Reklama

Padłem ofiarą własnej głupoty, chociaż sobie obiecałem, że będę mądry i w ogóle nie zainteresuję się sensacjami wokół Gowina. Na portalu Twitter pojawiło się nazwisko obrotowego polityka, jednego z bardziej fałszywych i cynicznych, zero lojalności, zero zasad, karierowiczostwo po trupach – najkrótsze CV Gowina. Tylko przez chwilę się zastanowiłem o co może chodzić, ale potem doszedłem do wniosku, że nie ma sensu. Niestety nie wytrzymałem w słusznym postanowieniu i sprawdziłem skąd to nagłe poruszenie. W mediach braci Karnowskich pojawił się artykuł dotyczący próby samobójczej Gowina, no i oczywiście zaczęło się gadanie o hienach i dotykanie najbardziej intymnych sfer ludzkiego życia.

Dlaczego mnie to śmieszy do łez, czy aż taki podły jestem i bezduszny? Między innymi dlatego, że w zależności od potrzeb politycznych i wpływów z reklam, podobny artykuł mógł popełnić Lis, Wroński i jeden albo drugo Kurski. Wtedy mielibyśmy odwrócenie ról i to konkurencja medialna zaczęłaby drzeć szaty nad upadkiem zawodu i „hienizmem”. Jednocześnie śmieszy mnie sama historia Gowina, bo ona się wpisuje w całe jego polityczne cwaniactwo. Przepraszam bardzo, ale z jakiej okazji ta próba samobójcza? Czy żona zdradziła? Czy w tragicznym wypadku zginęły najbliższe osoby? Czy może śmiertelna choroba w ostatnim stadium za tym wszystkim stoi? Nic podobnego, „tragedia” polityka Gowina opiera się na freudowskim ego i libido. Gowinowi nie udało się sponiewierać konkurencji politycznej, co miało go doprowadzić na sam szczyt władzy. I nic więcej go nie zabolało i nic więcej go nie ukłuło, poza polityczną porażką, która zderzyła się z ego i libido cwaniaka. Więcej niż dorosły mężczyzna, do tego brutalny i bezwzględny karierowicz, podejmuje próbę samobójczą na poziomie nieszczęśliwie zakochanej nastolatki? Nie, takiej bajeczki nie kupuję, również ze względu na własne doświadczenia, czym nie zamierzam epatować.

Jeśli miałbym stawiać jakąś diagnozę, to stawiam na Gowina. Wcale, ale to wcale bym się nie zdziwił, gdyby ten tani spektakl, z szantażem emocjonalnym w tle, nie służył Gawinowi jako ucieczka. Między wierszami „dramatu” pojawiają się informacje, że Gowin był inwigilowany, a odpowiednie służby przymierzały się do odpowiednich działań. Kto pamięta, jak Giertych stracił przytomność i potem udawał, że śpi w czasie przesłuchania prokuratorskiego w szpitalu, temu będzie łatwiej skojarzyć, że Gowin poprawił Giertycha. W żadną depresję i samobójstwo tak cwaniackiego karierowicza nie wierzę. Owszem mogło się Gowinowi zrobić strasznie przykro, że nie został marszałkiem sejmu, premierem technicznym i na końcu Tusk też go pogonił, ale to jest tak dalekie od niezwykle poważnej depresji i myśli samobójczych, jak Gowin jest daleki od wszystkiego, co da się powiązać z: autentycznymi emocjami, prawdą, cnotą, wrażliwością. Kompletnie mnie nie razi wstawianie Gowina na okładkę tygodnika w kontekście jego szczenięcych zachowań, które ponownie mają na nim skupiać uwagę i być może wyciągnąć z niemałych tarapatów.

Gowin na okładki tygodników i top wszystkich mediów, pchał się każdego dnia. Jego polityczne plany i projekty nie miały żadnego związku z troską o innych i Polskę również. Skoro skompromitowany polityk nie potrafi sobie poradzić z własnym upadkiem, to rzeczywiście powinien skorzystać z pomocy psychiatrów i leczyć swoje ego, ale do tego potrzeba ciszy i spokoju, czyli całkowitego odcięcia się od życia publicznego, a nie szukania poklasku. Każda ludzka tragedia wymaga najwyższego szacunku, zwłaszcza w obliczu prostej życiowej prawdy, że nie znasz dnia i godziny, kiedy możesz spaść ze szczytu na dno. Problem z takimi osobami jak Gowin polega jednak na tym, że oni nigdy swoim zachowaniem i całym życiem nie dali podstaw, aby im wierzyć. Nie kupuję jednego przecinka z „tragedii” Gowina, nic mnie w tej operacji politycznej nie wzrusza i wszystko śmieszy. Mam też głęboką nadzieję, że to ostatni rozdział w tragifarsie zwanej polityczną karierą Jarosława Gowina.

Reklama

15 KOMENTARZE

  1. Jeśli polityk próbuje zaistnieć politycznie dzięki “próbie samobójczej”, to świadczy o tym że już go nie ma w polityce. Niżej jest tylko szarpanie się o płaszcz w samolocie Luftwaffe, lecącym w kierunku IV Rzeszy….

    Tak sobie patrzę jak PiS desperacko szuka jakichkolwiek sojuszników w Europie i przypominam sobie, jak całkiem niedawno rządy Czech i Słowacji proponowało rządowi PiS najbliższy sojusz militarny….

  2. Ktoś, kto przestał cenić własne życie nie może decydować o życiu innych. To chyba oczywiste. Nie może być ani posłem, ani senatorem, ani urzędnikiem (jakimkolwiek). Mógł podłączyć się do austriackich owiec ogłaszając w pędzie swoje odejście z polityki. Zamiast tego, pograżył się w mazi, jaką się stał. Scalił się z breją. Już go nie ma.

  3. “Mam też głęboką nadzieję, że to ostatni rozdział w tragifarsie zwanej polityczną karierą Jarosława Gowina.”
    Też bym chciał, ale to się raczej nie spełni. Pan Gowin od dawna napawał mnie niesmakiem, ale to jest produkt, na który jest zapotrzebowanie, które nagle nie zniknie. Zawsze zastanawiało mnie bardziej, czym kierują się wyborcy tego pana. No i jak nie wiedziałem, to dalej nie mam pojęcia. Ktoś coś?

  4. Coś wisi w powietrzu. Tak znienacka Gowin, ten podobno bogobojny i żarliwy katolik usiłuje targnąć się na swoje życie. Wiemy też, że jest to jeden z najlepiej poinformowanych i najbardziej cynicznych graczy na polskiej scenie politycznej. Tak, jakby ten piewca “wyszczepiania” i segregacji się chciał przed czymś schronić. Czyżby ucieczka w depresję przed Wielką Kompromitacją?

  5. Po takim numerze polityk jest skończony. Tak jak do dziś jego krakowski koleś J.M Rokita. Oczywiście może spróbować. Ale w Polsce niema na tylu idiotów skłonnych powierzyć swój los osobie jawnie niestabilnej emocjonalnie, aby uzbierał poparcie na poziomie 5%.

  6. Piotr, tak uwaga.
    “Więcej niż dorosły mężczyzna, do tego brutalny i bezwzględny karierowicz” – to niestety błąd w założeniu. To co widzisz to poza, wyuczona z udziałem specjalisty. On, właściwie oni, są tak brutalni jak ja jestem primabaleriną The Royal Moscow Ballet. Są wyjątki , owszem, ale na granicy błędu statystycznego, no i to nie ten przypadek.