Reklama

W zasadzie „wszystko w temacie”, jak mówi Internet i nie ma sensu niczego dodawać, ale niczym w szkole odpowiem i opowiem pełnym zdaniem. Rzetelna ocena polityczna tego, co się wokół nas dzieje, jako żywo przypomina rozgrywki piłkarskie. Podniecamy się meczami polskiej ligi kopanej, czasami naprawdę zdarzają się perełki, choćby ostatni mecz Zagłębia Lubin z Jagiellonią, a potem przyjeżdża do polski mistrz Estonii i wygrywa z mistrzem Polski dwa do jednego. Na polskim podwórku PiS był poza konkurencją, z którą się w tej chwili zrównał. Gdy się widziało w akcji PO, „Nowoczesną”, nie wspominając o postkomunistycznej lewicy, to nie było komo kibicować, tym bardziej, że wszyscy wymienieni strzelali do naszej bramki, innymi słowy robili we własne gniazdo.

Prawdziwy test jakości partii rządzącej przyszedł przy rozgrywkach międzynarodowych i tutaj z miejsca nastąpiła katastrofa, którą należy podzielić na dwie części. Dopóki premierem była Beta Szydło, ta „prosta baba od rosołu”, przynajmniej było widać, że PiS gryzie trawę. Oczywiście uruchomiono całą machinę unijną i szerzej europejską, z rozmaitymi komisjami weneckimi, ale to było jak mecz Widzewa z Juventusem. Po zmianie warty, na czele rządu stanął „światowiec” Morawiecki i zaczęła się wymiana, czy raczej próba wymiany koszulek, jak po niesławnym meczu Polski z Hiszpanią, gdzie przerżnęliśmy sześć do zera, a Hiszpanie z zażenowaniem patrzyli na Polaków, którzy po meczu próbowali, niczym nastoletni chłopcy, zdobyć koszulki swoich idoli. „Światowiec” miał zrobić furorę na salonach europejskich, bo według Kaczyńskiego jest graczem europejskiego formatu. Operacja wydawała się prosta, nawet drogich garniturów nie trzeba było kupować i uczyć jak się pałaszuje kawior w szampańskim sosie, wszystko niedawny bankier miał opanowane, poza jednym… Pojechał na jedno, drugie, trzecie, dziesiąte starcie na wyjeździe i za każdym razem zebrał baty. Wtedy zaczęło się „patriotyczne” śpiewanie „PiS nic się nie stało” i tak ten hymn „obozu patriotycznego” pobrzmiewa do dziś.

Reklama

Przy tym wszystkim widzieliśmy i słyszeliśmy jeszcze te klasyczne bojowe wypowiedzi przedmeczowe: „nie mamy kompleksów”, „znamy swoją wartość”, „mamy w drużynie zawodników klasy światowej, to nas się przeciwnik ma bać”. A potem: „niestety nie udało się zrealizować założeń przedmeczowych” i tak przez kilka lat. W Polsce „nasza konstytucja jest nadrzędna”, w Strasburgu podpis pod obiorem „orzeczenia”, które stwierdza, że Polska ma robić, co jej każą. I tyle sobie z tym światowcem Morawieckim w roli kapitana pograliśmy. Jednak prawdziwa weryfikacja PiS–owskiej drużyny przyszła w czasie „pandemicznych” mistrzostw świata i tutaj z miejsca wysypał się worek z bramkami, w tym strzelonymi do własnej bramki. PiS okazał się partią na poziomie krajowych rozgrywek, mogą kopać się z Budką, czy Petru, ale już Jourovej nie podskoczą. Trzymaliśmy kciuki i kibicowaliśmy takiej drużynie, jaką mieliśmy, przecież nie będziemy kibicować Niemcom, ale oni nie tylko nie mają szans na wygraną, oni przegrywają w szatni i sprzedają mecze przed pierwszym gwizdkiem.

Taka jest brutalna prawda o „braku alternatywy”. Żadna drużyna z polski nie ma szans, a krajowe rozgrywki to igrzyska dla mas, bez najmniejszego znaczenia dla wyników europejskich i światowych. Kibicuje się swoim, czy jak kto woli Naszym, z takim PiS, z taką polityczna kopaniną i piłkarskim pokerem prawdziwy kibic nie chce mieć nic wspólnego. Miliony Polaków holowało tych kopaczy przez pięć lat, bez tego wsparcia w ogóle nie osiągnęliby nic, teraz polscy kibice masowo opuszczają trybuny, bo widzą, że wszystko jest wydrukowane przy zielonym stoliku, a PiS podpisuje kwity jak leci. Polacy przeżyli wieki bez PiS, PiS bez Polaków nie przeżyje jednego dnia. Niech sobie kopią szmaciankę przy trzepaku, poza ten poziomo już nie wyjdą, nie w tym sezonie, jedynie spadek do niższej ligi może przynieść jakieś otrzeźwienie, ale chyba też czas na wymianę trenera.

Reklama

36 KOMENTARZE