Reklama

Czwórką nad czystym i opasłym stołem siedzieli,
Znad tomisk srogo patrzyli i marsowe miny mieli,
Jedni na nich: „Ostojo Miłości”. Skromniej drudzy:

Czwórką nad czystym i opasłym stołem siedzieli,
Znad tomisk srogo patrzyli i marsowe miny mieli,
Jedni na nich: „Ostojo Miłości”. Skromniej drudzy:
„Szanowna Komisjo, my dla Cię zawsze cisi słudzy,
Pokornie modlitwy na Twą piękną misją ślemy
I łajdaków i oczyszczonych ludzi pomożemy
Przysłać przed Twoje mądre i nieskalane obliczę;
Rachmistrz sam rzekł, że: Jej dobroci nie zliczę.”
Ów szlachetna czwórka sumień i żalu badaczy,
Naprawionych lub dalej błędnych w grzechu wyznaczy
Jednym podpisem – do karceru, czy do krainy
Wzajemnego uwielbienia gdzie stąpają ludzie bez winy.
Drzwi otworzyły się z niesłyszanym szeptem
Powietrza, ktoś chce wejść do świątyni. Raptem –
Jest!! Cały nos, cała twarz, nawet ręce i nogi;
Częściej są ci, co z braku kończyn liżą podłogi.
„Proszę usiąść” rzecze jeden z komisji uprzejmie,
Tamten niepewnie, powoli siada acz wylewnie
Do nich: „Kochana mateczko prawdy i miłości,
Jestem zrehabilitowany i nawet moich włości
Się zrzeknę, jeżeli z tych ust, co zębów już pół
Nie ma, kłamstwo wyjdzie, czy uparcie jak wół
Nie docenię pracy, wiedzy, jak trawa zielonej mowy
Cudnej, aktów wydanych, budów już gotowych,
Uśmiechów gromkich na zachodzie, zaś na wschodzie
Rad wielkiego i bystrego sąsiada co koncesji powodzie
Na łupki słusznie zatrzymać zamierza, bo gaz dobry,
Najważniejszy i ekologia…” Zamilkł cały mokry
Od słów potoku, tyrady, gdy ręka zza akt wstrzymała
Palcem wskazując na otwartą teczkę – „Nie mała
Kara jeszcze powinna cię dopaść, może darcie skóry,
Bo takiego nieskładnego bełkotu, mało który
Wytrzyma. Słońce składniej i lepiej chwalić trzeba,
Bowiem jest to najjaśniejszy kawałek naszego nieba.
Za to niekrótko chamskimi kalumniami sypałeś, bluzgi
Płynęły słowem i pismem, gorzej – zarażałeś mózgi,
Trułeś w dzień i w noc, łgałeś tak miesiącami
I myślisz, że tak szybko wymigasz się przed nami!?
Hę?” – tako mocno odpowiedział członek szanowny;
„Ja nie…”, „Zamilcz szujo nieczysta, jakiś wymowny,
Ty chłystku o pięciu twarzach. Straż!” – krzyknął.
Zabrali, i po chwili sprzed oczu komisji zniknął.
Papier, pod pieczątki naporem, zabarwił się na czerwono
I trafił do największej rubryki, pt: „Pro publico bono”.

Reklama