Reklama

Przeczytałem felieton Ziemkiewicza, jak sam autor swoje dzieł

Przeczytałem felieton Ziemkiewicza, jak sam autor swoje dzieło przedstawił. Tekst utrzymany w klasyce Ziemkiewicza, czyli Polactwo, bezmyślność „nowoczesnego” snobizmu i pochwała przedwojennej inteligencji. Parę oczywistych tez, które moim zdaniem nie podlegają dyskusji, plus jedna mało odkrywcza uwaga, że wszyscy jesteśmy ze wsi, gdyż miasta się wyludniają w czasie świąt, młodzi i wykształceni wracają na rodzimą prowincję. W tym miejscu wyróżniłbym szczególnie Warszawę, chyba nigdzie nie ma takiej wiochy jak w stolicy i co ciekawe, zbudowanej z tego najbardziej obciachowego skrzydła wschodniego, tej Polski B. No ale to wszystko już był, było również i to, popkulturowa sieczka oferowana przez medialne i polityczne ośrodki władzy kształtują umysły, którym słoma w z butów wyłazi. Pełna zgoda z Ziemkiewiczem, że obecni trampkarze kopiący piłkę, to robotniczo-chłopskie pokolenie, nie wiedzieć czemu nazywane inteligencją. Bardzo słuszna teza, że prawdziwy inteligent, taki z definicji, krwi i kości, czułby się w tym towarzystwie jak wśród nowobogackich, którzy zamiast szlacheckich tytułów, kupili sobie tytuły magisterskie. Zgoda na wszystko, daje zewsząd wiochą, tylko w pewnym momencie z klawiatury Ziemkiewicza pada takiego oto określenie, że Kaczyński nie jest „burakiem”, tylko właśnie tym legendą owianym przedwojennym inteligentem. Ziemkiewicz zastanawia się dlaczego tak się dzieje, że robotniczo-chłopskie dzieci uchodzą za elitę, a dawne elity za buraków i w finale wywodu, jako reprezentanta „nie-buraków”, podaje na tacy Jarosława Kaczyńskiego.

Niestety kuriozum, ponieważ cały dramat buractwa i Polactwa polega na tym, że nie ma reprezentacji inteligencji. Przy całej antypatii dla Tuska i całym przymykaniu, z braku laku, oczu na Kaczyńskiego, w Polsce walczą ze sobą równie wsiowe, proletariackie i obciachowe formacje. Moje wyobrażania na temat przedwojennego inteligenta, w jakimś stopniu, może nawet wystarczającym, utożsamia jeden jedyny polityk. Nie znam w Polsce polityka, poza Korwinem Mikke, na którym frak, albo nawet muszka nie leżałaby jak kufajka na budowlanym brygadziście. Nie wiem co Ziemkiewiczowi strzela do głowy, pisząc o przedwojennej inteligencji Kaczyńskiego, ale to właśnie wywołuje rechot „nowoczesnych”, ponieważ tego przedstawiciela obronić się nie da. I tu wcale nie chodzi o to, że on jest patriota, że on ma staroświeckie przekonania, że religia i narodowa symbolika. Tu chodzi o to, z czego się śmieje sam Ziemkiewicz, czyli widelczyk odstawiony na talerzu garbkiem do góry. Otóż Kaczyński jest tego rodzaju dżentelmenem, że wprawdzie pocałuje damę w dłoń, ale remie wcześniej wyrwie w zawiasie. Niestety ta reklamówka w samolocie i te kwiatki korzonkami do góry, jako żywo pokazują, że nie Żoliborz i przedwojnie, ale Nowa Huta i PRL.

Kaczyński jest obciachowy, chociaż dziw bierze, że jest, de facto Kaczyński w przeciwieństwie do Tuska nie jest synem proletariatu, ale potomkiem inteligenckich rodzin. Wartości, tradycje, konserwatyzm, inteligencja, w klasycznym rozumieniu tych słów, dla tak zwanego otrzaskanego człowieka jest rzecz jasna daleko wyżej, niż to co się dziś definiuje jako inteligencję i cywilizację. Problem w tym, że Ziemkiewicz broni wartości elitarnych, pokazując przedstawiciela, który nic wspólnego z tymi pojęciami nie ma. W tym sensie nie ma, że nie potrafi się z należną klasą pośród nich poruszać. A tajemnica tkwi w tym, co ludzkość zauważyła już dawno. Potrzeba pokoleń, aby zbudować renomę, klasę, ale wystarczy jedno pokolenie, żeby zostać wieśniakiem. Zbyt proste? Może, aż tak bardzo nie, dochodzą jeszcze okoliczności i motywacje. Dziecko inteligenckie przestaje różnić się od dzieci proletariatu. A co z wyniesionymi z domu wartościami? Nic, kompletnie nic, ponieważ z domu niczego się nie wynosiło, przez ostatnie pół wieku ubiegłego stulecia.

Nie było w tamtym czasie bardziej obśmianego, bardziej tępionego, bardziej zakazanego wizerunku, niż przedwojenny inteligent, ba, inteligent w ogóle. Nagrodą, w szkole, w pracy, nawet na uczelni i w sztuce, było pospolite pochodzenie, chłop, robotnik, już nie analfabeta, ale im więcej słomy z butów, im bardziej po naszemu, „po robociarsku”, tym lepiej. Zdziadział cały klimat, zdziadziało wszystko, a każda próba przywrócenie szlachectwa, kończyła się inwektywą: „inteligencik”. Swój chłop, swoja baba, taki prosty jak my wszyscy, taki właśnie z jajkiem na twardo, taki w tureckim sweterku, taki co zaradny, złota rączka i łopaty się nie boi. W szkole, w pracy, w ośrodkach kultury, żadnej klasyki, żadnych wygłupów z nożem, schabowego się piłowało widelcem. Żeby nie było, pragnę powiedzieć, że mnie akurat ten styl odpowiada, jako podwórkowemu dziecku, mnie ceregiele wokół tradycji spożywania i szytych na miarę garniturów daleko i głęboko powiewają. Niemniej jeśli ktoś przywiązuje wagę, do tej dawnej kindersztuby, do tej zapomnianej elitarności, do tego minionego szlachectwa, to naprawdę śmiesznym jest delegować Kaczyńskiego na front obrony wartości.

Jeden Korwin wygląda jak inteligent, jeden Korwin we fraku i cylindrze nie prezentuje się jak brygadzista budowlany, cała reszta to dzieci proletariatu. I nie to jest śmieszne, że ta reklamówka, że to wyrywanie ramion, że inne korzonki do góry, to jest powszechne. Śmieszne jest to, że śmieją się z tego telewizyjne dzieci proletariatu, śmieją się z tego ci co przyjechali do Warszawy z wałówą z chałupy, zapakowaną w reklamówkę z Biedronki. Kaczyński niestety żadnym przedwojennym inteligentem nie jest, on co najwyżej chciałby być, ale do tego potrzeba kursów, nie wiem, czy w tym wieku jest to możliwe. Kaczyński ma tylko tę przewagę, że nie wstydzi się marzeń o dawnej klasie, co w Polsce w ogóle jest dość wstydliwe. Największy dramat tego kraju polega na tym, że tej klasyki z dawnych lat nie ma komu bronić, nie ma się kto w tę klasykę ubrać, a samo darcie szat i gęby nie wystarcza, co więcej bardzie wiochą daje. Ciągle są promowani wybrani: „swoje chłopy” i „równe baby”. Obojętnie jak bardzo Ziemkiewicz będzie się starał widzieć w Kaczyńskim, a już nie daj Bóg jego otoczeniu pełnym Błaszczaka i Kempy, dostrzegać dawną chwałę polskiej inteligencji, tym bardziej będzie sikał na mogiłę tejże. Przedwojenna inteligencja umarła i już nie wstanie, dziś należałoby zacząć budować inteligencję w ogóle, budować szacunek dla tego słowa i budować modę na to słowo. Czas sobie dać z spokój z promowaniem przedstawicieli, którym mimo szczerych chęci słoma z butów wyłazi. Zabawa nie w tym, że Kaczyński obciachowy, chociaż trzeba się umieć z tą brutalną prawdą zmierzyć. zabawa w tym, że ten drugi jeszcze bardziej ze wsi, tylko potrafił to sprzedać w takiej wersji, że jak on może uchodzić, za inteligenta, to każdy może. Ludzie lubią sięgać po ciężkie cele, podane na tacy. Tusk podał wieśniakom inteligencję na tacy i naprawdę niewiele trzeba zrobić, poza powtórzeniem kilku śmieszności, aby zostać już nie polskim przedwojennym, ale współczesnym światowym inteligentem. No i jeszcze jedna rzecz. Proces został tak daleko posunięty, że dziś ostatnie dinozaury dawnej klasy budzą zainteresowanie paru procent proletariackiego i chłopskiego społeczeństwa. Dramat i roboty na trzy pokolenia.

Reklama

56 KOMENTARZE

  1. Przeczytałem to wczoraj , ale jako kalkę Twojej starej
    diagnozy , że wiocha miastowa wstydzi się potwornie swojej wioski rodzinnej.Bardzo się stara i nadrabia zaległości.Im bardziej się stara tym bardziej wyłazi pszenno- buraczana natura . Zaś pochodzenie wyłazi przy takiej okazji jak Święto Zmarłych. Nie jak słoma z butów , bardziej jak platikowe świerkowe gałązki i sztuczne chryzantemy z torby.Torby miastowego ,,inteligenta”. No i te plastikowe wiaderka z krzyżami – jako znicze.
    Ciągną za sobą kobiety uginające się pod ciężarem fluidu na twarzy i mascary na rzęsach.
    Kiedy już się ,,rozłożą” na czymś , co kiedyś było zwyczajnym grobem, a teraz jest polerowanym chińskim granitem , zaczynają się tradycyjne , dla współczesnej rodziny – rodzinne rozmowy. O tym , kto , gdzie i za ile.
    Wyprawa do źródeł , albo wsi rodzinnej kończy się wielkim rozczarowaniem. Brak podziwu dla nowej fury wielkomiastowych łączy się z pełną zawiści konstatacją,że miejscowe ,,wieśniaki” albo tylko małomiasteczkowi – też sobie nieźle radzą.

    • Milicjancie
      ta nienawiść Cię zabije, albo kogoś zastrzelisz. Wyluzuj. Idź na terapię.
      Poza tym skąd pomysł, że inteligencja zarówno przedwojenna jak i obecna wywodzi się wyłącznie z miast? Po wsiach i miasteczkach też była.
      Jestem po SGGW. Miałam mnóstwo kolegów i koleżanek ze wsi. To byli bardzo wartościoiwi ludzie, którzy ciężką pracą nadrabiali pewne niedostatki wykształcenia i czasem ogłady towarzyskiej. Oczywiście byli i inni, którym nic nie pomogło, ci ratowali się przynależnością do ZMP i tym podobnych organizacji.
      Nie sądzę, żeby teraz się zmieniło.

      • Tak, na pewno – zabije mnie nienawiść współrodaków
        może nawet ten proces (zabijania) już się rozpoczął i będzie rozłożony na lata:-)
        Przeczytałaś Ziemkiewicza ,,Oni nadchodzą”? To jest bardzo oględna diagnoza naszego śmiesznego i smutnego społeczeństwa smutasów. Zakompleksionych smutasów
        Ale najgorsze,że przed chwilą usłyszałem jakiegoś biskupa , który stwierdził,że tandeta (materialna) przysłoniła już i wypaczyła dzisiejsze święto. Całe szczęście , że nie wspomniał słowem o tandecie ducha i umysłu swoich owieczek.
        Wdzięczny za troskę – OM. Pogodny.

        • Czytałam
          oraz Ziemkiewicza „Czas wielkiego długu” i Wildsteina „Wytępić opozycję” i Skwiecińskiego „Trumna z szybką” o nowej książce Rymkiewicza „Samuel Zborowski”.
          Co się tyczy Ziemkiewicza „Oni nadchodzą” również czytałam JKM na ten temat – link podaję.

          http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Ciszej-nad-ta-trumna,2,ID416029369,n

          Nienawiść współrodaków Ciebie zabije? Nie sądzę. Jeśli się tego obawiasz, to wygląda na to, ze to jakaś odmiana syndromu oblężonej twierdzy. TY jesteś współrodakom obojętny. Sam się zabijasz. Sam niszczysz swoje poczucie koherencji. Jak Ci tu do tego stopnia nic nie pasuje, jak Cię to zabija, po co tu siedzisz?

          • Ciekawy masz pogląd na życie. Irytuje Ciebie każdy
            kto mówi , że ten okręt , a właściwie krypa , zatonie. A Ty mówisz,że to niemożliwe , bo kapitan taki przystojny no i orkiestra fajnie gra.
            Piszesz o nienawiści i zabijaniu.Nie przypominam sobie,żeby Cię ruszyła śmierć tych 96 -jednak Polaków – w smoleńskim lesie ani tym bardziej tego biedaka zamordowanego w Łodzi. Być może niesłusznie ,wydaje mi się , że jakieś takie westchnienie ulgi ( to tylko pisowcy) albo coś w rodzaju : sam sobie winien.
            Jeżeli starasz się zrozumieć punkt widzenia swojego ,,przeciwnika” – odwróć role.
            Pomyśl , co poczujesz albo napiszesz , kiedy ktoś upoluje gajowego Bronka.
            Albo poleci do Stanów tym ,,nowym” Tupolewem. I wszystko się zmieni.

  2. Przeczytałem to wczoraj , ale jako kalkę Twojej starej
    diagnozy , że wiocha miastowa wstydzi się potwornie swojej wioski rodzinnej.Bardzo się stara i nadrabia zaległości.Im bardziej się stara tym bardziej wyłazi pszenno- buraczana natura . Zaś pochodzenie wyłazi przy takiej okazji jak Święto Zmarłych. Nie jak słoma z butów , bardziej jak platikowe świerkowe gałązki i sztuczne chryzantemy z torby.Torby miastowego ,,inteligenta”. No i te plastikowe wiaderka z krzyżami – jako znicze.
    Ciągną za sobą kobiety uginające się pod ciężarem fluidu na twarzy i mascary na rzęsach.
    Kiedy już się ,,rozłożą” na czymś , co kiedyś było zwyczajnym grobem, a teraz jest polerowanym chińskim granitem , zaczynają się tradycyjne , dla współczesnej rodziny – rodzinne rozmowy. O tym , kto , gdzie i za ile.
    Wyprawa do źródeł , albo wsi rodzinnej kończy się wielkim rozczarowaniem. Brak podziwu dla nowej fury wielkomiastowych łączy się z pełną zawiści konstatacją,że miejscowe ,,wieśniaki” albo tylko małomiasteczkowi – też sobie nieźle radzą.

    • Milicjancie
      ta nienawiść Cię zabije, albo kogoś zastrzelisz. Wyluzuj. Idź na terapię.
      Poza tym skąd pomysł, że inteligencja zarówno przedwojenna jak i obecna wywodzi się wyłącznie z miast? Po wsiach i miasteczkach też była.
      Jestem po SGGW. Miałam mnóstwo kolegów i koleżanek ze wsi. To byli bardzo wartościoiwi ludzie, którzy ciężką pracą nadrabiali pewne niedostatki wykształcenia i czasem ogłady towarzyskiej. Oczywiście byli i inni, którym nic nie pomogło, ci ratowali się przynależnością do ZMP i tym podobnych organizacji.
      Nie sądzę, żeby teraz się zmieniło.

      • Tak, na pewno – zabije mnie nienawiść współrodaków
        może nawet ten proces (zabijania) już się rozpoczął i będzie rozłożony na lata:-)
        Przeczytałaś Ziemkiewicza ,,Oni nadchodzą”? To jest bardzo oględna diagnoza naszego śmiesznego i smutnego społeczeństwa smutasów. Zakompleksionych smutasów
        Ale najgorsze,że przed chwilą usłyszałem jakiegoś biskupa , który stwierdził,że tandeta (materialna) przysłoniła już i wypaczyła dzisiejsze święto. Całe szczęście , że nie wspomniał słowem o tandecie ducha i umysłu swoich owieczek.
        Wdzięczny za troskę – OM. Pogodny.

        • Czytałam
          oraz Ziemkiewicza „Czas wielkiego długu” i Wildsteina „Wytępić opozycję” i Skwiecińskiego „Trumna z szybką” o nowej książce Rymkiewicza „Samuel Zborowski”.
          Co się tyczy Ziemkiewicza „Oni nadchodzą” również czytałam JKM na ten temat – link podaję.

          http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Ciszej-nad-ta-trumna,2,ID416029369,n

          Nienawiść współrodaków Ciebie zabije? Nie sądzę. Jeśli się tego obawiasz, to wygląda na to, ze to jakaś odmiana syndromu oblężonej twierdzy. TY jesteś współrodakom obojętny. Sam się zabijasz. Sam niszczysz swoje poczucie koherencji. Jak Ci tu do tego stopnia nic nie pasuje, jak Cię to zabija, po co tu siedzisz?

          • Ciekawy masz pogląd na życie. Irytuje Ciebie każdy
            kto mówi , że ten okręt , a właściwie krypa , zatonie. A Ty mówisz,że to niemożliwe , bo kapitan taki przystojny no i orkiestra fajnie gra.
            Piszesz o nienawiści i zabijaniu.Nie przypominam sobie,żeby Cię ruszyła śmierć tych 96 -jednak Polaków – w smoleńskim lesie ani tym bardziej tego biedaka zamordowanego w Łodzi. Być może niesłusznie ,wydaje mi się , że jakieś takie westchnienie ulgi ( to tylko pisowcy) albo coś w rodzaju : sam sobie winien.
            Jeżeli starasz się zrozumieć punkt widzenia swojego ,,przeciwnika” – odwróć role.
            Pomyśl , co poczujesz albo napiszesz , kiedy ktoś upoluje gajowego Bronka.
            Albo poleci do Stanów tym ,,nowym” Tupolewem. I wszystko się zmieni.

  3. Mam gorącą prośbę, aby
    Mam gorącą prośbę, aby rozmowy na poziomie diagnoz, kto co ma w sercu miłość lub zadrę, przenieść do poczty wewnętrznej, ewentualnie założyć nowy wątek z opcją “prywatne”. Mnie nie interesują psychoterapie i psychoanalizy, kto nienawistny, kto miłujący. Proszę się odnosić do tekstu, okazywania i diagnozowania uczuć nie bronię, ale odsyłam z mojego podwórka, bo to nie moje zabawy.

  4. Mam gorącą prośbę, aby
    Mam gorącą prośbę, aby rozmowy na poziomie diagnoz, kto co ma w sercu miłość lub zadrę, przenieść do poczty wewnętrznej, ewentualnie założyć nowy wątek z opcją “prywatne”. Mnie nie interesują psychoterapie i psychoanalizy, kto nienawistny, kto miłujący. Proszę się odnosić do tekstu, okazywania i diagnozowania uczuć nie bronię, ale odsyłam z mojego podwórka, bo to nie moje zabawy.

  5. Kaczynski ma wiele wad, ale zabierac jemu pochodzenie
    i przynaleznosc do tych ostatnich rodzin, przedwojennych warszawiakow, to jest nie fair. Czy Tego czlowieka naprawde trzeba tak zgnoic? W dalszym ciagu na pierwszym planie ataku, JarKacz i PiS. Matka, jakos ta druga polowa Twojego tekstu, do Ciebie nie pasuje. Z powazaniem.

    • Nie wiem, w którym zdaniu
      Nie wiem, w którym zdaniu odbieram Kaczyńskiemu pochodzenie? Nie mam pojęcia, natomiast bez trudu można odnaleźć zdanie, w którym się dziwię, że pochodzenie nie przekłada się na zachowanie i obycie. Nie ma to nic wspólnego z gnojeniem Kaczyńskiego, ale musiałbym mieć bielmo na “dwa oczy”, aby w Kaczyńskim widzieć wzorzec przedwojennej kindersztuby i inteligencji. Co więcej pokazywanie Kaczyńskiego w taki sposób, to kolejny powód do gnojenia, ponieważ to śmieszne pokazywanie. Ktoś tu dość ładnie podsumował, że z Kaczyńskiego taki przedwojenny inteligent, jak z Komorowskiego hrabia. Papiery i geny pan gajowy również posiada, tylko kto o zdrowych zmysłach zobaczy w gajowym hrabiego? Ja nie będę się narażał na śmieszność i “nie gnojenie”, powielając absurdalne opinie. Mogę i bronię Kaczyńskiego tam gdzie się da bronić, Kaczyńskiego jako modelowego przedwojennego inteligenta obronić może tylko satyryk. Niestety nie ma nic w Kaczyńskim z tego co chciałby widzieć Ziemkiewicz. Bądźmy poważni w tym zmaganiu się z inteligencją, no i kolejny raz przypomnę, że mnie powiewa każda opcja, ideologia i polityczne nazwisko, nie będę z siebie robił pajaca, broniąc śmieszności.

      PS Strasznie irytujące są takie uwagi: “To nie pasuje do ciebie”. Pozwolę się uprzeć i sam decydować co do mnie pasuje. Nie jestem niczyim adwokatem, ani też prokuratorem, jestem kim mam ochotę być i ZAWSZE piszę to co widzę i przemyślę.

      • Matka, musze Ciebie przeprosic za to, ze dalem sie poniesc
        fantazji i majac 5 min. na wyscie do pracy, czytalem pobieznie i zamiast poczekac i w czasie wolnym zrobic to jeszcze raz, palnalem z powyzszym skutkiem. Nie chce zabierac Tobie czas i laczyc to z duskusjami z innych Twoich wpisow, ( to wszystko razem mialo wplyw na moja nieszczesna reakcje, ze wyskoczylem jak Filip z konopi), poniewaz niestety zbyt czesto rozwijaja sie dyskusje pod Twoimi wpisami, ktore nie maja nic wspolnego z glownym tematem, poczekam, moze kiedys bedzie na to okazja. Przepraszam

  6. Kaczynski ma wiele wad, ale zabierac jemu pochodzenie
    i przynaleznosc do tych ostatnich rodzin, przedwojennych warszawiakow, to jest nie fair. Czy Tego czlowieka naprawde trzeba tak zgnoic? W dalszym ciagu na pierwszym planie ataku, JarKacz i PiS. Matka, jakos ta druga polowa Twojego tekstu, do Ciebie nie pasuje. Z powazaniem.

    • Nie wiem, w którym zdaniu
      Nie wiem, w którym zdaniu odbieram Kaczyńskiemu pochodzenie? Nie mam pojęcia, natomiast bez trudu można odnaleźć zdanie, w którym się dziwię, że pochodzenie nie przekłada się na zachowanie i obycie. Nie ma to nic wspólnego z gnojeniem Kaczyńskiego, ale musiałbym mieć bielmo na “dwa oczy”, aby w Kaczyńskim widzieć wzorzec przedwojennej kindersztuby i inteligencji. Co więcej pokazywanie Kaczyńskiego w taki sposób, to kolejny powód do gnojenia, ponieważ to śmieszne pokazywanie. Ktoś tu dość ładnie podsumował, że z Kaczyńskiego taki przedwojenny inteligent, jak z Komorowskiego hrabia. Papiery i geny pan gajowy również posiada, tylko kto o zdrowych zmysłach zobaczy w gajowym hrabiego? Ja nie będę się narażał na śmieszność i “nie gnojenie”, powielając absurdalne opinie. Mogę i bronię Kaczyńskiego tam gdzie się da bronić, Kaczyńskiego jako modelowego przedwojennego inteligenta obronić może tylko satyryk. Niestety nie ma nic w Kaczyńskim z tego co chciałby widzieć Ziemkiewicz. Bądźmy poważni w tym zmaganiu się z inteligencją, no i kolejny raz przypomnę, że mnie powiewa każda opcja, ideologia i polityczne nazwisko, nie będę z siebie robił pajaca, broniąc śmieszności.

      PS Strasznie irytujące są takie uwagi: “To nie pasuje do ciebie”. Pozwolę się uprzeć i sam decydować co do mnie pasuje. Nie jestem niczyim adwokatem, ani też prokuratorem, jestem kim mam ochotę być i ZAWSZE piszę to co widzę i przemyślę.

      • Matka, musze Ciebie przeprosic za to, ze dalem sie poniesc
        fantazji i majac 5 min. na wyscie do pracy, czytalem pobieznie i zamiast poczekac i w czasie wolnym zrobic to jeszcze raz, palnalem z powyzszym skutkiem. Nie chce zabierac Tobie czas i laczyc to z duskusjami z innych Twoich wpisow, ( to wszystko razem mialo wplyw na moja nieszczesna reakcje, ze wyskoczylem jak Filip z konopi), poniewaz niestety zbyt czesto rozwijaja sie dyskusje pod Twoimi wpisami, ktore nie maja nic wspolnego z glownym tematem, poczekam, moze kiedys bedzie na to okazja. Przepraszam

  7. Ziemkiewicz przesadza z tą
    Ziemkiewicz przesadza z tą “przedwojenną inteligencją”. Gdybyśmy mieli inteligencję z prawdziwego zdarzenia, elity polityczne, nie zmarnowalibyśmy praktycznie 21 lat niepodległości. Polska gospodarka jako chyba jedyny kraj w Europie, w 39r nie przekroczyła produkcji sprzed I wojny świat. na tych samych ziemiach!

    Nie wiem co ma to ma do rzeczy czy ktoś jest ze wsi, miasta, ma inteligenckie pochodzenie czy robotnicze. Newton czy Shakespeare (i wielu innych), mieli chłopskie pochodzenie. Co nie zmienia faktu, że byli geniuszami w swoich dziedzinach.
    Gdyby geniusz płodził geniusza, a debil debila, mielibyśmy bardzo statyczne i kastowe społeczeństwo. Na szczęście tak nie jest. Wiele bardzo wybitnych ludzi, ma dzieci przeciętne pod względem intelektualnym. I odwrotnie.

    Na przestrzeni wieków, rycerze, arystokraci i ziemiaństwo, nie odznaczało się jakimiś szczególnymi manierami. Dopiero w czasach rewolucji przemysłowej, gdy wielu mieszczan i chłopów z pochodzenia, dorabiało się znacznych fortun. Zaczęto wśród arystokracji i tzw. “salonu” towarzyskiego, wymyślać odpowiednią etykietę i ceremoniał na dworach, żeby się jakoś wywyższyć od “motłochu”.

  8. Ziemkiewicz przesadza z tą
    Ziemkiewicz przesadza z tą “przedwojenną inteligencją”. Gdybyśmy mieli inteligencję z prawdziwego zdarzenia, elity polityczne, nie zmarnowalibyśmy praktycznie 21 lat niepodległości. Polska gospodarka jako chyba jedyny kraj w Europie, w 39r nie przekroczyła produkcji sprzed I wojny świat. na tych samych ziemiach!

    Nie wiem co ma to ma do rzeczy czy ktoś jest ze wsi, miasta, ma inteligenckie pochodzenie czy robotnicze. Newton czy Shakespeare (i wielu innych), mieli chłopskie pochodzenie. Co nie zmienia faktu, że byli geniuszami w swoich dziedzinach.
    Gdyby geniusz płodził geniusza, a debil debila, mielibyśmy bardzo statyczne i kastowe społeczeństwo. Na szczęście tak nie jest. Wiele bardzo wybitnych ludzi, ma dzieci przeciętne pod względem intelektualnym. I odwrotnie.

    Na przestrzeni wieków, rycerze, arystokraci i ziemiaństwo, nie odznaczało się jakimiś szczególnymi manierami. Dopiero w czasach rewolucji przemysłowej, gdy wielu mieszczan i chłopów z pochodzenia, dorabiało się znacznych fortun. Zaczęto wśród arystokracji i tzw. “salonu” towarzyskiego, wymyślać odpowiednią etykietę i ceremoniał na dworach, żeby się jakoś wywyższyć od “motłochu”.

  9. nie wiedzieć czemu nazywane inteligencją
    Ta szara siatka abstrakcji, którą na­rzucamy światu, by go uprościć i wyjaśnić tak, jak jest nam wygodnie, stała się w naszych oczach rzeczywistością. Aby do­strzec zjawiska, a nie ich jałowe destylaty, aby przeżyć je ponow­nie w ich niejednoznaczności, musielibyśmy posiadać alterna­tywne wizje, mieć dostęp do różnorodności głębokich opinii. W świecie naszych idei przeżycia te są w praktyce trudne, a w teo­rii niemożliwe.
    Allan Bloom – Umysł zamknięty, polecam.
    .

  10. nie wiedzieć czemu nazywane inteligencją
    Ta szara siatka abstrakcji, którą na­rzucamy światu, by go uprościć i wyjaśnić tak, jak jest nam wygodnie, stała się w naszych oczach rzeczywistością. Aby do­strzec zjawiska, a nie ich jałowe destylaty, aby przeżyć je ponow­nie w ich niejednoznaczności, musielibyśmy posiadać alterna­tywne wizje, mieć dostęp do różnorodności głębokich opinii. W świecie naszych idei przeżycia te są w praktyce trudne, a w teo­rii niemożliwe.
    Allan Bloom – Umysł zamknięty, polecam.
    .

    • Tu jest właśnie pewien
      Tu jest właśnie pewien ambaras, bo te wzorce w zrębach zapewne istnieją, ale prawdziwość zawiera się w imponderabiliach. Jeśli chodzi o zręby, bez wątpienia inteligent powinien mówić poprawnie po polsku, a tu niestety z pana Jarosława dobywa się mowa proletariatu, fleksja i dykcja, robotniczo-chłopska, a już tak wieśniackie słówka jak “proszę panią redaktor”, “włanczam”, plus nagminne “som”, że niby nasze są, to już nie wpadki, tylko brak wiedzy. Elegant a inteligent? A i owszem, można pomylić, niemniej jedno bez drugiego nie istnieje, jeśli Ziemkiewicz odwołuje się do przedwojennej kindersztuby polskiej inteligencji, to jako żywo widzę wspomnianego tu Przyborę, czy też telewizyjne przedstawienie starszych panów, a nie jegomości, co biega z megafonem między grupką staruszek klepiących zdrowaśki. I tak jak broniłem tej formy wyrażania racji, która jak najbardziej mieści się w demokracji i nie nadaje się do TS, tak nie potrafię obronić takiej narracji i postaw, jako modelu inteligenta w rozumieniu Ziemkiewicza. Mówiąc krótko, można Kaczyńskiemu zrobić tylko krzywdę i narazić na kolejne internetowe dowcipy pokazując go jako wzorzec przedwojennej kindersztuby i inteligencji.

      • Jeżeli ustawisz kryteria , w tym swoistym konkursie,
        na ,,prawdziwego polskiego inteligenta” , tak wysoko – to nikt nie zaliczy tej symbolicznej poprzeczki. Może po prostu , pośród tej mizerii krajowej,spróbować wyłowić autentycznego inteligenta, a całą otoczkę pominąć milczeniem. Jak ubeckie raporty hrabiego Dzieduszyckiego,który brylował na salonach i w mediach – kilka ładnych lat.
        Może kryteria zawęzić tylko i wyłącznie do zawartości umysłu owego pretendenta(-ów)?
        Tak ustawiona poprzeczka wymagań pomoże ,chocby tylko odsiać ,,ziarno od plew”.
        Tym bardziej,że już NIC nie jest tym , czym się nam wydaje.

        • Pan Wojciech hr. Dzieduszycki
          i mnie przyszedł na myśl, chyba jako ilustracja tezy, że inteligencja, w tym przedwojenna, razem z elegancją, niestety nie dotrwały do naszych czasów niepokalane.

          Przy okazji rozmyślań nad (przedwojenną) inteligencją ORAZ elegancją pomyślałem o śp. Zygmuncie Kałużyńskim z kolei, jako egzemplifikacji, że te dwie jakości nie muszą iść w parze : )

          • Dzieduszycki robił za babę z
            Dzieduszycki robił za babę z wąsami, za karzełka, za człowieka słonia. Pokazywano go po ludowych świetlicach jako “prawdziwego hrabiego” i on się na tę rolę godził. Jak dla mnie Kałużyński to ten sam typ wesołka, bo ja rozumiem, że można mieć w głowie wszystkie filmy z Marleną Dietrich, ale to chyba trochę mało. Kałużyński był takim samym dziwolągiem jak Dzieduszycki, ot staruszek i jego dawne dzieje. Stefan Kisielewski, tak bym sobie wyobrażał to o czym rozmawiamy.

          • OK, szukam tylko, żeby było
            wyraziście. Na Kisielewskiego zgoda i jeszcze dwa nazwiska dodam – Jerzy Giedroyc i Antoni Słonimski.

          • Ś.p.Stefan Kisielewski to liberał czystej wody , do tego
            antykomunista zaciekły – suchej nitki nie zostawił na wszystkich ,,ulubieńcach” ludu pracującego. Byłby dzisiaj gwiazdą oszołomów. Bo przecież nikt bardziej niż wielki pan Stefan nie wyśmiałby Tuska z jego ,,liberalnym” rządem.

    • Tu jest właśnie pewien
      Tu jest właśnie pewien ambaras, bo te wzorce w zrębach zapewne istnieją, ale prawdziwość zawiera się w imponderabiliach. Jeśli chodzi o zręby, bez wątpienia inteligent powinien mówić poprawnie po polsku, a tu niestety z pana Jarosława dobywa się mowa proletariatu, fleksja i dykcja, robotniczo-chłopska, a już tak wieśniackie słówka jak “proszę panią redaktor”, “włanczam”, plus nagminne “som”, że niby nasze są, to już nie wpadki, tylko brak wiedzy. Elegant a inteligent? A i owszem, można pomylić, niemniej jedno bez drugiego nie istnieje, jeśli Ziemkiewicz odwołuje się do przedwojennej kindersztuby polskiej inteligencji, to jako żywo widzę wspomnianego tu Przyborę, czy też telewizyjne przedstawienie starszych panów, a nie jegomości, co biega z megafonem między grupką staruszek klepiących zdrowaśki. I tak jak broniłem tej formy wyrażania racji, która jak najbardziej mieści się w demokracji i nie nadaje się do TS, tak nie potrafię obronić takiej narracji i postaw, jako modelu inteligenta w rozumieniu Ziemkiewicza. Mówiąc krótko, można Kaczyńskiemu zrobić tylko krzywdę i narazić na kolejne internetowe dowcipy pokazując go jako wzorzec przedwojennej kindersztuby i inteligencji.

      • Jeżeli ustawisz kryteria , w tym swoistym konkursie,
        na ,,prawdziwego polskiego inteligenta” , tak wysoko – to nikt nie zaliczy tej symbolicznej poprzeczki. Może po prostu , pośród tej mizerii krajowej,spróbować wyłowić autentycznego inteligenta, a całą otoczkę pominąć milczeniem. Jak ubeckie raporty hrabiego Dzieduszyckiego,który brylował na salonach i w mediach – kilka ładnych lat.
        Może kryteria zawęzić tylko i wyłącznie do zawartości umysłu owego pretendenta(-ów)?
        Tak ustawiona poprzeczka wymagań pomoże ,chocby tylko odsiać ,,ziarno od plew”.
        Tym bardziej,że już NIC nie jest tym , czym się nam wydaje.

        • Pan Wojciech hr. Dzieduszycki
          i mnie przyszedł na myśl, chyba jako ilustracja tezy, że inteligencja, w tym przedwojenna, razem z elegancją, niestety nie dotrwały do naszych czasów niepokalane.

          Przy okazji rozmyślań nad (przedwojenną) inteligencją ORAZ elegancją pomyślałem o śp. Zygmuncie Kałużyńskim z kolei, jako egzemplifikacji, że te dwie jakości nie muszą iść w parze : )

          • Dzieduszycki robił za babę z
            Dzieduszycki robił za babę z wąsami, za karzełka, za człowieka słonia. Pokazywano go po ludowych świetlicach jako “prawdziwego hrabiego” i on się na tę rolę godził. Jak dla mnie Kałużyński to ten sam typ wesołka, bo ja rozumiem, że można mieć w głowie wszystkie filmy z Marleną Dietrich, ale to chyba trochę mało. Kałużyński był takim samym dziwolągiem jak Dzieduszycki, ot staruszek i jego dawne dzieje. Stefan Kisielewski, tak bym sobie wyobrażał to o czym rozmawiamy.

          • OK, szukam tylko, żeby było
            wyraziście. Na Kisielewskiego zgoda i jeszcze dwa nazwiska dodam – Jerzy Giedroyc i Antoni Słonimski.

          • Ś.p.Stefan Kisielewski to liberał czystej wody , do tego
            antykomunista zaciekły – suchej nitki nie zostawił na wszystkich ,,ulubieńcach” ludu pracującego. Byłby dzisiaj gwiazdą oszołomów. Bo przecież nikt bardziej niż wielki pan Stefan nie wyśmiałby Tuska z jego ,,liberalnym” rządem.

  11. To są chyba przestrzelone
    To są chyba przestrzelone kryteria, raczej rozpoczyna się plebiscyt na przedwojennego gawędziarza i tu można i Zina i Kobylińskiego i nawet Rudzkiego dorzucić. Wszystkich lubiłem słuchać, ale mówiąc o pewnym świecie i wzorcach tamtego świata, widziałbym jedną prawidłowość. Modelowi z tamtych lat, w tej gównianej rzeczywistości powojennej nie odnaleźli się w TV i nawet wydawać mogli tylko pod ziemią, ponieważ tak dalece nie godzili się i nie potrafili odnaleźć wśród pospólstwa. Tych wzorców należałoby szukać gdzieś w klasyce, Grabski, Kwiatkowski, Paderewski i sięgając w tym najwłaściwszym kierunku, Kałużyński czy Zin, no jakby tu powiedzieć… fajni gawędziarze. Jeśli mówimy o wzorcu i klasyce należałoby wskazywać wzorzec i klasykę, chociaż kusi jak zwykle, żeby wskazywać znanych i lubianych.

    • Obawiam się, że to w pewien sposób jest nie do uniknięcia,
      żeby porównać ludzi i wyrazić swoją o nich opinię, musimy ich znać. Żeby byli znani, musieli się pojawiać w mediach, siłą rzeczy PRLowskich, a jakie mieli okazje – poza gawędą właśnie – żeby to zrobić? Drugi obieg albo emigracja.

      W przeciwnym razie mógłbym przykładowo zaproponować w tej roli własnego dziadka (akurat nie był, ale i tak nikt by nie miał okazji mi udowodnić, że nie był).

      Niemniej masz rację, że niebezpieczeństwo istnieje – skojarzenia postaci po prostu popularnych, a być może istotnie nie mających do powiedzenia nic inteligentnego.

  12. To są chyba przestrzelone
    To są chyba przestrzelone kryteria, raczej rozpoczyna się plebiscyt na przedwojennego gawędziarza i tu można i Zina i Kobylińskiego i nawet Rudzkiego dorzucić. Wszystkich lubiłem słuchać, ale mówiąc o pewnym świecie i wzorcach tamtego świata, widziałbym jedną prawidłowość. Modelowi z tamtych lat, w tej gównianej rzeczywistości powojennej nie odnaleźli się w TV i nawet wydawać mogli tylko pod ziemią, ponieważ tak dalece nie godzili się i nie potrafili odnaleźć wśród pospólstwa. Tych wzorców należałoby szukać gdzieś w klasyce, Grabski, Kwiatkowski, Paderewski i sięgając w tym najwłaściwszym kierunku, Kałużyński czy Zin, no jakby tu powiedzieć… fajni gawędziarze. Jeśli mówimy o wzorcu i klasyce należałoby wskazywać wzorzec i klasykę, chociaż kusi jak zwykle, żeby wskazywać znanych i lubianych.

    • Obawiam się, że to w pewien sposób jest nie do uniknięcia,
      żeby porównać ludzi i wyrazić swoją o nich opinię, musimy ich znać. Żeby byli znani, musieli się pojawiać w mediach, siłą rzeczy PRLowskich, a jakie mieli okazje – poza gawędą właśnie – żeby to zrobić? Drugi obieg albo emigracja.

      W przeciwnym razie mógłbym przykładowo zaproponować w tej roli własnego dziadka (akurat nie był, ale i tak nikt by nie miał okazji mi udowodnić, że nie był).

      Niemniej masz rację, że niebezpieczeństwo istnieje – skojarzenia postaci po prostu popularnych, a być może istotnie nie mających do powiedzenia nic inteligentnego.