Reklama

Poczucie humoru to coś niezwykle intymnego, wystawiane na publiczną próbę niesie ze sobą el

Poczucie humoru to coś niezwykle intymnego, wystawiane na publiczną próbę niesie ze sobą elementy ekshibicjonizmu, nie jest to powód do asekuracyjnego ponuractwa, ale co niektórzy posiadacze poczucia humoru powinni zastanowić się na ekspozycją intymności. Partia PiS poroniła kolejny spot, mimo  śmiertelnej tragedii partia postanowiła zaprezentować drastyczne sceny publiczności. Mnie zastanawia jaka publiczność jest odbiorcą tego rodzaju poronień poczucia humoru i nie pytam kto to ogląda. Niestety mnie również przydarzyło się to obejrzeć, tak jak na przykład transmisję z pogrzebu Michaela Jacksona. Pytam kto się z tego śmieje? Patent PiS na te tragiczne kreskówki przypomina coś pośredniego między plakatami PRL z agenturalną stonką, które rozwieszano w GS-ach, a rysunkami pokazującymi Żydów z haczykowatymi nosami, którzy jak wiadomo są tacy durni, że wszystko nam wykupili i nami rządzą.

Odbiorcą tego rodzaju przekazu udającego poczucie humoru nie może być człowiek obdarzony poczuciem humoru, to musi być klient, którego piruet wykonany na skórce od banana wprowadza w ekstazę. Nie może człowiek wychowany na tym co najlepsze w polskim poczuciu humoru i o światowej klasie, rżeć na widok paszkwilu ukazującego babę z pałą jadącą walcem. Mogę sobie takiego klienta wyobrazić gdy podkłada pierdzące gadżety na rodzinnej uroczystości, jak z autostradowego wiaduktu zrzuca foliowe woreczki z wodą na pędzące samochody. Wyobrażam sobie takiego odbiorcę, który się bawi po pachy analizując przygody Ferdynanda Kiepskiego, ale na przykład widza, czytelnika, słuchacza: Kabaretu Starszych Panów, Potem, Tey, czy nawet dość rubasznych kawałków Wiecha, wyobrazić sobie nie mogę. I broń Boże nie chodzi tu o jakąś literackość szeroko pojętą, ale jak się Kurski, Kamiński, Hofman i ta Wróbel z komisji nacisków porywa na Monthy Phytona, to z tego musi wyjść peerelowska stonka atakująca zdrową tkankę narodu.

Twórca i tworzywo jakie są każdy widzi, ale przecież gdyby odbiorca był wymagający, napisałby na znany adres pis@pis.org.pl i zaapelował. Panowie nie róbcie wiochy, bo przestanę na was głosować. Nic takiego jednak się nie dzieje, przepraszam za brzydkie słowo, ale przeciętny wyborca PiS dostaje skurczów żołądka widząc Grasia sprzątającego psie kupy w rytm pierdzącego podkładu dźwiękowego. Przepona przeciętnego wyborcy PiS osiąga górne rejestry gdy widzi przerobioną HGW na operatorkę walca. Subtelność na poziomie panów z przysklepowej ławeczki, którzy podrywają dziewoje: „eee lala, bucik Ci się… prawda…”. A przecież to nie jest tak, że Graś jest poważny. Graś jest żenująco zabawny, zarówno w funkcji jaką na siebie przyjął, jak i w tłumaczeniu się z tej funkcji. Polski minister w roli konserwatora, palacza CO i majstra złotej raczki na kubku niemieckiego, słowackiego, czy katarskiego biznesmena, to jest tragicznie zabawne. Z takim tematem można naprawdę wiele ugrać, a tymczasem co się dzieje? Prymityw pisowski przykrywa śmieszność Grasia, od chwili gdy się ukazuje pierdzący paszkwil nie mówi się już o Grasiu, tylko o prymitywach z PiS.

Zdania o partii PiS nie mam dobrego, fatalne wręcz, ale znam wielu ludzi głosujących na PiS, którzy wiedzą sporo, piszą rewelacyjnie, dowcipkują błyskotliwie, analizują poprawnie, jednak ich głos najwyraźniej się nie liczy. Tak jak parę chwil temu pisałem, że tylko wśród zwolenników PiS zdarzają się bydlęce zachowania na cmentarzach, tak tylko w wśród zwolenników PiS znajdziemy ten rodzaj najpodlejszego gatunku satyrycznego jakim jest paszkwil. Pamiętam jak kiedyś SLD nakręciło spot z Krzaklewskim, wtedy guru Olek, nie wiem zdrowy, czy filipiński, w każdym razie wykpił SLD i ich produkcję, nie wyśmiewanego Mariana Krzaklewskiego. Mnie poczucie humoru PiS tak naprawdę interesuje tyle co nieszczęście męża pani posłanki Wróbel, mam swoje troski. Mnie interesuje coś innego, niemoc i konserwacja tandety. Kiedy nadarza się mnóstwo okazji, aby na tej marnej ekipie żonglującej PR odreagować i obnażyć tandetę rządzenia, pojawia się twórca, „artysta” z PiS i zaraz zanim publiczność bijąca brawa na stojąco.

I takie rzeczy przydarzają się tylko partii PiS, podobnym poczuciem humoru w wersji masowej wykazują się tylko zwolennicy PiS i RM, ale to zdaje się jest tożsame. Siedemdziesięcioletni kwiat narodu skupiony wokół świętej góry rżał, gdy Prezes Telekomunikacji Katolickiej,  dowcipkował ze stanu higieny misjonarza. Po prostu chyba już tak jest, że partia PiS ma całą gamę predyspozycji i arsenał cech wyjątkowych, które przyciąga i cmentarne bydło i miłośników przygód Ferdynanda Kiepskiego. Nic nowego nie powiem na koniec, trzeba stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że identyfikowanie się z PiS, to zjazd intelektualny, to firmowanie prymitywu, tego najbardziej prymitywnego z prymitywnych. Taki stan rzeczy jest idealną zasłoną dymną dla Tuska, którego poczucie humoru jest może bardziej subtelne, ale żarty z gospodarki, reform i inwestycji jakoś mnie nie śmieszą.

Tuskowi się wszystko upiecze, jak długo PiS będzie przypominał, że alternatywą dla nic nie robienia, jest prymityw, Tusk nie ma potrzeby się napinać. Pewnie padnie pytanie następującej treści. A jak to się dzieje, że wyjące bydło z PiS trafiło na topy, a „zamachowiec” poniewierający Kaczyńskiego jakoś się nie przebija. Odpowiedź jest prosta. Ludzie nie cierpią Kaczyńskiego, nienawidzą go, śmieją się z niegio i jego los jest im obojętny. Kaczyńscy kojarzą się ludziom z wyjącym bydłem na cmentarzu, z Rydzykiem poniewierającym misjonarza, z satyrą na poziomie paszkwilu. Tego się nagonką mediów nie da tłumaczyć, ale PiS oczywiście to robi, pogłębiając swój prymityw i śmieszność. Media nie kręcą debilnych spotów, media nie nakazują prezesowi Kaczyńskiemu kupować telefonu od szamana profanującego katolicyzm i opowiadać o martyrologii 13 – letniej dziewczynki przesłuchiwanej przez gestapo. Takich zachowań jest dziesiątki, te i inne prymitywne zachowania są niewymuszone, naturalne i w sposób naturalny trafiają w serca i intelekt pisowskiego odbiorcy. Smutne i chyba niereformowalne.

Reklama
Poprzedni artykułKret czyli śpioch
Następny artykułTablice. Fragment dziewiąty. Nie pożądaj, czyli szczęśliwy numerek
Matka Kurka
Młody, wysportowany, inteligentny, przystojny, czuły mąż i ojciec. Geniusz i wirtuoz klawiatury, błyskotliwy analityk rzeczywistości wszelakiej. Kochany i rozchwytywany, bezkompromisowy, skromny, wyrozumiały. 1. Ulubiona potrawa: żur na zakwasie. 2. Ulubiona kapela: muzyka z tamtych lat. 3. Ulubiony kolor: brak danych. 4. Ulubione słowo: ja. Wolny, żonaty, pijący daltonista.

36 KOMENTARZE

  1. Ja w kwestii Psiej Kupy.
    Podobno np. w GB nie sprzątnięcie Psiej Kupy kosztuje pińćset. U nas ten obowiązek jako nakaz prawny funkcjonuje wszędzie, choć częściej na papierze. Określanie tego obowiązku jako uwłaczający, dokładnie wpisuje się w zasady członków partii zwącej się Prawo i Sprawiedliwość. MNP (choć nie członek a członek) i inni z wierchuszki raz po raz przedstawiają dowody swego poszanowania dla prawa. Dając światły przykład swym fanom.
    To mówiłem Ja, Psiarz II-ej klasy aspirujący do I-ej, na spacerach uważnie patrzący pod nogi.
    ps.
    podobno ten murzyn, co się nie mył to Polak od lat piętnastu. Hm.. jakiś nieprawdziwy, nie obraził się.

    • Murzyn szczerzył białe ząbki,
      Murzyn szczerzył białe ząbki, wyglądał tak jakby był autentycznie ubawiony lub zszokowany swoim stanem higienicznym. Znamienne jest to, że gdy pojawiła się słynna świńska dupa jako bilbord PO, zdecydowana proporcja po stronie wyborcy, to zażenowanie i protest. PiS to jedyna partia, która każdy ewidentny prymityw przekuje na sukces jedynej kampanii. Nie znam innego polityka obok Tuska, który byłby tak słaby i tak nie zagrożony.

  2. Ja w kwestii Psiej Kupy.
    Podobno np. w GB nie sprzątnięcie Psiej Kupy kosztuje pińćset. U nas ten obowiązek jako nakaz prawny funkcjonuje wszędzie, choć częściej na papierze. Określanie tego obowiązku jako uwłaczający, dokładnie wpisuje się w zasady członków partii zwącej się Prawo i Sprawiedliwość. MNP (choć nie członek a członek) i inni z wierchuszki raz po raz przedstawiają dowody swego poszanowania dla prawa. Dając światły przykład swym fanom.
    To mówiłem Ja, Psiarz II-ej klasy aspirujący do I-ej, na spacerach uważnie patrzący pod nogi.
    ps.
    podobno ten murzyn, co się nie mył to Polak od lat piętnastu. Hm.. jakiś nieprawdziwy, nie obraził się.

    • Murzyn szczerzył białe ząbki,
      Murzyn szczerzył białe ząbki, wyglądał tak jakby był autentycznie ubawiony lub zszokowany swoim stanem higienicznym. Znamienne jest to, że gdy pojawiła się słynna świńska dupa jako bilbord PO, zdecydowana proporcja po stronie wyborcy, to zażenowanie i protest. PiS to jedyna partia, która każdy ewidentny prymityw przekuje na sukces jedynej kampanii. Nie znam innego polityka obok Tuska, który byłby tak słaby i tak nie zagrożony.

  3. Ja w kwestii Psiej Kupy.
    Podobno np. w GB nie sprzątnięcie Psiej Kupy kosztuje pińćset. U nas ten obowiązek jako nakaz prawny funkcjonuje wszędzie, choć częściej na papierze. Określanie tego obowiązku jako uwłaczający, dokładnie wpisuje się w zasady członków partii zwącej się Prawo i Sprawiedliwość. MNP (choć nie członek a członek) i inni z wierchuszki raz po raz przedstawiają dowody swego poszanowania dla prawa. Dając światły przykład swym fanom.
    To mówiłem Ja, Psiarz II-ej klasy aspirujący do I-ej, na spacerach uważnie patrzący pod nogi.
    ps.
    podobno ten murzyn, co się nie mył to Polak od lat piętnastu. Hm.. jakiś nieprawdziwy, nie obraził się.

    • Murzyn szczerzył białe ząbki,
      Murzyn szczerzył białe ząbki, wyglądał tak jakby był autentycznie ubawiony lub zszokowany swoim stanem higienicznym. Znamienne jest to, że gdy pojawiła się słynna świńska dupa jako bilbord PO, zdecydowana proporcja po stronie wyborcy, to zażenowanie i protest. PiS to jedyna partia, która każdy ewidentny prymityw przekuje na sukces jedynej kampanii. Nie znam innego polityka obok Tuska, który byłby tak słaby i tak nie zagrożony.

  4. Ja w kwestii Psiej Kupy.
    Podobno np. w GB nie sprzątnięcie Psiej Kupy kosztuje pińćset. U nas ten obowiązek jako nakaz prawny funkcjonuje wszędzie, choć częściej na papierze. Określanie tego obowiązku jako uwłaczający, dokładnie wpisuje się w zasady członków partii zwącej się Prawo i Sprawiedliwość. MNP (choć nie członek a członek) i inni z wierchuszki raz po raz przedstawiają dowody swego poszanowania dla prawa. Dając światły przykład swym fanom.
    To mówiłem Ja, Psiarz II-ej klasy aspirujący do I-ej, na spacerach uważnie patrzący pod nogi.
    ps.
    podobno ten murzyn, co się nie mył to Polak od lat piętnastu. Hm.. jakiś nieprawdziwy, nie obraził się.

    • Murzyn szczerzył białe ząbki,
      Murzyn szczerzył białe ząbki, wyglądał tak jakby był autentycznie ubawiony lub zszokowany swoim stanem higienicznym. Znamienne jest to, że gdy pojawiła się słynna świńska dupa jako bilbord PO, zdecydowana proporcja po stronie wyborcy, to zażenowanie i protest. PiS to jedyna partia, która każdy ewidentny prymityw przekuje na sukces jedynej kampanii. Nie znam innego polityka obok Tuska, który byłby tak słaby i tak nie zagrożony.

  5. Zacznę od tego, że fajnie dobrałeś
    zdjęcie. Tuskowi do twarzy w wojskowej oprawie, jak to prawdziwemu mężczyźnie. Przypomina to również niegodziwy epizod z poprzedniej kampanii prezydenckiej wykreowany przez mojego ulubieńca, już europosła K. jak k (wiecie co mam na myśli).

    Niemniej muszę stwierdzić, że tego typu, jak zaproponowałeś Matko, spojrzenie na elektoraty, ma w sobie jakiś element zbliżony do rasizmu. Trzeba tępić niegodne zachowania w społeczeństwie, w polityce. Ale nie wiem czy środki dobrane są właściwie. Dla mnie to brzmi “rasistowsko”. Intencje rozumiem. Rozumiem też że czasem trzeba przyłożyć przeciwnikowi. Pytanie tylko czy nogą czy ręką, czy kastecik, czy łomik albo baseball czy w rękawicy.

    Spotu PIS-owskiego nie widziałem. Ale z opisu trzyma się on w nurcie akceptowalnych zachowań politycznych. W kreskówce można więcej przejaskrawić niż w jakimś materiale dokumentalnym z poważnym kłamliwym komentarzem. Tak mi się przynajmniej wydaje.
    Ukłony dla Szanownej Redakcji.

    • ma w sobie jakiś element zbliżony do rasizmu
      Mariusz Agnosiewicz: Płeć, socjobiologia i gender studies
      http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2548/q,p%b3e%e6.socjobiologia.i.gender.studies#_f13
      #########################
      O tym jak głęboka jest ingerencja genów w człowieka w wymiarze indywidualnym, psychologicznym, świadczą (dość wyrywkowo) choćby badania nad parami bliźniąt jednojajowych.

      „Kiedy Thomas Bouchard i jego współpracownicy po raz pierwszy zobaczyli czterdziestoletnie angielskie bliźniaczki od maleńkości wychowywane oddzielnie, w rodzinach o zupełnie odmiennym statusie społecznym, osłupieli — podobnie zresztą jak nie znające się dotychczas kobiety — na widok ich rąk ozdobionych dokładnie taką samą liczbą pierścionków i bransoletek. A zdumienie ich wzrosło jeszcze bardziej, gdy się okazało, że obie siostry nie tylko bardzo są do siebie podobne psychicznie (jeśli wierzyć standardowym testom psychologicznym), ale również mają predylekcję do tych samych imion — dzieci jednej nazywają się Richard Andrew i Catherine Louise, a drugiej Andrew Richard i Karen Louise.

      Z kolei obaj amerykańscy bliźniacy zaadoptowani we wczesnym dzieciństwie przez dwie rodziny robotnicze w Ohio lubili w szkole matematykę i mieli kłopoty z ortografią, potem pracowali w policji, jeździli głównie chevroletami i spędzali wakacje na Florydzie. Obaj lubią stolarkę i obgryzają do krwi paznokcie. Jeden i drugi ożenił się i rozwiódł z kobietą imieniem Linda, a później ożenił się po raz drugi z Betty. Jeden i drugi nazwał syna James Allan, a psa Toy.

      Uderzające podobieństwa ujawniły się także u blisko pięćdziesięcioletnich bliźniaków, z których jednego matka zabrała zaraz po urodzeniu do Berlina i wychowała tam na katolika, niemieckiego nacjonalistę i nazistę, a drugiego wychował ojciec na amerykańskiego żyda. Obydwaj lubią mianowicie ostre potrawy i słodkie likiery, obaj są roztargnieni, zasypiają zwykle przed telewizorem, spłukują miskę klozetową przed użyciem, noszą gumki apteczne na przegubie ręki, przeglądają tygodniki od tyłu do przodu, zanurzają posmarowane masłem grzanki w kawie, lubią się błąkać w tłumie nieznajomych i odczuwają potrzebę dominacji nad kobietami.”

  6. Zacznę od tego, że fajnie dobrałeś
    zdjęcie. Tuskowi do twarzy w wojskowej oprawie, jak to prawdziwemu mężczyźnie. Przypomina to również niegodziwy epizod z poprzedniej kampanii prezydenckiej wykreowany przez mojego ulubieńca, już europosła K. jak k (wiecie co mam na myśli).

    Niemniej muszę stwierdzić, że tego typu, jak zaproponowałeś Matko, spojrzenie na elektoraty, ma w sobie jakiś element zbliżony do rasizmu. Trzeba tępić niegodne zachowania w społeczeństwie, w polityce. Ale nie wiem czy środki dobrane są właściwie. Dla mnie to brzmi “rasistowsko”. Intencje rozumiem. Rozumiem też że czasem trzeba przyłożyć przeciwnikowi. Pytanie tylko czy nogą czy ręką, czy kastecik, czy łomik albo baseball czy w rękawicy.

    Spotu PIS-owskiego nie widziałem. Ale z opisu trzyma się on w nurcie akceptowalnych zachowań politycznych. W kreskówce można więcej przejaskrawić niż w jakimś materiale dokumentalnym z poważnym kłamliwym komentarzem. Tak mi się przynajmniej wydaje.
    Ukłony dla Szanownej Redakcji.

    • ma w sobie jakiś element zbliżony do rasizmu
      Mariusz Agnosiewicz: Płeć, socjobiologia i gender studies
      http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2548/q,p%b3e%e6.socjobiologia.i.gender.studies#_f13
      #########################
      O tym jak głęboka jest ingerencja genów w człowieka w wymiarze indywidualnym, psychologicznym, świadczą (dość wyrywkowo) choćby badania nad parami bliźniąt jednojajowych.

      „Kiedy Thomas Bouchard i jego współpracownicy po raz pierwszy zobaczyli czterdziestoletnie angielskie bliźniaczki od maleńkości wychowywane oddzielnie, w rodzinach o zupełnie odmiennym statusie społecznym, osłupieli — podobnie zresztą jak nie znające się dotychczas kobiety — na widok ich rąk ozdobionych dokładnie taką samą liczbą pierścionków i bransoletek. A zdumienie ich wzrosło jeszcze bardziej, gdy się okazało, że obie siostry nie tylko bardzo są do siebie podobne psychicznie (jeśli wierzyć standardowym testom psychologicznym), ale również mają predylekcję do tych samych imion — dzieci jednej nazywają się Richard Andrew i Catherine Louise, a drugiej Andrew Richard i Karen Louise.

      Z kolei obaj amerykańscy bliźniacy zaadoptowani we wczesnym dzieciństwie przez dwie rodziny robotnicze w Ohio lubili w szkole matematykę i mieli kłopoty z ortografią, potem pracowali w policji, jeździli głównie chevroletami i spędzali wakacje na Florydzie. Obaj lubią stolarkę i obgryzają do krwi paznokcie. Jeden i drugi ożenił się i rozwiódł z kobietą imieniem Linda, a później ożenił się po raz drugi z Betty. Jeden i drugi nazwał syna James Allan, a psa Toy.

      Uderzające podobieństwa ujawniły się także u blisko pięćdziesięcioletnich bliźniaków, z których jednego matka zabrała zaraz po urodzeniu do Berlina i wychowała tam na katolika, niemieckiego nacjonalistę i nazistę, a drugiego wychował ojciec na amerykańskiego żyda. Obydwaj lubią mianowicie ostre potrawy i słodkie likiery, obaj są roztargnieni, zasypiają zwykle przed telewizorem, spłukują miskę klozetową przed użyciem, noszą gumki apteczne na przegubie ręki, przeglądają tygodniki od tyłu do przodu, zanurzają posmarowane masłem grzanki w kawie, lubią się błąkać w tłumie nieznajomych i odczuwają potrzebę dominacji nad kobietami.”

  7. Zacznę od tego, że fajnie dobrałeś
    zdjęcie. Tuskowi do twarzy w wojskowej oprawie, jak to prawdziwemu mężczyźnie. Przypomina to również niegodziwy epizod z poprzedniej kampanii prezydenckiej wykreowany przez mojego ulubieńca, już europosła K. jak k (wiecie co mam na myśli).

    Niemniej muszę stwierdzić, że tego typu, jak zaproponowałeś Matko, spojrzenie na elektoraty, ma w sobie jakiś element zbliżony do rasizmu. Trzeba tępić niegodne zachowania w społeczeństwie, w polityce. Ale nie wiem czy środki dobrane są właściwie. Dla mnie to brzmi “rasistowsko”. Intencje rozumiem. Rozumiem też że czasem trzeba przyłożyć przeciwnikowi. Pytanie tylko czy nogą czy ręką, czy kastecik, czy łomik albo baseball czy w rękawicy.

    Spotu PIS-owskiego nie widziałem. Ale z opisu trzyma się on w nurcie akceptowalnych zachowań politycznych. W kreskówce można więcej przejaskrawić niż w jakimś materiale dokumentalnym z poważnym kłamliwym komentarzem. Tak mi się przynajmniej wydaje.
    Ukłony dla Szanownej Redakcji.

    • ma w sobie jakiś element zbliżony do rasizmu
      Mariusz Agnosiewicz: Płeć, socjobiologia i gender studies
      http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2548/q,p%b3e%e6.socjobiologia.i.gender.studies#_f13
      #########################
      O tym jak głęboka jest ingerencja genów w człowieka w wymiarze indywidualnym, psychologicznym, świadczą (dość wyrywkowo) choćby badania nad parami bliźniąt jednojajowych.

      „Kiedy Thomas Bouchard i jego współpracownicy po raz pierwszy zobaczyli czterdziestoletnie angielskie bliźniaczki od maleńkości wychowywane oddzielnie, w rodzinach o zupełnie odmiennym statusie społecznym, osłupieli — podobnie zresztą jak nie znające się dotychczas kobiety — na widok ich rąk ozdobionych dokładnie taką samą liczbą pierścionków i bransoletek. A zdumienie ich wzrosło jeszcze bardziej, gdy się okazało, że obie siostry nie tylko bardzo są do siebie podobne psychicznie (jeśli wierzyć standardowym testom psychologicznym), ale również mają predylekcję do tych samych imion — dzieci jednej nazywają się Richard Andrew i Catherine Louise, a drugiej Andrew Richard i Karen Louise.

      Z kolei obaj amerykańscy bliźniacy zaadoptowani we wczesnym dzieciństwie przez dwie rodziny robotnicze w Ohio lubili w szkole matematykę i mieli kłopoty z ortografią, potem pracowali w policji, jeździli głównie chevroletami i spędzali wakacje na Florydzie. Obaj lubią stolarkę i obgryzają do krwi paznokcie. Jeden i drugi ożenił się i rozwiódł z kobietą imieniem Linda, a później ożenił się po raz drugi z Betty. Jeden i drugi nazwał syna James Allan, a psa Toy.

      Uderzające podobieństwa ujawniły się także u blisko pięćdziesięcioletnich bliźniaków, z których jednego matka zabrała zaraz po urodzeniu do Berlina i wychowała tam na katolika, niemieckiego nacjonalistę i nazistę, a drugiego wychował ojciec na amerykańskiego żyda. Obydwaj lubią mianowicie ostre potrawy i słodkie likiery, obaj są roztargnieni, zasypiają zwykle przed telewizorem, spłukują miskę klozetową przed użyciem, noszą gumki apteczne na przegubie ręki, przeglądają tygodniki od tyłu do przodu, zanurzają posmarowane masłem grzanki w kawie, lubią się błąkać w tłumie nieznajomych i odczuwają potrzebę dominacji nad kobietami.”

  8. Zacznę od tego, że fajnie dobrałeś
    zdjęcie. Tuskowi do twarzy w wojskowej oprawie, jak to prawdziwemu mężczyźnie. Przypomina to również niegodziwy epizod z poprzedniej kampanii prezydenckiej wykreowany przez mojego ulubieńca, już europosła K. jak k (wiecie co mam na myśli).

    Niemniej muszę stwierdzić, że tego typu, jak zaproponowałeś Matko, spojrzenie na elektoraty, ma w sobie jakiś element zbliżony do rasizmu. Trzeba tępić niegodne zachowania w społeczeństwie, w polityce. Ale nie wiem czy środki dobrane są właściwie. Dla mnie to brzmi “rasistowsko”. Intencje rozumiem. Rozumiem też że czasem trzeba przyłożyć przeciwnikowi. Pytanie tylko czy nogą czy ręką, czy kastecik, czy łomik albo baseball czy w rękawicy.

    Spotu PIS-owskiego nie widziałem. Ale z opisu trzyma się on w nurcie akceptowalnych zachowań politycznych. W kreskówce można więcej przejaskrawić niż w jakimś materiale dokumentalnym z poważnym kłamliwym komentarzem. Tak mi się przynajmniej wydaje.
    Ukłony dla Szanownej Redakcji.

    • ma w sobie jakiś element zbliżony do rasizmu
      Mariusz Agnosiewicz: Płeć, socjobiologia i gender studies
      http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2548/q,p%b3e%e6.socjobiologia.i.gender.studies#_f13
      #########################
      O tym jak głęboka jest ingerencja genów w człowieka w wymiarze indywidualnym, psychologicznym, świadczą (dość wyrywkowo) choćby badania nad parami bliźniąt jednojajowych.

      „Kiedy Thomas Bouchard i jego współpracownicy po raz pierwszy zobaczyli czterdziestoletnie angielskie bliźniaczki od maleńkości wychowywane oddzielnie, w rodzinach o zupełnie odmiennym statusie społecznym, osłupieli — podobnie zresztą jak nie znające się dotychczas kobiety — na widok ich rąk ozdobionych dokładnie taką samą liczbą pierścionków i bransoletek. A zdumienie ich wzrosło jeszcze bardziej, gdy się okazało, że obie siostry nie tylko bardzo są do siebie podobne psychicznie (jeśli wierzyć standardowym testom psychologicznym), ale również mają predylekcję do tych samych imion — dzieci jednej nazywają się Richard Andrew i Catherine Louise, a drugiej Andrew Richard i Karen Louise.

      Z kolei obaj amerykańscy bliźniacy zaadoptowani we wczesnym dzieciństwie przez dwie rodziny robotnicze w Ohio lubili w szkole matematykę i mieli kłopoty z ortografią, potem pracowali w policji, jeździli głównie chevroletami i spędzali wakacje na Florydzie. Obaj lubią stolarkę i obgryzają do krwi paznokcie. Jeden i drugi ożenił się i rozwiódł z kobietą imieniem Linda, a później ożenił się po raz drugi z Betty. Jeden i drugi nazwał syna James Allan, a psa Toy.

      Uderzające podobieństwa ujawniły się także u blisko pięćdziesięcioletnich bliźniaków, z których jednego matka zabrała zaraz po urodzeniu do Berlina i wychowała tam na katolika, niemieckiego nacjonalistę i nazistę, a drugiego wychował ojciec na amerykańskiego żyda. Obydwaj lubią mianowicie ostre potrawy i słodkie likiery, obaj są roztargnieni, zasypiają zwykle przed telewizorem, spłukują miskę klozetową przed użyciem, noszą gumki apteczne na przegubie ręki, przeglądają tygodniki od tyłu do przodu, zanurzają posmarowane masłem grzanki w kawie, lubią się błąkać w tłumie nieznajomych i odczuwają potrzebę dominacji nad kobietami.”