Reklama
Jeden z najwybitniejszych jurystów amerykańskich XX wieku Harry Kalven, Jr. (1914 –1974), specjalista prawa konstytucyjnego, a przede wszystkim kwestii związanych z Pierwszą Poprawką uważał, iż“…żadne społeczeństwo, w którym istnieje przestępstwo znieważania władzy nie jest, bez względu na to, jakie są inne jego cechy, społeczeństwem wolnym…”.

 

Po przedwczorajszych wydarzeniach w sądzie w Warszawie, po raz n-ty stanęliśmy przed pytaniem – gdzie są granice krytyki działań władz?

 

Nie mam zamiaru podżegać czy namawiać do rzucania tortami w sędziów. Ale też nie uważam, iż był to kryminalny akt znieważenia sędzi per se. Wszyscy oburzeni tym incydentem nie biorą pod uwagę skomplikowanych przyczyn i kontekstu tego wydarzenia. Przede wszystkim to odroczenie sprawy Kiszczaka było jeszcze jednym oburzającym postanowieniem sądów RP w sprawach zbrodniarzy PRL-u. Sprawach przede wszystkim jakże nielicznych, ciągnących się bez żadnej racjonalnej przyczyny latami i kończących się wyrokami urągającymi elementarnej przyzwoitości.

 

Nikt kto ma poczucie odrobiny zwykłej ludzkiej empatii, przyzwoitości i „sprawiedliwości“ nie może podważać faktu, iż brak chociażby symbolicznego rozliczenia najmłodszego pokolenia zbrodniarzy komunistycznych, zbrodniarzy  stanu wojennego jest i będzie ponurym rechotem historii, ktørego konsekwencje już odczuwamy, a zaważą one jeszcze nie raz na losach narodu polskiego.

 
Rozliczanie zbrodni reżimu PRL stanowi jeden z najistotniejszych etycznych problemów, z którym „wolna Polska“ – tak państwo, jak i prawo, a także społeczeństwo miało i dalej ma historyczny, moralny i polityczny obowiązek zmierzyć się. „…Karanie pozwala współobywatelom ofiar na wyrażenie solidarności, a państwu wyrównania krzywdy wyrządzonej przez przestępstwa…” (G.P. Fletcher).

 

Zbrodnia, kara i nadzieja – to naiistotniejsze elementy tego dramatu. Pierwsze dwa elementy są jakże „obecne“! A co z nadzieją? Czy pozostawienie przeszłości „bezkarną”, decydenci „wolnej Polski“ uważają, nie będzie miało wpływu na naszą terazniejszość i przyszłość? I czyż nie jest naturalnym oczekiwanie, że postawienie zbrodniarzy przed sądem, jest nie tylko oczekiwanym aktem “sprawiedliwości“, ale może też powstrzymać czy odstraszyć innych w przyszłości?

 

To tej nadziei, iż działania państwa dotyczące rozliczenia zbrodni PRL-u ukształtują i umocnią fundamenty budowy demokratycznego państwa prawa, Naród Polski został pozbawiony. I trzeba podkreślić, iż dotyczy to całego Narodu, bez względu na zapatrywania, bierność, obojętność czy uznanie tego rozliczania za akt zemsty, nienawiści i dzielenia. Cenę za pozbawienie nas tej nadziei już płacimy wszyscy.

 

Płacimy, ponieważ nie da się zbudować relatywnie zdrowego i prężnego  demokratycznego państwa prawa bez zdrowych fundamentów.

 
Dzisiaj po 24 latach widać to jak na dłoni. Fasadowe instytucje państwowe,  ta sama grupa zdemoralizowanych polityków od 24 lat, wszechobecne mafie, koterie i układy, katastrofa moralna, katastrofa demograficzna,  katastrofa gospodarcza, wyjazdy milionøw za chlebem, kompletna zapaść organów ścigania, wymiar sprawiedliwości na usługach władzy wykonawczej, postepująca pauperyzacja społeczeństwa, afera goni aferę… …by wymienić tylko niektóre ciężkie choroby państwa polskiego.
 

 

Elementami tego zdrowego fundamentu są między innymi tak lekko i bezcerenonialnie traktowane i odrzucane przez 24 lata: nie tylko  rozliczenie z przeszłością, nieuwalane ręce rządzących, ale też wolność słowa i prawo do szerokiej i ostrej krytyki  rzeczywistości.

 

W relatywnie normalnych, czy “cywilizowanych” demokracjach prawo do krytykowania dotyczy tak w szerokim rozumieniu funkcjonariuszy publicznych jak i osób publicznych.  Osób, które mają wpływ na formułowanie pogląw i zapatrywań społeczeństwa, czy części społeczeństwa.

 
Każdy kto korzysta z wolności słowa w społeczeństwie demokratycznym winien mieć pewność prawa, które będzie efektywnie chroniło jego wolności i zapobiegało “zamykaniu ust” w obawie ryzyka poniesienia odpowiedzialności prawnej w wyniku arbitralnego działania sadów.

 


W państwie szanującym prawo swych obywateli do swobodnego wypowiadania się, ludzie wyrażający niepopularne poglądy i ujawniający niewygodne fakty, kiedy zaangażowane są ewidentnie emocje, mają  również prawo do ostrego, a więc często dosadnego  języka tak, aby od swobodnego wypowiadania się nie odstraszać innych, którzy mają do powiedzenia rzeczy ważne i kontrowersyjne.

 

W Polsce niestety mamy art. 212 kodeksu karnegoJest on używany do zwykłego i ordynarnego kneblowania wszelkiej krytyki władzy Powoli zbliżamy się do orwelowskiego stanu, gdzie tylko będzie można głosić  zapodane przez oficjalną rządową propagandę, poprawne politycznie informacje.  Dotyka on nie tylko niepoprawnych dziennikarzy, polityków będących w opozycji, ale i zwykłych Kowalskich, którzy komentują otaczającą ich rzeczywistość, czy to pisząc na blogach, czy wypowiadając się w sądach i urzędach, składając petycje etc.

 

 Zgodnie z oficjalnymi statystykami Ministerstwa Sprawiedliwości w 2000 r. skazane za zniesławienie zostały 44 osoby, w 2006 r. liczba skazanych wzrosła do 176, w 2008 194 wyroków skazujących, a w 2010 r. liczba osób skazanych oraz osób, wobec których warunkowo umorzono postępowanie karne wzrosła do 246.

 

Warto przypomnieć, iż przed ostatnimi wyborami na akcję HFPC   “Wykreśl art. 212 kk” – za wykreśleniem opowiedziało się 144 polityków większości ugrupowań politycznych. Wśród nich m.in.: Grzegorz Schetyna (PO), prezes PiS Jarosław Kaczyński, b.minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski (PO), Marek Balicki (SLD), Marek Borowski (SdPl), Andrzej Czuma (PO), Ryszard Kalisz (SLD), Paweł Kowal (PJN), Janusz Palikot (Ruch Palikota), Jarosław Sellin (PiS) i Tadeusz Sławecki (PSL).

 

Oprócz słynnego zniesławiania w art. 212,  kk przewiduje w art.226 przestępstwo znieważenia i poniżenia  funkcjonariusza publicznego i konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej.

 
Państwo polskie zapomina, iż“…w przypadku braku kontroli władzy i braku równowagi pomiędzy władzami, jedynym skutecznym ograniczeniem dla  polityki bezprawia władzy (…) może być oświecenie obywateli – a co za tym idzie świadoma i krytyczna opinia publiczna, która sama może i będzie decydować o ochronie wartości demokratycznych…” (SN USA orzeczenie w sprawie New York Times v USA z dnia 30 czerwca 1971r.)

 

Taka swoboda lub jej brak jest zasadniczym testem demokracji i wolnego społeczeństwa. 

 

Czy  to rzucenie tortem w sędzię przez Pana Zygmunta Miernika, było znieważeniem konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, czy aktem desperacji człowieka, który ma dość bezprawia w wymiarze sprawiedliwości?

 

 Czy był to akt akt kryminalny, czy akt politycznego protestu byłego działacza Solidarności przeciwko ochranianiu przez totalitaryzm III RP, totalitaryzmu peerelowskiego?

 

Czy sędzia osądzający ten akt rzucania tortem zada takie pytania i weźmie w ogóle ich doniosłość  pod uwagę w swoich rozważaniach?
Reklama