Reklama

Gdy zadrę sobie w górę łeb, przecho

Gdy zadrę sobie w górę łeb, przechodzi mi wszelki patriotyzm, przywiązywanie jakiejś śmiertelnie poważanej wagi do czegoś, co nie jest mikronem wszechświata zdaje się szczytem ludzkiej aberracji. I tak rzeczywiście jest, chyba nic tak bardzo nie stymuluje ludzkiej głupoty i tragedii jednocześnie, jak naturalna skłonność do krwawych poświęceń za swój kawałek podłogi. Tej skłonności towarzyszy jeszcze bardziej osobliwa, bo patetyczna oprawa. Flagi, pieśni, hymny, sztandary, ordery i w końcu metafizyka w postaci bóstwa podpięta do całości. Przyglądając się temu z zadartym łbem do góry można jedynie parsknąć śmiechem, gdyż śmieszne są ludzkie wyobrażania o ludzkości. Tak rzecz wygląda filozoficznie, niestety filozofia jest nauką dla pięciu ludzi na krzyż, codzienność składa się z natury i jeszcze raz natury. Żyjemy w świecie, w którym ludzie zadzierają łby do góry, ale wcale nie po to, żeby im szczęka opadła gdy zobaczą niezmierzoną przestrzeń, tylko dlatego, że posiadają. Co posiadają? Wszystko najlepiej wszystko. Duma z posiadania jest naturalną ludzką stymulacją, w indywidualnych kontaktach objawia się znanymi symptomami, łokieć za szybą BMW, laska z nogami do szyi, chata z podłogowym ogrzewaniem, wybitne dzieło i tak dalej. W zachowaniach społecznych ta duma przekłada się na wspomnianą symbolikę, obronę swojego terytorium i zwyciężanie z innymi grupami broniącymi tego samego. Jeśli się z tego wszystkiego śmiać, to trzeba wiedzieć, że śmiech jest adresowany do ludzkiej natury. Cały konflikt tak zwanej prawicy i tak zwanej lewicy to są jałowe śmieszności ludzkie, jedni i drudzy nie rozumieją o co w tej bajce chodzi. Prawicy, w najskrajniejszej postaci, wydaje się, że życie polega na umieraniu za kawałek terytorium, boga, czy też wybitne wartości z honorem na czele. Przypuszczam, gdyż tylko tyle mogę, że wszechświat nie został skonstruowany w ten sposób, co więcej nigdy by nie powstał, gdyby się ktokolwiek za budowanie wziął w ten sposób. Ludzie nie potrafiący zbliżyć się do tajemnicy i sensu własnego istnienia stworzyli proste receptury, które ludzkość oddalają od odpowiedzi na najważniejszą zagadkę. Poświęcić życie na podobne ludzkie śmieszność znaczy życie zmarnować. Tak uważam, chociaż wcale nie uważam, aby w tych wartościach było coś złego, przeciwnie w mikroskali i w realiach ludzkiej natury są to wartości jedyne. Przy zachowaniu racjonalnych proporcji znajdzie się miejsce na łeb w chmurach i szacunek dla własnego skrawka przestrzeni. Dlatego odwieczne wartości są jedyne, że tak zwana lewica jest jeszcze bardziej oderwana od wszechświata. Zakładanie, że ludzką naturę da się zmienić głoszeniem naiwnych haseł unifikujących wszelkie różnice, znoszących wszelką rywalizację, słowem produkcją ludzkich warzyw, w najlepszym razie baranków, to głupota lub cynizm prowadzący do rzezi. Prostackie myślenie, że jak nie będzie państw, to nie będzie wojen, bo o cóż się bić, najdosadniej ukazuje poziom prymitywizmu lewicowej myśli. Dziecko wie, już od przedszkola, że w tym rogu gdzie jest najwięcej klocków i najbardziej wypasionych zabawek trwa bitwa. A przecież dziecko w przedszkolu, zwłaszcza w „maluchach”, nie jest ukształtowanym obywatelem, flagi dziecku powiewają, hymny pogwizdują.

Natura ludzka czyni zadymę w przedszkolu, a w obciachowym projekcie zwanym UE widać to samo w sakli dorosłej. Gdy tylko pojawia się więcej zabawek dla dorosłych nikt nie pamięta o szlachetnych ideałach, Włosi gonią kolorowych do Francji, Francja zamyka granice, wcześniej czyszcząc Paryż z rumuńskich Cyganów. W całym tym patriotyzmie i narodowości chodzi o coś więcej niż lewicową głupotę i prawicowy patos. Chodzi mianowicie o to, że ludzkiej natury nie zmienisz, że świat jest poukładany według najprostszych instynktów, w tym instynktów stadnych. Jest zatem szaleństwem zadzieranie łba do góry, w takim codziennym znoju, bo za chwilę ktoś wejdzie na twoje terytorium i łeb ci urwie. Ktoś nakręcony naturalnym instynktem nie będzie bujał w wszechświecie, tylko na tym mikronie urządzi ci celę albo od razu piekło. Bardzo ciężko ludziom oddziela się makro od mikro, w czasie dyskusji klasycznym błędem dyskutujących jest przekładanie osobistych zapatrywań na masowe funkcjonowanie, od którego zależy wszystko łącznie z odrębnością jednostki. Klasyką jest kompletny brak zrozumienia, że czym innym jest najbardziej oryginalna indywidualna myśl przełożona na swobodę wyboru jednostki, a czym innym zasady funkcjonowania w grupie. Grupa zbudowana z samych indywidualności poruszających się według indywidualnych kierunków byłaby grupą indolentną, nie wspominając o tym, że zdecydowana większość ludzi jest zwyczajnie przeciętna. Ludzki gatunek nie składa się z samych wybitnych jednostek, wręcz przeciwnie, jednostki, którym nie trzeba wbić do łba dekalogu, których nie trzeba straszyć bogiem, którym nie trzeba pisać instrukcji jak posprzątać kupę po swoim jamniku, stanowią promil w czarze gorycz ludzkich małości. Potrzebna jest organizacja, proste kije i słodkie marchewki aby na dobrze zorganizowanym terytorium zarządzać stadem. Wybitne jednostki, które zakładają, że społeczeństwo może funkcjonować według wysublimowanych modeli filozoficznych niestety nie grzeszą mądrością, chociaż bywają inteligentne. Na tym polega wielki paradoks, że filozofować o makrokosmosie można tylko w wolnym, bezpiecznym, dobrze zorganizowanym kraju, zbudowanym na niezawodnych wartościach, sprawdzonych od wieków. W kraju byle jakim, kraju na kolanach oddającym hołd innym krajom, nie chce się nic, ponieważ w takim kraju naturalne ludzkie instynkty są tłamszone i poniewierane, kreują się szare masy, giną indywidualności. Każdy człowiek, jak ustalił pewien uczony, chodzi po piramidzie potrzeb, zaczynając o zaspokojenie pierwotnych instynktów kończąc na bujaniu w obłokach. Człowiek głodny myśli o tym, żeby się najeść, podniecony o tym, żeby sobie pociupciać, dopiero po wszystkim pójdzie do teatru i odda każdy teatr każdą filozofię, aby najpierw uzyskać to co podstawowe. W skali społecznej ta piramida wygląda identycznie, najpierw zabezpieczanie potrzeb podstawowych: własne terytorium, własne reguły, bezpieczeństwo, a dalej co się komu podoba w ramach granic ustalonych wspólnymi regułami. Z tych to powodów indywidualnie uwielbiam zadzierać łeb do góry, ale społecznie podpinam się do katalogu naturalnych ludzkich instynktów i dbam o to, żeby Polska była Polską. Tylko w takiej Polsce mogę się zajmować tym co lubię, w Polsce olewanej, poniewieranej, rozdawanej na lewo i prawo, boję się o swoje bezpieczeństwo i jakoś nie chce mi się filozofować.

Reklama
Reklama

42 KOMENTARZE

  1. “Gdy zadrę sobie w górę łeb,
    “Gdy zadrę sobie w górę łeb, przechodzi mi wszelki patriotyzm, przywiązywanie jakiejś śmiertelnie poważanej wagi do czegoś, co nie jest mikronem wszechświata zdaje się szczytem ludzkiej aberracji.”

    Palahniuk w swojej książce (Fight Club) ujął to zwięźlej: “Spójrz w gwiazdy i po tobie”.

    Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz pieniędzy. 🙂

  2. “Gdy zadrę sobie w górę łeb,
    “Gdy zadrę sobie w górę łeb, przechodzi mi wszelki patriotyzm, przywiązywanie jakiejś śmiertelnie poważanej wagi do czegoś, co nie jest mikronem wszechświata zdaje się szczytem ludzkiej aberracji.”

    Palahniuk w swojej książce (Fight Club) ujął to zwięźlej: “Spójrz w gwiazdy i po tobie”.

    Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz pieniędzy. 🙂

  3. “Gdy zadrę sobie w górę łeb,
    “Gdy zadrę sobie w górę łeb, przechodzi mi wszelki patriotyzm, przywiązywanie jakiejś śmiertelnie poważanej wagi do czegoś, co nie jest mikronem wszechświata zdaje się szczytem ludzkiej aberracji.”

    Palahniuk w swojej książce (Fight Club) ujął to zwięźlej: “Spójrz w gwiazdy i po tobie”.

    Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz pieniędzy. 🙂