Reklama

Pani poseł z PIS, która nazywa się podobnie jak jakieś świąteczne ciasto ( Sernik, czy inny Makowiec ), orzekła, że Palikot się dorobił na oszukiwaniu byłej żony i teraz się chwali forsą.

Pani poseł z PIS, która nazywa się podobnie jak jakieś świąteczne ciasto ( Sernik, czy inny Makowiec ), orzekła, że Palikot się dorobił na oszukiwaniu byłej żony i teraz się chwali forsą. Nie znam stanu cywilnego pani poseł, nie zdziwiłbym się, gdyby sama była po bożemu i po katolicku rozwiedziona jak Gosiewski, być może nie jest, w każdym razie ja dzisiaj nie o tym. Dzisiaj będzie merytorycznie i bez przytyków personalnych, nikogo nie spałuję bejzbolem, ani nie zaleję jadem nienawiści. Nie będzie o tym kto mówił, tylko o tym co powiedział.

Pani poseł powiedziała mniej więcej tak: "ten Palikot to forsą szpanuje, że wykupi Ziobrę i odstawi go do muzeum, a skąd on to ma? Nakradł się na krzywdzie biednej żony, rozwodniczki". Nie wiem jak Wam, mi takie słowa przypominają typowo popegeerowskie domysły. Panie, skąd ten somsiad ma na to, żeby chałupę odremontować? Przecie z nieba nikomu nie leci, a jakby uczciwie pracował, jako i my, w imię pańskie na ławce pod sklepem, to by przecie ni mioł na te wszystkie farby, łokna i auto chce se kupić. Na naszej krzywdzie się nachapał dziad jeden, na krzywdzie naszej, panie kochanieńki, nakradł się i za naszo krwawice, pod sklepem przepijano, byndzie se dom remontował. Tak jak niedawno chwaliłem Polskę za sukcesy, tak dziś zganię Polaków za durne, socjalistyczne myślenie. Ma być po równo, wszyscy mają mieć tyle samo i być tacy sami, jak ktoś ma więcej, to trzeba stwierdzić, że to złodziej. Kupno nowego wibratora, czy zrobienie w mieszkaniu Ziobry muzeum IV RP to złodziejstwo, branie zasiłków dla bezrobotnych połączone z jednoczesną pracą na czarno to zaradność. Radzić sobie trzeba, od pracy to garb wyrośnie i odciski się porobią, bo przecież my, uczciwie kombinując nic z tego nie mamy, a taki Nowak to niby ma coś mieć? Z kradziejstwa ma, to prawda objawiona, z nią się nie dyskutuje, każdy kto ma lepiej to złodziej, tak nam dopomóż Bóg. Oto katechizm przeciętnego Polaka.

Prawda jest jak zwykle dużo mniej widowiskowa niż teorie spiskowe na temat nowych okien sąsiada. Sąsiad ma nowe okna, bo sobie na te okna zapracował i zarobił. Dlaczego do przeciętnego Polaka to nie dociera? Bo przeciętny Polak nie wyrósł jeszcze z mentalności socjalizmu, gdzie państwo każdemu dało i nie było nierówności, każdy był jednakowo biedny, oprócz sekretarzy i esbeków rzecz jasna, ale wiadomo, że władza to zawsze kradnie. Nagle socjalizm się skończył, ludzka przedsiębiorczość została uwolniona. Jedni wykorzystali nowy system, założyli własne sklepiki, kioski, warsztaty, kawiarnie, niektórzy zaczynali wychodząc ze straganami na ulicę, czy na targ i handlując czym popadnie. Każdy się jakoś na tym dorobił, jedni mniej, inni więcej, w zależności od własnych zdolności i koniunktury. Byli też tacy, którzy przedsiębiorczy nie byli, nie zakładali własnych firm, a i w dużych firmach czuli się źle, bo to kapitalistyczny wyzysk i wyścig szczurów. Zajmowali więc najniższe i najsłabiej płatne stanowiska, o tym, że trzeba się dokształcić i przekwalifikować nikt nie myślał, takie sztuczki to nie dla nas, nikt nie wierzył, że nauka może coś zmienić. W ten sposób zaczęły się tworzyć nierówności i powstał mit bogatego złodzieja. Sprzątaczka w fabryce widząc, że jej sąsiadka założyła salon piękności i dorobiła się na nim nie mogła uwierzyć, że dorobek był z pracy. Przecież ona też uczciwie pracuje, macha miotłą osiem godzin dziennie, jak pracodawca przykazał i ma z tego mniej, niż ta taka owaka, co to nic nie robi, tylko manikir i maseczki z błota. Musiała się więc ta zdzira nakraść, no bo jak to tak? Ano po prostu, są zajęcia bardziej i mniej dochodowe. Nakładanie maseczek z błota jest bardziej opłacalne niż machanie miotłą po podłodze, z różnych powodów, po prostu ludzie tak już sobie wymyślili, że jedną pracę cenią bardziej, inną mniej. Za komuny tego oczywiście nie było, wtedy czy się stało, czy leżało, dwa tysiące się należało.

Co ma wspólnego sprzątaczka z salonu fryzjerskiego z posłanką PIS i z Palikotem? Ano to ma wspólnego, że posłanka z PIS palnęła głupotę. Palikot jest bogaty, bo okradł żonę. Co z tego, że Palikot robi biznes, ma firmy i udziały, dorobił się i teraz czerpie zyski z pracy? Przecież wiadomo, że to wszystko pikuś, "większa połowa" dochodów Palikota jest z oszukiwania żony na alimentach, czy na podziale majątku. Posłanka z PIS odkryła porażające fakty, Herkules Poirot w spódnicy wie już kto jest mordercą. Takich Herkulesów jest mnóstwo, taką samą porażającą wiedzę posiadła sprzątaczka z Urzędu Gminy Swornegacie i pijaczek spod budki z piwem, jakich wiele ( i budek i pijaczków ) w naszym pięknym kraju. Wszyscy na pamięć znają te oczywiste oczywistości, wszyscy wiedzą, że każdy kto ma lepiej się nakradł, a każdy kto bieduje, bieduje, bo jest uczciwy. Na prostą prawdę "biedny, bo głupi" każdy wstanie i rozdrapie pazurami, po czym zwali winę na system i na wyzysk. Wyścig szczurów i wyższość socjalizmu nad kapitalizmem udowadnia w Polsce codziennie parę milionów detektywów – amatorów, teraz do tego grona dołączyła kolejna Mata Hari za dychę, która wyszpiegowała źródło palikotowego dochodu. Nie wiem jak inni, ja od amatorskiego Poirota i od taniej Maty Hari wolę oryginalne, profesjonalne odpowiedniki. Wolę też od nich Palikota, choćby dlatego, że śledczych, którzy ustalą w pięć minut kto się nakradł, a kto nie, jest w Polsce na pęczki, a Palikot jest tylko jeden i jest naszym dobrem narodowym. Podobnie jak muzeum, do którego z chęcią się wybiorę, by przypomnieć sobie zamierzchłe czasy absurdu i socjalizmu.

Reklama

4 KOMENTARZE