Reklama

Zacznę od przypomnienia.

Zacznę od przypomnienia. Swego czasu ogłosiłem na Portalu, że Polsat News zaprasza Kontrowersje.net do swojego programu. Zaproszenie było wysłane mailem z podaniem kompletnych danych i prośbą o kontakt z konkretną osobą odpowiadającą za realizację. Nie chcę upubliczniać tego maila, ponieważ w ogóle nie zareagowałem na zaproszenie, ani żaden z Użytkowników Portalu, no właściwie jeden dowcipniś był, ale odpadł w przedbiegach. Gdyby jednak ktoś bardzo chciał „materialnego dowodu”, takowy jest w mojej dyspozycji. Do czego zmierzam? No nie do tego, co podnieca mojego ulubionego astronoma Artymowicza, nie do parcia na szkło, ale do dwóch innych rzeczy. Po pierwsze istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że zaproszenie Polsat News dla Portalu było skorelowane z zaproszeniem dla Artymowicza i miał to być „szoł” polemiczny. Wiele na to wskazuje, między innymi fakt, że Artymowicz pięknie się pozycjonuje na swoim nazwisku pod Nasz Portal, ale ta rzecz nie jest tak istotna. Żadnej wagi nie przywiązuję do ewentualnej polemiki na wizji, z tego względu, że nawet wiedząc o co Polsatowi News chodzi i że chodzi o Artymowicza, w Polsacie nie pojawiłbym się na pewno. Powód? Druga rzecz jest powodem. W przeciwieństwie do Artymowicza, który poczuł się zaskoczony jakością przedsięwzięcia medialnego, mnie ten cały potencjalny wstęp stał przed oczami w każdym detalu i dokładnie tak wyglądał jak Artymowicz w Polsacie. Normalnie inny człowiek, żaden tam YKW, najmniejszego dowcipu, bez cienia ironii, zero luzu i frywolności, ani jednej ciętej riposty, słowem siostrzeniec u cioci na imieninach. Generalnie unikam uczuć wyższych w tym typie okoliczności, ale zrobiło mi się Artymowicza żal: „tak po ludzku”. Beczkę postów zjesz, a człowieka nie poznasz, no ale dość sentymentów i do konkretów.

Artymowicz nie miał szans na dobry występ, żadna telewizja w Polsce takiej szansy nie daje. Gdyby był zawodowcem od ględzenia przed kamerą, może jeszcze coś by z tego wyszło, ale muszę Artymowicza pochwalić, bo w medialnej papce jest zupełnym amatorem. Spięty, rozkojarzony, na głupie pytania sztampowe odpowiedzi. Pochwalę i pocieszę Artymowicza, niewielu na jego miejscu wypadłoby lepiej, trzeba umieć się poruszać w tym kisielu albo po prostu nie startować w zawodach. Wywiad jak miliony innych, absolutnie żadnej nowej jakości, ba, żadnej nowości, te same tezy, te same frazy, tyle że wypowiedziane w stylu Zbyszka Ziobry: „raaazeeem, wszyyyyssscyyyy, raaaazeeem”. Temat mnie okrutnie męczy dlatego nie będę wchodził w detale, nawet o generalia jedynie zahaczę – wystarczy do ukazania starego jak świat mechanizmu. Oto mamy wersje oficjalne i wersje nieoficjalne, a przepaść między nimi ogromna. W załączonym filmiku z I Komunii, profesor Artymowicz był łaskaw powiedzieć, że do symulacji zachowania końcówki skrzydła potrzeba skomplikowanych obliczeń i SETEK DANYCH. Z kolei na swoim podwórku you know who w kwestii podróży skrzydła zajmuje następujące stanowisko:

„Na pierwszym rysunku u gory widac najlepszy model ruchu koziolkujacego skrzydla (Cd=0.8). Startujac (podobnie jak wszystkie obliczenia na tym rys.) z predkoscia poczatkowa 77 m/s w poziomie (jak w obliczeniach zespolu Biniendy) ale znacznie bardziej realistycznie vz= +6 m/s pionowo w gore, koziolkujace skrzydlo konczy lot w odleglosci x = 107 m za brzoza. (Jest to obliczenie zaniedbujace zboczenie w prawo wzdluz osi y, ktore jest male w porownaniu z ta odlegloscia i nie wplywa zasadniczo na zasieg lotu.)
Innym poprawnym, jak mi sie wydaje (zgodnym ze sladami na ziemi) wynikiem moich prostych obliczen (podkreślenie moje) jest kat padania skrzydla na ziemie, odrobine bardziej rozwarty niz 30 stopni wzgl. terenu (por. dH/dx na rysunku, gdzie H to wysokosc nad terenem). Czy to jest ok?”

Jak widać nie setki i nie dziesiątki, nie kilkanaście lecz cztery dane na krzyż w zupełności wystarczą Artymowiczowi, o ile nie puszczać Artymowicza przed kamerę, bo w tych warunkach mamy już do czynienia z profesorem Artymowiczem. Przykład charakterystyczny dla działalności Artymowicza nie profesora i jednocześnie ukazujący w pełnej krasie Artymowicza profesora. Pełen obraz Artymowicza mówi mniej więcej tyle: Artymowicz w Internecie, jako bajkopisarz może uchodzić za profesora, imponować małolatom, tudzież laikom naukowym żargonem. Jako profesor w telewizji, Artymowicz chowa się w kąciku i nakrywa naukową dyplomacją. Tym rad sposobem poznajemy kompletnego Artymowicza, prywatnie kabotyna szpanującego przed dziatwą i wyznawcami mocarnego drzewa, oficjalnie widzimy bezbarwnego nudziarza, asekuranta, naukowego dyplomatę nawijającego makaron na uszy. I nie warto podawać kolejnych przykładów, każdy może sobie porównać I Komunię Artymowicza w Polsacie z jego popisami na blogu. Nie warto byłoby również zawracać sobie i innym głowy, zgranym naukowcem, gdyby nie jeden olbrzymi pożytek, który medialnie zaowocował. Proszę zwrócić uwagę, co się stało z tym Artymowiczem, który nazywał pilotów samobójcami i „debeściakami” bez umiejętności? Tego Artymowicza już nie ma w wersji internetowej i tym bardziej medialnej. Profesor Artymowicz, którym się zajmowałem rzetelnie, odebrał jedną wielką naukę, podaną najprostszą dydaktyką.

Zmiana zdania nie wynika z przyzwoitości, refleksji, korekty wywołanej obiektywizmem. Ta zmiana ma jedno podłoże, Artymowicz dostał w zadek bez litości, za brednie, potwarze i pomówienia. Tylko to go nauczyło i przestraszyło i tylko dzięki temu mamy w niszowych mediach pożyteczny przekaz podany przez Artymowicza. Przestraszony, sponiewierany, siłą nauczony rozumu i przyzwoitości, profesor Artymowicz oświadczył, że pan Lasek, którego rozumu i przyzwoitości, tą samą metodą dopiero trzeba nauczyć, zagalopował się w ocenie umiejętności pilotów. Artymowicz był tak przestraszony i nauczony, że dodał coś jeszcze, zmieniło mu się z samobójców na: „BARDZO DOBRZE WYKONANE MANEWRY I ZROBIENIE WSZYSTKIEGO CO SIĘ DAŁO”. Wprawdzie dodał, że jego zdaniem załoga podjęła działanie za późno, ale czy to może odebrać satysfakcję z dobrze wykonanej pracy dydaktycznej? Wszyscy, którzy pytali ile można się zajmować Artymowiczem, czy podobnym Laskiem, mają odpowiedź. Do skutku, do pożytku. Gdyby nie nauczony Artymowicz, Łoziński i teraz Lasek, mielibyśmy bezkarność całej setki naśladowców, którzy widzą jak łatwo zostać gwiazdą w Polsacie, czy Radio Zet. Łoziński, Artymowicz i za chwilę Lasek daliby wiele, żeby cofnąć czas, ten podły czas, w którym się skompromitowali. Mylą się pesymiści, gdy twierdzą, że polemizowanie z takimi ludźmi nie ma sensu, ma olbrzymi sens, ale trzeba umieć dobrać narzędzia, trzeba się odważyć na adekwatne środki perswazji i a propos mam nowy środek dla Artymowicza.
Uczciwa propozycja wiązana, zapomnę, Artymowicz, o twoich motywacjach i wychowaniu w specyficznym klimacie, nawet wezwany na świadka do prokuratury powiem coś o emocjach i konfabulacjach, nie takie rzeczy w Internecie się zdarzają. Warunek panie Artymowicz jest jeden: „daj mi szansę, zachowuj się Artymowicz przyzwoicie i rozumnie, bo jak widać na krótką chwilę potrafisz”. Sprawdzam czy potrafisz na dłużej i czy tylko pod batem, czy może zadziała marchewka, a z czasem po prostu wejdzie ci w krew, rozum i przyzwoitość. W przeciwieństwie do ciebie i klimatu w jakim się wychowałeś, mnie nie bawi gnojenie ludzi i parcie na szkło, za to w obronie własnej i bezbronnych potrafię więcej, niż ty Artymowicz na oślep atakując. Nawet kolejne zaproszenie do Polsatu ci prześle, w końcu jesteś zarejestrowanym Użytkownikiem Portalu, byle był z tego pożytek. Przestań Artymowicz kłamać, konfabulować, deprecjonować, zmyślać i popisywać się jak dzieciak, zacznij myśleć i polemizować przyzwoicie, a wszystko się ułoży. Zanim cię poniesie ambicja, wsiądź do awionetki, pofruwaj i przemyśl na spokojnie. Masz szansę zostać prawdziwą i szanowaną gwiazdą, receptę wyłożyłem ci na tacy, u Lisa się stoczysz. Myślisz póki co, tak sobie, ale jakiś instynkt chyba masz i musisz widzieć, że się sypie nie tylko Smoleńsk radziecki, ale całe to towarzycho. Byłbyś Artymowicz pierwszym inteligentnym, gdybyś z tej krypy zawinął nogi, taki potencjał w tobie widzę. Pofruwaj, przemyśl.

PS Zastanawiałeś się, Artymowicz, dlaczego zaliczyłeś bodaj trzeci występ telewizyjny i nawet nie robisz za Łozińskiego? W sensie anonimowy jesteś? Pogłówkuj i nad tym, bo wbrew twoim niepokojom i niecierpliwości, to twój jedyny kapitał, ostatni moment kiedy możesz wyjść na człowieka.

Reklama

45 KOMENTARZE

    • Zwróć uwagę Kocie, że pod wpisem pana profesora
      od fizyki smoleńskiej, ktoś powraca do kwestii linii napowietrznej 6kV uszkodzonej przez – cytat z raportu:
      linia energetyczna została zerwana nie bezpośrednio przez samolot, ale przez konary drzew odłamanych kilkanaście metrów wcześniej i przemieszczonych zgodnie z kierunkiem lotu samolotu”. Były to spadające, a nawet latające konary radzieckiej sekwoi, której wysokość znacznie przewyższa amerykańskie, i to nawet 5-6 razy. Bo jak wiadomo, feralny tupolew był wtedy(8.39.35) 528 m nad poziomem pasa.
      Ale to są duperele – których wyjaśnienie jest arcyboleśnie proste.

      • Tylko o czym to świadczy?
        a)

        Tylko o czym to świadczy?

        a) Spieprzona mistyfikacja
        b) Fałszowany czas zapisów ze skrzynek
        c) No i jak chcą druidzi brzozowi “burdel w ruskiej elektrowni”.

        Co by nie było, jak zwykle nikt się tym wątkiem poważnie nie zajął, nikt poza wariatami.

        • Każda hipoteza jest tak mocna jak,jej, najsłabsze ogniwo
          więc powinien, pan profesor, swoim ścisłym umysłem, drążyć takie ,,odkrycia”. A przecież pan profesor widział General Grant tree.
          Ale to są arcyboleśnie proste szczegóły. Jak ten, że ani profesor ,,z Kanady” (więc zdeprecjonowany tak samo jak ten ,,z Gwinei”?), ani pan inżynier Lasek(Mamoń?) nie przeczytali instrukcji użytkowania Tu-154M.
          Szkoda, że nie spotkałeś się z panem Artymowiczem w studiu Polsatu. Jednym zdaniem byś go załatwił. Na oczach całej Polski. Żadnym tupolewem ani brzozą.
          9/11 – żeby objaśnił collapse z prędkością swobodnego spadku. Zamieniamy się w słuch.

          • Sądzę, że wątpię. W
            Sądzę, że wątpię. W przeciwieństwie do wielu wyrywnych, nie pcham się tam, gdzie nie czuję się na siłach i emocjach. W takiej typowej rozmowie z Olejnik, czy innym Morozowskim, zwyczajnie bym wstał jebnął szklanką wody i wyszedł. We mnie ten prowincjonalny teatr medialny pobudza atawizmy. Trzeba umieć grać wśród tych fordanserów. Moje myślenie jest inne, potrzebuję innych warunków, żeby wyłowić sedno, zresztą w medialnych warunkach można jedynie wyłowić bejsbola z kisielu albo udawać taką ciotkę jak profesor białoruski. Na marginesie, który jest sednem zarówno Kaczyński jak i Artymowicz jadą tym samym idiotycznym patentem. Tak samo da się porównać uderzenie w WTC, a ja jestem na tyle oszołomiony, że nie wierzę w uderzenie samolotu, jak da się porównać DC-7 z czterema silnikami, o połowę lżejszy złom uderzający po twardym lądowaniu w fundamenty słupów. Pomyślmy chwilę i wyjdzie nam, że profile aluminiowe są zdecydowanie łatwiejsze do pokonania niż brzoza. Natomiast walenie w stalową konstrukcję WTC z domniemanego Boeinga jest trochę helem. Obłęd polega na tym, że po obu stronach (błagam, żeby mnie nie gnoić symetrią) pojawiają się takie perełki. I o ile Kaczyńskiego wraz z prowokowanymi Polakami można zrozumieć, o tyle czynniki oficjalne robią ten syf z pełną skurwysyńską premedytacją. Jak dla mnie Macierewicz jest bardzo blisko prawdy, mimo tendencji do sensacji, czemu też się nie dziwię. MAK i Miller to makulatura, z drugiej strony niejakiego FYM-a powiesiłbym za jaja, jeśli to nie jest ruski prowokator, to jest idiotą, niestety pożytecznym. Na mój rozum tylko ludzie z zewnątrz są w stanie zbadać przyczyny solidnie. Dalej mam wątpliwości co do zamachu, ale wyeliminowanie tego wątku jest zwyczajnym sabotażem. Tak sobie pomyślałem, co by się stało, gdyby się okazało, że jednak “debeściaki” były tyle, że w JAK-u i jako dowód na fałszowanie czarnych skrzynek TU 154M. Jeden wieki pierdolec by był, “debeściakowi” szaleliby ze szczęścia i ludzie od Macierewicza również. Pat zupełny, ten sadystyczny paradoks pokazuje, że profesjonalnie skurwysyńska robota została wykonana perfekcyjnie.

          • Nie ma tu żadnej sprzeczności
            najlepsi giną w najbardziej idotyczny sposób. Poza tym – prawie każdy wypadek, ex post, jest ,,idiotyczny” albo ,,bezsensowny”. Ale tutaj, po pierwsze, nie było żadnego śledztwa.Po drugie, to wiemy na pewno, była mozolnie prowadzona gra operacyjna, najgorsze, że rusko-polska. Na tym właśnie, najlepiej chyba w Polsce, zna się Antoni Macierewicz. On wie, na pewno, bo wyczytał w oryginalnych, radzieckich dokumentach WSI, że najprostszy zamach ma wyglądać na wypadek lub nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Rola FYM-a jest bardzo pożyteczna. Ma gdzieś wszystkie wersje i stawia bardzo niewygodne pytania – również ,,swoim”, a może przede wszystkim. Bo nie kto inny jak stado idiotów z Kancelarii Prezydenta wspomogło sowieciarzy najbardziej. Wierzyć się nie chce, kogo zatrudniał Lech Kaczyński. Poczytaj zeznania Sasina i Wierzchowskiego. Do tego brak (oficjalnego) filmu i fotografii z odlotu głowy państwa rankiem 10.04.2010 – gdy Kancelaria wydaje 200 tys. zł na materiały i sprzęt foto – budzić musi zdziwienie. Również wywiad z żoną ś.p. gen. Błasika szokuje jednym zdaniem : późnym wieczorem 9.04. generał dowiaduje się, że Jak 40 z generalicją nie poleci. Kiedy te i sto innych faktów zbierzesz do kupy, masz szkolne przedstawienie ,,gry operacyjne” – dla absolwenta ,,uczelni” w Jasieniewie pod Moskwą. Bez agregatów mgły, bomb etc.
            Wracając zaś do pana Artymowicza, to ciekawa metamorfoza. Medialna.
            Piloci są już naprawdę the best. A katastrofę niech zbadają naukowcy z PAN. Mastodonty socjalizmu realnego – przed którymi uciekł nasz bystry doktor aż do Kanady. To się nazywa pokerowa zagrywka.
            Najgorszy temat dla niego – geniusza w poczekalni sławy – to 9/11. Z dwóch powodów. Amerykańskiego – nie może dać się wpędzić do narożnika dla oszołomów, więc musiałby wyłączyć obszary mózgu odpowiedzialne za myślenie abstrakcyjne. I powtarzać komunały.
            Dwa – z powodów krajowych, a właściwie smoleńskich. Bo gdyby się zawahał w kwestii dwóch wież, to automatycznie zostałby przypisany, ze swoimi teoriami defragmentacji skrzydła i kadłuba, do oszołomów w Polsce. Jako typowy ,,naukowiec z Gwinei”, ale – uwaga – wbrew intencjom wąsatego promotora nauki.
            Zobacz na Palikota albo Niesiołowskiego – w studiu tv już można wszystko. Poza tym, światowej sławy profesor Artymowicz był zagubiony w telewizyjnym studiu, niczym bohaterski pan Józek, co uratował kolegę z jeziora. Cały był skoncentrowany, żeby nie wyglądać na dupka, więc odpowiadał, redaktor Blondynce, niczym nauczyciel fizyki z podstawowej szkoły. Zamiast ją epatować swoimi przelotami nad Golden Gate.

          • Dziś jestem wyluzowany jak
            Dziś jestem wyluzowany jak kaczka, dlatego tylko jeden wątek. Zgoda, te pytania FYM-a, o których wspominasz jak najbardziej na miejscu, bardzo ważne. Tylko zauważ, co dalej? Przede wszystkim walka z Macierewiczem i to raz. Po drugie, chociaż po pierwsze – maskirowka, a w najbardziej “radosnych” wersjach – oni żyją. Co Ci to przypomina? Bo mnie to, co Macierewiczowi stoi przed oczami, po lekturze oryginalnych raportów KGB. Prawda pomieszana z tak popieprzoną fantazją, że całość można sprzedać 1%, a skompromitować 100%. Ruscy, to nie są idioci, to są profesjonaliści, minimalizują ryzyko, nie piszą kolejnego bestsellera “Polowanie na Czerwony Październik”. Jeśli to był zamach, a podejrzewam, że mógł być, to na 100% skorzystano z okazji, na kolejnych etapach upierdalania Kaczyńskiego, a nie był to misterny plan, w stylu ET “fon hołm”. Popatrz na Dniepropietrowsk, masz tam jakieś fajerwerki? Proste środki, wręcz prostackie i osiągnięty cel, który nawet Migalski zauważył.

          • Przecież nawet słowem nie wspominam o misternej teorii
            FYM-a, a raczej wytworze chorej wyobraźni(teraz jest chyba na etapie dopisywania Macierewicza do spisku). Więc niejako przy okazji, FYM opisuje kilka ciekawych zjawisk. Na które CAŁA RESZTA zasunęła gomułkowską ,,zasłonę milczenia”. Czytając uważnie zeznania naocznych swiadków, ,,odkrywamy” oczywiste oczywistości. Nie było żadnej akcji ratowniczej. Nie było kolumny samochodów dla polskiej delegacji(protokół dyplomatyczny!).Był Bahr, jeden ruski agent z polskiej ambasady w Moskwie(teraz się procesuje z C.Gmyzem) oraz kilku idiotów z Kancelarii Prezydenta. Wygląda to tak, jakby ruscy wiedzieli, że nikt,żywy, nie wyląduje. Gdy, w tym samym czasie, buda z Krasnokutskim i Ryżenką sprowadzała tupolewa w błoto.
            Jednak proponowałbym skupić się na roli naszych, polskich, wspólników Diabła. Albo tylko Komorowskiego, który błyskawicznie i bez żadnych oporów, ze strony ,,oddanych i wiernych” współpracowników Lecha Kaczyńskiego, przejął władzę.
            Pamiętasz może, bo wszyscy zapomnieli albo udają, kto powołał Komisję Państwową d/s wyjaśnienia katstrofy Tu154M? Prezydent Federacji Rosyjskiej, a przewodnictwo objął W.Putin. Czytałeś może raport takiej komisji albo słyszałeś o jej pracach? Ta komisja zleciła MAK-owi tylko badania techniczne, nic ponadto. Więc nawet formalnie, to wszystko jest lipą.
            Wykluczając nawet wszelkie świadome i zaplanowane działania sowieckich czekistów, mamy arcyciekawą historię z prognozą pogody dla lotniska Smoleńsk-Północny. Złamane zostały ROSYJSKIE procedury , bo minimum pogodowe wynosi 100×1000 (dla Tu154M 100×1200),więc lotnisko powinno zostać zamknięte. Ciekawostką, z tym związaną, jest fakt wyrzucenia z Moskwy(przez Klicha?) tego z naszych ekspertów, który od razu postawił taki zarzut Rosjanom. Więc nawet plan minimum się nie powiódł. Który był chyba taki : po pałam. Rozłożymy winę, w zamian za publiczne uściski i ,,pełne zaufanie”.
            Czekiści odmówili przyjęcia choćby 1% winy, na co polskie dziadostwo, wyuoczone ,,ruki pa szwam” – ochoczo przystało. W żadnej nowej komisji, jeżeli jakimś cudem powstanie, nie może być żadnego naszego ,,wojskowego eksperta”. To są albo wychowani ,,na najlepszych radzieckich wzorcach”, albo przez takich ,,po radzieckich szkoleniach”. Coś jak nasza policja – na milicyjnych wzorcach z milicyjną KG.
            Szczytem degrengolady i potwierdzeniem najgorszych podejrzeń, będzie uroczyste zakończenie smoleńskiego ,,śledztwa” bez materialnych dowodów, bez rosyjskich dokumentówi zeznań świadków. Moskiewscy szachiści prowadzą teraz swoją dziwną grę, polegającą, z grubsza, na ,,może wysadziliśmy ten samolot, i co?”

          • Wszystko prawda. W przypadku
            Wszystko prawda. W przypadku Smoleńska, to Ty miałeś więcej odwagi i rozumu niż ja. Mnie chodziły po łbie proste wyjaśnienia: “burdel”. I nadal tego nie wykluczam, co więcej ten element w każdym wyjaśnieniu będzie żył. Ruscy cokolwiek zrobili popełnili tyle błędów, że w nie w Polsce, nie mieliby szans – wyjaśnienie skończyłoby się koreańskim pasażerskim. Pisałem o czymś innym, a mianowicie o tym, żeby nie wspierać teorii, które w detalach poruszają ważne tematy, a w generalnym wniosku są najzwyklejszym… szajsem. Ważne jest, żeby ten detal od hurtu oddzielać. Przełomem jest: Binienda, Nowaczyk, Szuladziński, Czachor. Tym argumentom nie zrobiono najmniejszej krzywdy, bo przecież Łoziński, czy Artymowicz są komedią.

          • Tylko, że każdy ma swojego ,,konika”
            albo – zajoba, mówiąc brutalnie. I nawet wybitnym naukowcom, a może im szczególnie, przytrafia się ,,skrzywienie”. Metodologiczne, narzędziowe, wreszcie – polityczne. I dlatego przykład Smoleńska jest fascynujący.
            Jak wcześniej – 9/11, który przegapiłem, bo byłem innej wiary. A tak się właśnie ,,kupuje” różne, dziwne, wielkie tragedie. Doskonale znasz ten mechanizm. Niby prosty, a…
            Wracając do meritum – każdy uparty i bezkompromisowy badacz odkryje jakiś, często inny, kawałek prawdy. Składając je razem, uzyskamy wynik pracy zespołowej, zespołu, który nigdy i na żadnych warunkach, nie podjąłby współpracy. Poza tym, ogarniając to wszystko chłodnym rozumem, jest tyle zagadkowych zdarzeń (jak ten kadłub rozerwany na tysiące kawałków), że nie można nikogo wykluczać, ani żadnej teorii wyśmiewać. Z wyjątkiem lądowania na innym lotnisku(na innej planecie?) i tam – radzieckiego ,,dogowora”, z naganem. Może chodzi o sprzedanie odjechanego scenariusza? Bo historia, która lada dzień wejdzie do szkół też będzie na tą modłę.
            Kiedy opadnie kurz i wszystkie emocje, a głos upartych analityków przebije się do reszty myślących Polaków, przypomnij naszą listę smoleńskich kłamstw. Bo to jest takie minimum, na bazie którego można coś ustalić. Albo nazwać przyczyny. Pierwsza, poza wszelką dyskusją, to jest prognoza pogody niedostępna(wbrew polsko-ruskiej umowie z 1993r.) dla Grzywny i Protasiuka, oraz niezamknięcie lotniska w związku z brakiem minimum (o czym zdaje się inż. Lasek zapomniał). Cała reszta jest wtórna. Można ją nazwać ,,zbiegiem niekorzystnych okoliczności” albo, po prostu, grą operacyjną czekistów.
            I na koniec, wyciagniętemu z lamusa Laskowi – o odchodzeniu na wtoroj krug. Tam w ogóle nie padła, w trakcie podchodzenia tupolewa, rosyjska komenda rosyjskiego kierownika strefy lądowania. Taką komendę zna każdy pilot latający na rosyjskie lotniska, ale nasz ,,ekspert” nie ma o tym bladego pojęcia.

          • Dobry przykład z tą listą.
            Dobry przykład z tą listą. Pamiętam swoja asekurację przy listowaniu, ale teraz można sobie ten “raport” kliknąć i nie ma tam nic, co by nie było prawdą. Upieram się, że to robi 1000 razy więcej, niż sensacja, której nie trawię. Chyba wiem co masz na myśli. Lepsza najgłupsza wątpliwość niż najbardziej popularny idiotyzm. Pozornie zgoda, ale najlepsza jest prawda, czyli wszytko, co się wydarzyło. Temu obszarowi badań się poświęcam, na ile potrafię. Gdybym na przykład był takim Artymowiczem i jednocześnie nim nie był, grzebałbym w prawdzie, a nie w gównie. A tak, będąc laikiem, muszę się dokształcać jak człowiek renesansu, ale to wystarcza tylko na obronę, pozwala nie przerobić się na kretyna, niestety na nic więcej.

          • Właśnie do tego zmierzam – żeby się nie zagalopować
            o jedno głupstwo za daleko. Głupstwo jak głupstwo, samo nie jest niczym nadzwyczajnym, ale teoria zbudowana na bzdurach, albo jakiś większy plan – to już prawdziwe nieszczęście. Spójrz na tych, co uwierzyli w Tuska.
            Albo na tych, którzy się dali wciągnąć w oficjalne ,,wyjaśnianie przyczyn katastrofy” – wariują pomału jak płk Klich, albo się pochowali w swoich norach, wraz ze swoimi ,,niezbitymi dowodami”.
            Nie wolno, jednak, nigdy mówić nigdy. Układ się zmieni, ten układ co go nie ma, i może nowi ludzie znajdą nowy sposób na moskiewskich czekistów.
            Panu zaś profesorowi dedykować należy stare angielskie porzekadło – never can tell. Bo może, po głębokiej analizie, i wglądzie w oryginalne dowody z miejsca … katastrofy lotniczej, zmieni zdanie. Jak w kwestii kwalifikacji pilotów.

    • Zwróć uwagę Kocie, że pod wpisem pana profesora
      od fizyki smoleńskiej, ktoś powraca do kwestii linii napowietrznej 6kV uszkodzonej przez – cytat z raportu:
      linia energetyczna została zerwana nie bezpośrednio przez samolot, ale przez konary drzew odłamanych kilkanaście metrów wcześniej i przemieszczonych zgodnie z kierunkiem lotu samolotu”. Były to spadające, a nawet latające konary radzieckiej sekwoi, której wysokość znacznie przewyższa amerykańskie, i to nawet 5-6 razy. Bo jak wiadomo, feralny tupolew był wtedy(8.39.35) 528 m nad poziomem pasa.
      Ale to są duperele – których wyjaśnienie jest arcyboleśnie proste.

      • Tylko o czym to świadczy?
        a)

        Tylko o czym to świadczy?

        a) Spieprzona mistyfikacja
        b) Fałszowany czas zapisów ze skrzynek
        c) No i jak chcą druidzi brzozowi “burdel w ruskiej elektrowni”.

        Co by nie było, jak zwykle nikt się tym wątkiem poważnie nie zajął, nikt poza wariatami.

        • Każda hipoteza jest tak mocna jak,jej, najsłabsze ogniwo
          więc powinien, pan profesor, swoim ścisłym umysłem, drążyć takie ,,odkrycia”. A przecież pan profesor widział General Grant tree.
          Ale to są arcyboleśnie proste szczegóły. Jak ten, że ani profesor ,,z Kanady” (więc zdeprecjonowany tak samo jak ten ,,z Gwinei”?), ani pan inżynier Lasek(Mamoń?) nie przeczytali instrukcji użytkowania Tu-154M.
          Szkoda, że nie spotkałeś się z panem Artymowiczem w studiu Polsatu. Jednym zdaniem byś go załatwił. Na oczach całej Polski. Żadnym tupolewem ani brzozą.
          9/11 – żeby objaśnił collapse z prędkością swobodnego spadku. Zamieniamy się w słuch.

          • Sądzę, że wątpię. W
            Sądzę, że wątpię. W przeciwieństwie do wielu wyrywnych, nie pcham się tam, gdzie nie czuję się na siłach i emocjach. W takiej typowej rozmowie z Olejnik, czy innym Morozowskim, zwyczajnie bym wstał jebnął szklanką wody i wyszedł. We mnie ten prowincjonalny teatr medialny pobudza atawizmy. Trzeba umieć grać wśród tych fordanserów. Moje myślenie jest inne, potrzebuję innych warunków, żeby wyłowić sedno, zresztą w medialnych warunkach można jedynie wyłowić bejsbola z kisielu albo udawać taką ciotkę jak profesor białoruski. Na marginesie, który jest sednem zarówno Kaczyński jak i Artymowicz jadą tym samym idiotycznym patentem. Tak samo da się porównać uderzenie w WTC, a ja jestem na tyle oszołomiony, że nie wierzę w uderzenie samolotu, jak da się porównać DC-7 z czterema silnikami, o połowę lżejszy złom uderzający po twardym lądowaniu w fundamenty słupów. Pomyślmy chwilę i wyjdzie nam, że profile aluminiowe są zdecydowanie łatwiejsze do pokonania niż brzoza. Natomiast walenie w stalową konstrukcję WTC z domniemanego Boeinga jest trochę helem. Obłęd polega na tym, że po obu stronach (błagam, żeby mnie nie gnoić symetrią) pojawiają się takie perełki. I o ile Kaczyńskiego wraz z prowokowanymi Polakami można zrozumieć, o tyle czynniki oficjalne robią ten syf z pełną skurwysyńską premedytacją. Jak dla mnie Macierewicz jest bardzo blisko prawdy, mimo tendencji do sensacji, czemu też się nie dziwię. MAK i Miller to makulatura, z drugiej strony niejakiego FYM-a powiesiłbym za jaja, jeśli to nie jest ruski prowokator, to jest idiotą, niestety pożytecznym. Na mój rozum tylko ludzie z zewnątrz są w stanie zbadać przyczyny solidnie. Dalej mam wątpliwości co do zamachu, ale wyeliminowanie tego wątku jest zwyczajnym sabotażem. Tak sobie pomyślałem, co by się stało, gdyby się okazało, że jednak “debeściaki” były tyle, że w JAK-u i jako dowód na fałszowanie czarnych skrzynek TU 154M. Jeden wieki pierdolec by był, “debeściakowi” szaleliby ze szczęścia i ludzie od Macierewicza również. Pat zupełny, ten sadystyczny paradoks pokazuje, że profesjonalnie skurwysyńska robota została wykonana perfekcyjnie.

          • Nie ma tu żadnej sprzeczności
            najlepsi giną w najbardziej idotyczny sposób. Poza tym – prawie każdy wypadek, ex post, jest ,,idiotyczny” albo ,,bezsensowny”. Ale tutaj, po pierwsze, nie było żadnego śledztwa.Po drugie, to wiemy na pewno, była mozolnie prowadzona gra operacyjna, najgorsze, że rusko-polska. Na tym właśnie, najlepiej chyba w Polsce, zna się Antoni Macierewicz. On wie, na pewno, bo wyczytał w oryginalnych, radzieckich dokumentach WSI, że najprostszy zamach ma wyglądać na wypadek lub nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Rola FYM-a jest bardzo pożyteczna. Ma gdzieś wszystkie wersje i stawia bardzo niewygodne pytania – również ,,swoim”, a może przede wszystkim. Bo nie kto inny jak stado idiotów z Kancelarii Prezydenta wspomogło sowieciarzy najbardziej. Wierzyć się nie chce, kogo zatrudniał Lech Kaczyński. Poczytaj zeznania Sasina i Wierzchowskiego. Do tego brak (oficjalnego) filmu i fotografii z odlotu głowy państwa rankiem 10.04.2010 – gdy Kancelaria wydaje 200 tys. zł na materiały i sprzęt foto – budzić musi zdziwienie. Również wywiad z żoną ś.p. gen. Błasika szokuje jednym zdaniem : późnym wieczorem 9.04. generał dowiaduje się, że Jak 40 z generalicją nie poleci. Kiedy te i sto innych faktów zbierzesz do kupy, masz szkolne przedstawienie ,,gry operacyjne” – dla absolwenta ,,uczelni” w Jasieniewie pod Moskwą. Bez agregatów mgły, bomb etc.
            Wracając zaś do pana Artymowicza, to ciekawa metamorfoza. Medialna.
            Piloci są już naprawdę the best. A katastrofę niech zbadają naukowcy z PAN. Mastodonty socjalizmu realnego – przed którymi uciekł nasz bystry doktor aż do Kanady. To się nazywa pokerowa zagrywka.
            Najgorszy temat dla niego – geniusza w poczekalni sławy – to 9/11. Z dwóch powodów. Amerykańskiego – nie może dać się wpędzić do narożnika dla oszołomów, więc musiałby wyłączyć obszary mózgu odpowiedzialne za myślenie abstrakcyjne. I powtarzać komunały.
            Dwa – z powodów krajowych, a właściwie smoleńskich. Bo gdyby się zawahał w kwestii dwóch wież, to automatycznie zostałby przypisany, ze swoimi teoriami defragmentacji skrzydła i kadłuba, do oszołomów w Polsce. Jako typowy ,,naukowiec z Gwinei”, ale – uwaga – wbrew intencjom wąsatego promotora nauki.
            Zobacz na Palikota albo Niesiołowskiego – w studiu tv już można wszystko. Poza tym, światowej sławy profesor Artymowicz był zagubiony w telewizyjnym studiu, niczym bohaterski pan Józek, co uratował kolegę z jeziora. Cały był skoncentrowany, żeby nie wyglądać na dupka, więc odpowiadał, redaktor Blondynce, niczym nauczyciel fizyki z podstawowej szkoły. Zamiast ją epatować swoimi przelotami nad Golden Gate.

          • Dziś jestem wyluzowany jak
            Dziś jestem wyluzowany jak kaczka, dlatego tylko jeden wątek. Zgoda, te pytania FYM-a, o których wspominasz jak najbardziej na miejscu, bardzo ważne. Tylko zauważ, co dalej? Przede wszystkim walka z Macierewiczem i to raz. Po drugie, chociaż po pierwsze – maskirowka, a w najbardziej “radosnych” wersjach – oni żyją. Co Ci to przypomina? Bo mnie to, co Macierewiczowi stoi przed oczami, po lekturze oryginalnych raportów KGB. Prawda pomieszana z tak popieprzoną fantazją, że całość można sprzedać 1%, a skompromitować 100%. Ruscy, to nie są idioci, to są profesjonaliści, minimalizują ryzyko, nie piszą kolejnego bestsellera “Polowanie na Czerwony Październik”. Jeśli to był zamach, a podejrzewam, że mógł być, to na 100% skorzystano z okazji, na kolejnych etapach upierdalania Kaczyńskiego, a nie był to misterny plan, w stylu ET “fon hołm”. Popatrz na Dniepropietrowsk, masz tam jakieś fajerwerki? Proste środki, wręcz prostackie i osiągnięty cel, który nawet Migalski zauważył.

          • Przecież nawet słowem nie wspominam o misternej teorii
            FYM-a, a raczej wytworze chorej wyobraźni(teraz jest chyba na etapie dopisywania Macierewicza do spisku). Więc niejako przy okazji, FYM opisuje kilka ciekawych zjawisk. Na które CAŁA RESZTA zasunęła gomułkowską ,,zasłonę milczenia”. Czytając uważnie zeznania naocznych swiadków, ,,odkrywamy” oczywiste oczywistości. Nie było żadnej akcji ratowniczej. Nie było kolumny samochodów dla polskiej delegacji(protokół dyplomatyczny!).Był Bahr, jeden ruski agent z polskiej ambasady w Moskwie(teraz się procesuje z C.Gmyzem) oraz kilku idiotów z Kancelarii Prezydenta. Wygląda to tak, jakby ruscy wiedzieli, że nikt,żywy, nie wyląduje. Gdy, w tym samym czasie, buda z Krasnokutskim i Ryżenką sprowadzała tupolewa w błoto.
            Jednak proponowałbym skupić się na roli naszych, polskich, wspólników Diabła. Albo tylko Komorowskiego, który błyskawicznie i bez żadnych oporów, ze strony ,,oddanych i wiernych” współpracowników Lecha Kaczyńskiego, przejął władzę.
            Pamiętasz może, bo wszyscy zapomnieli albo udają, kto powołał Komisję Państwową d/s wyjaśnienia katstrofy Tu154M? Prezydent Federacji Rosyjskiej, a przewodnictwo objął W.Putin. Czytałeś może raport takiej komisji albo słyszałeś o jej pracach? Ta komisja zleciła MAK-owi tylko badania techniczne, nic ponadto. Więc nawet formalnie, to wszystko jest lipą.
            Wykluczając nawet wszelkie świadome i zaplanowane działania sowieckich czekistów, mamy arcyciekawą historię z prognozą pogody dla lotniska Smoleńsk-Północny. Złamane zostały ROSYJSKIE procedury , bo minimum pogodowe wynosi 100×1000 (dla Tu154M 100×1200),więc lotnisko powinno zostać zamknięte. Ciekawostką, z tym związaną, jest fakt wyrzucenia z Moskwy(przez Klicha?) tego z naszych ekspertów, który od razu postawił taki zarzut Rosjanom. Więc nawet plan minimum się nie powiódł. Który był chyba taki : po pałam. Rozłożymy winę, w zamian za publiczne uściski i ,,pełne zaufanie”.
            Czekiści odmówili przyjęcia choćby 1% winy, na co polskie dziadostwo, wyuoczone ,,ruki pa szwam” – ochoczo przystało. W żadnej nowej komisji, jeżeli jakimś cudem powstanie, nie może być żadnego naszego ,,wojskowego eksperta”. To są albo wychowani ,,na najlepszych radzieckich wzorcach”, albo przez takich ,,po radzieckich szkoleniach”. Coś jak nasza policja – na milicyjnych wzorcach z milicyjną KG.
            Szczytem degrengolady i potwierdzeniem najgorszych podejrzeń, będzie uroczyste zakończenie smoleńskiego ,,śledztwa” bez materialnych dowodów, bez rosyjskich dokumentówi zeznań świadków. Moskiewscy szachiści prowadzą teraz swoją dziwną grę, polegającą, z grubsza, na ,,może wysadziliśmy ten samolot, i co?”

          • Wszystko prawda. W przypadku
            Wszystko prawda. W przypadku Smoleńska, to Ty miałeś więcej odwagi i rozumu niż ja. Mnie chodziły po łbie proste wyjaśnienia: “burdel”. I nadal tego nie wykluczam, co więcej ten element w każdym wyjaśnieniu będzie żył. Ruscy cokolwiek zrobili popełnili tyle błędów, że w nie w Polsce, nie mieliby szans – wyjaśnienie skończyłoby się koreańskim pasażerskim. Pisałem o czymś innym, a mianowicie o tym, żeby nie wspierać teorii, które w detalach poruszają ważne tematy, a w generalnym wniosku są najzwyklejszym… szajsem. Ważne jest, żeby ten detal od hurtu oddzielać. Przełomem jest: Binienda, Nowaczyk, Szuladziński, Czachor. Tym argumentom nie zrobiono najmniejszej krzywdy, bo przecież Łoziński, czy Artymowicz są komedią.

          • Tylko, że każdy ma swojego ,,konika”
            albo – zajoba, mówiąc brutalnie. I nawet wybitnym naukowcom, a może im szczególnie, przytrafia się ,,skrzywienie”. Metodologiczne, narzędziowe, wreszcie – polityczne. I dlatego przykład Smoleńska jest fascynujący.
            Jak wcześniej – 9/11, który przegapiłem, bo byłem innej wiary. A tak się właśnie ,,kupuje” różne, dziwne, wielkie tragedie. Doskonale znasz ten mechanizm. Niby prosty, a…
            Wracając do meritum – każdy uparty i bezkompromisowy badacz odkryje jakiś, często inny, kawałek prawdy. Składając je razem, uzyskamy wynik pracy zespołowej, zespołu, który nigdy i na żadnych warunkach, nie podjąłby współpracy. Poza tym, ogarniając to wszystko chłodnym rozumem, jest tyle zagadkowych zdarzeń (jak ten kadłub rozerwany na tysiące kawałków), że nie można nikogo wykluczać, ani żadnej teorii wyśmiewać. Z wyjątkiem lądowania na innym lotnisku(na innej planecie?) i tam – radzieckiego ,,dogowora”, z naganem. Może chodzi o sprzedanie odjechanego scenariusza? Bo historia, która lada dzień wejdzie do szkół też będzie na tą modłę.
            Kiedy opadnie kurz i wszystkie emocje, a głos upartych analityków przebije się do reszty myślących Polaków, przypomnij naszą listę smoleńskich kłamstw. Bo to jest takie minimum, na bazie którego można coś ustalić. Albo nazwać przyczyny. Pierwsza, poza wszelką dyskusją, to jest prognoza pogody niedostępna(wbrew polsko-ruskiej umowie z 1993r.) dla Grzywny i Protasiuka, oraz niezamknięcie lotniska w związku z brakiem minimum (o czym zdaje się inż. Lasek zapomniał). Cała reszta jest wtórna. Można ją nazwać ,,zbiegiem niekorzystnych okoliczności” albo, po prostu, grą operacyjną czekistów.
            I na koniec, wyciagniętemu z lamusa Laskowi – o odchodzeniu na wtoroj krug. Tam w ogóle nie padła, w trakcie podchodzenia tupolewa, rosyjska komenda rosyjskiego kierownika strefy lądowania. Taką komendę zna każdy pilot latający na rosyjskie lotniska, ale nasz ,,ekspert” nie ma o tym bladego pojęcia.

          • Dobry przykład z tą listą.
            Dobry przykład z tą listą. Pamiętam swoja asekurację przy listowaniu, ale teraz można sobie ten “raport” kliknąć i nie ma tam nic, co by nie było prawdą. Upieram się, że to robi 1000 razy więcej, niż sensacja, której nie trawię. Chyba wiem co masz na myśli. Lepsza najgłupsza wątpliwość niż najbardziej popularny idiotyzm. Pozornie zgoda, ale najlepsza jest prawda, czyli wszytko, co się wydarzyło. Temu obszarowi badań się poświęcam, na ile potrafię. Gdybym na przykład był takim Artymowiczem i jednocześnie nim nie był, grzebałbym w prawdzie, a nie w gównie. A tak, będąc laikiem, muszę się dokształcać jak człowiek renesansu, ale to wystarcza tylko na obronę, pozwala nie przerobić się na kretyna, niestety na nic więcej.

          • Właśnie do tego zmierzam – żeby się nie zagalopować
            o jedno głupstwo za daleko. Głupstwo jak głupstwo, samo nie jest niczym nadzwyczajnym, ale teoria zbudowana na bzdurach, albo jakiś większy plan – to już prawdziwe nieszczęście. Spójrz na tych, co uwierzyli w Tuska.
            Albo na tych, którzy się dali wciągnąć w oficjalne ,,wyjaśnianie przyczyn katastrofy” – wariują pomału jak płk Klich, albo się pochowali w swoich norach, wraz ze swoimi ,,niezbitymi dowodami”.
            Nie wolno, jednak, nigdy mówić nigdy. Układ się zmieni, ten układ co go nie ma, i może nowi ludzie znajdą nowy sposób na moskiewskich czekistów.
            Panu zaś profesorowi dedykować należy stare angielskie porzekadło – never can tell. Bo może, po głębokiej analizie, i wglądzie w oryginalne dowody z miejsca … katastrofy lotniczej, zmieni zdanie. Jak w kwestii kwalifikacji pilotów.

    • Zwróć uwagę Kocie, że pod wpisem pana profesora
      od fizyki smoleńskiej, ktoś powraca do kwestii linii napowietrznej 6kV uszkodzonej przez – cytat z raportu:
      linia energetyczna została zerwana nie bezpośrednio przez samolot, ale przez konary drzew odłamanych kilkanaście metrów wcześniej i przemieszczonych zgodnie z kierunkiem lotu samolotu”. Były to spadające, a nawet latające konary radzieckiej sekwoi, której wysokość znacznie przewyższa amerykańskie, i to nawet 5-6 razy. Bo jak wiadomo, feralny tupolew był wtedy(8.39.35) 528 m nad poziomem pasa.
      Ale to są duperele – których wyjaśnienie jest arcyboleśnie proste.

      • Tylko o czym to świadczy?
        a)

        Tylko o czym to świadczy?

        a) Spieprzona mistyfikacja
        b) Fałszowany czas zapisów ze skrzynek
        c) No i jak chcą druidzi brzozowi “burdel w ruskiej elektrowni”.

        Co by nie było, jak zwykle nikt się tym wątkiem poważnie nie zajął, nikt poza wariatami.

        • Każda hipoteza jest tak mocna jak,jej, najsłabsze ogniwo
          więc powinien, pan profesor, swoim ścisłym umysłem, drążyć takie ,,odkrycia”. A przecież pan profesor widział General Grant tree.
          Ale to są arcyboleśnie proste szczegóły. Jak ten, że ani profesor ,,z Kanady” (więc zdeprecjonowany tak samo jak ten ,,z Gwinei”?), ani pan inżynier Lasek(Mamoń?) nie przeczytali instrukcji użytkowania Tu-154M.
          Szkoda, że nie spotkałeś się z panem Artymowiczem w studiu Polsatu. Jednym zdaniem byś go załatwił. Na oczach całej Polski. Żadnym tupolewem ani brzozą.
          9/11 – żeby objaśnił collapse z prędkością swobodnego spadku. Zamieniamy się w słuch.

          • Sądzę, że wątpię. W
            Sądzę, że wątpię. W przeciwieństwie do wielu wyrywnych, nie pcham się tam, gdzie nie czuję się na siłach i emocjach. W takiej typowej rozmowie z Olejnik, czy innym Morozowskim, zwyczajnie bym wstał jebnął szklanką wody i wyszedł. We mnie ten prowincjonalny teatr medialny pobudza atawizmy. Trzeba umieć grać wśród tych fordanserów. Moje myślenie jest inne, potrzebuję innych warunków, żeby wyłowić sedno, zresztą w medialnych warunkach można jedynie wyłowić bejsbola z kisielu albo udawać taką ciotkę jak profesor białoruski. Na marginesie, który jest sednem zarówno Kaczyński jak i Artymowicz jadą tym samym idiotycznym patentem. Tak samo da się porównać uderzenie w WTC, a ja jestem na tyle oszołomiony, że nie wierzę w uderzenie samolotu, jak da się porównać DC-7 z czterema silnikami, o połowę lżejszy złom uderzający po twardym lądowaniu w fundamenty słupów. Pomyślmy chwilę i wyjdzie nam, że profile aluminiowe są zdecydowanie łatwiejsze do pokonania niż brzoza. Natomiast walenie w stalową konstrukcję WTC z domniemanego Boeinga jest trochę helem. Obłęd polega na tym, że po obu stronach (błagam, żeby mnie nie gnoić symetrią) pojawiają się takie perełki. I o ile Kaczyńskiego wraz z prowokowanymi Polakami można zrozumieć, o tyle czynniki oficjalne robią ten syf z pełną skurwysyńską premedytacją. Jak dla mnie Macierewicz jest bardzo blisko prawdy, mimo tendencji do sensacji, czemu też się nie dziwię. MAK i Miller to makulatura, z drugiej strony niejakiego FYM-a powiesiłbym za jaja, jeśli to nie jest ruski prowokator, to jest idiotą, niestety pożytecznym. Na mój rozum tylko ludzie z zewnątrz są w stanie zbadać przyczyny solidnie. Dalej mam wątpliwości co do zamachu, ale wyeliminowanie tego wątku jest zwyczajnym sabotażem. Tak sobie pomyślałem, co by się stało, gdyby się okazało, że jednak “debeściaki” były tyle, że w JAK-u i jako dowód na fałszowanie czarnych skrzynek TU 154M. Jeden wieki pierdolec by był, “debeściakowi” szaleliby ze szczęścia i ludzie od Macierewicza również. Pat zupełny, ten sadystyczny paradoks pokazuje, że profesjonalnie skurwysyńska robota została wykonana perfekcyjnie.

          • Nie ma tu żadnej sprzeczności
            najlepsi giną w najbardziej idotyczny sposób. Poza tym – prawie każdy wypadek, ex post, jest ,,idiotyczny” albo ,,bezsensowny”. Ale tutaj, po pierwsze, nie było żadnego śledztwa.Po drugie, to wiemy na pewno, była mozolnie prowadzona gra operacyjna, najgorsze, że rusko-polska. Na tym właśnie, najlepiej chyba w Polsce, zna się Antoni Macierewicz. On wie, na pewno, bo wyczytał w oryginalnych, radzieckich dokumentach WSI, że najprostszy zamach ma wyglądać na wypadek lub nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Rola FYM-a jest bardzo pożyteczna. Ma gdzieś wszystkie wersje i stawia bardzo niewygodne pytania – również ,,swoim”, a może przede wszystkim. Bo nie kto inny jak stado idiotów z Kancelarii Prezydenta wspomogło sowieciarzy najbardziej. Wierzyć się nie chce, kogo zatrudniał Lech Kaczyński. Poczytaj zeznania Sasina i Wierzchowskiego. Do tego brak (oficjalnego) filmu i fotografii z odlotu głowy państwa rankiem 10.04.2010 – gdy Kancelaria wydaje 200 tys. zł na materiały i sprzęt foto – budzić musi zdziwienie. Również wywiad z żoną ś.p. gen. Błasika szokuje jednym zdaniem : późnym wieczorem 9.04. generał dowiaduje się, że Jak 40 z generalicją nie poleci. Kiedy te i sto innych faktów zbierzesz do kupy, masz szkolne przedstawienie ,,gry operacyjne” – dla absolwenta ,,uczelni” w Jasieniewie pod Moskwą. Bez agregatów mgły, bomb etc.
            Wracając zaś do pana Artymowicza, to ciekawa metamorfoza. Medialna.
            Piloci są już naprawdę the best. A katastrofę niech zbadają naukowcy z PAN. Mastodonty socjalizmu realnego – przed którymi uciekł nasz bystry doktor aż do Kanady. To się nazywa pokerowa zagrywka.
            Najgorszy temat dla niego – geniusza w poczekalni sławy – to 9/11. Z dwóch powodów. Amerykańskiego – nie może dać się wpędzić do narożnika dla oszołomów, więc musiałby wyłączyć obszary mózgu odpowiedzialne za myślenie abstrakcyjne. I powtarzać komunały.
            Dwa – z powodów krajowych, a właściwie smoleńskich. Bo gdyby się zawahał w kwestii dwóch wież, to automatycznie zostałby przypisany, ze swoimi teoriami defragmentacji skrzydła i kadłuba, do oszołomów w Polsce. Jako typowy ,,naukowiec z Gwinei”, ale – uwaga – wbrew intencjom wąsatego promotora nauki.
            Zobacz na Palikota albo Niesiołowskiego – w studiu tv już można wszystko. Poza tym, światowej sławy profesor Artymowicz był zagubiony w telewizyjnym studiu, niczym bohaterski pan Józek, co uratował kolegę z jeziora. Cały był skoncentrowany, żeby nie wyglądać na dupka, więc odpowiadał, redaktor Blondynce, niczym nauczyciel fizyki z podstawowej szkoły. Zamiast ją epatować swoimi przelotami nad Golden Gate.

          • Dziś jestem wyluzowany jak
            Dziś jestem wyluzowany jak kaczka, dlatego tylko jeden wątek. Zgoda, te pytania FYM-a, o których wspominasz jak najbardziej na miejscu, bardzo ważne. Tylko zauważ, co dalej? Przede wszystkim walka z Macierewiczem i to raz. Po drugie, chociaż po pierwsze – maskirowka, a w najbardziej “radosnych” wersjach – oni żyją. Co Ci to przypomina? Bo mnie to, co Macierewiczowi stoi przed oczami, po lekturze oryginalnych raportów KGB. Prawda pomieszana z tak popieprzoną fantazją, że całość można sprzedać 1%, a skompromitować 100%. Ruscy, to nie są idioci, to są profesjonaliści, minimalizują ryzyko, nie piszą kolejnego bestsellera “Polowanie na Czerwony Październik”. Jeśli to był zamach, a podejrzewam, że mógł być, to na 100% skorzystano z okazji, na kolejnych etapach upierdalania Kaczyńskiego, a nie był to misterny plan, w stylu ET “fon hołm”. Popatrz na Dniepropietrowsk, masz tam jakieś fajerwerki? Proste środki, wręcz prostackie i osiągnięty cel, który nawet Migalski zauważył.

          • Przecież nawet słowem nie wspominam o misternej teorii
            FYM-a, a raczej wytworze chorej wyobraźni(teraz jest chyba na etapie dopisywania Macierewicza do spisku). Więc niejako przy okazji, FYM opisuje kilka ciekawych zjawisk. Na które CAŁA RESZTA zasunęła gomułkowską ,,zasłonę milczenia”. Czytając uważnie zeznania naocznych swiadków, ,,odkrywamy” oczywiste oczywistości. Nie było żadnej akcji ratowniczej. Nie było kolumny samochodów dla polskiej delegacji(protokół dyplomatyczny!).Był Bahr, jeden ruski agent z polskiej ambasady w Moskwie(teraz się procesuje z C.Gmyzem) oraz kilku idiotów z Kancelarii Prezydenta. Wygląda to tak, jakby ruscy wiedzieli, że nikt,żywy, nie wyląduje. Gdy, w tym samym czasie, buda z Krasnokutskim i Ryżenką sprowadzała tupolewa w błoto.
            Jednak proponowałbym skupić się na roli naszych, polskich, wspólników Diabła. Albo tylko Komorowskiego, który błyskawicznie i bez żadnych oporów, ze strony ,,oddanych i wiernych” współpracowników Lecha Kaczyńskiego, przejął władzę.
            Pamiętasz może, bo wszyscy zapomnieli albo udają, kto powołał Komisję Państwową d/s wyjaśnienia katstrofy Tu154M? Prezydent Federacji Rosyjskiej, a przewodnictwo objął W.Putin. Czytałeś może raport takiej komisji albo słyszałeś o jej pracach? Ta komisja zleciła MAK-owi tylko badania techniczne, nic ponadto. Więc nawet formalnie, to wszystko jest lipą.
            Wykluczając nawet wszelkie świadome i zaplanowane działania sowieckich czekistów, mamy arcyciekawą historię z prognozą pogody dla lotniska Smoleńsk-Północny. Złamane zostały ROSYJSKIE procedury , bo minimum pogodowe wynosi 100×1000 (dla Tu154M 100×1200),więc lotnisko powinno zostać zamknięte. Ciekawostką, z tym związaną, jest fakt wyrzucenia z Moskwy(przez Klicha?) tego z naszych ekspertów, który od razu postawił taki zarzut Rosjanom. Więc nawet plan minimum się nie powiódł. Który był chyba taki : po pałam. Rozłożymy winę, w zamian za publiczne uściski i ,,pełne zaufanie”.
            Czekiści odmówili przyjęcia choćby 1% winy, na co polskie dziadostwo, wyuoczone ,,ruki pa szwam” – ochoczo przystało. W żadnej nowej komisji, jeżeli jakimś cudem powstanie, nie może być żadnego naszego ,,wojskowego eksperta”. To są albo wychowani ,,na najlepszych radzieckich wzorcach”, albo przez takich ,,po radzieckich szkoleniach”. Coś jak nasza policja – na milicyjnych wzorcach z milicyjną KG.
            Szczytem degrengolady i potwierdzeniem najgorszych podejrzeń, będzie uroczyste zakończenie smoleńskiego ,,śledztwa” bez materialnych dowodów, bez rosyjskich dokumentówi zeznań świadków. Moskiewscy szachiści prowadzą teraz swoją dziwną grę, polegającą, z grubsza, na ,,może wysadziliśmy ten samolot, i co?”

          • Wszystko prawda. W przypadku
            Wszystko prawda. W przypadku Smoleńska, to Ty miałeś więcej odwagi i rozumu niż ja. Mnie chodziły po łbie proste wyjaśnienia: “burdel”. I nadal tego nie wykluczam, co więcej ten element w każdym wyjaśnieniu będzie żył. Ruscy cokolwiek zrobili popełnili tyle błędów, że w nie w Polsce, nie mieliby szans – wyjaśnienie skończyłoby się koreańskim pasażerskim. Pisałem o czymś innym, a mianowicie o tym, żeby nie wspierać teorii, które w detalach poruszają ważne tematy, a w generalnym wniosku są najzwyklejszym… szajsem. Ważne jest, żeby ten detal od hurtu oddzielać. Przełomem jest: Binienda, Nowaczyk, Szuladziński, Czachor. Tym argumentom nie zrobiono najmniejszej krzywdy, bo przecież Łoziński, czy Artymowicz są komedią.

          • Tylko, że każdy ma swojego ,,konika”
            albo – zajoba, mówiąc brutalnie. I nawet wybitnym naukowcom, a może im szczególnie, przytrafia się ,,skrzywienie”. Metodologiczne, narzędziowe, wreszcie – polityczne. I dlatego przykład Smoleńska jest fascynujący.
            Jak wcześniej – 9/11, który przegapiłem, bo byłem innej wiary. A tak się właśnie ,,kupuje” różne, dziwne, wielkie tragedie. Doskonale znasz ten mechanizm. Niby prosty, a…
            Wracając do meritum – każdy uparty i bezkompromisowy badacz odkryje jakiś, często inny, kawałek prawdy. Składając je razem, uzyskamy wynik pracy zespołowej, zespołu, który nigdy i na żadnych warunkach, nie podjąłby współpracy. Poza tym, ogarniając to wszystko chłodnym rozumem, jest tyle zagadkowych zdarzeń (jak ten kadłub rozerwany na tysiące kawałków), że nie można nikogo wykluczać, ani żadnej teorii wyśmiewać. Z wyjątkiem lądowania na innym lotnisku(na innej planecie?) i tam – radzieckiego ,,dogowora”, z naganem. Może chodzi o sprzedanie odjechanego scenariusza? Bo historia, która lada dzień wejdzie do szkół też będzie na tą modłę.
            Kiedy opadnie kurz i wszystkie emocje, a głos upartych analityków przebije się do reszty myślących Polaków, przypomnij naszą listę smoleńskich kłamstw. Bo to jest takie minimum, na bazie którego można coś ustalić. Albo nazwać przyczyny. Pierwsza, poza wszelką dyskusją, to jest prognoza pogody niedostępna(wbrew polsko-ruskiej umowie z 1993r.) dla Grzywny i Protasiuka, oraz niezamknięcie lotniska w związku z brakiem minimum (o czym zdaje się inż. Lasek zapomniał). Cała reszta jest wtórna. Można ją nazwać ,,zbiegiem niekorzystnych okoliczności” albo, po prostu, grą operacyjną czekistów.
            I na koniec, wyciagniętemu z lamusa Laskowi – o odchodzeniu na wtoroj krug. Tam w ogóle nie padła, w trakcie podchodzenia tupolewa, rosyjska komenda rosyjskiego kierownika strefy lądowania. Taką komendę zna każdy pilot latający na rosyjskie lotniska, ale nasz ,,ekspert” nie ma o tym bladego pojęcia.

          • Dobry przykład z tą listą.
            Dobry przykład z tą listą. Pamiętam swoja asekurację przy listowaniu, ale teraz można sobie ten “raport” kliknąć i nie ma tam nic, co by nie było prawdą. Upieram się, że to robi 1000 razy więcej, niż sensacja, której nie trawię. Chyba wiem co masz na myśli. Lepsza najgłupsza wątpliwość niż najbardziej popularny idiotyzm. Pozornie zgoda, ale najlepsza jest prawda, czyli wszytko, co się wydarzyło. Temu obszarowi badań się poświęcam, na ile potrafię. Gdybym na przykład był takim Artymowiczem i jednocześnie nim nie był, grzebałbym w prawdzie, a nie w gównie. A tak, będąc laikiem, muszę się dokształcać jak człowiek renesansu, ale to wystarcza tylko na obronę, pozwala nie przerobić się na kretyna, niestety na nic więcej.

          • Właśnie do tego zmierzam – żeby się nie zagalopować
            o jedno głupstwo za daleko. Głupstwo jak głupstwo, samo nie jest niczym nadzwyczajnym, ale teoria zbudowana na bzdurach, albo jakiś większy plan – to już prawdziwe nieszczęście. Spójrz na tych, co uwierzyli w Tuska.
            Albo na tych, którzy się dali wciągnąć w oficjalne ,,wyjaśnianie przyczyn katastrofy” – wariują pomału jak płk Klich, albo się pochowali w swoich norach, wraz ze swoimi ,,niezbitymi dowodami”.
            Nie wolno, jednak, nigdy mówić nigdy. Układ się zmieni, ten układ co go nie ma, i może nowi ludzie znajdą nowy sposób na moskiewskich czekistów.
            Panu zaś profesorowi dedykować należy stare angielskie porzekadło – never can tell. Bo może, po głębokiej analizie, i wglądzie w oryginalne dowody z miejsca … katastrofy lotniczej, zmieni zdanie. Jak w kwestii kwalifikacji pilotów.

  1. Zadałem sobie trud i
    Zadałem sobie trud i przeczytałem wywiad z profesorem na pewnym dużym portalu. Przeciętny zjadacz chleba nie zrozumie z niego prawie nic i tak też było w moim przypadku. Rozmowa jest przeprowadzona takim językiem “Gdybym miał sam przeprowadzić podobne obliczenia, dla sprawdzenia obliczeń metodą elementów skończonych (MES) stosowaną przez zespół zastosowałbym zapewne nowszy i bardziej właściwy jej wariant, zwany metodą rozmytych elementów skończonych (Smoothed-FEM). LS-DYNA nie jest bowiem w stanie dokładnie symulować tak mocno odkształconej siatki elementów, że aż przeczy to założeniom standardowej metody MES. “ Zastanawia mnie po co przeprowadza się tego typu wywiady, skoro słowa prof. Artymowicza może zrozumieć tylko i wyłącznie prof. Binienda? Skąd mam wiedzieć, że profesor nie nabija mnie w butelkę za pomocą “metody rozmytych elementów skończonych”:) Może właśnie o to chodzi abym nic nie zrozumiał, a jedynie zapamiętał, że ów wywiad był przeprowadzony z profesorem, który “mądrze gadał”? Jeżeli taki był cel to prawie się udało 🙂

  2. Zadałem sobie trud i
    Zadałem sobie trud i przeczytałem wywiad z profesorem na pewnym dużym portalu. Przeciętny zjadacz chleba nie zrozumie z niego prawie nic i tak też było w moim przypadku. Rozmowa jest przeprowadzona takim językiem “Gdybym miał sam przeprowadzić podobne obliczenia, dla sprawdzenia obliczeń metodą elementów skończonych (MES) stosowaną przez zespół zastosowałbym zapewne nowszy i bardziej właściwy jej wariant, zwany metodą rozmytych elementów skończonych (Smoothed-FEM). LS-DYNA nie jest bowiem w stanie dokładnie symulować tak mocno odkształconej siatki elementów, że aż przeczy to założeniom standardowej metody MES. “ Zastanawia mnie po co przeprowadza się tego typu wywiady, skoro słowa prof. Artymowicza może zrozumieć tylko i wyłącznie prof. Binienda? Skąd mam wiedzieć, że profesor nie nabija mnie w butelkę za pomocą “metody rozmytych elementów skończonych”:) Może właśnie o to chodzi abym nic nie zrozumiał, a jedynie zapamiętał, że ów wywiad był przeprowadzony z profesorem, który “mądrze gadał”? Jeżeli taki był cel to prawie się udało 🙂

  3. Zadałem sobie trud i
    Zadałem sobie trud i przeczytałem wywiad z profesorem na pewnym dużym portalu. Przeciętny zjadacz chleba nie zrozumie z niego prawie nic i tak też było w moim przypadku. Rozmowa jest przeprowadzona takim językiem “Gdybym miał sam przeprowadzić podobne obliczenia, dla sprawdzenia obliczeń metodą elementów skończonych (MES) stosowaną przez zespół zastosowałbym zapewne nowszy i bardziej właściwy jej wariant, zwany metodą rozmytych elementów skończonych (Smoothed-FEM). LS-DYNA nie jest bowiem w stanie dokładnie symulować tak mocno odkształconej siatki elementów, że aż przeczy to założeniom standardowej metody MES. “ Zastanawia mnie po co przeprowadza się tego typu wywiady, skoro słowa prof. Artymowicza może zrozumieć tylko i wyłącznie prof. Binienda? Skąd mam wiedzieć, że profesor nie nabija mnie w butelkę za pomocą “metody rozmytych elementów skończonych”:) Może właśnie o to chodzi abym nic nie zrozumiał, a jedynie zapamiętał, że ów wywiad był przeprowadzony z profesorem, który “mądrze gadał”? Jeżeli taki był cel to prawie się udało 🙂