Roger Federer i George Soros. Kolekcjonerzy pieniędzy.

Prześlij dalej:

. "This is a dream come true" - napisał na facebooku Bill Gates, właściciel siedemdziesięciu pięciu tysięcy milionów dolarów, czyli siedemdziesięciu pięciu miliardów.

Anthony Lewisohn Godsick, znany obecnie jako Tony Godsick, będący inicjatorem tego "wydarzenia" nazwanego "Match 4 Africa"(meczem dla Afryki - tłum. autora), wreszcie spełnił marzenie swojego rodaka Gatesa, którego Federer filuternie nazwał "Ojcem chrzestnym (Godfather - tłum.) współczesnej globalnej filantropii". W odpowiedzi cały świat dowiedział się, że Bill Gates jest "wielkim fanem Rogera i jego pracy, jaką wykonuje na korcie i poza nim". Toczący się z góry kamień nabrał rozpędu. Wszystko poszło gładko - jak zwykle w przypadku, gdy dwie strony kontraktu odnoszą obopólny zysk. Szybko powstaje wideo promujące imprezę. Widzimy jak Bill Gates, będąc jedynym widzem na wielkim stadionie, natrętnie oklaskuje trening Federera, przy okazji obiecując, że gdy ten pojawi się w Seattle, on sprawi, że zapełni się cała Key'Arena. A kiedy Bill zapewnia, to tak jakby się to już stało. "Kolejne drzwi społeczności w Seattle dzięki pomocy Billa zostały otwarte" - opowiada Godsick. "Firma Gatesa Bgc3 i Team8 agencja sportowa zajmująca się PR sportowym ( której właścicielem jest Federer i Tony Godsick - przyp. autora ) rozpoczęła współpracę" - poinformował media społecznościowe Tony.

I w tym miejscu, każdy stwierdzi, że przecież nie ma nic złego w zakładaniu prywatnych fundacji przez celebrytów milionerów, miliarderów filantropów, (jako żywo sami siebie lubią nazywać filantropami) których celem jest walka z brakiem dostępu do edukacji, tudzież z ubóstwem rodzin, czy niezawinionymi przez dzieci chorobami et cetera. Oczywiście, że nie ma. Ale cała ta charytatywna działalność na rzecz pomocy, tym, których hojna ręka losu pominęła, przypomina sytuację, kiedy ceniony i wzięty profesor medycyny, przez trzysta dni w roku, przyjmuje pacjentów w swojej prywatnej klinice za horrendalnie, wręcz nieprzyzwoite wysokie stawki, lecz jeden dodatkowy dzień przeznacza na leczenie bez pobierania opłat . Ponieważ robi to tylko raz w roku, jego sekretarz wcześniej powiadamia gdzie tylko się da o dacie, kiedy słynny lekarz będzie leczył zupełnie za darmo. Przed jego kliniką ustawiają się wielkie rzesze najuboższych chorych. Wytypowany docelowo jeden szczęśliwiec komplementuje przed kamerami niezwykłą dobroć i łaskę, jaką okazał pan profesor. Wszyscy są rozczuleni wielkim sercem doktora, a pozostali pacjenci wracają do domów z nadzieją, że uda im się dożyć podobnej radosnej chwili i to nimi zajmie się w przyszłym roku ten wybitny fachowiec.

W takie kolorowe szaty ubierana jest działalność celebrycko - charytatywna; i zawsze bazuje na wzbudzaniu fałszywych u podstaw emocji - uczuć empatii, za którymi ma stać miłosierna pomoc i troska. W istocie prędzej przez ucho igielne przecisną się budujący taką narrację, aniżeli oddadzą coś za darmo ubogiemu, prócz głębokiej wzgardy, jaką żywią dla przegranych życiowo synowie tego świata.

Strony

Źródło foto: 
39539 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Hoyt

Autor artykułu: Hoyt

1 (liczba komentarzy)

  1. avatar

    Film "7 Days in Hell" (2015)  w temacie, zwięzły całkiem.

  2. Strony