Reklama

Tak mi się jakoś ostatnio pomyślało. Nie czytamy.

Tak mi się jakoś ostatnio pomyślało. Nie czytamy. Ja nie czytam. Dokładniej, to książek. Dlaczego? Oto jest pytanie.

Reklama

Literki zaczęłam składać w wyrazy jako czteroletnie dziecię. Mówią, że genialne. Z czasem mi przeszło. Nie wiem na kogo. Ktoś wie?  
Miałam szczęście być posiadaczką starszego zaczytanego rodzeństwa, rodziców i domu-biblioteki. Coś jak matka tka i tatka tka a przy okazji tkają dzieci. Tkanie jest zaraźliwe!
W drugiej klasie szkoły podstawowej, wówczas jeszcze ośmioklasowej, miałam wyczytane wszystkie lektury aż do ósmej klasy, plus ponadobowiązkowe i nie tylko. Rok spędzony na leniuchowaniu w szpitalu co nieco pomógł w wyrabianiu ponadnormy.
Był czas, że na nic nie miałam czasu, ale na czytanie zawsze się znalazł. W pociągu, w przeciągu, na dworcu, w WC. Wszędzie. Normą było jedna na dobę. Książka.  
I stało się! Wywalczyłam dostęp do internetu! Hura! Hura? Nie do końca. Coś za coś. Wciągnęło mnie po uszy i…
Już nie pamiętam kiedy ostatni raz zasnęłam z głową na książce. Za to raz zdarzyło mi się odcisnąć klawiaturę na policzku. Gdy zasnęłam surfując po internecie.

Książki to najlepsi nasi przyjaciele. Nie zdradzą, nie zostawią a nauczą wiele. Tak mi się ktoś tam dawno temu wpisał do Pamiętnika. To prawda. To ja je zdradziłam, nie one mnie.  
Może ktoś zna sposób na nieczytanie? Co ostatnio czytaliście? Co polecacie?  Byle nie politycznie, tego mam jak na razie dość tu i tam, i ówdzie też.

Reklama

112 KOMENTARZE

  1. Zdaje się,
    że kłopot techniczny ustał.

    Mam tylko jedną wątpliwość – co to jest “ostatnio”? Ostatni tydzień, miesiąc, kwartał?

    Mogę policzyć w tył, ale ograniczę się tylko do fikcji/ lit. pięknej:
    “Zamek z piasku, który runął” Larssona (ostatnia część trylogii, tym razem oddzielnie czytana)
    “Szlak chwały” Heinleina
    “Wodnikowe Wzgórze” Adamsa (odświeżyłem dzięki Lukrecji)
    “Nocny patrol”, “Patrol Zmroku” i “Ostatni Patrol” Łukjanienki (“Dziennego Patrolu” jakoś nie)
    “Fantastyka” rocznik 1983 (niekompletny)
    Chyba tyle, jak pamięcią sięgnę.

  2. Zdaje się,
    że kłopot techniczny ustał.

    Mam tylko jedną wątpliwość – co to jest “ostatnio”? Ostatni tydzień, miesiąc, kwartał?

    Mogę policzyć w tył, ale ograniczę się tylko do fikcji/ lit. pięknej:
    “Zamek z piasku, który runął” Larssona (ostatnia część trylogii, tym razem oddzielnie czytana)
    “Szlak chwały” Heinleina
    “Wodnikowe Wzgórze” Adamsa (odświeżyłem dzięki Lukrecji)
    “Nocny patrol”, “Patrol Zmroku” i “Ostatni Patrol” Łukjanienki (“Dziennego Patrolu” jakoś nie)
    “Fantastyka” rocznik 1983 (niekompletny)
    Chyba tyle, jak pamięcią sięgnę.

  3. Mogę się wtrącić? Mogę? Ja za
    Mogę się wtrącić? Mogę?
    Ja SF zaraziłam się dawno temu od szwagra. Pierwsze co mnie zachwyciło to Brian W. Aldiss. I nie “Non stop”. ale “Cieplarnia”. Czytał Pan? Wszystkie numery “Fantastyki” przechowywane są szwagrem jak relikwie. Wyczytałam do dna, bo mnie podobno lubi.

  4. Mogę się wtrącić? Mogę? Ja za
    Mogę się wtrącić? Mogę?
    Ja SF zaraziłam się dawno temu od szwagra. Pierwsze co mnie zachwyciło to Brian W. Aldiss. I nie “Non stop”. ale “Cieplarnia”. Czytał Pan? Wszystkie numery “Fantastyki” przechowywane są szwagrem jak relikwie. Wyczytałam do dna, bo mnie podobno lubi.

  5. Uuu
    10 rzeczy, powiada Pan? Nie jest to przesadnie dużo, ale można spróbować
    (kolejność NIE będzie odzwierciedlała żadnego rankingu, co lepsze, a co gorsze; uwaga, to są pozycje SF, A NIE fantasy, czyli zabraknie Sapkowskiego, Tolkiena i Ursuli LeGuin, żeby wymienić tak z brzegu):

    1. Stanisław Lem. Najlepiej całość, ale tak hop siup to nierealne – więc może zacząć od opowiadań o pilocie Pirxie, potem przejść do tragikomicznego “Kongresu futurologicznego”, a wreszcie dać sobie oddech “Solaris”. Potem można CAŁĄ resztę.

    2. Orson Scott Card – “Gra Endera”. To jest pierwsza część cyklu, więc jak już Pan to przeczyta, polecam ciąg dalszy.

    3. Bracia Arkadij i Borys Strugaccy, obowiązkowo 3 x P – “Piknik na skraju drogi”, “Poniedziałek zaczyna się w sobotę” i “Przenicowany świat”. Ciąg dalszy jak wyżej.

    4. Robert Anson Heinlein, i tu zależy: można zacząć od opus magnum (i wtedy “Obcy w obcym kraju”), a można i od rzeczy lżejszych (np. od “Żołnierzy kosmosu”, wydanych wcześniej z niewielkimi skrótami jako “Kawaleria kosmosu”). Po drodze jeszcze “Luna to surowa pani”, “Kot, który przenika przez ściany” (jako dylogia) i ew. w uzupełnieniu “Liczba Bestii” (“The Number Of The Beast”, o ile mi wiadomo, tylko w oryginale). Plus reszta jak wyżej.

    5. Harry Harrison – “Planeta śmierci”, potem jest cały cykl, ale to jak z sequelami – im dalej, tym słabiej. Można również fantastyczne kryminały z serii powieści o międzyplanetarnym przestępcy Stalowym Szczurze.

    6. Henry Kuttner – dwa tomy wydano po polsku, “Stos kłopotów” i “Twonk. Opowiadania”. Oba polecam, przy pierwszym należy się położyć, bo większość opowiadań i tak rozkłada na łopatki.

    7. James White – “Szpital kosmiczny” i następne tomy cyklu. Zasługuje na uwagę, bo walki, wojny i zabijania jest tu jak na lekarstwo, za to zgodnie z tytułem – diagnostyka, i to lepsza niż w serialu “House MD”, bo w większości dotycząca nieziemców.

    8. Ray Bradbury – “Kroniki marsjańskie”. Klasyk SF, mój ulubiony – z klasyków.

    9. Marek Oramus – “Senni zwycięzcy”. Trudno określić dokładnie, o czym to. O kosmosie, socjotechnice, ludziach, którzy mimo upływu lat i rozwoju techniki nic a nic się nie zmieniają.

    10. To już upchnąłem do jednego punktu – powieści z gatunku historii alternatywnych: James Hogan “Operacja Proteusz” i John Birmingham – trylogia “Oś czasu”, obu panów pisze o alternatywnej historii II wojny światowej, Eric Flint i inni autorzy – seria “1632”, alternatywna historia wojny trzydziestoletniej, po dwóch pierwszych tomach nieźle się rozrasta.

    Ale mnie Pan odciągnął od roboty!

  6. Uuu
    10 rzeczy, powiada Pan? Nie jest to przesadnie dużo, ale można spróbować
    (kolejność NIE będzie odzwierciedlała żadnego rankingu, co lepsze, a co gorsze; uwaga, to są pozycje SF, A NIE fantasy, czyli zabraknie Sapkowskiego, Tolkiena i Ursuli LeGuin, żeby wymienić tak z brzegu):

    1. Stanisław Lem. Najlepiej całość, ale tak hop siup to nierealne – więc może zacząć od opowiadań o pilocie Pirxie, potem przejść do tragikomicznego “Kongresu futurologicznego”, a wreszcie dać sobie oddech “Solaris”. Potem można CAŁĄ resztę.

    2. Orson Scott Card – “Gra Endera”. To jest pierwsza część cyklu, więc jak już Pan to przeczyta, polecam ciąg dalszy.

    3. Bracia Arkadij i Borys Strugaccy, obowiązkowo 3 x P – “Piknik na skraju drogi”, “Poniedziałek zaczyna się w sobotę” i “Przenicowany świat”. Ciąg dalszy jak wyżej.

    4. Robert Anson Heinlein, i tu zależy: można zacząć od opus magnum (i wtedy “Obcy w obcym kraju”), a można i od rzeczy lżejszych (np. od “Żołnierzy kosmosu”, wydanych wcześniej z niewielkimi skrótami jako “Kawaleria kosmosu”). Po drodze jeszcze “Luna to surowa pani”, “Kot, który przenika przez ściany” (jako dylogia) i ew. w uzupełnieniu “Liczba Bestii” (“The Number Of The Beast”, o ile mi wiadomo, tylko w oryginale). Plus reszta jak wyżej.

    5. Harry Harrison – “Planeta śmierci”, potem jest cały cykl, ale to jak z sequelami – im dalej, tym słabiej. Można również fantastyczne kryminały z serii powieści o międzyplanetarnym przestępcy Stalowym Szczurze.

    6. Henry Kuttner – dwa tomy wydano po polsku, “Stos kłopotów” i “Twonk. Opowiadania”. Oba polecam, przy pierwszym należy się położyć, bo większość opowiadań i tak rozkłada na łopatki.

    7. James White – “Szpital kosmiczny” i następne tomy cyklu. Zasługuje na uwagę, bo walki, wojny i zabijania jest tu jak na lekarstwo, za to zgodnie z tytułem – diagnostyka, i to lepsza niż w serialu “House MD”, bo w większości dotycząca nieziemców.

    8. Ray Bradbury – “Kroniki marsjańskie”. Klasyk SF, mój ulubiony – z klasyków.

    9. Marek Oramus – “Senni zwycięzcy”. Trudno określić dokładnie, o czym to. O kosmosie, socjotechnice, ludziach, którzy mimo upływu lat i rozwoju techniki nic a nic się nie zmieniają.

    10. To już upchnąłem do jednego punktu – powieści z gatunku historii alternatywnych: James Hogan “Operacja Proteusz” i John Birmingham – trylogia “Oś czasu”, obu panów pisze o alternatywnej historii II wojny światowej, Eric Flint i inni autorzy – seria “1632”, alternatywna historia wojny trzydziestoletniej, po dwóch pierwszych tomach nieźle się rozrasta.

    Ale mnie Pan odciągnął od roboty!

  7. Hehe
    Tu fantastyka się przydaje – u Lema w jednym z opowiadań maszyny rozumne, napotkawszy problem, którego nie mogły rozwiązać, zaczęły zamiast tego konstruować następne maszyny rozumne, które postąpiły tak samo – i tak w nieskończoność. To jest przykład prokrastynacji totalnej : )))

  8. Hehe
    Tu fantastyka się przydaje – u Lema w jednym z opowiadań maszyny rozumne, napotkawszy problem, którego nie mogły rozwiązać, zaczęły zamiast tego konstruować następne maszyny rozumne, które postąpiły tak samo – i tak w nieskończoność. To jest przykład prokrastynacji totalnej : )))

  9. Nie
    przejmuj się – już jest za późno (nie chodzi mi o godzinę) – dla nas to podróż sentymentalna w stare lata ubiegłego tysiąclecia. SF tak naprawdę opisuje bierzący czas w dekoracjach z przyszłości. SF się starzeje szybko i po latach nie da się sporej części tego o czym tu pisaliśmy przeczytać. Jedyną radą jest wzięcie do rąk aktualnych, nowych powieści. Ale tutaj Ci nie pomogę – nie wiem co jest teraz na topie
    Pzdr.
    Ps. Ufff ale oddech od polityki. Niestety MK znowu coś politycznego napisał – nie czytam na wszelki wypadek.

  10. Nie
    przejmuj się – już jest za późno (nie chodzi mi o godzinę) – dla nas to podróż sentymentalna w stare lata ubiegłego tysiąclecia. SF tak naprawdę opisuje bierzący czas w dekoracjach z przyszłości. SF się starzeje szybko i po latach nie da się sporej części tego o czym tu pisaliśmy przeczytać. Jedyną radą jest wzięcie do rąk aktualnych, nowych powieści. Ale tutaj Ci nie pomogę – nie wiem co jest teraz na topie
    Pzdr.
    Ps. Ufff ale oddech od polityki. Niestety MK znowu coś politycznego napisał – nie czytam na wszelki wypadek.

  11. Panie Yo la,
    Dobry wieczór tą razą,

    Pan mnie łaskawie wciągnie w wywiad z Richardsem, bardzo proszę. Powiedział coś ciekawego albo śmiesznego?

    Wciąż padam, padam, padam (Piaf nie chce się ode mnie odczepić)

    PS. Przepraszam miłośników fantastyki za zakłócania spokoju; czytałam tylko Lema i trochę Dicka. Reszta to raczej not my cup of tea, wolę literaturę faktu.

      • Dobry, a jakże, dziękuję
        Nie wiedziałam, Panie Szanowny, a to psikus! Faktem jednak jest, że Lem trochę przypomina ufoludka, znaczy, istotę nie-ludzką, znaczy jako ludzka istota nie istnieje :))

        Pozdrawiam z szaconkiem, bo się może skończyć źle… (dziś cósik cała w cytatach jestem)

        • A kto go (Lema) tam wie!
          Co do Dicka natomiast:

          “Znana jest historia paranoi, w jaką popadł na punkcie Lema gigant amerykańskiej s.f. Philip K. Dick. W 1974 r. Dick napisał donos do FBI, w którym utrzymywał, że Lem jako „funkcjonariusz totalnej partii” stoi na czele spisku pisarzy marksistów, którzy chcą przejąć kontrolę nad amerykańską fantastyką. Różnorodna stylistyka utworów Lema była dla Dicka dowodem na to, że za jego nazwiskiem kryje się być może cały „komitet” komunistycznych agentów. Echem tego sporu są parodystyczne wobec Dicka wątki w twórczości Lema, np. opis Ministerstwa Spraw Zaziemskich otwierający „Wizję lokalną” (1981) to subtelna drwina z Dickowskiego opowiadania „Raport mniejszości” (1956) (list Dicka do FBI można znaleźć pod adresem: http://lem.hostingpro.pl/cyberiadinfo/english/english/faq/faq.htm#dick ).”

          Więcej… http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,65505,2699331.html#ixzz13h98tj2j

          • Marksistów, powiada Dick? Ekhmmm….
            Otóż dawno, dawno temu czytałam taką trylogię Lema, niefantastyczną bynajmniej, “Czas nieutracony” to się chyba nazywało. Potem ostał się z niej “Szpital przemienienia”, i dobrze, bo dwie części były okropnie marksistowskie, by nie powiedzieć, leninowskie. Podobno Lemowi bardzo zależało na wydaniu “Szpitala”, a waadza postawiła warunek: dopisze jakieś części po linii i na bazie albo szlaban na “Szpital”. Może Dick coś o tym słyszał jednym uchem i tak mu się utrwaliło.

    • Dla Edith Piaf uczyłam się
      Dla Edith Piaf uczyłam się francuskiego Graz, zatem rozumiem, że odczepić się nie chce. A co SF, to nie spodziewałam się, że aż tak zdominuje ten wątek. Ale widać miłośników innych gatunków brak.:) Od kilku lat też preferuję literaturę faktu, bardzo lubię też biografie, ale sentyment do SF pozostał.:) Taki etap w życiu był, czasem przenika i teraz, chociażby Pilipiukiem.:)

      Edit:
      Oglądałaś “Niczego nie żałuję”? Beczałam oglądając. Baba jestem. Ostatnio tak mnie wzięło na “Fridzie”.:))

      • Ja też, aha, dopiero teraz doczytałam, więc
        jednak nie, nie dla niej, ale na niej się uczyłam…trochę, przyznaję, po bliższym poznaniu zdołowała mnie francuska gramatyka, rozbestwiona angielską byłam, prostą jak metr sznurka w kieszeni.

        Oglądałam i jeden, i drugi. Nie ryczałam. Twarda jestem jak Roman Bratny i nieczuła jak kamień 🙂

  12. Panie Yo la,
    Dobry wieczór tą razą,

    Pan mnie łaskawie wciągnie w wywiad z Richardsem, bardzo proszę. Powiedział coś ciekawego albo śmiesznego?

    Wciąż padam, padam, padam (Piaf nie chce się ode mnie odczepić)

    PS. Przepraszam miłośników fantastyki za zakłócania spokoju; czytałam tylko Lema i trochę Dicka. Reszta to raczej not my cup of tea, wolę literaturę faktu.

      • Dobry, a jakże, dziękuję
        Nie wiedziałam, Panie Szanowny, a to psikus! Faktem jednak jest, że Lem trochę przypomina ufoludka, znaczy, istotę nie-ludzką, znaczy jako ludzka istota nie istnieje :))

        Pozdrawiam z szaconkiem, bo się może skończyć źle… (dziś cósik cała w cytatach jestem)

        • A kto go (Lema) tam wie!
          Co do Dicka natomiast:

          “Znana jest historia paranoi, w jaką popadł na punkcie Lema gigant amerykańskiej s.f. Philip K. Dick. W 1974 r. Dick napisał donos do FBI, w którym utrzymywał, że Lem jako „funkcjonariusz totalnej partii” stoi na czele spisku pisarzy marksistów, którzy chcą przejąć kontrolę nad amerykańską fantastyką. Różnorodna stylistyka utworów Lema była dla Dicka dowodem na to, że za jego nazwiskiem kryje się być może cały „komitet” komunistycznych agentów. Echem tego sporu są parodystyczne wobec Dicka wątki w twórczości Lema, np. opis Ministerstwa Spraw Zaziemskich otwierający „Wizję lokalną” (1981) to subtelna drwina z Dickowskiego opowiadania „Raport mniejszości” (1956) (list Dicka do FBI można znaleźć pod adresem: http://lem.hostingpro.pl/cyberiadinfo/english/english/faq/faq.htm#dick ).”

          Więcej… http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,65505,2699331.html#ixzz13h98tj2j

          • Marksistów, powiada Dick? Ekhmmm….
            Otóż dawno, dawno temu czytałam taką trylogię Lema, niefantastyczną bynajmniej, “Czas nieutracony” to się chyba nazywało. Potem ostał się z niej “Szpital przemienienia”, i dobrze, bo dwie części były okropnie marksistowskie, by nie powiedzieć, leninowskie. Podobno Lemowi bardzo zależało na wydaniu “Szpitala”, a waadza postawiła warunek: dopisze jakieś części po linii i na bazie albo szlaban na “Szpital”. Może Dick coś o tym słyszał jednym uchem i tak mu się utrwaliło.

    • Dla Edith Piaf uczyłam się
      Dla Edith Piaf uczyłam się francuskiego Graz, zatem rozumiem, że odczepić się nie chce. A co SF, to nie spodziewałam się, że aż tak zdominuje ten wątek. Ale widać miłośników innych gatunków brak.:) Od kilku lat też preferuję literaturę faktu, bardzo lubię też biografie, ale sentyment do SF pozostał.:) Taki etap w życiu był, czasem przenika i teraz, chociażby Pilipiukiem.:)

      Edit:
      Oglądałaś “Niczego nie żałuję”? Beczałam oglądając. Baba jestem. Ostatnio tak mnie wzięło na “Fridzie”.:))

      • Ja też, aha, dopiero teraz doczytałam, więc
        jednak nie, nie dla niej, ale na niej się uczyłam…trochę, przyznaję, po bliższym poznaniu zdołowała mnie francuska gramatyka, rozbestwiona angielską byłam, prostą jak metr sznurka w kieszeni.

        Oglądałam i jeden, i drugi. Nie ryczałam. Twarda jestem jak Roman Bratny i nieczuła jak kamień 🙂