Reklama

Każdy człowiek ma swój własny katalog rzeczy irytujących, w moim zbiorze poczesne miejsce zajmuje tandetne moralizatorstwo. W ramach tej kategorii jak ognia unikam wszelkich kazań dotyczących baranków bożych, które zdaniem szkodliwych idiotów całkiem niewinnie idą na rzeź. Na okładce „Resortowych dzieci” widzę tylko i wyłącznie takie twarze, które na żadną litość nie zasługują, powiem więcej, wbrew wszelkim molarnym tandeciarzom, tych ludzi należałoby usunąć z tak zwanej przestrzeni publicznej wszelkimi możliwymi metodami, a granicą jest przemoc fizyczna. Gdyby mi złota rybka, wedle życzenia, przekazała instrukcję na cios nokautujący wielopokoleniowy resort, dołączając informację, że znokautowani mają żony, mężów, dzieci i chore matki, zmachałbym się według wskazówek i bez najmniejszego zastanowienia posłał na dechy wszystkich razem i każdego z osobna. Komu się wydaje, że w pojedynku z takim marginesem, jak ukołysane przez esbeków pokolenie karierowiczów i cyników, da się zachować wrażliwość, niech wie, że żadne z nich żonami, dziećmi i chorymi matkami nigdy się nie przejmowało. Bardzo efektownie brzmią te wszystkie manifesty moralne, że tak się nie godzi, że musimy okazać człowieczeństwo, że jest czymś obrzydliwym pisać o rodzinie i oczywiście w finale nieśmiertelne hasło: „dzieci nie odpowiadają za grzechy rodziców”. Odpowiadają i to prawie w każdej kulturze, w każdej cywilizacji, a już w judeochrześcijańskiej na pewno. Niemieckie dzieci ponosiły odpowiedzialność za grzechy rodziców przez pół wieku, dopóki nie zaczęło się relatywizowanie win. Pięćdziesiąt lat co najmniej dwa niemieckie pokolenia były stawiane na baczność z powodu zbrodni, których dopuścili się „ich dziadkowie, babki, matki i ojcowie”. Nie zdarzyło się przez półwiecze, by którekolwiek z dzieci grzesznych rodziców zrobiło karierę nie odcinając się od zbrodni rodziców.

W Polsce mamy do czynienia z czymś niewyobrażalnym, bo kariera jest robiona dokładnie odwrotnie. Fakt, że pochodzi się z rodziny komunistycznych zbrodniarzy albo co najmniej jadło się obiadki w domach totalitarnych funkcjonariuszy, nie tylko w niczym nie przeszkadza, ale wręcz stanowi doskonały życiowy start. Dalej jest jeszcze bardziej paranoicznie, dzieci grzesznych rodziców tuż po rozpoczęciu kariery deklarują, że totalitaryzm rodziców nie był taki zły, a one same są ofiarami, ponieważ atakuje się je z nienawiści i zawiści, czyli kompletnie za nic. Moralny bajzel na kółkach, który do spółki ciągną cyniczni karierowicze i szkodliwi idioci. Resortowe dzieci dostały się na szczyt kariery z jednego powodu, którym jest dziedzictwo postaw i zachowań, ale też korzystanie z układu koneksji trwającego od czasu karier ich dziadków i rodziców. Traktowanie tych „bidulek” jako ofiary krzywdzących publikacji, jest czymś nie tylko kompletnie idiotycznym, ale też po prostu nikczemnym. Jak okiem sięgnąć i jakiego by GPS-a nie włączyć, nawet za dawną żelazną kurtyną nie znajdziemy takich fenomenów, jak trzech kolejnych prezydentów, którzy albo byli komunistycznymi zbrodniarzami i funkcjonariuszami albo komunistycznymi donosicielami. Nie ma drugiego takiego kraju, w którym szefowie dwóch największych telewizji komercyjnych, w komplecie byli esbeckimi współpracownikami. Trudno znaleźć drugi taki kraj, w którym byli komunistyczni dygnitarze ciągle są przedstawiani jako eksperci i twórcy nowych kierunków politycznych, co więcej pokazuje się ich jako obrońców europejskiej demokracji.

Reklama

Zbiór powyższych patologii jest możliwy do wypełnienia, w tak imponującej liczbie, właśnie dlatego, że z jednej strony dzieci nie odpowiadają, ale kontynuują grzechy rodziców, a z drugiej strony szkodliwi idioci uprawiają tanie moralizatorstwo. Żadnych szans na moralność, normalność i uczciwą konkurencję nie ma i nie będzie dopóki to wielopokoleniowe, przesiąknięte komunizmem towarzystwo nie zostanie społecznie sprowadzone do właściwego poziomu – marginesu. Czy te biedulki są winne, że mama, tata, dziadek i babcia uczestniczyli w bandyckim systemie? Nie, temu nie są winni, ale winni są przejęcia schedy, winni są z powodu szemranych karier załatwianych na zapleczu komunizmu i przede wszystkim wini są temu, że inaczej nie potrafią, dlatego robią wszystko, aby nic się nie zmieniło. Im się absolutnie nic nie należy, tym bardziej nie należy im się litość i humanitaryzm. Każdą podłość resortowe dzieci są zdolne popełnić i popełniają bez zastanowienia. Dlatego gdy widzę albo czytam szkodliwych idiotów, którzy nawołują do frajerskiego humanitaryzmu wobec dziedzicznej patologii, mam ochotę wrzucić idiotów do tego samego wora, w którym tkwią resortowe dzieci. Idioci biadolą, a na zapleczu drugie i trzecie pokolenie mentalnych komunistów pisze pozew. Poskarżą się w nim na rozpowszechnianie prawdy, która jest „naganna moralnie” i „nie do przyjęcia w normalnym życiu publicznym”. Czemuś biedny? Boś głupi! Czemuś głupi? Boś biedny! Żadnej litości dla kliki wielopokoleniowej i żadnego sentymentu przy tępieniu idiotów. Taką mam propozycję przynajmniej dla jednego pokolenia, żeby odrobić straty po trzech pokoleniach resortowego zdziczenia.

Reklama

118 KOMENTARZE

  1. 3 pokolenia
    W czasie II WŚ Norwegia była okupowana przez Niemcy.
    Byli kolaboranci.
    Po wojnie niektórych tych kolaborantów postawiono pod ścianą, niektórzy poszli do więzień, a niektórym pogrożono palcem w bucie.
    Ale wszystkich i ich rodziny dosięgnęło pewne prawo.
    Otóż przez 3 pokolenia w dół żaden potomek kolaboranta nie mógł dzierżyć funkcji publicznej pochodzącej z wyboru, pracować w zawodach prawniczych, być nauczycielem, ani nawet policjantem na ulicy – krawężnikiem.
    Dopiero teraz rodzą się ludzie, których to ograniczenie nie będzie dotyczyło.
    Czyli jest jak najbardziej demokratyczny kraj, który cos takiego przeprowadził.

    • A w krajach post (akurat!) komunistycznych
      mamy taki przypadek?
      Otóż nie, nie mamy, bo choć nazim i komunizm to jedno i to samo ze zmianą tylko "to nie wy wymordujecie nas tylko my was" to niestety w tym pierwszym dostało się Berkom Schulzom, a te jak wiadomo potrafią narobić hałasu. 
      A ten drugi owe Berki robiły, więc czemu się mają ograniczać?

      • Czechy
        "Przewidująca dekomunizację ustawa lustracyjna powstała w Czechosłowacji w 1991 roku. Przez 10 lat obowiązywała w Czechach, odsuwając komunistów na margines życia społeczeństwa, zaś w Słowacji postkomuniści nadal pełnią ważne funkcje w polityce i gospodarce.

        W październiku 1991 roku w ówczesnej Czechosłowacji zaczęła obowiązywać ustawa zabraniająca przez 5 lat zarówno SB-kom i ich współpracownikom, jak i przedstawicielom komunistycznej nomenklatury pełnienia ważniejszych funkcji w instytucjach państwa i ubiegania się o nie.

        Każda osoba pełniąca lub starająca się o wymienioną w ustawie funkcję w organach kierowniczych państwa, w wojsku i policji, służbach specjalnych, publicznym radiu i telewizji, w spółkach z udziałem skarbu państwa, a także o pracę w zawodach prawniczych (sędziowie, prokuratorzy, notariusze) musiała wystąpić do MSW o zaświadczenie lustracyjne."

        Całość futaj:
        http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/czechy;dekomunizacje;maja;za;soba;slowacja;jej;nie;przeprowadzila,92,0,215132.html

          • Czesi to
            bardzo pragmatyczny naród. Są obiektem kpin Polaków, a powinni być wzorem do naśladowania, oczywiście nie zawsze.

          • ech, te Czechy
            Czeska lustracja to lipa. Ustawowo odsunęli na ściśle określony czas komuchów od żłoba państwowego. Ten czas komuchy spędziły na posadach w bankach.
            Pozniej triufalnie wróciły i do dzisiaj żyją jak pączki w maśle. Przejeły za jednego grajcara fabryki i nikt w Czechach im nie podskoczy.
            Akurat lustracji to nie możemy im zazdrościć.
            Na Słowacji nawet nie probowano lustrować.
            Havel był przeciwnikiem lustracji.
            Żarcie mają podłe, wiem bo żylem tam  miesiąc ostatniego lata.

          • No to znikąd nadziei
            doopa.
            Tubylcy wszakże mówili o mniejszej niż u nas biurokracji … rozpanoszeniu, choć sądów na przykład nie wychwalali …

          • przyszłość
            Biurokracja faktycznie znośna, obywatelom znacznie wiecej wolno niż w Polsce. Fajne są knajpy, gdzie wolno pic, palic, grać w karty. U nas nie do pomyślenia.
            Nie mniej korupcja władzy przekracza nawet polskie standardy.
            Czechy tylko udają że są w UE. Czekają na sygnał z Londynu na wspólne wyjście. Wtedy żegnaj Szengen i podroże z dowodem.
            Powstanie Unia Nordycka z Norwegią, Islandią i innymi szczęsciarzami.

          • korupcja władzy przekracza nawet polskie standardy
            To już brzmi niewyobrażalnie …

            Znajomy tambylec zachwalał właśnie gospody wiejskie … 🙂

          • kultura
            Oni nie znają się zupełnie na wódkach. Wszystkie ichnie to słodzone perfumy.
            PS
            Akurat pod choinkę dostałem flaszkę Becherowki. Czyba trzeba to mieszać z czymś.

    • Problem…….

      Problem jakim są resortowe dzieci, to nie jest problem całej sprawy. To część problemu. Przemiana jaka dokonała się poprzez upadek komuny, to proces bardzo świadomy, stworzony przez cały ówczesny aparat władzy. Kontrolowany, i podkreślę, celowy. Myślę że większość troszeczkę nie docenia tego nad wyraz niebezpiecznego aparatu, który przez lata wypracował techniki manipulacji, ale także bardzo dobrze zabezpieczył się finansowo. Widzimy tylko część tego aparatu, łba hydry nie widać, i nie da łatwo się go uciąć. Nie jestem kimś kto udzielałby rad jak to zrobić. Problem trzeba by głęboko poznać, zapoznając się z dokumentami, i wyciągając wnioski zacząć działać. Ale działać trzeba.

      Przemysł pogardy zrobił wszystkim nam Polakom ogrom krzywd, bazując na najniższych instynktach. Jest to największy dowód na to by ich jednoznacznie określić ich mianem bydlaków i w najgorszym tego słowa zezwierzęceniem.

      Przemysł biznesu, nauki, to ta sama sprawa i warto wyczyścić całą tą stajnię Augiasza.   

  2. 3 pokolenia
    W czasie II WŚ Norwegia była okupowana przez Niemcy.
    Byli kolaboranci.
    Po wojnie niektórych tych kolaborantów postawiono pod ścianą, niektórzy poszli do więzień, a niektórym pogrożono palcem w bucie.
    Ale wszystkich i ich rodziny dosięgnęło pewne prawo.
    Otóż przez 3 pokolenia w dół żaden potomek kolaboranta nie mógł dzierżyć funkcji publicznej pochodzącej z wyboru, pracować w zawodach prawniczych, być nauczycielem, ani nawet policjantem na ulicy – krawężnikiem.
    Dopiero teraz rodzą się ludzie, których to ograniczenie nie będzie dotyczyło.
    Czyli jest jak najbardziej demokratyczny kraj, który cos takiego przeprowadził.

    • A w krajach post (akurat!) komunistycznych
      mamy taki przypadek?
      Otóż nie, nie mamy, bo choć nazim i komunizm to jedno i to samo ze zmianą tylko "to nie wy wymordujecie nas tylko my was" to niestety w tym pierwszym dostało się Berkom Schulzom, a te jak wiadomo potrafią narobić hałasu. 
      A ten drugi owe Berki robiły, więc czemu się mają ograniczać?

      • Czechy
        "Przewidująca dekomunizację ustawa lustracyjna powstała w Czechosłowacji w 1991 roku. Przez 10 lat obowiązywała w Czechach, odsuwając komunistów na margines życia społeczeństwa, zaś w Słowacji postkomuniści nadal pełnią ważne funkcje w polityce i gospodarce.

        W październiku 1991 roku w ówczesnej Czechosłowacji zaczęła obowiązywać ustawa zabraniająca przez 5 lat zarówno SB-kom i ich współpracownikom, jak i przedstawicielom komunistycznej nomenklatury pełnienia ważniejszych funkcji w instytucjach państwa i ubiegania się o nie.

        Każda osoba pełniąca lub starająca się o wymienioną w ustawie funkcję w organach kierowniczych państwa, w wojsku i policji, służbach specjalnych, publicznym radiu i telewizji, w spółkach z udziałem skarbu państwa, a także o pracę w zawodach prawniczych (sędziowie, prokuratorzy, notariusze) musiała wystąpić do MSW o zaświadczenie lustracyjne."

        Całość futaj:
        http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/czechy;dekomunizacje;maja;za;soba;slowacja;jej;nie;przeprowadzila,92,0,215132.html

          • Czesi to
            bardzo pragmatyczny naród. Są obiektem kpin Polaków, a powinni być wzorem do naśladowania, oczywiście nie zawsze.

          • ech, te Czechy
            Czeska lustracja to lipa. Ustawowo odsunęli na ściśle określony czas komuchów od żłoba państwowego. Ten czas komuchy spędziły na posadach w bankach.
            Pozniej triufalnie wróciły i do dzisiaj żyją jak pączki w maśle. Przejeły za jednego grajcara fabryki i nikt w Czechach im nie podskoczy.
            Akurat lustracji to nie możemy im zazdrościć.
            Na Słowacji nawet nie probowano lustrować.
            Havel był przeciwnikiem lustracji.
            Żarcie mają podłe, wiem bo żylem tam  miesiąc ostatniego lata.

          • No to znikąd nadziei
            doopa.
            Tubylcy wszakże mówili o mniejszej niż u nas biurokracji … rozpanoszeniu, choć sądów na przykład nie wychwalali …

          • przyszłość
            Biurokracja faktycznie znośna, obywatelom znacznie wiecej wolno niż w Polsce. Fajne są knajpy, gdzie wolno pic, palic, grać w karty. U nas nie do pomyślenia.
            Nie mniej korupcja władzy przekracza nawet polskie standardy.
            Czechy tylko udają że są w UE. Czekają na sygnał z Londynu na wspólne wyjście. Wtedy żegnaj Szengen i podroże z dowodem.
            Powstanie Unia Nordycka z Norwegią, Islandią i innymi szczęsciarzami.

          • korupcja władzy przekracza nawet polskie standardy
            To już brzmi niewyobrażalnie …

            Znajomy tambylec zachwalał właśnie gospody wiejskie … 🙂

          • kultura
            Oni nie znają się zupełnie na wódkach. Wszystkie ichnie to słodzone perfumy.
            PS
            Akurat pod choinkę dostałem flaszkę Becherowki. Czyba trzeba to mieszać z czymś.

    • Problem…….

      Problem jakim są resortowe dzieci, to nie jest problem całej sprawy. To część problemu. Przemiana jaka dokonała się poprzez upadek komuny, to proces bardzo świadomy, stworzony przez cały ówczesny aparat władzy. Kontrolowany, i podkreślę, celowy. Myślę że większość troszeczkę nie docenia tego nad wyraz niebezpiecznego aparatu, który przez lata wypracował techniki manipulacji, ale także bardzo dobrze zabezpieczył się finansowo. Widzimy tylko część tego aparatu, łba hydry nie widać, i nie da łatwo się go uciąć. Nie jestem kimś kto udzielałby rad jak to zrobić. Problem trzeba by głęboko poznać, zapoznając się z dokumentami, i wyciągając wnioski zacząć działać. Ale działać trzeba.

      Przemysł pogardy zrobił wszystkim nam Polakom ogrom krzywd, bazując na najniższych instynktach. Jest to największy dowód na to by ich jednoznacznie określić ich mianem bydlaków i w najgorszym tego słowa zezwierzęceniem.

      Przemysł biznesu, nauki, to ta sama sprawa i warto wyczyścić całą tą stajnię Augiasza.   

  3. “Takie były czasy, taka była historia…”
    Tyle Jankowska ma do powiedzenia o redaktorach naczelnych "Polityki" z czasów PRL. "Jacek Żakowski był w opozycji i był bardzo uczciwym dziennikarzem", jeszcze chwila i okaże się że KOR założyli Żakowski z Jankowską, a Macierewicz pisał na nich donosy!
    Kiedy wojna ideologiczna wchodzi w fazę kulminacyjną, wtedy na front walki rzucane są ostatnie odwody w postaci "naszych z prawej strony". To co w ustach red. Lisa zabrzmi jak skowyt celnie kopniętego kundla, w ustach red. Jankowskiej będzie brzmiało jak "zdroworozsądkowy głos z prawej strony".
    Widziałem jak naskoczyła na młodych ludzi w TV Republika, nie dając im w ogóle dojść do głosu, zarzucając niewiedzę i złą wolę, ale widziałem też, jak w TVN 24 karnie czeka na przyznanie jej głosu i tokuje do spółki z resortowymi dziećmi aż miło.
    Nie słyszałem żeby ta stara kwoka tak namiętnie i z takim rewolucyjnym zapałem broniła prof. Cieszewskiego, mimo oczywistego faktu, że prof. Cieszewski żadnych korzyści z bycia zarejestrowanym przez SB nie odniósł, co więcej podzielił los wielu działaczy Solidarności emigrując z PRL. Tu fragment audycji z TV Republika, z góry informuję, że ten z mniej ognistych:

  4. “Takie były czasy, taka była historia…”
    Tyle Jankowska ma do powiedzenia o redaktorach naczelnych "Polityki" z czasów PRL. "Jacek Żakowski był w opozycji i był bardzo uczciwym dziennikarzem", jeszcze chwila i okaże się że KOR założyli Żakowski z Jankowską, a Macierewicz pisał na nich donosy!
    Kiedy wojna ideologiczna wchodzi w fazę kulminacyjną, wtedy na front walki rzucane są ostatnie odwody w postaci "naszych z prawej strony". To co w ustach red. Lisa zabrzmi jak skowyt celnie kopniętego kundla, w ustach red. Jankowskiej będzie brzmiało jak "zdroworozsądkowy głos z prawej strony".
    Widziałem jak naskoczyła na młodych ludzi w TV Republika, nie dając im w ogóle dojść do głosu, zarzucając niewiedzę i złą wolę, ale widziałem też, jak w TVN 24 karnie czeka na przyznanie jej głosu i tokuje do spółki z resortowymi dziećmi aż miło.
    Nie słyszałem żeby ta stara kwoka tak namiętnie i z takim rewolucyjnym zapałem broniła prof. Cieszewskiego, mimo oczywistego faktu, że prof. Cieszewski żadnych korzyści z bycia zarejestrowanym przez SB nie odniósł, co więcej podzielił los wielu działaczy Solidarności emigrując z PRL. Tu fragment audycji z TV Republika, z góry informuję, że ten z mniej ognistych:

  5. czeka żmudna praca deratyzacyjna
    Od strony prawnej nic już się nie da zrobić Za poźno. Najwyżej do 1980r państwa Europy mogły sobie wymyślać prawa jakie tylko chciały.
    W Niemczech np człowiek o poglądach komunistycznych nie mógł robić w szkole czy w telewizji państwowej.
    Zresztą kto miałby prawo biblijne wprowadzic?
    Partyjny syn Kaczyński, czy resortowy zięć Komorowski?
    Fakt, Kaczyński się zrehabilitował, ale sentyment i mientkie serce dla "skomplikowanych życiorysów"  pewnie ma nadal.
    Jedno co zostało to obsrywać tą bandę i gmerać im w życiorysach. Będą mniej bezczelni, trudniej będzie pracodawcom przydzielać im synekury bez osobistej kompromitacji.

          • Chlorowi można zarzucić
            Chlorowi można zarzucić wszystko prócz głupoty. Chlor ma rację, Rajmund Kaczyński był umoczony w PZPR i to tak, że dawni koledzy z AK przechodzili na drugą stronę, gdy go widzieli. Dopiero Lech Kaczyński podratował trochę relacje dawnych kolegów z AK przy okazji budowy Muzeum Powstania. Trzeba pisać prawdę, Rajmund był bohaterem Powstania, ale w latach 50-tych i dalej był też częścią komunizmu, dość znaczącą częścią, taką która szkoliła kadry i swobodnie mogła wyjeżdżać za granicę, w czasach, gdy wypuszczano tylko swoich. Kaczyński również w sprawie lustracji parę razy zachowywał się, powiedzmy dziwnie, a takie ruchy kadrowe jak Kryże są po prostu niepojęte. Nie zmienia to faktu, że w tej chwili poza Kaczorem nikt nie ma realnej szansy popędzić całego tałatajstwa i bez dwóch zdań Kaczor nie jest częścią tego towarzycha, bo ci go po prostu nienawidzą. Dlatego u mnie ma taryfę ulgową, ale to nie znaczy, że za pisanie prawdy będę komukolwiek rozumu odmawiał, prawda jest dokładnie taka jak napisał chlor – dokładnie taka.

          • Prawda, czyli co?
            Że Kaczor "partyjny synalek" wszystko co osiągnął zawdzięcza pozycji swojego ojca? Moja najbliższa krewna skończyła studia w tym samym okresie co Kaczor, potem wyjechała na stypendium do Anglii i wiem to z pewnych źródeł rodzinnych, że zawdzięcza to sobie samej. Ojca w ogóle nie było, a matka zaiwaniała w pocie czoła bez podpierania się paryjną legitymacją.
            Nie popadajmy w obsesję, "ruchy kadrowe" to nie powód żeby równać Kaczora z resortowym pochodzeniem, co zrobił "chlor".

          • Nie no, spokojnie
            można być przecież czarną owcą w "rodzinie", a oni obaj nimi niewątpliwie zostali. I "rodzina" okazała się zdolna do wszystkiego. Sycylijska mafia to przy tym pestka.

            Tak czy owak, mnóstwo ludzi ma jakieś powiązania. Mój ś.p. dziadek był na ten przykład w  KBW.  Jak twierdził, był akurat od walk z UPA, zaraz po wojnie gdzieś w 1946 był w domu. Nigdy o tym wiele nie mówił, usiłowano go "zachęcić" do UB, ale wybrał w zasadzie śmierć zawodową, zostając szarym chłoporobotnikiem (no Mrożek 😉
            To tak na oko. Naprawdę nie wiem do kogo strzelał, czy aby nie do swoich, nie zdążyłam go jeszcze zlustrować 🙂 ale przekaz pamiętam jednoznaczny:"Red  is bad".

          • Nie wiem gdzie to wszystko
            Nie wiem gdzie to wszystko wyczytałeś, bo nie tylko u chlora, ale nigdzie podobnych zarzutów nie widzę. A “prawda czyli co”, to prawda czyli fakty, które podał chlor, a ja dopisałem resztę. Tyle i tylko tyle, pozostałe słowa to jakiś Twój wewnętrzny dialog. Co do nie popadania w paranoję, to słuszna uwaga i w ramach tej uwagi każdy ma prawo do swobodnego operowania faktami. Ojciec Kaczora był zaangażowanym kadrowym pezetpeerowskim, szkolił zasoby komuny, dostawał za to wynagrodzenie i przywileje. Kaczor kariery na tym nie zrobił, może z wyjątkiem tej filmowej, ale też nikt mu kariery z powodu ojca w PZPR nie zarzucał, jedynie zwracał uwagę, że łatwo odbić piłeczkę, pomimo braku symetrii w dochodzeniu do karier. Błędy kadrowe Kaczora są nie tylko faktem, ale i dramatem, a o “równaniu” z resortem też nikt nie pisał, śmiem twierdzić, że pisał wręcz odwrotnie i nic tu nie ma do rzeczy kuzynka, ciotka, czy inny indywidualny przypadek. Przez półtora roku lustracji PiS nie popchnął ani na centymetr i to też fakt, między innym z powodu miękkiego serca Kaczora nie popchnął, bo najpierw żałowano kleru, potem tych, którzy przeszli na stronę PiS. Żeby pisać uczciwie o całym tym bajzlu, to trzeba dbać o trzy rzeczy: fakty, uczciwość, proporcje. Kaczor jest w tej chwili jedyną realną siłą zdolną coś zmienić, ale to nie znaczy, że trzeba być ślepym i głuchym, ja przymykam oko i staram się nie nagłaśniać wpadek PiS, bo to w moim przekonaniu zabija szansę na zmianę. Niemniej do takiego poziomu nie zejdę, żebym zarzucał głupotę ludziom, którzy inteligentnie i życzliwie zwracają uwagę na słabości. To wszystko i przy odrobinie dobrej woli, po wyciszeniu emocji, bardzo łatwo zrozumieć w czym jest rzeczy sedno.

          • Prawda
            jest taka, że ojciec Kaczora nie należał do PZPR. Mylisz dwie rzeczy: legitymację partyjną i pracę. W ramach pracy "prowadził również wykłady z termodynamiki na tzw. Sorbonie przy Politechnice Warszawskiej, głównie jako skrócone studia dla wyższych członków PZPR". Głównie, ale nie wszyscy.
            Moja wspomniana bliska krewna pracowała dodatkowo w WUML-u, uczyła kadry PZPR języka angielskiego, co nie znaczy że była "zaangażowana pezetpeerowsko". Dorabiała sobie. Mimo wszystko, całej mojej sympatii dla ciebie, uważam że piszesz i powielasz bzdury. Ja mam 62 lata i tamten okres pamiętam z autopsji, ty zaś z opisów i intuicji. Ja w tamtym okresie uczyłem się, pracowałem, a nawet raz byłem w Szwecji jako student na saksach. Nie byłem członkiem partii, ani młodzieżowym aktywistą, paszport dostałem bo miałem zaproszenie (permit) i wpłaciłem na konto PKO 150 dolarów.

          • Jak widzę jesteś świeżo po
            Jak widzę jesteś świeżo po lekturze Wikipedii, na początek nieźle, ale nie pisz o rzeczach, o których nie masz pojęcia i nie zastępuj braku wiedzy opowieściami o ciotce, 62 latami życiowych doświadczeń, bo to żałosne pitolenie. Prawda nie jest kwestią sympatii i odkryłeś “prawdę” na własny ambicjonalny użytek. Prawda o powojennej działalności Rajmunda Kaczyńskiego i w ogóle prawda o roli Rajmunda Kaczyńskiego w życiu rodziny jest dużo bardziej brutalna, niż te pierdoły, które tu wypisujesz w fałszywie pojętej lojalności. Jest tak brutalna, że przez wiele lat była niemal tabu w rodzinie Kaczyńskich. Sięgnij trochę głębiej niż do Wikipedii, CV ciotki i głupawych analogii, a dowiesz się jak jest prawda. A jak nie chcesz znać prawdy, to po prostu nie wchodź na grząski grunt, tym bardziej, że Twoje ambicyjki odwracają uwagę od istoty rzeczy. W pewnych sprawach lepiej milczeć, jak chcesz bez sensu kłapać dziobem o wybitnym opozycjoniście Rajmundzie, to zaraz będziesz czytał o “analogiach”, które sam wywołujesz, jak to tata Szechter nie różnił się od taty Kaczyńskiego. Właśnie takie głupie relatywistyczne zachowania dają pożywkę do obracania kota ogonem. W kwestii Rajmunda Kaczyńskiego zdecydowanie doradzam milczenie i wiem co mówię, bo w przeciwieństwie do Ciebie byłem jednym z pierwszych, który o tym pisał i to w czasach chwały mi nie przynoszących. Bywałem idiotą, ale materiał do artykułów zawsze zbierałem solidnie, jest tego wystarczająco dużo, żeby aureoli nad zmarłym Rajmundem nie rozkręcać.

          • Poznałem, bo pracowałem w życiu z wieloma powstańcami z AK,
            z takiego kręgu jak Rajmund K – architektami, konstruktorami, instalatorami. Zasadą w latach tuż powojennych było, że były AK-owiec, po skończeniu polibudy (jeśli nie miał jej skończonej przed wojną), dostawał nakaz pracy gdzieś na ziemiach odzyskanych. Przy czym taką umiarkowaną jak na owe czasy ofertę dostawali szeregowi żołnierze powstania – kadra dowódcza bliżej miała do Rakowieckiej czy Łączki.

          • Były normalne nakazy pracy, i były “nadzwyczajne”.
            Mój teść sam się poprosił o "nadzwyczajny" – przechowywał jakiś sztandar. Wylądował po szybkim procesie i wyroku w Walbrzychu. To nie była nawet żadna czynna organizacja – po prostu tylko przechowywał ten sztandar. I tak się dobrze (z dzisiejszego punktu widzenia) skończyło, że tylko te kilka lat w kopalni zaliczył.

          • Gdybyśmy wszyscy byli tacy głupi jak Chlor,
            to  nie musielibyśmy się ani o Polskę, ani o Kaczyńskiego martwić. I jeszcze ten brak uprzejmości Chlora, jak chamsko odpowiada na kulturalne zaczepki.

  6. czeka żmudna praca deratyzacyjna
    Od strony prawnej nic już się nie da zrobić Za poźno. Najwyżej do 1980r państwa Europy mogły sobie wymyślać prawa jakie tylko chciały.
    W Niemczech np człowiek o poglądach komunistycznych nie mógł robić w szkole czy w telewizji państwowej.
    Zresztą kto miałby prawo biblijne wprowadzic?
    Partyjny syn Kaczyński, czy resortowy zięć Komorowski?
    Fakt, Kaczyński się zrehabilitował, ale sentyment i mientkie serce dla "skomplikowanych życiorysów"  pewnie ma nadal.
    Jedno co zostało to obsrywać tą bandę i gmerać im w życiorysach. Będą mniej bezczelni, trudniej będzie pracodawcom przydzielać im synekury bez osobistej kompromitacji.

          • Chlorowi można zarzucić
            Chlorowi można zarzucić wszystko prócz głupoty. Chlor ma rację, Rajmund Kaczyński był umoczony w PZPR i to tak, że dawni koledzy z AK przechodzili na drugą stronę, gdy go widzieli. Dopiero Lech Kaczyński podratował trochę relacje dawnych kolegów z AK przy okazji budowy Muzeum Powstania. Trzeba pisać prawdę, Rajmund był bohaterem Powstania, ale w latach 50-tych i dalej był też częścią komunizmu, dość znaczącą częścią, taką która szkoliła kadry i swobodnie mogła wyjeżdżać za granicę, w czasach, gdy wypuszczano tylko swoich. Kaczyński również w sprawie lustracji parę razy zachowywał się, powiedzmy dziwnie, a takie ruchy kadrowe jak Kryże są po prostu niepojęte. Nie zmienia to faktu, że w tej chwili poza Kaczorem nikt nie ma realnej szansy popędzić całego tałatajstwa i bez dwóch zdań Kaczor nie jest częścią tego towarzycha, bo ci go po prostu nienawidzą. Dlatego u mnie ma taryfę ulgową, ale to nie znaczy, że za pisanie prawdy będę komukolwiek rozumu odmawiał, prawda jest dokładnie taka jak napisał chlor – dokładnie taka.

          • Prawda, czyli co?
            Że Kaczor "partyjny synalek" wszystko co osiągnął zawdzięcza pozycji swojego ojca? Moja najbliższa krewna skończyła studia w tym samym okresie co Kaczor, potem wyjechała na stypendium do Anglii i wiem to z pewnych źródeł rodzinnych, że zawdzięcza to sobie samej. Ojca w ogóle nie było, a matka zaiwaniała w pocie czoła bez podpierania się paryjną legitymacją.
            Nie popadajmy w obsesję, "ruchy kadrowe" to nie powód żeby równać Kaczora z resortowym pochodzeniem, co zrobił "chlor".

          • Nie no, spokojnie
            można być przecież czarną owcą w "rodzinie", a oni obaj nimi niewątpliwie zostali. I "rodzina" okazała się zdolna do wszystkiego. Sycylijska mafia to przy tym pestka.

            Tak czy owak, mnóstwo ludzi ma jakieś powiązania. Mój ś.p. dziadek był na ten przykład w  KBW.  Jak twierdził, był akurat od walk z UPA, zaraz po wojnie gdzieś w 1946 był w domu. Nigdy o tym wiele nie mówił, usiłowano go "zachęcić" do UB, ale wybrał w zasadzie śmierć zawodową, zostając szarym chłoporobotnikiem (no Mrożek 😉
            To tak na oko. Naprawdę nie wiem do kogo strzelał, czy aby nie do swoich, nie zdążyłam go jeszcze zlustrować 🙂 ale przekaz pamiętam jednoznaczny:"Red  is bad".

          • Nie wiem gdzie to wszystko
            Nie wiem gdzie to wszystko wyczytałeś, bo nie tylko u chlora, ale nigdzie podobnych zarzutów nie widzę. A “prawda czyli co”, to prawda czyli fakty, które podał chlor, a ja dopisałem resztę. Tyle i tylko tyle, pozostałe słowa to jakiś Twój wewnętrzny dialog. Co do nie popadania w paranoję, to słuszna uwaga i w ramach tej uwagi każdy ma prawo do swobodnego operowania faktami. Ojciec Kaczora był zaangażowanym kadrowym pezetpeerowskim, szkolił zasoby komuny, dostawał za to wynagrodzenie i przywileje. Kaczor kariery na tym nie zrobił, może z wyjątkiem tej filmowej, ale też nikt mu kariery z powodu ojca w PZPR nie zarzucał, jedynie zwracał uwagę, że łatwo odbić piłeczkę, pomimo braku symetrii w dochodzeniu do karier. Błędy kadrowe Kaczora są nie tylko faktem, ale i dramatem, a o “równaniu” z resortem też nikt nie pisał, śmiem twierdzić, że pisał wręcz odwrotnie i nic tu nie ma do rzeczy kuzynka, ciotka, czy inny indywidualny przypadek. Przez półtora roku lustracji PiS nie popchnął ani na centymetr i to też fakt, między innym z powodu miękkiego serca Kaczora nie popchnął, bo najpierw żałowano kleru, potem tych, którzy przeszli na stronę PiS. Żeby pisać uczciwie o całym tym bajzlu, to trzeba dbać o trzy rzeczy: fakty, uczciwość, proporcje. Kaczor jest w tej chwili jedyną realną siłą zdolną coś zmienić, ale to nie znaczy, że trzeba być ślepym i głuchym, ja przymykam oko i staram się nie nagłaśniać wpadek PiS, bo to w moim przekonaniu zabija szansę na zmianę. Niemniej do takiego poziomu nie zejdę, żebym zarzucał głupotę ludziom, którzy inteligentnie i życzliwie zwracają uwagę na słabości. To wszystko i przy odrobinie dobrej woli, po wyciszeniu emocji, bardzo łatwo zrozumieć w czym jest rzeczy sedno.

          • Prawda
            jest taka, że ojciec Kaczora nie należał do PZPR. Mylisz dwie rzeczy: legitymację partyjną i pracę. W ramach pracy "prowadził również wykłady z termodynamiki na tzw. Sorbonie przy Politechnice Warszawskiej, głównie jako skrócone studia dla wyższych członków PZPR". Głównie, ale nie wszyscy.
            Moja wspomniana bliska krewna pracowała dodatkowo w WUML-u, uczyła kadry PZPR języka angielskiego, co nie znaczy że była "zaangażowana pezetpeerowsko". Dorabiała sobie. Mimo wszystko, całej mojej sympatii dla ciebie, uważam że piszesz i powielasz bzdury. Ja mam 62 lata i tamten okres pamiętam z autopsji, ty zaś z opisów i intuicji. Ja w tamtym okresie uczyłem się, pracowałem, a nawet raz byłem w Szwecji jako student na saksach. Nie byłem członkiem partii, ani młodzieżowym aktywistą, paszport dostałem bo miałem zaproszenie (permit) i wpłaciłem na konto PKO 150 dolarów.

          • Jak widzę jesteś świeżo po
            Jak widzę jesteś świeżo po lekturze Wikipedii, na początek nieźle, ale nie pisz o rzeczach, o których nie masz pojęcia i nie zastępuj braku wiedzy opowieściami o ciotce, 62 latami życiowych doświadczeń, bo to żałosne pitolenie. Prawda nie jest kwestią sympatii i odkryłeś “prawdę” na własny ambicjonalny użytek. Prawda o powojennej działalności Rajmunda Kaczyńskiego i w ogóle prawda o roli Rajmunda Kaczyńskiego w życiu rodziny jest dużo bardziej brutalna, niż te pierdoły, które tu wypisujesz w fałszywie pojętej lojalności. Jest tak brutalna, że przez wiele lat była niemal tabu w rodzinie Kaczyńskich. Sięgnij trochę głębiej niż do Wikipedii, CV ciotki i głupawych analogii, a dowiesz się jak jest prawda. A jak nie chcesz znać prawdy, to po prostu nie wchodź na grząski grunt, tym bardziej, że Twoje ambicyjki odwracają uwagę od istoty rzeczy. W pewnych sprawach lepiej milczeć, jak chcesz bez sensu kłapać dziobem o wybitnym opozycjoniście Rajmundzie, to zaraz będziesz czytał o “analogiach”, które sam wywołujesz, jak to tata Szechter nie różnił się od taty Kaczyńskiego. Właśnie takie głupie relatywistyczne zachowania dają pożywkę do obracania kota ogonem. W kwestii Rajmunda Kaczyńskiego zdecydowanie doradzam milczenie i wiem co mówię, bo w przeciwieństwie do Ciebie byłem jednym z pierwszych, który o tym pisał i to w czasach chwały mi nie przynoszących. Bywałem idiotą, ale materiał do artykułów zawsze zbierałem solidnie, jest tego wystarczająco dużo, żeby aureoli nad zmarłym Rajmundem nie rozkręcać.

          • Poznałem, bo pracowałem w życiu z wieloma powstańcami z AK,
            z takiego kręgu jak Rajmund K – architektami, konstruktorami, instalatorami. Zasadą w latach tuż powojennych było, że były AK-owiec, po skończeniu polibudy (jeśli nie miał jej skończonej przed wojną), dostawał nakaz pracy gdzieś na ziemiach odzyskanych. Przy czym taką umiarkowaną jak na owe czasy ofertę dostawali szeregowi żołnierze powstania – kadra dowódcza bliżej miała do Rakowieckiej czy Łączki.

          • Były normalne nakazy pracy, i były “nadzwyczajne”.
            Mój teść sam się poprosił o "nadzwyczajny" – przechowywał jakiś sztandar. Wylądował po szybkim procesie i wyroku w Walbrzychu. To nie była nawet żadna czynna organizacja – po prostu tylko przechowywał ten sztandar. I tak się dobrze (z dzisiejszego punktu widzenia) skończyło, że tylko te kilka lat w kopalni zaliczył.

          • Gdybyśmy wszyscy byli tacy głupi jak Chlor,
            to  nie musielibyśmy się ani o Polskę, ani o Kaczyńskiego martwić. I jeszcze ten brak uprzejmości Chlora, jak chamsko odpowiada na kulturalne zaczepki.

  7. drobna uwaga

    "Resortowe dzieci: media" pewnie narobią sporo chałasu, niby to wszystko wiadome było, ale teraz jest w postaci encyklopedii nieomalże. Autorzy zamierzają kolejne tomy z tym samym początkowym członem poświęcone innym obszarom (nie pamiętam dobrze, ale chyba gospodarka, służby, nauka i coś jeszcze, bo ma być pięć razem). Patrząc na taki szeroki wachlarz infiltracji resortowej trochę jaśniejsze stanie się to, że nie doszło do utrącenia łba tej hydrze na samym początku: zbyt wiele osób było umoczonych, gdy dodać rodziny i znajomych, którzy także mieli z tego korzyści wymierne to mamy sporą liczbę. A pozostali? Pozostali nie bardzo wiedzieli, co się dzieje, a jak się ewentualnie zorientowali, to już było za późno. Podejrzewam, że możemy przeceniać owe denazyfikacje i dekomunizacje u sąsiadów dalszych i bliższych. Po prostu mało o tym tak naprawdę wiemy. Ot, choćby instytut Gaucka, wcale nie był taki świetny jak by się wydawało, a i kariera pani Anieli M. nie jest taka jednoznaczna. 

    Drogi MK, drobna sprawa, ale o znacznych konsekwencjach: NIE MA czegoś takiego jak "cywilizacja judeochrześcijańska"! Jest cywilizacja łacińska i jest cywilizacja żydowska (patrz Feliks Koneczny).

  8. drobna uwaga

    "Resortowe dzieci: media" pewnie narobią sporo chałasu, niby to wszystko wiadome było, ale teraz jest w postaci encyklopedii nieomalże. Autorzy zamierzają kolejne tomy z tym samym początkowym członem poświęcone innym obszarom (nie pamiętam dobrze, ale chyba gospodarka, służby, nauka i coś jeszcze, bo ma być pięć razem). Patrząc na taki szeroki wachlarz infiltracji resortowej trochę jaśniejsze stanie się to, że nie doszło do utrącenia łba tej hydrze na samym początku: zbyt wiele osób było umoczonych, gdy dodać rodziny i znajomych, którzy także mieli z tego korzyści wymierne to mamy sporą liczbę. A pozostali? Pozostali nie bardzo wiedzieli, co się dzieje, a jak się ewentualnie zorientowali, to już było za późno. Podejrzewam, że możemy przeceniać owe denazyfikacje i dekomunizacje u sąsiadów dalszych i bliższych. Po prostu mało o tym tak naprawdę wiemy. Ot, choćby instytut Gaucka, wcale nie był taki świetny jak by się wydawało, a i kariera pani Anieli M. nie jest taka jednoznaczna. 

    Drogi MK, drobna sprawa, ale o znacznych konsekwencjach: NIE MA czegoś takiego jak "cywilizacja judeochrześcijańska"! Jest cywilizacja łacińska i jest cywilizacja żydowska (patrz Feliks Koneczny).

    • Redaktor Wróblewski, syn towarzysza Wróblewskiego
      Życiorys w wikipedii ma pięknie wygładzony. “Od 1982 mieszkał w USA” – tak, bo widząc, co się w Polsce dzieje, towarzysz tatuś swoje dzieci w bezpieczne miejsce wywiózł. Poznany w Bostonie teksański milioner na prośbę towarzysza obiecał zająć się synem, zabrał go do Teksasu i sfinansował studia. Praca w lokalnych wyższych uczelniach polegała na pracach malarskich i remontowych, przy bardzo miernych osiągnięciach w nauce. Z polami naftowymi było podobnie.

      Powrót do Polski nastąpił wtedy, gdy już było bezpiecznie wrócić  – a i korzystnie: w prezencie dostał Newsweek Polska.

      Przy ubarwianiu życiorysów należy mieć na uwadze, że są ludzie, którzy pamiętają, jak było naprawdę. Nic nie dziwi, ze redaktor Wróblewski nie poleca książki "Resortowe dzieci".

    • Redaktor Wróblewski, syn towarzysza Wróblewskiego
      Życiorys w wikipedii ma pięknie wygładzony. “Od 1982 mieszkał w USA” – tak, bo widząc, co się w Polsce dzieje, towarzysz tatuś swoje dzieci w bezpieczne miejsce wywiózł. Poznany w Bostonie teksański milioner na prośbę towarzysza obiecał zająć się synem, zabrał go do Teksasu i sfinansował studia. Praca w lokalnych wyższych uczelniach polegała na pracach malarskich i remontowych, przy bardzo miernych osiągnięciach w nauce. Z polami naftowymi było podobnie.

      Powrót do Polski nastąpił wtedy, gdy już było bezpiecznie wrócić  – a i korzystnie: w prezencie dostał Newsweek Polska.

      Przy ubarwianiu życiorysów należy mieć na uwadze, że są ludzie, którzy pamiętają, jak było naprawdę. Nic nie dziwi, ze redaktor Wróblewski nie poleca książki "Resortowe dzieci".

  9. Dziękuję za ten tekst!
    Jutro udaję się do księgarni po odbiór "resortowych" (polecam w "matras" w promocji za 33zł). Zainteresowanym polecam również relację ze spotkania z autorami oraz gośćmi (fajnie razem zobaczyć dziennikarzy z "do rzeczy", "gazety polskiej" i "w sieci", mam nadzieję że mimo różnic połączą siły w walce z resortowym medialnym układem):
    http://www.youtube.com/watch?v=1RG4Hvka1LM
    ps. autorowi bloga i komentatorom: Wesolych Świąt!!!

  10. Dziękuję za ten tekst!
    Jutro udaję się do księgarni po odbiór "resortowych" (polecam w "matras" w promocji za 33zł). Zainteresowanym polecam również relację ze spotkania z autorami oraz gośćmi (fajnie razem zobaczyć dziennikarzy z "do rzeczy", "gazety polskiej" i "w sieci", mam nadzieję że mimo różnic połączą siły w walce z resortowym medialnym układem):
    http://www.youtube.com/watch?v=1RG4Hvka1LM
    ps. autorowi bloga i komentatorom: Wesolych Świąt!!!

  11. Witam Wszystkich!
    Piszesz „Nie ma drugiego takiego kraju…”. Przesadzasz! Tak jest zwyczajnie w każdym postsowieckim kraju. Resort dobrze się uwłaścił nawet w kraju mitycznej komisji Gaucka.
    Ciekawy dokument o sytuacji w Rumunii p.t.: „Kapitalizm po rumuńsku” był swego czasu wyemitowany w tvn24. To była podwójna komedia 🙂 Dostępny w serwisie liveleak:
    część1: http://www.liveleak.com/view?i=8e6_1348435987
    2: http://www.liveleak.com/view?i=1d1_1348443470
    3: http://www.liveleak.com/view?i=724_1348474119
    4: http://www.liveleak.com/view?i=0fc_1348480135

    Czuwaj.

    • Politycznie patrząc, frapujący problem utylizacji …
      Odnośnie demoludów, to nieprzeliczalne mnogości parchatych.
      Nie ateistów, wierzą w Mesjasza.
      Nie żydów, z całym kutasem acz bez jaj.
      Nie chrześcijan, ignorują fakt, że Mesjasz już był. 

        • To są pozory, grzeszni byli
          To są pozory, grzeszni byli zawsze, ale tradycji nie odpuszczają, właśnie dlatego, że w czasch "cielca" świecili gołymi dupami w Egipcie, a od czasów Mojżesza żyją z obracania dolarem i euro. Gdyby w Polsce były tylko takie odstępstwa od tradycji, bylibyśmy na drugim miejscu, zaraz po Żydach, a jesteśmy 100 lat za Ugandą. Żydzi mają tę cudowną włąściwość, że obojetnie w co wierzą i jak bardzo są postępowi do gniazda Mojżesza nie robią. U nich parktycznie nie istnieje coś takiego jak walka z obrzezaniem, czy innym zabobonem, co najwyżej jakiś szmonces rzucą do czasu do czasu. W Polsce krzyż atakuje przestrzeń publiczną i nawet karp stał się powodem do wstydu, bo jakoś taki mało rytualny ten ubój.

      • Niezbyt precyzyjnego słowa użyłem ale brak mi lepszego
        Parch: choroba zakaźna ludzi i zwierząt wywołana przez mikroskopijne, pasożytnicze grzyby chorobotwórcze.

        Chodzi mi o a-biologiczny(?) stan mózgu obywateli byłych demoludów. Wszystkich, w zasadzie, obywateli.

  12. Witam Wszystkich!
    Piszesz „Nie ma drugiego takiego kraju…”. Przesadzasz! Tak jest zwyczajnie w każdym postsowieckim kraju. Resort dobrze się uwłaścił nawet w kraju mitycznej komisji Gaucka.
    Ciekawy dokument o sytuacji w Rumunii p.t.: „Kapitalizm po rumuńsku” był swego czasu wyemitowany w tvn24. To była podwójna komedia 🙂 Dostępny w serwisie liveleak:
    część1: http://www.liveleak.com/view?i=8e6_1348435987
    2: http://www.liveleak.com/view?i=1d1_1348443470
    3: http://www.liveleak.com/view?i=724_1348474119
    4: http://www.liveleak.com/view?i=0fc_1348480135

    Czuwaj.

    • Politycznie patrząc, frapujący problem utylizacji …
      Odnośnie demoludów, to nieprzeliczalne mnogości parchatych.
      Nie ateistów, wierzą w Mesjasza.
      Nie żydów, z całym kutasem acz bez jaj.
      Nie chrześcijan, ignorują fakt, że Mesjasz już był. 

        • To są pozory, grzeszni byli
          To są pozory, grzeszni byli zawsze, ale tradycji nie odpuszczają, właśnie dlatego, że w czasch "cielca" świecili gołymi dupami w Egipcie, a od czasów Mojżesza żyją z obracania dolarem i euro. Gdyby w Polsce były tylko takie odstępstwa od tradycji, bylibyśmy na drugim miejscu, zaraz po Żydach, a jesteśmy 100 lat za Ugandą. Żydzi mają tę cudowną włąściwość, że obojetnie w co wierzą i jak bardzo są postępowi do gniazda Mojżesza nie robią. U nich parktycznie nie istnieje coś takiego jak walka z obrzezaniem, czy innym zabobonem, co najwyżej jakiś szmonces rzucą do czasu do czasu. W Polsce krzyż atakuje przestrzeń publiczną i nawet karp stał się powodem do wstydu, bo jakoś taki mało rytualny ten ubój.

      • Niezbyt precyzyjnego słowa użyłem ale brak mi lepszego
        Parch: choroba zakaźna ludzi i zwierząt wywołana przez mikroskopijne, pasożytnicze grzyby chorobotwórcze.

        Chodzi mi o a-biologiczny(?) stan mózgu obywateli byłych demoludów. Wszystkich, w zasadzie, obywateli.

  13. Mam jedną gorącą prośbę do
    Mam jedną gorącą prośbę do “historyków”, którzy nagle odkryli nową kategorię patriotyczną “uczciwy budowniczy PRL z Armii Krajowej, bo kochający PiS”. Zobaczę jeszcze jeden taki komentarz i pomimo świątecznej atmosfery wypier…m “historyka” z Portalu na zbity pysk. Jest granica sympatii politycznej, za którą kończy się moja wyrozumiałość. Dla mnie nie nazwiska i szyldy są przedmiotem kultu, ale rozum i rozumne oddzielanie ziarna od plewy. Na grząskim gruncie to sobie można czarcią zapadkę, a nie fundament zbudować.

    • Mam lepszą propozycję. Wydaje
      Mam lepszą propozycję. Wydaje mi się, ze najjbardziej prawdopodobny jest zupełnie inny scenariusz:

      – zaangazowanie ojca otworzyło przed bracmi potecjalne mozliwości i lepiej ustawiło  w życiu,
      – szczęsliwie ich poglady i kręgosłupy ukształtowała mama.

      Myslę, że taka opcja ma mocne podstawy psychologiczne i znajduje potwierdzenie w wielokrotnie demonstrowanym przez obu braci przywiazaniu do matk ii braku wyraźnych odwołań do osoby ojca.

      Moze nie warto dmuchać w ten sam balon co Palikot i towarzysz od ruskiej pozyczki.

      • Mnie nie interesuje
        Mnie nie interesuje psychologia i wychowanie Kaczyńskich, bo to jest wtórne do idiotyzmu lasowanego z powodu jednego Rajmunda, który nagle pokazuje, że na WULM można było sobie uczciwie dorobić, a dowódcy AK dostawali medale od Gomułki. Granica fanatyzmu politycznego, w tych przypadkach jest tak przesunięta, że w żadne dyskusje wdawał się nie będę. Natomiast uwagi pod tytułem “wchodzenie w buty Palikota” pierwszy i ostatni raz traktuję jako przejęzyczenie. Kto chce i umie czytać, ten odczyta oczywistości, które napisałem z poszanowaniem dla rozumu i faktów:

        1) Gówno mnie obchodzi jak się nazywał były Akowiec, który zamiast na Rakowieckiej wylądował w apartamencie na Żoliborzu, zamiast na nodze od stołka, usiadł dupą na kierowniczej posadce, zamiast “wakacji” na Mokotowie miał szkolenia w imperialnych krajach. Wiem jedno, że takie kariery w latach 50-tych zdarzały się tylko i wyłącznie wybranym Akowcom. I gdyby ten Akowiec nazywał się Tusk, całe to pier…e wywracające historię do góry nogami nie tylko nie miałoby miejsca, ale nikomu z gorliwych “obrońców prawdy” nie przyszło by do głowy. Ponieważ Akowiec nazywał się Kaczyński, nagle znalazły się ciotki, wujkowie i kuzyni, wszyscy byli w AK, wszyscy mieli paszporty i wszyscy pracowali na umowę o dzieło w WULM. Kur..a, żyć nie umierać w tym PRL za czasów Bieruta i Gomułki, za komuny było lepiej. I w dupach i w łbach się niektórym przewraca ze strachu, żeby nie dostać wpie..l “od swoich”.

        2) Napisałem drukowanymi literami, że nie widzę nikogo w tej chwili poza Kaczyńskim, który ten bajzel jest w stanie zmienić. A gdy uznam inaczej to tym samy sposobem to zakomunikuję. Nie widzę żadnej analogii postaw w przeszłości Rajmunda i teraźniejszości Kaczyńskich, który debil tego nie rozumie, niech wypi…a na portal dla innych debili. Nikt tu mnie nie będzie musztrował z politycznej lojalności, przy pomocy fanatyzmu i idiotyzmu. Za swoje pisanie płacę swoją cenę i nie życzę sobie na moim portalu pieprzenia od rzeczy, ani kretyńskich uwag, za które w porządnym towarzystwie dostaje się w mordę.

        Koniec tematu.

        • W moim krótkim wpisie w ogóle
          W moim krótkim wpisie w ogóle nie odnosiłem sie do przeszłości i osoby p.Rajmunda Kaczyńskiego. Nie mam zadnej wiedzy na ten temat i w dobrej wierze podzielam Pańską opinię.
          Odniosłem natomiast wrażenie, że dyskusja pod Pańskim wpisem, bez Pańskiej intencji, nieuchronnie prowadzi Pana na pozycje bliskie wymienionym przeze mnie towarzyszom.
          Dlatego zaproponowałem wytłumaczenie, które pozwala na przecięcie takiej dyskusji.
          Moze nie miałem racji, ale Pańskie uwagi nt. mojej inteligecji wiecej mówia o Panu niż o mnie, dlatego uznaję, że dał się Pan ponieść emocjom..
          Pozdrawiam,

  14. Mam jedną gorącą prośbę do
    Mam jedną gorącą prośbę do “historyków”, którzy nagle odkryli nową kategorię patriotyczną “uczciwy budowniczy PRL z Armii Krajowej, bo kochający PiS”. Zobaczę jeszcze jeden taki komentarz i pomimo świątecznej atmosfery wypier…m “historyka” z Portalu na zbity pysk. Jest granica sympatii politycznej, za którą kończy się moja wyrozumiałość. Dla mnie nie nazwiska i szyldy są przedmiotem kultu, ale rozum i rozumne oddzielanie ziarna od plewy. Na grząskim gruncie to sobie można czarcią zapadkę, a nie fundament zbudować.

    • Mam lepszą propozycję. Wydaje
      Mam lepszą propozycję. Wydaje mi się, ze najjbardziej prawdopodobny jest zupełnie inny scenariusz:

      – zaangazowanie ojca otworzyło przed bracmi potecjalne mozliwości i lepiej ustawiło  w życiu,
      – szczęsliwie ich poglady i kręgosłupy ukształtowała mama.

      Myslę, że taka opcja ma mocne podstawy psychologiczne i znajduje potwierdzenie w wielokrotnie demonstrowanym przez obu braci przywiazaniu do matk ii braku wyraźnych odwołań do osoby ojca.

      Moze nie warto dmuchać w ten sam balon co Palikot i towarzysz od ruskiej pozyczki.

      • Mnie nie interesuje
        Mnie nie interesuje psychologia i wychowanie Kaczyńskich, bo to jest wtórne do idiotyzmu lasowanego z powodu jednego Rajmunda, który nagle pokazuje, że na WULM można było sobie uczciwie dorobić, a dowódcy AK dostawali medale od Gomułki. Granica fanatyzmu politycznego, w tych przypadkach jest tak przesunięta, że w żadne dyskusje wdawał się nie będę. Natomiast uwagi pod tytułem “wchodzenie w buty Palikota” pierwszy i ostatni raz traktuję jako przejęzyczenie. Kto chce i umie czytać, ten odczyta oczywistości, które napisałem z poszanowaniem dla rozumu i faktów:

        1) Gówno mnie obchodzi jak się nazywał były Akowiec, który zamiast na Rakowieckiej wylądował w apartamencie na Żoliborzu, zamiast na nodze od stołka, usiadł dupą na kierowniczej posadce, zamiast “wakacji” na Mokotowie miał szkolenia w imperialnych krajach. Wiem jedno, że takie kariery w latach 50-tych zdarzały się tylko i wyłącznie wybranym Akowcom. I gdyby ten Akowiec nazywał się Tusk, całe to pier…e wywracające historię do góry nogami nie tylko nie miałoby miejsca, ale nikomu z gorliwych “obrońców prawdy” nie przyszło by do głowy. Ponieważ Akowiec nazywał się Kaczyński, nagle znalazły się ciotki, wujkowie i kuzyni, wszyscy byli w AK, wszyscy mieli paszporty i wszyscy pracowali na umowę o dzieło w WULM. Kur..a, żyć nie umierać w tym PRL za czasów Bieruta i Gomułki, za komuny było lepiej. I w dupach i w łbach się niektórym przewraca ze strachu, żeby nie dostać wpie..l “od swoich”.

        2) Napisałem drukowanymi literami, że nie widzę nikogo w tej chwili poza Kaczyńskim, który ten bajzel jest w stanie zmienić. A gdy uznam inaczej to tym samy sposobem to zakomunikuję. Nie widzę żadnej analogii postaw w przeszłości Rajmunda i teraźniejszości Kaczyńskich, który debil tego nie rozumie, niech wypi…a na portal dla innych debili. Nikt tu mnie nie będzie musztrował z politycznej lojalności, przy pomocy fanatyzmu i idiotyzmu. Za swoje pisanie płacę swoją cenę i nie życzę sobie na moim portalu pieprzenia od rzeczy, ani kretyńskich uwag, za które w porządnym towarzystwie dostaje się w mordę.

        Koniec tematu.

        • W moim krótkim wpisie w ogóle
          W moim krótkim wpisie w ogóle nie odnosiłem sie do przeszłości i osoby p.Rajmunda Kaczyńskiego. Nie mam zadnej wiedzy na ten temat i w dobrej wierze podzielam Pańską opinię.
          Odniosłem natomiast wrażenie, że dyskusja pod Pańskim wpisem, bez Pańskiej intencji, nieuchronnie prowadzi Pana na pozycje bliskie wymienionym przeze mnie towarzyszom.
          Dlatego zaproponowałem wytłumaczenie, które pozwala na przecięcie takiej dyskusji.
          Moze nie miałem racji, ale Pańskie uwagi nt. mojej inteligecji wiecej mówia o Panu niż o mnie, dlatego uznaję, że dał się Pan ponieść emocjom..
          Pozdrawiam,

  15. Usunąłeś mój poranny komentarz?
    OK. Znam reguły. Być może jestem zaślepiony, ale na szczęście nie ślepy. Niech ci będzie, jest willa, jest kariera i jest Krzyż. La Boga, Krzyż! W twoim zero jedynkowym widzeniu historii z tamtego okresu – tym wybili zęby, tamtym strzelili w potylicę w piwnicy, bo byli niezłomni, a tamci z kolei choć byli w AK, to jednak po wojnie przeżyli i co gorsza jakoś funkcjonowali, widzę małą rysę. Podam przykład życiorysu, oczywiście nie jest to jakiś ścisły wzór, ale rzuca światło na tamten okres.  Paweł Jasienica, fragmenty biogramu:
    "Od jesieni 1944 po dezercji z LWP służył w 5 Wileńskiej Brygadzie AK, gdzie był od lipca (dokładny dzień nie ustalony) 1945 adiutantem dowódcy brygady Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”
    2 lipca 1948 roku, podczas akcji likwidacji grupy wileńskiej został aresztowany przez komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Wolność odzyskał dzięki interwencji Bolesława Piaseckiego.
    Od grudnia 1959 jeden z wiceprezesów Związku Literatów Polskich. Był działaczem i ostatnim prezesem Klubu Krzywego Koła (1962). Publikował m.in. na łamach tygodnika „Świat”."

    W naszej wymianie zdań, w mojej niezgodzie na powielanie kłamstw, dwie rzeczy uznaję za warte obrony, chocćby kosztem wyrzucenia z tego miejsca. Rajmund Kaczyński nie był członkiem PZPR, żoliborska willa jest łgarstwem. A ty bierzesz udział w powielaniu tych kłamstw.
    Wyciąłeś opinię "młodego wykrztałconego", zmoderowałeś moją z Tobą dyskusję. Warto było?
    Na tym ma polegać wymiana opinii, że moje argumenty klasyfikujesz jako wzięte z CV ciotki, a na swoje nie masz "kwitów"? Teraz zamilknę, bo nie chcę pisać tego co czuję widząc to spustoszenie postmoderacyjne na Twoim Blogu.

    Jeśli masz wyobraźnię, to sobie wyobraź, że jarKacz był pasażerem tutki 10.04.2010. I wyobraź sobie jeszcze o czym byś dzisiaj pisał. Myślę, że napisanie o dwóch ruskich cwelach nawet do głowy by ci nie przyszło.

    • Nigdzie nie napisałem, że
      Nigdzie nie napisałem, że Rajmund był w PZPR, napisałem, że nie zarzucam Kaczyńskiemu kariery z powodu ojca w PZPR, tyle chyba umiesz przeczytać. Kaczyński szkolił pezetpeerowskie kadry i to jest fakt, miał z tego profity w rozmaitej postaci i to jest drugi fakt. Czy był w PZPR dowiemy się tak samo, jak to, czy Michnik miał kolorowy TV w celi. To jest mało ważne, czy był, czy nie był, ważne kto mu i za co płacił. Dostawał pensje za wykłady dla młodych kadr z PZPR i lepiej, żeby siedział w PZPR za darmo. Co do wilii to ja nie ma żadnych problemów, żeby odszczekać willę w latach 50-tych, nie było jej, przepraszam, był apartament 80m2 na tym samym Żoliborzu, willa przyszła dopiero w stanie wojennym. Natomiast jeśli te różnice lokalowe są tak niebotycznym łgarstwem, to czym jest Twoja bajeczka o bohaterach z AK uczciwie wykładających na WULM? Czy Ty w ogóle słyszysz co pierdol.,sz od dwóch dni? Nikt tu nie żąda od Rajmunda i innych Akowców, aby wszyscy skończyli na Łączce, ale gdy się mówi o różnych losach i postawach, to trzeba zachować rozum, a nie legitymację partyjną. Rajmund Kaczyński w latach 50-tych i późniejszych był najłagodniej mówiąc koniunkturalistą, pezetpeerowskim nauczyciele, na pewno nie przeszkadzał komunie, a w mojej ocenie wspierał ją. W tym czasie inni Akowcy umierali w mękach, jeszcze inni jakoś w strachu klepali biedę, wszystko ma swoje miejsca, swój czas i swoją historię. Mnie do szewskiej pasji doprowadza pisanie nowych życiorysów, pod zamówienie polityczne, bo to jest głupota pomieszana z pogardą dla ludzi, przy których Rajmund Kaczyński nie ma prawa pisnąć słowa, a kto wie, czy nie dostałby w mordę – słusznie. Sam ze swoją przeszłością rozliczam się brutalnie, chociaż w jednej dziesiątej nie umoczyłem się w przeszłości tak, jak inni za przeszłość brali kasę i przywileje. Byłem idiotą, ale darmowym i bezdomnym, nie wiem, czy to nie gorzej, w każdym razie mam tę wadę, że brutalnie traktuję nie tylko siebie, bo nie ma innego lekarstwa na głupotę.

      • Nie rozumiem skąd w Panu
        tyle agresji. I to akurat w tym temacie. To o czym dyskutujemy nie dotknęło nas bezpośrednio, mamy rodzinne przekazy, życiorysy krewnych, tym się kierujemy. Są też dokumenty, te do których nas dopuszczono, wybrano dla nas, poddano wstępnej obróbce.
        Wesołych, Rodzinnych i Spojnych Świąt życzę. Trzymam za Pana kciuki. Tyle mogę.

  16. Usunąłeś mój poranny komentarz?
    OK. Znam reguły. Być może jestem zaślepiony, ale na szczęście nie ślepy. Niech ci będzie, jest willa, jest kariera i jest Krzyż. La Boga, Krzyż! W twoim zero jedynkowym widzeniu historii z tamtego okresu – tym wybili zęby, tamtym strzelili w potylicę w piwnicy, bo byli niezłomni, a tamci z kolei choć byli w AK, to jednak po wojnie przeżyli i co gorsza jakoś funkcjonowali, widzę małą rysę. Podam przykład życiorysu, oczywiście nie jest to jakiś ścisły wzór, ale rzuca światło na tamten okres.  Paweł Jasienica, fragmenty biogramu:
    "Od jesieni 1944 po dezercji z LWP służył w 5 Wileńskiej Brygadzie AK, gdzie był od lipca (dokładny dzień nie ustalony) 1945 adiutantem dowódcy brygady Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”
    2 lipca 1948 roku, podczas akcji likwidacji grupy wileńskiej został aresztowany przez komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Wolność odzyskał dzięki interwencji Bolesława Piaseckiego.
    Od grudnia 1959 jeden z wiceprezesów Związku Literatów Polskich. Był działaczem i ostatnim prezesem Klubu Krzywego Koła (1962). Publikował m.in. na łamach tygodnika „Świat”."

    W naszej wymianie zdań, w mojej niezgodzie na powielanie kłamstw, dwie rzeczy uznaję za warte obrony, chocćby kosztem wyrzucenia z tego miejsca. Rajmund Kaczyński nie był członkiem PZPR, żoliborska willa jest łgarstwem. A ty bierzesz udział w powielaniu tych kłamstw.
    Wyciąłeś opinię "młodego wykrztałconego", zmoderowałeś moją z Tobą dyskusję. Warto było?
    Na tym ma polegać wymiana opinii, że moje argumenty klasyfikujesz jako wzięte z CV ciotki, a na swoje nie masz "kwitów"? Teraz zamilknę, bo nie chcę pisać tego co czuję widząc to spustoszenie postmoderacyjne na Twoim Blogu.

    Jeśli masz wyobraźnię, to sobie wyobraź, że jarKacz był pasażerem tutki 10.04.2010. I wyobraź sobie jeszcze o czym byś dzisiaj pisał. Myślę, że napisanie o dwóch ruskich cwelach nawet do głowy by ci nie przyszło.

    • Nigdzie nie napisałem, że
      Nigdzie nie napisałem, że Rajmund był w PZPR, napisałem, że nie zarzucam Kaczyńskiemu kariery z powodu ojca w PZPR, tyle chyba umiesz przeczytać. Kaczyński szkolił pezetpeerowskie kadry i to jest fakt, miał z tego profity w rozmaitej postaci i to jest drugi fakt. Czy był w PZPR dowiemy się tak samo, jak to, czy Michnik miał kolorowy TV w celi. To jest mało ważne, czy był, czy nie był, ważne kto mu i za co płacił. Dostawał pensje za wykłady dla młodych kadr z PZPR i lepiej, żeby siedział w PZPR za darmo. Co do wilii to ja nie ma żadnych problemów, żeby odszczekać willę w latach 50-tych, nie było jej, przepraszam, był apartament 80m2 na tym samym Żoliborzu, willa przyszła dopiero w stanie wojennym. Natomiast jeśli te różnice lokalowe są tak niebotycznym łgarstwem, to czym jest Twoja bajeczka o bohaterach z AK uczciwie wykładających na WULM? Czy Ty w ogóle słyszysz co pierdol.,sz od dwóch dni? Nikt tu nie żąda od Rajmunda i innych Akowców, aby wszyscy skończyli na Łączce, ale gdy się mówi o różnych losach i postawach, to trzeba zachować rozum, a nie legitymację partyjną. Rajmund Kaczyński w latach 50-tych i późniejszych był najłagodniej mówiąc koniunkturalistą, pezetpeerowskim nauczyciele, na pewno nie przeszkadzał komunie, a w mojej ocenie wspierał ją. W tym czasie inni Akowcy umierali w mękach, jeszcze inni jakoś w strachu klepali biedę, wszystko ma swoje miejsca, swój czas i swoją historię. Mnie do szewskiej pasji doprowadza pisanie nowych życiorysów, pod zamówienie polityczne, bo to jest głupota pomieszana z pogardą dla ludzi, przy których Rajmund Kaczyński nie ma prawa pisnąć słowa, a kto wie, czy nie dostałby w mordę – słusznie. Sam ze swoją przeszłością rozliczam się brutalnie, chociaż w jednej dziesiątej nie umoczyłem się w przeszłości tak, jak inni za przeszłość brali kasę i przywileje. Byłem idiotą, ale darmowym i bezdomnym, nie wiem, czy to nie gorzej, w każdym razie mam tę wadę, że brutalnie traktuję nie tylko siebie, bo nie ma innego lekarstwa na głupotę.

      • Nie rozumiem skąd w Panu
        tyle agresji. I to akurat w tym temacie. To o czym dyskutujemy nie dotknęło nas bezpośrednio, mamy rodzinne przekazy, życiorysy krewnych, tym się kierujemy. Są też dokumenty, te do których nas dopuszczono, wybrano dla nas, poddano wstępnej obróbce.
        Wesołych, Rodzinnych i Spojnych Świąt życzę. Trzymam za Pana kciuki. Tyle mogę.