Reklama

Przeczytałem relację wirtualnej znajomej, która niedawno obcowała ze sztuką i mocno obcowaniem poruszona dzieliła się swoimi wrażeniami z czytelnikami.

Przeczytałem relację wirtualnej znajomej, która niedawno obcowała ze sztuką i mocno obcowaniem poruszona dzieliła się swoimi wrażeniami z czytelnikami. “Wybiorę się na ‘obcowanie’ ze sztuką jeszcze raz” – tak kończyła znajoma swą relację.

To zamykające wypowiedź zdanie mnie zainspirowało. Bo zdarza się czasami, że i ja mam ochotę wrócić i obcować z poruszającym głęboko doświadczeniem ponownie. Ponownie szukać emocji, ponownie dać się czarowi owładnąć i …oczarować.

Tak było kiedyś z filmem Hiszpana o tancerce w śpiączce. Wracałem na ten film do sali kinowej kilka razy. Za każdym razem z kimś innym, bo nie lubię sam siedzieć w tłumie kinoteatru.

Dlaczego wracałem? Kilka ku temu powodów. Kilka ważkich scen. Na przykład wiatraki. Urokliwe. Nienaturalnie naturalne w krajobrazie. Te sceny z wiatrakami Hiszpanie nadużywają. Widzialem je w kilku filmach. Wiem, że temat wdzięczny, scena z surrealistycznym wydźwiękiem ale uważajcie, bo wszystko może się kiedyś znudzić widzowi. Poza Don Kichotem oczywiście.

Odgrywa się w tym filmie scena wieczorna. Kameralny koncert. Gitara hiszpańska upaja. Głos śpiewającego imituje koguta. Potem para ludzi znajduje się w mrocznym ogrodzie. Aseksualna intymność kochanków , którzy już się powoli oddalają. Mężczyzna nie wstydząc się łez traumatyczną historię opowiada swojej ciemnowłosej piękności.

Innym przykładem moich powrotów jest film o mieście Gaudiego. Ten film oglądałem kilka razy na ekranie komputera. Z wyboru w wersji anglojęzycznej by nie tracić nic z urody głosów aktorskich. Trochę, mimo wszystko, sprawiała mi kłopotu obca mowa , od której dźwięków zwolna odwykam. W obawie, aby mi żaden niuans dialogu nie umknął, którego ucho mogło nie uchwycić a mózg nie zinterpretować poprawnie, zdobyłem scenariusz i przeczytałem uważnie najważniejsze sceny tekstu. Również w tym filmie występuje hiszpańska gitara. Dwie sceny z jej gwiazdorskim udziałem zawarte są w filme, druga scena jest ważkim rozwinięciem pierwszej.

Gitara widocznie ma w sobie dla niektórych czarodziejską moc. Otwiera , obiera ich z łupinek, uprawdziwia. Więc i tu, w tym filmie, odbywa się koncert późnowieczorny ,potem kamera spogląda w mrok ogrodu, gdzie rodzi się chwila intymna , której by nie było, gdyby struny nie zadrgały i swoich dźwięków po mistrzowsku nie rozniosły.

Wiecie, że mój fetysz to oczy. Dla mnie one właśnie spinają filmy, do których chcę wracać. Oczy i gitara hiszpańska. W jednym filmie widać łzy w oczach mężczyzny, do którego powróciły traumatyczne wspomnienia. W drugim obrazie oczy odmalowują poruszenie młodej kobiety. Jej obnażanie,zrzucenie skorupek do stanu bezbronności, odzyskiwanie własnego ja.

W tym drugim filmie występują cztery kobiety. Świetnie grają trzy uznane aktorki, których jednak nie zapamiętuję głęboko mimo, że jestem gorącym fanem ich talentu. Grają bardzo dobrze a nawet wspaniale. Jedną nagrodzono Oskarem za rolę w tym filmie. Ja zapamiętałem jednak tą, która grała najsłabiej.Widać, że nie jest wziętą aktorką, pewną siebie i doświadczoną. Mimo to umiała w dwóch scenach oczarować mnie smutkiem i urodą swych oczu .

Pamiętam również rzucone przez nią – tą słabą, zaledwie czwartą – w trakcie sceny na tarasie zdanie : “I am happy for you” do przyjaciółki i jednocześnie nieświadomej rywalki, która oznajmia szczęśliwa, że właśnie będzie zdobywać tego, którego ona zdobyła na chwilę ale wziąć na dłużej nie potrafiła. Cóż to za heroiczna scena, jeśli ktoś potrafi uwolnić wyobraźnię i empatię.

Reklama

6 KOMENTARZE