Reklama

Uzależniłem się od krzyża

 

Z filozofem Krzysztofem Środą rozmawia Tomasz Kwaśniewski 2011-04-09

Reklama


Uzależniłem się od krzyża

 

Z filozofem Krzysztofem Środą rozmawia Tomasz Kwaśniewski 2011-04-09

link

Słuchałem tych rozmów pod krzyżem i wtedy sobie pomyślałem: Jezu, oni wyglądają jak pierwsi chrześcijanie wobec tego rzymskiego tłumu, który przyszedł na igrzyska

Co poczułeś, gdy zniknął krzyż na Krakowskim Przedmieściu?
– Pustkę. Oczywiście trochę żartuję, ale nie do końca. Bo już się nic nie dzieje. Bo nie ma gdzie pójść po pracy, wieczorem, o północy.

Bywałeś tam codziennie?
– Musiałem gdzieś jeździć, pracować, ale jak byłem w Warszawie, to szedłem tam na godzinę albo dwie, wracałem do domu na szóstą, a koło dziesiątej, jedenastej czułem już taki niepokój: trzeba pójść zobaczyć, co się tam dzieje.
Uzależniłem się od krzyża.

Jak do tego doszło?
– Zaczęło się, wiadomo, od katastrofy.

Byłem wtedy w swoim domu na Mazurach. Zadzwoniła żona. To było jakąś godzinę po. Włączyłem więc komputer, podłączyłem się do internetu i dopiero wtedy, bo nie byłem na bieżąco, dowiedziałem się, dokąd ten samolot leciał. A jak to skojarzyłem, to od razu miałem takie poczucie, że to przekroczyło wszystkie możliwe wyobrażenia i konwencje. Z literackimi włącznie.
To była pierwsza myśl, a druga?
– Jak doczytałem, że dwa dni wcześniej był tam Tusk, to w zasadzie natychmiast w mojej głowie pojawiła się ta konstrukcja, że on tam poleciał po to, by uzgodnić z Putinem szczegóły tej katastrofy.

W sensie, że tak to właśnie było?
– W sensie, że są ludzie, którzy tak będą myśleć. Bo przecież nad Rosją samoloty nie spadają przypadkiem. Nic tam się nie dzieje przypadkiem.

A skąd ta konstrukcja wzięła się w twojej głowie?
– Od kilkunastu lat jestem regularnym słuchaczem Radia Maryja. To znaczy – słucham go w samochodzie.

Dlaczego?
– Na początku, bo to było śmieszne. A potem pomyślałem, że to jest jakiś ważny i trwały fragment rzeczywistości, do którego mogę mieć w ten sposób dostęp. Choć prawdę mówiąc, słucham tego radia nie tylko z takiej ciekawości humanisty, który próbuje zrozumieć, jak myślą inni ludzie, ale również z zamiłowania do perwersji. No, bo słuchanie "Rozmów niedokończonych" to jest perwersja.

Perwersja?
– Myślę, że tego słowa używasz, gdy robisz coś, co jest wbrew tobie, i nie możesz przestać.

Masz jakieś inne perwersyjne zamiłowania?
– Kiedyś lubiłem czytać makabrycznie złe książki. Na przykład PRL-owskie kryminały.

Dlaczego to robiłeś?
– Bo jakbyś czytał tylko Goethego, Manna, Prousta, to miałbyś wyjątkowo spaczone widzenie gatunku ludzkiego.

12 kwietnia wróciłeś do Warszawy. Pamiętasz, o czym się wtedy wśród twoich znajomych mówiło?
– Najczęściej komentowano to, że Monika Olejnik kolejny wywiad przerywa płaczem. No jak tak można?! Profesjonalistka i robi takie rzeczy! I to jeszcze przy tych z PiS-u! Nie miałem tego rodzaju pretensji. Rozumiałem, że ona płacze, bo ich znała.
A z drugiej strony, gdy tak obserwowałem, jak ona płacze, to myślałem, że jeśli to jeszcze parę razy się zdarzy, to ten poziom emocji i roztkliwienia sięgnie tak daleko, że wybory prezydenckie rzeczywiście wygra drugi Kaczyński. I trochę się wystraszyłem, bo tego nie chciałem.

Poszedłeś pod Pałac zapalić znicz?
– Nie miałem takiej potrzeby.
Natomiast pewnego dnia musiałem pójść na Uniwersytet, a wtedy pod Pałacem była już ta kolejka ludzi, którzy czekali, często po kilkanaście godzin, żeby wejść i zobaczyć trumnę. I to mnie zafrapowało. Bo tak jak rozumiem żałobę, to, że ktoś przyjeżdża zapalić świeczkę, rozumiem też emocje Moniki Olejnik, tak ten rodzaj umartwienia – przestanie nocy w kolejce, żeby przejść obok dwóch zamkniętych trumien – wydał mi się dziwny. Choć z drugiej strony tak jak nie mam upodobania do takich masowych sytuacji, tak wybrałem się – z absolutną jasnością, że powinienem – na pogrzeb Kuronia. Powinienem był ich więc rozumieć, ale przyznam, że patrzyłem na nich podejrzliwie.

Podejrzliwie?
– Kim są, że mają taką potrzebę?
Przyznam się też do tego, że jak poszedłem tam kolejny raz, już specjalnie po to, by obserwować to zjawisko, to miałem taką refleksję, że średnio rzecz biorąc, ci ludzie wyglądają lepiej, niżbym się spodziewał.

Lepiej?
– Bardziej normalnie. No, niestety, w takich kategoriach o tym myślałem.
Ja już długo przed katastrofą miałem poczucie, że w tym kraju żyją dwa różne plemiona. Ale jak słuchałem tego Radia Maryja, to wiedziałem, że to jest tylko fragment tego innego świata. Teraz miałem wrażenie, że w tej kolejce mam pełen przekrój. Że całe plemię tam stoi. No i pomyślałem, że to jest szansa. Wziąłem więc aparat i zacząłem chodzić.

Aparat?
– Zwyczajną lustrzankę, ale obiektyw mam dobry.

Wielki?
– 200 milimetrów. Ogniskowej. Wystarczy, żeby z ośmiu metrów zrobić komuś portret. A sobie założyłem, że nie będę robił szerokich planów, tylko portrety. Zrobiłem ich kilkaset.
Chodziłem więc wzdłuż tej kolejki i robiłem zdjęcia. A chcąc nie chcąc, zacząłem też słuchać. Czytać ulotki, które nosili. Śmieszne, straszne, dziwaczne.
Na Krakowskim jest kiosk, a na nim, na tylnej ścianie, wisiał plakat z fotografiami ofiar. Obok jakieś zaimprowizowane deklaracje w rodzaju: "Na zakręcie historii Polski Pan Bóg każe nam wybierać prawdę lub kłamstwo, życie lub śmierć. Jeżeli teraz nie wybierzemy dobrze, to niedługo może być pogrzeb narodowy". Albo: "Czy można przygotować na oczach świata tak haniebną zbrodnię i czuć się bezkarnym?".

Ludzie się gromadzili, fotografowali te napisy komórkami, a ci, co ich nie mieli, przepisywali je na karteczki. To było niepokojące.

Dlaczego?
– To jest problem obcego, moja żona się tym zajmuje.

Mamy takie schematyczne wyobrażenie, że jest ta narodowa prawica, która nie lubi obcych. Nie lubi Żydów, bo są obcy, homoseksualistów, bo są obcy. Generalnie oni są tacy, że nie potrafią zrozumieć obcych. No, ale jak ja na nich patrzę, to oni też są dla mnie obcy.

Jak widzę ludzi, którzy z nabożeństwem przepisują dziwaczne wycinki z nadzwyczajnego wydania "Gazety Polskiej", to, przyznaję się, oni są dla mnie obcy i mnie niepokoją.

I teraz: jeśli my się tak o tego obcego troszczymy, jeśli domagamy się od innych, żeby próbowali go zrozumieć, to może my też powinniśmy zdobyć się na wysiłek, żeby zrozumieć tych, którzy są naszymi obcymi. To znaczy ich.

Czyli chodziłeś wzdłuż tej kolejki…

– …a potem była taka demonstracja, która też mi się wydała sporo powyżej wszystkich ekstrawaganckich dokonań literackich typu Gombrowicz, Witkacy, Mrożek. Polegała ona na tym, że ludzie ubrani w białe podkoszulki z numerami od 1 do 96 uformowali samolot.

Widziałeś?

– Usłyszałem o tym w radiu i natychmiast pobiegłem pod Grób Nieznanego Żołnierza, bo tam to się działo. Spotkałem ich na Krakowskim Przedmieściu, niestety, już w rozsypce, ale nadal byli w tych podkoszulkach. Do tego mnóstwo ludzi. No i wtedy był już krzyż, ludzie tam stali, dyskutowali. Jedni i drudzy, bo tam zawsze była ta druga grupa, która mówiła: a po co ten krzyż, a dlaczego?

I wtedy mnie to chyba tak naprawdę wciągnęło.

Dlaczego?

– Pod krzyżem od początku była taka absolutna jasność, że to był zamach. Jedyne różnice były w tym, jak to się odbyło. Mgła czy sygnały? Komorowski czy Tusk?

Słuchałem więc tych rozmów, bo chciałem zrozumieć, dlaczego im tak bardzo zależy, żeby to był zamach. I dlaczego im silniejsze mają przekonanie, że to był zamach, tym wyglądają na bardziej szczęśliwych i usatysfakcjonowanych? Skąd czerpią pewność? Jednym zdaniem: jak ten obcy działa.

Aż przyszła mi do głowy pewna hipoteza. Otóż, jest część ludzi, w jakichś wariantach pewnie na całym świecie, którzy mają problem z poczuciem własnej wartości. Historia Polski przez ostatnie 300 lat jest, powiedzmy, taka problematyczna, jeśli chodzi o powody do chwały. A my z jednej strony jesteśmy nauczeni, żeby być dumnymi z tego, że jesteśmy Polakami, ale jak się tak rozejrzeć, to nie bardzo wiadomo z czego. I być może są umysły, które rozumują w ten sposób: nie bardzo wiem, co jestem wart, ale jeśli ktoś chce mnie zabić, to znaczy, że jestem dla niego niebezpieczny, czyli silny, wpływowy, mocny.

Nie bardzo wiem, co mamy tu w Polsce cennego, ale jak się dowiaduję, że ktoś chce coś sprywatyzować, czyli ukraść, to znaczy, że mieliśmy skarb.

Jeśli ktoś chciał zabić naszego prezydenta, to znaczy, że to był ktoś, przez kogo Putin nie mógł spać po nocach.

To jest ten mechanizm. Tak mi przynajmniej wyszło, gdy słuchałem tych rozmów pod krzyżem.

A co konkretnego słyszałeś?

– Rzeczy bezbrzeżnie głupie. Obrzydliwe. Oburzające.

Był na przykład taki starszy pan, który nierozsądnie wdawał się w dyskusje z młodymi ludźmi na temat zamachu oraz tego zdrajcy Komorowskiego. No i po pięciu minutach zostawał bez argumentów. Robił się wtedy taki bezradny: Jak to? Dlaczego ci młodzi ludzie, którzy mówią po polsku, mówią takie straszne rzeczy, że ja nie mam racji?

A jak już był taki kompletnie bezradny, to za jedną z tych ekip, która już odchodziła, krzyknął: "Żydzi na Czerską!". Ale po dziesięciu minutach zrobił podobny błąd, znów się wdał w rozmowę z grupą młodzieży, która tak go rozsierdziła, że tym razem krzyknął: "Żydzi do obozu – tam jest wasze miejsce!".

Jak myślisz, dlaczego on tak zrobił?

– Myślę, że taki pan rozumuje mniej więcej tak: jestem Polakiem, zginął mój prezydent, kraj traci niepodległość, rozmawiam z jakimiś młodymi ludźmi, którzy nie mają skośnych oczu, nie są czarni, wyglądają plus minus tak jak ja, ale prezentują jakiś zupełnie antypolski punkt widzenia. Kim więc są? Kto może wyglądać tak samo jak Polak, mówić po polsku równie dobrze jak Polak, a nawet lepiej, a nie być Polakiem? Tylko Żyd.

Ale żeby być sprawiedliwym: przyszedł raz taki śmieszny starszy pan z doprawioną czarną brodą. Na gumce. Jak w teatrzykach dla dzieci. Założył białą jarmułkę albo coś w tym stylu, wyjął duży karton z napisem "Zgoda buduje" i stanął pod krzyżem.

To chyba fajnie, że człowiek przebrany za Żyda staje z hasłem "Zgoda buduje"?

– To było hasło Komorowskiego. Czyli że niby Komorowski jest Żydem.

No i jak on tak stanął, to z grupy obrońców wyszedł mężczyzna, podszedł do niego i powiedział: „Przez takich jak pan to potem tu przychodzą z »Wyborczej « i piszą, że my jesteśmy antysemici”. I zabrał mu tę tablicę.

Zdarzyło ci się zareagować?

– Narzuciłem sobie dyscyplinę, że tylko obserwuję. No i na początku z satysfakcją się przyglądałem, jak ci przechodzący obok krzyża młodzi ludzie wdają się w dyskusje z jego obrońcami i w ciągu kilku minut wytrącają im wszystkie argumenty. Choć może to nie jest zbyt precyzyjne określenie, bo obrońcy krzyża nie posługiwali się argumentami, tylko pewnikami.

W każdym razie taki pierwszy moment, może nie sympatii, ale gdy opuściła mnie taka złośliwa satysfakcja – jacy oni śmieszni – był wtedy, kiedy zdałem sobie sprawę, że oni nie potrafią się bronić. Że nie za bardzo rozumieją, co mówią.

Kiedyś pewien starszy pan dał mi ulotkę, apel jakiegoś komitetu, żeby czym prędzej wycofać wojska amerykańskie z Polski. On mi to podał z taką satysfakcją, że tu, pod tym krzyżem, pod tym Pałacem, gdzie urzędował Lech Kaczyński, on mi coś takiego daje. A ja mu mówię: "Ależ proszę pana, przecież świętej pamięci prezydent był za ścisłym sojuszem wojskowym z USA". Spojrzał na mnie bezradnie. Nic nie odpowiedział, tylko zaczął: "No wie pan…, ale w takich chwilach…". I odniosłem wrażenie, że zrobiło mu się smutno. Jakoś głupio, że go przyłapałem, że on z tą ulotką jest tu jakby nie na miejscu, a przecież chciał dobrze. I wtedy sobie pomyślałem, że niekulturalnie jest śmiać się z kogoś, kto w różnych dziedzinach życia nie daje sobie rady. Na przykład w dziedzinie formułowania poglądów i diagnoz politycznych.

A potem pojawili się kontrmanifestanci, co to w prasie się nazywało, że przychodzi młodzież i jakieś tam happeningi robi. Byłem nimi rozczarowany.

Dlaczego?

– Bo to nie były żadne happeningi. Raczej robienie hałasu.

Pamiętam, jak pod krzyżem była taka może 40-osobowa grupka modlących się czy też śpiewających, a obok stało może dziesięciu takich happenerów, którzy krzyczeli, głośno puszczali Stonesów, podskakiwali, wchodzili między modlących się, rozpychali się, generalnie byli beznadziejni. I wtedy poczułem, że mam ochotę jednego z nich uderzyć. Do tego stopnia, że przebiegł mi taki dreszcz jak przed bójką.

To był jedyny raz, kiedy w tym tłumie ludzi zdarzyło mi się, że chciałem kogoś uderzyć. A przecież mimo mojej już sympatii do wielu obrońców krzyża to jednak do silniejszej więzi czy wspólnoty poczuwałem się z tymi młodymi ludźmi, którzy przyszli się z tego krzyża pośmiać.

No i co wtedy pomyślałeś o swoim plemieniu?

– Że może tych plemion jest więcej (śmiech).

No, ale wracając do tamtej sytuacji. W pewnym momencie z grupy modlących się wypadł niski, chuderlawy chłopak, który miał może ze 16 lat i był kaleką. To znaczy miał jakiś taki dziwny paraliż rąk, nie mówił wyraźnie i tylko próbował coś krzyczeć zniekształconym, histerycznym głosem. Właściwie wył.

Podbiegł do chłopaka z magnetofonem i chciał go tą skurczoną ręką uderzyć, ale nie był w stanie, bo przecież ta rączka jest wiecznie zgięta. A ten chłopak, który do tej pory, jak interweniowały jakieś starsze osoby i go wyzywały, śmiał się i w ogóle miał świetną zabawę, to teraz, jak zobaczył tego, który go chce uderzyć i coś próbuje krzyczeć, to poczuł, że przegiął. I wtedy pomyślałem, bo człowiek szuka kategorii, wzorów, odniesień, że to, co widzę, to nie żaden Mrożek czy Witkacy – oni już odpadli z tej konkurencji – tylko że to jest Hieronim Bosch. Znaczy takie różne odmiany nieszczęścia, potworności, karykaturalności.

I to cię kręciło?

– To akurat było przerażające. Jednak, jak już mówiłem, mam zamiłowanie do perwersji, więc poza moim zainteresowaniem obcym to, co mnie w tym miejscu trzymało, to ta niewytłumaczalna potrzeba oglądania dziwacznych form.

Od tego były kiedyś jarmarki, że się przywoziło karły, kobietę z brodą i różne inne osobliwości. Z tego samego powodu, tak myślę, ludzie lubili oglądać egzekucje.

Pamiętam takiego trzydziestokilkulatka, który szedł z kolegami. To było wieczorem, jakiś piątek czy sobota. Wyglądali, jakby szli od jednej knajpy do drugiej. I on się wdał w taką kpiącą, szyderczą rozmowę z tą słynną panią Joanną, która jest oczywiście osobą dziwną. Koledzy go ciągną, a on: "Ja nigdzie nie idę, to jest lepsze niż dupy". A kiedy w końcu udało im się go wyciągnąć i wyszli poza ten krąg, to go spytali, zataczając się ze śmiechu: "A majtki miała?". Czyli tu nie chodziło o to, że postępowa część społeczeństwa warszawskiego przychodzi wyrazić swoje zdanie w sprawie obecności krzyża, tylko to już był cyrk.

Było ci żal obrońców krzyża?

– O tyle, że stworzyli taką sytuację, w której można się było w sposób okrutny nabijać z symboli religijnych i z tego, co się z tym wiąże. Nigdy w tym kraju nikt publicznie nie nabijał się z tego z taką swobodą jak wtedy.

Polubiłeś kogoś?

– Był taki starszy pan, bardzo malowniczy, elegancki, zawsze w garniturze, w krawacie, z orderem na szyi. Opowiadał, jak zabijał Niemców na wojnie. Niesamowite robił wrażenie. Głównie na starszych paniach.

Było takich trzech chłopaków, może dwudziestoletnich, o jakichś takich niefortunnych kanciastych twarzach, co na pierwszy rzut oka wyglądali jak opryszki z ponurego kryminału. Ale po jakimś czasie dostrzegłem, że są spokojni, poważni, przejęci, a kiedy się uśmiechają, ich twarze robią się zupełnie inne.

I taką jedną staruszkę o smutnej, pięknej twarzy.

Tej słynnej pani Joanny nie lubiłem.

Było też kilku – dwóch, trzech – których się bałem. A raczej mógłbym się bać w jakimś innym świecie czy czasie, w którym wolno byłoby im zrobić więcej niż dzisiaj.

No i było też kilka postaci raczej dziwacznych niż groźnych. Nierzeczywistych, jakby filmowych. Na przykład taki 40-latek, opalony, umięśniony, który cały czas chodził z małą kamerką przyczepioną do dłoni, a tę dłoń miał ubraną w białą, włóczkową rękawiczkę. On miał taki wyraz twarzy, jakby za chwilę miał kogoś pobić. Ale nie pobił, za to jak ktoś chciał słuchać, to opowiadał, że on doświadczył od Boga wielkiej łaski i całe życie mu się odmieniło. A jak ktoś chciał z nim dyskutować o krzyżu czy zamachu, to padał na kolana i się modlił. A jak nie wytrzymywał, bo ktoś mówił rzeczy, których nie mógł ścierpieć, to krzyczał z jakoś strasznie wykrzywioną twarzą: "Są dwie strony na świecie – Boga i Szatana. Ty jesteś od Szatana".

Był też pan, który sporządził broszurkę na temat, jak ten samolot był sprowadzony, żeby się rozbił. Wszystko wyrysowane i policzone. Nic nie mówił, tylko je rozdawał. Miał taką strasznie chudą, smutną twarz.

Facet, który przychodził z magnetofonem i puszczał nagrane rozmowy ojca Rydzyka z Macierewiczem.

I był też pan, który się chwalił, że ma taki świetny termos z drugiej wojny światowej, dzięki któremu cały czas ma gorącą kawę.

No i ja. I tak jak w pewnym momencie zacząłem rozpoznawać obrońców krzyża, tak oni zaczęli rozpoznawać mnie. A jako że przychodziłem z aparatem i miałem ten obiektyw ciut większy, to zostałem uznany za funkcjonariusza służb.

Skąd wiesz?

– Pewna pani mi powiedziała: "Pan robi zdjęcia ludzi do eliminacji, tak?". A potem pewien pan zaczął mnie demonstracyjnie fotografować. Żeby mi dać do zrozumienia, że jako funkcjonariusz zostałem zdemaskowany.

Nie wyjaśniłeś, że nim nie jesteś?

– A jak to miałem zrobić?

W ogóle rozmowy z nimi nie miały sensu.

Dlaczego?

– Raz mnie jedna z dziewczyn, obrończyni krzyża, zapytała, dlaczego robię jej zdjęcia. Nie chciałem być niemiły, więc złamałem swoją zasadę i powiedziałem, że robię to, bo czuję, że tu się coś ważnego dzieje. Jakkolwiek od razu dodałem, że się absolutnie nie zgadzam z tym, co tu robią, i z ich koncepcją.

"To dlaczego pan robi zdjęcia, skoro się pan nie zgadza?".

"Bo wasza determinacja jakoś mi imponuje".

"No tak, widzi pan, są tacy ludzie, którzy się poświęcają, bo kraj tego potrzebuje". I zeszło na zamach. Czy ja wierzę, że to był zamach?

"Nie, to był wypadek".

"Zamach. I jest taki senator amerykański, który już ma dowody w tej sprawie, tylko nie może ich opublikować…". I co ja mogłem jej powiedzieć? "Nie, dziewczynko, nie denerwuj się, to nie był zamach, to nie jest tak, że wszyscy ludzie chcą nas zabić". Pogłaskać ją po głowie, żeby się nie bała?

Oni naprawdę się bali.

– Oczywiście, bo sobie wyobrażali, że są bardzo ważni, gdyż są posiadaczami wielkiej tajemnicy. Jakiej? Ano takiej, że to był zamach. Oni to zresztą mówili: "Już giną ludzie, którzy coś na temat wiedzą". Żyli więc w takim przeświadczeniu, że są tak dużym zagrożeniem dla obecnej władzy, że ona zmobilizuje przeciw nim wszystkie możliwe siły. I rzeczywiście byli zagrożeniem, ale nie dla premiera czy prezydenta, tylko dla państwa w ogóle i oczywiście na trochę innej zasadzie, niż im się wydawało.

A na jakiej?

– Nie jest normalne z punktu widzenia powagi państwa, jeśli pod jednym z głównych urzędów publicznych jest taki teren, gdzie przychodzą ludzie i bez żadnej odpowiedzialności mówią wszystkie możliwe głupstwa, zarzuty i oszczerstwa. Którzy kwestionują legalność tego państwa. Legalność wyborów. Uczciwość rządu, prokuratorów, dziennikarzy, wszystkich.

Denerwowało mnie, że państwo nic z tym nie robi. Że zwolniło się z obowiązku egzekwowania tego, co stanowi jego istotę, więc obywatele wzięli sprawy w swoje ręce i do jednego cyrku dołożyli drugi.

A jednocześnie stało się też tak, że obrońców krzyża zostawił też Kaczyński, dla którego oni tam przecież stali. Bo to byli – tak pomyślałem – ostatni ludzie, którzy go kochali. I jak już byli tacy bardzo zmęczeni, brudni, śpiący gdzieś w załomie Kordegardy, nieustająco wyszydzani, wystawieni na pośmiewisko, to sobie pomyślałem, że on powinien, nie w takich kategoriach politycznych, ale ludzkich, przyjść i ich stamtąd zabrać.

To, że tego nie zrobił, to jest rzecz, za którą go nie lubię nawet bardziej niż za kilka innych.

A ty uważałeś, że jak się powinno z tym krzyżem zrobić?

– Chciałem, żeby przyjechała policja i posprzątała. Bo ja od pewnego momentu miałem już jasność, że tu nie chodzi o krzyż i żałobę. Tylko że oni sobie zrobili takie terytorium dziesięć na dziesięć i przed Pałacem Prezydenckim zakładają antypaństwo.

I im nie chodziło o jakikolwiek pomnik, tylko o pomnik upamiętniający zbrodnię.

Miałem też jeszcze jedną konstrukcje teoretyczną. Otóż pewnego wieczoru, tak gdzieś koło dwunastej, ta słynna pani Joanna wdała się w dyskusję z jakąś grupą młodzieży. Dyskutowała, dyskutowała, zaczęła krzyczeć, oni zaczęli się śmiać, więc ona krzyczała jeszcze bardziej, aż w końcu głos zaczął jej odmawiać posłuszeństwa i wtedy nagle odwróciła się w stronę krzyża, wyjęła jakąś książeczkę, zaintonowała pieśń, którą podchwycili inni obrońcy krzyża. Klęknęli.

Wyglądało to niesamowicie.

Noc, krzyż, świeczki, migotliwe światło na twarzach, oni klęczą, śpiewają, a tu ten tłum gapiów, i wtedy sobie pomyślałem: Jezu, oni wyglądają jak pierwsi chrześcijanie wobec tego rzymskiego tłumu, który przyszedł na igrzyska. Ale od razu też pomyślałem, że może oni nie tylko wyglądają jak pierwsi chrześcijanie, ale są jak pierwsi chrześcijanie, którzy nie byli ludźmi wykształconymi, nie byli oratorami, a byli właśnie tacy. I co więcej, że może z tym pożarem Rzymu, co jedni twierdzą, że zrobił to Neron, a inni wcale nie są tego pewni, jest tak samo jak z tym zamachem. To znaczy, że ci pierwsi chrześcijanie, żeby tak się wewnętrznie wzmocnić, potrzebowali mieć taką postać potwora absolutnego, który nie dość, że był złym, okrutnym cesarzem, to jeszcze podpalił Rzym.

Może więc mechanizm jest taki, że ci ludzie, żeby wytworzyć wspólnotę, żeby się poczuć dobrymi, potrzebują, żeby gdzieś był jakiś potwór.

Śledziłeś media w tym czasie?

– W mediach wszystko było proste, a to było zdecydowanie bardziej zróżnicowane. Tak jak różne były motywy, zachowania i stopień szaleństwa. Choć akurat to ostatnie określenie to zachowałbym raczej dla obrońców krzyża, bo po drugiej stronie było więcej czegoś, co bym nazwał chamstwem.

Choć pamiętam też jeden ładny moment. Już wtedy, gdy krzyż został zepchnięty na drugą stronę Krakowskiego Przedmieścia, a ci młodzi od happeningów przynieśli piłkę. Plażową. Lekką. Kolorową. Usiedli w kręgu na chodniku i sobie ją podrzucali. Aż im z tego kręgu wypadła i potoczyła się w stronę obrońców. Wtedy jeden z nich, też młody, im ją odrzucił. A po jakimś czasie się przysiadł. Potem kolejny. I tak sobie grali.

Wspólnie.

Tobie też udało się znaleźć coś wspólnego?

– Patrząc na tych ludzi absolutnie pewnych, że to był zamach, zadałem sobie pytanie: A jeśli mają rację? A jeśli to oni – właśnie dlatego, że w każdym zjawisku dopatrują się czyjejś złej woli – oceniają rzeczywistość trafniej? I nagle, mimo że wciąż byłem przekonany o własnej przewadze w takich sprawach, jak: władza sądzenia, racjonalność, logika, pomyślałem, i to było niepokojące, że może to wcale nie jest żadna przewaga. Bo może na świecie jest więcej złych intencji niż dobrych.

Zadawałem sobie to pytanie kilkakrotnie, ale oczywiście nie mogłem się poddać i porzucić tego wszystkiego, co jest dla mnie racjonalnością. Bo co miałbym później zrobić?

A potem pomyślałem, że tu nie chodzi o racjonalność. Że cała pułapka polega na tym, że oba te plemiona myślą w podobny sposób: my jesteśmy dobrzy, ale jesteśmy otoczeni potworami.

Może więc wszystko opiera się na gigantycznym nieporozumieniu, którego schemat jest mniej więcej taki: jak się zastanawiam, dlaczego ktoś jest inny niż ja, to hipotezy, do których dochodzę, są dwie – albo jest głupi, albo ma złą wolę. I nie ma innej opcji.

Znalazłeś rozwiązanie?

– Może mają dobrą wolę, może są w pełni władz umysłowych, ale z jakichś powodów, może własnych doświadczeń, zresztą nie wiem czego, patrzą inaczej niż ja. Ale żebym nie wiem jak się napiął, to nie będę ich w stanie zrozumieć, bo nie mam w sobie takiej potrzeby, żeby w zdarzeniach przypadkowych, omyłkowych, mimowolnych szukać winy, złej woli, perfidnego zamysłu.

A co zamierzasz zrobić w rocznicę katastrofy?

– Pewnie pójdę na Krakowskie Przedmieście, bo miło będzie zobaczyć kilkoro z tych ludzi. Dawno ich nie widziałem.
#####################
Krzysztof Środa – doktor filozofii, ma 51 lat. Kiedyś łowił ryby, grał na giełdzie, prowadził własne wydawnictwo i agencję reklamową. Handlował też wodą mineralną z Kaukazu.

Tłumacz. Podróżnik. Zdjęcia z podroży dwukrotnie wystawiał w Paryżu w galerii Pascaline Mulliez.

Autor dwóch książek – "Niejasna sytuacja na kontynencie" i "Projekt handlu kabardyńskimi końmi". Za tę drugą otrzymał w 2007 roku Nagrodę Literacką Gdynia.

Mieszka w Warszawie, kilkaset metrów od Pałacu Prezydenckiego.

Reklama

35 KOMENTARZE

    • To na chama wyrwana kopia, ze stylami
      Nie na chama i było bez stylów. Solidnie popracowałem przed wklejeniem.
      Jeżeli teraz jest ok, to wygląda na to, że edytor nie lubi wolnych wierszy. Dziwne trochę. Znaczy, po wklejeniu przejść należy na edytor graficzny i sprawdzić. 🙂

    • To na chama wyrwana kopia, ze stylami
      Nie na chama i było bez stylów. Solidnie popracowałem przed wklejeniem.
      Jeżeli teraz jest ok, to wygląda na to, że edytor nie lubi wolnych wierszy. Dziwne trochę. Znaczy, po wklejeniu przejść należy na edytor graficzny i sprawdzić. 🙂

    • To na chama wyrwana kopia, ze stylami
      Nie na chama i było bez stylów. Solidnie popracowałem przed wklejeniem.
      Jeżeli teraz jest ok, to wygląda na to, że edytor nie lubi wolnych wierszy. Dziwne trochę. Znaczy, po wklejeniu przejść należy na edytor graficzny i sprawdzić. 🙂

  1. dwa narody polskie
    Ten filozof trochę chrzani, zwłaszcza na początku, ale parę myśli jest ciekawych.
    Choćby ten wątek o dwóch plemionach zamieszkujących nasz teren.
    Najprościej wydzielić grupy spełnione finansowo i nie spełnione, ale to za mało, tu gra rolę jeszcze jakiś inny czynnik.

  2. dwa narody polskie
    Ten filozof trochę chrzani, zwłaszcza na początku, ale parę myśli jest ciekawych.
    Choćby ten wątek o dwóch plemionach zamieszkujących nasz teren.
    Najprościej wydzielić grupy spełnione finansowo i nie spełnione, ale to za mało, tu gra rolę jeszcze jakiś inny czynnik.

  3. dwa narody polskie
    Ten filozof trochę chrzani, zwłaszcza na początku, ale parę myśli jest ciekawych.
    Choćby ten wątek o dwóch plemionach zamieszkujących nasz teren.
    Najprościej wydzielić grupy spełnione finansowo i nie spełnione, ale to za mało, tu gra rolę jeszcze jakiś inny czynnik.

  4. “Choć pamiętam też jeden
    “Choć pamiętam też jeden ładny moment. Już wtedy, gdy krzyż został zepchnięty na drugą stronę Krakowskiego Przedmieścia, a ci młodzi od happeningów przynieśli piłkę. Plażową. Lekką. Kolorową. Usiedli w kręgu na chodniku i sobie ją podrzucali. Aż im z tego kręgu wypadła i potoczyła się w stronę obrońców. Wtedy jeden z nich, też młody, im ją odrzucił. A po jakimś czasie się przysiadł. Potem kolejny. I tak sobie grali.

    Wspólnie.”

    I tego się trzymam. Żeby nie zwariować. Zagramy?

  5. “Choć pamiętam też jeden
    “Choć pamiętam też jeden ładny moment. Już wtedy, gdy krzyż został zepchnięty na drugą stronę Krakowskiego Przedmieścia, a ci młodzi od happeningów przynieśli piłkę. Plażową. Lekką. Kolorową. Usiedli w kręgu na chodniku i sobie ją podrzucali. Aż im z tego kręgu wypadła i potoczyła się w stronę obrońców. Wtedy jeden z nich, też młody, im ją odrzucił. A po jakimś czasie się przysiadł. Potem kolejny. I tak sobie grali.

    Wspólnie.”

    I tego się trzymam. Żeby nie zwariować. Zagramy?

  6. “Choć pamiętam też jeden
    “Choć pamiętam też jeden ładny moment. Już wtedy, gdy krzyż został zepchnięty na drugą stronę Krakowskiego Przedmieścia, a ci młodzi od happeningów przynieśli piłkę. Plażową. Lekką. Kolorową. Usiedli w kręgu na chodniku i sobie ją podrzucali. Aż im z tego kręgu wypadła i potoczyła się w stronę obrońców. Wtedy jeden z nich, też młody, im ją odrzucił. A po jakimś czasie się przysiadł. Potem kolejny. I tak sobie grali.

    Wspólnie.”

    I tego się trzymam. Żeby nie zwariować. Zagramy?

  7. Dwie sprawy:
    1. “niekulturalnie jest śmiać się z kogoś, kto w różnych dziedzinach życia nie daje sobie rady. Na przykład w dziedzinie formułowania poglądów i diagnoz politycznych.” – to ładne.

    2. “Nie jest normalne z punktu widzenia powagi państwa, jeśli pod jednym z głównych urzędów publicznych jest taki teren, gdzie przychodzą ludzie i bez żadnej odpowiedzialności mówią wszystkie możliwe głupstwa, zarzuty i oszczerstwa. Którzy kwestionują legalność tego państwa. Legalność wyborów. Uczciwość rządu, prokuratorów, dziennikarzy, wszystkich.” – a widział, co się pod Białym Domem potrafi dziać?

    • ad 2. Albo we Francji w
      ad 2. Albo we Francji w robotniczych dzielnicach kolonialnych. W Grecji przy każdej okazji zaciskania pasa. W Wielkiej Brytanii po odebraniu przywilejów studentom. We Włoszech po bunga-bunga. W Berlinie, gdzie defilują z krwi i kości neonaziści, a nie Korwin Mikke z innymi poczuwającymi się do patriotyzmu. Wszyscy się śmieją, kiedy mówię, że w Polsce nie ma żadnego piekła i podziału narodu, jest stłamszona demokracja i formy ekspresji. Przecież to mistrzostwo propagandowe, zrobić z 15 staruszków przed pałacem PODWAŻANIE DEMOKRACJI. Albo te legendarne spiski, które SĄ NORMĄ przy wszelkiego rodzaju kataklizmach. Ile wierzy w zamach w tym najgłupszym wydaniu pod tytułem megamagnez? 5 do 10%? W USA więcej niż połowa nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń związanych z WTC. Tam Michnik zdechłby z głodu.

  8. Dwie sprawy:
    1. “niekulturalnie jest śmiać się z kogoś, kto w różnych dziedzinach życia nie daje sobie rady. Na przykład w dziedzinie formułowania poglądów i diagnoz politycznych.” – to ładne.

    2. “Nie jest normalne z punktu widzenia powagi państwa, jeśli pod jednym z głównych urzędów publicznych jest taki teren, gdzie przychodzą ludzie i bez żadnej odpowiedzialności mówią wszystkie możliwe głupstwa, zarzuty i oszczerstwa. Którzy kwestionują legalność tego państwa. Legalność wyborów. Uczciwość rządu, prokuratorów, dziennikarzy, wszystkich.” – a widział, co się pod Białym Domem potrafi dziać?

    • ad 2. Albo we Francji w
      ad 2. Albo we Francji w robotniczych dzielnicach kolonialnych. W Grecji przy każdej okazji zaciskania pasa. W Wielkiej Brytanii po odebraniu przywilejów studentom. We Włoszech po bunga-bunga. W Berlinie, gdzie defilują z krwi i kości neonaziści, a nie Korwin Mikke z innymi poczuwającymi się do patriotyzmu. Wszyscy się śmieją, kiedy mówię, że w Polsce nie ma żadnego piekła i podziału narodu, jest stłamszona demokracja i formy ekspresji. Przecież to mistrzostwo propagandowe, zrobić z 15 staruszków przed pałacem PODWAŻANIE DEMOKRACJI. Albo te legendarne spiski, które SĄ NORMĄ przy wszelkiego rodzaju kataklizmach. Ile wierzy w zamach w tym najgłupszym wydaniu pod tytułem megamagnez? 5 do 10%? W USA więcej niż połowa nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń związanych z WTC. Tam Michnik zdechłby z głodu.

  9. Dwie sprawy:
    1. “niekulturalnie jest śmiać się z kogoś, kto w różnych dziedzinach życia nie daje sobie rady. Na przykład w dziedzinie formułowania poglądów i diagnoz politycznych.” – to ładne.

    2. “Nie jest normalne z punktu widzenia powagi państwa, jeśli pod jednym z głównych urzędów publicznych jest taki teren, gdzie przychodzą ludzie i bez żadnej odpowiedzialności mówią wszystkie możliwe głupstwa, zarzuty i oszczerstwa. Którzy kwestionują legalność tego państwa. Legalność wyborów. Uczciwość rządu, prokuratorów, dziennikarzy, wszystkich.” – a widział, co się pod Białym Domem potrafi dziać?

    • ad 2. Albo we Francji w
      ad 2. Albo we Francji w robotniczych dzielnicach kolonialnych. W Grecji przy każdej okazji zaciskania pasa. W Wielkiej Brytanii po odebraniu przywilejów studentom. We Włoszech po bunga-bunga. W Berlinie, gdzie defilują z krwi i kości neonaziści, a nie Korwin Mikke z innymi poczuwającymi się do patriotyzmu. Wszyscy się śmieją, kiedy mówię, że w Polsce nie ma żadnego piekła i podziału narodu, jest stłamszona demokracja i formy ekspresji. Przecież to mistrzostwo propagandowe, zrobić z 15 staruszków przed pałacem PODWAŻANIE DEMOKRACJI. Albo te legendarne spiski, które SĄ NORMĄ przy wszelkiego rodzaju kataklizmach. Ile wierzy w zamach w tym najgłupszym wydaniu pod tytułem megamagnez? 5 do 10%? W USA więcej niż połowa nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń związanych z WTC. Tam Michnik zdechłby z głodu.

  10. Nostromo z Gazety Wyborczej
    Przepis jest prosty: weźmy obcego, i wypytajmy go co czuje poruszając się po ulicach pełnych obcego plemienia moherowych patriotów. Bierze on lustrzankę, zakłada tele 200mm – by za blisko nie trzeba było podchodzić – i zamienia się w obcego obserwatora. Takiego samego obserwatora, jaki pojawia się w zoo, robi zdjęcia, obserwuje i notuje w pamięci różnorakie zachowania, tylko czasami zabawne. Żydowska gazeta dla Polaków wywiad musi odpowiednio posolić, by był strawny dla jej wiernych czytelników – no i jest cel, pokazać się, jacy to oni humanistyczni i nowocześni w obserwacjach są tego dzikiego stada. My też możemy poznać mentalność obcych, więc czytamy: "słucham tego radia nie tylko z takiej ciekawości humanisty, który próbuje zrozumieć, jak myślą inni ludzie, ale również z zamiłowania do perwersji. No, bo słuchanie "Rozmów niedokończonych" to jest perwersja. Perwersja? – Myślę, że tego słowa używasz, gdy robisz coś, co jest wbrew tobie, i nie możesz przestać. Kiedyś lubiłem czytać makabrycznie złe książki. Na przykład PRL-owskie kryminały. Monika Olejnik kolejny wywiad przerywa płaczem. No jak tak można?! Profesjonalistka i robi takie rzeczy! I to jeszcze przy tych z PiS-u! Nie miałem tego rodzaju pretensji. Rozumiałem, że ona płacze, bo ich znała. Bo tak jak rozumiem żałobę, to, że ktoś przyjeżdża zapalić świeczkę, rozumiem też emocje Moniki Olejnik, tak ten rodzaj umartwienia – przestanie nocy w kolejce, żeby przejść obok dwóch zamkniętych trumien – wydał mi się dziwny. …miałem taką refleksję, że średnio rzecz biorąc, ci ludzie wyglądają lepiej, niżbym się spodziewał. …Chodziłem więc wzdłuż tej kolejki i robiłem zdjęcia. A chcąc nie chcąc, zacząłem też słuchać. Czytać ulotki, które nosili. Śmieszne, straszne, dziwaczne. "Czy można przygotować na oczach świata tak haniebną zbrodnię i czuć się bezkarnym?". Ludzie się gromadzili, fotografowali te napisy komórkami, a ci, co ich nie mieli, przepisywali je na karteczki. To było niepokojące. Dlaczego? – To jest problem obcego… jest ta narodowa prawica, która nie lubi obcych. Nie lubi Żydów, bo są obcy, homoseksualistów, bo są obcy. Generalnie oni są tacy, że nie potrafią zrozumieć obcych. No, ale jak ja na nich patrzę, to oni też są dla mnie obcy. Jak widzę ludzi, którzy z nabożeństwem przepisują dziwaczne wycinki z nadzwyczajnego wydania "Gazety Polskiej", to, przyznaję się, oni są dla mnie obcy i mnie niepokoją. I teraz: jeśli my się tak o tego obcego troszczymy, jeśli domagamy się od innych, żeby próbowali go zrozumieć, to może my też powinniśmy zdobyć się na wysiłek, żeby zrozumieć tych, którzy są naszymi obcymi. Słuchałem więc tych rozmów, bo chciałem zrozumieć, dlaczego im tak bardzo zależy, żeby to był zamach. Historia Polski przez ostatnie 300 lat jest, powiedzmy, taka problematyczna, jeśli chodzi o powody do chwały. A my z jednej strony jesteśmy nauczeni, żeby być dumnymi z tego, że jesteśmy Polakami, ale jak się tak rozejrzeć, to nie bardzo wiadomo z czego. I być może są umysły, które rozumują w ten sposób: nie bardzo wiem, co jestem wart, ale jeśli ktoś chce mnie zabić, to znaczy, że jestem dla niego niebezpieczny, czyli silny, wpływowy, mocny. Był na przykład taki starszy pan, który nierozsądnie wdawał się w dyskusje z młodymi ludźmi na temat zamachu oraz tego zdrajcy Komorowskiego. Myślę, że taki pan rozumuje mniej więcej tak: jestem Polakiem, zginął mój prezydent, kraj traci niepodległość, rozmawiam z jakimiś młodymi ludźmi, którzy nie mają skośnych oczu, nie są czarni, wyglądają plus minus tak jak ja, ale prezentują jakiś zupełnie antypolski punkt widzenia. Kim więc są? Kto może wyglądać tak samo jak Polak, mówić po polsku równie dobrze jak Polak, a nawet lepiej, a nie być Polakiem? Tylko Żyd. …człowiek przebrany za Żyda staje z hasłem "Zgoda buduje"? – To było hasło Komorowskiego. …z grupy obrońców wyszedł mężczyzna, podszedł do niego i powiedział: „Przez takich jak pan to potem tu przychodzą z »Wyborczej« i piszą, że my jesteśmy antysemici”. I zabrał mu tę tablicę. Narzuciłem sobie dyscyplinę, że tylko obserwuję. No i na początku z satysfakcją się przyglądałem… taka złośliwa satysfakcja – jacy oni śmieszni – był wtedy, kiedy zdałem sobie sprawę, że oni nie potrafią się bronić… przychodzi młodzież i jakieś tam happeningi robi. Byłem nimi rozczarowany. Dlaczego? – Bo to nie były żadne happeningi. Raczej robienie hałasu. Pamiętam, jak pod krzyżem była taka może 40-osobowa grupka modlących się czy też śpiewających, a obok stało może dziesięciu takich happenerów, którzy krzyczeli, głośno puszczali Stonesów, podskakiwali, wchodzili między modlących się, rozpychali się, generalnie byli beznadziejni. I wtedy poczułem, że mam ochotę jednego z nich uderzyć. A przecież mimo mojej już sympatii do wielu obrońców krzyża to jednak do silniejszej więzi czy wspólnoty poczuwałem się z tymi młodymi ludźmi, którzy przyszli się z tego krzyża pośmiać. W pewnym momencie z grupy modlących się wypadł niski, chuderlawy chłopak, który miał może ze 16 lat i był kaleką. To znaczy miał jakiś taki dziwny paraliż rąk, nie mówił wyraźnie i tylko próbował coś krzyczeć zniekształconym, histerycznym głosem. Właściwie wył. Podbiegł do chłopaka z magnetofonem i chciał go tą skurczoną ręką uderzyć, ale nie był w stanie, bo przecież ta rączka jest wiecznie zgięta. A ten chłopak, który do tej pory, jak interweniowały jakieś starsze osoby i go wyzywały, śmiał się i w ogóle miał świetną zabawę, to teraz, jak zobaczył tego, który go chce uderzyć i coś próbuje krzyczeć, to poczuł, że przegiął. To akurat było przerażające. Jednak, jak już mówiłem, mam zamiłowanie do perwersji, więc poza moim zainteresowaniem obcym to, co mnie w tym miejscu trzymało, to ta niewytłumaczalna potrzeba oglądania dziwacznych form. Od tego były kiedyś jarmarki, że się przywoziło karły, kobietę z brodą i różne inne osobliwości. Nigdy w tym kraju nikt publicznie nie nabijał się z tego z taką swobodą jak wtedy. Polubiłeś kogoś? – Był taki starszy pan, bardzo malowniczy, elegancki, zawsze w garniturze, w krawacie, z orderem na szyi. Opowiadał, jak zabijał Niemców na wojnie. Było takich trzech chłopaków, może dwudziestoletnich, o jakichś takich niefortunnych kanciastych twarzach, co na pierwszy rzut oka wyglądali jak opryszki z ponurego kryminału. Ale po jakimś czasie dostrzegłem, że są spokojni, poważni, przejęci, a kiedy się uśmiechają, ich twarze robią się zupełnie inne. I taką jedną staruszkę o smutnej, pięknej twarzy. Było też kilku – dwóch, trzech – których się bałem. …Nie chciałem być niemiły, więc złamałem swoją zasadę i powiedziałem, że robię to, bo czuję, że tu się coś ważnego dzieje. Jakkolwiek od razu dodałem, że się absolutnie nie zgadzam z tym, co tu robią, i z ich koncepcją. "To dlaczego pan robi zdjęcia, skoro się pan nie zgadza?". "Bo wasza determinacja jakoś mi imponuje". Pogłaskać ją po głowie, żeby się nie bała? Oni naprawdę się bali. – Nie jest normalne z punktu widzenia powagi państwa, jeśli pod jednym z głównych urzędów publicznych jest taki teren, gdzie przychodzą ludzie i bez żadnej odpowiedzialności mówią wszystkie możliwe … zarzuty …. Którzy kwestionują legalność tego państwa. Legalność wyborów. Uczciwość rządu, prokuratorów, dziennikarzy… Denerwowało mnie, że państwo nic z tym nie robi. Że zwolniło się z obowiązku egzekwowania tego, co stanowi jego istotę, więc obywatele wzięli sprawy w swoje ręce… A jednocześnie stało się też tak, że obrońców krzyża zostawił też Kaczyński, dla którego oni tam przecież stali. Bo to byli – tak pomyślałem – ostatni ludzie, którzy go kochali. I jak już byli tacy bardzo zmęczeni, brudni, śpiący gdzieś w załomie Kordegardy, nieustająco wyszydzani, wystawieni na pośmiewisko… pomyślałem, że on powinien, nie w takich kategoriach politycznych, ale ludzkich, przyjść i ich stamtąd zabrać. To, że tego nie zrobił, to jest rzecz, za którą go nie lubię nawet bardziej niż za kilka innych. A ty uważałeś, że jak się powinno z tym krzyżem zrobić? – Chciałem, żeby przyjechała policja i posprzątała. Bo ja od pewnego momentu miałem już jasność, że tu nie chodzi o krzyż i żałobę. Tylko że oni sobie zrobili takie terytorium dziesięć na dziesięć i przed Pałacem Prezydenckim zakładają antypaństwo. Noc, krzyż, świeczki, migotliwe światło na twarzach, oni klęczą, śpiewają, a tu ten tłum gapiów, i wtedy sobie pomyślałem: Jezu, oni wyglądają jak pierwsi chrześcijanie wobec tego rzymskiego tłumu, który przyszedł na igrzyska. Ale od razu też pomyślałem, że może oni nie tylko wyglądają jak pierwsi chrześcijanie, ale są jak pierwsi chrześcijanie, którzy nie byli ludźmi wykształconymi, nie byli oratorami, a byli właśnie tacy. W mediach wszystko było proste, a to było zdecydowanie bardziej zróżnicowane. Tak jak różne były motywy, zachowania i stopień szaleństwa. Choć akurat to ostatnie określenie to zachowałbym raczej dla obrońców krzyża, bo po drugiej stronie było więcej czegoś, co bym nazwał chamstwem. … ci młodzi od happeningów przynieśli piłkę. Plażową. Lekką. Kolorową. Usiedli w kręgu na chodniku i sobie ją podrzucali. Aż im z tego kręgu wypadła i potoczyła się w stronę obrońców. Wtedy jeden z nich, też młody, im ją odrzucił. A po jakimś czasie się przysiadł. Potem kolejny. I tak sobie grali. Wspólnie… – Patrząc na tych ludzi absolutnie pewnych, że to był zamach, zadałem sobie pytanie: A jeśli mają rację? Bo może na świecie jest więcej złych intencji niż dobrych. Zadawałem sobie to pytanie kilkakrotnie, ale oczywiście nie mogłem się poddać i porzucić tego wszystkiego, co jest dla mnie racjonalnością. Bo co miałbym później zrobić? …cała pułapka polega na tym, że oba te plemiona myślą w podobny sposób: my jesteśmy dobrzy, ale jesteśmy otoczeni potworami. – Może mają dobrą wolę, może są w pełni władz umysłowych, ale z jakichś powodów, może własnych doświadczeń, zresztą nie wiem czego, patrzą inaczej niż ja. Ale żebym nie wiem jak się napiął, to nie będę ich w stanie zrozumieć, bo nie mam w sobie takiej potrzeby…"

      • wielka radość
        Po pierwsze – fakt, że ktoś mnie zacytował na Kontrowersjach, cieszy mnie. Zaglądałem tu kiedyś wielokrotnie.
        Krisowi dziękuję za piękna ksywkę. Ale nie wiem, jaka wymowę mają mieć wyróżnienia, które zrobił w skrócie mojej rozmowy.
        Pani, która zarzuca mi brak konkluzji, powiem po prostu, że konkluzji nie ma. Cała ta rozmowa, na którą zgodziłem się, bo spotkałem przypadkiem Tomka Kwaśniewskiego, którego znam od bardzo dawna, jest przyznaniem się do poznawczej słabości. Do tego, że koniec końców, nie wiem, co o tym myśleć. Przyznaniem się do tego, że czasem miałem ochotę, żeby ktoś przyjechał, zapakował tych ludzi w ciężarówki i przetrzymał ich kilka nocy na stadionach, których mamy teraz tak dużo. Przyznaniem się do tego, że moje plemię, które widzi w tym osobliwym zgromadzeniu pączkowanie faszyzmu, reaguje w duchu na jego obecność faszystowskimi (jeśli wolicie – bolszewickimi), choć skrzętnie ukrywanymi poruszeniami duszy.
        Tytułem sprostowania – to nie jest 17 staruszek. O tym między innymi mówię – to nie są te kanoniczne moherowe staruszki wydzwaniające go ojca Rydzyka. To jest bardziej skomplikowane.
        To nie jest też kwestia ekonomiczna, którą rozwiąże się, dodając 100 zł do emerytur. Bylibyście zdziwieni, gdybyście zobaczyli, ile tam było pań w całkowicie miejskim stylu, dobrze ubranych, o stylowych twarzach. Ilu tam było ludzi w wieku 30-40 w strojach stuprocentowo warszawskie wolne zawody.
        I tak naprawdę – chociaż ksywka mi się podoba, bo domyślam się, jak wielu ludzi rozjusza – nie jestem z Gazety. Owszem, mam do niej blisko. Ale nie pracuję tam. Po prostu ktoś mnie spytał o coś, co mnie zadziwiło, co mnie udręczyło i co obserwowałem – jak mniemam – uważniej niż mnóstwo osób, które zdążyły się w tej sprawie wypowiedzieć przede mną.
        Już tam staram się nie chodzić – koszta psychiczne są za duże. Tak na co dzień zajmuję się zupełnie innymi rzeczami.

        • Człowiek nie kamera
          Ma opinie i poczucie przynależności, niełatwo jest być obserwatorem.

          “Babcie” wyrażają to nieskępowanie. Napisał Pan, że niekoniecznie o 100 zł więcej im chodzi. Być może nie, ale na pewno chodzi im o to, żeby odebrać tym, którym się absolutnie nie należy.

          Ciekawa rzecz, ci liczni młodzi ludzie o stylowych twarzach i ubraniach, warszawskie wolne zawody. Czy to są obserwatorzy, czy uczestnicy?

          Jeśli uczestnicy (rozumiem, że z inną formą ekspresji) to wniosek może być taki, że jest coraz więcej ludzi, którzy nie utożsamiają się z rządzącą “elitą” polityczną i jej posunięciami.
          Drugi wniosek byłby taki, że do tej roli nie trzeba już być starym, biednym prostaczkiem.

          Pozdrawiam.

  11. Nostromo z Gazety Wyborczej
    Przepis jest prosty: weźmy obcego, i wypytajmy go co czuje poruszając się po ulicach pełnych obcego plemienia moherowych patriotów. Bierze on lustrzankę, zakłada tele 200mm – by za blisko nie trzeba było podchodzić – i zamienia się w obcego obserwatora. Takiego samego obserwatora, jaki pojawia się w zoo, robi zdjęcia, obserwuje i notuje w pamięci różnorakie zachowania, tylko czasami zabawne. Żydowska gazeta dla Polaków wywiad musi odpowiednio posolić, by był strawny dla jej wiernych czytelników – no i jest cel, pokazać się, jacy to oni humanistyczni i nowocześni w obserwacjach są tego dzikiego stada. My też możemy poznać mentalność obcych, więc czytamy: "słucham tego radia nie tylko z takiej ciekawości humanisty, który próbuje zrozumieć, jak myślą inni ludzie, ale również z zamiłowania do perwersji. No, bo słuchanie "Rozmów niedokończonych" to jest perwersja. Perwersja? – Myślę, że tego słowa używasz, gdy robisz coś, co jest wbrew tobie, i nie możesz przestać. Kiedyś lubiłem czytać makabrycznie złe książki. Na przykład PRL-owskie kryminały. Monika Olejnik kolejny wywiad przerywa płaczem. No jak tak można?! Profesjonalistka i robi takie rzeczy! I to jeszcze przy tych z PiS-u! Nie miałem tego rodzaju pretensji. Rozumiałem, że ona płacze, bo ich znała. Bo tak jak rozumiem żałobę, to, że ktoś przyjeżdża zapalić świeczkę, rozumiem też emocje Moniki Olejnik, tak ten rodzaj umartwienia – przestanie nocy w kolejce, żeby przejść obok dwóch zamkniętych trumien – wydał mi się dziwny. …miałem taką refleksję, że średnio rzecz biorąc, ci ludzie wyglądają lepiej, niżbym się spodziewał. …Chodziłem więc wzdłuż tej kolejki i robiłem zdjęcia. A chcąc nie chcąc, zacząłem też słuchać. Czytać ulotki, które nosili. Śmieszne, straszne, dziwaczne. "Czy można przygotować na oczach świata tak haniebną zbrodnię i czuć się bezkarnym?". Ludzie się gromadzili, fotografowali te napisy komórkami, a ci, co ich nie mieli, przepisywali je na karteczki. To było niepokojące. Dlaczego? – To jest problem obcego… jest ta narodowa prawica, która nie lubi obcych. Nie lubi Żydów, bo są obcy, homoseksualistów, bo są obcy. Generalnie oni są tacy, że nie potrafią zrozumieć obcych. No, ale jak ja na nich patrzę, to oni też są dla mnie obcy. Jak widzę ludzi, którzy z nabożeństwem przepisują dziwaczne wycinki z nadzwyczajnego wydania "Gazety Polskiej", to, przyznaję się, oni są dla mnie obcy i mnie niepokoją. I teraz: jeśli my się tak o tego obcego troszczymy, jeśli domagamy się od innych, żeby próbowali go zrozumieć, to może my też powinniśmy zdobyć się na wysiłek, żeby zrozumieć tych, którzy są naszymi obcymi. Słuchałem więc tych rozmów, bo chciałem zrozumieć, dlaczego im tak bardzo zależy, żeby to był zamach. Historia Polski przez ostatnie 300 lat jest, powiedzmy, taka problematyczna, jeśli chodzi o powody do chwały. A my z jednej strony jesteśmy nauczeni, żeby być dumnymi z tego, że jesteśmy Polakami, ale jak się tak rozejrzeć, to nie bardzo wiadomo z czego. I być może są umysły, które rozumują w ten sposób: nie bardzo wiem, co jestem wart, ale jeśli ktoś chce mnie zabić, to znaczy, że jestem dla niego niebezpieczny, czyli silny, wpływowy, mocny. Był na przykład taki starszy pan, który nierozsądnie wdawał się w dyskusje z młodymi ludźmi na temat zamachu oraz tego zdrajcy Komorowskiego. Myślę, że taki pan rozumuje mniej więcej tak: jestem Polakiem, zginął mój prezydent, kraj traci niepodległość, rozmawiam z jakimiś młodymi ludźmi, którzy nie mają skośnych oczu, nie są czarni, wyglądają plus minus tak jak ja, ale prezentują jakiś zupełnie antypolski punkt widzenia. Kim więc są? Kto może wyglądać tak samo jak Polak, mówić po polsku równie dobrze jak Polak, a nawet lepiej, a nie być Polakiem? Tylko Żyd. …człowiek przebrany za Żyda staje z hasłem "Zgoda buduje"? – To było hasło Komorowskiego. …z grupy obrońców wyszedł mężczyzna, podszedł do niego i powiedział: „Przez takich jak pan to potem tu przychodzą z »Wyborczej« i piszą, że my jesteśmy antysemici”. I zabrał mu tę tablicę. Narzuciłem sobie dyscyplinę, że tylko obserwuję. No i na początku z satysfakcją się przyglądałem… taka złośliwa satysfakcja – jacy oni śmieszni – był wtedy, kiedy zdałem sobie sprawę, że oni nie potrafią się bronić… przychodzi młodzież i jakieś tam happeningi robi. Byłem nimi rozczarowany. Dlaczego? – Bo to nie były żadne happeningi. Raczej robienie hałasu. Pamiętam, jak pod krzyżem była taka może 40-osobowa grupka modlących się czy też śpiewających, a obok stało może dziesięciu takich happenerów, którzy krzyczeli, głośno puszczali Stonesów, podskakiwali, wchodzili między modlących się, rozpychali się, generalnie byli beznadziejni. I wtedy poczułem, że mam ochotę jednego z nich uderzyć. A przecież mimo mojej już sympatii do wielu obrońców krzyża to jednak do silniejszej więzi czy wspólnoty poczuwałem się z tymi młodymi ludźmi, którzy przyszli się z tego krzyża pośmiać. W pewnym momencie z grupy modlących się wypadł niski, chuderlawy chłopak, który miał może ze 16 lat i był kaleką. To znaczy miał jakiś taki dziwny paraliż rąk, nie mówił wyraźnie i tylko próbował coś krzyczeć zniekształconym, histerycznym głosem. Właściwie wył. Podbiegł do chłopaka z magnetofonem i chciał go tą skurczoną ręką uderzyć, ale nie był w stanie, bo przecież ta rączka jest wiecznie zgięta. A ten chłopak, który do tej pory, jak interweniowały jakieś starsze osoby i go wyzywały, śmiał się i w ogóle miał świetną zabawę, to teraz, jak zobaczył tego, który go chce uderzyć i coś próbuje krzyczeć, to poczuł, że przegiął. To akurat było przerażające. Jednak, jak już mówiłem, mam zamiłowanie do perwersji, więc poza moim zainteresowaniem obcym to, co mnie w tym miejscu trzymało, to ta niewytłumaczalna potrzeba oglądania dziwacznych form. Od tego były kiedyś jarmarki, że się przywoziło karły, kobietę z brodą i różne inne osobliwości. Nigdy w tym kraju nikt publicznie nie nabijał się z tego z taką swobodą jak wtedy. Polubiłeś kogoś? – Był taki starszy pan, bardzo malowniczy, elegancki, zawsze w garniturze, w krawacie, z orderem na szyi. Opowiadał, jak zabijał Niemców na wojnie. Było takich trzech chłopaków, może dwudziestoletnich, o jakichś takich niefortunnych kanciastych twarzach, co na pierwszy rzut oka wyglądali jak opryszki z ponurego kryminału. Ale po jakimś czasie dostrzegłem, że są spokojni, poważni, przejęci, a kiedy się uśmiechają, ich twarze robią się zupełnie inne. I taką jedną staruszkę o smutnej, pięknej twarzy. Było też kilku – dwóch, trzech – których się bałem. …Nie chciałem być niemiły, więc złamałem swoją zasadę i powiedziałem, że robię to, bo czuję, że tu się coś ważnego dzieje. Jakkolwiek od razu dodałem, że się absolutnie nie zgadzam z tym, co tu robią, i z ich koncepcją. "To dlaczego pan robi zdjęcia, skoro się pan nie zgadza?". "Bo wasza determinacja jakoś mi imponuje". Pogłaskać ją po głowie, żeby się nie bała? Oni naprawdę się bali. – Nie jest normalne z punktu widzenia powagi państwa, jeśli pod jednym z głównych urzędów publicznych jest taki teren, gdzie przychodzą ludzie i bez żadnej odpowiedzialności mówią wszystkie możliwe … zarzuty …. Którzy kwestionują legalność tego państwa. Legalność wyborów. Uczciwość rządu, prokuratorów, dziennikarzy… Denerwowało mnie, że państwo nic z tym nie robi. Że zwolniło się z obowiązku egzekwowania tego, co stanowi jego istotę, więc obywatele wzięli sprawy w swoje ręce… A jednocześnie stało się też tak, że obrońców krzyża zostawił też Kaczyński, dla którego oni tam przecież stali. Bo to byli – tak pomyślałem – ostatni ludzie, którzy go kochali. I jak już byli tacy bardzo zmęczeni, brudni, śpiący gdzieś w załomie Kordegardy, nieustająco wyszydzani, wystawieni na pośmiewisko… pomyślałem, że on powinien, nie w takich kategoriach politycznych, ale ludzkich, przyjść i ich stamtąd zabrać. To, że tego nie zrobił, to jest rzecz, za którą go nie lubię nawet bardziej niż za kilka innych. A ty uważałeś, że jak się powinno z tym krzyżem zrobić? – Chciałem, żeby przyjechała policja i posprzątała. Bo ja od pewnego momentu miałem już jasność, że tu nie chodzi o krzyż i żałobę. Tylko że oni sobie zrobili takie terytorium dziesięć na dziesięć i przed Pałacem Prezydenckim zakładają antypaństwo. Noc, krzyż, świeczki, migotliwe światło na twarzach, oni klęczą, śpiewają, a tu ten tłum gapiów, i wtedy sobie pomyślałem: Jezu, oni wyglądają jak pierwsi chrześcijanie wobec tego rzymskiego tłumu, który przyszedł na igrzyska. Ale od razu też pomyślałem, że może oni nie tylko wyglądają jak pierwsi chrześcijanie, ale są jak pierwsi chrześcijanie, którzy nie byli ludźmi wykształconymi, nie byli oratorami, a byli właśnie tacy. W mediach wszystko było proste, a to było zdecydowanie bardziej zróżnicowane. Tak jak różne były motywy, zachowania i stopień szaleństwa. Choć akurat to ostatnie określenie to zachowałbym raczej dla obrońców krzyża, bo po drugiej stronie było więcej czegoś, co bym nazwał chamstwem. … ci młodzi od happeningów przynieśli piłkę. Plażową. Lekką. Kolorową. Usiedli w kręgu na chodniku i sobie ją podrzucali. Aż im z tego kręgu wypadła i potoczyła się w stronę obrońców. Wtedy jeden z nich, też młody, im ją odrzucił. A po jakimś czasie się przysiadł. Potem kolejny. I tak sobie grali. Wspólnie… – Patrząc na tych ludzi absolutnie pewnych, że to był zamach, zadałem sobie pytanie: A jeśli mają rację? Bo może na świecie jest więcej złych intencji niż dobrych. Zadawałem sobie to pytanie kilkakrotnie, ale oczywiście nie mogłem się poddać i porzucić tego wszystkiego, co jest dla mnie racjonalnością. Bo co miałbym później zrobić? …cała pułapka polega na tym, że oba te plemiona myślą w podobny sposób: my jesteśmy dobrzy, ale jesteśmy otoczeni potworami. – Może mają dobrą wolę, może są w pełni władz umysłowych, ale z jakichś powodów, może własnych doświadczeń, zresztą nie wiem czego, patrzą inaczej niż ja. Ale żebym nie wiem jak się napiął, to nie będę ich w stanie zrozumieć, bo nie mam w sobie takiej potrzeby…"

      • wielka radość
        Po pierwsze – fakt, że ktoś mnie zacytował na Kontrowersjach, cieszy mnie. Zaglądałem tu kiedyś wielokrotnie.
        Krisowi dziękuję za piękna ksywkę. Ale nie wiem, jaka wymowę mają mieć wyróżnienia, które zrobił w skrócie mojej rozmowy.
        Pani, która zarzuca mi brak konkluzji, powiem po prostu, że konkluzji nie ma. Cała ta rozmowa, na którą zgodziłem się, bo spotkałem przypadkiem Tomka Kwaśniewskiego, którego znam od bardzo dawna, jest przyznaniem się do poznawczej słabości. Do tego, że koniec końców, nie wiem, co o tym myśleć. Przyznaniem się do tego, że czasem miałem ochotę, żeby ktoś przyjechał, zapakował tych ludzi w ciężarówki i przetrzymał ich kilka nocy na stadionach, których mamy teraz tak dużo. Przyznaniem się do tego, że moje plemię, które widzi w tym osobliwym zgromadzeniu pączkowanie faszyzmu, reaguje w duchu na jego obecność faszystowskimi (jeśli wolicie – bolszewickimi), choć skrzętnie ukrywanymi poruszeniami duszy.
        Tytułem sprostowania – to nie jest 17 staruszek. O tym między innymi mówię – to nie są te kanoniczne moherowe staruszki wydzwaniające go ojca Rydzyka. To jest bardziej skomplikowane.
        To nie jest też kwestia ekonomiczna, którą rozwiąże się, dodając 100 zł do emerytur. Bylibyście zdziwieni, gdybyście zobaczyli, ile tam było pań w całkowicie miejskim stylu, dobrze ubranych, o stylowych twarzach. Ilu tam było ludzi w wieku 30-40 w strojach stuprocentowo warszawskie wolne zawody.
        I tak naprawdę – chociaż ksywka mi się podoba, bo domyślam się, jak wielu ludzi rozjusza – nie jestem z Gazety. Owszem, mam do niej blisko. Ale nie pracuję tam. Po prostu ktoś mnie spytał o coś, co mnie zadziwiło, co mnie udręczyło i co obserwowałem – jak mniemam – uważniej niż mnóstwo osób, które zdążyły się w tej sprawie wypowiedzieć przede mną.
        Już tam staram się nie chodzić – koszta psychiczne są za duże. Tak na co dzień zajmuję się zupełnie innymi rzeczami.

        • Człowiek nie kamera
          Ma opinie i poczucie przynależności, niełatwo jest być obserwatorem.

          “Babcie” wyrażają to nieskępowanie. Napisał Pan, że niekoniecznie o 100 zł więcej im chodzi. Być może nie, ale na pewno chodzi im o to, żeby odebrać tym, którym się absolutnie nie należy.

          Ciekawa rzecz, ci liczni młodzi ludzie o stylowych twarzach i ubraniach, warszawskie wolne zawody. Czy to są obserwatorzy, czy uczestnicy?

          Jeśli uczestnicy (rozumiem, że z inną formą ekspresji) to wniosek może być taki, że jest coraz więcej ludzi, którzy nie utożsamiają się z rządzącą “elitą” polityczną i jej posunięciami.
          Drugi wniosek byłby taki, że do tej roli nie trzeba już być starym, biednym prostaczkiem.

          Pozdrawiam.

  12. Nostromo z Gazety Wyborczej
    Przepis jest prosty: weźmy obcego, i wypytajmy go co czuje poruszając się po ulicach pełnych obcego plemienia moherowych patriotów. Bierze on lustrzankę, zakłada tele 200mm – by za blisko nie trzeba było podchodzić – i zamienia się w obcego obserwatora. Takiego samego obserwatora, jaki pojawia się w zoo, robi zdjęcia, obserwuje i notuje w pamięci różnorakie zachowania, tylko czasami zabawne. Żydowska gazeta dla Polaków wywiad musi odpowiednio posolić, by był strawny dla jej wiernych czytelników – no i jest cel, pokazać się, jacy to oni humanistyczni i nowocześni w obserwacjach są tego dzikiego stada. My też możemy poznać mentalność obcych, więc czytamy: "słucham tego radia nie tylko z takiej ciekawości humanisty, który próbuje zrozumieć, jak myślą inni ludzie, ale również z zamiłowania do perwersji. No, bo słuchanie "Rozmów niedokończonych" to jest perwersja. Perwersja? – Myślę, że tego słowa używasz, gdy robisz coś, co jest wbrew tobie, i nie możesz przestać. Kiedyś lubiłem czytać makabrycznie złe książki. Na przykład PRL-owskie kryminały. Monika Olejnik kolejny wywiad przerywa płaczem. No jak tak można?! Profesjonalistka i robi takie rzeczy! I to jeszcze przy tych z PiS-u! Nie miałem tego rodzaju pretensji. Rozumiałem, że ona płacze, bo ich znała. Bo tak jak rozumiem żałobę, to, że ktoś przyjeżdża zapalić świeczkę, rozumiem też emocje Moniki Olejnik, tak ten rodzaj umartwienia – przestanie nocy w kolejce, żeby przejść obok dwóch zamkniętych trumien – wydał mi się dziwny. …miałem taką refleksję, że średnio rzecz biorąc, ci ludzie wyglądają lepiej, niżbym się spodziewał. …Chodziłem więc wzdłuż tej kolejki i robiłem zdjęcia. A chcąc nie chcąc, zacząłem też słuchać. Czytać ulotki, które nosili. Śmieszne, straszne, dziwaczne. "Czy można przygotować na oczach świata tak haniebną zbrodnię i czuć się bezkarnym?". Ludzie się gromadzili, fotografowali te napisy komórkami, a ci, co ich nie mieli, przepisywali je na karteczki. To było niepokojące. Dlaczego? – To jest problem obcego… jest ta narodowa prawica, która nie lubi obcych. Nie lubi Żydów, bo są obcy, homoseksualistów, bo są obcy. Generalnie oni są tacy, że nie potrafią zrozumieć obcych. No, ale jak ja na nich patrzę, to oni też są dla mnie obcy. Jak widzę ludzi, którzy z nabożeństwem przepisują dziwaczne wycinki z nadzwyczajnego wydania "Gazety Polskiej", to, przyznaję się, oni są dla mnie obcy i mnie niepokoją. I teraz: jeśli my się tak o tego obcego troszczymy, jeśli domagamy się od innych, żeby próbowali go zrozumieć, to może my też powinniśmy zdobyć się na wysiłek, żeby zrozumieć tych, którzy są naszymi obcymi. Słuchałem więc tych rozmów, bo chciałem zrozumieć, dlaczego im tak bardzo zależy, żeby to był zamach. Historia Polski przez ostatnie 300 lat jest, powiedzmy, taka problematyczna, jeśli chodzi o powody do chwały. A my z jednej strony jesteśmy nauczeni, żeby być dumnymi z tego, że jesteśmy Polakami, ale jak się tak rozejrzeć, to nie bardzo wiadomo z czego. I być może są umysły, które rozumują w ten sposób: nie bardzo wiem, co jestem wart, ale jeśli ktoś chce mnie zabić, to znaczy, że jestem dla niego niebezpieczny, czyli silny, wpływowy, mocny. Był na przykład taki starszy pan, który nierozsądnie wdawał się w dyskusje z młodymi ludźmi na temat zamachu oraz tego zdrajcy Komorowskiego. Myślę, że taki pan rozumuje mniej więcej tak: jestem Polakiem, zginął mój prezydent, kraj traci niepodległość, rozmawiam z jakimiś młodymi ludźmi, którzy nie mają skośnych oczu, nie są czarni, wyglądają plus minus tak jak ja, ale prezentują jakiś zupełnie antypolski punkt widzenia. Kim więc są? Kto może wyglądać tak samo jak Polak, mówić po polsku równie dobrze jak Polak, a nawet lepiej, a nie być Polakiem? Tylko Żyd. …człowiek przebrany za Żyda staje z hasłem "Zgoda buduje"? – To było hasło Komorowskiego. …z grupy obrońców wyszedł mężczyzna, podszedł do niego i powiedział: „Przez takich jak pan to potem tu przychodzą z »Wyborczej« i piszą, że my jesteśmy antysemici”. I zabrał mu tę tablicę. Narzuciłem sobie dyscyplinę, że tylko obserwuję. No i na początku z satysfakcją się przyglądałem… taka złośliwa satysfakcja – jacy oni śmieszni – był wtedy, kiedy zdałem sobie sprawę, że oni nie potrafią się bronić… przychodzi młodzież i jakieś tam happeningi robi. Byłem nimi rozczarowany. Dlaczego? – Bo to nie były żadne happeningi. Raczej robienie hałasu. Pamiętam, jak pod krzyżem była taka może 40-osobowa grupka modlących się czy też śpiewających, a obok stało może dziesięciu takich happenerów, którzy krzyczeli, głośno puszczali Stonesów, podskakiwali, wchodzili między modlących się, rozpychali się, generalnie byli beznadziejni. I wtedy poczułem, że mam ochotę jednego z nich uderzyć. A przecież mimo mojej już sympatii do wielu obrońców krzyża to jednak do silniejszej więzi czy wspólnoty poczuwałem się z tymi młodymi ludźmi, którzy przyszli się z tego krzyża pośmiać. W pewnym momencie z grupy modlących się wypadł niski, chuderlawy chłopak, który miał może ze 16 lat i był kaleką. To znaczy miał jakiś taki dziwny paraliż rąk, nie mówił wyraźnie i tylko próbował coś krzyczeć zniekształconym, histerycznym głosem. Właściwie wył. Podbiegł do chłopaka z magnetofonem i chciał go tą skurczoną ręką uderzyć, ale nie był w stanie, bo przecież ta rączka jest wiecznie zgięta. A ten chłopak, który do tej pory, jak interweniowały jakieś starsze osoby i go wyzywały, śmiał się i w ogóle miał świetną zabawę, to teraz, jak zobaczył tego, który go chce uderzyć i coś próbuje krzyczeć, to poczuł, że przegiął. To akurat było przerażające. Jednak, jak już mówiłem, mam zamiłowanie do perwersji, więc poza moim zainteresowaniem obcym to, co mnie w tym miejscu trzymało, to ta niewytłumaczalna potrzeba oglądania dziwacznych form. Od tego były kiedyś jarmarki, że się przywoziło karły, kobietę z brodą i różne inne osobliwości. Nigdy w tym kraju nikt publicznie nie nabijał się z tego z taką swobodą jak wtedy. Polubiłeś kogoś? – Był taki starszy pan, bardzo malowniczy, elegancki, zawsze w garniturze, w krawacie, z orderem na szyi. Opowiadał, jak zabijał Niemców na wojnie. Było takich trzech chłopaków, może dwudziestoletnich, o jakichś takich niefortunnych kanciastych twarzach, co na pierwszy rzut oka wyglądali jak opryszki z ponurego kryminału. Ale po jakimś czasie dostrzegłem, że są spokojni, poważni, przejęci, a kiedy się uśmiechają, ich twarze robią się zupełnie inne. I taką jedną staruszkę o smutnej, pięknej twarzy. Było też kilku – dwóch, trzech – których się bałem. …Nie chciałem być niemiły, więc złamałem swoją zasadę i powiedziałem, że robię to, bo czuję, że tu się coś ważnego dzieje. Jakkolwiek od razu dodałem, że się absolutnie nie zgadzam z tym, co tu robią, i z ich koncepcją. "To dlaczego pan robi zdjęcia, skoro się pan nie zgadza?". "Bo wasza determinacja jakoś mi imponuje". Pogłaskać ją po głowie, żeby się nie bała? Oni naprawdę się bali. – Nie jest normalne z punktu widzenia powagi państwa, jeśli pod jednym z głównych urzędów publicznych jest taki teren, gdzie przychodzą ludzie i bez żadnej odpowiedzialności mówią wszystkie możliwe … zarzuty …. Którzy kwestionują legalność tego państwa. Legalność wyborów. Uczciwość rządu, prokuratorów, dziennikarzy… Denerwowało mnie, że państwo nic z tym nie robi. Że zwolniło się z obowiązku egzekwowania tego, co stanowi jego istotę, więc obywatele wzięli sprawy w swoje ręce… A jednocześnie stało się też tak, że obrońców krzyża zostawił też Kaczyński, dla którego oni tam przecież stali. Bo to byli – tak pomyślałem – ostatni ludzie, którzy go kochali. I jak już byli tacy bardzo zmęczeni, brudni, śpiący gdzieś w załomie Kordegardy, nieustająco wyszydzani, wystawieni na pośmiewisko… pomyślałem, że on powinien, nie w takich kategoriach politycznych, ale ludzkich, przyjść i ich stamtąd zabrać. To, że tego nie zrobił, to jest rzecz, za którą go nie lubię nawet bardziej niż za kilka innych. A ty uważałeś, że jak się powinno z tym krzyżem zrobić? – Chciałem, żeby przyjechała policja i posprzątała. Bo ja od pewnego momentu miałem już jasność, że tu nie chodzi o krzyż i żałobę. Tylko że oni sobie zrobili takie terytorium dziesięć na dziesięć i przed Pałacem Prezydenckim zakładają antypaństwo. Noc, krzyż, świeczki, migotliwe światło na twarzach, oni klęczą, śpiewają, a tu ten tłum gapiów, i wtedy sobie pomyślałem: Jezu, oni wyglądają jak pierwsi chrześcijanie wobec tego rzymskiego tłumu, który przyszedł na igrzyska. Ale od razu też pomyślałem, że może oni nie tylko wyglądają jak pierwsi chrześcijanie, ale są jak pierwsi chrześcijanie, którzy nie byli ludźmi wykształconymi, nie byli oratorami, a byli właśnie tacy. W mediach wszystko było proste, a to było zdecydowanie bardziej zróżnicowane. Tak jak różne były motywy, zachowania i stopień szaleństwa. Choć akurat to ostatnie określenie to zachowałbym raczej dla obrońców krzyża, bo po drugiej stronie było więcej czegoś, co bym nazwał chamstwem. … ci młodzi od happeningów przynieśli piłkę. Plażową. Lekką. Kolorową. Usiedli w kręgu na chodniku i sobie ją podrzucali. Aż im z tego kręgu wypadła i potoczyła się w stronę obrońców. Wtedy jeden z nich, też młody, im ją odrzucił. A po jakimś czasie się przysiadł. Potem kolejny. I tak sobie grali. Wspólnie… – Patrząc na tych ludzi absolutnie pewnych, że to był zamach, zadałem sobie pytanie: A jeśli mają rację? Bo może na świecie jest więcej złych intencji niż dobrych. Zadawałem sobie to pytanie kilkakrotnie, ale oczywiście nie mogłem się poddać i porzucić tego wszystkiego, co jest dla mnie racjonalnością. Bo co miałbym później zrobić? …cała pułapka polega na tym, że oba te plemiona myślą w podobny sposób: my jesteśmy dobrzy, ale jesteśmy otoczeni potworami. – Może mają dobrą wolę, może są w pełni władz umysłowych, ale z jakichś powodów, może własnych doświadczeń, zresztą nie wiem czego, patrzą inaczej niż ja. Ale żebym nie wiem jak się napiął, to nie będę ich w stanie zrozumieć, bo nie mam w sobie takiej potrzeby…"

      • wielka radość
        Po pierwsze – fakt, że ktoś mnie zacytował na Kontrowersjach, cieszy mnie. Zaglądałem tu kiedyś wielokrotnie.
        Krisowi dziękuję za piękna ksywkę. Ale nie wiem, jaka wymowę mają mieć wyróżnienia, które zrobił w skrócie mojej rozmowy.
        Pani, która zarzuca mi brak konkluzji, powiem po prostu, że konkluzji nie ma. Cała ta rozmowa, na którą zgodziłem się, bo spotkałem przypadkiem Tomka Kwaśniewskiego, którego znam od bardzo dawna, jest przyznaniem się do poznawczej słabości. Do tego, że koniec końców, nie wiem, co o tym myśleć. Przyznaniem się do tego, że czasem miałem ochotę, żeby ktoś przyjechał, zapakował tych ludzi w ciężarówki i przetrzymał ich kilka nocy na stadionach, których mamy teraz tak dużo. Przyznaniem się do tego, że moje plemię, które widzi w tym osobliwym zgromadzeniu pączkowanie faszyzmu, reaguje w duchu na jego obecność faszystowskimi (jeśli wolicie – bolszewickimi), choć skrzętnie ukrywanymi poruszeniami duszy.
        Tytułem sprostowania – to nie jest 17 staruszek. O tym między innymi mówię – to nie są te kanoniczne moherowe staruszki wydzwaniające go ojca Rydzyka. To jest bardziej skomplikowane.
        To nie jest też kwestia ekonomiczna, którą rozwiąże się, dodając 100 zł do emerytur. Bylibyście zdziwieni, gdybyście zobaczyli, ile tam było pań w całkowicie miejskim stylu, dobrze ubranych, o stylowych twarzach. Ilu tam było ludzi w wieku 30-40 w strojach stuprocentowo warszawskie wolne zawody.
        I tak naprawdę – chociaż ksywka mi się podoba, bo domyślam się, jak wielu ludzi rozjusza – nie jestem z Gazety. Owszem, mam do niej blisko. Ale nie pracuję tam. Po prostu ktoś mnie spytał o coś, co mnie zadziwiło, co mnie udręczyło i co obserwowałem – jak mniemam – uważniej niż mnóstwo osób, które zdążyły się w tej sprawie wypowiedzieć przede mną.
        Już tam staram się nie chodzić – koszta psychiczne są za duże. Tak na co dzień zajmuję się zupełnie innymi rzeczami.

        • Człowiek nie kamera
          Ma opinie i poczucie przynależności, niełatwo jest być obserwatorem.

          “Babcie” wyrażają to nieskępowanie. Napisał Pan, że niekoniecznie o 100 zł więcej im chodzi. Być może nie, ale na pewno chodzi im o to, żeby odebrać tym, którym się absolutnie nie należy.

          Ciekawa rzecz, ci liczni młodzi ludzie o stylowych twarzach i ubraniach, warszawskie wolne zawody. Czy to są obserwatorzy, czy uczestnicy?

          Jeśli uczestnicy (rozumiem, że z inną formą ekspresji) to wniosek może być taki, że jest coraz więcej ludzi, którzy nie utożsamiają się z rządzącą “elitą” polityczną i jej posunięciami.
          Drugi wniosek byłby taki, że do tej roli nie trzeba już być starym, biednym prostaczkiem.

          Pozdrawiam.

  13. Appendix
    http://krzysztof-szymon-szymanski.blog.salon24.pl/651648,czas-budowania-zgody-czyli-wszyscy-ludzie-prezydenta-bylego-prezydenta#

    Łk 8,17
     Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło.  

    Jednakże Churchill zauważył:
     Ludzie od czasu do czasu potykają się o prawdę, ale większość z nich podnosi się i pędzi dalej, jakby nic się nie stało.

  14. Appendix
    http://krzysztof-szymon-szymanski.blog.salon24.pl/651648,czas-budowania-zgody-czyli-wszyscy-ludzie-prezydenta-bylego-prezydenta#

    Łk 8,17
     Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło.  

    Jednakże Churchill zauważył:
     Ludzie od czasu do czasu potykają się o prawdę, ale większość z nich podnosi się i pędzi dalej, jakby nic się nie stało.