Reklama

– Mahmoud! Mahmoud!! Rusz się, chłopcze! No rusz się, mówię! Przegoń wielbłądy! Wielbłądy, mówię!!! Jak to skąd? Z pasa przegoń!

– Mahmoud! Mahmoud!! Rusz się, chłopcze! No rusz się, mówię! Przegoń wielbłądy! Wielbłądy, mówię!!! Jak to skąd? Z pasa przegoń!
Mahmoud ruszył się leniwie, poganiany szturchańcami i przekleństwami, i przegonił wielbłądy. Dzięki temu państwo Quackie mogli bezpiecznie wylądować w Egipcie i cieszyć się słońcem przy plus 20 stopniach Celsjusza, podczas gdy Polskę skuwał coraz większy mróz.

To oczywiście żart. Po lotnisku w Hurghadzie nie snują się żadni poganiacze ani ich wielbłądy; jest ono otoczone drutem kolczastym i całkiem bezpieczne. Tak bezpieczne, że plotki przypisują jednemu z najbogatszych Egipcjan decyzję o przeniesieniu swojego prywatnego odrzutowca właśnie tutaj, do czasu kiedy ustaną zamieszki w Kairze i okolicach. My jednak nie przylecieliśmy prywatnym samolotem, tylko turystycznym czarterem, i od razu wpadliśmy w sidła lokalnej biurokracji. Kolejka po druczek, wypełnianie, kolejka do uiszczenia opłaty wizowej w lokalnym okienku Bank of Egypt, kolejka do kontroli paszportowej, gdzie pan usiłuje tylko kontrolować, w obliczu stumetrowej kolejki turystów jego rola ogranicza się jednak tylko do coraz szybszego podbijania paszportów, potem pomiędzy kontrolą paszportową a celną stoi pan, któremu jeszcze raz należy pokazać paszporty i wizy (a koło niego drugi pan rozdaje ulotki reklamujące lokalne biuro podróży), jeszcze tylko bagaże, przemknąć się koło celników ścieżką „nic do oclenia”, odhaczyć się na liście u pana, niosącego tabliczkę z nazwą biura, załadować siebie i bagaże do autobusu…

Egipt robi wrażenie miejsca, w którym ludzi zatrudnia się (albo sami się zatrudniają) ponad potrzebę. Na każdym kroku – w hotelu, w mieście, w sklepie, wśród zabytków – obskakują turystę dziesiątki chętnych by pomóc, doradzić, oprowadzić, uśmiechnąć się (nie za darmo), no i oczywiście – sprzedać. Kiedy czyta się lub ogląda relacje podróżników z różnych czasów, widać, że nic w tym względzie się nie zmieniło od wieków: sprzedawcy, uliczni i z lokalami, usiłują wcisnąć turystom wszystko, ze szczególnym uwzględnieniem pamiątek – papirusów, figurek z alabastru (częściej z plastiku), bazaltu (jak wyżej), napojów, wyrobów skórzanych, chust i szali. W tym celu stosują wszelkie zachęcające metody, tylko wyjątkowo zakłócając nietykalność cielesną: „Where are you from? Poland? Pooolsko! Yak sze masz? Dżendobry! Zayebista cena! Za darrmo!” Z mojego doświadczenia wynika, że najskuteczniejszym sposobem jest grzeczne, ale stanowcze „Shokram!” („Dziękuję!” po arabsku). Trudno jednak zaliczyć takie sytuacje do relaksujących; przez cały czas miałem wrażenie, że ktoś czegoś się ode mnie domaga.

Dość jasno widać, skąd bierze się wspomniana wyżej nadwyżka chętnych, by zarobić w ten czy inny sposób – z biedy, że aż piszczy. Kontrast pomiędzy wystawnymi hotelami a dzielnicami miast, zwłaszcza tymi biedniejszymi, jest uderzający – a czasem dzieli je zaledwie ulica, jak na zdjęciu.


 

Mimo że widziałem tylko turystyczną Hurghadę i półmilionowy Luksor, nie mam wątpliwości, że rozwarstwienie jest tu znacznie większe niż w Polsce czy jakimkolwiek kraju europejskim. Dlatego też nie ma się co dziwić, że w Egipcie się gotuje – ostatnie rozruchy w Port Saidzie jasno dowodzą, że do poważnego wybuchu wystarczy mała iskra. Z wypowiedzi miejscowych wynika, że zamienili jeden reżim na drugi – Mubaraka na wojskowych, ale jedyną alternatywą wydaje się być Bractwo Muzułmańskie, a to już dla Europejczyka brzmi nieciekawie – chociaż, jak stwierdził pewien rodak, nie zarzyna się krowy znoszącej złote jajka, i pewnie turystów nie dotknęłoby to tak jak tubylców. Nie wiadomo natomiast, jak w razie zwycięstwa postępowaliby ortodoksyjni muzułmanie. Wszyscy pamiętają, co stało się z posągami Buddy z Bamianu.

W każdym razie w Hurghadzie w żaden widoczny sposób nie czuło się napięcia takiego jak na północy kraju – może poza tym, że z planu wycieczki do Kairu wykreślono np. Muzeum Egipskie. Władze zamknęły je, nauczone doświadczeniem z 2011 r., kiedy to podczas zamieszek skradziono cenne eksponaty. Co prawda przedostatniego dnia pobytu zaczęliśmy się zastanawiać, czy rzeczywiście niepokoje z północy nie dosięgają turystycznych kurortów. W TV, na pasku wiadomości z ostatniej chwili stacji BBC pojawiła się informacja, że w Sharm-el-Sheikh uzbrojeni ludzie porwali dwie amerykańskie turystki. Po czym kanał BBC zniknął na kilkanaście minut z hotelowej kablówki. Spojrzeliśmy sobie z Panią Quackie głęboko w oczy – „Czyżby dyrekcja zdecydowała się nie szerzyć paniki?”. Na szczęście minęło czasu małowiele, a sygnał brytyjskiej stacji powrócił, z uspokajającymi wieściami, że Amerykanki zostały uwolnione.

Polskie akcenty w Egipcie to nie tylko rodacy wypoczywający w miejscowych resortach i zwiedzający tamtejsze zabytki – i to od dawna: na jednej z kolumn w Karnaku widnieje wyryte nazwisko „Wróblewski” i data – 1850 : ).


 

Jak wiadomo, od wielu lat egipskie zabytki odkrywają i rekonstruują polscy archeologowie, np. świątynią królowej Hatszepsut od 1961 r. zajmował się prof. Kazimierz Michałowski, dzięki czemu w 2002 r. otwarto ją do zwiedzania. Na ulicach widuje się polskie samochody, a ściślej rzecz biorąc – samochody rodem z PRL. W ciągu kilkunastogodzinnej wycieczki miałem okazję wypatrzyć kilka całkiem jeszcze żwawych polonezów i jednego czy dwa fiaty 125p, nie wspominając o radzieckich ładach (na moje oko WAZ2104), a nawet jednym zaporożcu. Z nieco nowszych akcentów w sklepie spożywczym wypatrzyliśmy z Panią Quackie rządek kartonów z sokami swojskiej marki Hortex. Ich kontemplację przerwały nam głośne okrzyki:
– Mahmoud! Mahmoud!!!

Na lotnisku czekała na nas już długaśna kolejka do odprawy bagażowej, a nieco krótsza do paszportowej (więcej okienek). Tłumom koczującym pod bramkami rozrywkę zapewniały nie tylko sklepy wolnocłowe, ale także spóźnialscy pasażerowie. Tak się złożyło, że przez niecałe dwie godziny naszego oczekiwania spóźniali się przede wszystkim Rosjanie. Po sto dwudziestym komunikacie „Rodzina Pietrowych odlatująca do Jekatierinburga, OSTATNIE wezwanie!” zjawiają się państwo Pietrow z dziećmi, biegną truchcikiem, właściwie nie wiadomo, dlaczego nie zareagowali wcześniej, pasażerowie oczekujący na następny samolot, który stoi w kolejce za Boeingiem Transaero do Jekatierinburga i wyrabia spóźnienie, tworzą szpaler powitalny i biją brawo, państwo Pietrow opuszczają głowy, mimo opalenizny doskonale widać rumieniec wstydu, rzutem na taśmę przebiegają przez wyjście i znikają z oczu tłumom… W tym momencie pan Quackie dostrzega, że w związku z opóźnieniami na tablicy odlotów wszystko się pozmieniało, w tym również numer gate’u, z którego będziemy wysyłani do samolotu, więc tłum rodaków rusza do szarży…

Samolot z Państwem Quackie na pokładzie wystartował bezpiecznie, chociaż z półgodzinnym opóźnieniem. Na lotnisku w Gdańsku mróz już zacierał ręce.
___________

Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net oraz na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

 

 

Reklama

81 KOMENTARZE

  1. Pan Kłaczek częściej opuszcza Europę
    niż rozsądni Yorkshire, co tam, niż wychodzą z domu, ale uznaję to za sprawiedliwe – bo wypracowane – zrządzenie losu. W nagrodę pocieszenia domatorzy otrzymali opisy przyrody i zdjęcia (tu sprostowanie, to nie był Pan Wróblewski i Egipt, lecz odpowiednio Twardowski i Księżyc; rok się zgadza).

    No i naprawdę jest Pan wielce rozrzutny w dobie światowego kryzysu. Nie ma innego sposobu, żeby pooglądać BBC, spotkać się z sympatyczną Rosją i napić soku Horteksu?

    Z drugiej strony, gdyby Pana porwali, Portal miałby darmową – no, nie dla Pana darmową – reklamę, a ja zaraz starałbym się dorwać jakąś kamerę telewizyjną i powiedzieć:”Helołpipoł, ja tego Pana znałem, znałem Go! Ja Go znałem! Fajny chłopak był i oby był; a tak na marginesie, nazywam się yola i chciałbym zrobić karierę, bo jestem dobry człowiek i zdolny człowiek i szkoda tego Kłaka, choć jeszcze nie wszytko przecież przesądzone, Egipt to w końcu jest jakaś tam cywilizacja… Zapalmy wszyscy świeczkę, podaję adres: yo la blog…”

    Eee, nieładnie, że Pan tak szybko wrócił, wisi mi Pan karierę.
    Mimo to się kłaniam

    • Dziękuję za uśmiech a nawet
      Dziękuję za uśmiech a nawet śmiech Przyjacielu.:)))
      Chichram się i przestać nie mogę. I dobrze! Dla mnie dobrze.:)))

      One, te Yorkshire, wychodzą tylko do sklepu znajomego Wieśka komunisty? Pytam, nie wiem czy mogę się z nimi utożsamiać. Światowa bym była, gdyby.:)))

        • Ha! Kto w awatarze?. pytam,
          Ha! Kto w awatarze?. pytam, bo nie wiem.:)

          Kiedy osiągnie się dno dna, jedyne co zdolne z niego podnieść, to śmiech serdeczny, szczery, taki z trzewi płynący.:)))

          Za śmiech mój Panie dziękuję Ci.:))) Kajah o czymś podobnym śpiewała. Z tego co pamiętam, nie miało z tym nic wspólnego.:)))

          • W takim razie odpowiem, bo też nie wiem.
            Nie wiem, kto to, ale wiem, że ucieleśnia klasyczny zestaw zalet, za którymi podanżam i nie zdanżam, gdyż niestety osobiście nie posiadam artu lansu.

          • Dziękuję za wyczerpującą
            Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.:))) Umrę mądrzejsza, nie wszystka umrę… itd…itp…itd…:)))

          • Jeśli awatar przypadł Pani do gustu i chciałaby
            tak wyglądać, podaję adres:

            Warto poszperać głębiej, bo nie ma jak Niemcy.

            Mam nadzieję, że Pan Klaczek wybaczy nam dygresję. Chodziło w końcu o piękno i prawdę.

            Edit. Nie podaję, bo rozjeżdża stronę 😉 W każdym razie kierować się na świat peruk niemieckiego Amazona.

          • Jakiś czas temu było żeby nie
            Jakiś czas temu było żeby nie Panować. Mogęż prosić o potwierdzenie? bo wygląda na to, że ja tak a Ty (Pan?) nie.:)
            Quackie wybaczy. Mientkie serce ma.:))

          • Pani zupełnie nieprawdopodobnie nie doczytała.
            Dla mnie Pani Pani, a ja dla Pani edzio. Jak mam jaśniej, jaśniej Pani?

            edzio

          • Tak się nie da. Albo Ty i ja,
            Tak się nie da. Albo Ty i ja, Edziu, albo Pan i Pani, jak dotychczas, Yo lu. Wybór należy do Ciebie.:)
            Mam na imię Ewa, jeśli zechcesz, możesz się zwracać do mnie po imieniu. Lubię je, już od dawna nie chcę być Kasią ani nawet Agnieszką.:)

          • Podziwiam Quackie`ego, że do
            Podziwiam Quackie`ego, że do tej pory się nie zdenerwował. A w sumie powinien, rozwalamy Mu wątek.:)) Nic a nic o Egipcie nie piszemy.:))

          • Pani chce mnie pozbawić
            zasiedziałej wiary – bo dowodów nie mam – w nierówność kobiet i zaprzestać być Panią? To by zburzyło całą ochronę psychiczną, na której jeszcze jakoś ciągnę się z ciałem po tym świecie, chyba mi Pani nie życzy?

            Skoro nie edzio, może być po staremu – w dzioli mi zawsze ładnie.
            dziola

  2. Pan Kłaczek częściej opuszcza Europę
    niż rozsądni Yorkshire, co tam, niż wychodzą z domu, ale uznaję to za sprawiedliwe – bo wypracowane – zrządzenie losu. W nagrodę pocieszenia domatorzy otrzymali opisy przyrody i zdjęcia (tu sprostowanie, to nie był Pan Wróblewski i Egipt, lecz odpowiednio Twardowski i Księżyc; rok się zgadza).

    No i naprawdę jest Pan wielce rozrzutny w dobie światowego kryzysu. Nie ma innego sposobu, żeby pooglądać BBC, spotkać się z sympatyczną Rosją i napić soku Horteksu?

    Z drugiej strony, gdyby Pana porwali, Portal miałby darmową – no, nie dla Pana darmową – reklamę, a ja zaraz starałbym się dorwać jakąś kamerę telewizyjną i powiedzieć:”Helołpipoł, ja tego Pana znałem, znałem Go! Ja Go znałem! Fajny chłopak był i oby był; a tak na marginesie, nazywam się yola i chciałbym zrobić karierę, bo jestem dobry człowiek i zdolny człowiek i szkoda tego Kłaka, choć jeszcze nie wszytko przecież przesądzone, Egipt to w końcu jest jakaś tam cywilizacja… Zapalmy wszyscy świeczkę, podaję adres: yo la blog…”

    Eee, nieładnie, że Pan tak szybko wrócił, wisi mi Pan karierę.
    Mimo to się kłaniam

    • Dziękuję za uśmiech a nawet
      Dziękuję za uśmiech a nawet śmiech Przyjacielu.:)))
      Chichram się i przestać nie mogę. I dobrze! Dla mnie dobrze.:)))

      One, te Yorkshire, wychodzą tylko do sklepu znajomego Wieśka komunisty? Pytam, nie wiem czy mogę się z nimi utożsamiać. Światowa bym była, gdyby.:)))

        • Ha! Kto w awatarze?. pytam,
          Ha! Kto w awatarze?. pytam, bo nie wiem.:)

          Kiedy osiągnie się dno dna, jedyne co zdolne z niego podnieść, to śmiech serdeczny, szczery, taki z trzewi płynący.:)))

          Za śmiech mój Panie dziękuję Ci.:))) Kajah o czymś podobnym śpiewała. Z tego co pamiętam, nie miało z tym nic wspólnego.:)))

          • W takim razie odpowiem, bo też nie wiem.
            Nie wiem, kto to, ale wiem, że ucieleśnia klasyczny zestaw zalet, za którymi podanżam i nie zdanżam, gdyż niestety osobiście nie posiadam artu lansu.

          • Dziękuję za wyczerpującą
            Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.:))) Umrę mądrzejsza, nie wszystka umrę… itd…itp…itd…:)))

          • Jeśli awatar przypadł Pani do gustu i chciałaby
            tak wyglądać, podaję adres:

            Warto poszperać głębiej, bo nie ma jak Niemcy.

            Mam nadzieję, że Pan Klaczek wybaczy nam dygresję. Chodziło w końcu o piękno i prawdę.

            Edit. Nie podaję, bo rozjeżdża stronę 😉 W każdym razie kierować się na świat peruk niemieckiego Amazona.

          • Jakiś czas temu było żeby nie
            Jakiś czas temu było żeby nie Panować. Mogęż prosić o potwierdzenie? bo wygląda na to, że ja tak a Ty (Pan?) nie.:)
            Quackie wybaczy. Mientkie serce ma.:))

          • Pani zupełnie nieprawdopodobnie nie doczytała.
            Dla mnie Pani Pani, a ja dla Pani edzio. Jak mam jaśniej, jaśniej Pani?

            edzio

          • Tak się nie da. Albo Ty i ja,
            Tak się nie da. Albo Ty i ja, Edziu, albo Pan i Pani, jak dotychczas, Yo lu. Wybór należy do Ciebie.:)
            Mam na imię Ewa, jeśli zechcesz, możesz się zwracać do mnie po imieniu. Lubię je, już od dawna nie chcę być Kasią ani nawet Agnieszką.:)

          • Podziwiam Quackie`ego, że do
            Podziwiam Quackie`ego, że do tej pory się nie zdenerwował. A w sumie powinien, rozwalamy Mu wątek.:)) Nic a nic o Egipcie nie piszemy.:))

          • Pani chce mnie pozbawić
            zasiedziałej wiary – bo dowodów nie mam – w nierówność kobiet i zaprzestać być Panią? To by zburzyło całą ochronę psychiczną, na której jeszcze jakoś ciągnę się z ciałem po tym świecie, chyba mi Pani nie życzy?

            Skoro nie edzio, może być po staremu – w dzioli mi zawsze ładnie.
            dziola

  3. Pan Kłaczek częściej opuszcza Europę
    niż rozsądni Yorkshire, co tam, niż wychodzą z domu, ale uznaję to za sprawiedliwe – bo wypracowane – zrządzenie losu. W nagrodę pocieszenia domatorzy otrzymali opisy przyrody i zdjęcia (tu sprostowanie, to nie był Pan Wróblewski i Egipt, lecz odpowiednio Twardowski i Księżyc; rok się zgadza).

    No i naprawdę jest Pan wielce rozrzutny w dobie światowego kryzysu. Nie ma innego sposobu, żeby pooglądać BBC, spotkać się z sympatyczną Rosją i napić soku Horteksu?

    Z drugiej strony, gdyby Pana porwali, Portal miałby darmową – no, nie dla Pana darmową – reklamę, a ja zaraz starałbym się dorwać jakąś kamerę telewizyjną i powiedzieć:”Helołpipoł, ja tego Pana znałem, znałem Go! Ja Go znałem! Fajny chłopak był i oby był; a tak na marginesie, nazywam się yola i chciałbym zrobić karierę, bo jestem dobry człowiek i zdolny człowiek i szkoda tego Kłaka, choć jeszcze nie wszytko przecież przesądzone, Egipt to w końcu jest jakaś tam cywilizacja… Zapalmy wszyscy świeczkę, podaję adres: yo la blog…”

    Eee, nieładnie, że Pan tak szybko wrócił, wisi mi Pan karierę.
    Mimo to się kłaniam

    • Dziękuję za uśmiech a nawet
      Dziękuję za uśmiech a nawet śmiech Przyjacielu.:)))
      Chichram się i przestać nie mogę. I dobrze! Dla mnie dobrze.:)))

      One, te Yorkshire, wychodzą tylko do sklepu znajomego Wieśka komunisty? Pytam, nie wiem czy mogę się z nimi utożsamiać. Światowa bym była, gdyby.:)))

        • Ha! Kto w awatarze?. pytam,
          Ha! Kto w awatarze?. pytam, bo nie wiem.:)

          Kiedy osiągnie się dno dna, jedyne co zdolne z niego podnieść, to śmiech serdeczny, szczery, taki z trzewi płynący.:)))

          Za śmiech mój Panie dziękuję Ci.:))) Kajah o czymś podobnym śpiewała. Z tego co pamiętam, nie miało z tym nic wspólnego.:)))

          • W takim razie odpowiem, bo też nie wiem.
            Nie wiem, kto to, ale wiem, że ucieleśnia klasyczny zestaw zalet, za którymi podanżam i nie zdanżam, gdyż niestety osobiście nie posiadam artu lansu.

          • Dziękuję za wyczerpującą
            Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.:))) Umrę mądrzejsza, nie wszystka umrę… itd…itp…itd…:)))

          • Jeśli awatar przypadł Pani do gustu i chciałaby
            tak wyglądać, podaję adres:

            Warto poszperać głębiej, bo nie ma jak Niemcy.

            Mam nadzieję, że Pan Klaczek wybaczy nam dygresję. Chodziło w końcu o piękno i prawdę.

            Edit. Nie podaję, bo rozjeżdża stronę 😉 W każdym razie kierować się na świat peruk niemieckiego Amazona.

          • Jakiś czas temu było żeby nie
            Jakiś czas temu było żeby nie Panować. Mogęż prosić o potwierdzenie? bo wygląda na to, że ja tak a Ty (Pan?) nie.:)
            Quackie wybaczy. Mientkie serce ma.:))

          • Pani zupełnie nieprawdopodobnie nie doczytała.
            Dla mnie Pani Pani, a ja dla Pani edzio. Jak mam jaśniej, jaśniej Pani?

            edzio

          • Tak się nie da. Albo Ty i ja,
            Tak się nie da. Albo Ty i ja, Edziu, albo Pan i Pani, jak dotychczas, Yo lu. Wybór należy do Ciebie.:)
            Mam na imię Ewa, jeśli zechcesz, możesz się zwracać do mnie po imieniu. Lubię je, już od dawna nie chcę być Kasią ani nawet Agnieszką.:)

          • Podziwiam Quackie`ego, że do
            Podziwiam Quackie`ego, że do tej pory się nie zdenerwował. A w sumie powinien, rozwalamy Mu wątek.:)) Nic a nic o Egipcie nie piszemy.:))

          • Pani chce mnie pozbawić
            zasiedziałej wiary – bo dowodów nie mam – w nierówność kobiet i zaprzestać być Panią? To by zburzyło całą ochronę psychiczną, na której jeszcze jakoś ciągnę się z ciałem po tym świecie, chyba mi Pani nie życzy?

            Skoro nie edzio, może być po staremu – w dzioli mi zawsze ładnie.
            dziola

  4. Jeszcze jedno olśnienie
    Już mnie Pan wyciągał z domu, już miałem wyciągnąć spod szafki klapki, leżak i poopalać się (na razie na ogródku, tak żeby sąsiadki nie podglądały), ale uzmysłowiłem sobie, że samo wyjście w niczym mnie nie zbliży do obieżyświata, nim po prostu trzeba się urodzić.

    Wpadłem na to, gdy przypomnialem sobie, jak po wielu latach i setkach oddanych butelek do skupu (gazet nie liczę) kupiłem wreszcie wymarzony gramofon i zaprosilem całą rodzinę na uroczysty pokaz. Nie pamiętam teraz, czy już wtedy byłem dojrzałym melomanem i puściłem im kwartety Haydna, czy też drugą płytę Oddziału Zamkniętego, w każdym razie zapadła grobowa cisza przerywana walką o ogórki konserwowe. Tym sposobem zrozumiałem, że z uszami trzeba się urodzić i na nic sztuczny przeszczep, nawet w obrębie jednej rodziny.

    Ja widzę słońce piekące, Pan widzi Re, ja słyszę re, Pan widzi d razkreślne. Dlatego tak Pana lubię, bo choć sam jestem niezwykle rozmniemany i mało komu do mnie, co jest chyba oczywiste dla wszystkich zgromadzonych, mnie do Pana jeszcze dalej. Natomiast gdybym potrafił, jak powinienem, chciałbym być bliżej.
    Dobranoc zatem Panu, chociaż tu będę pierwszy.

  5. Jeszcze jedno olśnienie
    Już mnie Pan wyciągał z domu, już miałem wyciągnąć spod szafki klapki, leżak i poopalać się (na razie na ogródku, tak żeby sąsiadki nie podglądały), ale uzmysłowiłem sobie, że samo wyjście w niczym mnie nie zbliży do obieżyświata, nim po prostu trzeba się urodzić.

    Wpadłem na to, gdy przypomnialem sobie, jak po wielu latach i setkach oddanych butelek do skupu (gazet nie liczę) kupiłem wreszcie wymarzony gramofon i zaprosilem całą rodzinę na uroczysty pokaz. Nie pamiętam teraz, czy już wtedy byłem dojrzałym melomanem i puściłem im kwartety Haydna, czy też drugą płytę Oddziału Zamkniętego, w każdym razie zapadła grobowa cisza przerywana walką o ogórki konserwowe. Tym sposobem zrozumiałem, że z uszami trzeba się urodzić i na nic sztuczny przeszczep, nawet w obrębie jednej rodziny.

    Ja widzę słońce piekące, Pan widzi Re, ja słyszę re, Pan widzi d razkreślne. Dlatego tak Pana lubię, bo choć sam jestem niezwykle rozmniemany i mało komu do mnie, co jest chyba oczywiste dla wszystkich zgromadzonych, mnie do Pana jeszcze dalej. Natomiast gdybym potrafił, jak powinienem, chciałbym być bliżej.
    Dobranoc zatem Panu, chociaż tu będę pierwszy.

  6. Jeszcze jedno olśnienie
    Już mnie Pan wyciągał z domu, już miałem wyciągnąć spod szafki klapki, leżak i poopalać się (na razie na ogródku, tak żeby sąsiadki nie podglądały), ale uzmysłowiłem sobie, że samo wyjście w niczym mnie nie zbliży do obieżyświata, nim po prostu trzeba się urodzić.

    Wpadłem na to, gdy przypomnialem sobie, jak po wielu latach i setkach oddanych butelek do skupu (gazet nie liczę) kupiłem wreszcie wymarzony gramofon i zaprosilem całą rodzinę na uroczysty pokaz. Nie pamiętam teraz, czy już wtedy byłem dojrzałym melomanem i puściłem im kwartety Haydna, czy też drugą płytę Oddziału Zamkniętego, w każdym razie zapadła grobowa cisza przerywana walką o ogórki konserwowe. Tym sposobem zrozumiałem, że z uszami trzeba się urodzić i na nic sztuczny przeszczep, nawet w obrębie jednej rodziny.

    Ja widzę słońce piekące, Pan widzi Re, ja słyszę re, Pan widzi d razkreślne. Dlatego tak Pana lubię, bo choć sam jestem niezwykle rozmniemany i mało komu do mnie, co jest chyba oczywiste dla wszystkich zgromadzonych, mnie do Pana jeszcze dalej. Natomiast gdybym potrafił, jak powinienem, chciałbym być bliżej.
    Dobranoc zatem Panu, chociaż tu będę pierwszy.