Reklama

Ruch Obywatelski “Polska XXI”, sądząc po wpisach pod tekstem Pegaza, wzbudza nie tylko zainteresowanie, również pewne nadzieje na nową jakość.

Ruch Obywatelski “Polska XXI”, sądząc po wpisach pod tekstem Pegaza, wzbudza nie tylko zainteresowanie, również pewne nadzieje na nową jakość. Czy Kontrowersje.net, zastanawia się quackie, nie są czasem szatańskim (określenie moje, nie quackiego) pomysłem MK na zbudowanie zaplecza dla nowej inicjatywy? Podobnie jak kulejorz pamiętam tekst MK prognozujący, w pewnym sensie, rozwój wydarzeń, którego ważnym etapem był dzisiejszy zjazd założycielski Ruchu. A jego ukoronowaniem ma być prezydentura Rafała Dutkiewicza. Jeśliby oznaczało to, jak rozwija tę spiskową teorię kulejorz, przeprowadzkę do pałacu namiestnikowskiego samego MK, tym lepiej dla ojczyzny. Istotę konserwatyzmu, jak udowodnił niedawnym tekstem, przemyślaną ma w najdrobniejszych szczegółach. Podobnie jak inne fundamentalne dla państwa sprawy.

Mój lekki niepokój wzbudza kilka kwestii. Nie chciałabym, na przykład, uczestniczyć w zapleczu wtórnym. Pierwotnym, jak wszystkim wiadomo, jest dziennik Dziennik. A może nie tylko? Otóż jakiś czas temu zaczął mną targać niepokój, o co w tym przedsięwzięciu biega. I zaczęłam, może niezbyt udolnie, kojarzyć pewne fakty. Dziś ten niepokój jest nieco mniejszy. Dlaczego – wyjaśnię na końcu. Ale najpierw powtórzę moje stare intuicje, czyli wklejam poniżej swój kwietniowy tekst.

Reklama

Jeszcze niedawno pisząc o kryzysie polskiego Kościoła katolickiego uznałam, że formacja Dzieła Bożego (Opus Dei) pełni w Polsce, przynajmniej na razie, rolę marginesową. Wygląda na to, że chyba nie do końca miałam rację. W dzisiejszej “Polityce”, opisując portal konserwatystów polskaxxi.pl, Jan Dziadul zwrócił uwagę, że autorzy portalu właśnie tę katolicką formację reprezentują. Jan Rokita w nowej notce na portalu przywołuje wypowiedź twórcy Opus Dei jako swoje “credo” w podejściu do życia i polityki: “Moja ulubiona maksyma wypowiedziana została kiedyś przez Josemarię Escrivę de Balaguera: ?Nigdy nie mów-taki już jestem, tacy już jesteśmy. ESTO VIR! Bądź mężny". Czyżby więc było tak, że po obu stronach sceny politycznej rosną nam w siłę nurty zapatrzone we wzory hiszpańskie? Młode wilki sld-owskie jeżdżą po nauki do Zapatero. A intelektualistom w średnim wieku marzy się, wzorem przedzapaterowskiej Hiszpanii, zbudowanie państwa Opus Dei w kraju nad Wisłą?

Żaden z tych dwóch nurtów nie jest moją bajką. Delikatnie powiedziawszy. Ale wyznawcy pierwszego działają przynajmniej z otwartą przyłbicą. Podczas gdy uczniowie Josemarii Escrivy nigdy otwarcie nie przyznają, że ich ambicje i działania sięgają struktur polityczno-państwowych. Tak będzie zapewne i tym razem z konserwatywnymi intelektualistami. Choć pewnie zapytani wprost nie ukrywaliby, jak zrobił to Rokita, swojej fascynacji dla Dzieła, czy nawet funkcjonowania w jego strukturze. Oczywiście czysto religijno-formacyjnej. Dlatego zmuszona jestem przy ich inicjatywie postawić znak zapytania.

Ale dzwoneczek alarmowy mi zadźwięczał. Dlaczego? Tak się składa, że znam osobę, która długo uwikłana była w Opus Dei. Najpierw mieszkając we Włoszech. Potem w Polsce przez lata walcząc o wyzwolenie z tego uwikłania swojego dorosłego dziecka. Przy czym są to w dalszym ciągu gorliwi katolicy. Co więcej, o samym Escrivarze, beatyfikowanym w 1992 przez Jana Pawła II, mówiący z podobną estymą jak Rokita. Ale ich opowieści o strukturze Dzieła, jego realnych wpływach i zamiarach mogą przyprawić o dreszcze. Zresztą literatura na ten temat jest bogata. Zarówno gloryfikująca przedsięwzięcie. Jak i ostrzegająca przed nim

Nie przeszkadza mi, że Rokita wykładając swoją doktrynę konserwatyzmu powołuje się na nauki Escrivy. Ostatnią rzeczą, której bym sobie życzyła byłoby jednak, aby kiedyś w przyszłości, zdobywszy wpływy polityczne obsadzał urzędy numerariuszami i supernumerariuszami. Ażeby realizowali tu na ziemi Dzieło Boże. Strachy na lachy? No cóż, znam takich, którzy twierdzą, że już w polskim biznesie i wyższej administracji jest ich sporo. Osobiście nie bardzo w to wierzę. Ale ciągle mnie zastanawia, w co autorzy polskixxi naprawdę grają. Dlaczego nie znaleźli godnego dla siebie miejsca ani w PiS ani w PO? Jedno jest pewne. Polska Opus Dei byłaby nie mniejszym koszmarem niż Polska Rydzyka.

PS. Swojego czasu powiązania rządu Kazimierza Marcinkiewicza z Opus Dei opisywał “Nowy Dzień”, gazeta wydawana przez Agorę. Marcinkiewicz obecnie należy do grupy Rokity.

Tak pisałam w kwietniu 2008. Dziś, pięć miesięcy później, w zjeździe założycielskim Ruchu Rokita nie uczestniczył. Wspiera go podobno Paweł Śpiewak, który do Opus Dei nie bardzo pasuje. Jednak o uczestnictwie bądź sympatyzowaniu z Dziełem innych PolakówXXI napisano już sporo. Zresztą, wolno quackiemu podzielić się jedną teorią spiskową, to ja niniejszym dorzucam drugą.

Ciekawam, czy publicysta Polityki, który zainspirował mnie do napisania kwietniowego tekstu i inni, którzy wtedy myśleli podobnie powtórzą dziś swoje domysły. Nawet jeśli Deklaracja Ruchu nic co by je uwiarygodniała nie zawiera. A co zawiera? Wyrazy obrzydzenia wobec polskiej sceny politycznej. Które podzielam. Postulat Polski zdecentralizowanej. Czego bym sobie gorąco życzyła. Oraz dążenie do ustroju prezydenckiego. Co jest moim drugim wyborem. Pierwszym byłby system kanclerski. W każdym razie jestem za jak najszybszym pozbyciem się dualizmu władzy wykonawczej.

Reklama
Poprzedni artykułwariat kontra oszołom, czyli po co właściwie dyskutujemy?
Następny artykułRatunkiem dla polskiej estrady politycznej jest fenomen i profesjonalizm SLD i żadnych nowych partii.

4 KOMENTARZE

  1. dwie sprawy
    1. “Nie chciałabym, na przykład, uczestniczyć w zapleczu wtórnym.” – o, to, to, to.

    2. Gdyby, powtarzam, GDYBY moja teoria miała być prawdą, z uzupełnieniem kulejorza, byłby to zaiste krok w stylu Laurel Ayres (Whoopi Goldberg) z filmu “The Associate” – zdobyć popleczników jako Matka Kurka, a następnie, ujawniając się jako Dutkiewicz, pozostawić im wybór:

    – albo pozostaną przy nim, przyznając, że skoro poważali jego poglądy jako znanego tylko z nicku anonima, nie ma powodu, aby porzucali go tylko dlatego, że jest znanym politykiem;
    – albo – porzucając go – udowodnią, że liczą się dla nich przede wszystkim własne uprzedzenia i stereotypy (kto to przyzna przed samym sobą?).

    Laurel Ayres w filmie nie planowała rozwoju sytuacji tak, aby ujawnić się przed gronem miliarderów podczas rozdania nagród. A co i jak planuje Matka? A może niesłusznie doszukuję się tu politycznego pokera?

    • dla popierajacego pewien
      dla popierajacego pewien konkretny punkt widzenia, nie ma chyba znaczenia czy osoba ktora go wyraza jest anonimowym internauta ukrytym za nickiem czy osoba publiczna wystepujaca pod swoim nazwiskiem – licza sie przede wszystkim jego poglady

      mysle ze problem pozostania przy nim moglby wystapic tylko w jednym przypadku – gdyby poglady wyrazane anonimowo staly w oczywistej sprzecznosci z widzeniem swiata i faktyczna dzialalnoscia danej osoby

  2. chcialabym miec jakas pewnosc w tej kwestii
    bo na nikogo z opus dei nie zaglosuje nawet z pistoletem przystawionym do glowy. To duzo gorsza wiadomosc, niz, ze na kogos sa jakies esbeckie kwity, jako, ze owe kwity czesto byly sciagane z sufitu. Dlaczego przynaleznosc do tej organizacji nie jest podstawowym hamulcem przed dzialalnoscia polityczna? Przeciez oni maja obowiazek byc wierniejsi tejze organizacji niz wlasnej ojczyznie, przynajmniej tak czytalam w wywiadzie z szefem opus dei w Angorze pare lat temu.