Reklama

Nie wiem, czy szanowni PT Czytelnicy zauważyli, ale gdzieś po drodze między śp.

Nie wiem, czy szanowni PT Czytelnicy zauważyli, ale gdzieś po drodze między śp. Jacksonem a ledwie żywym Polańskim skończyło nam się lato, czego należy dyskretnie żałować. Wakacje natomiast wcale się jeszcze nie skończyły… Pan w trzecim rzędzie, proszę nie krzyczeć, nie protestować – o studentach pan zapomniał? No! Im zostało do rozpoczęcia roku akademickiego jeszcze kilkadziesiąt godzin wakacji i proszę im tego nie odbierać.

Wśród remanentów wakacyjnych znalazła się garść własnych obserwacji z miejsc znanych i lubianych. Państwo Quackie z dziećmi odwiedzili w ubiegające wakacje wystarczającą ilość takich miejsc, bym mógł podjąć się uogólnienia na podstawie pewnych sytuacji, widywanych i wysłuchiwanych od czerwca do sierpnia. Uogólniać zaś będziemy sobie tak zwane modele zwiedzania, prezentowane przez polskich turystów. Matejko się chowa!

1. Model heroiczny (HERO)

Przedstawiciele tego modelu mają zwiedzanie dokładnie zaplanowane, w przypadkach skrajnych – co do minuty. 10:56 do 11:18 – zwiedzamy kapliczkę, 11:20 – przejazd do muzeum, 11:37 – zwiedzanie muzeum… I tu zonk! O 11:27 napatoczyło się stado krów, przechodzące swoim tempem przez jezdnię. Zwiedzający heroiczny naciska nerwowo na klakson, wreszcie uchyla okna, aby przedyskutować z pastuchem fizykę czterowymiarową, w sytuacji ekstremalnej wysiada, by dowieść swojej wyższości w zakresie tężyzny. W wariancie zagranicznym okazuje się, że przedstawiciel typu HERO wziął pod uwagę dwugodzinną sjestę, która przysługuje obsłudze galerii Prosciutto we Frutti di Mare pod Neapolem, ale nie przewidział, że tradycyjnie może przedłużyć się ona o kwadrans akademicki albo dwa. I nos na kwintę, i stres, mimo że miała to być piętnasta galeria sztuki tego dnia (nie licząc zamku, katedry i zabytkowego zamtuza z czasów rzymskich). Przy wszystkich minusach trzeba przyznać, że zwiedzający wg modelu HERO przywożą z wakacji najwięcej wrażeń. I zakwasy w stawach kolanowych do leczenia.

2. Model bezrefleksyjny (BR)

Wstępnie należałoby się zastanowić, czy zwiedzający typu BR są w ogóle zwiedzającymi? Ale skoro obowiązuje ich stawka biletowa tak samo jak pozostałych, musimy chyba przyznać im ten status. Zwiedzający bezrefleksyjni zazwyczaj nie interesują się zwiedzaniem jako takim, przedmiot zwiedzania mają w dolno-tylnych partiach odwłoka, co więcej – jeżeli stanowią tylko część większej grupy zwiedzających, tamże mają fakt, że pozostali członkowie grupy być może są zainteresowani zwiedzaniem. A więc: nie wstaną o porze, która umożliwia rozsądny dojazd i zwiedzanie poza godzinami szczytu. Nie wejdą do zamku tuż przed wycieczką kolonistów w wieku gimnazjalnym, tylko tuż za nią. Zamiast słuchać przewodnika, będą ziewać lub dyskutować aktualne ceny usług pań, mijanych przy drodze krajowej nr 7. Ożywią się przy sklepie z pamiątkami, oferującym broń białą z drewna i opancerzenie z niskogatunkowego plastiku. Do podtypu BR należy zaliczyć jakże często spotykaną parę „Barbie i Bestia”. Jedyną zaletą bycia bezrefleksyjnym jest fakt, że taki zwiedzający nie zdaje sobie sprawy z własnego statusu. I nie zmienicie tego. I już.

3. Model japoński (JAP)

Stosunkowo najprostszy do wyróżnienia, rzadko spotykany w oryginalnym wariancie językowym (ale spotykany – najczęściej na trasie Wieliczka-Kraków-Żelazowa Wola). Zwiedzających JAP poznajemy po znaczącym chrząkaniu i pokasływaniu, kiedy zajmujemy idealny punkt widokowy dłużej niż 5 sekund. W skrócie – polega na zwiedzaniu zapośredniczonym za pomocą aparatu fotograficznego. Zwiedzający taki poświęca cały czas zwiedzania na robienie zdjęć za pomocą aparatu, częściej: dwóch lub więcej aparatów, w wariantach skrajnych jest to co najmniej jedna sztuka na członka rodziny. W związku z tym, że jest to CAŁY CZAS, zwiedzający nie już czasu na cokolwiek innego, natomiast całe zwiedzanie odbywa i przeżywa po powrocie w domowe pielesze; gorzej, że czasem przeżywają je razem z nim zaproszeni goście. Chociaż nie wszyscy; niektórzy umierają już na początku trzeciego tysiąca zdjęć, chociaż to relacja dopiero z pierwszego dnia zwiedzania…

 

4. Model besserwisser (BW)

Za słownikiem Kopalińskiego besserwisser człowiek, który sądzi, że wie wszystko najlepiej (…) etym. – nm. ‘jw.’; besser ‘lepiej’; wissen ‘wiedzieć’. Z doświadczenia Autora wynika, że przedstawiciele tego typu w znaczącej większości osiągnęli wiek emerytalny albo właśnie się do niego zbliżają. Zwiedzający BW czatują na każde potknięcie bądź lukę w wiedzy przewodnika żeby udowodnić, że słusznie zaliczyliśmy ich do tego typu. Innym ulubionym chwytem besserwisserów jest przytoczenie pozornie analogicznego zdarzenia z własnego jakże bogatego doświadczenia. Autor był świadkiem, jak w ośrodku wczasowym nad zalewem Sielpia jedna pani rozpoczęła monolog od słów „A jak byliśmy w Kenii…”, na co inny pan, snadź niezwyczajny tak egzotycznych kontekstów, odwrócił się i palnął: „A jak się paliły Odkolkowskie młyny, to strażacy przyjechali aż z Wysoczan!”. I potem był już spokój.

5. Model alkoholiczny (GBTWL)

Model ten w odróżnieniu od pozostałych określa się skrótem od obsesyjnego pytania, nękającego jego przedstawicieli – Gdzie By Tu Walnąć Lufę? Zwiedzający tego typu, jak sama nazwa wskazuje, w każdym zwiedzanym obiekcie dążą do tego, by znaleźć najbliższy punkt wyszynku alkoholu. Kiedy już go znajdą i wychylą pierwszą kolejkę, uważają, że cel zwiedzania został osiągnięty. Podziwu godna jest intuicja takich zwiedzających, którzy bez GPS i bazy danych zazwyczaj bezbłędnie odnajdują drogę do celu. Jednym z nielicznych w Polsce miejsc, w których zwiedzający GBTWL ulegają pewnej dezorientacji, jest Muzeum Arcyksiążęcego Browaru w Żywcu – tutaj po prostu zwiedzający alkoholiczny narażony jest na nadmiar bodźców.

6. Model wielopokoleniowy (MULTI)

Zwiedzający MULTI najczęściej występują tam, gdzie można dojechać komunikacją publiczną, a to z uwagi na ograniczoną liczbę miejsc w typowym samochodzie rodzinnym. Jak sama nazwa wskazuje, tworzą oni wieloosobowe grupy, należące do jednej rodziny, rozciągające się na 3, a czasem nawet na 4 pokolenia. Jedna z osób, najczęściej jest to pater familias, obejmuje funkcję przodownika stada, z czego wynikają korzyści, ale i odpowiedzialność. A jest się o co troszczyć – Staś chce kupkę, Lusia ma alergię na kurz, Bodziowi odbija się po jajkach na twardo, żona ma pretensje, że wiatr zrywa jej kapelusz, dziadek zasnął, a wuj Leon gdzieś zniknął (patrz: model GBTWL). Na szczęście szybkość zwiedzania w grupie zwiedzających MULTI jest warunkowana najwolniejszym ogniwem, więc przeciętni zwiedzający bez problemu wyprzedzają taką grupę. Im szybciej, tym lepiej.

Powyższy poczet jest zbiorem otwartym – zachęcam PT Czytelników do dzielenia się własnymi obserwacjami z wakacji, dodawania do niego propozycji i żywej dyskusji. A wszystko to w celu prawidłowej klasyfikacji i odpowiedniego postępowania podczas przyszłorocznych wakacji, które z każdym dniem są coraz bliżej. I tym optymistycznym akcentem kończę i pozdrawiam.

________
Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany na witrynie www.kontrowersje.net . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

Reklama

61 KOMENTARZE

  1. Aby model JAP w wersji oryginalnej był pełny,
    należy go połączyć z modelem HERO, gdyż występuje w takiej i tylko w takiej właśnie postaci. Dlatego stawiam wniosek o podzielenie modelu JAP na 2 podgrupy: JAP Org i Jap zAp, czyli Japończycy oryginalni(znaczy z Japonii) i Japończycy z powodu aparata(cała reszta).
    Do tego jest jeszcze niewymieniona kategoria, do której sam się zaliczam, WDDZaWCH czyli W Dzień Dzielnie Zwiedza a Wieczorem Chleje.
    Na bolące kolana zaś, polecam pokrzywę.

    • Redakcja odpowiada
      Szanowny Panie!

      Redakcja Pocztu Turystów Polskich w pełni uznaje zasadność Pańskiego postulatu o utworzenie podtypów JAP 1-ORG i JAP 2-ZAP. Natomiast nie do końca Redakcja się zgadza z włączeniem modelu JAP do modelu HERO. Oczywiście występują zwiedzający HERO obwieszeni aparatami, którzy dbają o dokumentację foto zwiedzanych obiektów, czyli zbiory te mają część wspólną, ale Redakcji skromnym zdaniem nie można włączyć jednego z tych typów do drugiego. Proszę sobie albowiem wyobrazić typ HERO, który czeka całe 12 minut, aż słońce wyjrzy zza chmur i będzie można zrobić zdjęcie w innym (lepszym!!!) oświetleniu. 12 minut! Niezgodność typów w tym zakresie bywa rujnująca dla związków.

      Natomiast co do wyszczególnionego przez Pana typu, proszę łaskawie zauważyć, że Redakcja nie odnosi się w zamieszczonej propozycji klasyfikacji do zajęć PO dniu zwiedzania (typ GBTWL stosuje chlanie ZAMIAST zwiedzania). Pod tym względem każdy z typów również ma swoje zwyczaje, a mianowicie:
      1. Typ HERO chleje od 20:11 (po prognozie pogody w TVP1) do 22:38 (ciekawa koniunkcja Jowisza z Księżycem).
      2. Typ BR chleje, kiedy ma ochotę, kończąc o godz. 0:36. Albo o 02:05. Albo 04:12. Że następnego dnia też jest zwiedzanie? A w duuupie…
      3. Typ JAP wychyla grzecznie dla towarzystwa jedną kolejkę, max. dwie, a potem idzie zgrać zdjęcia na laptopa, wstępnie je wyselekcjonować, wywalając ewidentnie ruszone/ nieostre/ niedoświetlone, a także włączyć cyfrówkę i zapasowe akumulatory do ładowania.
      4. Typ BW wychyla kolejkę lub dwie jak wyżej, po czym krzywi się z niesmakiem, po czym oświadcza, że w pubie w Aberdeen było lepsze piwo/ whisky i idzie obrażony spać.
      5. Typ GBTWL właściwie nie przestaje chlać przez cały dzień, więc trudno powiedzieć, że to dla niego zajęcie wieczorne…
      6. Typ MULTI pije tylko przy okazji, najchętniej rodzinnej (urodziny, imieniny, chrzciny, zaręczyny…), a że rodzina wielopokoleniowa, to i okazji sporo.

      • Ja jest uparte bydle.
        Japan Hero musi być, gdyż poniewarz: obywatel wisniowego kraju nigdy nie ma urlopu, a jak ma to góra pół godziny. Przez te pół godziny musi zaliczyć Rzym, Paryż, Wenecję i jak się pośpieszy to Żelazową Wolę właśnie. Dlatego “rozpis” planu zwiedzania ma wyznaczony co do sekundy, a zdjęcia robi przy każdym świetle i okolicznościach, bo czas nie pozwala oglądać zwiedzanych obiektów, będzie na to pora w domu, po robocie, zamiast snu. Jakość nie jest istotna, ważne żeby dowód “bycia” w miejscu był. Oglądać a się zachwycać można nad albumem/programem w TV itp.
        Do tego, jeśli o jakości mowa, to te ich małe zabeweczki bardzo wiela zdziałać potrafią…

        • Szanowny Panie!
          Redakcja jako podmiot nieskłonny do konfliktów i w uznaniu Pana argumentów jako adekwatnych niniejszym rezerwuje specjalnie na Pana życzenie podtyp mieszany, wg normy TKP2009 (Turistické Kontroverzní Pravidlo czyli Kontrowersyjna Turystyczna Norma – dlaczego po czesku? Bo tak!) o oznaczeniu JAP-1 ORG/ HERO, charakteryzujący się cechami wyszczególnionymi przez Pana w powyższym komentarzu.

          Bogactwo szczegółów wskazuje, że miał Pan okazję bliskiego spotkania co najmniej II stopnia z inkryminowanym typem. Redakcja chętnie dowiedziałaby się, jak typ JAP-1 ORG/ HERO reaguje na przeszkody w planie zwiedzania, czy reakcja taka różni się znacznie od polskiego przedstawiciela typu HERO, czy mają tu zastosowanie jakieś niecodzienne metody (seppuku)?

          • Dziękuję. To mi pasuje, a do tego, słusznym się wydaje,
            wkład w rozwój omawianej dziedziny wnosząc.
            JAP-1 ORG/ HERO mimo zabiegania, graniczącego z popierdalaniem wydają się jednak dość bezkonfliktowi i bezstresowi. Tu nie wpuścili, tam zamknięte, to “se” pstryknę tubylca na ławce, osiołka na łączce itp. Sam niegdyś stałem się obiektem pstrykania, dawno to bardzo było, za czasów gdy nie musiał się człowiek z napitkiem kryć po kątach. Siedzielim wtedy z kumplem u stóp pana Fredry, na rynku miasta Wrocław i pilim tanie wino. W pewnej chwili prztoczyło się koło nas wielonogie, wielorękie, wielogłowe COŚ, trajkoczące, hihiczące i migające(ciemnawo już było). Ileż oni mieli uciechy z nas, popijających sobie spokojnie z jednej butelki…
            Inny przykład, z Niemiec. Jest tam taki zamek, zwie się Neuschwanstein, jak kto nie zna, to powiem tylko że go sobie z fanaberii na wzór bajkowy król bawarski niegdyś postawił. Zwiedzanie owego zamku wygląda tak. Kupujesz z dala od zamku, w kasie bilet na określoną godzinę. Wchodzisz na dziedziniec, jak przyjdzie pora wchodzusz wraz ze swoją grupą do pierwszego pomieszczenia i drzwi się za tobą zamykają. Masz na patrzenia sekund kilka, otwierają się wrota do następnego pomieszczenia, przewodnik przegania do niego całe towarzystwo, wrota zamykają się za plecami itd. Jak w śluzie jakiejś, albo na spędzie bydła. Jak na chwilę przystanąłem, by widokiem z okna się zachwycić i fotkę zrobić (w srodku nie wolno, ale ja cykałem rzeźbę na fasadzie), to przewodniczka drobiła przy mnie nogami, jakby się zlać miała zaraz.
            W każdym razie, JAP-1 ORG/ HERO zachwyceni sprawną organizacją, mordki od ucha do ucha i nawet zakazu fotografowania żal nie było.
            Wracając do dziedzińca, zawsze jest tam spory tłumek, bo to przy wejściu rygor, jak się spóźnisz, nie wejdziesz, przychodzą ludzie przed czasem. Kręcą się, niecierpliwią, łażą, siedzą… wszyscy poza JAP-1 ORG/ HERO, dla tych nie ma sekund straconych i wszystko jest ciekawe i warte uwagi: a to słupek przy bramie (klik), a to barierka przy wejściu (klik), wąsaty Niemiec (klik), jego gruba żona (klik), do tego pla pla pla i banan na ustach 🙂
            Pozazdrościć entuzjazmu, serio.

          • Jak się nie ma, co się lubi,
            to się lubi, co się ma. Ot, co!

            Proszę jednak zastanowić się, czy w takim razie (banan na ustach) zastosowanie ma mieszanie podtypu JAP 1-ORG z typem HERO, charakteryzującym się obniżoną odpornością na stres związany z zakłóceniami w planie zwiedzania? Exemplum: Wypowiedź z Londynu, polska turystka o najwyraźniej napiętym programie zwiedzania, usiłująca dostać się na Downing Street 10 podczas parady 11 listopada (Dzień Weteranów obchodzony rokrocznie od 1919 r., Whitehall i okolice zamknięte i otoczone policyjnym kordonem): “Czy ci kurwa Brytole muszą zamykać okolicę akurat jak MY przyjeżdżamy?!?”.

            Nb. Redakcja usłyszała dwie młode Angielki, które nieomylnie zareagowały w swoim języku na polskie przekleństwo: “To Polacy, pociskamy za nimi, oni na pewno przepchną się przez ten tłum!”.

          • He he.
            Można by założyć jakiś “Kącik Obserwacji Wakacyjnych a Śmiesznych”.
            Moja własna.
            Obok parku, straż miejscka spisuje gościa za oddawanie moczu w miejscu publicznym, okoliczności przyrody takie, że stoją na dużym skwerze i ludu wokół tłum, bo niedaleko koncert na powietrzu. Zatrzymany ma jednak koronny argument, który powtarza chwiejąc się na nogach; “Ale kurwa pod drzewem lałem!”

  2. Aby model JAP w wersji oryginalnej był pełny,
    należy go połączyć z modelem HERO, gdyż występuje w takiej i tylko w takiej właśnie postaci. Dlatego stawiam wniosek o podzielenie modelu JAP na 2 podgrupy: JAP Org i Jap zAp, czyli Japończycy oryginalni(znaczy z Japonii) i Japończycy z powodu aparata(cała reszta).
    Do tego jest jeszcze niewymieniona kategoria, do której sam się zaliczam, WDDZaWCH czyli W Dzień Dzielnie Zwiedza a Wieczorem Chleje.
    Na bolące kolana zaś, polecam pokrzywę.

    • Redakcja odpowiada
      Szanowny Panie!

      Redakcja Pocztu Turystów Polskich w pełni uznaje zasadność Pańskiego postulatu o utworzenie podtypów JAP 1-ORG i JAP 2-ZAP. Natomiast nie do końca Redakcja się zgadza z włączeniem modelu JAP do modelu HERO. Oczywiście występują zwiedzający HERO obwieszeni aparatami, którzy dbają o dokumentację foto zwiedzanych obiektów, czyli zbiory te mają część wspólną, ale Redakcji skromnym zdaniem nie można włączyć jednego z tych typów do drugiego. Proszę sobie albowiem wyobrazić typ HERO, który czeka całe 12 minut, aż słońce wyjrzy zza chmur i będzie można zrobić zdjęcie w innym (lepszym!!!) oświetleniu. 12 minut! Niezgodność typów w tym zakresie bywa rujnująca dla związków.

      Natomiast co do wyszczególnionego przez Pana typu, proszę łaskawie zauważyć, że Redakcja nie odnosi się w zamieszczonej propozycji klasyfikacji do zajęć PO dniu zwiedzania (typ GBTWL stosuje chlanie ZAMIAST zwiedzania). Pod tym względem każdy z typów również ma swoje zwyczaje, a mianowicie:
      1. Typ HERO chleje od 20:11 (po prognozie pogody w TVP1) do 22:38 (ciekawa koniunkcja Jowisza z Księżycem).
      2. Typ BR chleje, kiedy ma ochotę, kończąc o godz. 0:36. Albo o 02:05. Albo 04:12. Że następnego dnia też jest zwiedzanie? A w duuupie…
      3. Typ JAP wychyla grzecznie dla towarzystwa jedną kolejkę, max. dwie, a potem idzie zgrać zdjęcia na laptopa, wstępnie je wyselekcjonować, wywalając ewidentnie ruszone/ nieostre/ niedoświetlone, a także włączyć cyfrówkę i zapasowe akumulatory do ładowania.
      4. Typ BW wychyla kolejkę lub dwie jak wyżej, po czym krzywi się z niesmakiem, po czym oświadcza, że w pubie w Aberdeen było lepsze piwo/ whisky i idzie obrażony spać.
      5. Typ GBTWL właściwie nie przestaje chlać przez cały dzień, więc trudno powiedzieć, że to dla niego zajęcie wieczorne…
      6. Typ MULTI pije tylko przy okazji, najchętniej rodzinnej (urodziny, imieniny, chrzciny, zaręczyny…), a że rodzina wielopokoleniowa, to i okazji sporo.

      • Ja jest uparte bydle.
        Japan Hero musi być, gdyż poniewarz: obywatel wisniowego kraju nigdy nie ma urlopu, a jak ma to góra pół godziny. Przez te pół godziny musi zaliczyć Rzym, Paryż, Wenecję i jak się pośpieszy to Żelazową Wolę właśnie. Dlatego “rozpis” planu zwiedzania ma wyznaczony co do sekundy, a zdjęcia robi przy każdym świetle i okolicznościach, bo czas nie pozwala oglądać zwiedzanych obiektów, będzie na to pora w domu, po robocie, zamiast snu. Jakość nie jest istotna, ważne żeby dowód “bycia” w miejscu był. Oglądać a się zachwycać można nad albumem/programem w TV itp.
        Do tego, jeśli o jakości mowa, to te ich małe zabeweczki bardzo wiela zdziałać potrafią…

        • Szanowny Panie!
          Redakcja jako podmiot nieskłonny do konfliktów i w uznaniu Pana argumentów jako adekwatnych niniejszym rezerwuje specjalnie na Pana życzenie podtyp mieszany, wg normy TKP2009 (Turistické Kontroverzní Pravidlo czyli Kontrowersyjna Turystyczna Norma – dlaczego po czesku? Bo tak!) o oznaczeniu JAP-1 ORG/ HERO, charakteryzujący się cechami wyszczególnionymi przez Pana w powyższym komentarzu.

          Bogactwo szczegółów wskazuje, że miał Pan okazję bliskiego spotkania co najmniej II stopnia z inkryminowanym typem. Redakcja chętnie dowiedziałaby się, jak typ JAP-1 ORG/ HERO reaguje na przeszkody w planie zwiedzania, czy reakcja taka różni się znacznie od polskiego przedstawiciela typu HERO, czy mają tu zastosowanie jakieś niecodzienne metody (seppuku)?

          • Dziękuję. To mi pasuje, a do tego, słusznym się wydaje,
            wkład w rozwój omawianej dziedziny wnosząc.
            JAP-1 ORG/ HERO mimo zabiegania, graniczącego z popierdalaniem wydają się jednak dość bezkonfliktowi i bezstresowi. Tu nie wpuścili, tam zamknięte, to “se” pstryknę tubylca na ławce, osiołka na łączce itp. Sam niegdyś stałem się obiektem pstrykania, dawno to bardzo było, za czasów gdy nie musiał się człowiek z napitkiem kryć po kątach. Siedzielim wtedy z kumplem u stóp pana Fredry, na rynku miasta Wrocław i pilim tanie wino. W pewnej chwili prztoczyło się koło nas wielonogie, wielorękie, wielogłowe COŚ, trajkoczące, hihiczące i migające(ciemnawo już było). Ileż oni mieli uciechy z nas, popijających sobie spokojnie z jednej butelki…
            Inny przykład, z Niemiec. Jest tam taki zamek, zwie się Neuschwanstein, jak kto nie zna, to powiem tylko że go sobie z fanaberii na wzór bajkowy król bawarski niegdyś postawił. Zwiedzanie owego zamku wygląda tak. Kupujesz z dala od zamku, w kasie bilet na określoną godzinę. Wchodzisz na dziedziniec, jak przyjdzie pora wchodzusz wraz ze swoją grupą do pierwszego pomieszczenia i drzwi się za tobą zamykają. Masz na patrzenia sekund kilka, otwierają się wrota do następnego pomieszczenia, przewodnik przegania do niego całe towarzystwo, wrota zamykają się za plecami itd. Jak w śluzie jakiejś, albo na spędzie bydła. Jak na chwilę przystanąłem, by widokiem z okna się zachwycić i fotkę zrobić (w srodku nie wolno, ale ja cykałem rzeźbę na fasadzie), to przewodniczka drobiła przy mnie nogami, jakby się zlać miała zaraz.
            W każdym razie, JAP-1 ORG/ HERO zachwyceni sprawną organizacją, mordki od ucha do ucha i nawet zakazu fotografowania żal nie było.
            Wracając do dziedzińca, zawsze jest tam spory tłumek, bo to przy wejściu rygor, jak się spóźnisz, nie wejdziesz, przychodzą ludzie przed czasem. Kręcą się, niecierpliwią, łażą, siedzą… wszyscy poza JAP-1 ORG/ HERO, dla tych nie ma sekund straconych i wszystko jest ciekawe i warte uwagi: a to słupek przy bramie (klik), a to barierka przy wejściu (klik), wąsaty Niemiec (klik), jego gruba żona (klik), do tego pla pla pla i banan na ustach 🙂
            Pozazdrościć entuzjazmu, serio.

          • Jak się nie ma, co się lubi,
            to się lubi, co się ma. Ot, co!

            Proszę jednak zastanowić się, czy w takim razie (banan na ustach) zastosowanie ma mieszanie podtypu JAP 1-ORG z typem HERO, charakteryzującym się obniżoną odpornością na stres związany z zakłóceniami w planie zwiedzania? Exemplum: Wypowiedź z Londynu, polska turystka o najwyraźniej napiętym programie zwiedzania, usiłująca dostać się na Downing Street 10 podczas parady 11 listopada (Dzień Weteranów obchodzony rokrocznie od 1919 r., Whitehall i okolice zamknięte i otoczone policyjnym kordonem): “Czy ci kurwa Brytole muszą zamykać okolicę akurat jak MY przyjeżdżamy?!?”.

            Nb. Redakcja usłyszała dwie młode Angielki, które nieomylnie zareagowały w swoim języku na polskie przekleństwo: “To Polacy, pociskamy za nimi, oni na pewno przepchną się przez ten tłum!”.

          • He he.
            Można by założyć jakiś “Kącik Obserwacji Wakacyjnych a Śmiesznych”.
            Moja własna.
            Obok parku, straż miejscka spisuje gościa za oddawanie moczu w miejscu publicznym, okoliczności przyrody takie, że stoją na dużym skwerze i ludu wokół tłum, bo niedaleko koncert na powietrzu. Zatrzymany ma jednak koronny argument, który powtarza chwiejąc się na nogach; “Ale kurwa pod drzewem lałem!”

    • Od Redakcji
      Szanowny Panie!

      Widzę w Pańskiej propozycji dwie możliwości: typ – nazwijmy go sobie roboczo GASTRO – stosuje turystykę kulinarną, czyli zwiedzanie wyłącznie obiektów małej i dużej gastronomii ALBO też typ taki dba o możliwie najwyższy poziom dań, konsumowanych w trybie normalnym, tj. w przerwach zwiedzania obiektów pozagastronomicznych.

      Pierwsza możliwość sprawia, że typu tego nie uświadczymy w obiektach typu zamki, pałace, muzea (chyba że obiekt posiada wyspecjalizowaną część gastronomiczną, wtedy będzie to typ analogiczny do GBTWL), a co za tym idzie – dla opisanej klasyfikacji nie ma on zastosowania.

      Druga możliwość jest Redakcji bardzo bliska, dlatego też Redakcja chętnie podzieli się kilkoma dobrymi adresami, ale już przy innej okazji.

    • A pokrewna grupa-FULL
      A pokrewna grupa-FULL WYPAS(?) co to jadą na jakiś zagraniczny kamp i taszczą ze sobą całe żarcie; siedzą tam aż wszystko zeżrą , wtedy wracają. W piekarni usłyszałem: panie, ten chlebek to najlepszy, po20 bochenków biorą na zagranice, świeżość trzyma 2 tygodnie!
      Ps. i zdjęcia przywożą – tradycyjne- stoły pełne żarcia i picia.

    • Od Redakcji
      Szanowny Panie!

      Widzę w Pańskiej propozycji dwie możliwości: typ – nazwijmy go sobie roboczo GASTRO – stosuje turystykę kulinarną, czyli zwiedzanie wyłącznie obiektów małej i dużej gastronomii ALBO też typ taki dba o możliwie najwyższy poziom dań, konsumowanych w trybie normalnym, tj. w przerwach zwiedzania obiektów pozagastronomicznych.

      Pierwsza możliwość sprawia, że typu tego nie uświadczymy w obiektach typu zamki, pałace, muzea (chyba że obiekt posiada wyspecjalizowaną część gastronomiczną, wtedy będzie to typ analogiczny do GBTWL), a co za tym idzie – dla opisanej klasyfikacji nie ma on zastosowania.

      Druga możliwość jest Redakcji bardzo bliska, dlatego też Redakcja chętnie podzieli się kilkoma dobrymi adresami, ale już przy innej okazji.

    • A pokrewna grupa-FULL
      A pokrewna grupa-FULL WYPAS(?) co to jadą na jakiś zagraniczny kamp i taszczą ze sobą całe żarcie; siedzą tam aż wszystko zeżrą , wtedy wracają. W piekarni usłyszałem: panie, ten chlebek to najlepszy, po20 bochenków biorą na zagranice, świeżość trzyma 2 tygodnie!
      Ps. i zdjęcia przywożą – tradycyjne- stoły pełne żarcia i picia.

  3. Droga Redakcjo
    Ze wszystkimi

    Droga Redakcjo
    Ze wszystkimi tymi typami miałam szczęście/nieszczęście się zetknąć. Nurtuje mnie jednak pytanie do której grupy zaliczyć panie chodzące w szpilkach po górach/plaży w szpilkach. O tkzw. pełnym makijażu i reszcie garderoby nie warto wspominać, bo to oczywiste. Nie umiem też przyporządkować do żadnej z tych grup siebie. Łażę i się zagapiam jak zachwyci. O aparacie zapominam narażając się na zarzuty A zdjęcia gdzie?
    Z góry dziękuję za szybką odpowiedź.

    Wierna czytelniczka

    • Szanowna Pani!
      W sprawie pań chodzących w szpilkach po górach lub plaży (jakże zabawny rząd dołków powstaje przy tej okazji) sugerowałbym typ bezrefleksyjny; panie takie często należą do podtypu “Barbie i Bestia”, czyli pojawiają się w towarzystwie nieco kwadratowego osobnika płci odmiennej, a wszelkie złudzenia dotyczące ewentualnej urody mijają jak sen jaki złoty, kiedy tylko taka wyszpilkowana pani wyprodukuje wypowiedź ustną.

      Co do przynależności Czytelniczki: zasadniczo powyższa klasyfikacja dotyczy modeli zwiedzania uciążliwych dla otoczenia, przez które należy rozumieć pozostałą część grupy zorganizowanej, pracowników zwiedzanego obiektu lub po prostu innych zwiedzających, mających nieszczęście znaleźć się w tym samym miejscu i czasie. Wskazane przez Czytelniczkę cechy własne zdają się wskazywać na nieuciążliwość, czego Redakcja szczerze gratuluje.

      • Droga Redakcjo
        “Co do

        Droga Redakcjo
        “Co do przynależności Czytelniczki: zasadniczo powyższa klasyfikacja dotyczy modeli zwiedzania uciążliwych dla otoczenia, przez które należy rozumieć pozostałą część grupy zorganizowanej, pracowników zwiedzanego obiektu lub po prostu innych zwiedzających, mających nieszczęście znaleźć się w tym samym miejscu i czasie.”
        Jak cytat powyżej ma się do tego:
        “Czytelniczkę cechy własne zdają się wskazywać na nieuciążliwość, czego Redakcja szczerze gratuluje.”

        Wierna czytelniczka

        PS: Dziękuję za zamianę Listopadowego zaoknia w Maj.:) :*

        • Cytat powyższy
          ma się do poniższego tak, że Czytelniczka całkowicie słusznie NIE odnajduje się wśród typów wyszczególnionych we wpisie głównym i tego nieodnajdywania się Redakcja gratuluje, jako że wskazuje ono na nieuciążliwość Czytelniczki dla otoczenia.

          PS. Proszę bardzo, aczkolwiek co do takich możliwości, jak zamiana tego, co za oknem, na lepsze, Redakcja oficjalnie się nie przyznaje. Urojenia boskości Redakcji mają swoje granice.

          • Droga Redakcjo
            To znowu,

            Droga Redakcjo
            To znowu, niestety, ja. Muszę jednak pospieszyć z wyjaśnieniem co do owej cudownej zaokiennej przemiany. Nastąpiła ona bowiem we wnętrzu moim, mimo, że zaokiennie nic się nie zmieniło. Za to moje najszczersze były i są.:)

            Wierna czytelniczka

      • hmmm
        Lat temu kilka, takie duże kilka, miałem okazje, siedząc sobie pod schroniskiem na Wetlińskiej i herbatkę popijając, obserwować takie właśnie pańcie, w szpilkach, jak w tępię niedostępnym dla zwykłych ludzi pokonywały trasę z Brechów na połoninę, widok był przecudny, przodem pańcie za za nimi pańciowie w gangach.
        Do wtedy wydawało mi się że jak już to w tych szpilkach łatwiej to im schodzić będzie, ale nie bo zejście jakoś im nie szło. No tym pańciom, bo pańciowie w gangach i półbutkach męskich eleganckich jednako się męczyli i w górę i jak ku dołowi droga prowadziła. a była to wycieczka ze śląska jak pamiętam, zresztą zarówno wycieczki jak i wczasy pod namiotem w wykonaniu górniczych rodzin to zupełnie oddzielny temat

        • Upss… ale mi się, a niech
          Upss… ale mi się, a niech to! Wyszło na to,że jestem, przez szczere współczucie dla siebie nie wspomnę kim.:( A gdzie solidarność jajników, że jako przykład nie podałam pańciów?:( Zawstydził mnie Pan. Na swoje mizerne usprawiedliwienie mam, że one właśnie szczególnie utkwiły mi w pamięci. (Pewnie przez zazdrość, bo śliczne były w przewadze). Takoż dzieci małoletnie prowadzone samopas od strony przepaści. Skleroza, ani chybi.:(

          • hmmm
            kilkakrotnie dane mi było spotkać w Pieninach, w wąwozie Homole, faceta, w trampkach, spodniach typu “kościółkowe”, białej koszuli i pulowerze, dzierżącego w reku reklamówkę, gość pytał która godzina i pędził dalej bo musiał na autobus w Szczawnicy zdążyć a to kawał drogi choć prawie po płaskim a od Jaworek to po asfalcie

          • Czytam i zastanawiam się,
            Czytam i zastanawiam się, śmiać się czy płakać nad bezmyślnością co poniektórych. Jak się uda wejść i zejść, to pół biedy, bo co najwyżej takim “turystom” towarzyszy uśmiech politowania, gorzej gdy kończy się to: Nie chciałem, nie wiedziałem, czasem tragicznie. O kosztach ratowania takowych indywiduów nie warto nawet wspominać. Przecież im się NALEŻY!

            Tak na marginesie. Czy jest już obowiązek ubezpieczania się przed wyprawą w góry? Plaża, jeśli nie włażą do wody, coby nie rozmyć urody, niezależnie od płci, jest miejscem bezpieczniejszym.

            PS: Najbardziej podoba mi się komentarz Pistacjowego Kosmity.:)))

          • Z przykrością muszę coś tu rozwiać.
            Na plaży zdarzają się:
            – doły, wykopane przez przedsiębiorczych małoletnich;
            – szkła, pozostawione przez model GBTWL, rozbawiony do stanu, w którym po prostu TRZEBA stłuc tę butelkę;
            – psie kupy, troskliwie zasypane przez właścicieli, którzy wiedzą, że z psami na plażę nie wolno, ale co im tam;
            To ostatnie w sumie nieprzyjemne, ale też paskudne. Zwłaszcza PO wdepnięciu w szkło.

          • I tu mię Droga Redakcja ma.:(
            I tu mię Droga Redakcja ma.:( O tym nie pomyślałam. Nie zetkłam się osobiście z takowymi przypadkami (Obserwowałam akurat wtedy nadpływający okręt/kuter/żaglowiec/brakujące dodać/, ewentualnie zachód/wschód Słońca ?:) i nie przyszło mi do głowy takie kuposzklistedołkowe zagrożenie?:(

  4. Droga Redakcjo
    Ze wszystkimi

    Droga Redakcjo
    Ze wszystkimi tymi typami miałam szczęście/nieszczęście się zetknąć. Nurtuje mnie jednak pytanie do której grupy zaliczyć panie chodzące w szpilkach po górach/plaży w szpilkach. O tkzw. pełnym makijażu i reszcie garderoby nie warto wspominać, bo to oczywiste. Nie umiem też przyporządkować do żadnej z tych grup siebie. Łażę i się zagapiam jak zachwyci. O aparacie zapominam narażając się na zarzuty A zdjęcia gdzie?
    Z góry dziękuję za szybką odpowiedź.

    Wierna czytelniczka

    • Szanowna Pani!
      W sprawie pań chodzących w szpilkach po górach lub plaży (jakże zabawny rząd dołków powstaje przy tej okazji) sugerowałbym typ bezrefleksyjny; panie takie często należą do podtypu “Barbie i Bestia”, czyli pojawiają się w towarzystwie nieco kwadratowego osobnika płci odmiennej, a wszelkie złudzenia dotyczące ewentualnej urody mijają jak sen jaki złoty, kiedy tylko taka wyszpilkowana pani wyprodukuje wypowiedź ustną.

      Co do przynależności Czytelniczki: zasadniczo powyższa klasyfikacja dotyczy modeli zwiedzania uciążliwych dla otoczenia, przez które należy rozumieć pozostałą część grupy zorganizowanej, pracowników zwiedzanego obiektu lub po prostu innych zwiedzających, mających nieszczęście znaleźć się w tym samym miejscu i czasie. Wskazane przez Czytelniczkę cechy własne zdają się wskazywać na nieuciążliwość, czego Redakcja szczerze gratuluje.

      • Droga Redakcjo
        “Co do

        Droga Redakcjo
        “Co do przynależności Czytelniczki: zasadniczo powyższa klasyfikacja dotyczy modeli zwiedzania uciążliwych dla otoczenia, przez które należy rozumieć pozostałą część grupy zorganizowanej, pracowników zwiedzanego obiektu lub po prostu innych zwiedzających, mających nieszczęście znaleźć się w tym samym miejscu i czasie.”
        Jak cytat powyżej ma się do tego:
        “Czytelniczkę cechy własne zdają się wskazywać na nieuciążliwość, czego Redakcja szczerze gratuluje.”

        Wierna czytelniczka

        PS: Dziękuję za zamianę Listopadowego zaoknia w Maj.:) :*

        • Cytat powyższy
          ma się do poniższego tak, że Czytelniczka całkowicie słusznie NIE odnajduje się wśród typów wyszczególnionych we wpisie głównym i tego nieodnajdywania się Redakcja gratuluje, jako że wskazuje ono na nieuciążliwość Czytelniczki dla otoczenia.

          PS. Proszę bardzo, aczkolwiek co do takich możliwości, jak zamiana tego, co za oknem, na lepsze, Redakcja oficjalnie się nie przyznaje. Urojenia boskości Redakcji mają swoje granice.

          • Droga Redakcjo
            To znowu,

            Droga Redakcjo
            To znowu, niestety, ja. Muszę jednak pospieszyć z wyjaśnieniem co do owej cudownej zaokiennej przemiany. Nastąpiła ona bowiem we wnętrzu moim, mimo, że zaokiennie nic się nie zmieniło. Za to moje najszczersze były i są.:)

            Wierna czytelniczka

      • hmmm
        Lat temu kilka, takie duże kilka, miałem okazje, siedząc sobie pod schroniskiem na Wetlińskiej i herbatkę popijając, obserwować takie właśnie pańcie, w szpilkach, jak w tępię niedostępnym dla zwykłych ludzi pokonywały trasę z Brechów na połoninę, widok był przecudny, przodem pańcie za za nimi pańciowie w gangach.
        Do wtedy wydawało mi się że jak już to w tych szpilkach łatwiej to im schodzić będzie, ale nie bo zejście jakoś im nie szło. No tym pańciom, bo pańciowie w gangach i półbutkach męskich eleganckich jednako się męczyli i w górę i jak ku dołowi droga prowadziła. a była to wycieczka ze śląska jak pamiętam, zresztą zarówno wycieczki jak i wczasy pod namiotem w wykonaniu górniczych rodzin to zupełnie oddzielny temat

        • Upss… ale mi się, a niech
          Upss… ale mi się, a niech to! Wyszło na to,że jestem, przez szczere współczucie dla siebie nie wspomnę kim.:( A gdzie solidarność jajników, że jako przykład nie podałam pańciów?:( Zawstydził mnie Pan. Na swoje mizerne usprawiedliwienie mam, że one właśnie szczególnie utkwiły mi w pamięci. (Pewnie przez zazdrość, bo śliczne były w przewadze). Takoż dzieci małoletnie prowadzone samopas od strony przepaści. Skleroza, ani chybi.:(

          • hmmm
            kilkakrotnie dane mi było spotkać w Pieninach, w wąwozie Homole, faceta, w trampkach, spodniach typu “kościółkowe”, białej koszuli i pulowerze, dzierżącego w reku reklamówkę, gość pytał która godzina i pędził dalej bo musiał na autobus w Szczawnicy zdążyć a to kawał drogi choć prawie po płaskim a od Jaworek to po asfalcie

          • Czytam i zastanawiam się,
            Czytam i zastanawiam się, śmiać się czy płakać nad bezmyślnością co poniektórych. Jak się uda wejść i zejść, to pół biedy, bo co najwyżej takim “turystom” towarzyszy uśmiech politowania, gorzej gdy kończy się to: Nie chciałem, nie wiedziałem, czasem tragicznie. O kosztach ratowania takowych indywiduów nie warto nawet wspominać. Przecież im się NALEŻY!

            Tak na marginesie. Czy jest już obowiązek ubezpieczania się przed wyprawą w góry? Plaża, jeśli nie włażą do wody, coby nie rozmyć urody, niezależnie od płci, jest miejscem bezpieczniejszym.

            PS: Najbardziej podoba mi się komentarz Pistacjowego Kosmity.:)))

          • Z przykrością muszę coś tu rozwiać.
            Na plaży zdarzają się:
            – doły, wykopane przez przedsiębiorczych małoletnich;
            – szkła, pozostawione przez model GBTWL, rozbawiony do stanu, w którym po prostu TRZEBA stłuc tę butelkę;
            – psie kupy, troskliwie zasypane przez właścicieli, którzy wiedzą, że z psami na plażę nie wolno, ale co im tam;
            To ostatnie w sumie nieprzyjemne, ale też paskudne. Zwłaszcza PO wdepnięciu w szkło.

          • I tu mię Droga Redakcja ma.:(
            I tu mię Droga Redakcja ma.:( O tym nie pomyślałam. Nie zetkłam się osobiście z takowymi przypadkami (Obserwowałam akurat wtedy nadpływający okręt/kuter/żaglowiec/brakujące dodać/, ewentualnie zachód/wschód Słońca ?:) i nie przyszło mi do głowy takie kuposzklistedołkowe zagrożenie?:(

  5. Szanowny Panie!
    Redakcja niniejszym włącza do taksonomii typ WyMSZ, klasyfikując go jednocześnie jako archaiczny/ rzadko spotykany/ na wymarciu, co bynajmniej nie oznacza, że typowi temu należy się szczególna ochrona gatunkowa. Włączenie go do kategoryzacji pozwoli faktycznie na uzupełnianie obserwacji o uwagi na przykład następujące “typ HERO z cechami WyMSZ”.

  6. Szanowny Panie!
    Redakcja niniejszym włącza do taksonomii typ WyMSZ, klasyfikując go jednocześnie jako archaiczny/ rzadko spotykany/ na wymarciu, co bynajmniej nie oznacza, że typowi temu należy się szczególna ochrona gatunkowa. Włączenie go do kategoryzacji pozwoli faktycznie na uzupełnianie obserwacji o uwagi na przykład następujące “typ HERO z cechami WyMSZ”.

  7. Droga Redakcjo A może by tak
    Droga Redakcjo

    A może by tak Droga Redakcja opublikowała cykl artykułów na równie ważkie tematy zamieszczając też dział pytań i odpowiedzi? Pomoże to zapewne w rozwianiu rozlicznych wątpliwości takim jak niżej podpisana.

    Wierna czytelniczka

      • Lenistwo Wierna czytelniczka
        Lenistwo Wierna czytelniczka rozumie jak najbardziej, bo sama tak ma. Tylko jeśli nie tu i tak, to jak owo rozwiewanie miałoby ewentualnie przebiegać? Do rozwiewania się nazbierało, oj nazbierało przez życiorys długawy Wiernej czytelniczki.;p

        PS: Ozorek przymrużeniowooczkowy znalazł się tu przypadkiem oczywiście. Informuję coby słów Wiernej czytelniczki nie potraktować jako żart.;)

  8. Droga Redakcjo A może by tak
    Droga Redakcjo

    A może by tak Droga Redakcja opublikowała cykl artykułów na równie ważkie tematy zamieszczając też dział pytań i odpowiedzi? Pomoże to zapewne w rozwianiu rozlicznych wątpliwości takim jak niżej podpisana.

    Wierna czytelniczka

      • Lenistwo Wierna czytelniczka
        Lenistwo Wierna czytelniczka rozumie jak najbardziej, bo sama tak ma. Tylko jeśli nie tu i tak, to jak owo rozwiewanie miałoby ewentualnie przebiegać? Do rozwiewania się nazbierało, oj nazbierało przez życiorys długawy Wiernej czytelniczki.;p

        PS: Ozorek przymrużeniowooczkowy znalazł się tu przypadkiem oczywiście. Informuję coby słów Wiernej czytelniczki nie potraktować jako żart.;)

  9. To ja sam sobie skomentuję jeszcze
    Primo: uznaję za słuszny postulat Doroli, żeby wprowadzić kategorię SzT – Szlajających się Turystów. I w ogóle trzeba by jakąś gradację wprowadzić, coś jak u Szwejka (1. Dziadyga, 2. Pieski dziadyga, 3. Wicepierdoła, 4. Pierdoła*), w sensie od turysty zwiedzającego maksymalnie planowo i świadomie (typ HERO) do całkowicie bezrefleksyjnego i zwiedzającego już nie to, że intuicyjnie, ale wręcz z rozpędu i dlatego, że wypada. Na takiej skali każdy by się mógł odnaleźć i poczuć, że jest na swoim miejscu.

    Secundo: zapomniałem i poddaję pod osąd opinii publicznej sensowność wprowadzenia kategorii Pielgrzym (PILG) – aż się boję ustalać kryteria dla takiej kategorii, którą przecież można spotkać w miejscach takich jak Licheń, Św. Lipka czy Częstochowa – oraz na drogach docelowych. W każdym razie chciałbym tylko zaznaczyć, że w obrębie takiej kategorii również należałoby wprowadzić gradację – od pielgrzymów z autentycznymi odczuciami religijnymi, do takich, którzy traktują pielgrzymkę jako wydarzenie o charakterze towarzyskim.
    _________

    *) Tak odnośnie gradacji Szwejka, to uległa ona pewnemu rozwarstwieniu. W 1997 roku na I Ogólnopolskim Forum Szwejkowym Prześwietna Kapituła Szwejkowa ustanowiła honorowe tytuły szwejkowe:

    1. Wicepierdoła
    2. Pierdoła
    3. Pierdoła Zwykły Frontowy
    4. Pierdoła Dyplomowany Cesarski
    5. Arcypierdoła
    6. Arcypierdoła Dyplomowany Cesarski
    7. Arcypierdoła do Kwadratu
    8. Arcypierdoła do Sześcianu
    9. Pieski Dziadyga
    10. Stary Dziadyga Dyplomowany
    11. Nasza Stara Dupa
    12. Nasza Stara Dupa w Wawrzynach

  10. To ja sam sobie skomentuję jeszcze
    Primo: uznaję za słuszny postulat Doroli, żeby wprowadzić kategorię SzT – Szlajających się Turystów. I w ogóle trzeba by jakąś gradację wprowadzić, coś jak u Szwejka (1. Dziadyga, 2. Pieski dziadyga, 3. Wicepierdoła, 4. Pierdoła*), w sensie od turysty zwiedzającego maksymalnie planowo i świadomie (typ HERO) do całkowicie bezrefleksyjnego i zwiedzającego już nie to, że intuicyjnie, ale wręcz z rozpędu i dlatego, że wypada. Na takiej skali każdy by się mógł odnaleźć i poczuć, że jest na swoim miejscu.

    Secundo: zapomniałem i poddaję pod osąd opinii publicznej sensowność wprowadzenia kategorii Pielgrzym (PILG) – aż się boję ustalać kryteria dla takiej kategorii, którą przecież można spotkać w miejscach takich jak Licheń, Św. Lipka czy Częstochowa – oraz na drogach docelowych. W każdym razie chciałbym tylko zaznaczyć, że w obrębie takiej kategorii również należałoby wprowadzić gradację – od pielgrzymów z autentycznymi odczuciami religijnymi, do takich, którzy traktują pielgrzymkę jako wydarzenie o charakterze towarzyskim.
    _________

    *) Tak odnośnie gradacji Szwejka, to uległa ona pewnemu rozwarstwieniu. W 1997 roku na I Ogólnopolskim Forum Szwejkowym Prześwietna Kapituła Szwejkowa ustanowiła honorowe tytuły szwejkowe:

    1. Wicepierdoła
    2. Pierdoła
    3. Pierdoła Zwykły Frontowy
    4. Pierdoła Dyplomowany Cesarski
    5. Arcypierdoła
    6. Arcypierdoła Dyplomowany Cesarski
    7. Arcypierdoła do Kwadratu
    8. Arcypierdoła do Sześcianu
    9. Pieski Dziadyga
    10. Stary Dziadyga Dyplomowany
    11. Nasza Stara Dupa
    12. Nasza Stara Dupa w Wawrzynach

  11. Pochwała od Pana
    jest czymś, co wymaga oprawienia w ramki i postawienia sobie na biurku. Gdy pani Quackie chce coś postawić na moim roboczym biurku, odpowiadam jak Szalony Kapelusznik i Marcowy Zając “Miejsca nie ma! Miejsca nie ma!” i jest to smutna prawda; otóż dla Pana jestem gotów, co ja mówię, nie tylko jestem gotów, ale już sprzątam notatki ze spotkania z klientem, faktury wystawione i przyjęte, książki przeczytane i w czytaniu, jeden kolorowy album i jeden czarno-biały, pudełko z CD-ROMami, słownik. wiertła i śrubokręty (zestaw uniwersalny od 0,2 do 2 mm), ulotkę pizzerii i chusteczki higieniczne… i stawiam Pański komentarz, oprawny w złotą ramkę, na froncie.

    Teraz jeszcze muszę posprzątać podłogę naokoło.

    Pozdrawiam i puchnę z dumy.