Reklama

Marzena miała miłą, pociągłą twarz, ujawniała na niej czasem nerwową mimikę południowca. Po przywitaniu bez zawahania wsunęła się do środka auta, obcisła spódnica podjechała wysoko, cieśnina białych ud zanęciła swoim cieniem, Piotr zerknął ciekawie spod oka czekając przy drzwiach, aby je zamknąć.

– Fajne auto – stwierdziła banalnie, na co on po raz setny pomyślał, że powinien mieć automatyczną skrzynię biegów, bo to daje jednej ręce swobodę do podstępnych ruchów. Definitywnie taki facet jak on powinien mieć pojazd z automatem. I tak nie jeździł zbyt dynamicznie.

– Dość daleko będziemy jechać, nie bój się, że gdzieś cię wywożę w ciemny las – zażartował i spojrzał jej w oczy, szare, zmęczone po dyżurze, przekrwione lekko. – Te mini to chyba, żeby łamać serca mężczyznom – dodał żartobliwie tylko na chwilę odrywając się od oczu. Nie znalazła żadnej riposty, uśmiechnęła się lekko i poprawiła spódnicę.

Rozmawiali żywo przez całą drogę, gadka szmatka na najbardziej podstawowe tematy, o nic nie wahał się pytać, przepytał ją dokumentnie a ona też nie odkładała swoich pytań na święty nigdy. Pochodziła z małego miasteczka, „to ta siedziba stadniny koni? – upewniał się przerywając, trójka rodzeństwa, dyplom położniczy. Nie pielęgniarka. Była położną , to jak się okazało były dwa odrębne zawody, i Marzena oburzała się nie na żarty, gdy nieopatrznie przypisał ją w rozmowie do pielęgniarek, dla niego było to wszystko jedno, tu i tam biały strój, aura autorytetu i dobrego dla bliźnich serca. Wpiździegrzebałka. Klął w duchu swoją ignorancję i wbił sobie do głowy różnicę zawodów.

– Dlaczego szukasz wśród pielęgniarek? – zapytała. Pewnie pomyślała, że jakaś fachowa pomoc jest ewentualnie potrzebna. Teraz lub w przyszłości.

– Bo to dobre dziewczyny są. Mam… dobre zdanie o kimś, kto wybiera taki zawód.

– Ja wybrałam przypadkowo. To było najlepsze rozwiązanie w moim mieście.

W trakcie wizyty wyjaśniło się również, dlaczego były tylko dwie chętne na posadę gosposi (tego, że były tylko dwie nie zdradził jej oczywiście od razu, powiedział dopiero odwożąc do miasta). Marzena przyznała się, że zerwała ogłoszenie z tablicy natychmiast, gdy je przeczytała i uznała za interesujące. To jej się wydawało naturalne, że zerwała, opowiedziała o tym w sposób pozbawiony zawstydzenia i jakiegokolwiek wyjaśniającego komentarza. Komentarz poczynił tylko Piotr w myślach, „cóż walka o byt, czysty żywy egoizm”. Nie zastanawiał się nad tym głęboko ale pozostał niesmak. „Małpy-larwy z recepcji powiesiły ogłoszenia tylko raz, choć miały dość kopii, aby zapewnić tydzień ekspozycji” – skonstatował.

Marzena obejrzała dom, on się pogapił na bardzo zgrabny tyłek, gdy szedł za nią po schodach. Porozmawiali o gotowaniu, praniu, prasowaniu. Kiepsko było z jej dostępnością, miała dużo dyżurów. Na wszystkie weekendy w miesiącu nie było najmniejszej szansy, a na tym mu najbardziej zależało. Ale się zdecydował i zapytał ją, na ile wycenia swoją pomoc.

– Nie wiem, nigdy nie pracowałam w charakterze gosposi, muszę popytać koleżanek jak to cenić – zaśmiała się. Patrzyła na niego z zastanowieniem, jakby po raz n-ty i decydujący oceniając, czy warto się angażować. Czy był to dla niej istotny dylemat?

– Porozmawiamy o tym następnym razem, dobrze? – Po czym dodała, że niech się nie martwi, nie będzie mu prasować rękawów koszul w kancik, bo tak się nie robi. Teraz i on się zaśmiał.

– Ok – nie chciał sam proponować warunków finansowych, choć był dobrze zorientowany.

Wypili herbatę, którą przygotował, nie chciała nic jeść, obeszli jeszcze mały ogród, pytała, czy przy pracach ogrodowych też potrzebuje pomocy – ona lubi rośliny, i odwiózł ją pod sam internat, gdzie przekazał jej klucze, podyktował kod dostępu. Miała przyjechać w środku tygodnia, rano i coś ugotować na jego powrót z pracy. Coś prostego, miała doświadczenia z domu i oczywiście gotowała w internacie także dla siebie, czasem dla koleżanek.

– Ale zjesz ze mną, nie lubię jeść sam, zjesz chociaż symbolicznie – zastrzegał sobie jej towarzystwo przy stole. Miał ochotę cmoknąć ją w policzek na pożegnanie, bo nić sympatii najwyraźniej ich już sprzęgła.

Tego dnia wysłał smsa do Maryli jeszcze raz dziękując za spotkanie i informując, że znalazł sobie kogoś do pomocy.

Po raz pierwszy zagrał w tą poznaną z młodości grę w zdobywanie terytorium. Wykorzystał wszystkie sztuczki podpatrzone w szpitalach, sprawdził wszystkie pamiętane scenariusze. Jakoś nigdy nie przyszło mu do głowy stosować pełni reguł tej gry w stosunku do innych dziewczyn, przechodzić cierpliwie przez wszystkie jej etapy , ale z kobietą, która pracuje w białym stroju – tak. Marzena, nie dziwota, znała tą grę i przystąpiła do niej bez oporów. Do końskich zalotów. Obecność pielęgniarki w domu, tfu, położnej, jej bliskość, krzątanina, zgrabna sylwetka, ponętnie zaróżowiona z wysiłku twarz, wytrącały go ze spokoju, powodowały niedokrwienie mózgu, obsesję konsekwentną i nigdy nie opuszczającą go na dłuższą chwilę. Był wielbicielem kobiecego tyłka. Typowy arse-man. Marzena była prawie bez biustu. Przekonał się o tym podczas drugiej wizyty, gdy paradowała w dżinsach i ciasnym t-shircie, pod którym przebijały płaskie miseczki stanika. Ale piersi były mało istotne. Pupa dziewczyny ściągała jego ręce jak magnes. Zaczęło się od lekkich uszczypnięć w bok, albo delikatnego żartobliwego dźgnięcia palcem pod żebro. Raczej nie miała tam łaskotek, bo i tą dziecinadę odegrali. Przypadkowe dotknięcia pośladka, lekkie żartobliwe klapsy, obmacywanie otwartą ręką powodowały okrzyk protestu typu „no”, „nie”, „weź te ręce”, czasem zdzielała go po przedramieniu. Ups.

Została na noc. Miała spać w gościnnym pokoju …

– Wiesz, mam wrażenie, że jakaś mysz mi wlazła do chałupy parę dni temu, drzwi były otwarte, wiesz… – myszy to raczej pod koniec jesieni właziły, kłamał jak z nut. Marzena bała się myszy. O dziwo.

– Nie chrapiesz?

– A Ty? – odbił pytanie.

– No coś Ty! – oburzyła się.

– Nie wiem, dawno mi nikt nie zwracał uwagi – podkreślił swoją długa samotność.

– Ale bez żadnych ekscesów, tylko śpimy, bo się obrażę…

– Ok. Słowo. Tylko śpimy, bez żadnych ekscesów – trochę ją przedrzeźniał.

W łóżku, gdzie leżeli oddaleni, pytał ją o to, dlaczego jest sama. Unikała odpowiedzi, zbywała. W środku rozmowy zasnął. Potrafił sobie wytłumaczyć, że ekscesy nie dziś. A ona nawet nie chciała mu głowy na piersi położyć.

– Trochę chrapałeś – zrobiła minkę rano.

– A ty spałaś w ogóle, czy czekałaś na ekscesy? – mruknął złośliwie.

– Spałam, spałam…jak zabita, cicho u ciebie, świeże powietrze. Chyba nie chrapałeś.

I spojrzała z wdzięcznością. Tak mówiły oczy, dziękowały, że nie było ekscesów.

Wrócili razem do miasta, próbował wymusić buziaka przy rozstaniu. Wywinęła się ze zwycięskim uśmiechem.

Gdyby Piotr miał czas na chwilę refleksji – czy to wszystko potoczyłoby się inaczej? Czy by zrezygnował? Ale nie miał czasu na refleksje. Zdarzało mu się wracać do domu o drugiej nad ranem. Istna orka korporacyjna, rysowała się szansa na spory sukces,a to motywowało do pracy.

Kiedy ją zabierał na weekend, bezrefleksyjnie i z zamiarem „hej do przodu”, już była inaczej nastawiona psychicznie, pozwoliła się musnąć ustami.

Po drodze ponownie poruszył temat rozliczeń finansowych, czy się zastanowiła, ale nie, ona nie wie, ona zapomniała, ona się musi skonsultować. To było zastanawiające, aczkolwiek miał już takie przypadki, że niektóre dziewczyny, które zatrudniał jako gosposie, miały strategię negocjacyjną w stylu bierność i czekanie na inicjatywę strony przeciwnej. Wierzyły, że jego propozycja będzie hojniejsza od tego, co same zażądają?

Była swobodniejsza, opowiedziała parę dowcipów o pielęgniarkach i lekarzach. Gdy zmywała, podszedł do niej , objął, przytulił się brzuchem, musiał go poczuć. „Puszczaj, bo wyleję ci wodę na łeb” – zagroziła. Bez paniki, bez złych emocji. Więc tak zaraz jej nie puścił, negocjował i wtulał się w jędrny tyłek. Prawie się zagotował z ochoty.

Nie chciała przed snem usiąść przy kominku , na co liczył.

-Wiesz, jestem zmęczona po dyżurze, pójdę spać. Odłóżmy to na jutro – tak wyglądał ten piątek, przyjechali późno, bo jeszcze robili zakupy w sklepie po drodze, krótka kolacja i do łóżka. Na dworze zmierzchało.

– Ok, to chodźmy spać. Umyjesz mi plecy? – zapytał z głupia frant, często chciał tego od swoich dziewczyn.

Zawahała się.

– Zgoda.

Umyła go bez pośpiechu pod prysznicem, jedynie genitalia potraktowała szybko , obawiając się wzbudzić erekcję, fachowo odciągnęła napletek. Wow – jakaś mikroskopijna cząstka umysłu pracująca w normalnym trybie oceniała te właściwe ruchy – właśnie tak powinien być umyty, nigdy go nikt tak nie umył, nawet wtedy dawno temu, w szpitalu zakaźnym.

– Masz dobre ręce, kochane rączki – wycałował je wdzięczny, patrząc zezem na przemoczony t-shirt odsłaniający stanik i przebijające małe sutki.

Zauważyła to gapienie i poczerwieniała. Taki pierwszy, pełny, ciemny rumieniec.

– Dobra, dobra, wyjdź, teraz ja muszę się umyć, bez twojej obecności i pomocy – tak zdecydowany i podenerwowany był ton głosu, że nie dyskutował i wyszedł z łazienki.Chyba ma kompleks piersi – pomyślał. Już nic nie był w stanie robić, niczym się zająć, tylko czekał na nią.

Cdn.

Reklama
Poprzedni artykułDziękuję za wsparcie Portalu i proszę Portal o wsparcie!
Następny artykułPudelek, czyli co słychać na blogach i potrzeba nowej konstytucji!

48 KOMENTARZE

      • Miałam na myśli rozmywa się.
        Miałam na myśli rozmywa się. Na początku trzęsienie ziemi, tak było, potem napięcie rośnie. Tego mi zabrakło. Powtarzam, to tylko moja subiektywna opinia. Nie mnie oceniać, niefortunnie użyłam wcześniej słowa oceniam, bo nie mnie oceniać, ale opinię mieć mogę. Stwierdzam to jako Twoja wierna czytelniczka, podziwiająca Twój talent.

        PS: Czekam na upragniony ciąg dalszy nastąpi.:)

          • Zaczynam żałować, że się
            Zaczynam żałować, że się odezwałam, przepraszam. Bardzo mi przykro. Nie bierz tego co napisałam aż tak bardzo serio, to tylko głos JEDNEJ wiernej czytelniczki, nie śmiem twierdzić, że mam rację. To tylko i wyłącznie moje SUBIEKTYWNE odczucia. Pisz, także dla mnie.:)

      • Miałam na myśli rozmywa się.
        Miałam na myśli rozmywa się. Na początku trzęsienie ziemi, tak było, potem napięcie rośnie. Tego mi zabrakło. Powtarzam, to tylko moja subiektywna opinia. Nie mnie oceniać, niefortunnie użyłam wcześniej słowa oceniam, bo nie mnie oceniać, ale opinię mieć mogę. Stwierdzam to jako Twoja wierna czytelniczka, podziwiająca Twój talent.

        PS: Czekam na upragniony ciąg dalszy nastąpi.:)

          • Zaczynam żałować, że się
            Zaczynam żałować, że się odezwałam, przepraszam. Bardzo mi przykro. Nie bierz tego co napisałam aż tak bardzo serio, to tylko głos JEDNEJ wiernej czytelniczki, nie śmiem twierdzić, że mam rację. To tylko i wyłącznie moje SUBIEKTYWNE odczucia. Pisz, także dla mnie.:)

      • Miałam na myśli rozmywa się.
        Miałam na myśli rozmywa się. Na początku trzęsienie ziemi, tak było, potem napięcie rośnie. Tego mi zabrakło. Powtarzam, to tylko moja subiektywna opinia. Nie mnie oceniać, niefortunnie użyłam wcześniej słowa oceniam, bo nie mnie oceniać, ale opinię mieć mogę. Stwierdzam to jako Twoja wierna czytelniczka, podziwiająca Twój talent.

        PS: Czekam na upragniony ciąg dalszy nastąpi.:)

          • Zaczynam żałować, że się
            Zaczynam żałować, że się odezwałam, przepraszam. Bardzo mi przykro. Nie bierz tego co napisałam aż tak bardzo serio, to tylko głos JEDNEJ wiernej czytelniczki, nie śmiem twierdzić, że mam rację. To tylko i wyłącznie moje SUBIEKTYWNE odczucia. Pisz, także dla mnie.:)

      • Miałam na myśli rozmywa się.
        Miałam na myśli rozmywa się. Na początku trzęsienie ziemi, tak było, potem napięcie rośnie. Tego mi zabrakło. Powtarzam, to tylko moja subiektywna opinia. Nie mnie oceniać, niefortunnie użyłam wcześniej słowa oceniam, bo nie mnie oceniać, ale opinię mieć mogę. Stwierdzam to jako Twoja wierna czytelniczka, podziwiająca Twój talent.

        PS: Czekam na upragniony ciąg dalszy nastąpi.:)

          • Zaczynam żałować, że się
            Zaczynam żałować, że się odezwałam, przepraszam. Bardzo mi przykro. Nie bierz tego co napisałam aż tak bardzo serio, to tylko głos JEDNEJ wiernej czytelniczki, nie śmiem twierdzić, że mam rację. To tylko i wyłącznie moje SUBIEKTYWNE odczucia. Pisz, także dla mnie.:)

      • Miałam na myśli rozmywa się.
        Miałam na myśli rozmywa się. Na początku trzęsienie ziemi, tak było, potem napięcie rośnie. Tego mi zabrakło. Powtarzam, to tylko moja subiektywna opinia. Nie mnie oceniać, niefortunnie użyłam wcześniej słowa oceniam, bo nie mnie oceniać, ale opinię mieć mogę. Stwierdzam to jako Twoja wierna czytelniczka, podziwiająca Twój talent.

        PS: Czekam na upragniony ciąg dalszy nastąpi.:)

          • Zaczynam żałować, że się
            Zaczynam żałować, że się odezwałam, przepraszam. Bardzo mi przykro. Nie bierz tego co napisałam aż tak bardzo serio, to tylko głos JEDNEJ wiernej czytelniczki, nie śmiem twierdzić, że mam rację. To tylko i wyłącznie moje SUBIEKTYWNE odczucia. Pisz, także dla mnie.:)

      • Miałam na myśli rozmywa się.
        Miałam na myśli rozmywa się. Na początku trzęsienie ziemi, tak było, potem napięcie rośnie. Tego mi zabrakło. Powtarzam, to tylko moja subiektywna opinia. Nie mnie oceniać, niefortunnie użyłam wcześniej słowa oceniam, bo nie mnie oceniać, ale opinię mieć mogę. Stwierdzam to jako Twoja wierna czytelniczka, podziwiająca Twój talent.

        PS: Czekam na upragniony ciąg dalszy nastąpi.:)

          • Zaczynam żałować, że się
            Zaczynam żałować, że się odezwałam, przepraszam. Bardzo mi przykro. Nie bierz tego co napisałam aż tak bardzo serio, to tylko głos JEDNEJ wiernej czytelniczki, nie śmiem twierdzić, że mam rację. To tylko i wyłącznie moje SUBIEKTYWNE odczucia. Pisz, także dla mnie.:)