Reklama

Staję obok corocznych i rutynowych dyskusji o tym, czy było warto, czy nie było warto, bo temat Powstania Warszawskiego stał się niestety takim samym samograjem jak aborcja albo dostęp do broni. Po co strzępić język skoro wszystko zostało już powiedziana i to wielokrotnie. Nic nowego o Powstaniu nie usłyszymy, a jeśli chodzi o mnie to przyjąłem do wiadomości jeden z ważniejszych argumentów, mianowicie taki, że dywagacje z perspektywy leżanki i aktualnej wiedzy, o tym co się działo prawie 80 lat temu jest zajęciem idiotycznym. Prócz argumentu towarzyszy mi jeszcze jedna refleksja, też niespecjalnie nowa i świeża, jednak wzbogacona o nowe doświadczenia.

Parę lat temu przeczytałem taką krótką diagnozę, że współcześnie w postaniu braliby udział wyłącznie kibice i te wyśmiewane „Sebixy”. Początkowo się pod tym podpisałem, ale w tej chwili mam poważne wątpliwości, czy i to by się wydarzyło. Procesy społeczne jakie zachodzą na świecie i przenikają do Polski, układają się w jednym „pacyfistycznym” kierunku. Nie ma żadnego przypadku w tym, że demiurgowie budują „idealny obraz idealnego człowieka”, który nie posiada własnego kraju, a jest „obywatelem Europy”, nie ma wiary tylko „neutralność światopoglądową”, wreszcie nie ma płci i pod żadnym pozorem nie wolno mu przejawiać agresji. Podobna wizja człowieka i całego społeczeństwa to odwieczne marzenie dyktatorów, podbijanie i podporządkowanie państw opartych na takim moralnym i intelektualnym absurdzie, to jak przejście pierwszego etapu w grze komputerowej. Głównym problemem z jakim zderzyłaby się Polska, na wypadek wielkiego nieszczęścia, którym jest wojna, to nie wróg zewnętrzny, ale wróg wewnętrzny. Gdyby Niemcy wjechali do Polski „Panterami” i jednocześnie całkowicie zmienili swoją strategię z czasów II Wojny Światowej, mielibyśmy taki blitzkrieg jakiego świat nie widział.Wystarczyłoby, że zamiast getta Niemcy zbudowaliby kolejne fabryki, gdzie Polakom podnosi się pensje, wystarczyłaby promocja w „Lidlach” i bezpłatny dostęp do kodowanych kanałów sportowych.

Reklama

Naturalnie to, co dotąd napisałem jest jedną wielką hiperbolą i uproszczeniem, ale to zabieg celowy. Wiadomo, że jakieś grupki partyzantów zawsze się znajdą, problem w tym, że wojny wygrywają armie, nie partyzantka o czym wielokrotnie i boleśnie się przekonaliśmy. Na świecie zostało kilka państw zdolnych do prowadzenia wojny: Rosja, USA, Chiny, kilka krajów arabskich, może Wielka Brytania i wbrew wszystkim pozorom Niemcy. Polska ani militarnie ani mentalnie do wojny nie jest przygotowana, dość popatrzeć na te groteskowe bitwy z TSUE, czy z ambasadorami USA. Jeśli jakiś tam mikrob sparaliżował 38-milionowy kraj, a ludzie zaczęli się zachowywać niczym obłąkani, to co by się stało na wypadek realnego zagrożenia życia i prawdziwego wywożenia trupów ciężarówkami? Prosty komunikat, przeżyjesz, dostaniesz wypłatę i drugą kostkę masła gratis, jeśli będziesz uznawał władzę kanclerz Niemiec i jest po wszystkim, bo alternatywa to „utrata życia i narażenia na utratę życia bliskich”.

Ostatnim pokoleniem zdolnym do jakiegokolwiek zrywu i walki o swoje, było i jeszcze ciągle jest pokolenie moich rodziców. Wiąże się to z tym, co teraz jest najbardziej wyśmiewane i tępione. Przywiązanie do wartości, jasny podział ról i płci, surowe, ale uczące życia i godności wychowanie, szkoła dająca wiedzę, a nie „tolerancję”, elity z autentycznym dorobkiem i tytułami naukowymi, a nie z licencjatami po zdalnym nauczaniu. Zapomnijmy o współczesnym powstaniu, co najwyżej odbyłoby się w Internecie na anonimowych kontach i dopiero, gdy to sobie uświadomimy, możemy powiedzieć cokolwiek rozsądnego o „Powstaniu Warszawskim”. Czy był, czy nie było sensu, to jeden i kompletnie zgrany aspekt, dużo ważniejsze jest inne pytanie. Co się stało ze światem, Polską i Polakami, że dziś można z nami zrobić praktycznie wszystko i nikt nawet nie próbuje wyznaczyć „godziny W”. normalny człowiek za wojną i powstaniami nie tęskni, ale świadomość, że jesteśmy bezbronni wobec takich odwiecznych zagrożeń robi bardzo duże wrażenie, przynajmniej na mnie.,

Reklama

28 KOMENTARZE

  1. ..”dziś można z nami zrobić praktycznie wszystko i nikt nawet nie próbuje wyznaczyć „godziny W”.”

    Dzięki za tekst, bardzo celny.
    Czy warto było wszczynać Powstanie czy nie? Dywagują pięknoduchy siedząc wygodnie w fotelach i wygłaszając mądrości z perspektywy 80 lat “PO”.
    A uwadze unika fakt, że gdyby dzisiaj zaistniała taka konieczność, konieczność walki, to dyskusja o powstaniu byłaby bezcelowa bo brak chętnych do “powstawania”.

    Tego nie rozumieją (a może rozumieją) odbrązawiacze. Wolność to rzecz cenna i nie jest rozdawana za darmo.

  2. Najmądrzejsza rzecz, jaka tu została napisana i w ogóle najmądrzejsza, jaką można napisać, to że wszystko zależy od tego, o jakim okresie mówimy i z jakiej perspektywy. Historia świata zna tysiące przykładów, kiedy jedne ludy wzbudzały respekt u innych, a potem stawały się pośmiewiskiem, żeby a jakiś czas albo zginąć z kretesem, albo się znowu odrodzić do wielkości – przecież to jest nasz własny narodowy los. Wcale nie unikalny w historii.

    Podśmiewamy się z ostrożnych Czechów, a trochę im zazdrościwy ludowego rozsądku, a przecież w późnym średniowieczu i jeszcze długo potem, aż do Białej Góry 1620, to oni byli uważani za najlepszych żołnierzy Europy. Potem zrobili nieprzygotowane powstanie, w którym nawet nie stracili jakoś dużo ludzi, ale psycha im siadła. A np. Francuzi w swoich czasach byli niedościgłym wzorcem męstwa i wojennej fantazji. Z tą mocą wygrali wojnę światową, kiedy to jednak ponieśli takie straty, że skończyła się chęć rumakowania. Teraz wyliczamy im, ile wstecznych biegów mają ich czołgi. Itd., itp.

    Wracając do nas, wszystkie nasze powstania, a najbardziej Warszawskie, chyba wreszcie nauczyły nas tego, co powinny, skoro w zdroworozsądkowy sposób nic do nas nie dotarło. Mianowicie, że powstania są do dupy, jeśli rozumie się je jako drogę do celów politycznych. Powstanie to ma być tylko finalizacja innych działań, moment przełomu, zbiór owoców działań zakulisowych i pracy społecznej. Bez tego gwałtowne akcje są tylko strzelaniem do wroga diamentami. Nie bez powodu jedną z głównych metod rozbrajania przeciwnika politycznego w nabrzmiałej sytuacji jest sprowokowanie przedwczesnej ruchawki. Dlatego nie martwmy się za kibiców i Sebiksów. Jeśli to nie jest pokolenie wojny, to będzie któreś następne. Ale odpowiedni czas i przyjdzie, tylko trzeba być do tego przygotowanym. Tym bardziej niech nie narzekają ci z nas, którzy sami nie zrobili żadnych osobistych przygotowań do wyjścia z przemocą, nawet konkretniejszych planów, komu tu najpierw i najłatwiej dać w łeb albo z kim się zorganizować w razie czego, a tylko jojczą z kanapy, że inni się nie ruszają.

    • @takryczny
      Reżyserzy i sprawcy obecnej sytuacji tak naprawdę walczą z Bogiem. Bóg naprawdę nie potrzebuje naszej obrony i pomocy. Sam to wszystko załatwi. Od nas wymaga tylko tego byśmy nie poddawali się złu, nie uczestniczyli w nim i starali się ratować przed złem naszych bliźnich. W przyszłości i tak będziemy musieli dokonać wyboru, czy stoimy po Jego stronie, czy po stronie Synagogi Szatana.

      • OK, ale jakaś współpraca musi być. Pan Bóg nie potrzebuje naszej pomocy, ale wbrew nam nie będzie działał. Musimy przynajmniej Go o pomoc prosić i okazać jakąś choćby minimalną chęć współdziałania. My tymczasem – jako naród – zwracamy się jedynie ku Covidowi i Mamonie, a Makrela jest ich największą prorokinią.

  3. Często powstania, tak jak w Getcie Warszawskim, to akt rozpaczy. Ludzie wolą ginąć walcząc, niż dalej wegetować w upodleniu. Być może kiedyś nadejdą takie czasy, kiedy społeczeństwo będzie chciało odreagować się na reżimie. To, czego się będzie można spodziewać w takim przypadku, to bunt osób zaszczepionych, do których dotrze, co wzięli, a nieodwracalne skutki działania “białka kolca” dadzą się we znaki. To tym okaleczonym ludziom będzie już wszystko jedno gdy znajdą się w takiej sytuacji, jak powstańcy z Getta. Ich wróg będzie też łatwiejszy do unicestwienia. To nie uzbrojone dywizje, ale grupa polityków, “ekspertów” i celebrytów.

      • @wrednick
        Ten “argument” wkrótce się wyczerpie. Jak ktoś niezaszczepiony może być groźny dla osoby chronionej szczepionką? Tak się dzieje tylko w przypadku, kiedy ona nie działa. Wzbudzanie przez propagandzistów strachu przed niezaszczepionymi oznacza właśnie przyznanie, że szczepionki nikogo nie są w stanie ochronić i są pod tym względem bezużyteczne.

        W ten sposób propagatorzy szczepień przyznają że ich celem nie jest jakakolwiek ochrona, ale modyfikacja ludzkiego genomu.

        • Duża część Szczepanów zdaje sobie sprawę, że argument o zagrożeniu ze strony niezaszczepionych jest pozbawiony sensu. Wobec tego wysuwają inny “argument”, zasłyszany zapewne z ust jakiegoś Guta czy Horbana. Że antyszczepionkowcy zablokują przez swoje foliarstwo miejsca w szpitalach ludziom z rakiem i innymi chorobami. Szach mat, jak im się wydaje. Oczywiście “argument” jest bezsensowny z co najmniej kilku powodów, głównie z tego, że w poprzednim sezonie grypowym, liczba hospitalizacji na Covida nie przekraczała 1% ogółu przy całym systemie naciągania i sztucznego zwiększania liczby “chorych na Covid”. Przy czym wiele łóżek stało pustych rzekomo w oczekiwaniu na ofiary Covida. Teraz gdy mamy 50% “wyszczepionych” tym mniejsze zapotrzebowanie na łóżka powinno być. Ale w telewizji nie podają żadnych niewygodnych danych liczbowych w związku z tym Szczepany pozbawione jakiegokolwiek niezależnego toku myślenia, przyjmują jak prawdy objawione każde antynaukowe brednie serwowane przez Medyczny Komitet Antynaukowy. Już nawet nie wspomnę o tym, że Covid zmutował i jego wariant Delta jest lżejszy od przeziębienia a jedynie bardziej zakaźny czego też oczywiście Rada Medyczna z konfliktem interesów nie raczy wspomnieć.

    • Obawiam się, że nic z tego. Oszczepnięci to lemingi sterowane szczujniami. U mnie w robocie wprost mówią, że należy wprowadzić przymusową szprycę. Czy nastąpi otrzeźwienie? Niektórzy na pewno tak, ale większość? Proszę sobie porozmawiać z dowolnym wyznawcą WOŚPiaka: piętrowy system zaprzeczeń i usprawiedliwień + agresja wobec osoby, która ośmiela się “hejtować” ich idola. A to są ludzie, którzy tylko dali się wykorzystać czy okraść (z niewielkiej kwoty). Gdy w grę wchodzi zdrowie/życie własne albo nawet własnych dzieci to fiksum-dyrdum będzie znacznie silniejsze.

  4. W paru punktach się z panem Piotrem nie zgodzę. Po pierwsze, Niemcy nie są zdolne do prowadzenia wojny. Pracowałem 10 lat w tamtejszym przemyśle zbrojeniowym, znam wielu wojskowych, czuję klimat. 10 lat temu zajmowali się głównie odpowiednia ilością miejsc w żłobkach dla dzieci żołnierzy. Teraz nie wiem, ale obstawiam na latryny dla płci X. Po drugie, partyzantka jak najbardziej wygrywa wojny. Np. w Afganistanie przez ostatnie 100 lat wypędziła wszystkich najeźdźców.

    • Ja z kolei mam znajomego, który skupuje sprzęt z demobilu od szwabskiej armii. Mówi, że teraz bardzo wielu “niemieckich” żołnierzy, to tacy bardzo opaleni są i 5xdziennie ćwiczą skłony. Tak, że ten tego… “inżynierowie i lekarze” najwyraźniej. Oni kiedyś ruszą nieść “religię pokoju (pokoju bez klamek), ale chyba najpierw z bratnią pomocą do dżamahiriji francuskiej.

  5. Wolności nie istnieje. Poczucie wolności jest całkowicie subiektywne. Każdy ma inną wolność. Swoją. Jedynym stanem obiektywnym dla każdego człowieka jest głód. Każdy odczuwa go tak samo. Żyjemy w czasach niespotykanego dostatku i jednocześnie niespotykanego strachu. Niesamowita mieszanka. Jednak ona nie wyzwala rewolucji. W Polsce nic się nie stanie dopóki z powiatowej Biedry kobiety będą wypychać wózki z których będą się zsuwać zestertowane wielopaki żarcia, a ich chłopy za to że przyjechali wypchać ten wózek będą kupować 12stopak browara. Nadzieja w społeczeństwach zachodnich. Tak , tak…. herezja? Nie. Francuzi, Włosi, Niemcy odczuwają już coś w rodzaju “głodu”. Nie maja co jeść? Absolutnie mają. Lecz stracili poczucie komfortu i spokoju. W każdym razie być może te impulsy spowodują że bolszewiccy urzędnicy z PE i UE pójdą na szafot na pl. Inwalidów.

    • Nędzę (i to gorszą od tej z lat 90.) mamy zapewnioną jak w banku już za kilka lat w wyniku realizacji założeń ideologii klimatyzmu, objawiającej się w “zielonym ładzie”. Oprócz drastycznego podrożenia energii, a co za tym idzie wszelkich towarów i usług, dodatkowymi atrakcjami będą: brak dostępu do prądu (wiatraki dają prąd tylko kiedy wieje, a panele tylko kiedy świeci), niemożność ogrzania mieszkań, brak dostępu do mięsa i produktów odzwierzęcych (wszak zwierzęta “tworzą ślad węglowy”), koniec motoryzacji w Polsce (kogo będzie stać na elektryka za ponad 100 k?), co uniemożliwi mobilność – zwłaszcza na głębokiej prowincji – większości Polaków. No jestem ciekaw, jak wtedy naród zareaguje. Na razie to rzeczywiście jesteśmy żenujący w porównaniu z takimi Niemcami, Holendrami, a zwłaszcza z uznawanymi za tchórzliwych Francuzami, którzy od kilku lat (jeszcze przed plandemią jako ruch “żółtych kamizelek”) praktycznie co weekend wychodzą masowo na ulice (nie tylko Paryża) protestować przeciwko uciskowi tamtejszego reżimu i nierzadko ścierają się z policją.

  6. Zawsze uważałem, że nikt, kto nie doświadczył osobiście jakiegoś okresu czasu w historii, nie ma prawa osądzać ludzi ani ich postaw z tamtego czasu. Ani Powstania Warszawskiego, ani ofiar stalinowskich katowni, ani ofiar ubeckich prześladowań w okresie późniejszym. Piszę to jako oficjalnie uznana “ofiara represji komunistycznych” (jeszcze z czasów Gomółki). Historycy mogą snuć swoje dywagacje, taki ich zawód. Obecne “oceny” wystawiane Powstańcom i decyzji o Powstaniu uważam za idiotyczne bez szerokiej i szczegółowej znajomości realiów tamtego czasu. Dlatego my, przeciętni ludzie, możemy jedynie pochylić się w milczeniu z szacunkiem dla odwagi, poświęcenia i heroizmu tamtych ludzi.
    Podzielam pogląd, że dzisiejsze pokolenie nie potrafiłoby już zdobyć się na żaden czynny protest w podobnych warunkach. Niestety cywilizację białego człowieka zepsuł powszechny dobrobyt i relatywna łatwość życia. W przypadku Polski nałożyły się na to okresowe hekatomby demograficzne. Od IIWŚ (polski holocaust), poprzez komunistyczne mordownie, represje komunistycznej SB, po masową i przymusową emigrację z Polski najlepszych ludzi za czasów Kiszczaka w stanie wojennym. Szacuje się, że wtedy na stałe opuściło Polskę około 1,5-2 miliony ludzi (ukłony dla p.Jacka Matysiaka z Kalifornii!!!). W latach 90 z kolei najlepsi ludzie emigrowali z Polski “za chlebem”. Wielu nie wróciło. Dziś bardzo ich tu brakuje, a pracują na dobrobyt innych. Co najmniej cztery pokolenia Polaków były więc systematycznie pozbawiane elity społecznej. Trudno się dzisiaj dziwić, że jest tak, jak napisał p.Piotr. To zresztą nie tylko problem Polski. Candace Owens niedawno bardzo trafnie powiedziała w amerykańskiej telewizji, że dzisiejsze pokolenie młodych amerykanów nie potrafiłoby już zdobyć plaży Utah w Normandii w 1944. Podobnie jest w Rosji. Dziesięciolecia agresywnej indoktrynacji, fizycznej eliminacji ludzi nie poddających się tej indoktrynacji, oraz patologie społeczne (głównie alkoholizm) wykształciły Rosjan takimi, jakimi są dzisiaj. A to już jest niebezpieczne dla światowego porządku.
    Czy Polakom uda się poderwać do czynnej walki z wszechogarniającym sanitaryzmem? Naprawdę trudno to obecnie przewidzieć. Co prawda dochodzą optymistyczne sygnały ze świata (spora skala protestów; francuska policja bywa już bita przez demonstrantów i wtedy ucieka gubiąc tarcze i pałki; są przypadki przyłączania się policjantów do manifestacji). Myślę, że w Polsce przesądzą problemy ekonomiczne. Sytuacja finansowa kraju jest tak tragiczna, że bez szybkiego i znacznego zwiększenia obciążeń obywateli (podatki, inflacja, drożyzna) nie uda się budżetu utrzymać (o pieniądzach z UE możemy zapomnieć). A ekonomia zawsze w Polsce była czynnikiem wyzwalającym masowe protesty. Zobaczymy, jak będzie teraz. Władza coraz głupiej i coraz bardziej nachalnie próbuje ludziom narzucać swoją “narrację”. Na dłuższą metę to się zapewne nie uda. W każdym razie ja będę się starał korzystać z każdej okazji czynnego udziału w protestach przeciwko temu, co obecnie wyrabia ta “władza”. Na mnie możecie w tych sprawach zawsze liczyć.

  7. Stanowimy zaprzeczenie tamtych Polaków. Nie żyjemy, mówiąc Zbigniewem Herbertem, prawem wilka a jeżeli już, to nam:
    Łapy przetrącili, pozbawili słuchu, oślepili nas, wykastrowali i zęby wybili.
    Odnośnie dyskusji odbrązowiaczy, są one:
    1. Nienaukowe, gdyż wszyscy oni popełniają podstawowy błąd ahistoryzmu, czyli postrzegania zdarzeń, z danej epoki, z obecnej perspektywy.
    2. Szkodliwe, bowiem ich prostackie skandalizowanie stanowi pożywkę dla lewackiej ideologii, walczącej ze wszystkim, co każdy prawy Polak poważa i kocha.
    3. Tandetne, ponieważ ci fotelowi geniusze polityki i strategii nie potrafią zaproponować żadnej realnej alternatywy. Historia już ich z resztą ośmieszyła. Stado pajaców mądrzyło się przez całe lata, jak powinni się zachować ludzie, gdy szaleje dziejowy huragan. Na początku zeszłego roku powiał zefirek i zdmuchnął ich bez choćby maleńkiego oporu. Żaden z tych tak bezkompromisowych i niezależnie myślących autorów nie zaprotestował przeciwko fałszywej pandemii. Życie pisze najlepsze scenariusze, czasami tragikomiczne.
    Hipotetycznej, tak zrozumiałem niniejszy artykuł, wojny Z Niemcami dziś nie będzie. Po prostu Niemcy powiedzą, co mamy zrobić a miejscowa administracja polecenia błyskawicznie wykona. Włącznie z oddaniem składowiska tego koszmarnie drogiego zbrojeniowego złomu, w typie abramsowym, czy myśliwców f, ileś tam.
    Nam bezsilnym i świadomym, pozostaje, puki co, trzymać się razem i każdego dnia zachowywać się jak na cywilizowanych ludzi przystało. M.in chylić czoło przed bohaterami.

  8. Lem to wiadomo klasyka, ale polecam tez filmy Szulkina Wojna Światów i Krół Ubu.
    Obejrzyjcie i zobaczcie jakie to aktualne w dzisiejszych czasach, tyle , że pierwszym w filmie z 1981 było “darmowe” oddawanie krwi najlepiej w podwójnych dawkach, a teraz sa podwójne szczypawki.
    Król Ubu to dzisiejsza władza Jarek i Pinokio ?
    Obejrzyjcie pierwsze 10 min fragmenty.

    https://www.youtube.com/watch?v=7mmVxjdwwS8&t=4592s