Reklama

Z telewizji to się człowiek może dowiedzieć, że istnieją rozmaity fajne wyrazy i zwroty, na przykład takie: „wielki kwantyfikator”. Polubiłem tę wypromowaną modę słowną od pierwszego wejrzenia, ale dopiero teraz się do niej odwołuję. Dziś się zorientowałem, dzięki pożeraczom telewizji, że „cały świat uważa nasz Narodowy Stadion za najbardziej nowoczesny”, poważnie, niech mi język sparszywieje, jeśli słowem zełgałem. Chciałem przejść na mały kwantyfikator i spytać kto konkretnie z całego świata, ale jakoś przeszła mi ochota na dyskusję z dziećmi telewizji. Gdy się jako tako otrzepałem z wielkiego kwantyfikatora stadionu, włączyłem sobie informacyjny kanał i dowiaduję się, że veto jest bronią atomową. Ożesz… k…a, tak sobie pomyślałem i nie będę używał eufemizmu. Jeśli rzeczywiście tak jest, to cały ten wyścig zbrojeń i „Little Boy” spadający na Hirosimę był odrobinę na wyrost. Wystarczyło spuścić veto, byle jakie, niekoniecznie europejskie. Identycznie rzecz się ma z wyścigiem zbrojeń, po jaką cholerę te wszystkie Pershingi i SS20 trzeba było ścigać się na veta. Przedziwne historie dzieją się dookoła, gdzie nie popatrzysz igły rosą jak widły na drożdżach. Pięć babć przed pałacem w Warszawie, pięcioma zniczami rozpaliło faszyzm. Jedna skorumpowana, realna socjalistka, zagrała najgorszą scenę w swoim życiu i w ten sposób narodziło się państwo policyjne, od jednego strzału w brzuch amunicją dostępną dla oddziałów specjalnych. I tak dalej i tak bez końca, aż po najnowszy chyba już gigantyczny kwantyfikator: „Tusk ostro potraktował Camerona”. Tak? A gdzie mógłbym przeczytać, co na to brytyjskie media, jak się czuje upokorzona Wielka Brytania. Zawsze w takich wypadkach były ostre komentarze i brak zrozumienia dla europejskich wartości. Ostro potraktował, czyli co? Będzie wojna? Wszak za każdym razem jest woja, gdy Polska ostro traktuje Rosję lub Niemcy. Wielka Brytania nie łapie się na monstrualny kwantyfikator wojny?

Piszę sobie w zasadzie kolejny raz to samo, ale jakoś nie mogę się pozbyć labilności emocjonalnej. Gdy tylko uda mi się mniej lub bardzie racjonalnie poukładać otaczającą mnie rzeczywistość, zaraz się wszystko wali, po jednym pstryknięciu pilota lub kontakcie z dzieckiem telewizji. Najprościej byłoby unikać jednego i drugich, ale to chyba nie jest możliwe, zwłaszcza w przypadku tych drugich. Przepraszam, że dzielę się niemocą, bo przyznaję się do niemocy bez dwóch zdań, po prostu muszę się wygadać, to ponoć pomaga. Nie umiem reagować w podobnych sytuacjach, przekonałem się kilka razy na własnej skórze, w okolicach wrażliwych części ciała, że mnie głupota na poziomie wielkich kwantyfikatorów najzwyczajniej w świecie obezwładnia. Zatyka mnie, języka w gębie zapominam, nie wiem gdzie się podziać. Niby taki wyszczekany jestem, niby gęba mi się nie zamyka, ale wystarczy mi powiedzieć, że cały świat kocha nasz stadion albo, że veto jest bomba atomową, a znicz z chryzantemami faszyzmem i cała pycha z megalomanią pęka jak guma od starych gaci. Kładę się na kozetce, ponieważ sam nie wiem, czy to ja dostałem na łeb, czy prawdę zawiera efekciarska egzegeza jakoby świat na idiotach się opierał. Martwię się o siebie, zauważam, że praktycznie nie nadaję się do życia z ludźmi, nie potrafię wytrzymać jednej godziny z ludźmi, którzy nie odrywają wzroku od telewizora i sami są telewizorami.

Gdy chodziłem do podstawówki mówiło się, że są ludzie i taborety. Powiedzonko trochę straciło na aktualności w tej drugiej części prawdy. Teraz żyjemy w czasach współczesnych i ludzie podzielili się na ludzi właściwych oraz telewizory. Wydaje mi się, że to wcale nie jest prawda, co się powszechnie wypisuje, to nie jest tak, że oglądacze telewizji są zmanipulowani. Manipulacja polega na zmianie myślenia, natomiast telewizja w ogóle myślenia nie wymaga i nie wymaga wiedzy. W jaki sposób można zmanipulować człowieka, który poza „wiedzą” przekazaną z telewizora innej wiedzy nie posiada? Mało tego, oglądacze nie mieliby żadnej wiedzy, gdyby nie oglądali telewizji, bo oni nigdy i żadnej wiedzy nabyć nie zamierzali. W telewizorze podają złote dykteryjki ze złotymi myślami, które ładnie opakowane idealnie się nadają na strój wyjściowy. Oglądacze przyodziani w telewizyjne modne poglądy mogą bez większych obaw pójść do dyskoteki, teatru, szkoły wyższej, a najczęściej wychodzą na idiotów, tylko nigdy się o tym nie dowiedzą i pozostaną szczęśliwi. Pozostałym wypada to co zawsze, leżeć plackiem na kozetce i szukać dziury w całym najpiękniejszym na świecie stadionie, najcudowniejszym premierze i w nieodzownym, permanentnym sukcesie.

Reklama
Poprzedni artykułLajkonik i krótkie spięcie
Następny artykułSamotność spijana z rogu obfitości
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

10 KOMENTARZE

  1. “Otacza nas coraz wieksza miałkość”

    MK idealnie wpasowałeś się swoim artykułem w treść opublikowanego wywiadu z P.Gintrowskim

    "Nie mogę na przykład pogodzić się z tym, że telewizja publiczna organizuje za publiczne pieniądze show młodego Iglesiasa, który nie potrafi śpiewać. Pytam też, dlaczego wciąż w naszych telewizorach można oglądać durne, telewizyjne biesiady? Mówiąc po norwidowsku, "bezmyślenie" mi się nie podoba. Postrzegam Polaków jako społeczeństwo konsumpcyjne i bezrefleksyjne."
     

  2. “Otacza nas coraz wieksza miałkość”

    MK idealnie wpasowałeś się swoim artykułem w treść opublikowanego wywiadu z P.Gintrowskim

    "Nie mogę na przykład pogodzić się z tym, że telewizja publiczna organizuje za publiczne pieniądze show młodego Iglesiasa, który nie potrafi śpiewać. Pytam też, dlaczego wciąż w naszych telewizorach można oglądać durne, telewizyjne biesiady? Mówiąc po norwidowsku, "bezmyślenie" mi się nie podoba. Postrzegam Polaków jako społeczeństwo konsumpcyjne i bezrefleksyjne."
     

  3. kiedyś leciały reportaże o krowach-rekordzistkach
    Zgłupieć od telewizji raczej nie można. Weżmy osobnika mądrego i posadźmy przed TV. Raczej zostanie taki jaki był, tyle że się zdenerwuje albo zaśnie.
    Już prędzej wpływ ogłupiający może wystąpć u wczesnych małolatów, które z braku własnego odniesienia wierzą że tam w telewizji mówią prawdę. To faktycznie wówczas kiepska sprawa.
    Jednak ludzi dorosłych gadających jak telewizory faktycznie często się spotyka. Może oni zawsze byli tacy, a TV tylko ich nakręca dodatkowo,  utwierdzając w słuszności poglądów.

  4. kiedyś leciały reportaże o krowach-rekordzistkach
    Zgłupieć od telewizji raczej nie można. Weżmy osobnika mądrego i posadźmy przed TV. Raczej zostanie taki jaki był, tyle że się zdenerwuje albo zaśnie.
    Już prędzej wpływ ogłupiający może wystąpć u wczesnych małolatów, które z braku własnego odniesienia wierzą że tam w telewizji mówią prawdę. To faktycznie wówczas kiepska sprawa.
    Jednak ludzi dorosłych gadających jak telewizory faktycznie często się spotyka. Może oni zawsze byli tacy, a TV tylko ich nakręca dodatkowo,  utwierdzając w słuszności poglądów.