Roger Federer i George Soros. Kolekcjonerzy pieniędzy.

Prześlij dalej:

Na jednym z najbardziej popularnych portali internetowych, mamy jednego wydelegowanego młodego publicystę publikującego w dziale sportowym, na którego twórczość składa się połowa tekstów poświęconych wyłącznie uwielbianiu Federera. Pięćdziesiąt procent całej jego pracy! Pisane w tym samym stylu szaleństwa gryzmołów Wallace'a. Lecz w jego przypadku jest nawet gorzej, gdyż chłopak przy pisaniu prostych tekstów informacyjnych musi cierpieć katusze, aby udało mu się co trzecie zdanie zbudować poprawnie stylistycznie. Do znudzenia pisze te teksty, niemal bliźniaczo podobne, powstałe zwykle w całości z przedruków anglojęzycznych portali tenisowych lub publicystycznych poświęconych Federerowi. W tym przypadku są to trzy lub cztery w tygodniu "artykuły". Teksty absurdalne. Sugerujące fanom tenisisty metafizyczną boskość, jaką musi być obdarzony przez bogów Szwajcar. Ludzie to czytają. Słabsze umysły zaczynają nawet - o zgrozo - w to wierzyć! Bo każda wiara rodzi się ze słuchania, przeczytanych słów, oglądanych obrazów, czy wyprodukowanych na zamówienie modnych ostatnio memów. Kibice w obfitości karmieni złudzeniami, uwierzyli, że wreszcie urodził się upragniony "nadczłowiek", "Mister peRFect", który wypełnia wreszcie wszystkie niemożliwe do zrealizowania przez nich marzenia o wytęsknionym ideale, jakim siebie każdy z nich chce widzieć. O bogactwie, nadprzyrodzonym talencie, nieprawdopodobnej popularności połączonej z uwielbieniem. Utożsamianie się potrafi tak mocno spętać emocjonalnie fana, jak czynią to sekty. Uzależnia do tego stopnia, że dla wielu wykreowana w taki sposób osoba, staje się wręcz wymarzonym wzorem i jest traktowana jak członek rodziny. To niebezpieczna kreacja. Założona pułapka, w której złapanemu wydaje się, że nadal jest wolny i nikt nim nie steruje. Całkiem niedawno dowiedzieliśmy się już oficjalnie, że w wielu redakcjach dziennikarzy instruuje się odgórnie, co mają pisać i jak pisać. Prasa sportowa, telewizyjni komentatorzy sportowi nie są z tego obowiązku zwolnieni.

Wielu z nich świadomie pełni rolę transformatorów. Prywatnie znają się z działaczami, ludźmi, którzy kreują sport, menedżerami zawodników. W wielu przypadkach ich drugą pracą staje się rola promotora sportowego. NIe jest żadną tajemnicą, że Mateusz Borek, który zajmował się głównie komentowaniem piłki nożnej, równolegle pełni rolę promotora boksera Tomasza Adamka. Negocjuje w jego imieniu najkorzystniejsze umowy, a nawet załatwia mu dobór rywali z jakimi z punktu widzenia biznesowego opłaca się założyć "Góralowi" rękawice. Później zaproszeni eksperci potwierdzają wygłoszoną opinię, że "Adamek rozgrywa najważniejszą walkę w swojej karierze", która jest "walką stulecia"."I każdy miłośnik sztuki bokserskiej nie może takiej walki ominąć." Najlepiej jeszcze sprzedać ją w PPV. Z racji zajmowanej przez "Matiego" wysokiej pozycji w polskim światku dziennikarstwa sportowego, bezkrytycznie może opowiadać najprzeróżniejsze farmazony. Ostatnio zapowiada (który to raz?), że po "kolejnym powrocie na ring Tomek Adamek zamierza zostać mistrzem świata w wadze ciężkiej"! Osobiście uważam, że prędzej Adamek zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych niż będzie mistrzem świata w boksie, w królewskiej kategorii wagowej. Nikt z zaproszonych gości, będąc świadkiem tego wypowiedzianego na antenie absurdu nawet znacząco nie zachrząkał, nie zakaszlał ani głośno nie popijał wody:

Bo przecież "Zarabianie jest sztuką i praca jest sztuką, a dobry biznes jest najlepszą sztuką"

Strony

Źródło foto: 
36849 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Hoyt

Autor artykułu: Hoyt

1 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Film "7 Days in Hell" (2015)  w temacie, zwięzły całkiem.

  2. Strony