeden w milicyjnej suce,
    a drugi stał obok i pilnował, cobym się nie zaczął
    bronić.

    Tak więc Ci nie pomogę.

    Po prostu jestem za młody {o M-kurka,
    jak to fajnie brzmi !} .

  4. W latach 1950-1968 obrywałem tylko od rodziców i kolegów.
    Cytuję : “Potrzebuję relacji od człowieka, który
    wówczas {1950-1968} oberwał, ale nie zatracił
    trzeźwego spojrzenia […]”

    No niestety, pierwszy raz, z politycznych powodów
    oberwałem od władzuchny PRL dopiero podczas
    wydarzeń grudniowych 1970.
    Walił mnie wtedy pałą taki jeden w milicyjnej suce,
    a drugi stał obok i pilnował, cobym się nie zaczął
    bronić.

    Tak więc Ci nie pomogę.

    Po prostu jestem za młody {o M-kurka,
    jak to fajnie brzmi !} .

  5. “Uzus społeczny, czyli od

    "Uzus społeczny, czyli od Sasa do lasa, jak się komu napisze, tak się do tego dorobi wyjątek gramatyczny, niezwykle wk..a cecha ojczystej mowy".

    Jaka mowa takie życie. Mamy bałagan, zaprzeczenia, dużo wyjątków i niedoprecyzowanie w języku. Nie ma co się po Polakach spodziewać dokładności, precyzji i perfekcji. Jesteśmy największymi flejtuchami w Europie. Zum Wohl!

  6. “Uzus społeczny, czyli od

    "Uzus społeczny, czyli od Sasa do lasa, jak się komu napisze, tak się do tego dorobi wyjątek gramatyczny, niezwykle wk..a cecha ojczystej mowy".

    Jaka mowa takie życie. Mamy bałagan, zaprzeczenia, dużo wyjątków i niedoprecyzowanie w języku. Nie ma co się po Polakach spodziewać dokładności, precyzji i perfekcji. Jesteśmy największymi flejtuchami w Europie. Zum Wohl!

  7. “Uzus społeczny, czyli od

    "Uzus społeczny, czyli od Sasa do lasa, jak się komu napisze, tak się do tego dorobi wyjątek gramatyczny, niezwykle wk..a cecha ojczystej mowy".

    Jaka mowa takie życie. Mamy bałagan, zaprzeczenia, dużo wyjątków i niedoprecyzowanie w języku. Nie ma co się po Polakach spodziewać dokładności, precyzji i perfekcji. Jesteśmy największymi flejtuchami w Europie. Zum Wohl!

  8. “Uzus społeczny, czyli od

    "Uzus społeczny, czyli od Sasa do lasa, jak się komu napisze, tak się do tego dorobi wyjątek gramatyczny, niezwykle wk..a cecha ojczystej mowy".

    Jaka mowa takie życie. Mamy bałagan, zaprzeczenia, dużo wyjątków i niedoprecyzowanie w języku. Nie ma co się po Polakach spodziewać dokładności, precyzji i perfekcji. Jesteśmy największymi flejtuchami w Europie. Zum Wohl!

  9. Twoje propozycje niewatpliwie
    Twoje propozycje niewatpliwie łapią się do mojego Top 10.
    Coś bym jeszcze z Vonneguta dołożył (Kocia kołyska ?) i “rozszerzył” Dostojewskiego o “Braci Karamazow”.

    Z “Braćmi Karamazow”, spędziłem w młodości upojny listopad. Pracowałem wtedy na ekspedyturze RSW “Ruch”, w dosyć oryginalnych godzinach: 03:00-11:00. Często wieczorem nie było warto się kłaść, bo trzeba było zaraz wstać. Czytałem wtedy “Braci”, zraszając obficie poduszkę potokiem łez.

    Dopiero później dowiedziałem się, że Albert Camus określił “Braci Karamazow” jako książkę w której jest WSZYSTKO o życiu.

    Pozdrawiam

    • Zazdroszczę wszystkim,których
      Zazdroszczę wszystkim,których ulubione lektury mieszczą się w 1-ej dziesiątce. Ja na bezludną wyspę musiałabym zabrać, oprócz wyżej wymienionych, kilka skrzyń książek.Łącznie z “Kubusiem Puchatkiem” , “Dziećmi z Bullerbyn” i “Małym księciem”.:)

  10. Twoje propozycje niewatpliwie
    Twoje propozycje niewatpliwie łapią się do mojego Top 10.
    Coś bym jeszcze z Vonneguta dołożył (Kocia kołyska ?) i “rozszerzył” Dostojewskiego o “Braci Karamazow”.

    Z “Braćmi Karamazow”, spędziłem w młodości upojny listopad. Pracowałem wtedy na ekspedyturze RSW “Ruch”, w dosyć oryginalnych godzinach: 03:00-11:00. Często wieczorem nie było warto się kłaść, bo trzeba było zaraz wstać. Czytałem wtedy “Braci”, zraszając obficie poduszkę potokiem łez.

    Dopiero później dowiedziałem się, że Albert Camus określił “Braci Karamazow” jako książkę w której jest WSZYSTKO o życiu.

    Pozdrawiam

    • Zazdroszczę wszystkim,których
      Zazdroszczę wszystkim,których ulubione lektury mieszczą się w 1-ej dziesiątce. Ja na bezludną wyspę musiałabym zabrać, oprócz wyżej wymienionych, kilka skrzyń książek.Łącznie z “Kubusiem Puchatkiem” , “Dziećmi z Bullerbyn” i “Małym księciem”.:)

  11. Twoje propozycje niewatpliwie
    Twoje propozycje niewatpliwie łapią się do mojego Top 10.
    Coś bym jeszcze z Vonneguta dołożył (Kocia kołyska ?) i “rozszerzył” Dostojewskiego o “Braci Karamazow”.

    Z “Braćmi Karamazow”, spędziłem w młodości upojny listopad. Pracowałem wtedy na ekspedyturze RSW “Ruch”, w dosyć oryginalnych godzinach: 03:00-11:00. Często wieczorem nie było warto się kłaść, bo trzeba było zaraz wstać. Czytałem wtedy “Braci”, zraszając obficie poduszkę potokiem łez.

    Dopiero później dowiedziałem się, że Albert Camus określił “Braci Karamazow” jako książkę w której jest WSZYSTKO o życiu.

    Pozdrawiam

    • Zazdroszczę wszystkim,których
      Zazdroszczę wszystkim,których ulubione lektury mieszczą się w 1-ej dziesiątce. Ja na bezludną wyspę musiałabym zabrać, oprócz wyżej wymienionych, kilka skrzyń książek.Łącznie z “Kubusiem Puchatkiem” , “Dziećmi z Bullerbyn” i “Małym księciem”.:)

  12. Twoje propozycje niewatpliwie
    Twoje propozycje niewatpliwie łapią się do mojego Top 10.
    Coś bym jeszcze z Vonneguta dołożył (Kocia kołyska ?) i “rozszerzył” Dostojewskiego o “Braci Karamazow”.

    Z “Braćmi Karamazow”, spędziłem w młodości upojny listopad. Pracowałem wtedy na ekspedyturze RSW “Ruch”, w dosyć oryginalnych godzinach: 03:00-11:00. Często wieczorem nie było warto się kłaść, bo trzeba było zaraz wstać. Czytałem wtedy “Braci”, zraszając obficie poduszkę potokiem łez.

    Dopiero później dowiedziałem się, że Albert Camus określił “Braci Karamazow” jako książkę w której jest WSZYSTKO o życiu.

    Pozdrawiam

    • Zazdroszczę wszystkim,których
      Zazdroszczę wszystkim,których ulubione lektury mieszczą się w 1-ej dziesiątce. Ja na bezludną wyspę musiałabym zabrać, oprócz wyżej wymienionych, kilka skrzyń książek.Łącznie z “Kubusiem Puchatkiem” , “Dziećmi z Bullerbyn” i “Małym księciem”.:)

  13. Jak ja mam taka handre, do czytam Agate Christie cos z Poirot,
    albo jakis film Bareji. Ostatnie cztery dni w Sydnej tez nie byly ciekawe pod wzgledem pogody, deszczowo 18-24 C. Mam wolne, zona z corka w Japonii na slubie jej brata (ja sie wylamalem, odkladam na Polske) a wiec slomiany wdowiec i pani Agata jak i Kontrowersje daja mi company.

  14. Jak ja mam taka handre, do czytam Agate Christie cos z Poirot,
    albo jakis film Bareji. Ostatnie cztery dni w Sydnej tez nie byly ciekawe pod wzgledem pogody, deszczowo 18-24 C. Mam wolne, zona z corka w Japonii na slubie jej brata (ja sie wylamalem, odkladam na Polske) a wiec slomiany wdowiec i pani Agata jak i Kontrowersje daja mi company.

  15. Jak ja mam taka handre, do czytam Agate Christie cos z Poirot,
    albo jakis film Bareji. Ostatnie cztery dni w Sydnej tez nie byly ciekawe pod wzgledem pogody, deszczowo 18-24 C. Mam wolne, zona z corka w Japonii na slubie jej brata (ja sie wylamalem, odkladam na Polske) a wiec slomiany wdowiec i pani Agata jak i Kontrowersje daja mi company.

  16. Jak ja mam taka handre, do czytam Agate Christie cos z Poirot,
    albo jakis film Bareji. Ostatnie cztery dni w Sydnej tez nie byly ciekawe pod wzgledem pogody, deszczowo 18-24 C. Mam wolne, zona z corka w Japonii na slubie jej brata (ja sie wylamalem, odkladam na Polske) a wiec slomiany wdowiec i pani Agata jak i Kontrowersje daja mi company.

  17. Z czasów prehistorycznego
    Z czasów prehistorycznego dzieciństwa zapamiętał mi się, kilkuletniemu szkrabowi, wierszyk ze “Szpilek”
    “Cieso ja sie cieso, że mi cycki rosno.
    Dupa mi sie piórcy, bede dawać wiosno.”
    Nie mam pojęcia kim był autor tego arcydzieła, ale musiał być geniuszem, jeśli to właśnie, oprócz rysunków Jerzego Flisaka, zapamiętałam.:)

  18. Z czasów prehistorycznego
    Z czasów prehistorycznego dzieciństwa zapamiętał mi się, kilkuletniemu szkrabowi, wierszyk ze “Szpilek”
    “Cieso ja sie cieso, że mi cycki rosno.
    Dupa mi sie piórcy, bede dawać wiosno.”
    Nie mam pojęcia kim był autor tego arcydzieła, ale musiał być geniuszem, jeśli to właśnie, oprócz rysunków Jerzego Flisaka, zapamiętałam.:)

  19. Z czasów prehistorycznego
    Z czasów prehistorycznego dzieciństwa zapamiętał mi się, kilkuletniemu szkrabowi, wierszyk ze “Szpilek”
    “Cieso ja sie cieso, że mi cycki rosno.
    Dupa mi sie piórcy, bede dawać wiosno.”
    Nie mam pojęcia kim był autor tego arcydzieła, ale musiał być geniuszem, jeśli to właśnie, oprócz rysunków Jerzego Flisaka, zapamiętałam.:)

  20. Z czasów prehistorycznego
    Z czasów prehistorycznego dzieciństwa zapamiętał mi się, kilkuletniemu szkrabowi, wierszyk ze “Szpilek”
    “Cieso ja sie cieso, że mi cycki rosno.
    Dupa mi sie piórcy, bede dawać wiosno.”
    Nie mam pojęcia kim był autor tego arcydzieła, ale musiał być geniuszem, jeśli to właśnie, oprócz rysunków Jerzego Flisaka, zapamiętałam.:)

  21. No cóż,
    Tata Quackie uważa, że jest tylko jedna książka warta czytania wciąż i wciąż, a tą książką są “Przygody Dobrego Wojaka Szwejka” Jarosława Haszka.

    Ja jeszcze swojej książki absolutnej nie spotkałem, mimo że czytałem wszystkie wymienione po wielokroć.

  22. No cóż,
    Tata Quackie uważa, że jest tylko jedna książka warta czytania wciąż i wciąż, a tą książką są “Przygody Dobrego Wojaka Szwejka” Jarosława Haszka.

    Ja jeszcze swojej książki absolutnej nie spotkałem, mimo że czytałem wszystkie wymienione po wielokroć.

  23. No cóż,
    Tata Quackie uważa, że jest tylko jedna książka warta czytania wciąż i wciąż, a tą książką są “Przygody Dobrego Wojaka Szwejka” Jarosława Haszka.

    Ja jeszcze swojej książki absolutnej nie spotkałem, mimo że czytałem wszystkie wymienione po wielokroć.

  24. No cóż,
    Tata Quackie uważa, że jest tylko jedna książka warta czytania wciąż i wciąż, a tą książką są “Przygody Dobrego Wojaka Szwejka” Jarosława Haszka.

    Ja jeszcze swojej książki absolutnej nie spotkałem, mimo że czytałem wszystkie wymienione po wielokroć.