Reklama

W trakcie spotkania Sekcji Niezależnej Refleksji Politycznej (jak ktoś z Krakowa to zapraszam) gadaliśmy o prawach człowieka,pomińmy je w tym tekście.

W trakcie spotkania Sekcji Niezależnej Refleksji Politycznej (jak ktoś z Krakowa to zapraszam) gadaliśmy o prawach człowieka,pomińmy je w tym tekście. Autor tekstu który omawialiśmy łączył je dość dziwnie z własnością. A jako że autor był lewakiem a mój kolega chciał podjąć jego myśl, wysunął twierdzenie że w dzisiejszym świecie “siły” hamują podjęcie na nowo dyskusji na temat rdzenia prawa własności. Pominiemy i ten interesujący temat napomykając jedynie że naszym zdaniem (hehe bawię się w pluralis majestatis) gdyby temat nie był uzgodniony to już dawno pojawiłaby się siła negująca własność oraz napomykając o ciekawym pomyśle by raz na jakiś czas poddawać pod głosowanie fundamentalne kwestie ustrojowe. Po krótkiej kłotni na temat tego czy wszystko ewoluuje czy jest niekiedy w stagnacji, koleżanka (aż kusi by napisać towarzyszka) Diana wysnuła niejako z naszą akuszerską pomocą koncepcję posiadania jako możliwości władania własnym ciałem (na dalszy użytek nazwijmy ją dianijską). Następnie doszło do poruszenia zasadniczej kwesti-kolega Kuba przedstawił nam zadanie wymyślenia zjawiska bardziej konstytuwnego dla społeczeństwa niż własność. Po namyśle odpowiedziałem władza(no kończę z pluralisem-męczące). W procesie dekonstrukcji zauważyliśmy ciekawe zjawisko że zarówno władza i własność są pewnymi fikcjami, symbolicznymi ideałami, instrumentami legitymizującymi, istniejącymi dzięki zwyczajowi/obyczajowi. Jednakże uparcie stałem przy stanowisku że władza jest pierwotna wobec własności,a bez niej własności nie będzie, władza może ustalać co jest własnością i czyją jest własnością, a własność może jedynie nieco wpływać na władzę. Po odczarowaniu tych pojęć zostało nam posiadanie i przemoc; przy czym jestem przekonany że to przemoc jest prymarna wobec posiadania (jak ktoś posiadacza przemocy może skusić posiadłościami,skoro posiadacz przemocy może je zagarnąć bez przeszkód?), które nadal ma spory ładunek fikcyjny. Następnie rozpętała się dyskusja na temat wolnej woli, która wg mnie nie istnieje-bo nie da się określić aparatu decyzyjnego bez aparatu decyzyjnego(i tak ad infinitum),więc nie określając aparatu,decydujemy na podstawie danego nam z góry mechanizmu decyzyjnego(ewentualnie przypadku,miejsca na magię wolnej woli tu nie ma), więc wolna wola pozostaje pewną fikcją użyteczną w mówieniu o mózgu. Kolega uparł się że przemoc musi zawierać wolną wolę-nie zgodzę się,jednak twierdzeniem że wobec determinizmu wszystkie nasze wypowiedzi w języku są jedynie pewnym niedoskonałym przybliżeniem, stają się więc fikcją-więc przemoc także jest fikcją,a całe nasze użycie języka grą użyteczną dla nas w celach komunikacyjnych. May więc hierarchię fikcji:wolna wola- posiadanie dianijskie-przemoc-posiadanie pospolite-akt uświęcenia zmienia przemoc we władzę a posiadanie w własność,następnie przez akt uświęcenia władza i własność mogą niekiedy istnieć bez przemocy czy posiadania(legalny suweren walczący z uzurpatorem,pogoń organów ścigania za złodziejem-posiadaczem niewłaścicielem)

Po wyjściu z knajpy w której patrzono na nas dziwnie, po rozważeniu możliwości teoretycznej i braku możliwości praktycznej zebrania przeżyć człowieka który to człowiek nie miałby żadnych zmysłowych doświadczeń, poddanego depryacji zmysłów i stwierdzeniu że praktycznie nie ma w umyśle niczego co by wcześniej nie było w zysłach;przypomniała mi się dawna koncepcja świadomości jako czegoś substancjalnie różnego od reszty materii (kusząca bo daje nadzieję). Wracamy tu do Grecji i jedności materii-albo materia jest z jednej substancji/atomu, a ewentualne różne cechy ciał wynikają z różnych własności większych scaleń atomów; albo istnieją różne żywioły/cząstki elementarne o substancjalnie różnych właściowościach. Więc albo atom i elektron to zupełnie inne światy (tutaj warto zaznaczyć że elektron nie krąży w pustce-krąży w niczym-poza nimi nic nie ma), albo oba składają się z subatomów, tylko inaczej ułożonych (już widzę uśmiechy politowania fizyków jądrowych). Mogłaby więc świadomość być czymś substancjalnie inny od reszty “materii”(coś jak światło z naturą korpuskularną i falową,swoją drogą jak fizyka radzi sobie z różnymi naturami “materii”). Pierwsze ‘mogłaby’-pierwsze rozwidlenie ścieżki. Świadomość mogłaby się stykać z materią, lub też mogłoby nam się tak wydawać na zasadzie widzenia nieistniejącej korelacji(chyba Leibniz o tym pisał). Świadomość mogłaby się po śmierci oddzielać od ciała i bądź jako wzór osobowościowy wędrować do wszechświata świadomości lub tułać się w tym(coś jak w “Dysfunkcji rzeczywistości”) lub tracić swój wzór osobowościowy i rozpływać się bądź lądować w wielkim melanżu wszystkich świadomości(możecie mówić dusz). Zbyt wiele w tej koncepcji jednak pójścia w jedno rozgałęzienie i zbyt dużo “mogłaby” by stałą się zadowalająca, daje jednak ona pewną nadzieję(choć prawdopodobieństwo mało możliwe).

Reklama
Poprzedni artykułDobijanie wartości
Następny artykułMnie tam wielofunkcyjnych „artystów” nie żal, niech świecą gołymi dupami!

12 KOMENTARZE

    • Można to ująć bardziej przyziemnie
      Istnieją już roboty posiadające inteligencję karalucha.
      Reagując i odpowiadając na bodźce prezentują pewien
      poziom świadomości.
      Tę świadomość nawet rozbudowują poprzez gromadzenie
      doświadczeń.
      Świadomość swoją mają konkretnie umiejscowioną
      w postaci zapisu na nośniku pamięci.

      Wyjąć i przenieść tę świadomość do innego robota
      to nie problem.
      Jednocześnie dowodzimy wtedy, że świadomość
      może istnieć poza ciałem.

      Jak widać dziś nie trzeba już aż tak górnolotnie
      fantazjować, nawet w sferze filozofii.
      Po prostu możemy się dziś posłużyć konkretami,
      o których kiedyś filozofom się nawet nie śniło.

      Część dawnych fantazji istnieje obok nas.
      Wystarczy się rozejrzeć i w swej argumentacji
      po nie sięgnąć.
      Niepotrzebnie odrywając się od ziemi tam,
      gdzie nie trzeba, łatwiej zrobimy błąd
      ekstrapolacji danych doświadczalnych
      i szybciej zaczniemy tworzyć bezsensowne teorie.

      • omówiłem tylko jedną z opcji
        Lem o tym pisał-jeśli będzie się dało przenieść wzór osobowości to czy staniemy się nieśmiertelni?pozostaje pytanie czy starczy miejsca na tą świadomość we wszechświecie i czy można objąć rosnącą liczbę wspomnień intelektem, czy nadal będzie to ta sama osoba,czy nie dostanie schizofreni rozdzielając się na siebie z dzieciństwa i siebie starszego,czy w ogóle będzie możliwość wzniesienia się w techniczny rozwoju tak wysoko by przenieść skoplikowaną ludzką świadomość,czy jesteśmy w stanie pojąć jej funkcjonowanie?czy nie trzeba być kimś wyższym

    • Można to ująć bardziej przyziemnie
      Istnieją już roboty posiadające inteligencję karalucha.
      Reagując i odpowiadając na bodźce prezentują pewien
      poziom świadomości.
      Tę świadomość nawet rozbudowują poprzez gromadzenie
      doświadczeń.
      Świadomość swoją mają konkretnie umiejscowioną
      w postaci zapisu na nośniku pamięci.

      Wyjąć i przenieść tę świadomość do innego robota
      to nie problem.
      Jednocześnie dowodzimy wtedy, że świadomość
      może istnieć poza ciałem.

      Jak widać dziś nie trzeba już aż tak górnolotnie
      fantazjować, nawet w sferze filozofii.
      Po prostu możemy się dziś posłużyć konkretami,
      o których kiedyś filozofom się nawet nie śniło.

      Część dawnych fantazji istnieje obok nas.
      Wystarczy się rozejrzeć i w swej argumentacji
      po nie sięgnąć.
      Niepotrzebnie odrywając się od ziemi tam,
      gdzie nie trzeba, łatwiej zrobimy błąd
      ekstrapolacji danych doświadczalnych
      i szybciej zaczniemy tworzyć bezsensowne teorie.

      • omówiłem tylko jedną z opcji
        Lem o tym pisał-jeśli będzie się dało przenieść wzór osobowości to czy staniemy się nieśmiertelni?pozostaje pytanie czy starczy miejsca na tą świadomość we wszechświecie i czy można objąć rosnącą liczbę wspomnień intelektem, czy nadal będzie to ta sama osoba,czy nie dostanie schizofreni rozdzielając się na siebie z dzieciństwa i siebie starszego,czy w ogóle będzie możliwość wzniesienia się w techniczny rozwoju tak wysoko by przenieść skoplikowaną ludzką świadomość,czy jesteśmy w stanie pojąć jej funkcjonowanie?czy nie trzeba być kimś wyższym