Co planuje polski rząd?

Prześlij dalej:

Głosy polityków zaskoczone i szukające winnych obecnego spowolnienia gospodarki i wynikającym z tego znaczącego spadku wpływów podatkowych rządu, budzą we mnie Duży Niesmak. Jak polska gospodarka ma się rozwijać, kiedy w rządzie i parlamencie panuje swego rodzaju niemoc decyzyjna. Choćby samo „rozgrzebanie” prawa energetycznego wstrzymało inwestycje w tym sektorze na sumę, którą szacuje się na kilkadziesiąt miliardów złotych! Inwestycje to miejsca pracy i dochód dla polskich rodzin.
Poraża też brak długofalowej koncepcji rozwoju polskiej gospodarki. Mam wrażenie, że wszelkie decyzje legislacyjne podejmowane są byle jak i przypadkowo. Zresztą to nie tylko moje zdanie: http://wysokienapiecie.pl/tydzien-z-pradem/126-rekordowy-deficyt-inwestycje-utknely-w-rzadzie
Rząd zamiast rozwijać kraj ogranicza się do gaszenia pożarów i podejmuje krótkowzroczne decyzje (np. zamach na OFE), za które w przyszłości Polakom przyjdzie drogo zapłacić. Ale przecież wtedy to już nie będzie problem pana Tuska czy Rostowskiego…
A tymczasem…
Najważniejszym celem rządu powinno być obniżenie stopy bezrobocia i wzrost dochodu narodowego. Warto zdać sobie sprawę, że gdy rośnie dochód narodu, to zwiększają się wpływy podatkowe rządu. I nie ma lepszej drogi na zwiększenia strumienia pieniędzy płynącego do budżetu. Bo jakiekolwiek podwyżki podatków w czasie deflacji bądź stagnacji gospodarczej, powodują spadek wpływów podatkowych rządu. Również błędem jest utrzymywanie ekstremalnie wysokich stawek, jak np. 23% VAT w Polsce. Japonia również przećwiczyła tak polecaną obecnie, politykę oszczędności, cięcia kosztów budżetowych. Boleśnie przekonała się o tym w 1997 roku, gdy rząd w celu konsolidacji fiskalnej budżetu, zadecydował o wzroście stawek szeregu podatków. Wspomniany rząd również znacznie zredukował poziom inwestycji publicznych. Realizując oba te posunięcia – zwiększenie obciążeń podatkowych i zmniejszenie wydatków publicznych – rząd spokojnie oczekiwał zwiększenia przychodów podatkowych. A tymczasem… w wyniku powiększenia stawki podatkowej i redukcji wydatków rządowych… w następnym roku łączne wpływy rządu spadły!
Gospodarka nauczyła nas, że w okresie deflacji i stagnacji podwyżka podatków powoduje zmniejszenie się nominalnego PKB. Choćby dlatego, że ludzie oddając większą część swoich dochodów na rzecz budżetu po prostu mają mniej pieniędzy na zakupy. A gdy zmniejsza się popyt to przedsiębiorstwa rezygnują z inwestycji, ograniczają swoją produkcję. Gdy wysycha podstawowe źródło dochodów podatkowych, to całkowite przychody rządu również zmniejszają się. W 1997 roku dochody podatkowe w budżecie Japonii kształtowały się na poziomie 56 bilionów (10 12) jenów. Rząd zadecydował wówczas o redukcji wydatków publicznych oraz o wzroście stawki podatków. Wskutek czego, dochody budżetu w następnym roku wyniosły już tylko 50 bilionów jenów. Takie są fakty: podwyżka podatków oraz zmniejszenie wydatków publicznych w czasie deflacji, przyniosły spadek dochodów podatkowych rządu o ponad 10%! Dlaczego? Ponieważ decyzje te spowodowały spadek PKB Japonii, który w jednym tylko roku zmniejszył się o ponad 2%.
Dochody z podatków = nominalny PKB × stawka podatkowa  x  ruchomy współczynnik

Strony

2809 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Ja Samuraj

Autor artykułu: Ja Samuraj

2 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    a dlaczego NIE??????????
    Rąd tuska powinien być pierwszym rządem który powinna rozliczyć prokuratura.
    To rząd sabotażu, niszczenia kraju i przewalanki kasy

  2. Piszesz kolego plynnie w temacie, wskazujesz potencjalne problemy i dajesz rady, ale nie bierzesz pod uwage, ze nikomu z rzadzacych, a przynajmniej tym krajem, nie zalezy na podwyzszaniu PKB, zmniejszaniu bezrobocia i tego typu podobnych bzdurach, ktore NAM spedzaja sen z powiek. Im wyzsze PKB i mniejsze bezrobocie tym ludziom sie powodzi lepiej i uniezalezniaja sie od pomocy panstwa. Wyzsze PKB oczywiscie powoduje, ze jest wiecej pieniedzy do podzialu na jakies tam idiotyczne inwestycje typu stadion narodowy, ale to niezmienia prawdopodobnie przychodu glownych decydentow w jakis istotny sposob. Gdyby zmienialo to mielibysmy tylko i wylacznie, jak Ziemia dluga i szeroka, kraje bogate i bogatsze. A tak jest jak jest i obywatele roznych krajow, miedzy innymi i Polski staja sie w szybszym lub krotszym czasie w wiekszosci klientami panstwa w wiekszym lub mniejszym stopniu, a nie jego suwerenami jak sie niby wydawalo na pierwszy rzut oka (ze niby demokracja). Wystarczy kilka lat i czlowiek tak sie od najdrobniejszej nawet pomocy tak uzaleznia, ze potem nie moze sobie wyobrazic jak bez niej mogl zyc... i kolko sie kreci az milo..
    pozdrawiam,
    Milo

  3. Strony