Reklama

Jeśli szukacie państwa wciąż niedokończonego to Pakistan jest tego idealnym przykładem. Państwo w budowie – to chyba najlepsze określenie jakie usłyszałem od Pakistańczyków.

Jeśli szukacie państwa wciąż niedokończonego to Pakistan jest tego idealnym przykładem. Państwo w budowie – to chyba najlepsze określenie jakie usłyszałem od Pakistańczyków. Pakistan to kraj który rodził się dwa razy. Po raz pierwszy, gdy odrywał się od Indii, po raz drugi, gdy utracił dzisiejszy Bangladesz. W obu przypadkach, w sposób krwawy, będąc zarazem katem i ofiarą. Niestety ojcowie założyciele popełnili grzech pierworodny państwowości, gdy zdecydowali że najważniejszym wyróżnikiem nowego państwa nie będą jego obywatele lecz wyznawana przez nich wiara. W ten sposób w konstytucji Pakistanu pojawił się artykuł 31. mówiący o „muzułmanach Pakistanu”. Kiedy pytałem moich rozmówców co czyni ich Pakistańczykami i w czym są inni od muzułmanów zamieszkujących Afganistan lub Indie, wzbudzałem nerwowość i konsternację, a pytanie było zbywane byle czym.
Czymże jest więc Pakistan? Najprościej ujmując zagadnienie, Pakistan jest wszystkim co jest zaprzeczeniem Indii. Nienawiść do większego brata jest wszechobecna i służy jako spoiwo trzymające Pakistańczyków razem. Nieważne, że w konfliktach o Kaszmir, z rąk Hindusów zginęło „zaledwie” 16 tysięcy Pakistańczyków, za to z rąk ekstremistów ponad 32 tysiące. Indie w oficjalnej strategii bezpieczeństwa stanowią egzystencjalne zagrożenie dla funkcjonowania Pakistanu, a w górach i na przełęczach Kaszmiru stacjonuje 2/3 pakistańskich wojsk.
Rozmawiając z politycznymi elitami Pakistanu można dostać schizofrenii. Pomimo wyboru jakiego dokonał Pakistan w 2001r. na każdym kroku słyszy się, że to nie jest wojna Pakistanu tylko Stanów Zjednoczonych i że została ona Pakistanowi narzucona. Tylko jeden, jedyny raz, z ust dowódcy dywizji toczącej walki na granicy z Afganistanem dane było usłyszeć, że jest to jednak ich wojna i że jest to wojna przeciwko państwu. Warto przy okazji pamiętać, że sam Pakistan w walce z ekstremistami czerpał najlepsze wzorce od Wuja Sama, wyznając w wielu przypadkach zasadę Regana, że może oni i są skurw….i ale za to są naszymi skurw…i. Żeby było jeszcze ciekawiej, jak ostatnio przyznał były prezydent Pakistanu generał Muszaraf, talibowie byli sprzedawani amerykanom jak nie przymierzając afro amerykanie, tyle że nie za paciorki, a grube miliardy dolarów.
Pakistan ma wiele twarzy. W Islamabadzie czy Lahore jest nowocześnie i europejsko, a infrastruktury drogowej mogłaby pozazdrościć Warszawa. Nigdzie się nie uświadczy kobiety ubranej w hijab, a podejście do reguł Islamu jest równie ambitne jak Polaka do nauk JPII. Wystarczy jednak, że zapędzimy się na tereny zamieszkiwane przez Pasztunów, a spotkamy zupełnie inny świat, gdzie w miejscowej madrasie dzieci ucząc się alfabetu poznają litery na zasadzie: J jak Jihad, T jak Twin Towers. Oto jest moc globalizacji.
Niestety Pakistan niesie ze sobą znacznie większe niebezpieczeństwo niż ekstremizm religijny. Umiejętne wykorzystanie, przez ugrupowania ekstremistyczne, pakistańskiej obsesji strachu i nienawiści wobec Indii może łatwo doprowadzić do pierwszej w historii wymiany uderzeń jądrowych, zainicjowanej wyłącznie emocjami zamiast koniecznością obrony.

Byłbym zapomniał. Osama Bin Laden. Że dziad wiedział, nie powiedział, a to było tak …. żeby coś znaleźć trzeba najpierw chcieć szukać, co nie oznacza że się nie wie gdzie szukać. Gdyby Pakistańczycy mieli interes w sprzedaniu amerykanom OBL za większą korzyść dawno by to już zrobili.

Reklama

27 KOMENTARZE

  1. Nie pamiętam, gdzie to oglądałam lub czytałam
    Twórca Pakistanu był osobą o ambicjach przywódczych dotyczących całych Indii, ale nie był w stanie przebić charyzmy Gandhiego w wymiarze narodowym. No, to chociaż trochę uskubnąć postanowił i zagospodarował muzułmanów, pod religijnym hasłem. Idea stworzenia odrębnego państwa muzułmańskiego spowodowała masywne migracje i wtórnie, straty ludzkie.

    Teoretycznie, po oddzieleniu religii (nawet niecałkowitym) mógł zapanować względny spokój.
    Z tego, co napisałeś, o spokoju na granicy mowy nie ma i tli się tam tak, że może grzmotnąć na poważnie.

    Witaj w kraju!

  2. Nie pamiętam, gdzie to oglądałam lub czytałam
    Twórca Pakistanu był osobą o ambicjach przywódczych dotyczących całych Indii, ale nie był w stanie przebić charyzmy Gandhiego w wymiarze narodowym. No, to chociaż trochę uskubnąć postanowił i zagospodarował muzułmanów, pod religijnym hasłem. Idea stworzenia odrębnego państwa muzułmańskiego spowodowała masywne migracje i wtórnie, straty ludzkie.

    Teoretycznie, po oddzieleniu religii (nawet niecałkowitym) mógł zapanować względny spokój.
    Z tego, co napisałeś, o spokoju na granicy mowy nie ma i tli się tam tak, że może grzmotnąć na poważnie.

    Witaj w kraju!

  3. Nie pamiętam, gdzie to oglądałam lub czytałam
    Twórca Pakistanu był osobą o ambicjach przywódczych dotyczących całych Indii, ale nie był w stanie przebić charyzmy Gandhiego w wymiarze narodowym. No, to chociaż trochę uskubnąć postanowił i zagospodarował muzułmanów, pod religijnym hasłem. Idea stworzenia odrębnego państwa muzułmańskiego spowodowała masywne migracje i wtórnie, straty ludzkie.

    Teoretycznie, po oddzieleniu religii (nawet niecałkowitym) mógł zapanować względny spokój.
    Z tego, co napisałeś, o spokoju na granicy mowy nie ma i tli się tam tak, że może grzmotnąć na poważnie.

    Witaj w kraju!

    • Owszem, Bengal Wschodni i
      Owszem, Bengal Wschodni i Bengal Zachodni dzieliła spora odległość (1600 km), ale począwszy od 1947, gdy obie części oderwały się od Indii stanowiły do 1971 jeden organizm państwowy. To oddalenie było jedną z przyczyn kolejnego rozpadu ale przede wszystkim Wschodni Bengal (Bangladesz) posiada własny język i odrębną kulturę. Próba podjęta przez Pakistańczyków w 1971 mająca na celu narzucenia Urdu jako oficjalnego języka zakończyła się powstaniem zbrojnym Bengalczyków. Po kilku miesiącach rzezi jaką Pakistan zafundował Bengalczykom nerwy puściły w Indiach i wkroczyli z bratnią pomocą wykopując Pakistańczyków.

    • Owszem, Bengal Wschodni i
      Owszem, Bengal Wschodni i Bengal Zachodni dzieliła spora odległość (1600 km), ale począwszy od 1947, gdy obie części oderwały się od Indii stanowiły do 1971 jeden organizm państwowy. To oddalenie było jedną z przyczyn kolejnego rozpadu ale przede wszystkim Wschodni Bengal (Bangladesz) posiada własny język i odrębną kulturę. Próba podjęta przez Pakistańczyków w 1971 mająca na celu narzucenia Urdu jako oficjalnego języka zakończyła się powstaniem zbrojnym Bengalczyków. Po kilku miesiącach rzezi jaką Pakistan zafundował Bengalczykom nerwy puściły w Indiach i wkroczyli z bratnią pomocą wykopując Pakistańczyków.

    • Owszem, Bengal Wschodni i
      Owszem, Bengal Wschodni i Bengal Zachodni dzieliła spora odległość (1600 km), ale począwszy od 1947, gdy obie części oderwały się od Indii stanowiły do 1971 jeden organizm państwowy. To oddalenie było jedną z przyczyn kolejnego rozpadu ale przede wszystkim Wschodni Bengal (Bangladesz) posiada własny język i odrębną kulturę. Próba podjęta przez Pakistańczyków w 1971 mająca na celu narzucenia Urdu jako oficjalnego języka zakończyła się powstaniem zbrojnym Bengalczyków. Po kilku miesiącach rzezi jaką Pakistan zafundował Bengalczykom nerwy puściły w Indiach i wkroczyli z bratnią pomocą wykopując Pakistańczyków.

  4. Szwejku, a jak Twoim zdaniem
    przedstawiają się relacje Pakistan-Chiny i Pakistan-Iran? Interesuje mnie, czy kontakty między tymi państwami to zwykły pragmatyzm sąsiedzki, czy może raczej zaczątki jakiegoś partnerstwa strategicznego?

    Pozdrawiam

    • Z góry zastrzegam, że to co
      Z góry zastrzegam, że to co piszę to wyłącznie moje prywatne obserwacje, a nie jedynie słuszne i oświecone prawdy.

      Chyba najprościej będzie podsumować jednym zdaniem. Zimna Wojna i wyścig zbrojeń przeniosły się z Europy do Azji Południowej.
      Pakistan bardzo entuzjastycznie mówi o “partnerstwie strategicznym” z Chinami i niemal na kolanach błaga o większe zaangażowanie. Ze strony chińskiej widać znacznie mniej emocjonalne podejście, za to bardziej pragmatyczne. To przecież Chiny przekazały Pakistanowi technologię jądrową, a ostatnio sprzedali im trzeci reaktor. Chińczycy sprzedają im uzbrojenie. Zainwestowali w modernizację i rozbudowę Karakorum Highway biegnącej z Chin do portu w Karaczi, lada dzień będą zarządzać kolejnym portem w Pakistanie. Jednak za tym wszystkim przemawia czysty biznes.
      Znacznie ciekawiej sprawa jest postrzegana w Indiach. Tak jak Pakistan ma anty-indyjską biegunkę, tak Indie mają anty-chińską. Na szczeblach politycznych i wojskowych nie mówi się o niczym innym jak o zagrożeniu ze strony Chin. Indie inwestują w tej chwili ogromne pieniądze w rozbudowę Marynarki Wojennej i oceniają że prędzej czy później dojdzie do konfrontacji z Chinami o dostęp do arabskiej ropy i zapewnienie swobody żeglugi dla własnego handlu. Niesamowitą zabawą jest oglądanie w Indiach tamtejszych kanałów informacyjnych. Budowa nowego mostu czy drogi przez Chińczyków w Pakistanie jest pokazywana jako krok mający na celu ułatwienie przemieszczania się chińskich wojsk w kierunku Indii. Każdego dnia pokazywane są coraz to nowe liczby dywizji jakie Chińczycy mogą wyekspediować z terytorium Pakistanu. Natomiast sam Pakistan jest postrzegany jak młodszy, bardzo upierdliwy brat z którym musisz żyć. Owszem, dasz w dupę klapsa ale nie zabijesz.

      Jeżeli chodzi o Iran to sprawa wygląda bardziej prozaicznie niż się wydaje. Pakistan opylił do Iranu technologię jądrową wcześniej pozyskaną od Chińczyków. Indie nie wtrącają się w to co dzieje się w Iranie. Jeden i drugi kraj robi to z bardzo pragmatycznych powodów i strategii w tym niewiele. Indie są głodne ropy. Obecny boom gospodarczy to nadal efekt ilości a nie jakości więc zapotrzebowanie na surowce energetyczne jest przeogromne. 1,3 mld. ludzi chce lepiej żyć, w Chinach więcej niż drugie tyle chce tego samego. Pakistan ma za to tragiczną sytuację budżetową więc w sprzedaży technologii do Iranu widział jedyną deskę ratunku. Wydawało mi się, że jak ktoś wydaje 16% swojego PKB na obronę to już nic gorszego nie może go spotkać, niestety myliłem się. Obsługa długu zżera 23% pakistańskiego PKB, a tylko 8% aktywności biznesowej jest opodatkowana. Do tego, z internacjonalistyczną pomocą zmierza do Pakistanu zarówno Bank Światowy jak i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Czysty dramat. Te dwie instytucje zawsze pozostawiają po sobie zniszczenie i nigdy, nigdzie nie usłyszałem o nich dobrej opinii poza ich własnymi siedzibami w Waszyngtonie.

      I na koniec, bo dość długo przynudzam.
      Po wypowiedziach fizyków jądrowych w Pakistanie mam mój najczarniejszy scenariusz wydarzeń. Gdybym siedział w Abbotabad i kombinował jako szef Al-Kaidy, to bym zgromadził materiał rozszczepialny (o ile w miarę pilnują głowic o tyle nie za bardzo panują nad ilością wyprodukowanego materiału promieniotwórczego) wyprodukował “brudną bombę” i ją zdetonował po pakistańskiej stronie Kaszmiru. Wymiana jądrowa między Pakistanem i Indiami gwarantowana, cel jakim jest zachwianie całym kontynentem osiągnięty. Obym był złym prorokiem. Insz Allah

  5. Szwejku, a jak Twoim zdaniem
    przedstawiają się relacje Pakistan-Chiny i Pakistan-Iran? Interesuje mnie, czy kontakty między tymi państwami to zwykły pragmatyzm sąsiedzki, czy może raczej zaczątki jakiegoś partnerstwa strategicznego?

    Pozdrawiam

    • Z góry zastrzegam, że to co
      Z góry zastrzegam, że to co piszę to wyłącznie moje prywatne obserwacje, a nie jedynie słuszne i oświecone prawdy.

      Chyba najprościej będzie podsumować jednym zdaniem. Zimna Wojna i wyścig zbrojeń przeniosły się z Europy do Azji Południowej.
      Pakistan bardzo entuzjastycznie mówi o “partnerstwie strategicznym” z Chinami i niemal na kolanach błaga o większe zaangażowanie. Ze strony chińskiej widać znacznie mniej emocjonalne podejście, za to bardziej pragmatyczne. To przecież Chiny przekazały Pakistanowi technologię jądrową, a ostatnio sprzedali im trzeci reaktor. Chińczycy sprzedają im uzbrojenie. Zainwestowali w modernizację i rozbudowę Karakorum Highway biegnącej z Chin do portu w Karaczi, lada dzień będą zarządzać kolejnym portem w Pakistanie. Jednak za tym wszystkim przemawia czysty biznes.
      Znacznie ciekawiej sprawa jest postrzegana w Indiach. Tak jak Pakistan ma anty-indyjską biegunkę, tak Indie mają anty-chińską. Na szczeblach politycznych i wojskowych nie mówi się o niczym innym jak o zagrożeniu ze strony Chin. Indie inwestują w tej chwili ogromne pieniądze w rozbudowę Marynarki Wojennej i oceniają że prędzej czy później dojdzie do konfrontacji z Chinami o dostęp do arabskiej ropy i zapewnienie swobody żeglugi dla własnego handlu. Niesamowitą zabawą jest oglądanie w Indiach tamtejszych kanałów informacyjnych. Budowa nowego mostu czy drogi przez Chińczyków w Pakistanie jest pokazywana jako krok mający na celu ułatwienie przemieszczania się chińskich wojsk w kierunku Indii. Każdego dnia pokazywane są coraz to nowe liczby dywizji jakie Chińczycy mogą wyekspediować z terytorium Pakistanu. Natomiast sam Pakistan jest postrzegany jak młodszy, bardzo upierdliwy brat z którym musisz żyć. Owszem, dasz w dupę klapsa ale nie zabijesz.

      Jeżeli chodzi o Iran to sprawa wygląda bardziej prozaicznie niż się wydaje. Pakistan opylił do Iranu technologię jądrową wcześniej pozyskaną od Chińczyków. Indie nie wtrącają się w to co dzieje się w Iranie. Jeden i drugi kraj robi to z bardzo pragmatycznych powodów i strategii w tym niewiele. Indie są głodne ropy. Obecny boom gospodarczy to nadal efekt ilości a nie jakości więc zapotrzebowanie na surowce energetyczne jest przeogromne. 1,3 mld. ludzi chce lepiej żyć, w Chinach więcej niż drugie tyle chce tego samego. Pakistan ma za to tragiczną sytuację budżetową więc w sprzedaży technologii do Iranu widział jedyną deskę ratunku. Wydawało mi się, że jak ktoś wydaje 16% swojego PKB na obronę to już nic gorszego nie może go spotkać, niestety myliłem się. Obsługa długu zżera 23% pakistańskiego PKB, a tylko 8% aktywności biznesowej jest opodatkowana. Do tego, z internacjonalistyczną pomocą zmierza do Pakistanu zarówno Bank Światowy jak i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Czysty dramat. Te dwie instytucje zawsze pozostawiają po sobie zniszczenie i nigdy, nigdzie nie usłyszałem o nich dobrej opinii poza ich własnymi siedzibami w Waszyngtonie.

      I na koniec, bo dość długo przynudzam.
      Po wypowiedziach fizyków jądrowych w Pakistanie mam mój najczarniejszy scenariusz wydarzeń. Gdybym siedział w Abbotabad i kombinował jako szef Al-Kaidy, to bym zgromadził materiał rozszczepialny (o ile w miarę pilnują głowic o tyle nie za bardzo panują nad ilością wyprodukowanego materiału promieniotwórczego) wyprodukował “brudną bombę” i ją zdetonował po pakistańskiej stronie Kaszmiru. Wymiana jądrowa między Pakistanem i Indiami gwarantowana, cel jakim jest zachwianie całym kontynentem osiągnięty. Obym był złym prorokiem. Insz Allah

  6. Szwejku, a jak Twoim zdaniem
    przedstawiają się relacje Pakistan-Chiny i Pakistan-Iran? Interesuje mnie, czy kontakty między tymi państwami to zwykły pragmatyzm sąsiedzki, czy może raczej zaczątki jakiegoś partnerstwa strategicznego?

    Pozdrawiam

    • Z góry zastrzegam, że to co
      Z góry zastrzegam, że to co piszę to wyłącznie moje prywatne obserwacje, a nie jedynie słuszne i oświecone prawdy.

      Chyba najprościej będzie podsumować jednym zdaniem. Zimna Wojna i wyścig zbrojeń przeniosły się z Europy do Azji Południowej.
      Pakistan bardzo entuzjastycznie mówi o “partnerstwie strategicznym” z Chinami i niemal na kolanach błaga o większe zaangażowanie. Ze strony chińskiej widać znacznie mniej emocjonalne podejście, za to bardziej pragmatyczne. To przecież Chiny przekazały Pakistanowi technologię jądrową, a ostatnio sprzedali im trzeci reaktor. Chińczycy sprzedają im uzbrojenie. Zainwestowali w modernizację i rozbudowę Karakorum Highway biegnącej z Chin do portu w Karaczi, lada dzień będą zarządzać kolejnym portem w Pakistanie. Jednak za tym wszystkim przemawia czysty biznes.
      Znacznie ciekawiej sprawa jest postrzegana w Indiach. Tak jak Pakistan ma anty-indyjską biegunkę, tak Indie mają anty-chińską. Na szczeblach politycznych i wojskowych nie mówi się o niczym innym jak o zagrożeniu ze strony Chin. Indie inwestują w tej chwili ogromne pieniądze w rozbudowę Marynarki Wojennej i oceniają że prędzej czy później dojdzie do konfrontacji z Chinami o dostęp do arabskiej ropy i zapewnienie swobody żeglugi dla własnego handlu. Niesamowitą zabawą jest oglądanie w Indiach tamtejszych kanałów informacyjnych. Budowa nowego mostu czy drogi przez Chińczyków w Pakistanie jest pokazywana jako krok mający na celu ułatwienie przemieszczania się chińskich wojsk w kierunku Indii. Każdego dnia pokazywane są coraz to nowe liczby dywizji jakie Chińczycy mogą wyekspediować z terytorium Pakistanu. Natomiast sam Pakistan jest postrzegany jak młodszy, bardzo upierdliwy brat z którym musisz żyć. Owszem, dasz w dupę klapsa ale nie zabijesz.

      Jeżeli chodzi o Iran to sprawa wygląda bardziej prozaicznie niż się wydaje. Pakistan opylił do Iranu technologię jądrową wcześniej pozyskaną od Chińczyków. Indie nie wtrącają się w to co dzieje się w Iranie. Jeden i drugi kraj robi to z bardzo pragmatycznych powodów i strategii w tym niewiele. Indie są głodne ropy. Obecny boom gospodarczy to nadal efekt ilości a nie jakości więc zapotrzebowanie na surowce energetyczne jest przeogromne. 1,3 mld. ludzi chce lepiej żyć, w Chinach więcej niż drugie tyle chce tego samego. Pakistan ma za to tragiczną sytuację budżetową więc w sprzedaży technologii do Iranu widział jedyną deskę ratunku. Wydawało mi się, że jak ktoś wydaje 16% swojego PKB na obronę to już nic gorszego nie może go spotkać, niestety myliłem się. Obsługa długu zżera 23% pakistańskiego PKB, a tylko 8% aktywności biznesowej jest opodatkowana. Do tego, z internacjonalistyczną pomocą zmierza do Pakistanu zarówno Bank Światowy jak i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Czysty dramat. Te dwie instytucje zawsze pozostawiają po sobie zniszczenie i nigdy, nigdzie nie usłyszałem o nich dobrej opinii poza ich własnymi siedzibami w Waszyngtonie.

      I na koniec, bo dość długo przynudzam.
      Po wypowiedziach fizyków jądrowych w Pakistanie mam mój najczarniejszy scenariusz wydarzeń. Gdybym siedział w Abbotabad i kombinował jako szef Al-Kaidy, to bym zgromadził materiał rozszczepialny (o ile w miarę pilnują głowic o tyle nie za bardzo panują nad ilością wyprodukowanego materiału promieniotwórczego) wyprodukował “brudną bombę” i ją zdetonował po pakistańskiej stronie Kaszmiru. Wymiana jądrowa między Pakistanem i Indiami gwarantowana, cel jakim jest zachwianie całym kontynentem osiągnięty. Obym był złym prorokiem. Insz Allah